Dwie natury - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 07 maj 2016 10:55

Dwie natury

Napisał 

Witold Cegiełka, właściciel studio Mobilfoto.pl w Świdniku odnalazł w fotografii odzwierciedlenie swojej dwoistej natury. Tą pierwszą techniczną, która wiąże się ze znajomością sprzętu fotograficznego, informatyki, oprogramowania graficznego, a drugą estetyczną i artystyczną.

- Sztuka pozwala wyrażać siebie na wiele sposobów. Dlaczego wybrał Pan akurat fotografię?

- W latach 70. rodzina podarowała mi radziecką Smienę 8M. To był mój pierwszy aparat, jednak nigdy nie zrobiłem nim żadnego zdjęcia. Miałem za to ciekawość do techniki i bardzo chciałem zobaczyć jak Smiena wygląda w środku. Rozłożyłem ją na części, ale niestety nie potrafiłem jej złożyć z powrotem. W rezultacie, stała się moim technicznym eksperymentem. Z rówieśnikami wywoływaliśmy zdjęcia w domowych warunkach, robiliśmy takie łazienkowe atelier. Później, w latach 90. dostałem w prezencie ślubnym aparat analogowy, a potem dokupiłem aparaty cyfrowe. To połączyło wszystko w całość - efekty jakie mogłem osiągnąć w programach graficznych, zmierzały w kierunku zarówno komercyjnym, jak i sztuki. Fascynowałem się Horowitzem, Beksińskim, surrealistami, pictorialistami, historią fotografii. Odwiedzałem wszystkie ważne wystawy fotograficzne i malarskie.

- Coś jednak Pana podkusiło, by uchwycić pierwszy kadr.

- Zorientowałem się, że fotografowanie, czyli malowanie światłem, jest niezwykle twórcze, że inaczej postrzegam rzeczywistość w sensie jej kadrowania, wybierania tematów. Inspiracją była moja rodzina. Pierwsze zdjęcia, które zrobiłem, dokumentowały różne wydarzenia rodzinne bądź wycieczki. Mam sporą dokumentację kliszową, pokazującą, jak dorastały moje dzieci. Przez wiele lat w firmie Coca-cola wykonywałem zdjęcia dokumentalne.

- Pamięta Pan to jedno zdjęcie, które sprawiło, że zaczął Pan myśleć o sobie jako fotografie?

- To było około 2004 roku. Na rynku pojawiły się pierwsze aparaty cyfrowe lustrzanki, które dawały dobrej jakości obraz i pozwalały rozwijać umiejętności fotograficzne. Pamiętam takie artystyczne zdjęcie. Przedstawiało pejzaż wykadrowany nad zalewem w Krępcu. Przebijające się promienie słońca przez gałęzie drzew, to była właśnie ta fotografia.

- Jest Pan fotografem – podróżnikiem?

- Lubię włóczyć się po okolicy, pieszo, rowerem albo samochodem, a aparat zawsze jest moim ekwipunkiem. To pozwala mi dokumentować rzeczywistość, wrócić do miejsca, które być może nie zapisało się w mojej pamięci, ale ślad po nim został w aparacie. Mam sporo zdjęć, które zrobiłem w miejscowościach oddalonych od Świdnika o 20 czy 40 kilometrów: Nadwieprzański Park Krajobrazowy, okolice Mełgwi, Podzamcza i Wierzchowisk. Lubię fotografować też w górach.

- A czy bohaterem tej dokumentacji jest także Pan?

- Czy robię selfie? Jest to chyba jedyny typ fotografii, który mnie nie pociąga. Wolę wybrać coś z rzeczywistości, co jest warte zatrzymania. Jak mówi jeden ze znakomitych fotografów, Tomek Sikora, „potrzebuję nastroić się do rzeczywistości, wejść w pewien trans” i dopiero wtedy mogę ją wykadrować i sfotografować, a może nawet poddać drobnej obróbce. Nigdy nie czułem potrzeby, by stanąć po drugiej stronie obiektywu i zostać sfotografowanym. Ale nie jest też tak, że nie mam żadnych swoich zdjęć. Wiele zachowało się na kliszach moich przyjaciół.

- Nie ciągnęło Pana, żeby wyjechać za granicę i zająć się fotoreportażem?

- To fajne zajęcie, ale nie jestem pewien, czy udałoby mi się z niego utrzymać. Trzeba wziąć pod uwagę logistykę, koszty wyjazdów, wymiany sprzętu. Gdybym miał takie możliwości, chętnie obfotografowałbym pół świata. Musiałbym jednak trafić na zleceniodawcę, który zapewniłby mi długoterminowe stypendium. Fotografią reportażową czy komercyjną może niestety zajmować się tylko garstka wybrańców. A szkoda, bo mamy wielu utalentowanych profesjonalistów o nietuzinkowym spojrzeniu…

- Zastanawiam się, kiedy przekroczył Pan granicę między amatorstwem a zawodowstwem.

- Kiedy zarejestrowałem działalność gospodarczą i wynająłem studio. To był 2008 rok. Zrealizowałem pierwsze zlecenie - przeprowadziłem kurs fotografii dla młodzieży. Wcześniej działałem artystycznie. Jeździłem na plenery ze śląską grupą Landskapiści. Zapraszaliśmy jakiegoś znanego, utytułowanego fotografa, który drugiego dnia pleneru miał swój wieczór autorski. Motorem napędowym naszych działań był Mieczysław Wielomski z Czechowic Dziedzic, uczeń Zofii Rydet, słynącej ze swojego „Zapisu socjologicznego”. Z biegiem czasu, grupa przekształciła się w Polski Związek Modern Pictorialistów. Zorganizowaliśmy wiele wystawy poplenerowych, tematycznych, jednak nie byliśmy w stanie utrzymać się z pracy artystycznej i jakoś tak naturalnie nasze drogi się rozeszły. Od 2008 roku jestem członkiem Syndykatu Fotograficznego, który działa przy Miejskim Ośrodku Kultury w Świdniku. Wspólnie zrealizowaliśmy kilka dużych wystaw fotograficznych.

- Czy praca w studiu daje Panu taką samą satysfakcję, jak praca artystyczna?

- Fotografia jest moją ogromną pasją, motorem napędowym i jest niezwykle satysfakcjonująca. Nie ma znaczenia, czy jest to fotografia do dokumentów, czy artystyczny plener. Każde zdjęcie staram się zrobić najlepiej jak potrafię. Inaczej byłbym nie fair wobec siebie, a przede wszystkim, wobec moich klientów.

- Pytam, bo zdjęcia do dokumentów są…

- Mało twórcze, ale za to bardzo precyzyjne. Jeśli klientka ma źle ułożony kosmyk włosów albo zbyt mocny makijaż, trzeba natychmiast podać lusterko, by mogła się poprawić. Ważna jest też mimika. Jeśli osoba fotografowana jest rozbawiona, trzeba z nią chwilę popracować, by jej wyraz twarzy był oficjalny. Fotograf odgrywa tu rolę psychologa.

- Wydaje mi się, że dużym utrudnieniem są też zasady fotografowania, na przykład do paszportu.

- Każdy ma swoją fizjonomię. Jeśli ktoś ma nienaturalną głowę, odstające uszy, pociągłą twarz czy wysoką fryzurę… fotograf musi zrobić takie zdjęcie, by było ładne, a jednocześnie zgodne z zaleceniami ustawowymi. Oczywiście, są też klienci z książkową urodą i zrobienie im zdjęcia trwa zaledwie chwilę. Ale są też charakterystyczne postacie, nad którymi trzeba popracować trochę dłużej.

- Jako zawodowy reporter, fotografuje Pan uroczystości rodzinne, robi zdjęcia do dokumentów. Z jakich jeszcze usług można skorzystać w studiu?

- Oprócz zdjęć do dokumentów i zamówień odbitek, zajmuję się też skanowaniem, retuszem i rekonstrukcją starych fotografii. Wkrótce Mobilfoto będzie miało też najbogatszą ofertę fotoksiążki. To będzie mój sztandarowy produkt, ponieważ będzie łączył fotografikę z czymś, czego nie ma za dużo w świecie cyfrowym, czyli publikowaniem w wersji papierowej. Fotoksiążka pozwoli w atrakcyjny sposób pokazać zdjęcia, które do tej pory trzymaliśmy na dyskach komputerów czy w telefonach komórkowych. Będzie można za jej pomocą stworzyć ze swoich prac fotograficznych, na przykład portfolio albo nowoczesne CV, którego żaden pracodawca na pewno nie przeoczy.

Zapraszam do studio Mobilfoto w Świdniku.

Agata Flisiak

Czytany 218 razy