Życie wokół psów - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 16 kwiecień 2016 10:43

Życie wokół psów

Napisał 

Psy były jej pasją od dziecka. Zawsze chętnie zabierała czworonogi sąsiadów na spacer, szkoliła je, bawiła się z nimi. Jak wspomina, kilka razy nawet przynosiła psy do domu, bo zawsze marzył jej się własny pupil. Spełnienie odnalazła w pensjonacie, który prowadzi od kilku lat. Ewa Kępka, właścicielka Psioteliku opowiada o idei hoteli dla zwierząt i o swojej pracy.

- Co skłoniło Panią do otwarcia tego miejsca?

- Na pomysł wpadła koleżanka, która akurat przeprowadzała się do Anglii i nie miała z kim zostawić psów. W tamtym okresie istniały już hotele dla psów, ale jakoś niespecjalnie wzbudzały jej zaufanie. Zasugerowała więc, żebym sama otworzyła takie miejsce, ale wówczas odmówiłam. Myśl o własnym pensjonacie, pełnym szczekających czworonogów, wciąż jednak siedziała mi w głowie. Zaczęłam rozmawiać o tym z rodziną. Początkowo byli sceptycznie nastawieni. Mąż pytał, kto będzie korzystał z moich usług, ale w końcu udało mi się go przekonać. Zrobiłam rekonesans. W internecie znalazłam informacje o różnych hotelach, jak działają i w co są wyposażone. Od samego początku wiedziałam, że chcę stworzyć miejsce, w którym psy będą czuły się jak w domu.

- Hotele dla zwierząt to w Polsce wciąż nowa inicjatywa. W związku z tym, nie było żadnych problemów prawnych?

- Prawo nie reguluje działalności hotelowej dla zwierząt. W PKD, czyli Polskiej Klasyfikacji Działalności, to pojęcie w ogóle nie istnieje. Owszem, pensjonat można podciągnąć pod schronisko, ale to nie jest to samo. Interesowałam się tym, dzwoniłam do Inspektoratu Weterynaryjnego. Odpowiedziano mi, że jeśli ludzie chcą korzystać z moich usług, a psy dobrze się tu czują, to oni nie mają żadnych zastrzeżeń. Jednak to, że prawo w żaden sposób nie reguluje takiej działalności jak moja, wcale nie jest dobre. Oczywiście, dzięki temu mniej czasu zajmuje mi tzw. „papierologia”, ale z drugiej strony przez to powstają miejsca o złym standardzie. Często rozmawiam z klientami i wiem, że jest to duży problem, bo zdarzają się nieodpowiedzialni hotelarze, którzy nie powinni opiekować się psami. Dlatego uważam, że regulacja prawna powinna istnieć.

- Czy Psiotelik ma wielu klientów?

- Miejsce cieszy się dużym zainteresowaniem, dlatego kolejki są dosyć duże. Niekiedy zdarza się, że właściciele psów są zmuszeni zmienić datę urlopu, żeby ich pupile mogły w tym czasie być pod moją opieką. Czasem też szukają po prostu innego rozwiązania. W swojej pracy spotykam się z trzema rodzajami ludzi. Pierwsza grupa to osoby, które po obejrzeniu hotelu dochodzą do wniosku, że nie jest to miejsce dla ich czworonoga, bo po prostu jest za ładne i pies na pewno wszystko zniszczy. To jest oczywiście bardzo miłe. Takie opinie sprawiają, że czuję się dowartościowana i widzę, że to co robię, robię dobrze. Dla drugiej grupy naturalnym jest, że każdy szczekający pensjonariusz ma własne posłanie, więc w pełni akceptują całą inicjatywę. Jest też trzecia grupa ludzi, którzy są bardzo przywiązani do swoich psów, dlatego podchodzą do Psioteliku z dystansem. Oni są dla mnie zawsze zagadką, bo nigdy nie wiem, jak przebiegnie spotkanie klimatyzacyjne, czy im się spodoba i czy tu wrócą.

- Jak wygląda hotel?

- Staram się, żeby psy czuły się tu swobodnie, dlatego w jednym czasie mogę przyjąć tylko sześć psów. Siódmego mogę wziąć do domu na pobyt ekskluzywny, ale musi być to zwierzak, którego znam, ponieważ mam czteroletniego syna i dwie suczki. Pokoje w hotelu są murowane, mają posadzkę i są pomalowane na stonowane kolory, tak jak w zwykłym domu. Każdy zwierzak ma swoje łóżko albo posłanie. Są koce, dywany, poduszki, misie, miski spowalniające jedzenie. Na wyposażeniu mamy też zabawki typu kong, szarpaki oraz piłki tenisowe. Właściciele mogą też przywieźć rzeczy, z których psy korzystają w domu albo pokarm, który lubią. Cały hotel jest ogrzewany albo klimatyzowany, w zależności od pory roku. Psie pokoje są sprzątane codziennie lub co drugi dzień, w zależności od pogody i psa. Sprzątam też po jego wyjeździe, używając środków nieszkodliwych dla zwierząt. Przy hotelu znajduje się także wybieg, a ponieważ do każdego psa podchodzę indywidualnie, na wybiegu nigdy nie znajdują się dwa duże czworonogi w jednym czasie. Zresztą, czasami trafiają do mnie pieski, które są bardzo spokojne albo chore i nie potrzebują dużo ruchu. Wtedy spędzam z nimi czas w pokoju.

- Na jak długo można zostawić psa?

- Nie ma żadnego ograniczenia. Zdarzyło się, że miałam pensjonariusza, który przebywał tu pół roku. Są też pieski, które mają trafić do adopcji, a póki co, mieszkają tutaj. Zdarza się, że właściciele z jakiegoś powodu nie mogą trzymać czworonogów w domu, więc wykupują im miejsce w hotelu i tu się nimi zajmują. Przyjeżdżają na spacery, bawią się z nimi, po prostu spędzają czas. Prowadzę też świetlicę, więc jeśli ktoś musi gdzieś wyjść na kilka godzin i nie chce, by jego pies był w tym czasie sam, bo woli, żeby się wybiegał, może go do mnie przyprowadzić.

- Zdarza się, że właściciel nie wraca po swojego pupila?

- Bardzo się tego bałam, dlatego wprowadziłam pewne zasady. Każdy właściciel, który decyduje się skorzystać z usługi, musi się wylegitymować i podpisać oświadczenia, m.in. o tym, że odbierze psa. Na szczęście, jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby piesek został porzucony. I mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, bo to dramat dla zwierzęcia i na pewno przykre doświadczenie.

- Jest Pani jedyną osobą, która pracuje w hotelu?

- Tak, ale często pomaga mi też moja siostra. Gdy wyjeżdżam na zawody albo seminaria, to ona zajmuje się psami. Oczywiście, wcześniej informuję o tym klientów, żeby nie doszło do żadnych nieporozumień. W miarę możliwości, siostra spotyka się wcześniej z właścicielami pensjonariuszy Psioteliku, żeby poznać ich i psa. W tamtym roku, w hotelu pomagała także praktykantka z Uniwersytetu Przyrodniczego, z kierunku behawiorystyka. W tym roku także przyjmę praktykantkę. Do tej pory współpracowałam z Anią, która naprawdę świetnie sobie radziła i z wielkim sercem i pasją podchodziła do psów. Wszyscy zawsze dobrze reagują na dodatkową osobę w hotelu, bo dzięki temu jest ktoś jeszcze, kto zajmuje się zwierzętami.

- Co najbardziej podoba się Pani w tej pracy?

- Entuzjazm ludzi. Wielu z nich traktuje to miejsce jako jedyne słuszne wyjście. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Za każdym razem kiedy odbieram telefon i słyszę, że ktoś chce zostawić u mnie psa, czuję się świetnie. To dla mnie taki kopniak, by iść do przodu. Czuję, że ktoś mi ufa. Teraz zajmuję się też szkoleniem psów, organizuję seminaria. Ludzie chętnie korzystają z takich spotkań i jest to bardzo fajne. Każda drobna rzecz sprawia, że chcę dalej rozwijać Psiotelik, a wizja jego zamknięcia to dla mnie senny koszmar, który mam nadzieję, nigdy się nie spełni.

Agata Flisiak

Czytany 286 razy