Wiedziałam, że będę gotować - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 30 styczeń 2016 08:11

Wiedziałam, że będę gotować

Napisała 

Jako mała dziewczynka chętnie pomagała przy przyrządzaniu smakowitych, domowych potraw. W dorosłym życiu pasja do sztuki kulinarnej rozwinęła się. Dziś Sylwia Tatara jest właścicielką Silvia Cafe Bar, mieszczącego się w Galerii Venus.

- Czy prowadzenie baro-kawiarni było Pani marzeniem?

- Już jako dziecko wiedziałam, że gotowanie jest moim powołaniem. Mając 6, albo 7 lat chętnie pomagałam mamie w kuchni. Poznawałam nowe przepisy i tajne składniki różnych dań. Robiłam wszystko, by cały czas się rozwijać. Ukończyłam technikum o profilu gastronomiczny oraz studia o tym kierunku. Pracowałam w wielu restauracjach, aż wreszcie zdecydowałam się otworzyć coś własnego. W realizacji moich marzeń zawsze wspierali mnie rodzice. Bardzo mi pomogli i jestem im za to wdzięczna.

- W Świdniku działa wiele restauracji i barów. Czym spośród nich wyróżnia się Silvia?

- Stawiamy na świeżość i tym zaskarbiliśmy sobie zaufanie klientów. Nie korzystamy z mrożonych produktów, wszystko przygotowujemy na miejscu. Zdarza się, że nasi goście muszą trochę poczekać, bo każde danie przygotowujemy na bieżąco. Informujemy o tym przy składaniu zamówienia, ale oni mimo to nie rezygnują, bo wiedzą, że dostaną coś pysznego.

- Jakie potrawy znajdują się w menu? Które cieszą się największym uznaniem klientów?

- Cztery lata temu, kiedy przejęłam lokal po poprzednim właścicielu, w karcie znajdowała się pizza i fast foody. Początkowo chciałam z nich zrezygnować, ponieważ nie jestem fanką tego rodzaju dań, jednak zauważyłam, że wielu gości chętnie je zamawia. Zdecydowałam, że je zostawię, ale wprowadzę także coś innego, nowego. Wybrałam typowo polskie posiłki, ponieważ sama je lubię. Są naturalne i smaczne. Serwujemy je, między innymi, jako dania dnia i wszyscy je chwalą. Ostatnio dużą popularnością cieszą się pierogi ruskie, a także ze szpinakiem. Można powiedzieć, że nie nadążamy ich wydawać. Wśród pań uznaniem cieszą się sałatki, których mamy kilka rodzajów. Bardzo ładnie sprzedaje się też pizza. Największa ma aż 60 cm.

- Czy w nowym roku pojawią się jakieś zmiany w karcie?

- Wprowadzę więcej domowych potraw. Zwiększę ofertę pierogów, dodam nowe sałatki oraz desery, których dotąd nie było. Mam pomysł na banany w cieście, z sosem czekoladowym i z bitą śmietaną. Z niektórych potraw zrezygnuję, na przykład z naleśników. Być może część fast foodów zostanie zmieniona na coś zdrowego, dietetycznego.

- Jak powstają przepisy na serwowane dania?

- Wszystko zależy od potrawy. Czerpię inspirację z książek, Internetu, przepisów mamy i babci, które kiedyś poznałam. Muszę jednak przyznać, że nigdy nie trzymam się sztywno receptur. Zawsze dodaję coś od siebie. Nawet, gdy rodzina pyta mnie o to, jak przyrządza się jakieś danie, ile mąki czy cukru trzeba dodać mówię, że odmierzam „na oko”.

- Jak lokalizacja Silvii wpływa na zainteresowanie klientów? Obecność galerii handlowej zachęca ich do przychodzenia na posiłki?

- Nie możemy narzekać na zainteresowanie. Osoby, które tutaj pracują chętnie przychodzą na domowe obiady czy szybkie dania, na które otrzymują specjalne zniżki. Nie brakuje też gości z zewnątrz. Przychodzą dzieci i młodzież, dorośli i starsze osoby. W niedziele całe rodziny jedzą u nas obiad. To dla nich miła odmiana, możliwość pobycia ze sobą i poczucia, że ten dzień jest wyjątkowy, bo spędzany w innym otoczeniu. Dzieci czy młodzież lubią tu organizować urodziny. Zamawiają wtedy pizzę, rezerwują stoliki, rozmawiają, śmieją się. Nasz lokal, ze względu na to, że nie jest ograniczony ścianami, dlatego to tak zwana „przelotówka”. Klienci galerii, którzy przyszli na zakupy, albo załatwić jakąś sprawę, przy okazji zaglądają także do nas.

- Jakiej rady może Pani udzielić przyszłym właścicielom restauracji?

- Zaryzykujcie, bo naprawdę warto. Własna restauracja to wbrew pozorom więcej czasu dla was samych i dla bliskich. Jest co prawda sporo obowiązków, ale z tym można sobie poradzić.

Agata Flisiak

Czytany 944 razy