Uwalniają zdjęcia - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 05 grudzień 2015 09:40

Uwalniają zdjęcia

Napisał 

Facebook, Instagram, Twitter, Snapchat to zaledwie kilka mediów społecznościowych, popularnych na całym świecie. Można na nich zamieszczać filmy, zdjęcia, muzykę oraz krótkie opisy, dzieląc się nimi nie tylko z rodziną i przyjaciółmi. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm opiera swoją działalność właśnie na nich. Social media pozwalają im promować swoje usługi i produkty wszędzie, gdzie tylko chcą i to z dowolnego miejsca na świecie. Także świdniccy przedsiębiorcy zrobili duży krok w stronę wirtualnego, mobilnego biznesu. Patryk Mucha i Adrian Skiba, twórcy aplikacji SnapBook, służącej do wywoływania zdjęć z telefonu, opowiadają o swojej działalności na globalnym rynku.

- Jak doszło do tego, że zaczęliście razem pracować?

- Jesteśmy przyjaciółmi od 17 lat. Spędzaliśmy razem dużo czasu, więc otworzenie wspólnej firmy było dla nas naturalne. Pomysłów na biznes mieliśmy wiele, jednak nigdy nie byliśmy do nich do końca przekonani. Tak było do chwili, gdy postanowiliśmy stworzyć aplikację SnapBook. Zbliżały się urodziny naszej koleżanki i planowaliśmy podarować jej album ze zdjęciami. Chcieliśmy skorzystać z telefonu i za jego pomocą wywołać fotografie z Facebooka i Instagrama, jednak nie znaleźliśmy aplikacji, która by nam to umożliwiła. Postanowiliśmy więc znaleźć drukarnię i opowiedzieć, co chcielibyśmy, żeby dla nas zrobili. Udało się. Wręczyliśmy prezent. Wszyscy byli pod dużym wrażeniem, bo było to coś zupełnie innego. I tak się zaczęło. Po aprobacie znajomych, porozumieliśmy się z drukarnią i zaczęliśmy drukować i tworzyć aplikację mobilną. Wiedzieliśmy, że to wszystko musi zmierzać w kierunku „mobile”. Tak jak kiedyś, wszystkie sklepy i usługi przenosiły się do Internetu, tak teraz na pewno będą przenosiły się do świata mobilnego.

- Dlaczego aplikacja służąca do wywoływania zdjęć?

- W przypadku tej aplikacji model biznesowy jest prosty i skalowalny. Codziennie powstaje mnóstwo aplikacji, które nie wiedzą, na czym mają zarabiać. Tu jest to oczywiste. Każdy z nas robi tysiące zdjęć. Wiele z nich po prostu zalega w telefonie, a dzięki SnapBook’owi możemy je mieć na papierze. Wbrew pozorom, dziś wywołujemy o wiele więcej zdjęć niż kiedyś. Wszystko dlatego, że dawniej ograniczała nas klisza, a teraz korzystając z karty pamięci, możemy zrobić ogromną ilość ujęć. Poza tym, SnapBook pozwala nam zaprezentować się na rynku międzynarodowym. Wszystko dlatego, że globalnych aplikacji jest niewiele. A my, robiąc to wszystko tutaj, na Lubelszczyźnie, jesteśmy konkurencyjni pod względem jakości produktu, jak i ceny.

- Koszt jednego SnapBook’a to zaledwie 19,99 zł.

- Za tę cenę klient otrzymuje album z 50 zdjęciami, które dzięki perforacji można swobodnie wyrwać. Koszt przesyłki także jest w nią wliczony. Cena jest niezależna od miejsca zamieszkania, dlatego na SnapBook’a może pozwolić sobie każdy. Wpływa na to, tak zwany, marketing szeptany. Jeśli ktoś z małej miejscowości zamówi album i pochwali się nim znajomym, to później widzimy, że kolejne zamówienia spływają właśnie z tego miejsca. Nasz produkt jest opatrzony logotypem, więc gdy ktoś go ogląda, zwraca na to uwagę.

- Klientów przyciągają także okładki.

- Jak najbardziej. Klientom podoba się element zaskoczenia, jakim jest co miesiąc nowa okładka. Chcą je kolekcjonować. Stosujemy pewnego rodzaju „przypominacz”, pisząc na kontach społecznościowych, że zbliża się koniec miesiąca, a co za tym idzie, pojawi się nowy wzór. Wtedy wielu ludzi decyduje się na kolejne zamówienie, bo chce mieć w swojej kolekcji jeszcze „stary”. Początkowym założeniem była miesięczna subskrypcja SnapBook’ów, stąd też różne okładki na każdy miesiąc. Możliwe, że jeszcze wrócimy do pierwotnego pomysłu na subskrypcje.

- Kto je projektuje?

- Głównie sami wymyślamy wzory. Robimy to na tyle, na ile potrafimy, a później dopracowują je profesjonalni graficy. Najczęściej nowy pomysł rodzi się w dziwnych miejscach. Gdy jeden z nas widzi coś, co jest dla niego ciekawe i co moglibyśmy wykorzystać, robi zdjęcie i wysyła drugiemu. Często bywa tak, że dopiero w ostatniej chwili coś nas zainspiruje i powstaje okładka.

- W związku z waszą działalnością, otworzyliście drukarnię.

- Dotąd współpracowaliśmy z drukarnią w Warszawie, bo tam studiujemy. Jednak zdecydowaliśmy się rozwinąć działalność i sami zajęliśmy się produkcją albumów. Otworzyliśmy drukarnię w Świdniku, gdzie wciąż mieszkamy. Własna drukarnia pozwala rozwijać kreatywność, próbować tworzyć różne produkty, zmieniać je, dodawać. Musimy dbać o wiele rzeczy, od dotrzymania terminów, po jakość produktu. Zewnętrzny producent nie dawał nam takiej możliwości.

- Jak dalej chcecie się rozwijać? Czy myślicie o stworzeniu kolejnej aplikacji?

- Na pewno nie w tym momencie, bo obecnie jesteśmy skupieni na SnapBook’u. Ale w przyszłości, jak najbardziej. Jesteśmy przekonani, że to doświadczenie, którego teraz nabywamy, zaprocentuje. Zamierzamy jednak wprowadzić kilka nowości. Po pierwsze, SnapBook w wersji Exclusive, który będzie jednocześnie albumem i ramką na zdjęcia. Z przodu zaplanowaliśmy cztery okienka z fotografiami, a pozostałe w środku, wyeksponowane na czarnym tle. Ten album będzie w wersji czarnej i srebrnej. Pracujemy też nad produktem ze zdjęciami z Instagrama, czyli SnapBook Insta. Na spirali będą umieszczone zdjęcia w formie kwadratu, z efektem polaroidu. Myślimy też nad małą książeczką z obrazami z Instagrama, które będzie można wyrwać. Za chwilę wprowadzimy także SnapBook Grande, czyli duży album w rozmiarach 15 x 15 cm, w miękkiej oprawie.

Agata Flisiak

Czytany 520 razy