• Zdrowy Świdnik
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • rodzinka
  • Repertuar
  • SH
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Idzie sobie Grześ...
  • Załatw sprawę w Urzędzie
sobota, 31 październik 2015 09:04

Jak z niczego, zrobić coś

Napisał 

Wygląd pomieszczeń, w których pracujemy czy mieszkamy, jest szczególnie ważny. Odpowiednio dobrane kolory wpływają na dobry nastrój i dodają energii. O tym, jak nad kreowaniem przestrzeni pracują profesjonaliści oraz czym jest dla nich zmienianie wystroju, opowiada Rafał Kozak, właściciel firmy Kozak-Art, świadczącej usługi remontowo-budowlane.

- Od jak dawna zajmuje się Pan wykańczaniem wnętrz?

- Robię to od wielu lat. Gdy pracowałem w innych przedsiębiorstwach, po godzinach zawsze ulepszałem i upiększałem różne powierzchnie. Przede wszystkim malowałem graffiti. Byłem jednym z pierwszych malarzy w Świdniku, którzy trudnili się tym rodzajem sztuki. Można więc powiedzieć, że już wtedy dekorowałem ściany. Przynajmniej tak uważam.

- Więc Pański zawód wynikł z zainteresowań?

- Tak. Bardzo lubiłem rysować i malować, zmieniać i tworzyć. Próbowałem nawet swoich sił na wydziale artystycznym UMCS w Lublinie. Studiów nie ukończyłem, lecz wiele w głowie pozostało. Jednak do zajęcia się aranżacją wnętrz „na poważnie” zachęciła mnie praca z Martą Gołofit, od której wiele się nauczyłem. Dzięki niej zdecydowałem, że pójdę w tym kierunku. To bardzo zdolna kobieta.

- Na czym polega Pana praca?

- Dostaję dużo zleceń budowlanych i remontowych. Dotyczą one zmiany większej powierzchni, a nie tylko fragmentu. Zanim przystąpię do remontu, rozmawiam z klientem, podpytuję, jak wyobraża sobie pokój w nowej odsłonie. Oczywiście, nie każdy ma własną wizję, więc wtedy przedstawiam swoje pomysły. Pokazuję zdjęcia pomieszczeń, które wcześniej remontowałem, ale także fotografie elementów zdobień, których nie wykonałem, ale potrafię zrobić. Dyskutujemy o kolorach i o tym, jak ma wyglądać całość. Powoli, wspólnymi siłami tworzymy przestrzeń zgodną z gustem klienta.

- Zdarzają się zleceniodawcy pewni swojego pomysłu? Wiedzą, co chcą osiągnąć?

- Tak, ale nawet oni czasem zmieniają zdanie. Niekiedy po prostu fizycznie nie da się czegoś wykonać, bo, na przykład w jakimś miejscu znajduje się betonowa ściana. Nie jest to materiał, który łatwo ulega ludzkiej sile, praca nad nim jest naprawdę ciężka. Zdarza się też, że klienci chcieliby zburzyć ścianę albo zrobić przejście, ale jest to niemożliwe ze względu na przepisy budowlane.

- Pańska praca na pewno niesie za sobą wiele wyzwań.

- Spotykam się z nimi cały czas, wykonując projekty dla osób prywatnych, jak i firm. W moim zawodzie ciągle uczę się czegoś nowego, dlatego każde zlecenie jest dla mnie wyzwaniem. Dużym sprawdzianem umiejętności jest, na przykład opracowanie propozycji zmiany wyglądu całego domu lub lokalu użytkowego. Teraz pracuję nad dekoracją biura notarialnego. Chcę, żeby wyglądało elegancko, czysto i jasno. Notariusz będzie spotykał się w nim z wieloma ludźmi, więc pomieszczenie musi budzić pozytywne emocje, ale jednocześnie być proste i eleganckie. Szalone kolory nie będą w tym wypadku na miejscu, a szkoda, bo bardzo je lubię. Odwrotnie będzie w przypadku młodych ludzi, którzy chcą, by ich pokoje były pełne ostrych barw i różnych kształtów. To osoby, które są bardzo otwarte, dlatego możemy poeksperymentować z ciekawymi zabudowami czy podświetlanymi sufitami.

- Wróćmy jeszcze do graffiti. Czy zdarza się, że ktoś prosi o namalowanie go w mieszkaniu?

- Pojawiają się takie propozycje, ale raczej odmawiam. Nie polecam tego robić. Zapach z farby w aerozolu długo się utrzymuje, bo jest na bazie rozpuszczalników. Po drugie, owszem, graffiti jest sztuką, ale wiele traci, gdy patrzymy na nie z bliska. Widać niedociągnięcia, niedokładną kreskę. Na graffiti patrzy się z odległości, najlepiej kilku lub kilkunastu metrów. Poza tym, wolałbym taki malunek wykonać pędzlem, ale jego koszt byłby zbyt wysoki. Lepiej po prostu wydrukować fototapetę z interesującym nas zdjęciem i nakleić ją w odpowiednim miejscu. Wydruk i robocizna wyjdzie taniej, niż namalowanie obrazu na ścianie.

- Budowlaniec czy dekorator. Jakim słowem określiłby Pan swoją profesję?

- Jestem dekoratorem-amatorem-budowlańcem. Te trzy słowa połączyłbym w jedno. Czasami moim zadaniem jest zburzenie ściany i zbudowanie jej w innym miejscu. Wtedy jestem budowlańcem. Innym razem maluję kwiatka na ścianie i wówczas czuję się artystą. Zawsze jednak myślę o sobie, jak o amatorze, bo swojej profesji będę uczyć się przez całe życie.

- Co najbardziej podoba się Panu w tej pracy?

- Przede wszystkim to, że tworzę i nikt mi tego nie odbierze. Lubię cały etap formowania przestrzeni, proces powstawania. Czasami mam przed sobą starą, brzydką, zeskrobaną ścianę, którą zmieniam w coś zupełnie niesamowitego. Cieszy mnie efekt końcowy. Na początku jest brudno, bo to jednak remont, ale gdy już wszystko posprzątam, pozbieram narzędzia, wstawię meble, to jest taki efekt „wow”. Bardzo lubię ten moment, bo wtedy wszystko co robiłem, nabiera sensu. Zapraszamy na stronę internetową www.kozakart.pl, gdzie można znaleźć informacje na temat usług remontowych wykonywanych przez Rafała Kozaka, cennik oraz przykładowe realizacje.

Agata Flisiak

Czytany 1327 razy

Najczęściej czytane

  • dsc_0043
  • DSC_0587
  • dsc_0586
  • mural-4
  • mural-3
  • DSC_0645
  • DSC_0586
  • DSC_0599
  • mural-6
  • DSC_0611
  • DSC_0622