Zostawić po sobie ślad - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 13 czerwiec 2015 10:50

Zostawić po sobie ślad

Napisała 

O pracy budowlańca, zmianach na rynku i wielu ciekawych zleceniach opowiada Józef Kruk, właściciel przedsiębiorstwa wielobranżowego Corax.

- Dlaczego zajął się Pan budownictwem?

- Wybrałem Państwową Szkołę Budownictwa w Lublinie i wtedy też określiłem swoją przyszłość. Po jej ukończeniu rozpocząłem pracę w Lubelskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego, skąd trafiłem do Świdnika. Początkowo byłem majstrem, później kierownikiem budowy. Zajmowałem się wznoszeniem osiedli. W tym czasie wybudowałem około 70 bloków. Dopiero w latach 90. rozpocząłem własną działalność. Praca stała się ciekawsza, bo miałem możliwość wznoszenia innych obiektów, niż mieszkania. Chciałem zostawić coś po sobie, a zawód budowlańca umożliwia tworzenie namacalnego śladu, który zostaje na dłużej.

- Firma istnieje już od 25 lat. Według Pana, budownictwo zmieniło się przez te lata?

- Po przemianach politycznych i uzyskaniu dostępu do nowych technologii, stało się ciekawsze. Wcześniej chodziło po prostu o powstanie jak największej ilości obiektów. Budowaliśmy lokale, które później każdy sam wykańczał. Obecnie dużo jest nowych technologii, materiałów, dzięki czemu nasza praca jest łatwiejsza. Pojawiły się jednak inne problemy. Brakuje fachowców, spada rentowność robót. Jest też bardzo duża konkurencja, przez co trudniej utrzymać się na rynku. Budynki z epoki gierkowskiej powstawały z wielkiej płyty, dzięki czemu mogliśmy oddawać nawet 500 mieszkań rocznie. W tej chwili spółdzielnie czy prywatni deweloperzy oddają góra 50 lokali rocznie, chociaż zapotrzebowanie jest ogromne.

- W czym specjalizuje się Pańska firma?

- Jeszcze przed okresem transformacji, państwo chętnie dotowało kulturę. Wówczas narodził się pomysł, by powstał w Świdniku dom kultury, który pierwotnie miał stać w miejscu dzisiejszej Galerii Venus. Braliśmy udział we wznoszeniu tego obiektu, niestety, nie udało się go zakończyć. Przez lata o budynku mówiło się „straszny dwór”, ze względu na wygląd. Dlatego ucieszyłem się, że znalazł się inwestor, który dokończył obiekt i wykorzystał jego potencjał. Co ciekawe, tam, gdzie dziś znajduje się nowa część galerii, miał powstać teatr na 600 osób. Obecnie zajmujemy się elewacjami i pracami remontowymi. W Świdniku pracowaliśmy między innymi nad Galerią Venus, sądem i blokami mieszkalnymi. Natomiast w Lublinie wykonaliśmy elewację stadionu miejskiego, UMCS, budynek rektoratu Uniwersytetu Medycznego przy al. Racławickich oraz szereg innych obiektów. Teraz prowadzimy roboty w Zamościu. Zatrudniam od 20 do 30 osób, w zależności od zlecenia.

- Jako kierownik budowy nieraz mierzy się Pan z różnymi problemami architektonicznymi. Trudno jest przenieść wizję architekta w rzeczywistość?

- Jestem zobligowany do wykonania tego, co wyobraził sobie architekt. Dlatego w mojej pracy nie ma miejsca na inwencję twórczą. Będąc kierownikiem budowy, biorę całą odpowiedzialność za realizację projektu. Nie mam prawa zmieniać tego, co stworzył architekt. W grę wchodzą prawa autorskie i bezpieczeństwo budowy. Nawet gdy pojawiają błędy, korygujemy je z projektantem na bieżąco.

- Bierze Pan odpowiedzialność nie tylko za wykonanie zlecenia, ale i za pracowników. Czy taka stresująca praca przynosi satysfakcję?

- Wykonywanie tego zawodu bardzo mnie cieszy, zwłaszcza, kiedy jestem w Lublinie czy Świdniku, mogę pokazać budynek i pochwalić się znajomym, że to ja go postawiłem.

- Pana praca pochłania dużo czasu. Znajduje Pan chwilę dla siebie i swojego hobby?

- Nie mam wolnego czasu, bo oprócz obecności na budowie, zajmuję się też dokumentacją firmy, wyceną, stawaniem do przetargów. Oczywiście, mimo wszystko staram się znaleźć chwilę na wspólne wyjście z rodziną do teatru czy kina.

Agata Flisiak

 

Czytany 1871 razy