• Repertuar
  • SH
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Idzie sobie Grześ...
  • rodzinka
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
wtorek, 19 maj 2015 09:52

Menedżer z pasją

Napisał 

Kolejnym menedżerem z pasją, którego przedstawiamy w naszym cyklu jest Henryk Załęski, były pracownik, między innymi Zakładu Doświadczalnego WSK PZL-Świdnik.

- Zawodowo i prywatnie jestem…

- Zawodowo jestem inżynierem mechanikiem. Ukończyłem Politechnikę Warszawską. Prywatnie jestem żonaty, mam dwoje dorosłych dzieci, które są lekarzami.

- Moja firma….

- Było ich kilka w karierze zawodowej. Ostatnia, prywatna, to założony w 1989 roku zakład wytwarzający materiały budowlane. Powstał w spółce z Janem Nitkowskim. Myślę, że stanowił ewenement w naszej rzeczywistości gospodarczej, ponieważ istniał i rozwijał się jako spółka cywilna ponad 20 lat. Działa nadal, z powodzeniem, ale już bez mojego aktywnego udziału.

- Moje doświadczenie zawodowe…

- …Jest dosyć bogate. Po ukończeniu studiów rozpocząłem pracę w Zakładzie Napraw Silników w Ostródzie. Szybko zorientowałem się jednak, że nie jest to miejsce, w którym mógłbym się rozwijać. Dlatego, po trzech miesiącach zapukałem do bramy WSK Świdnik. Dyrektor Aleksander Smolarkiewicz zapytał mnie: - Dlaczego wybrał pan ten zakład? – Bo chcę się dalej uczyć i rozwijać - odparłem. I tak było. Zostałem przyjęty do biura konstrukcyjnego. W 1963 roku powierzono mi tworzenie działu prób motocykli. Wyjeżdżałem na zagraniczne szkolenia w charakterze instruktora. Później uczestniczyłem w projektowaniu aparatury agrolotniczej, która w polskich warunkach okazała się bardzo nowoczesna, wyprzedzająca wszelkie powstające w kraju konstrukcje. W 1989 roku podjąłem decyzję o opuszczeniu zakładu. Był to krok podyktowany potrzebą zapewnienia rodzinie lepszego bytu materialnego. Chciałem, by moje dzieci nie rozproszyły się po świecie, żebyśmy zostali razem. Dlatego z Janem Nitkowskim założyliśmy wytwórnię materiałów budowlanych. Pierwsze przyrządy wykonywaliśmy samodzielnie. Wykorzystywane są do tej pory. Z biegiem czasu zakład się rozrastał i zwiększał asortyment produkcji. Po trzech lata zacząłem budowę domu dla siebie i dzieci. W 2012 roku przeszedłem na emeryturę.

- Najważniejsze wydarzenie w życiu zawodowym…

- Było ich kilka, ale powiem o nietypowym. W pewnym okresie rozpocząłem współpracę z czasopismami Motor oraz Technika Lotnicza i Motoryzacyjna. W sumie napisałem kilkadziesiąt artykułów. Podpisywałem się pod nimi jako pracownik Zakładu Doświadczalnego WSK. Co zabawne, początkowo nie budziło to sprzeciwów, jednak z czasem, gdy artykułów ukazało się więcej, zwrócono mi uwagę, że nie jestem jedynym inżynierem zatrudnionym w tym dziale. Od tego czasu podpisywałem się tylko imieniem i nazwiskiem.

- Najważniejsze w byciu szefem jest…

- Przekonanie ludzi, że to co robią ma sens ekonomiczny i społeczny. Że jest pożyteczne. Można wytwarzać produkty skomplikowane, innowacyjne i… nikomu niepotrzebne. Można też produkować rzeczy proste, ale poszukiwane na rynku. Oczywiście zaangażowanie powinno być również doceniane materialnie.

- Moje zainteresowania to…

- Bywam czasami w zakładzie, gdzie staram się służyć radą i doświadczeniem. Dużo czasu poświęcam rodzinie. Jestem szczęśliwy, że udało mi się uniknąć jej rozproszenia. Pomagamy sobie wzajemnie, możemy na siebie liczyć. Śledzę nowinki techniczne i mam w tej sprawie wielkiego sojusznika. Jest nim wnuk. Właściwie to on bardziej motywuje mnie do aktywności i przyswajania wiedzy niż ja jego. Poza tym mam duży ogród, który staram się utrzymać w jak najlepszym porządku.

Jan Mazur

Czytany 1243 razy

Najczęściej czytane

  • DSC_0643
  • DSC_0567
  • mural-4
  • DSC_0561
  • mural-7
  • mural-6
  • DSC_0622
  • dsc_0043
  • DSC_0579
  • DSC_0611
  • mural-3