• Slajd Wirtualny Spacer
  • rodzinka
  • Repertuar
  • Zdrowy Świdnik
  • Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • SH
  • Schronisko w Krzesimowie
środa, 08 kwiecień 2015 11:51

W obiektywie

Napisał 

Mówi się, że zdjęcie to ułamek sekundy, który może trwać wiecznie. To wspomnienie rodzinnego domu i słonecznych dni, zamknięte w małej, lśniącej karteczce. O nowoczesnej sztuce zatrzymywania czasu opowiada Arkadiusz Rejmak, współwłaściciel zakładu fotograficznego Fotoland.

- Pamięta Pan swoje pierwsze zdjęcie? Co przedstawiało?

- Kiedy zacząłem robić zdjęcia, miałem 15 lat, natomiast pracę podjąłem mając 21. Nie przypominam sobie jednak, żeby konkretny obraz zadecydował o tym, że chcę zająć się tym zawodowo. Początkowo była to dla mnie tylko zabawa. Pracę w zakładzie fotograficznym zacząłem w 1995 roku. Być może to sprawa przypadku, a może po prostu chęć robienia ze zdjęciami czegoś więcej, niż to, co mogłem zrobić w domu sprawiła, że zająłem się tym na poważnie. Cieszę się, że moje hobby zmieniło się w pracę.

- Dziś wszyscy używają aparatów cyfrowych. Nie czuje się Pan zagrożony jako fotograf?

- Zawsze znajdzie się ktoś, kto cyfrówką upamiętnia rodzinne spotkanie. Mimo to, klienci nadal są zainteresowani zdjęciami reportażowymi ze ślubu czy chrztu, więc nie czujemy się zepchnięci na drugi tor. Poza tym, fotografie zrobione aparatami cyfrowymi, też się wywołuje. Był taki okres, że ludzie trzymali zdjęcia na komputerach, twardych dyskach, płytach i wtedy faktycznie spadła ilość zleceń. Jednak w którymś momencie to się odwróciło, bo nikt nie chciał już patrzeć na fotografie w telewizorze. Większą przyjemność sprawia oglądanie ich w albumie. Czasem zdarza się, że przychodzi do nas klient i jest zdziwiony, że wciąż wywołujemy zdjęcia, bo przecież dziś możemy wydrukować je w zaciszu własnych domów. W naszym zakładzie zanim coś trafi na papier, jest przez nas obrabiane. Poprawiamy kolor, jasność, kadr, bo aparaty nie są doskonałe i często nie robią takich zdjęć pod względem technicznym, jakie byśmy chcieli. Osoby, które nie zajmują się fotografią zawodowo, nie zwrócą na to uwagi. My po wielu latach pracy potrafimy z materiału otrzymanego od klienta, wyciągnąć odrobinę więcej.

- Ingerujecie w wygląd zdjęć. Czy w przypadku portretów zdarza się, że ktoś się nie poznaje?

- Sytuacji, by ktoś się nie rozpoznawał, na szczęście nie ma. Zdjęcie wykonywane w naszym studiu poddajemy obróbce komputerowej – retuszowi. Przy pomocy nowoczesnego oprogramowania możemy delikatnie „poprawić” wizerunek danej osoby, wygładzić zmarszczki, odrobinę odchudzić, poprawić uśmiech. Oczywiście nie we wszystkie zdjęcia można tak ingerować. Są zdjęcia, tak zwane, biometryczne – do paszportów i dowodów osobistych, w których zbyt duży retusz mógłby spowodować odrzucenie zdjęcia przez urzędnika. Większość klientów odbierających swoje fotografie jest bardzo zadowolona z efektu końcowego.

- Aparat cyfrowy czy analogowy? Który według Pana lepiej się sprawdza?

- Jest wiele różnic w sposobie fotografowania, które dostrzegają ludzie zafascynowani możliwościami urządzeń analogowych. Osoba korzystająca z „cyfrówki”, nie zastanawia się nad tym, co chce uwiecznić. Wychodząc na niedzielny spacer, robi mnóstwo ujęć, a później musi wybrać jedno z ponad 300. Dawniej, kiedy korzystaliśmy z aparatów na kliszę, każda fotografia była kilkakrotnie przemyślana, bo mieliśmy świadomość, że ilość zdjęć jest ograniczona. Zastanawialiśmy się, jak ją ustawić, naświetlić. Teraz „cyfrówka” umożliwia nam zrobienie tysięcy zdjęć za jednym razem. Później nie jesteśmy w stanie ich obejrzeć, ani tym bardziej wybrać kilku do wywołania. Natomiast, jeśli chodzi o techniczny aspekt myślę, że jest to już porównywalne. Na pewno najtańsze aparaty cyfrowe nie pozwolą na uzyskanie takiej głębi ostrości i plastyki, jak można uzyskać przy zdjęciu wykonanym na kliszy małoobrazkowej 24x36 mm, a tym bardziej na średnioobrazkowej 6x6, ale aparaty cyfrowe średniej i wyższej klasy pozwalają na zrobienie pięknych, plastycznych kadrów.

- Oprócz wykonywania zdjęć reportażowych i do dokumentów, zajmuje się Pan rekonstrukcją starych fotografii, z którymi nierzadko łączą się wspaniałe historie.

- Nie ma dnia, żeby ktoś nie przyniósł fotografii do wykonania reprodukcji. Przedstawiają dawny świat, wydarzenia i ludzi, których już z nami nie ma. Pozostały obrazy zapisane na papierze, a ponieważ bardzo często nadszarpnął je ząb czasu, trzeba je ratować przed całkowitym zniszczeniem. Takie zdjęcia obrabiamy maksymalnie w ciągu kilku dni, w zależności od stopnia zniszczenia fotografii. Pamiętam jednak sytuację, gdy klientka musiała czekać kilka miesięcy na efekt końcowy. To była przedwojenna fotografia przedstawiającą babcię klientki, z okresu młodości. Bardzo zniszczona, udało mi się jednak ją „naprawić”. Na starych fotografiach często brakuje fragmentu zdjęcia, nieczytelna jest twarz, kolory są wyblakłe, czarno- białe fotografie bywają mocno pożółknięte. Po obróbce komputerowej potrafimy wiele wyciągnąć z oryginałów i w efekcie przedłużyć „życie” zarejestrowanego obrazu na kolejne dzisięciolecia. Wszyscy kiedyś odejdziemy, ale zdjęcia zostaną i pozwolą kolejnym pokoleniom zobaczyć nasz świat i nas samych. Agata Flisiak

 

Czytany 1833 razy

Najczęściej czytane

  • mural-6
  • DSC_0611
  • mural-4
  • mural-3
  • DSC_0559
  • DSC_0599
  • mural-1
  • dsc_0036
  • DSC_0575
  • dsc_0586
  • dsc_0043