• Zdrowy Świdnik
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • SH
  • rodzinka
  • Repertuar
  • Idzie sobie Grześ...
  • Slajd Wirtualny Spacer
wtorek, 17 marzec 2015 08:36

Kreatywne przeróbki

Napisał 

Można kupić nowe ubranie, albo naprawić stare tak, aby wyglądało ładnie i estetycznie - mówi Alina Kaczorowska, właścicielka pracowni krawiecko - artystycznej.

- Dlaczego została Pani krawcową?

- Zawód wybrałam spontanicznie, ponieważ w Świdniku było technikum z klasą o profilu krawieckim. Bardzo podobała mi się moja przyszła profesja, bo jako młoda dziewczyna nauczyłam się szyć i mogłam zrobić coś dla siebie. Oprócz tradycyjnych przedmiotów, uczyłam się też zawodowych, na przykład historii sztuki, rysunku i technologii materiałoznawstwa. Zdobywałam wiedzę o barwieniu tkanin i łączeniu ich, ale też o tym, jak stworzyć ubranie od podstaw. Po ukończeniu szkoły, podjęłam pracę jako technolog. Zajmowałam się pierwowzorami odzieży, które wprowadzano potem do produkcji. Projektowałam wzory, tłumaczyłam jak technologicznie uszyć ubranie, jak je oznakować i opisać. Wykonywałam też różne badania, żeby dowiedzieć się, jak tkanina zareaguje na wysoką lub niską temperaturę, różne substancje czy ogień. Myślę, że krawiectwo, ale i szewstwo, to zawody, które po prostu muszą istnieć. Ludzie przecież zawsze będą potrzebowali odzieży i butów.

- Dziś odnosi się wrażenie, że ta sztuka odeszła w zapomnienie.

- Zapominamy o krawiectwie, ale i o szkoleniu kolejnych pokoleń. Zlikwidowano szkoły i klasy, gdzie kształcono wykwalifikowanych fachowców. To duży problem, którym nasze państwo powinno się jak najszybciej zająć. Im dłużej będziemy zwlekać, tym trudniej będzie znaleźć nauczycieli tego zawodu. Ludzie odchodzą, a nowych fachowców nie przybywa. Zamiast produkować ubrania, kupujemy chińskie produkty lub odzież używaną. Niewiele osób decyduje się też, by otworzyć własną pracownię i szyć dla polskich odbiorców, bo to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Ubrania, które możemy dostać w centrach handlowych, w tak zwanych „sieciówkach”, są tańsze w produkcji, ale nie powstają w Polsce. Chińczycy robią je na swój rozmiar, dlatego nigdy nie będą na nas dobrze leżeć. Gdy pracowałam jako technolog, próbowałam korzystać z wykrojów zamieszczanych w Burdzie, niemieckim czasopiśmie o modzie, ale musiałam je przerabiać, bo nawet Niemki mają inną budowę ciała niż my. Potrzebujemy własnych krawców, którzy będą nas ubierać.

- Dlaczego krawiectwo artystyczne?

- Miałam na myśli to, że będę szyć artystycznie. To odniesienie do dawnych lat. Kiedyś można było zreperować coś artystycznie, czyli tak, że było to niemal niewidoczne. Ubranie miało być naprawione, ale ładnie i estetycznie. Jeśli rozerwała się bawełna, można było wyciągnąć nitkę, zrobić splot i po prostu naprawić materiał. Teraz tkaniny są słabsze gatunkowo i widać na nich każdy ślad zaszywania. Dlatego, jeśli klient przychodzi do mnie z rozdartym ubraniem, proponuję mu naszycie łatki czy kwiatka. Nieraz zdarzy się, że ktoś użyje do prania wybielacza, albo próbuje zmienić kolor spodni czy bluzki i coś mu nie wyjdzie. Staram się ukrywać te wady w fajny sposób. I właśnie to miałam na myśli, używając słowa „artystyczne”.

- Zdarza się, że szyje Pani według własnego projektu lub pomysłu klienta.

- Jestem bardzo kreatywną osobą. Lubię szyć sukienki dla siebie i moich bliskich, różne drobiazgi do domu, na przykład: pokrowce na krzesła czy poszewki na poduszki. Uwielbiam też zdobienie przedmiotów techniką decoupage. Nigdy jednak nie chciałabym szyć dla kogoś na miarę, bo jest to po prostu trudne. Jeśli już decyduję się na uszycie komuś ubrania, proszę o zdjęcie. Opisanie projektu słowami nie sprawdza się, bo klienci często niewłaściwie używają fachowej terminologii, przez co dochodzi do nieporozumień. Poza tym, tworzenie według indywidualnego pomysłu, bardzo ogranicza krawcową.

- Jednak czasem przyjmuje Pani zamówienia od instytucji kulturalnych.

- Kiedyś szyłam dla domu kultury. To były stroje karnawałowe i na spektakle. Szyłam też sukienki do spektaklu „Gniazdo” Teatru Puk-Puk, ale poza tym, raczej nie przyjmuję takich zleceń. Żeby je realizować, potrzebowałabym dodatkowego pracownika. W tej chwili mam jednak na tyle dużo pracy przy naprawianiu odzieży, że na szycie nie mam po prostu czasu.

- Przychodzą do Pani osoby z mniej lub bardziej pracochłonnymi przeróbkami. Czy któreś z zamówień utkwiło Pani szczególnie w pamięci?

- Bardzo miło wspominam zlecenie od pewnej starszej pani. Po śmierci męża, przyszła do mnie z sukienką, którą włożyła na ich pierwsze spotkanie. Poprosiła, żebym ją odnowiła. Kupiłyśmy podobny materiał i co nieco do niej doszyłyśmy. To było bardzo wzruszające, bo w oczach tej pani było widać radość na wspomnienie o mężu i ich spotkaniach.

Agata Flisiak

Pracownia krawiecko artystyczna

ul. Spółdzielcza 1, I klatka Czynne pn. – pt., godz. 12:00 – 17:00

Czytany 1504 razy

Najczęściej czytane

  • DSC_0560
  • mural-6
  • DSC_0645
  • dsc_0043
  • mural-7
  • DSC_0603
  • DSC_0603
  • dsc_0586
  • DSC_0600
  • mural-5
  • DSC_0621