• Schronisko w Krzesimowie
  • Schronisko w Krzesimowie
  • SH
  • Zdrowy Świdnik
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Repertuar
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • rodzinka
  • Idzie sobie Grześ...
sobota, 06 grudzień 2014 07:58

Królestwo kwiatów

Napisała 

Kwiaciarnia Państwa Wołoczków działa od ponad 30 lat. Wielu klientów odwiedzało ją z okazji Dnia Nauczyciela, by kupić upominek dla ulubionego pedagoga, później prezent dla swojej sympatii. Każdy chętnie wraca do tego miejsca i poleca je przyjaciołom oraz rodzinie. Jaka historia wiąże się z tym niezwykłym miejscem i dlaczego świdniczanie tak chętnie tu zaglądają, opowiadają Ewa i Waldemar Wołoczkowie, właściciele kwiaciarni.

 - Wszystko zaczęło się w 1981 roku - rozpoczyna opowieść Pani Ewa. - Na pomysł otwarcia kwiaciarni wpadł mój mąż, który był wieloletnim pracownikiem WSK Mielec, później też WSK Świdnik. Początkowo Waldek współpracował z kolegą, wielkim na owe czasy hurtownikiem. Zajmował się zaopatrywaniem kwiaciarni, wożąc kwiaty, między innymi do Rzeszowa, Zamościa, Chełma. Mąż szybko wszystkiego się nauczył i poznał rynek. Jego przyjaciel widząc, że ma predyspozycje do tej pracy, zachęcał go do rozpoczęcia własnej działalności. Wkrótce Waldek złożył podanie o wyznaczenie lokalizacji, na której moglibyśmy otworzyć kwiaciarnię. Wskazano nam tę ulicę. Nie było tu nic, oprócz kilku wieżowców. To był rok 1983. W tym czasie budowano też kościół pw. NMP Matki Kościoła. Proboszczem parafii był ksiądz Jan Hryniewicz. Nigdy nie zapomnę pierwszej wizyty księdza. Zapytał, co tutaj będzie. Odpowiedzieliśmy, że otwieramy kwiaciarnię. Spodobał mu się nasz pomysł. Obiecał, że będzie do nas zaglądał i dotrzymał słowa. W trakcie budowy zabrakło nam cementu na wylanie fundamentu. To właśnie ksiądz Hryniewicz przyszedł z pomocą. Był wspaniałym człowiekiem. Pamiętam też pierwsze majowe święta. Ksiądz Jan był zaangażowany w życie społeczne, dlatego zorganizował obchody 3 Maja. Na placu, gdzie dziś stoi sąd, postawił ołtarz, który przystroiliśmy kwiatami. Fundowaliśmy je również przez następne lata.

- Pamiętają Państwo swojego pierwszego klienta?

- Nasze pierwsze zamówienie łączyło się z przykrą okazją. Mieliśmy przygotować wieniec na pogrzeb. Kiedy przyszedł do nas pierwszy klient, kwiaciarnia nie była jeszcze urządzona, nie mieliśmy zupełnie nic. Ale przyjęliśmy to zamówienie. Pojechałem po kwiaty, żeby żona mogła zrobić wieniec - wspomina Pan Waldemar.

- Zanim zaczęła Pani pracować z mężem, pracowała Pani w dużej firmie. Nie było żal rezygnować z poprzedniego zajęcia?

- Było mi strasznie ciężko – mówi Ewa Wołoczko. - Początkowo to mąż miał prowadzić kwiaciarnię, ja miałam jedynie pomagać. Z wykształcenia jestem ekonomistą i przez wiele lat pracowałam w firmie Cefarm. Doszłam jednak do wniosku, że lepiej będzie zająć się kwiatami. Zawsze miałam zdolności manualne, więc praca w kwiaciarni nie sprawiała mi trudności.

- Żona zajmowała wysokie stanowisko w Cefarmie - dodaje Pan Waldemar. - Stworzyła dział informatyki, w którym pracowało ponad pięćdziesiąt osób. Przyjeżdżali do niej interesanci z Czechosłowacji i Niemiec. Uruchomiła oddziały w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku. Było jej żal rezygnować z tego wszystkiego, ale miała w sobie niebywały spryt i talent do tworzenia bukietów i wieńców. Po prostu musiała zacząć pracować w kwiaciarni. Na szczęście udało mi się ją do tego namówić.

- Mają Państwo duże doświadczenie w prowadzeniu kwiaciarni i przygotowywaniu bukietów. Czy dzisiejsze bukiety różnią się od tych, które robiliście kiedyś?

- Dziś bukiety są całkiem inne - wyjaśnia Pani Ewa. - Kiedyś bukiet był bardzo ozdobny. Miał dużo kwiatów, zieleni, dodatków. Pracowało się na asparagusie i plumosusie. Dopiero potem weszła gipsówka. Bukiety miały też inne kształty. Były raczej biedermeierowskie, pełne kwiatów i kokardek. Bardzo ciężko było kupić do nich ozdoby, ale staraliśmy się, by zawsze mieć dla klienta to, co najlepsze. Współczesna wiązanka jest dopasowana do mody ślubnej. Panna młoda ma piękny makijaż, uczesanie i suknię. Nie potrzebuje już strojnej wiązanki, która zwracałaby na siebie uwagę. To tylko niezbędny dodatek, ale doskonałej jakości, który dopełnia całości. Muszę przyznać, że mam oko do bukietów. Zawsze wiem, co będzie pasowało do klientki i co jej się spodoba. Oczami wyobraźni widzę, jaki bukiet będzie pasować do stroju panny młodej.

- Co przyciąga do Państwa klientów?

- Postawiliśmy na jakość. Nigdy nie sprzedawaliśmy kwiatów słabych gatunkowo, tak zwanych odrzutów. Mąż codziennie przywozi świeży towar. Nigdy nie lekceważyliśmy klientów, każdego z nich traktujemy poważnie - mówi Pani Ewa.

- Przyjmujemy mnóstwo zamówień zagranicznych - zaznacza Waldemar Wołoczko. - Pochodzą zwykle od świdniczan, którzy wyjechali z Polski, a dla których kiedyś robiliśmy wiązanki ślubne. Co niektórzy doczekali się już wnuków, więc zamawiają u nas bukiety na chrzciny czy komunie. Zdarza się, że ktoś ze Świdnika jedzie na drugi koniec Polski i potrzebuje wiązanki, która nie tylko wytrzyma długą podróż, ale będzie też pięknie wyglądać przez następne dni. Klienci wiedzą, że u nas dostaną kwiaty najwyższej jakości, i że nigdy ich nie oszukamy.

- Zależy nam, żeby kupujący byli przekonani, że dostali bardzo dobry wyrób - dodaje Pani Ewa. - Poza tym, mamy bardzo dobre relacje z młodymi ludźmi. Doradzamy im, a kiedy trzeba, dajemy rabaty. Zawsze uczymy młodzież, że lepszy jest pojedynczy, pięknie przystrojony kwiat, niż byle jaki bukiet.

rozmawiała Agata Flisiak

Czytany 3057 razy

Najczęściej czytane

  • DSC_0559
  • mural-5
  • DSC_0611
  • DSC_0645
  • DSC_0599
  • DSC_0567
  • DSC_0560
  • DSC_0622
  • DSC_0575
  • mural-7
  • DSC_0617