• Załatw sprawę w Urzędzie
  • Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • SH
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Repertuar
  • Idzie sobie Grześ...
  • Zdrowy Świdnik
  • Slajd Wirtualny Spacer

Ks. Andrzej Krasowski

 

 

 

25.11.2016
Nie samym chlebem

Zanim przyjrzymy się historii Jakuba, warto odnotować to, co Biblia mówi o Izaaku. Był on dzieckiem chcianym i oczekiwanym przez rodziców, stał się ich radością. Biblia jednak przywołuje tylko niektóre wydarzenia z jego życia.

I tak, gdy jest jeszcze chłopcem, ma być złożony w ofierze. W scenie tej autor natchniony rzuca pewne światło na Izaaka. Oto syn rozmawia z ojcem. Izaak pyta: „Ojcze mój! Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?” (Rdz 22,7). Słowa te nie tylko pokazują, że Izaak kochał ojca, lecz również są dowodem na to, że chce rozumnie uczestniczyć w tych tajemniczych dla niego wydarzeniach, przyjąć je świadomie, z uległością i posłuszeństwem. Dowodem tego jest krótka wzmianka, która mówi, co dzieje się po rozmowie: „Abraham (…) związawszy syna swego, Izaaka, położył go na tych drwach na ołtarzu” (Rdz 22,9). Nie ma ani słowa o tym, że Izaak czuł lęk lub bronił się. Zresztą autor natchniony nie koncentruje się na postaci Izaaka, lecz w dalszym ciągu opowiada historię Abrahama. Podobnie będzie i wówczas, gdy Izaak jest przygotowywany do małżeństwa. To Abraham wysyła sługę, by ten znalazł żonę dla jego syna. Kiedy poszukiwania kończą się powodzeniem, następuje tylko krótka wzmianka o spotkaniu Izaaka z wybraną dla niego Rebeką: „A Izaak, który naówczas mieszkał w Negebie, właśnie wracał od studni Lachaj-Roj; wyszedł bowiem zamyślony na pole przed wieczorem. Podniósłszy oczy, ujrzał zbliżające się wielbłądy. Gdy zaś Rebeka podniosła oczy, spostrzegła Izaaka, szybko zsiadła z wielbłąda i spytała sługi: <> Sługa odpowiedział: <>. Wtedy Rebeka wzięła zasłonę i zakryła twarz. Kiedy sługa opowiedział Izaakowi o wszystkim, czego dokonał, Izaak wprowadził Rebekę do namiotu Sary, swej matki. Wziąwszy Rebekę za żonę, Izaak miłował ją, bo była mu pociechą po matce” (Rdz 24,62-67). Izaak pojawia się również w historii Jakuba. Najpierw dowiadujemy się, że: „Izaak modlił się do Pana za swą żonę, gdyż była ona niepłodna” (Rdz 25,21). Ta modlitwa została wysłuchana: „Pan wysłuchał go” (Rdz 25,21) i Rebeka rodzi synów: Ezawa i Jakuba. I jeszcze dwa wydarzenia, w których go spotykamy. Najpierw, gdy Jakub wyłudza błogosławieństwo, a później krótka wzmianka o śmierci Izaaka. Tylko jeden fragment biblijny dotyczy wprost Izaaka, pokazując go jako głównego bohatera opowiadania. Jest to moment, gdy był w Gerarze. Dowiadujemy się z tej historii o jego posłuszeństwie Bogu, lecz także o jego strachu i kłamstwie, które pojawiają się w sytuacji próby. Nade wszystko jednak dowiadujemy się, że Bóg Izaakowi błogosławi. I tak jak roztaczał swoje błogosławieństwo nad Abrahamem, będzie to czynił i w życiu Izaaka.

Ciekawy jest też motyw studni. Najpierw sługa Abrahama spotyka Rebekę – przyszłą żonę Izaaka – przy studni. Sam Izaak pierwszy raz widzi Rebekę, gdy wraca od studni. I wreszcie studnie, które kopie Izaak między Gerarem, a Beer-Szebą. Autor natchniony stwierdza, że kiedy Filistyni zasypali wszystkie studnie, Izaak zaczął je oczyszczać, a później rozkazuje sługom, by wykopali nowe. O dwie z nich były spory, a o dwie następne już nie. Motyw studni jest znakiem głębi dziejących się wydarzeń. Ten właśnie obraz stanowi dowód na to, że choć historia Izaaka jest ukazana fragmentarycznie i jakby w tle, jest historią bardzo ważną, a postać Izaaka zajmuje znaczące miejsce w historii zbawienia. Zasadnicza jest jednak historia Jakuba.


 

25.11.2016
Nie samym chlebem

„I co do Izaaka to samo postanowił, przez wzgląd na Abrahama, jego ojca. Błogosławieństwo wszystkich ludzi i przymierze złożył na głowie Jakuba; Uznał go w jego błogosławieństwach, dał mu ziemię w dziedzictwo, wymierzył mu działy i podzielił między dwanaście pokoleń.” (Syr 44,22-23)

Jakub to kolejna postać Księgi Rodzaju. Pochylając się nad poszczególnymi postaciami biblijnymi, czynimy to w pewnym ważnym kluczu. Historia ich życia i związane z nią różne wydarzenia, to ukazanie przez autora natchnionego, sposobu, w jaki Bóg prowadził wybranych do siebie. To ważne dla nas, wybranych przez Boga i powołanych do świętości z mandatu sakramentu chrztu św., gdyż także każdy z nas ma swoją historię życia, wydarzenia dobre i budujące, ale także te trudne i niejasne. A skoro tak, to może Bóg – tak jak w życiu postaci biblijnych - także i w naszym, poprzez takie właśnie, a nie inne wydarzenia, i nas prowadzi do siebie!

Historia życia poszczególnych postaci biblijnych pokazuje jedną rzecz: kreatorem wszystkich wydarzeń w życiu człowieka jest Bóg! Człowiek jednak nie jest w stanie tego przyjąć, zrozumieć, a najtrudniej mu zaakceptować zwłaszcza niepowodzenia, wydarzenia trudne i bolesne. W nich człowiek nie tylko nie widzi Boga, ale jest w stanie powiedzieć, że Bóg zapomniał, jest w stanie mieć do Niego żal i pretensję, złorzeczyć Mu, a nawet odejść od Niego! Dlaczego tak się dzieje? Bo kiedy coś wydarza się w życiu człowieka, przychodzi diabeł i od razu te wydarzenia mu interpretuje. On, ojciec kłamstwa, mówi: zobacz, Bóg cię nie kocha, bo gdyby cię kochał, nie spotkałoby cię to nieszczęście!

Oto dlaczego pochylamy się nad historią życia postaci biblijnych, wybranych Boga. Słowo Boże pokazuje bowiem, że Bóg naprawdę prowadzi i przeprowadza. Droga ta jest jakże często długa i kręta (Abraham uczył się wiary przez 25 lat!), ale przecież to droga do Boga, podczas której każdy ma się nauczyć patrzeć na życie oczyma Pana Boga! By tak się stało, pochylamy się nad Bożym Słowem. Oby i ta katecheza była zachętą do lektury Pisma św.

Poznaliśmy już historię Abrahama. W kolejnej biblijno-homiletycznej katechezie pojawia się postać Jakuba. Dlaczego właśnie Jakub? Przecież po Abrahamie jest Izaak – jego syn. W Biblii jest jednak bardzo mało o Izaaku. W Księdze Rodzaju z rozbudowanej historii o Abrahamie autor natchniony przechodzi do historii Jakuba, ukazując ją bardzo szczegółowo. Izaak natomiast jest tylko wspominany najpierw w historii życia ojca, a później w historii życia swego syna. Tylko jeden rozdział dotyczy jego osoby. Jest to 26 rozdział Księgi Rodzaju. Oto dlaczego kolejną omawianą postacią jest Jakub, a nie Izaak.


18.11.2016
Nie samym chlebem

Katecheza o Abrahamie – ojcu naszej wiary – prowadzi nas do pewnych wniosków i skłania do postawienia ważnych pytań.

1. Każdy otrzymał obietnicę i w życiu każdego Bóg ją spełnia. Czy widzę to w swoim życiu? Poważna staje się sprawa niedostrzegania Boga działającego w życiu powołanego! Bo zawsze sprawą bardzo poważną jest nie widzieć wielkich dzieł Boga, które Ten czyni i nie śpiewać Mu Magnificat. Wielkim darem od Boga jest np. wzrok. Czy dziękuję każdego dnia za to, że widzę? Jakże często nie czynimy tego, bo mówimy, że widzieć, to takie oczywiste, przecież wszyscy mają oczy i widzą. Wszyscy? Nie wszyscy! Są pośród nas ludzie niewidomi. Tak więc widzieć – to dar!

2. Bóg działa w czasie. Wątpliwości i cierpienia oczyszczają. Czy też tak myślę? Czy mówię w swoim życiu: Ty Panie znasz czas i stanie się to, czy tamto w tym właśnie czasie, który Ty wyznaczysz.

3. Abraham przywiązał się do syna. A ja, do czego się przywiązałem? Oto Abraham przywiązał się idąc drogą powołania. Mnie też może to spotkać! Dlatego pierwsze „wyjdź” skierowane do Abrahama miało posmak przygody, poezji. Drugi raz było pytaniem o wiarę i miłość do Boga – to było Moria! A w twoim życiu, czy dziękujesz Bogu za dar powołania? Czy masz postawę Abrahama, kiedy w życiu pojawia się to drugie „wyjdź” – Moria? Może jest to nowa trudna praca, a może brak pracy, choroba, starość…?

4. Abraham po wielu latach uczenia się Boga, na wieść, że jednak on i jego niepłodna żona będą mieli syna – roześmiał się! Ten śmiech ukazywał wewnętrznego człowieka, który nie ma już złudzeń i wie, że po ludzku to niemożliwe, ale u Boga wszystko jest możliwe. A ty, jakie masz jeszcze złudzenia co do swojej zaradności, przebojowości, talentów, samowystarczalności?

5. Abraham uczy się wierzyć nie tylko w tego nieznanego Boga, ale przede wszystkim wierzyć Mu. Oto kreślę znak krzyża, klękam i modlę się, bo wierzę w Boga. A czy wierzę Bogu? Czy wierzę, że historia mojego życia, jakże często trudna i pokomplikowana, jest nie tylko Bogu znana, ale, że On ją prowadzi? Wierzysz? Na wszystkie przepaści, które Bóg na nasze życie dopuszcza – takie jak choroba, starość, śmierć kogoś bliskiego - mieć odpowiedź Abrahama: „Bóg przewidzi!”

Zakończmy tekstem z listu do Hebrajczyków: „Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie. […] przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg. Dzięki wierze także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia […] Przeto z człowieka jednego powstało potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie […] W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i witali, uznawszy siebie za obcych i gości na tej ziemi. Ci bowiem, co tak mówią, wykazują, że szukają ojczyzny. Gdyby zaś tę wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej. Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej […]Dzięki wierze, Abraham jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: <>. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, na podobieństwo [śmierci i zmartwychwstania Chrystusa]” (Hbr 11,8-19).


 

11.11.2016
Nie samym chlebem

A co robi Abraham? Bez wahania i chwili zastanowienia bierze wszystko, co potrzebne do wypełnienia tego dramatycznego zadania. Zabiera Izaaka i rusza do kraju Moria, by wypełnić polecenie Boga. Czy chce zabić syna? Podczas wędrówki Izaak rozmawia z ojcem: „Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: <> A gdy ten rzekł: Oto jestem, mój synu>> - zapytał: <>” (Rdz 22,7). W homilii Orygenesa czytamy: „I cóż dzieje się dalej? Izaak – mówi Pismo – zapytał Abrahama, swego ojca: <<Ojcze!>> Odezwanie się syna w takiej chwili jest głosem pokusy. Czy wyobrażasz sobie, jak bardzo głos przeznaczonego na ofiarę syna poruszył ojcowskie serce…”. Jakże zdumiewającą odpowiedź daje Abraham: „Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój” (Rdz 22,8). Odpowiedź ta nie tylko, że jest trafna i roztropna, lecz nade wszystko pełna wiary! Oto pytanie, które w tym miejscu winien postawić sobie każdy ochrzczony, by wiedzieć, jaka jest jego dojrzałość w wierze. Czy także mówię – zwłaszcza w sytuacjach trudnych, a może nawet po ludzku beznadziejnych – „Bóg przewidzi”? Bo to jest właśnie odpowiedź wiary!

Dlaczego Abraham uczynił ten krok, by wypełnić nakaz Boga? Odpowiedź wydaje się oczywista. Wiedział, że jego życie było bankructwem, wielką przegraną, pustynią. Nie mogło pojawić się w nim żadne życie, a już na pewno nie nowe w osobie syna! I oto ten starzec miał konkretne doświadczenie: trzymał na rękach i w ramionach własnego syna! Wie, że Bóg jest w stanie ze śmierci pustyni wyprowadzić życie! Więc kiedy słyszy głos, żeby złożył syna w ofierze, jego myślenie jest pełne nie tylko wiary, lecz także logiki. Jeśli nawet przyjdzie Izaakowi umrzeć, Bóg znów jest w stanie wyprowadzić życie! Abraham w tych wydarzeniach ujrzał dzień Zmartwychwstania Jezusa! W kraju Moria nie tylko przygotował ołtarz i drwa, lecz także złożył na nim związanego syna i wyciągnął nóż, by go zabić: „Ale wtedy Anioł Pański zawołał na niego z nieba i rzekł: <<Abrahamie, Abrahamie! >>A on rzekł: <> [Anioł] Powiedział mu: <>” (Rdz 22,11-12). Bóg nie tylko wystawił Abrahama na próbę, lecz przez tę próbę go przeprowadził. W chwili najtrudniejszej Abraham odpowiada: „Oto jestem!” (Rdz 22,11). W całopalnej ofierze został złożony baranek. Oto punkt kulminacyjny wiary Abrahama! Orygenes wyjaśnia ten tekst: „Warto zastanowić się, dlaczego zarówno Izaak, który nie został zabity, jak i baranek, który został zabity, odnoszą się na równi do Chrystusa. Chrystus jest Słowem Boga, ale „Słowo stało się ciałem”. Chrystus więc cierpi rzeczywiście, ale w ciele; umiera, ale w ciele, którego figurą jest baranek, jak to stwierdził św. Jan: <>. Słowo zaś, którym jest Chrystus według ducha, pozostaje niezniszczalne. Jego obrazem jest Izaak".

I kończy się historia Abrahama: „A gdy Abraham dożył lat stu siedemdziesięciu pięciu, zbliżył się kres jego życia i zmarł w późnej, lecz szczęśliwej starości, syt życia, i połączył się ze swoimi przodkami. Izaak i Izmael, synowie Abrahama, pochowali go w pieczarze Makpela na polu Efrona, syna Sochara Chittyty, w pobliżu Mamre. Na tym polu, które nabył Abraham od potomków Cheta, został on pochowany obok swej żony, Sary”. (Rdz 25,7-10). Oto Bóg wypełnił obietnicę syna i ziemi!


04.11.2016
Nie samym chlebem

W dzisiejszym odcinku naszych rozważań Abraham wyprawia wielką ucztę. Ta uczta, to wyraz jego radości i szczęścia. Wydaje się więc, że wszystko kończy się szczęśliwie, lecz oto okazuje się, że ta radość z powodu narodzin Izaaka nie jest zakończeniem tej historii: „A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: ”Abrahamie!” A gdy ten odpowiedział: ”Oto jestem” - powiedział: ”Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę” (Rdz 22,1-2).

Kiedy ot tak po prostu czyta się te słowa rodzą się w sercu poważne pytania. Przecież Abraham kocha swojego syna, więc cóż to za Bóg, który każe mu uczynić taką rzecz? Jak dobry i kochający i miłosierny Bóg może nakazać Abrahamowi zabicie jedynego syna? To Bóg straszny, nieludzki. Jakże łatwo można powiedzieć, że ja nie tylko, że nie rozumiem, ale może nawet nie chcę znać takiego Boga! Lecz jeśli Pismo św. jest dla nas lekturą nie tylko „od wielkiego dzwonu”, jeśli staramy się także słuchać Bożego słowa i przykładać je do swojego życia co zauważymy? Oto Abraham przywiązał się i tak naprawdę pogubił w ojcowskich afektach. Ten jedynak – stał się jedynaczkiem, ten syn obietnicy – stał się syniem, który zaczął Abrahamowi przesłaniać wszystko – także Boga! I dlatego Bóg spieszy Abrahamowi z pomocą! Oto dotykamy w tym opisie bardzo ważnego momentu. Bóg mówi do Abrahama po raz drugi „wyjdź”! Kiedy Abraham słyszał to słowo w Ur Chaldejskim miało ono w jakimś stopniu posmak przygody. Niespełnione życie, więc zobaczę, pójdę. Nowe tereny, przygoda, nowi ludzie i sytuacje. To drugie „wyjdź” – to już nie przygoda, lecz bardzo mocne pytanie o wiarę, wiarę dotykająca serca i całej egzystencji, wiarę w Tego, który to słowo wypowiada. Zapytajmy w tym miejscu o „Moria” w naszym życiu – moim i twoim. Idąc drogą kapłaństwa, życia zakonnego, małżeńskiego, idąc drogą życia chrześcijańskiego usłyszałeś również głos, który wołał. Tamto wydarzenie miało również w jakimś stopniu posmak przygody. Idę Panie! Nie widzieliśmy wówczas trudności i przeszkód. Wszystko było nowe, piękne. A dziś? Przychodzi w życiu księdza kolejna nominacja z parafii do parafii, która jakże często wyrywa i jest nie w tym czasie. Czy nie rodzą się wówczas stwierdzenia: nie, ja się tam nie nadaję, ja tym obowiązkom nie podołam, to jakaś pomyłka, spotyka mnie krzywda. Przychodzi w twoim życiu małżeńskim pytanie o kolejne dziecko. Nie pierwsze, ale trzecie, czy czwarte. To już nie jest posmak przygody, ale pytanie o wiarę. I taki ksiądz pójdzie na kolejną parafię, jeśli ma wiarę. I tacy małżonkowie otworzą się na kolejne życie, jeśli maja wiarę. W życiu każdego jest „Moria” czyli drugie „wyjdź’. I w życiu powołanych do szczególnej służby Jezusowi i w życiu powołanych do małżeństwa, w życiu wszystkich ochrzczonych, czyli wybranych i powołanych do świętości.


28.10.2016
Nie samym chlebem

Kontynuując opowieść o Abrahamie, widzi on na początku w swych gościach zwykłych ludzi. Stopniowo jednak odsłania mu się boski charakter tych osób. Pokornie stoi, gdy jedzą przygotowany przez niego posiłek. I oto naraz słyszy zapowiedź: „O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna” (Rdz 18,10). Sara reaguje na te słowa śmiechem, lecz Bóg odpowiada wówczas: „Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?” (Rdz 18,14).

To zdanie pojawia się w Piśmie św. po raz pierwszy właśnie tu. Słyszy te słowa Sara i Abraham. Usłyszy je też Maryja w scenie Zwiastowania: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). Epileptyk usłyszy: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23). Wreszcie słowa te wybrzmią na krzyżu. Wypowie je Jezus: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]” (Mk 14,36). Biblia w wielu miejscach przypomina te ważne słowa, by człowiek nie tracił nadziei. Bóg chce, by stawały się konkretnym doświadczeniem w naszym życiu.

Zanim obietnica wypełni się, Biblia ukazuje Abrahama jako męża modlitwy wstawienniczej. Oto próbuje zobaczyć on choćby najmniejsze dobro w ludziach Sodomy i Gomory, kiedy Bóg postanowił dokonać zniszczenia tych miast. Jest także wrażliwy na cierpienie innych. Gdy bowiem niepłodność dotyka dom Abimeleka, Abraham wstawia się za nim i jego domownikami do Boga.

Wreszcie nadchodzi ten dzień: „Pan okazał Sarze łaskawość, jak to obiecał, i uczynił jej to, co zapowiedział. Sara stała się brzemienną i urodziła sędziwemu Abrahamowi syna w tym właśnie czasie, jaki Bóg wyznaczył. Abraham dał swemu synowi, który mu się urodził, a którego mu zrodziła Sara, imię Izaak. Abraham obrzezał Izaaka, gdy ten miał osiem dni, tak jak to Bóg mu przykazał. Abraham miał sto lat, gdy mu się urodził syn jego, Izaak” (Rdz 21,1-5). Pan okazuje Abrahamowi i Sarze łaskawość. Wypełnia złożone obietnice! Abraham nadaje synowi imię Izaak. To imię wyraża stan duszy rodziców. Jest to śmiech radości. W tym opisie, w tej scenie pełnej radości, pojawia się jeszcze jedno bardzo ważne słowo. Oto czytamy: „Sara stała się brzemienną i urodziła sędziwemu Abrahamowi syna w tym właśnie czasie, jaki Bóg wyznaczył” (Rdz 21,2). Oto Izaak urodził się dokładnie w tym czasie, jaki wyznaczył Bóg! Tej prawdy Abraham uczył się wiele lat. Dojrzewał, nigdy nie tracąc nadziei i wiary, że Bóg i tylko On zna czas, który będzie dla niego najlepszy.

To zdanie pokazuje nam, w jakim głębokim pogaństwie i nienawróceniu możemy tkwić! W obliczu spraw, które dzieją się w naszym życiu, a szczególnie w obliczu spraw trudnych i niezrozumiałych, czy mówimy: Bóg zna czas i wybierze najlepszy dla mnie na rozwiązanie tej sytuacji?! Ileż to razy gorszymy się Bogiem, którego nie widzimy w historii swojego życia. Ileż to razy bierzemy to życie w swoje ręce i szukamy własnych rozwiązań. Jakąż trzeba mieć wiarę, by w obliczu swoich zamierzeń, planów i pragnień, a zwłaszcza takich, które się nie spełniają mówić, że jednak spełni się to wszystko, lecz w czasie, który wyznaczy Bóg.


21.10.2016
Nie samym chlebem

W historii Abrahama przychodzi wreszcie czas wypełnienia się obietnicy: „Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy ten siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia” (Rdz 18,1). To szczególny moment w historii Abrahama. Abraham ma 99 lat. Pewnego dnia, gdy siedzi pod swoim namiotem w „najgorętszej porze dnia”, dostrzega trzech wędrowców. Abraham widzi na początku w swych gościach zwykłych ludzi. Zgodnie ze zwyczajem okazuje im gościnność. Stopniowo odsłania mu się boski charakter osób. Pokornie stoi, gdy goście jedzą przygotowany przez niego posiłek. I oto naraz słyszy zapowiedź: „O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna” (Rdz 18,10). Sara reaguje na te słowa śmiechem. Oto reakcja człowieka realnie widzącego swoją sytuację. Lecz Bóg odpowiada wówczas: „Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?” To zdanie pojawia się w Piśmie św. po raz pierwszy właśnie tu. Słyszą te słowa Sara i Abraham. Takie słowa usłyszy też Maryja w scenie Zwiastowania: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). Jezus wypowie te słowa po rozmowie z bogatym młodzieńcem do zadziwionych Apostołów: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19,26). Także epileptyk usłyszy: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9,23). Wreszcie słowa te wybrzmią na krzyżu. Wypowie je Jezus zwracając się do Ojca: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]” (Mk 14,36). Biblia w tak wielu miejscach przypomina te ważne słowa, by człowiek przypominając je sobie nie tracił nadziei. Są to słowa prawdziwe i Bóg chce, by stawały się konkretnym doświadczeniem w życiu człowieka.

Warto jeszcze zastanowić się, co może oznaczać w języku biblijnym określenie: najgorętsza pora dnia? Z pewnością chodziło o to, że dzień był bardzo upalny. Nie można jednak wykluczyć i tego, że ta najgorętsza pora dnia – to stan i obraz duszy Abrahama. On wie, że jest człowiekiem po ludzku niespełnionym i przegranym – nie ma syna i ziemi. Na głos nieznanego Boga rusza w drogę, ale wędrówka trwa długo, bardzo długo. Oto dobiega prawie 25 lat od chwili, gdy wyruszył z Ur Chaldejskiego. Ma już lat 99, a więc jest stary. Z jednej strony ten nieznany Bóg od czasu do czasu przypomina się i potwierdza swoją obietnicę i jej wypełnienie, lecz z drugiej strony, przeżywając wszystko jako człowiek, Abraham widzi, że obietnica się nie spełnia i jest już w tym momencie, w którym wie, że po ludzku niemożliwe, by taka obietnica wypełniła się.

Jakże często zdarza się tak właśnie w życiu. Bóg doprowadza człowieka do „najgorętszej pory dnia” do sytuacji granicznej, po ludzku bez wyjścia. I wtedy właśnie wkracza. Nie jest łatwo w takich sytuacjach siedzieć jak Abraham „u wejścia do swego namiotu” tzn. mimo niepewności i może bólu, być w swoim życiu, w swoich sprawach, nie rezygnować, nie poddawać się. Jakoś wierzyć i mieć nadzieję. Nie jest to łatwe. Jak nabywać takiej postawy? Zawsze trzeba szukać i odnajdywać w swoim życiu to, co się wydarzyło w życiu Abrahama: „Pan rzekł”! Bóg pierwszy wypowiada słowo, a wraz z nim daje siły, by – nawet jeśli przyjdą chwile trudne, przyjdą swoiste próby wiary – wytrwać.


14.10.2016
Nie samym chlebem

Abraham wędruje już 10 lat, więc chce po swojemu przyspieszyć wypełnienie obietnicy. Oto Sara, jego żona, nie może urodzić mu syna, gdyż jest bezpłodna. Zwraca się więc do męża z prośbą, by ten zbliżył się do jej niewolnicy, a może z niej będzie miała dzieci. Takie czyny były wówczas przyjęte przez prawo. Otóż według prawa mezopotamskiego, jeśli kobieta była niepłodna, mogła dać swemu mężowi za żonę swoją niewolnicę.

Jeśli z tego związku urodziłyby się dzieci, uznawała je za własne. W historii zbawienia takie sytuacje będą się powtarzać. I rzeczywiście niewolnica Hagar staje się brzemienna. Lecz oto w domu Abrahama zaczyna się trudny czas, swoiste piekło. Niewolnica Hagar, która spostrzegła, że dała Abrahamowi to, czego jego żona dać mu nie może, zaczyna lekceważyć swoją panią. I kiedy Sara upokarza Hagar, ta ucieka od niej na pustynię. Tam Anioł Pański obwieszcza Hagar, kim będzie jej syn. I ten syn się rodzi. Abraham daje mu imię Izmael. Abraham ma 86 lat, gdy niewolnica Hagar rodzi mu syna. Jednak to przyspieszanie wypełnienia obietnicy według swoich pomysłów kończy się źle. Na prośbę Sary Abraham wypędza Hagar i Izmaela na pustynię.

W tym miejscu w historii Abrahama Biblia pomija kolejnych 13 lat wędrówki i ukazuje go, gdy ma on 99 lat. Jakie były te lata, kiedy w domu Abrahama i Sary dorasta Izmael, którego urodziła Hagar? Z pewnością niełatwe. Były trudne ze względu na upływający czas, coraz bardziej wyraźną starość, może niepewność i mnożące się pytania i zapewne niełatwą sytuacją w domu, w którym niewolnica Hagar czuła się osobą bardziej wartościową niż Sara, gdyż była kobietą płodną. Ona mogła rodzić Abrahamowi dzieci. I kiedy Abraham ma 99 lat wkracza Bóg po raz kolejny, by potwierdzić wypełnienie złożonych obietnic. Kiedy Abraham słyszy słowa obietnicy – śmieje się: „Abraham upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie bowiem: Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?” (Rdz 17,17).

I oto rzecz zdumiewająca. Bóg nie poczytuje Abrahamowi jego śmiechu jako lekceważenie, ironię, niewiarę. Okazuje się, że ten śmiech Abrahama to nie wyraz jego braku wiary. Ten śmiech – to zewnętrzny znak tego, że ten człowiek nie ma już złudzeń! To jakaś wewnętrzna wolność Abrahama, który śmiejąc się, chce powiedzieć, że jest pewny i świadomy tego, że jego ludzką mocą obietnica nigdy się nie wypełni. Lecz jeśli się wypełni, to tylko mocą Boga!

Oto nowy człowiek! Potrzebne były 24 lata, by z poganina uformował się ktoś, kto całą swą ufność pokłada w Bogu. A Bóg? Nie tylko potwierdza spełnienie obietnicy, ale mówi także jakie będzie imię dziecka: „A Bóg mu na to: Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak" (Rdz 17,19).

Oto Bóg obiecuje narodziny Izaaka z którym zawrze przymierze wieczne, z nim i jego potomstwem. Lecz nie zapomina także o Izmaelu: „Co do Izmaela wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię” (Rdz 17,20). Te słowa Boga pokazują i dowodzą, że Bóg jest zatroskany o każdego człowieka, że w życiu nie ma przypadków, a Jego prowadzenie nawet jeśli chwilami tajemnicze i trudne ma wyraźny cel i sens. Bóg każdego nosi w sercu i dla każdego ma plan – najlepszy.


07.10.2016
Nie samym chlebem

Kontynuując historię Abrahama, dochodzimy do etapu, kiedy przychodzi na niego zmęczenie. Wędruje i nie dostrzega Bożego prowadzenia. Widzi, że opóźnia się realizacja Bożych obietnic. Wreszcie, gdy Bóg mówi, że nie tylko jest jego obrońcą i dlatego nie musi się bać, ale, że nagroda Abrahama będzie sowita i że kraj, który widzi otrzyma, on odpowiada: „O Panie, mój Boże, jak będę mógł się upewnić, że otrzymam go na własność?” (Rdz 15,8). Abraham po raz pierwszy w czasie swej wędrówki odpowiada Bogu, wyrażając tym pytaniem swój niepokój. Mówi o swoim życiu, o wątpliwościach. Oto widzi kres swojego życia i nie mając potomka stwierdza, że spadkobiercą będzie zrodzony u niego sługa. Wiara Abrahama jest wystawiona na próbę. Lecz oto Bóg zaprzecza i po raz kolejny deklaruje, że spadkobiercą będzie dziedzic pochodzący od Abrahama. Na potwierdzenie tych słów każe mu wyjść z namiotu i mówi: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić; potem dodał: tak liczne będzie twoje potomstwo” (Rdz 15,5). Abraham uwierzył i Bóg poczytał mu to za zasługę.

I oto Abraham słyszy dalej, że Bóg, który go wywiódł z Ur Chaldejskiego, obiecuje, że kraj, w którym przebywa da mu na własność. Wówczas prosi on Boga o gwarancję. Wiara Abrahama jest w dalszym ciągu tą pewnością, która każe mieć przeświadczenie, że spełni się obietnica po ludzku nie do zrealizowania. Jednak Abraham jest już zmęczony przedłużającym się oczekiwaniem. I oto Bóg nie tylko, że odpowiada słowem, lecz także zawiera z nim przymierze. Czego dowiaduje się najpierw Abraham z odpowiedzi Boga? „Wiedz o tym dobrze, iż twoi potomkowie będą przebywać jako przybysze w kraju, który nie będzie ich krajem, i przez czterysta lat będą tam ciemiężeni jako niewolnicy; aż wreszcie ześlę zasłużoną karę na ten naród, którego będą niewolnikami, po czym oni wyjdą z wielkim dobytkiem. Ale ty odejdziesz do twych przodków w pokoju, w późnej starości będziesz pochowany. Twoi potomkowie powrócą tu dopiero w czwartym pokoleniu, gdy już dopełni się miara niegodziwości Amorytów” (Rdz 15,13-16). Z pewnością Abraham nie rozumie jeszcze tych słów. Słyszy o swojej długowieczności, ale z pewnością tajemniczo brzmią słowa Boga o niewoli, która będzie trwała czterysta lat. Bóg zapowiada też karę na naród, którego będą niewolnikami. Kara, która przyczyni się do uwolnienia.

Po tych słowach Bóg zawiera z Abrahamem przymierze: „A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia i przesunęły się między tymi połowami zwierząt” (Rdz 15,17).

Zdumiewający jest ten opis! Niepojęty jest Bóg, który zawiera przymierze z Abrahamem. Dlaczego? Co niezwykłego jest w tym opisie? By tę myśl wydobyć i ją zobaczyć trzeba najpierw wyjaśnić na czym polegało w owych czasach zawieranie przymierza. Otóż przysięgający przerąbywali zwierzę na pół i połowy zwierzęcia kładli naprzeciw siebie. Następnie każdy przechodził między połówkami zwierząt. Była to jakby pieczęć, poprzez którą przysięgający zobowiązywali się, że jeśli ktoś z zawierających przysięgę tę przysięgę złamie, niech się stanie z nim to samo, co stało się ze zwierzęciem – ma być zabity! Abraham przygotował wszystko jak nakazywał zwyczaj i oto między połowami przerąbanych zwierząt Abraham nie przechodził. Przeszedł tylko Bóg! Ten nieznany Bóg powiedział tym samym, że całą odpowiedzialność za dotrzymanie obietnicy bierze na siebie! Przechodzi w znaku ognia, przypieczętowując przymierze!

Warto w tym miejscu zapytać siebie, czy takiego właśnie Boga dostrzegam w swoim życiu, Boga, który jest wierny i całą odpowiedzialność bierze na siebie.


30.09.2016
Nie samym chlebem

Kontynuując zeszłotygodniowe rozważanie, śledzimy dalsze losy Abrahama. Abraham doświadcza podczas wędrówki bliskości Boga. Ten czas odkrywania i uczenia się wiary dojrzałej nie jest tylko pasmem trudności, lecz także czasem różnych pocieszeń.

Już po wejściu do ziemi Kanaan Pan ukazał się Abrahamowi mówiąc: „Twojemu potomstwu oddaję właśnie tę ziemię” (Rdz 12,7). Ciekawe, że Bóg nie powiedział „tobie” lecz „twemu potomstwu”. W tym jednym bowiem, krótkim zdaniu, zawarł Bóg i przekazał pewność wypełnienia obietnic: i ziemi, i syna. Takie też słowa usłyszy Abraham po rozstaniu z Lotem, z którym do tej pory wędrował. Oto Abraham przyjmuje warunki, które proponuje nieuczciwy Lot. Abraham okazał się człowiekiem wspaniałomyślnym, pozwalając bratankowi wybierać ziemię lepszą, a samemu przyjmując tę, która pozostała. To wówczas Bóg złożył mu obietnicę, widząc piękny gest Abrahama. Lot wybrał łatwe życie oraz klimat grzechu: „Mieszkańcy Sodomy byli źli, gdyż dopuszczali się ciężkich przewinień wobec Pana” (Rdz 13,13). Taka postawa Lota skończy się tragicznie. Spotka go okrutna kara. Abraham po raz kolejny usłyszy słowa obietnicy przy zawieraniu przymierza.

Pocieszeniem będzie dla Abrahama zwycięstwo w bitwie. Gdy dowiaduje się on, że jego bratanek Lot zostaje uprowadzony przez wojska króla Kedorlaomera do niewoli, dobiera 318 najbardziej doświadczonych spośród swych sług i nie tylko rozpoczyna pościg, ale zadaje nieprzyjacielowi klęskę. Ta bitwa ukazuje Abrahama jako wojownika. To pierwszy sygnał pojawiający się w Biblii, a mówiący o tym, że wybrańcy Boży – to także wojownicy. Trzeba bowiem i odwagi i męstwa, by walczyć ze złem. To zwycięstwo było dla Abrahama wielkim pocieszeniem. Lecz było tak naprawdę zwycięstwem Boga, który walczył. To Bóg tak naprawdę usuwał wrogów, by Abraham mógł zamieszkać w Ziemi Obiecanej. To bowiem Bóg będzie zawsze usuwał wrogów i to On wprowadzi Abrahama do Ziemi Nowej.

Abraham otrzyma jednak pocieszenie jeszcze większe. Oto: „Gdy Abram wracał po zwycięstwie odniesionym nad Kedorlaomerem i królami, którzy z nim byli, wyszedł mu na spotkanie do doliny Szawe, czyli Królewskiej, król Sodomy. Melchizedek zaś, król Szalemu, wyniósł chleb i wino; a [ponieważ] był on kapłanem Boga Najwyższego, błogosławił Abrama, mówiąc: „Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego, Stwórcę nieba i ziemi” (Rdz 14,17-19).

Najpierw przedziwne spotkanie. Miejscowość Szalem wielu ojców (za Psalmem 76.) identyfikowało z Jerozolimą. I oto król tego miasta, Melchizedek, wychodzi Abrahamowi na spotkanie. Melchizedek, to czciciel Boga Najwyższego. To postać tajemnicza. W Księdze Psalmów zostanie on przedstawiony jako figura Dawida, który z kolei będzie figurą Mesjasza. I to odniesienie do kapłaństwa Chrystusa rozwinie autor natchniony listu do Hebrajczyków. Co więcej. Melchizedek wynosi na spotkanie z Abrahamem chleb i wino. Tradycja patrystyczna widziała w tych darach figurę Eucharystii, a nawet prawdziwą ofiarę, zapowiedź ofiary eucharystycznej. Ten właśnie kapłan Boga Najwyższego błogosławi Abrahama. To było dla Abrahama w jego niełatwej wędrówce ogromne pocieszenie.

Jednak obietnica pozostaje obietnicą. Dlaczego? Tylko Bóg zna czas i tylko On wie, że wątpliwości i trudności oczyszczają. Nie tylko dzięki pocieszeniom, ale może przede wszystkim dzięki trudom i przeciwnościom Abraham jest coraz dalej od pogaństwa. On coraz bardziej patrzy na otaczającą go rzeczywistość oczyma Boga!


14.09.2016
Nie samym chlebem

Czytając Księgę Rodzaju dochodzimy do wydarzenia, kiedy Abraham rusza w drogę. Jaka jest jego sytuacja? Co sprawia, że decyduje się na tak odważny, a po ludzku patrząc nierozważny i ryzykowny krok?
Abraham był człowiekiem przegranym, jego życie było jednym wielkim bankructwem. Był człowiekiem starym, a więc musiał już myśleć o schyłku życia, uświadamiając sobie, że to co najważniejsze w jego życiu się nie spełniło: nie miał syna i nie miał ziemi! Abraham więc cierpi i jest upokorzony. By zrozumieć tę sytuację, trzeba nam wejść swoim myśleniem w myślenie ówcześnie żyjących ludzi. Nie mieć ziemi na własność, znaczyło nie mieć tej istotnej dla życia przestrzeni, która była moją i tylko moją własnością. Spędzić starość na własnej ziemi, później być w niej pogrzebanym (wiele ludów grzebało swoich zmarłych w pozycji embrionu, tzn. takiej, w jakiej znajduje się nienarodzone dziecko w łonie matki) oznaczało wrócić do matki – ziemi.
Nie mieć syna czy w ogóle dzieci było w tamtych czasach uważane za przekleństwo. Nie mieć syna znaczyło także, że wraz ze śmiercią umierało imię człowieka. Syn bowiem był zawsze przedłużeniem imienia i osoby ojca, a co za tym idzie, swoistego życia osoby odchodzącej w tej, która zostawała.
I oto na tę sytuację bankructwa i swoistego upokorzenia wkracza nieznany Bóg i składa Abrahamowi obietnicę, że uczyni z niego wielki naród i że da mu na własność ziemię. Ten Bóg deklaruje, że nie tylko będzie błogosławił Abrahamowi, lecz także tym wszystkim, którzy jemu będą błogosławić. Abraham rusza więc w drogę. Jednak pojawiają się trudności. Musi ciągle wędrować z miejsca na miejsce. Co prawda dochodzi do ziemi Kanaan, buduje tam nawet ołtarz, lecz zaraz musi zwijać swoje namioty i wędrować dalej. W swej wędrówce Abraham doświadcza też głodu. Chce ratować życie swoje i bliskich. Udaje się więc do ziemi egipskiej, aby tam przetrwać trudny czas. Ten pomysł kończy się jednak źle. Wiedząc, że jego żona jest kobietą urodziwą i że Egipcjanie mogą go nawet zabić, zostawiając ją przy życiu, nakłania Sarę, by ta mówiła, że jest jego siostrą. Oto skutki rozwiązywania problemów na ludzki sposób. Abraham nie pyta, jaka jest wola Boża, lecz czyni po swojemu. Tych trudności będzie miał więcej, a obietnicę będzie Bóg wypełniał przez 25 lat! Dlaczego? Oto Abraham jest politeistą, czci wielu bogów. Jest więc poganinem. A Bóg chce go doprowadzić do wiary dojrzałej. Czyni to przez wydarzenia. Abraham jest w drodze, w której uczy się patrzeć na wydarzenia swojego życia oczyma Boga.
Jakże w tym punkcie pomaga nam postać Abrahama. Bo przecież i w życiu każdego z nas jest tak wiele różnych trudności, wydarzeń, których nie rozumiemy, nie zgadzamy się, które przerastają nas i wydaje się, że są ponad ludzkie siły. A może to są podobne trudności, co w życiu Abrahama? Może Bóg tak właśnie prowadzi i nas ku wierze dojrzałej, ku postawie prawdziwego chrześcijanina, który potrafi na wszystkie wydarzenia patrzeć oczyma Boga! Nie jest to łatwe. Być może więc i w naszym życiu potrzeba długiego czasu, by czytać Boga we wszystkim, co nas spotyka. Dla Abrahama było to 25 lat! A dla mnie? Widzimy więc, że kiedy Abraham rozwiązuje trudności po swojemu, zawsze kończy się to źle. Musi się więc uczyć. A do tego potrzebna jest droga życiowych wydarzeń i czas.


07.09.2016
Nie samym chlebem

„Biblio, ojczyzno moja…” Pochylamy się w dalszym ciągu nad Księgą Rodzaju, czytając początek dwunastego rozdziału (Rdz 12, 1n) i zatrzymując się na wydarzeniu powołania Abrahama. Oto – jak to już było wcześniej powiedziane – mamy w tym wydarzeniu dwa ważne elementy: wezwanie i obietnicę. Te dwa momenty stanowią fundament zawierzenia. Najpierw wezwanie, czyli powołanie. Opis pokazuje, że pierwszym i najistotniejszym momentem powołania jest: „Pan rzekł”. To oznacza, że powołanie - każde powołanie, jest dziełem Boga. Tak było z Abrahamem, Mojżeszem, Izajaszem, Jeremiaszem, Maryją i Apostołami. To Boży wybór i decyzja, tajemnicze wezwanie, w którym nie ma nic o predyspozycjach czy zasługach wołanego. I jeśli powołany tak właśnie rozumie i przeżywa swoje powołanie, to każdego dnia jest wdzięczny Bogu za ten niezasłużony dar.
Ten Bóg, który powołuje – również obdarowuje wszystkim tym, co potrzebne, by misję tę wypełnić. Lecz scena powołania Abrahama mówi także o tym, że po tej Bożej inicjatywie potrzebny jest krok ze strony człowieka: trzeba wyjść, trzeba odejść od kogoś lub od czegoś. Tak było z Abrahamem, tak było z Apostołami, tak jest w każdym powołaniu. Trzeba odejść, czyli „dokonać cięcia”. W „Listach z pustyni” czytamy, że kiedy Karol chce rozpocząć tę nową drogę życia i udaje się na pustynię słyszy z ust swojego mistrza: „Trzeba dokonać cięcia, Karolu”. Dla Karola tym cięciem, tym odejściem, było pozbycie się łączącego go ze światem pełnego adresów do przyjaciół grubego zeszytu.
Trzeba więc, ruszając w tę szczególną drogę Bożego powołania dokonać zawsze tego przysłowiowego „cięcia”. Jeśli powołany tego nie zrobi, to skutki w przyszłości mogą być tragiczne. Dlaczego aż tak? Bo Bóg tym, których powołuje chce dać Miłość! A nie jest możliwe mieć w swym sercu głęboką relację z Bogiem i mieć w swym sercu relację z czymkolwiek lub kimkolwiek innym. Bóg powołuje Abrahama, gdy ten ma 75 lat. Jakże wiele jest biblijnych historii, które mówią o ludziach starszych lub całkiem starych, w życiu których właśnie wtedy dokonują się rzeczy największe. Tak było z Abrahamem. Bóg rozpoczął z nim dzieło jego życia, gdy miał on 75 lat. Tak było z Mojżeszem, Zachariaszem, starcem Symeonem, prorokinią Anną i starym Piotrem. Dla Boga nie ma bowiem „za późno”! To tylko człowiek myśli, że przychodzą lata, kiedy „stoi się już nad grobem”. To jest katecheza świata. Katecheza Boga jest inna. Dla niego każdy czas jest najlepszy. Oto okazuje się, że plan Boga jest przez wszystkie dni życia człowieka. I to jest kolejne pytanie o wiarę. Czy wierzę, że w wieku 75 lat spotkają mnie jedne z najważniejszych wydarzeń w moim życiu? Czy wierzę, że w planach Boga nie ma „bocznych torów”? Czy wierzę, że Bóg potrzebuje mnie w każdym okresie mojego życia? Czy wierzę, że Jego plan do mojego życia nigdy się nie kończy? Czy wierzę?
Tak więc najpierw powołanie, ale zaraz i obietnica. W życiu Abrahama ta obietnica będzie się wypełniać przez 25 lat! I choć będą różne koleje spełniania się obietnicy, to właśnie ona będzie najważniejsza, tzn. to, co Bóg obiecuje i daje, a nie człowiek!


02.09.2016
Nie samym chlebem

...żyje człowiek, lecz wszelkim Słowem, które pochodzi z ust Bożych! Pierwszym słowem-chlebem jest słowo Abraham. Historia zapisana w Księdze Rodzaju jest ogromnie pouczająca. Jest moim ogromnym pragnieniem, by słowa, które będę kreślił na łamach „Głosu” były zachętą do lektury Pisma Świętego. By ta święta księga stawała się naszą najukochańszą ojczyzną. To, co Bóg czynił w życiu Abrahama i w życiu innych postaci biblijnych, czyni również w życiu każdego z nas. Bóg jest po prostu obecny w historii życia swoich wybranych. Jesteśmy takimi wybranymi Boga nie tylko będąc księżmi czy siostrami zakonnymi, lecz przede wszystkim z mandatu chrztu, otrzymawszy w tym sakramencie dar powołania największego – do świętości. I tak jak Abrahama i inne biblijne postaci Bóg poprzez wydarzenia prowadził do siebie, tak i każdego z nas poprzez różne wydarzenia naszego życia do siebie prowadzi. Historia Abrahama rozpoczyna się sceną powołania. W Księdze Rodzaju czytamy: „Pan rzekł do Abrama: -Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy tobie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i Ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi” (Rdz 12,1-3).

Jest to szczególny etap historii zbawienia. Wniosek taki należy wysnuć chociażby z tekstów, do których Biblia Jerozolimska odsyła. Najpierw w Księdze Mądrości czytamy: „Gdy przyszło pomieszanie narodów za przewrotną zmowę, ona uznała Sprawiedliwego, ustrzegła go nieskalanym przed Bogiem i zachowała go silniejszym niż jego litość dla dziecka” (Mdr 10,5). Oto jesteśmy świadkami smutnego czasu. Bóg reaguje na przewrotną zmowę człowieka i miesza jego mowę u stóp wieży Babel. Lecz Bóg czyni o wiele więcej. Nie tylko uznaje Abrahama za sprawiedliwego, lecz także strzeże go, by przed Nim – Bogiem, był nieskalanym. Czyni go także silniejszym nawet od litości nad własnym dzieckiem. Drugi argument na niezwykłość tego momentu historii zbawienia to fakt, że mowa św. Szczepana przed Żydami właśnie od tego wydarzenia się rozpoczyna: „A on odpowiedział” - Słuchajcie, bracia i ojcowie: Bóg chwały ukazał się ojcu naszemu, Abrahamowi, gdy żył w Mezopotamii, zanim zamieszkał w Charanie. I powiedział do niego: Opuść ziemię swoją i rodzinę swoją, a idź do ziemi, którą ci wskażę>>” (Dz 7,2-3). Wreszcie autor listu do Hebrajczyków ukazuje wzorcową wiarę przodków w osobie Abrahama: „Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie.” (Hbr 11,8).

Tak więc Abraham, a wraz z nim i jego niepłodna żona Sara, zrywa wszystkie ziemskie przywiązania i wyrusza do nieznanego sobie kraju. Dlaczego to robi? Z dwóch powodów. Najpierw dlatego, że Ten nieznany Bóg wzywa go, a dalej dlatego, że składa mu obietnicę. Jest to pierwszy akt wiary Abrahama. O wiarę będzie chodziło także wtedy, gdy ta obietnica będzie odnawiana. Tę wiarę Abrahama Bóg wystawi na wielką próbę żądając ofiary z syna Izaaka – owocu obietnicy.


31.08.2016

Kończą się wakacje, początek nowego roku szkolnego i początek nowego roku w duszpasterstwie. Dzisiejsze słowo rozpoczynam zdaniem trudnym i dla wielu bliżej nieznanym. Jest to bowiem pozdrowienie, którym witają się ludzie niewidomi i opiekujący się nimi siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża. Tam rodziło się moje powołanie. I właśnie o moim powołaniu będzie dziś słów kilka, by bliżej przedstawić się czytelnikom.

Powołanie? Dziś nie mam wątpliwości, że jest czymś konkretnym. Bóg naprawdę woła człowieka. Pamiętam wszystko w najdrobniejszych szczegółach: i to, że było to podczas rekolekcji, na modlitwie, i to, że było przedpołudnie. Prowadzący spotkanie zapytał: “Jeśli Pan cię woła - wstań!”. To było najtrudniejsze – wstać z krzesła. Przecież miałem już swoje lata (26), przecież to tak wielka odpowiedzialność, ale chyba najtrudniej wstać było dlatego, że to tak poważne pytanie, które myślałem, że jest do innych, a oto tak mocno usłyszałem je właśnie w swoim sercu. To było przedziwne doświadczenie. Odczułem, że Bóg pyta i prosi o odpowiedź - teraz właśnie. Wiedziałem, że chodzi o danie odpowiedzi i wiedziałem także, że ten czas może się już nigdy nie powtórzyć - taki Kairos, a więc czas jedyny. Bóg pozwolił wstać. I rzeczywiście nic wielkiego się nie stało. Wróciłem do domu, dalej pracowałem. Od tego momentu było dużo modlitwy, Bożego Słowa. I to właśnie Boże Słowo było tą kropką nad „i”, tym ostatecznym oparciem i potwierdzeniem.

Po kilku miesiącach od wydarzenia „wstania z krzesła” pomyślałem: niech słowo Boga, czytane we Mszy świętej, będzie tym, co zadecyduje, czy kapłaństwo jest moją drogą, a jeśli tak, to czy to jest ten czas, by wstępować do seminarium. Pamiętam, że czytany był fragment Ewangelii według św. Łukasza: “Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie” (Łk 4,17-18). Czy mogłem się zastanawiać dłużej?

Dzisiaj, kiedy piszę te słowa z perspektywy wielu już lat posługi kapłańskiej widzę coraz wyraźniej, jak wielkie ślady stawiał w moim życiu Bóg. Wtedy, kiedy ja nie myślałem nawet o drodze kapłańskiego powołania - On działał. A działał najpierw przez dom rodzinny, a w sposób szczególny przez postawę mojej mamy. Z nią chodziłem do kościoła i to ona uczyła mnie pierwsza modlitwy różańcowej. Dalej siostra zakonna, siostra Jana, ze zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Ileż jej zawdzięczam. Dziś to wiem. Zostawiła mi swoje pamiętniki. Przeszła więzienie, zsyłkę na Syberię i najgorsze – utraciła wzrok. A wszystko dlatego, że kochała Boga i Polskę, że kochała ludzi, a zwłaszcza dzieci i młodzież. Wszystko przetrwała, została siostrą zakonną i przyjechała w moje strony. I to właśnie w mojej parafii przygotowując nas , małe wówczas dzieci, do pierwszej komunii św. przekazywała nam wiarę w Boga i umiłowanie Ojczyzny.

Dalej był „cień Chrystusowego krzyża” w kaplicy w Żułowie wśród sióstr i pań niewidomych, w klimacie pięknej modlitwy. Od najmłodszych lat chodziłem na Mszę świętą do tej kaplicy. Mieściła się ona w domu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, opiekujących się ludźmi niewidomymi. Od najmłodszych lat brzmiało mi w uszach pozdrowienie, którego długo nie rozumiałem: “Przez Krzyż - do Nieba”. W kaplicy był ogromny krzyż - na całą ścianę. Wpatrując się weń, przez długie lata służyłem jako ministrant.

I było jeszcze serce ks. Stanisława Piotrowicza. Tak powiedział jeden z księży: „Twoje powołanie do kapłaństwa rodziło się pod sercem ks. Stanisława”. Jest pochowany w podwarszawskich Laskach. Pamiętam jego pogodny uśmiech, piękne i mądre homilie i liturgie Mszy świętych, w których uczestniczyłem posługując przy ołtarzu. Miał chyba 40 lat, kiedy został księdzem. Długie lata spędził w Żułowie. Dziś kiedy wspominam tę piękną postać urzeka mnie jeszcze jedno. Nigdy nie powiedział mi, że może poszedłbym do seminarium, ale wiem, jak bardzo o to się modlił. Zresztą zdaje się, że nie tylko on.

Takie były lata, w których tyle rzeczy się działo. Nie widziałem tego, tych znaków, że to w przyszłości okaże się tak ważne. Bóg był cierpliwy. Po niezdanych egzaminach na studia przyszedł czas Studium Medycznego, dwóch lat w wojsku, a później pracy w laboratorium. I właśnie wtedy, gdy już pracowałem Jezus, wykorzystując to, co zostało zapisane w moim sercu jako klimat modlitwy z czasów “cienia Krzyża”, postawił kropkę nad “i”.

W parafii, na terenie której pracowałem, rozpoczynały się katechezy Drogi Neokatechumenalnej. Przyszedł kolega i powiedział: “Przyjdź, jest potrzebny kantor, ktoś, kto pomoże w modlitwie śpiewem i grą na gitarze”. Jakiś czas potem była jesienna konwiwencja, ta, na której usłyszałem wezwanie katechistów: “Jeśli słyszysz, że Bóg cię woła - wstań!”. Po roku byłem już w seminarium.

Dziś posługując w Świdniku w parafii NMP Matki Kościoła, wdzięczny jestem Bogu, że daje mi doświadczać, iż Jego krzyż to miłość. Ten Chrystusowy Krzyż to jedyny klucz, który otwiera bramy nieba. Dziś wiem, że właśnie ta miłość pomaga mi brać moje życiowe i codzienne krzyże. I wdzięczny jestem Bogu nie tylko za to, że wiem, co oznaczają słowa tego pięknego pozdrowienia, ale za to, że wierzę, iż każdego dnia sam Pan prowadzi mnie “Przez Krzyż - do Nieba!”.


17.08.2016

To trzynasta idzie grupa Nie przeszkadza jej dziś upał Nie przeszkodzi im ulewa Idzie modli się i śpiewa

Te właśnie słowa, połączone z melodią śpiewane były najczęściej w grupie trzynastej tzn. świdnicko-piaseckiej zmierzającej na Jasną Górę.

Piesza pielgrzymka rozpoczęła się trzeciego, a zakończyła się czternastego sierpnia. Początkiem była Msza św. przy lubelskiej katedrze, a zakończeniem Msza św. na szycie Jasnej Góry. Ponad 300 km przez 12 dni, a wszystko to rekolekcje w drodze. Każdy dzień, choć inny i nowy był do siebie podobny. Początkiem dnia był poranny pacierz i godzinki. Od razu też w naszej grupie czytana była ewangelia na dany dzień opatrzona słowem komentarza. Sercem dnia była Eucharystia. Każdego dnia był odmawiany różaniec i koronka. Pielgrzymi mogli też korzystać ze spowiedzi, a wszystko to w drodze. Dziennie było do przejścia około 30-40 km. Było dużo śpiewu, każdego dnia konferencja i oczywiście wieczorne apele, które bardzo integrowały pielgrzymów. Na trasie dużo ludzkiej życzliwości. Pozdrowienia od wielu ludzi, który nawet w deszczy nie tylko stali, lecz także wynosili przed domy coś do jedzenia i picia. Noclegi przeważnie w szkołach, ale także w prywatnych domach. Niektórzy gospodarze przyjmują nas od lat co sprawia, że więzy przyjaźni są mocne.

Pielgrzymka więc to błogosławiony czas pełen modlitwy, trudów różnych niewygód, a przecież w tym wszystkim doświadczeniem szczególnym pielgrzymów staje się Bóg, który naprawdę pozwala doświadczyć swojej obecności.

Poruszyło mnie wiele wydarzeń z tego czasu. O jednym z nich słów kilka. Idąc lasem, wąską drogą, kiedy nagłośnienie grupy było zwinięte, wielu rozmawiało ze sobą. Dołączył wtedy do mnie jeden z pielgrzymów i pokazując na małe dzieci, które niosły w tym czasie emblematy i flagi wyraził wielka radość, że duch pielgrzymki porywa kolejne pokolenia i to, że są oto następcy. W słowach i oczach rozmówcy widać było i radość, i wdzięczność, i szczególny ogień. Jakąś nadzieją zabrzmiały słowa, które wypowiedział: czym skorupka za młodu nasiąknie...

Piesza pielgrzymka na Jasna Górę już się zakończyła następna, aż w przyszłym roku, lecz smak tej formy modlitwy można poczuć już wkrótce. Na początku września, dokładnie trzeciego w sobotę ruszymy znowu. Tym razem, jako co roku do Wąwolnicy. Cóż więc pozostaje? Pozostaje serdecznie zaprosić co też czynię z tym większą radością, że grupa świdnicka wyruszy ze Świdnika z kościoła NMP Matki Kościoła. Zapraszam więc, by w drodze modlić się i śpiewać: To świdnicka idzie grupa, nie przeszkadza jej dziś upał, nie przeszkodzi im ulewa, idzie, modli się i śpiewa.


05.08.2016

Jak to dobrze, że papież Franciszek przypomniał to, co stanowiło od początku istotę ŚDM. Wielu bowiem coraz częściej mówiło, że to spotkanie młodzieży całego świata z papieżem. A przecież święty już dziś Jan Paweł II rozpoczynając to dzieło, które jest powiewem Ducha Świętego zawsze głosił, że najważniejszy jest Chrystus. I tak było i w tym roku podczas tych niezapomnianych dni w Polsce. Najpierw spotkania diecezjalne, a później uroczystości główne pod przewodnictwem Ojca Świętego Franciszka. I w każdym spotkaniu w centrum - Chrystus.

Papież Franciszek już w pierwszym słowie z okna „Przy Franciszkańskiej” rozradował się entuzjazmem i radością młodych i od razu wskazał, że to dar od Boga. Ale od razu też zaprosił, by mieć odwagę wejść w głąb tego czasu podarowanego przez Boga. I młodzież to uczyniła.

Światowe Dni Młodzieży to rekolekcje, które nie zakończyły się wraz z odlotem papieża do Rzymu. One ciągle trwają. Najpierw przez fakt komentarzy i świadectw uczestników tych spotkań. Dalej przez programy telewizyjne i radiowe, a także artykuły w prasie ukazujące jeszcze raz piękne momenty wydarzeń tych dni: modlitwy na Jasnej Górze, modlitwy w obozie w Auschwitz, modlitwy w Krakowie.

Jest jednak pewne niebezpieczeństwo: można nie zrozumieć przesłania, które przywiózł Ojciec Święty i zapamiętać tylko klimat, lub wyrabiać sobie zdanie o ŚDM na podstawie komentarzy innych ludzi. To z pewnością są rzeczy cenne. Jednak jest coś, co może każdemu pomóc zgłębiać to wydarzenie. Myślę tu o wszystkich tekstach Ojca Świętego, które trzeba przeczytać raz jeszcze ze zrozumieniem i w całym kontekście miejsc, w których papież wypowiadał słowa. Dlatego gdy ukaże się opracowanie zawierające pełne teksty homilii i przemówień wygłoszonych przez papieża podczas tych ŚDM wydaje się czymś koniecznym uczynić tę z pewnością cienką objętościowo broszurę - osobistą lekturą. Wszak przybył do naszej ojczyzny Piotr, który jak prorok przekazał nam i całemu Kościołowi słowo płynące od Boga!


29.07.2016

Światowe Dni Młodzieży – góra łask, na którą trzeba umieć wejść, by zaczerpnąć, a później umieć zejść, by żyć!

Pierwszym etapem są spotkania w diecezjach. Radujemy się pielgrzymami, którzy przybyli do naszego miasta z Białorusi i Filipin. Radujemy się pięknym dniem radości i modlitwy w Lublinie na stadionie Arena-Lublin. Czekamy na przybycie Ojca Świętego Franciszka i spotkanie z nim w Krakowie.

A papież tak pisał w encyklice „Lumen fidei”: „Zwłaszcza młodzież przeżywająca tak skomplikowany, bogaty i ważny dla wiary okres życia, musi czuć bliskość i troskę rodziny oraz wspólnoty kościelnej na swej drodze dojrzewania w wierze. Wszyscy widzieliśmy, że podczas Światowych Dni Młodzieży ludzie młodzi okazują radość wiary, zobowiązują się do życia wiarą w sposób coraz trwalszy i bardziej wielkoduszny. Młodzież pragnie życia wielkiego. Spotkanie z Chrystusem, pozwolenie, by nas ujęła i prowadziła Jego miłość, poszerza horyzont życia, daje mu mocną nadzieję, która nie zawodzi”.

I rzeczywiście każdy człowiek jest na drodze dojrzewania w wierze. A skoro tak, to znaczy, że Bóg prowadzi go ku wierze dojrzałej. Patrzymy na Abrahama – ojca naszej wiary i co dostrzegamy w jego życiu i drodze wiary? Oto okazuje się, że na tej drodze Bóg wołał Abrahama dwa razy. Za pierwszym razem było to wołanie, by wyszedł ze swojej ziemi. To wołanie i miało ono posmak przygody! Ruszyć w drogę, w nieznane, ku czemuś nowemu. Nie było to zbyt trudne zważywszy, że Abraham był człowiekiem, który nie miał syna i ziemi. A Bóg, który go wzywał obiecał mu to wszystko. I Abraham wyruszył.

Było jednak drugie wołanie, kiedy Bóg rzekł do Abrahama, by ten złożył swojego syna Izaaka w ofierze. To wołanie nie miało już posmaku przygody, lecz było pytaniem o wiarę! I jak czytamy w Księdze Rodzaju Abraham był gotowy spełnić polecenie Boga. Skąd taka wiara, do której dojrzewał długich 40 lat? Została ona wyryta w sercu Abrahama przez wydarzenia, poprzez które Abraham odczytywał działającego w jego życiu Boga. Abraham odkrył, że Bóg jest Bogiem życia, że jest Bogiem wiernym, że po prostu kocha.

Światowe dni młodzieży pod przewodnictwem Ojca Świętego Franciszka to powiew Ducha Świętego. Jednakże patrząc na to wydarzenie z perspektywy wiary trzeba powiedzieć, że jest to dzieło Boga, które ma posmak przygody. Jak słyszymy z ust wielu uczestników jest to czas radości, spotkań, odkrywania bogactwa Kościoła, ale także poznawania nowych ludzi, tradycji, kultur, odkrywania nowych zakątków świata. Ogromnie ważne to wydarzenie na drodze wiary, lecz trzeba umieć wejść głębiej: radość i entuzjazm mają prowadzić do spotkania Chrystusa.

Bo przecież rozlegnie się i to drugie wołanie Boga jako pytanie o wiarę. A tym pytaniem Boga o wiarę może być po prostu codzienność, do której trzeba będzie wrócić. Jest więc łaską od Boga samego najpierw to, by te dni przeżywane przede wszystkim z Chrystusem w Słowie, Eucharystii i Kościele stały się doświadczeniem Boga żywego. Tylko takie doświadczenie jest gwarancją wzrastania w wierze, którą Pan będzie próbował.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • DSC_0599
  • dsc_0586
  • DSC_0586
  • mural-3
  • mural-1
  • DSC_0567
  • DSC_0611
  • DSC_0600
  • DSC_0621
  • DSC_0575
  • DSC_0579