jg - Świdnik - wysokich lotów

piątek, 13 kwiecień 2018 14:33

Co się stało przy ul. Hallera?

Po godzinie 13.00 mieszkańcy osiedla Wschód usłyszeli huk i odgłosy tłuczonego szkła. Na ul. Hallera natychmiast pojawiły się służby ratunkowe.

Oprócz ratowników, policjantów i strażaków na miejsce wezwano pogotowie energetyczne i gazowe. Nie było konieczności ewakuacji mieszkańców budynku.

- Akcja ratunkowa jest już zakończona. Na miejscu, policjanci pod nadzorem prokuratora, ustalają okoliczności zdarzenia - informuje Elwira Domaradzka z KPP w Świdniku. - Poszkodowane zostały dwie osoby. Zostały przewiezione do szpitala.


Aktualizacja:

Nieznane są jeszcze przyczyny dzisiejszego zdarzenia przy ul. Hallera. Jak się okazuje, w mieszkaniu nie stwierdzono rozszczelnienia instalacji gazowej.

- Obecni na miejscu pracownicy pogotowia gazowego wykluczyli wybuch gazu - mówi Paweł Dańko, rzecznik KP PSP w Świdniku.

piątek, 13 kwiecień 2018 11:13

Świdniczanie się bogacą

Świadczy o tym stały wzrost kwot, wpływających do kasy gminy z tytułu udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych. W przypadku firm bywa różnie, w zależności od wahań gospodarczej koniunktury. Można powiedzieć, że PIT pokazuje stan zasobności mieszkańców, CIT – kondycję lokalnej gospodarki. Ich udział w dochodach własnych gminy wzrósł z 43 proc. w roku 2013 do 51 proc. w roku ubiegłym.

- Od 2013 roku, czyli od początku analizowanego przez nas okresu, kwoty wynikające z udziału gminy w podatku PIT systematycznie i stabilnie rosną, średnio o ponad 7 procent rok do roku. To bardzo korzystna tendencja, przy czym wzrost jest wyższy od przewidywanego przez ministerstwo finansów - tłumaczy Wiesław Głąb, kierownik referatu w wydziale budżetowo-finansowym Urzędu Miasta.

Z płaconego przez nas każdego roku podatku dochodowego PIT, w 2017 r. do gminy wróciło 37,89 procent. Z podatku CIT, pobieranego od firm, 6,71 procenta. Jakiego rzędu są to pieniądze? W przypadku pierwszego, miejska kasa wzbogaciła się o 34,2 mln zł, z tytułu drugiego o 2,1 mln zł. Dla porównania w 2013 roku były to kwoty, odpowiednio, 25,8 mln zł i 2,1 mln zł. Jak widać, różnica jest ogromna. Do tego dochodzi czasem element zaskoczenia.

- O ile udział w podatku PIT jest w miarę przewidywalny, o tyle CIT potrafi nas zaskoczyć. Na przykład, w 2014 roku wyniósł nieco ponad 3,3 mln zł, by w 2016 roku wspiąć się na poziom 4,6 mln, a w 2017 roku spaść do 2,1 mln zł. W prawie 137 milionach zrealizowanych dochodów budżetu gminy w 2017 roku różnica może się wydać mało istotna, jednak oznacza możliwość rocznego utrzymania jednego, średniej wielkości przedszkola bądź budowę drogi. Podobnie jak kilka innych ośrodków Lubelszczyzny, Świdnik jest miastem praktycznie jednego, głównego podatnika. Od jego kondycji finansowej zależy średnio aż 75 proc. wpływającego do budżetu udziału z podatku CIT – wyjaśnia W. Głąb.

Badanie i porównywanie wpływów z udziału w podatku PIT, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, pozwala w przybliżeniu określić poziom zamożności mieszkańców różnych ośrodków miejskich. W zestawieniu 7 największych miast Lubelszczyzny za 2017 rok, Świdnik wypada całkiem dobrze. Z kwotą 858 zł znajdujemy się na trzecim miejscu. Wyprzedzają nas Lublin (1032 zł) i Puławy. Za nami są Zamość, Chełm, Biłgoraj i Kraśnik (645 zł). Podobnie trzecią pozycję zajmujemy w porównaniach wpływów z tytułu udziału w podatku CIT, za Puławami i Lublinem. Zwróćmy uwagę na fakt, że rozpatrujemy jedynie województwo lubelskie. W porównaniu z innymi regionami kraju, nasza pozycja byłaby zapewne nieco dalsza. Można jednak powiedzieć, że w regionie jesteśmy jednym z bogatszych miast.

jmr

sobota, 14 kwiecień 2018 11:42

Na basen zamiast zakupów

W niedziele wolne od handlu, za wejście na basen w Szkole Podstawowej nr 5 zapłacimy mniej.

- Chcemy zachęcić mieszkańców naszego miasta do aktywnego spędzania czasu - mówi Tomasz Szydło, dyrektor placówki. - Stąd pomysł, aby w niedziele, podczas których obowiązuje zakaz handlu, świdniczanie korzystali z pływalni za symboliczną opłatę - 2 zł.

Promocyjna cena będzie obowiązywać 15 kwietnia, następnie za tydzień oraz 13 i 20 maja. W tych dniach przewidziano dwa wejścia - o godz. 17.00 i 18.00.

Jednocześnie przypominamy, że z obiektów przy SP 5 można korzystać od poniedziałku do piątku, w godz. 18.00 - 22.00. W soboty basen jest otwarty dla grup zorganizowanych np. w ramach programu „Delfinki”. Bilet ulgowy kosztuje 5 zł, normalny 9 zł. Dzieci do 7 roku życia wchodzą na pływalnię bezpłatnie, pod opieką osoby dorosłej, która musi kupić bilet.

niedziela, 15 kwiecień 2018 08:37

Pasja kluczem do sukcesu

Praca na pełen etat jest chyba marzeniem każdego. Daje poczucie pewności, że zadbamy o odpowiedni byt swojej rodziny. Co jednak, gdy z jakiegoś powodu się ją straci? Jednym ciężko jest odnaleźć się w nowej sytuacji, inni traktują ją jak życiową szansę. Właśnie do tej drugiej grupy należy Katarzyna Antosiewicz, trener biznesu, ekspertka w zakresie dotacji unijnych, a także właścicielka portalu www.antosiewicz.edu.pl, która doradza, jak założyć firmę i ją rozwijać.

- Etat zamieniła Pani na własną działalność. Dlaczego?

- Przyszedł taki dzień, że pracodawca rozwiązał ze mną umowę. To było dla mnie całkiem niespodziewane. Wracając do domu z byłej już pracy, pomyślałam, że zaczynam wszystko od początku. Nie muszę zajmować się projektami i szkoleniami. Mogę przekwalifikować się, zostać fotografem czy masażystą. Postanowiłam, że nie wrócę na etat. Doszłam do wniosku, że dzięki wypowiedzeniu, zyskałam 40 godzin tygodniowo, żeby zarabiać pieniądze, nie być od nikogo zależną i robić wszystko na własny sposób.

- Nie bała się Pani tego kroku?

- Uważam, że każdy ma to, na co się odważy. Decyzję podjęłam w jednej chwili. Uważam, że trzeba mieć cel, do którego będzie się dążyć. Pewnie nigdy nie odważyłabym się zwolnić z pracy, bo łączy się ona ze stałymi przychodami. To ważne zwłaszcza gdy ma się rodzinę, rachunki i kredyt do spłacenia. Ale nie bałam się. Poczułam wolność. Wiedziałam, że to pierwszy dzień mojego nowego życia i że drugi raz nie otrzymam takiej szansy.

- Zajęła się Pani szkoleniami.

- A także projektami unijnymi, ponieważ są to dwie działki, które mnie interesują. Piszę dla klientów projekty, wnioski aplikacyjne i doradzam. Podpowiadam, jak rozwinąć firmę, na co można pozyskać dofinansowanie i co w danym momencie jest warte uwagi. Prowadzę też szkolenia z tego zakresu.

- Dlaczego się tym Pani zainteresowała?

- To chyba zrządzenie losu. Na początku pracowałam w firmie zajmującej się doradztwem, strategiami rozwoju dużych przedsiębiorstw i szkoleniami. Polska nie była jeszcze wtedy w Unii Europejskiej. Kiedy ruszyły fundusze przedakcesyjne, my również się tym zainteresowaliśmy. Później przyszło pierwsze rozdanie środków unijnych „Perspektywa 2007-2013”. Pojawili się też klienci. Oczywiście nie było tak, że od razu każdy chciał skorzystać z mojej pomocy. Na nazwisko trzeba sobie zapracować. Mówi się, że aby zostać ekspertem, trzeba popełnić wszystkie możliwe błędy i przepracować 10 tysięcy godzin. Ja jestem na tym etapie.

- Przedsiębiorca przychodzi do Pani z gotowym pomysłem?

- Są dwa rodzaje klientów. Pierwsi mają świetny pomysł, potrzebują jedynie dofinansowania. Są też osoby, które usłyszały o dostępnych środkach i mają nadzieję, że coś się dla nich znajdzie. Wtedy wspólnie zastanawiamy się, w którą stronę powinni rozwinąć działalność.

- Z którym klientem łatwiej się współpracuje?

- Każdy jest inny i do każdego podchodzę indywidualnie. Czasami wydaje się, że skoro firma „X” dostała dofinansowanie na jakiś projekt, a firma „Y” zajmuje się tym samym, też je otrzyma. Jest szereg czynników, które decydują o tym, czy przedsiębiorstwo może wziąć udział w konkursie i czy uzyska środki. Trudno jednoznacznie określić, która współpraca jest łatwiejsza. Na pewno preferuję osoby z pomysłem, bo mają cel. Są w stanie precyzyjnie określić swoje potrzeby i oszacować budżet. To coś, o czym marzą i przez to bardziej się angażują. Klienci z drugiej grupy są zawsze nowym wyzwaniem.

- A z jakiego dofinansowania mogą skorzystać osoby, które otwierają własny biznes?

- Jest szereg dotacji. Obecnie kończy się pierwszy nabór dla przyszłych przedsiębiorców. Myślę, że za rok ruszą kolejne projekty, które wesprą rozwój przedsiębiorczości.

- Co by im Pani poradziła?

- Ważne jest, by mieć na siebie pomysł i przygotować dobry biznesplan. Kluczem do sukcesu jest działanie z pasją i budowa pozycji na rynku. W przypadku dofinansowania z Unii trzeba pamiętać, że firma musi funkcjonować przez rok. Globalne statystyki są okrutne. Po dwóch latach działalności z rynku znika 80% przedsiębiorstw. Tylko 5% przetrwa dłużej niż 5 lat. Dlatego warto wiedzieć, jak chce się wykorzystać te pieniądze. Z projektów można sfinansować praktycznie wszystko. Wyposażenie, towar, rozwój dodatkowych kompetencji. Na pewno nie można też zapomnieć o rentowności firmy. Fakt, że mamy pasję i wydaje nam się, że wszyscy potrzebują naszych usług lub produktów, może nas łatwo zwieść. Jeżeli wiemy, że dana usługa nie przyjmie się na rynku, a mimo to, w nią inwestujemy, tylko się oszukujemy. Warto rzetelnie rozejrzeć się na rynku i zbadać potrzeby potencjalnych klientów.

- Zdarzają się nowatorskie pomysły?

- Ostatnio doradzałam w projekcie, który bardzo mnie zaskoczył. Pani zajmowała się metaloplastyką, czyli wykonywaniem kwietników, świeczników, balustrad czy bram. Widać było, że to przemyślana decyzja. Wszystko było świetnie zaplanowane, miało ręce i nogi.

- Za co lubi Pani swoją pracę?

- Zakładając działalność, rozważałam kilka scenariuszy. Doszłam jednak do wniosku, że pisanie projektów jest tym, co lubię robić. Ogromną przyjemność sprawia mi fakt, że mogę doradzać ludziom, kierować nimi, podpowiadać, a gdy trzeba, przestrzec i sprowadzić na ziemię.

- Jakie ma Pani plany na najbliższy czas?

- Myślałam, żeby wiosną ruszyć z nową propozycją szkoleń. Będą poświęcone pracy nad koncepcją rozwoju firmy. Wiadomo, że są usługi, które się powtarzają. Przykładowo osoby, które zajmują się manicurem, zawsze będą miały klientki, ale czasami potrzeba zmiany, żeby nasza oferta się nie znudziła. Mam nadzieję, że szkolenia będą cieszyły się zainteresowaniem. Że odblokują przedsiębiorców, którzy są zniechęceni, bo biznes nie idzie po ich myśli, skłoni do tego, żeby usiąść i pomyśleć kreatywnie, co można zrobić, żeby się rozwinąć.

- Własna firma to nie praca na 8 godzin.

- Zgadza się. Kiedy dzwoni do mnie jakiś obcy numer odbieram, bo myślę, że może to być nowy klient. Staram się utrzymać balans między pracą a odpoczynkiem. W zimie więcej czasu spędzam w biurze, z klientami. Natomiast, kiedy robi się ciepło, w weekendy jeżdżę na działkę i staram się częściej być z rodziną i przyjaciółmi. Czasami, wiadomo, trzeba się sprężyć, ale myślę, że całkiem nieźle sobie radzę. Zarządzanie czasem to mój konik i o tym głównie jest mój portal.

Agata Flisiak

niedziela, 15 kwiecień 2018 09:20

Komfort dla mam i maluchów

Będą pieniądze dla szpitala. Zostaną przeznaczone na remont sal dla świeżo upieczonych mam i noworodków. Środki na ten cel będą pochodziły z budżetu miasta. Dodatkowo władze Świdnika zaproponowały przedstawicielom szpitala partycypację w kosztach wdrożenia przy porodach znieczulenia zewnątrzoponowego.

W świdnickim szpitalu z roku na rok rośnie liczba rodzących się dzieci.

- W 2013 roku przyjęliśmy 673 porody, w kolejnym 711, później 808 i 854. W ubiegłym roku liczba wzrosła do 924 dzieci. Zdecydowanie coraz więcej przyjmujemy pacjentek ze Świdnika. Są to, między innymi panie, które kilka lat temu rodziły pierwsze dzieci w Lublinie, a teraz przychodzą na nasz oddział. Robimy wszystko, aby mamy były zadowolone z pobytu u nas - mówiła kilka tygodni temu dr Lidia Pachuta-Węgier, kierownik oddziału noworodków z patologią noworodkową w świdnickim szpitalu.

Do Świdnika licznie przybywają również przyszłe mamy z całego powiatu i spoza niego. Oddział może pochwalić się także II stopniem referencyjności. Dzięki temu lekarze mogą zajmować się też skomplikowanymi porodami. Przedstawiciele SP ZOZ starają się jak najwięcej inwestować, również w tę część placówki, która przeznaczona jest do opieki nad przyszłymi mamami i noworodkami. Także w tym roku zwrócili się o pomoc finansową do władz miejskich i spotkali się z pozytywną reakcją.

- Bardzo mi zależy, żeby coraz więcej dzieci w jak najlepszych warunkach, przychodziło na świat w naszym mieście. Liczą się konkrety. Dlatego przekażemy pieniądze szpitalowi powiatowemu na remont pięciu sal dla mam z noworodkami – mówi Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika. Dyrektor SP ZOZ, nie ukrywa, że bardzo cieszy go taka decyzja.

- Dzięki tej inwestycji, każda sala przeznaczona dla matki z dzieckiem będzie wyremontowana. Odnowione zostaną także sanitariaty - mówi Jacek Kamiński. - W zeszłym roku mieliśmy poważną inwestycję na oddziale noworodkowym. W tej chwili toczą się jeszcze drobne prace na oddziale ginekologiczno-położniczym. Ale już teraz ta część szpitala wygląda wspaniale.

Na tym jednak nie koniec. Przedstawiciele ratusza mają dla władz SP ZOZ jeszcze jedną propozycję.

- Chcemy pomóc w sfinansowaniu wprowadzenia znieczulenia zewnątrzoponowego przy porodach w świdnickim szpitalu. To już standard w wielu placówkach, np. w Lublinie. Dzięki takiemu znieczuleniu mamy czują się bardziej komfortowo, zmniejsza się ilość cesarskich cięć, a dzieci rodzą się zdrowsze - tłumaczy Waldemar Jakson.

- To piękna deklaracja i bardzo życzliwie ją przyjmuje - odpowiada Jacek Kamiński.

Dodaje, że samo wprowadzenie takiej procedury medycznej nie jest proste. 

-Problemem oprócz pieniędzy, jest też brak specjalistów - tłumaczy.

Zaznacza jednak, że szpital przygotuje odpowiedź na propozycję władz miasta i przedstawi kalkulację kosztów.

piątek, 13 kwiecień 2018 15:25

Podniebny balet

W Polsce na dobre zadomowiły się kilka lat temu. Niewielkie, bezpieczne i o ogromnych możliwościach. Potrafią w powietrzu zatańczyć jak w balecie i pokazać akrobacyjny „pazur”. Już w czerwcu goście Świdnik Air Festival będą się mogli przekonać, co potrafią wiatrakowce. Wszystko za sprawą formacji „57 – my”, która będzie kolejną gwiazdą pokazów lotniczych. 

Wiatrakowce to statki powietrzne z wyglądu nieco przypominające śmigłowce. Znajdujący się na górze wirnik nadaje im siłę nośną. Jest napędzany jedynie podczas startu, potem kręci się sam, pod wpływem opływającego go powietrza. Jak tłumaczą ich miłośnicy, wiatrakowce są również dużo tańsze niż śmigłowce i łatwiejsze w obsłudze.

Mają również dosyć długą historię, sięgającą już niemal stu lat wstecz, bo do 1924 roku. Wówczas pierwsza maszyna tego typu wzniosła się w powietrze. Przed II wojną światową, w celach testowych, jeden wiatrakowiec trafił również do Polski, był to Cierva C.30. Na nim jednak historia tego typu maszyn w naszym kraju skończyła się na wiele lat.

W ostatnim czasie wiatrakowce przeżywają jednak renesans. Interesują się nimi miłośnicy latania, ale również firmy, a nawet jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych. Prekursorem ponownego wprowadzania wiatrakowców na polskie niebo jest Wiesław Jarzyna, pilot klasy mistrzowskiej, instruktor śmigłowcowy, inspektor Bezpieczeństwa Lotów i oblatywacz 1 klasy. Jako pierwszy w Polsce zdobył uprawnienia do pilotowania wiatrakowców. Od lat również stara się popularyzować tego typu maszyny.

Dzięki niemu Polacy i inspektorzy ULC poznali jak i dlaczego lata wiatrakowiec. Laureat Lotniczego Orła 2011 i Błękitnych Skrzydeł 2015. Absolwent Liceum Lotniczego i Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej z Dęblina. Do tej pory spędził w powietrzu ponad 3300 godzin na 15 typach statków powietrznych. Miłośnik modelarstwa lotniczego.

Już w czerwcu, razem z formacją „57 – my” pokaże podczas Świdnik Air Festival, co potrafią wiatrakowce. - Posiadają znakomitą stabilizację lotu i można z nich korzystać cały rok. Dużą ich zaletą jest także przestronna, wygodna i często zamknięta kabina. Możliwość wykonywania bardzo wolnych lotów to ogromny atut dla pasjonatów widoków z powietrza – zachwala wiatrakowce Wiesław Jarzyna i dodaje: - W Świdniku zaprezentujemy m.in.: przelot równoległy szykiem, nalot do 90 stopni do osi pokazu i strome wznoszenie ze zmianą kierunku, lot szybki, na przeciwny wzdłuż linii pokazu i młynek 360 stopni, lot wolny, na przeciwny wzdłuż linii pokazu i stożek 360 stopni, strome zniżanie, lot bokiem i ósemki w poziomie, a także imitację autorotacji.

Wiesław Jarzyna będzie latał na wiatrakowcu SP-XSTW. W zespole pokazowym będzie można zobaczyć również Romualda Owedyka, właściciela pierwszego w Polsce, po II wojnie światowej, zewidencjonowanego wiatrakowca, stacjonującego w Toruniu. Podczas pokazów będzie pilotował maszynę TERCEL SP-XERO. Skład formacji najprawdopodobniej uzupełni Barbara Amber, pilot samolotowy i wiatrakowcowy

Świdnik Air Festival odbędzie się na lotnisku cywilnym już 9 i 10 czerwca. Organizatorami wydarzenia są Urząd Miasta i Miejski Ośrodek Kultury w Świdniku.

piątek, 13 kwiecień 2018 11:20

W hołdzie ofiarom Smoleńska

W najbliższą niedzielę, w kościele pw. NMP Matki Kościoła odbędą się uroczystości poświęcone 8. rocznicy tragedii smoleńskiej.

Rozpoczną się o godzinie 13.00, mszą świętą odprawioną w intencji ofiar katastrofy. Po nabożeństwie, w części artystycznej, wystąpią chór Arion i Maria Winiarska. Następnie zgromadzeni na uroczystości przejdą pod pomnik ks. Jana Hryniewicza, przed którym zapalą znicze i złożą kwiaty.

środa, 11 kwiecień 2018 12:10

Nauka przez zabawę

Jak działa tarcza, a jak wahadło Newtona? Jakie zjawisko można zaobserwować za pomocą armaty powietrznej? Od dziś można to sprawdzić, odwiedzając Szkołę Podstawową nr 5.

Na dziedzińcu szkolnym powstała interaktywna ścieżka edukacyjna. To pierwsze takie miejsce w naszym mieście, w którym najmłodsi świdniczanie, dzięki zabawie mają okazję poznać prawa fizyki. 

- Ścieżka powstała w ramach budżetu obywatelskiego. Cieszę się, że ten nowatorski pomysł zyskał akceptację mieszkańców i udało się stworzyć nowe miejsce o charakterze rekreacyjno-edukacyjnym - mówi Tomasz Szydło, dyrektor placówki.

Budowa szkolnego parku nauki była inspirowana takimi obiektami, jak „Park doświadczeń fizycznych” w Ogrodzieńcu czy „Ogród doświadczeń im. Stanisława Lema” w Krakowie.

wtorek, 10 kwiecień 2018 08:42

Do dwóch razy sztuka

15-latek z Lublina ukradł rower spod jednej ze świdnickich szkół. Następnego dnia postanowił zrobić to samo, jednak jego plany pokrzyżował czujny pracownik placówki, który zauważył dziwne zachowanie nastolatka przeglądając szkolny monitoring i natychmiast zawiadomił policję.

W piątek policjanci otrzymali zgłoszenie z jednej ze szkół, że na terenie placówki znajduje się nieletni, który dzień wcześniej ukradł rower o wartości 800 zł.

- Nastolatek tłumaczył, że do Świdnika przyjechał autobusem i od razu udał się pod szkołę, gdzie na placu przed budynkiem uczniowie zostawiają rowery. Następnie sprawdził, który jednoślad nie posiada zabezpieczenia. Gdy zauważył taki, od razu go zabrał i odjechał na nim do Lublina, a następnie sprzedał go w lombardzie. Z uwagi na to, że udał mu się taki czyn jednego dnia, następnego postanowił zadziałać w ten sam sposób - tłumaczy Elwira Domaradzka, rzecznik KPP w Świdniku.

To jednak nie koniec problemów nastolatka. W chwili zatrzymania miał przy sobie susz roślinny, który po badaniu narkotestem wykazał właściwości marihuany. Nieletni został doprowadzony do świdnickiej komendy, gdzie został przesłuchany i przyznał się do zarzucanych mu czynów karalnych. Teraz jego sprawą zajmie się sąd dla nieletnich.

niedziela, 08 kwiecień 2018 09:59

Przez Świdnik do Pekinu

Mieszkający w Kolonii Daniel Steffens przyjechał do Świdnika, by odwiedzić rodzinę ze strony mamy. Nasze miasto jest również przystankiem na jego rowerowym szlaku prowadzącym do... Chin. Skąd wziął się pomysł na taką daleką wyprawę?

- Studiowałem fizykę i matematykę w Monachium oraz Londynie. Kiedyś, w Anglii, obejrzałem materiał o dwóch chłopakach, którzy przejechali motocyklem cały świat. W Niemczech, jeden ze studentów mojego kierunku opowiadał o swoich wycieczkach rowerowych, na przykład z Włoch do Wietnamu. Od tej pory wiedziałem już, co chcę robić. Dwa lata temu kupiłem rower i wyruszyłem z Monachium do Stambułu. W ciągu miesiąca przejechałem 2,5 tys. km. To było naprawdę niesamowite i pomyślałem, że następnym razem wybiorę się zdecydowanie dalej. Wybór padł na Chiny. Interesuje się kulturą azjatycką, poza tym na pewno będą to większe emocje, niż gdybym podróżował po Europie. W lipcu 2017 roku skończyłem studia i zacząłem pracować, by zarobić na tę wyprawę. No i jadę - opowiadał 26-latek.

Z domu wyruszył 4 marca. W pierwszym etapie podróży, liczącym ok. 1400 km, zakończonym w Poznaniu, towarzyszyła mu jego dziewczyna, Ines. Kolejną część wyprawy, już samotnie. Przed nim około 5 miesięcy rowerowej jazdy i 10 tys. km do pokonania.

- Pojadę przez Ukrainę, Rosję, Kazachstan i Kirgistan – wyjaśniał podróżnik. - Może uda mi się jeszcze odwiedzić Uzbekistan i Tadżykistan. W Chinach zamierzam spędzić około 2 miesięcy, by jak najwięcej zwiedzić. Codziennie będę pokonywał tyle kilometrów, na ile pozwolą mi siły. Mam rower trekkingowy, bardzo lekki. Jeżdżę wolno, bo wtedy nic mnie nie boli, no i mogę podziwiać mijane miejsca. Noclegi na pewno znajdę. W najgorszym wypadku będę spał w namiocie, który ze sobą wiozę. Większość drogi powrotnej planuję przebyć pociągami, między innymi koleją transsyberyjską. Być może będzie to jedyna taka okazja.
Oprócz wspomnianego namiotu, w 35-kilogramowym bagażu rowerzysty, znalazły się, między innymi, dwa śpiwory, kuchenka na gaz lub benzynę, laptop, zapasowe dętki, łańcuchy, narzędzia, lekarstwa i cztery książki. Więcej rzeczy mu nie potrzeba. Żywność i wodę chce kupować na bieżąco. Ma za to nadzieję, że na swojej drodze nadal będzie spotykał się z życzliwością ludzi.

- Do tej pory wszędzie spotykałem wspaniałe osoby – podkreśla Daniel. - Zatrzymywałem się gdzieś na 5 min., a tu podchodzi, na przykład ksiądz i zaprasza na obiad, więc zostałem dwie godziny. Albo ktoś proponuje kawę. Ludzie pytali dokąd jadę, życzyli mi powodzenia. To bardzo miłe. Oczywiście, będę tęsknił za rodziną i przyjaciółmi, za domem. Taka rozłąka pozwala jednak bardziej docenić to, co mam. Plany na przyszłość? Może zrobię doktorat. A może zorganizuję wyprawę rowerową dookoła świata.

Wrażenia i zdjęcia z podróży Daniel zamieszcza na swoim blogu.

aw

Strona 9 z 303