jg - Świdnik - wysokich lotów

wtorek, 12 wrzesień 2017 08:19

Będą nowe przedszkola

Od przyszłego roku szkolnego będą działać dodatkowe grupy dla maluchów w SP nr 5. Równocześnie rozpoczną się prace przy budowie nowego przedszkola z oddziałami żłobkowymi przy ul. Klonowej. Przedstawiciele ratusza szacują ostrożnie, że placówka mogłaby ruszyć za dwa lata.

Początkowo planowano rozbudowę Przedszkola nr 7.  Okazało się jednak, że powiększenie jej o nowe skrzydło może kosztować nawet 4 mln zł. W takiej sytuacji władze miejskie zrezygnowały z inwestycji, ale nie z dodatkowych miejsc dla najmłodszych świdniczan.

W tej chwili już wiadomo, że od przyszłego roku szkolnego więcej przedszkolaków będzie mogło iść do „Piątki”. W budżecie miejskim na utworzenie dla nich dodatkowych miejsc zarezerwowano 600 tys. zł.

- W Szkole Podstawowej nr 5 zostanie przebudowana stołówka i w jej miejsce powstaną dwie sale dla przedszkolaków - mówi Ewa Jankowska, sekretarz miasta. - Dzieci będą mogły z nich korzystać od przyszłego roku szkolnego.

Na tym jednak nie koniec. Plany są większe i obejmują budowę zupełnie nowej placówki. - Świdnik rozrasta się m.in. w kierunku południowym, czyli w stronę drogi ekspresowej. W tej części nie ma miejskiego przedszkola, dlatego podjęliśmy decyzję o jego budowie. Zależy nam, żeby rodzice nie musieli martwić się o miejsca dla swoich dzieci i wiedzieli, że na ich pociechy będą czekać nowoczesne i dobrze wyposażone placówki - mówi Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika.

Nowe przedszkole ma powstać przy ul. Klonowej, między ul. Kasperka i Kopera. W tym miejscu ratusz ma ok. 2 hektarową działkę. W planie zagospodarowania przestrzennego jest ona zarezerwowana właśnie pod działalność oświatową. W budżecie miejskim na razie na inwestycję zaplanowano 100 tys. zł. Pieniądze pójdą na przygotowanie projektu nowego przedszkola.

- W placówce będziemy również chcieli stworzyć oddziały żłobkowe. Przede wszystkim dlatego, że widzimy takie zapotrzebowanie wśród świdnickich rodziców. Dodatkowo umożliwi nam to staranie się o dotację z rządowego programu „Maluch” - tłumaczy Ewa Jankowska.

W tej chwili przedstawiciele ratusza nie są w stanie precyzyjnie określić, kiedy nowe przedszkole i żłobek będą mogły ruszyć. Choć według wstępnych szacunków placówka mogłaby przyjąć pierwsze dzieci już we wrześniu 2019 roku.

kal

poniedziałek, 11 wrzesień 2017 14:38

Marsz śladami bohaterów

22 października ubiegłego roku, w strugach ulewnego deszczu, odbyła się pierwsza edycja Marszu Szlakiem Józefa Franczaka ps. Laluś. Jego uczestnicy chcieli w ten sposób uczcić pamięć ostatniego poległego w walce ze Służbą Bezpieczeństwa Żołnierza Wyklętego. Za miesiąc odbędzie się druga edycja wydarzenia. Organizatorzy już zapraszają chętnych.

- Naszym celem jest kształtowanie postaw obywatelskich i prospołecznych, propagowanie patriotycznych wartości, poznanie historii państwa i narodu polskiego, szczególnie zrywów wolnościowych, popularyzacja spraw obronności kraju, a także promocja aktywnych form wypoczynku – mówi Michał Kamela, prezes koła LOK „Suseł” w Świdniku. - Dystans pierwszego marszu liczył około 28 km. Na trasie Świdnik - Majdan Kozic Górnych - Piaski wzięło w nim udział 32 uczestników ze Świdnika, Lublina, Łęcznej, Zamościa, Sandomierza, Warszawy, Gliwic i Wrocławia.

W tym roku marsz odbędzie się 21 października, tym samym szlakiem, ze Świdnika, przez Majdan Kozic Górnych - miejsce śmierci sierż. Józefa Franczaka, do Piask, gdzie w rodzinnym grobie spoczywa „Laluś”. W przeddzień, w Miejskim Ośrodku Kultury, zaplanowano koncert zespołów 33n9, Karma (lubelska scena rap) oraz gwiazdy wieczoru, zespołu Contra Mundum.

Karty zgłoszeniowe dostępne po kontakcie e-mail lub na profilu marszu na Facebooku. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli: burmistrzowie miast Świdnik, Waldemar Jakson i Piask, Michał Cholewa, Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość oraz Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Organizatorami są: Koło LOK „Suseł” w Świdniku, Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Szczegółowe informacje uzyskamy u Michała Kameli - komendanta marszu, pod numerem tel. 508 054 433; Pozostałe kontakty: e-mail susel.lok@gmail.com oraz www.facebook.com/marszszlakiemlalusia

jmr

niedziela, 10 wrzesień 2017 19:30

„Ku Przyszłości - z Nadzieją”

Około 100 osób stawiło się na starcie I Biegu Kardynalskiego „Ku Przyszłości - z Nadzieją”. Przebiegli, w zależności od wieku, 1000, 600 lub 300 metrów. W ten sposób uczcili pamięć Prymasa Tysiąclecia oraz upamiętnili 70. rocznicę erygowania przez bpa Stefana Wyszyńskiego parafii MB Częstochowskiej w Kazimierzówce, wówczas macierzystej parafii świdniczan.

Najmłodszym uczestnikiem okazała się 10-miesięczna Ania, która wystartowała razem z rodzicami i bratem. W nagrodę za udział w biegach otrzymali pamiątkowe medale. Trafiły one również do zwycięzców poszczególnych kategorii, a także do kilku familii, które wystartowały w biegu rodzinnym. Było także losowanie nagród. Jednak jak podkreślali zgodnie wszyscy uczestnicy, nie chodziło o wygraną, ale o sportową rywalizację i przede wszystkim dobrą zabawę.

Zwieńczeniem imprezy był koncert. Na scenie muszli koncertowej wystąpili: schola Nutki chwały, Natalia Krysa, Monika Kowalczyk oraz Salve Regis. Fragmenty „Zapisków więziennych” kardynała Stefana Wyszyńskiego przeczytał ks. Leszek Surma, proboszcz parafii pw. Chrystusa Odkupiciela.


niedziela, 10 wrzesień 2017 12:43

Ruszyli na Wiedeń

W sobotę, o godzinie 10.00, spod dworku w Krzesimowie, na wyprawę do Wiednia ruszyła grupa członków świdnickiego Klubu Motocyklowego Usarz. Celem 2 Rajdu Odsieczy Wiedeńskiej jest upamiętnienie 334 rocznicy zwycięstwa polskich wojsk, które pod wodzą król Jana II Sobieskiego pokonały armię turecką.

- Polacy chętnie wspominają piękne, bohaterskie i krwawe klęski. My chcemy przypomnieć i uczcić wielkie zwycięstwo polskiego oręża – mówi Bartłomiej Pejo, prezes klubu Usarz.

Miejsce wyjazdu nie zostało wybrane przypadkowo. Było ono bowiem jednym z punktów zbiórki szlachty przed wyprawą wiedeńską. Motocyklistów żegnali Przemysław Czarnek, wojewoda lubelski oraz Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika.

12 września, w polskim kościele na wzgórzu Kahlenberg członkowie Usarza wezmą udział w uroczystej mszy świętej w rocznicę Victorii Wiedeńskiej.

piątek, 08 wrzesień 2017 09:50

Co się dzieje ze ściekami?

Pracownicy miejskiej spółki właśnie prowadzą kontrolę świdnickich posesji. Sprawdzają, w jaki sposób mieszkańcy pozbywają się ścieków. Jak tłumaczą władze PK „Pegimek”, inspekcja ruszyła po wykryciu nielegalnego podłączenia do sieci kanalizacyjnej. Już teraz wiadomo, że podobnych przypadków jest więcej.

- Podczas rutynowych zadań na jednej z posesji wykryliśmy nielegalne odprowadzanie ścieków. W związku z tym zarządziliśmy kontrolę, żeby sprawdzić czy jest to pojedynczy przypadek, czy takich sytuacji jest więcej - mówi Hubert Obrusiewicz, prezes PK „Pegimek”.

Inspekcja już trwa i ma być przeprowadzona na terenie całego miasta. Władze przedsiębiorstwa przewidują, że pracownicy będą sprawdzać posesje do końca września.

- Kontrola już w tej chwili pokazała nam, że przypadków nielegalnego podłączenia do kanalizacji jest więcej - zdradza prezes PK „Pegimek”. - Wystąpiliśmy też do Urzędu Miasta o przekazanie nam informacji o lokalizacji zbiorników bezodpływowych na posesjach.

Pracownicy przedsiębiorstwa na tej podstawie sprawdzą kto pobiera wodę, ale nie ma podpisanej umowy z PK „Pegimek” na odprowadzanie ścieków i nie ma na swojej posesji szamba. Tacy mieszkańcy mogą być pewni, że kontrolerzy ich odwiedzą. Jakie problemy mogą czekać mieszkańców, którzy nielegalnie odprowadzają ścieki do miejskiej kanalizacji? Po pierwsze ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzeniu ścieków przewiduje dla nich karę grzywny do 10 tys. zł, a nawet ograniczenia wolności.

- Powinni się liczyć również z tym, że będą musieli zapłacić za okres bezumownego korzystania z kanalizacji i to z odsetkami. Takie działania godzą w tych mieszkańców, którzy terminowo opłacają rachunki, oraz w interes przedsiębiorstwa - mówi Hubert Obrusiewicz. - Na razie wystosowaliśmy pisma do mieszkańców, u których już wykryliśmy nielegalne przyłącze, o określenie jak długo z niego korzystają.

Władze PK „Pegimek” od razu zaznaczają, że przekazane im informacje będą dokładnie weryfikować. 

- Mamy swoje sposoby, żeby sprawdzić, czy okres nielegalnego korzystania z sieci pokrywa się z tym zadeklarowanym w oświadczeniu - dodaje H. Obrusiewicz. - Chcemy jednak iść drogą bardziej ugodową. Zależy nam przede wszystkim na ukróceniu tego procederu i odzyskaniu swoich pieniędzy.

kal

sobota, 09 wrzesień 2017 09:10

Być własnym szefem

Michał Mikulski od dziecka interesował się komputerami. Zawsze ciekawiło go, w jaki sposób działają i jak są zbudowane. Chcąc dowiedzieć się, jak wyglądają w środku, rozmontował niejedno urządzenie. Z biegiem lat, pasja stała się sposobem na życie. Dziś, jako właściciel Serwisu J-23, świadczy usługi informatyczne.

- Co w komputerach ciekawiło Pana najbardziej?

- Sposób działania albo przeciwnie, dlaczego komputer lub urządzenie nie działa, co jest tego przyczyną. Czasami wystarczy jakaś błahostka. Niedociśnięta karta, niepodłączony kabel, przestawiona zworka, która powoduje, że komputer nie uruchamia się. Czasami klient zapomina, że coś zmienił, a ja muszę to znaleźć, żeby usunąć błąd. Szukanie usterek i naprawianie ich tak, żeby wszystko sprawnie działało, jest właśnie najciekawsze.

- Dużo komputerów rozkręcił Pan na początku?

- Szczerze mówiąc, nawet nie jestem w stanie tego policzyć. Rozmontowałem wiele urządzeń, co pozwoliło mi rozwinąć wiedzę, a w późniejszych latach zająć się naprawą sprzętu. Z jednej strony, to dobrze, ale z drugiej, moi rodzice ponieśli wtedy duże koszty, bo a to dysk się spalił, a to karta…

- Dlaczego zdecydował się Pan na otwarcie serwisu?

- Po pracy w sklepie komputerowym postanowiłem zrobić kolejny krok i założyć własną działalność. Chciałem działać na swój rachunek. Do zleceń podchodzę rzeczowo, żeby klient nie wykosztował się, a miał wszystko prawidłowo zrobione. Korzystam z nowych części, na które jest gwarancja. Rzadko zdarzają się używane, chyba, że sprzęt jest dość wiekowy i nie ma dostępu do innych. Przed ich montażem informuję o tym właściciela komputera, jeśli wyrazi zgodę, zabieram się do roboty.

- Nowy komputer można dziś kupić za niewielkie pieniądze. Czy, w związku z tym, usługi serwisowe są jeszcze potrzebne?

- Tak, oczywiście! Z reguły naprawa jest tańsza niż zakup sprzętu. Poza tym, obecnie ludzie są zabiegani. Korzystają z komputerów, żeby usprawnić sobie wiele rzeczy i mieć więcej czasu dla siebie. Kiedy okazuje się, że coś w ich sprzęcie się zepsuło, chcą go mieć szybko z powrotem. Dlatego świadczę usługę z dojazdem. Klient nie musi szukać serwisu, dowozić gdzieś komputera w określonym czasie. U mnie nie ma takich wymagań. Jeśli potrzeba, odbieram urządzenie o 22 albo o 2 w nocy, wyceniam naprawę i jeśli mam zgodę, działam. Zdarzają się sytuacje, kiedy naprawa przewyższa wartość sprzętu. Wtedy doradzam, żeby poczekać pół roku, bo może części potanieją, ale jeśli ktoś potrzebuje komputera na już, to lepiej kupić nowy. Tak, jak w przypadku pękniętej szybki w tablecie. W niektórych modelach jest zespolona z wyświetlaczem, przez co jej wymiana kosztuje 250 zł, a nowy tablet 350 zł. Jak doliczyć do tego diagnozę, części i robociznę? Od razu mówię, że wolę tego nie ruszać. Lepiej, żeby ktoś wydał pieniądze na nowy sprzęt.

- Co psuje się najczęściej?

- Gniazda ładowania, które są pourywane albo powyłamywane, taśmy matrycy, dysk twardy, a także system operacyjny, który w nieumiejętnych rękach może powodować różnego rodzaju problemy. Wystarczy, że ktoś nie zatwierdzi aktualizacji albo będzie klikał w dziwne linki i może pojawić się wirus. Zdarzają się też przypadki zaszyfrowania dysku przez wirusy. Niektórzy tracą w taki sposób wszystkie dane, bo trzymali je na dysku C. Czasami udaje się odzyskać część, innym razem wszystko. To zależy od wielu czynników, na przykład, czy klient używał komputera po ich zniknięciu. Jeśli tak, naprawa może nie być taka prosta, bo każda kolejna operacja to nowe dane, przez co odzyskanie starych jest trudne.

- Jak mądrze korzystać z naszych urządzeń, żeby nie dochodziło do takich sytuacji?

- Pierwszym błędem, który popełniamy jest spożywanie posiłków i napojów w pobliżu komputera lub praca w łóżku. Trzymamy laptopa na kołdrze, przez co wciąga kurz i zapycha się, a w konsekwencji zaczyna się przegrzewać i wolniej pracować. Jeśli często się zawiesza, zaczynają się problemy z systemem operacyjnym. Pojawia się tak zwany „niebieski ekran” i trzeba wykonać kompleksowo czyszczenie komputera, od środka i ponownie zainstalować system.

- A jak prawidłowo używać takiego sprzętu?

- Jeśli chcemy trzymać go na kolanach, podłóżmy książkę, kawałek tektury czy podstawkę. Wtedy laptop będzie miał przestrzeń do oddychania i nie będzie się tak nagrzewał od spodu. Starajmy się też nie pić i nie jeść w pobliżu komputera, bo możemy zalać sprzęt.

- Czy podstawki chłodzące faktycznie pomagają?

- Tak, ale jeśli czujemy, że laptop się przegrzewa, to dla nas sygnał, że pod obudową jest kurz lub okruchy. Wtedy podstawka niewiele nam pomoże. Potrzebne jest zwykłe czyszczenie, wymiana past, termopadów.

- Tablet, laptop czy komputer stacjonarny. W co zainwestować?

- Wszystko zależy od tego, do czego urządzenie jest nam potrzebne. Niektórzy muszą być mobilni, więc wybierają laptopy dwa w jednym albo tablety. Jednak jeśli praca wymaga naprawdę dużej mocy obliczeniowej, lepszy będzie komputer stacjonarny, ewentualnie laptop, ale bardziej specjalistyczny, przez to również droższy. Natomiast, jeśli rodzice szukają komputera dla dziecka, żeby mogło na nim pograć, niech nie wybierają tego najtańszego za 1300 zł. Za te pieniądze lepiej pokusić się o rozbudowę komputera stacjonarnego, jeśli taki posiadamy. Złożony z dobrych podzespołów, posłuży co najmniej kilka lat. Przy drobnym nakładzie finansowym można go z biegiem czasu rozbudowywać, aby służył nam jak najdłużej. Wystarczy czasem dołożyć pamięci, co zwiększy jego wydajność, wymienić dysk na SSD. Oczywiście nie mówię, że będzie wtedy fantastycznie działał, ale wystarczy na potrzeby dziecka chcącego grać w gry.

- Nie żałuje Pan, że poszedł na swoje?

- Pracuję w takich godzinach, w jakich chcę, mam więcej czasu dla rodziny. Wykonuję zlecenie w nocy albo w dzień, a w międzyczasie zajmuję się dziećmi i obowiązkami domowymi. Nie tracę czasu na dojazdy do firmy. Dobrze jest być własnym szefem, tylko czasami nie chce sobie dać urlopu… Pracuję w trybie ciągłym oraz w soboty i niedziele. Jeśli chcę zarobić trochę więcej, muszę zrezygnować z wolnego i na odwrót. Trzeba jednak umieć to wszystko wypośrodkować, znaleźć czas na obowiązki zawodowe, ale też dla rodziny i siebie. Bywa ciężko, ale nie zamieniłbym tego na żaden etat.

Agata Flisiak

sobota, 09 wrzesień 2017 09:14

Canto podbija Europę

Dziewczęta z miejskiego chóru Canto, działającego w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 pod dyrekcją Ewy Bieniek, miały niezwykle udane zakończenie wakacji. Zajęły drugie miejsce w Ohrid Choir Festival w Macedonii. Rywalizowały tam z 28 zespołami, między innymi z Białorusi, Turcji, Włoch, Serbii i Rosji. Świdniczanki otrzymały również nagrodę specjalną, przyznaną przez żonę kompozytora Tomisława Zagrafskiego.

Informację o nominacji do festiwalu chórzystki otrzymały w maju. Przygotowania do 15-minutowego występu rozpoczęły się trzy miesiące wcześniej.

- Po lipcowej przerwie musiałyśmy wrócić do trybu wokalnego. Na szczęście nie było z tym problemu. Dziewczęta były bardzo zaangażowane, ambitnie podeszły do zadania, dopasowały nawet swoje rodzinne wyjazdy do prób, za co należą im się ogromne podziękowania. Podczas festiwalu chciałyśmy godnie reprezentować Polskę i Świdnik - mówi Ewa Bieniek.

W Macedonii świdniczanki wykonały: melodię ludową „Wdycki, wdycki”, „W zielonym gaiku” Józefa Świdra, „Kyrie” Piotra Jańczaka, „Wiosna niech trwa” Macieja Małeckiego, „Od Beskidów” Bernarda Tronta, a także obowiązkowy utwór macedońskiego kompozytora. Wybrały „Nois” Tomisława Zagrafskiego. Jego zaśpiewanie nie było łatwe, głównie ze względu na język, z którym do tej pory nie miały do czynienia. Występy oceniało międzynarodowe jury.

- Sympatyczne grono, w którym najbardziej sroga była Alicja Szeluga, dyrygentka z Poznania - śmieje się E. Bieniek. - Rozumiemy jednak, że jurorzy musieli wiele wymagać od uczestników. Poziom był naprawdę wysoki, a konkurencja olbrzymia, bo udział brały zarówno chóry młodzieżowe, jak i akademickie. Trzeba dodać, że polskie grupy zajęły czołowe miejsca. Grand Prix trafiło do Chóru Kameralnego AM im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy.

Wyjazd był także doskonałą okazją do integracji oraz obejrzenia ciekawych miejsc. Plażowanie, rejsy po jeziorze, zwiedzanie miasteczka Ohrid z pięknym zamkiem, cerkwiami, stanowiskami archeologicznymi, wieczór kultury i kuchni macedońskiej - to tylko niektóre z atrakcji, jakie czekały na świdniczanki. W drodze powrotnej chórzystki odwiedziły również Budapeszt.

- To były niezapomniane dni i chętnie tam wrócimy. Duże brawa należą się organizatorom festiwalu, którzy bardzo o nas dbali. Dziękujemy również Gminie Miejskiej Świdnik za wsparcie finansowe, bez którego ciężko byłoby zorganizować ten wyjazd - podkreśla dyrygentka Canto.

Teraz przed świdniczankami kolejne wielkie emocje. 17-19 listopada wystąpią w Ogólnopolskim Konkursie Chórów a Capella Dzieci i Młodzieży w Bydgoszczy. Planują też udział w lubelskim Konkursie Poezji, Prozy i Pieśni Patriotycznej im. Ryszarda Kaczorowskiego. W Świdniku usłyszymy Canto podczas uroczystości niepodległościowych.

Chór, chociaż liczy już prawie 50 osób, nie zamyka swoich podwoi. Cały czas mogą się zgłaszać dziewczęta, które chciałyby spróbować sił w tego rodzaju śpiewie.

- Zapraszamy do ZSO nr 1, gdzie mamy próby we wtorki i czwartki, w sali 102c, w godz. 17.30 - 19.00. Być może zorganizuję również przesłuchania w szkołach - dodaje E. Bieniek.

aw

niedziela, 10 wrzesień 2017 11:12

Ekoprogram dla oszczędnych

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie ogłosił nabór wniosków do projektu Ekodom. Przewiduje on dofinansowanie różnego rodzaju inwestycji, polegających na wymianie urządzeń grzewczych na bardziej wydajne, oparte na ekologicznych bądź odnawialnych źródłach energii.

Pomoc będzie udzielana w formie preferencyjnej pożyczki, oprocentowanej w wysokości 4 proc. w skali roku, z możliwością umorzenia 30 proc .jej kapitału w przypadku wymiany i 25 proc. na pozostałe przedsięwzięcia. Dofinansowanie może obejmować do 100 proc. kosztów kwalifikowanych. Nabór wniosków potrwa do 31 października 2017 r.

Celem projektu jest ograniczenie lub uniknięcie emisji do atmosfery szkodliwych gazów i pyłów oraz zmniejszenie emisji zanieczyszczeń do wód, wzrost udziału energii pochodzącej z odnawialnych źródeł energii, a także upowszechnianie nowoczesnych technologii, służących ograniczeniu niskiej emisji. Do zaciągnięcia pożyczki uprawnione są osoby fizyczne, posiadające prawo do dysponowania na podstawie tytułu prawnego do budynku mieszkalnego, lokalu mieszkalnego lub posiadające udział we współwłasności budynku, a także lokalu mieszkalnego, położonego na terenie województwa lubelskiego. W przypadku współwłasności istnieje możliwość składania wniosku przez jednego ze współwłaścicieli, za zgodą wszystkich pozostałych. Działania kwalifikujące się do uzyskania dofinansowania, to: wymiana pieców lub kotłów węglowych na kotły c.o./c.w.u. zasilane paliwem ekologicznym, na przykład gazem lub biomasą, wymiana pieców lub kotłów węglowych na hybrydowy system grzewczy o mocy do 20kW. Projekt obejmuje również wymianę wyeksploatowanych kotłów gazowych na kotły wysokosprawne, przyłączenie budynku do sieci ciepłowniczej, zakup i montaż kolektorów słonecznych oraz pomp ciepła. Kredyt uzyskać można także na zakup i montaż instalacji fotowoltaicznych, mikroinstalacji wykorzystujących energię wiatru, przydomowych oczyszczalni ścieków.

Wnioski należy składać osobiście, od poniedziałku do piątku, w godz. 8.00 – 14.00, w WFOŚiGW w Lublinie ul. Spokojna 7. Informacje szczegółowe uzyskamy pod numerami telefonów: 81 532 17 64 (wew. 110, 111, 116, 117). Są one również dostępne, wraz z formularzami wniosku z załącznikami oraz regulaminem dofinansowania, na stronie internetowej: www.wfos.lublin.pl

jmr

środa, 06 wrzesień 2017 11:42

Ewakuacja na lotnisku

Pozostawiony bez nadzoru bagaż postawił na nogi służby ratunkowe. Trwa sprawdzanie podejrzanego pakunku, zaś pasażerowie muszą przygotować się na ewentualne opóźnienia.

Bagaż zauważono około godz. 11.00. Od razu, na miejscu pojawili się pirotechnicy.

- Niezwłocznie rozpoczęto rutynowe czynności, polegające na ewakuacji ludzi przebywających w terminalu oraz sprawdzeniu podejrzanego bagażu przez pirotechników - tłumaczy Piotr Jankowski, rzecznik Portu Lotniczego Lublin.

Aktualizacja (g. 12.15):

- Prowadzone działania zostały zakończone. Lotnisko wraca do normalnego funkcjonowania - poinformował nas P. Jankowski.

środa, 06 wrzesień 2017 11:10

Kontrabanda na targu

Policjanci ze świdnickiej komendy zatrzymali 70-letnią kobietę, która na miejskim targowisku przechowywała papierosy bez polskich znaków akcyzy. Jak się okazało, nielegalny towar miała również na swojej posesji.

Do zatrzymania doszło wczoraj. Kobieta ukrywała ponad 900 paczek papierosów różnych marek.

- 70-latka usłyszała już zarzut przechowywania wyrobów akcyzowych, czym naraziła Skarb Państwa na uszczuplenie podatku akcyzowego w łącznej kwocie ponad 15 tys. zł - mówi Elwira Domaradzka z komendy policji w Świdniku.

Kobieta przyznała się do zarzucanego czynu. Jak się okazuje, w 2015 roku była karana za podobne zdarzenie. Zgodnie z przepisami grozi jej kara grzywny lub do 3 lat pozbawienia wolności oraz przepadek nielegalnego towaru.

Strona 9 z 279