jg - Świdnik - wysokich lotów

niedziela, 09 wrzesień 2018 09:00

Pieniądze na działalność

Urząd Miejska Świdnik jako partner Fundacji Polskiej Akademii Nauk, przystępuje do realizacji programu wsparcia lokalnej przedsiębiorczości, skierowanego do osób pozostają­cych bez pracy i planujących otworzenie własnej działalności gospodarczej.

W projekcie mogą wziąć udział osoby bezrobotne od co najmniej 12 miesięcy, które ukończyły 30. rok życia i zamieszkują teren Lubel­skiego Obszaru Funkcjonalnego, a więc również gminę Świdnik. Kolej­nym warunkiem jest znajdowanie się w szczególnie trudnej sytuacji na rynku pracy. Do tej grupy zalicza się osoby powyżej 50. roku życia, kobiety, osoby z niepełnospraw­nościami, długotrwale bezrobotne lub o niskich kwalifikacjach.

Uczestnicy projektu „Nowe Przed­siębiorstwa w Lubelskim Obszarze Funkcjonalnym” otrzymają bez­zwrotną dotację na założenie dzia­łalności gospodarczej, w wysokości 25 tys. zł oraz wsparcie pomostowe, w kwocie 2 tys. zł miesięcznie przez pierwszy rok prowadzenia działalności gospodarczej. W ramach obecnej tj. III tury naboru wniosków, z pomocy będzie mogło sko­rzystać 20 osób.

Chętni do udziału w projekcie powinni zgłaszać się do punktu informacyjno-konsultacyjnego, w pokoju nr 11 Urzędu Miasta. W dniach 10-14 września uzyskają tam dokładne informacje oraz do­kumenty aplikacyjne. Punkt czynny będzie w godzinach: poniedziałek - środa 13.00-15.30, czwartek 15.00-17.00, piątek 13.00-15.00. Przyjmowa­nie wniosków potrwa od 17 do 19 września i odbywać się będzie w biurze Fundacji PAN, mieszczącym się w Lublinie, przy ul. Turystycznej 44.

- Wspólna inicjatywa miasta i Fun­dacji Polskiej Akademii Nauk jest kolejnym przykładem korzyści wynikających z przynależności Świdnika do Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego. Dzięki niej mo­żemy realizować projekty duże i kosztowne, jak rewitalizację zielo­nych terenów miasta czy rozwiąza­nie problemów komunikacyjnych poprzez budowę dworca dla ko­łowego transportu mieszkańców powiatu świdnickiego. Teraz przy­szła kolej na działanie poprawiają­ce sytuację ekonomiczną bardzo konkretnej grupy ludzi, mających problemy z odnalezieniem się na rynku pracy - mówi Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika.

czwartek, 06 wrzesień 2018 08:38

Kto zbuduje dworzec?

Zgodnie z zapowiedziami, Polskie Koleje Państwowe ogłosiły drugi przetarg na budowę dworca w Świdniku. Czy tym razem uda się znaleźć wykonawcę inwestycji? Dowiemy się pod koniec miesiąca.

W maju wystartował przetarg na budowę lub modernizację 29 dworców w całej Polsce. Wśród wymienionych w dokumentacji, znalazł się również świdnicki. Zadecydowano, że dotychczasowa wiata nie będzie remontowana, a zamiast niej stanie obiekt modułowy. Obecny budynek, powstały w 1967 roku, miał zostać wyburzony.

Przedstawiciele PKP na oferty czekali do 11 lipca. Okazało się jednak, że nie uda się znaleźć wykonawców dla wszystkich obiektów. W przypadku części z nich zadeklarowane ceny przedsięwzięcia były zbyt wysokie. Natomiast na cztery nie złożono żadnych ofert. W tej grupie znalazł się także dworzec Świdnik - Miasto. Władze PKP podjęły więc decyzję o unieważnieniu postępowania.

Teraz spółka ponowiła przetarg. Nowe zamówienie dotyczy 20 lokalizacji. Przewidziano realizację w dwóch wersjach - skromniejszej, z toaletą, ale bez ogrzewanej poczekalni i pomieszczeń komercyjnych oraz bardziej rozbudowanej, z zamkniętą poczekalnią, częścią komercyjną bądź kasą z zapleczem sanitarnym. Właśnie taki budynek miałby powstać w Świdniku. Wyróżnikiem nowych dworców mają być niewielkie wieże zegarowe.

O tym, czy znajdą się chętni do realizacji inwestycji, dowiemy się prawdopodobnie jeszcze we wrześniu. Wykonawca będzie miał 70 tygodni na przygotowanie budynku.

sobota, 01 wrzesień 2018 19:52

Świdnik pamięta

Wydarzenia sprzed lat świdniczanie upamiętnili mszą św., która odprawiona została w kościele pw. NMP Matki Kościoła, w intencji wszystkich, którzy zginęli, a także z prośbą do Boga o dar pokoju. Wierni usłyszeli również wiersz Kazimierza Wierzyńskiego „Święty Boże”, w interpretacji Marii Winiarskiej.

Następnie przedstawiciele władz miasta i kościoła złożyli kwiaty pod pomnikiem ks. Jana Hryniewicza.

- Modliliśmy się za Polaków, którzy stanęli w obronie swoich rodzin, małych ojczyzn i ojczyzny. Pamięć o nich musimy przekazywać następnym pokoleniom - mówił burmistrz Waldemar Jakson.

niedziela, 02 wrzesień 2018 08:34

Na miarę czasów

Są już dokładne wizualizacje dwóch wersji motocykla WSK. O planach reaktywacji kultowej maszyny opowiadali jej projektant i przedstawiciele Urzędu Miasta.

Sobotni XI Ogólnopolski Zlot Motocykli WSK i Innych był idealnym momentem na pokazanie efektów pracy zespołu, zajmującego się reaktywacją legendarnego jednośladu. Pomysł na jego powrót, ale w odmienionej wersji, pojawił się już kilka lat temu. Podchwyciły go władze miasta.

- Skonstruowanie i rozpoczęcie produkcji motocykla to wbrew pozorom bardzo skomplikowane przedsięwzięcie – zapowiadał Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika. - Nasz ambitny projekt zakłada, że będzie to w możliwie maksymalnym stopniu oryginalna, polska konstrukcja, której elementy będą również produkowane w kraju. Potrzebujemy więc nowoczesnej myśli inżynierskiej, kapitału i rzecz jasna mocy wykonawczych.

Od pomysłu do projektu

Na początku potrzebny był jednak specjalista, który nada nowej maszynie realne kształty.

- Michał Piotrowicz znalazł w internecie mój projekt i realizację poprzedniego motocykla i zadzwonił. Tak rozpoczęła się nasza współpraca - mówi Jędrzej Jacek Synakiewicz, autor projektu nowej wueski. - Bardzo się ucieszyłem, że te wszystkie lata spędzone przy temacie motocykli odniosły skutek, że ktoś to zauważył i próbuje się ze mną dogadać jak z fachowcem w tej dziedzinie.

Szybko zaczęły pojawiać się pomysły na konkretne rozwiązania. - Doskonale znałem wueskę, sam też nią jeździłem w młodości. Myślałem, że może da się wyciągnąć z nowego motocykla coś bardziej zbliżonego do oryginalnego WSK. Natomiast w tamtym czasie siedziałem także nad koncepcją motocykla o pojemności 125 cm3 z nietypowym napędem i razem z Michałem Piotrowiczem doszliśmy do wniosku, że ten projekt jest na tyle ciekawy i nośny, że warto pomyśleć nad tym, żeby to była właśnie nowa wueska - opowiada J. Synakiewicz.

Tradycja i nowoczesność

Nowy motocykl ma być wypełniony nowoczesnymi rozwiązaniami.

- Trudno w tych czasach wprowadzać jakiś towar czy produkt, który nie będzie w pewien sposób innowacyjny - tłumaczy J. Synakiewicz.

Reaktywowana wueska będzie więc wyposażona w silnik patentu swojego konstruktora. Pracując w cyklu dwusuwowym, nie będzie wymagał mieszania paliwa z olejem. Ma również spełniać europejskie normy czystości spalin. Chłodzony powietrzem będzie stanowił element nośny konstrukcji. Rama przednia, pomocnicza i wahacz wykonane zostaną z metalu, elementy nadwozia z kompozytów, podobnie jak pas napędowy. Motocykl zostanie przystosowany również do zainstalowania napędu elektrycznego. Nowatorskim rozwiązaniem jest również bezstopniowa, automatyczna skrzynia biegów.

W ubiegłą sobotę uczestnicy zlotu zobaczyli dwie wersje wueski. Pierwsza, WSK-T125 dedykowana turystyce, będzie ważyć około 148 kg. Zostanie również przystosowana do montażu różnego rodzaju toreb i sakw. Wersja sportowa, czyli WSK-S125 zostanie wyposażona w mocniejszy silnik i będzie ważyć nieco mniej, bo ok. 140 kg. Pomysłodawcy reaktywacji maszyny planują również powstanie wersji o większej pojemności, nawet do 1000 cm3.

Co dalej?

Przedstawiciele Urzędu Miasta tłumaczą, że nowy motocykl mógłby realnie wejść do produkcji za około 3 lata. W przyszłym roku ma zostać zaprezentowany egzemplarz studialny. Za dwa lata powinien być gotowy prototyp. Oczywiście, w tzw. międzyczasie przed pomysłodawcami jeszcze dużo pracy, również tej związanej ze znalezieniem źródeł finansowania reaktywowanego motocykla. Jednym z możliwych scenariuszy jest zawiązanie spółki z pakietem większościowym należącym do Urzędu Miasta i z inwestorem strategicznym. Jak podkreślają pomysłodawcy, zależy im, żeby motocykl zawierał jak najwięcej krajowych podzespołów, ale również, żeby za jego produkcję była odpowiedzialna firma z Lubelszczyzny.

sobota, 01 wrzesień 2018 09:47

Chcemy się zmieniać i rozwijać

Od miesiąca Spółdzielnią Mieszkaniową kierują nowe władze. Jak tłumaczą, właśnie diagnozują jej aktualny stan. Z Katarzyną Denis, prezes SM, rozmawiamy o nadchodzących zmianach i planach na dalszy rozwój instytucji.

- Objęła Pani stanowisko prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku. Jakie są Pani pierwsze spostrzeżenia? SM to dobrze zorganizowana firma, czy potrzeba w niej zmian?

- Pierwszy miesiąc pracy z pewnością jest czasem na przeprowadzenie diagnozy aktualnego stanu funkcjonowania Spółdzielni. Dużą pomocą w określeniu priorytetów na najbliższe miesiące była praca wykonana przez panów Jana Pyszniaka i Mariana Gołębiowskiego, którzy czasowo pełnili funkcje w zarządzie. W spółdzielni jest wiele do zrobienia, rezerwy są bardzo duże. Potrzeba pewnych zmian w strukturze organizacyjnej i codziennym funkcjonowaniu. Dostrzegają to również pracownicy, którzy wykazują chęć zmian i współpracy.

- Jakie są Pani główne cele „na już” i na dalszą przyszłość?

- W strukturze zatrudnienia w SM istnieją luki. Wspólnie z zarządem musimy się skupić na zapełnieniu ich właściwymi osobami tak, abyśmy mogli dalej rozwijać spółdzielnię. Ponadto, natychmiastowych prac wymaga otoczenie głównej jej siedziby. Lokale użytkowe oraz bezpośrednie zaplecze pracownicze, znajdujące się przy al. Armii Krajowej 1, potrzebują znaczących zmian.

- Poprzedni zarząd wielokrotnie narzekał na współpracę z Urzędem Miasta. Czy na tej linii dostrzega Pani problemy, czy raczej szanse?

- Nie możemy budować pozycji spółdzielni w opozycji do samorządu, czy to gminnego, czy powiatowego. W naszych zasobach mieszka niemal połowa mieszkańców Świdnika i ich dobro musi być celem nadrzędnym, zarówno władz miasta, jak i zarządu spółdzielni. Pełnię swoją funkcję dopiero miesiąc, a już kilkukrotnie, wspólnie z przedstawicielami burmistrza, rozwiązywaliśmy bieżące problemy. Rokowania dotyczące naszej współpracy są bardzo dobre.

- O spółdzielniach mieszkaniowych często mówi się jako o relikcie przeszłości. Pojawiają się głosy, że powinno się je zlikwidować i zastąpić wspólnotami mieszkaniowymi. Czy Pani zdaniem taka przyszłość czeka również świdnicką SM?

- Według mnie spółdzielnie mieszkaniowe same w sobie mają rację bytu. Niestety jest tak, że większość z nich nie była lub nie jest dobrze zarządzana. W wielu spółdzielniach potrzeba zmian w podejściu do codziennych spraw, nastawienia bardziej rynkowego, ukierunkowania na dobro mieszkańców. Nasza spółdzielnia ma ogromne rezerwy i z pewnością będziemy chcieli je wykorzystać tak, aby wszyscy, którzy mieszkają w naszych zasobach byli zadowoleni.

- Mieszkańcy pytają często o remonty dróg i chodników należących do SM. Zauważają, że ich stan różni się od miejskich. Czy jest szansa na przyspieszenie prac mających na celu poprawę spółdzielczej infrastruktury?

- Musimy pamiętać, że funkcjonowanie spółdzielni – również w obszarze finansów – znacząco różni się od jednostek samorządu terytorialnego. Jako instytucja, zasadniczo opieramy się na opłatach czynszowych naszych członków. W porównaniu do gminy czy powiatu, mamy bardzo ograniczone możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych. Nasze inwestycje niejednokrotnie wymagają bieżącej akceptacji mieszkańców. Z pewnością jednak wiemy, co należy w naszej infrastrukturze poprawić i będziemy chcieli te prace stopniowo realizować.

- Świdnicka spółdzielnia od lat oddaje nowe bloki. Trudno jednak mówić o boomie budowlanym, biorąc pod uwagę, że nowy budynek jest zasiedlany średnio raz na dwa lata. Natomiast kolejka czekających na spółdzielcze „m” jest bardzo długa. Czy rozważacie państwo budowę większej ilości bloków spółdzielczych?

- W naszych planach jest budowa kolejnych budynków, jednak tempo inwestycji jest uzależnione od wielu czynników. Planując przyszłość, musimy mieć na względzie również bieżące utrzymanie już istniejącej infrastruktury, konieczność przeprowadzenia szeregu prac remontowych oraz obowiązujące od niedawna przepisy, które sprawiają, że inwestycje w nowe bloki nie zawsze są dobrym posunięciem. Na pewno jednak chcemy budować nowe budynku i rozwijać naszą spółdzielnię.

Agnieszka Kalinowska

sobota, 01 wrzesień 2018 09:42

Stawiam sobie ambitne cele

Wszystko zaczęło się w 2011 roku, kiedy Marcin Bubczyk zajął się handlem odzieżą. Początkowo współpracował z lokalnymi producentami i przedsiębiorcami. Otworzył sklep internetowy i za jego pośrednictwem prowadził sprzedaż. W głowie wciąż jednak miał marzenie z dawnych lat, by stworzyć własną markę odzieżową, która łączyłaby w sobie ponadczasową elegancję z wyjątkowym stylem. Udało się je spełnić kilka lat później, kiedy powołał do życia markę Edward Orlovski.

- Zawsze stawiałem sobie w życiu ambitne cele. Gdy zmarł mój dziadek, postanowiłem działać i nazwałem markę jego imieniem i nazwiskiem - opowiada pan Marcin.

- Choć firma powstała w 2011 roku, korzenie stworzonej przez Pana marki sięgają dużo głębiej.

- Mój dziadek, Edward Orlovski, był dla mnie przykładem. Był bardzo pracowitym człowiekiem. Żył w czasach, kiedy sam musiał zadbać praktycznie o wszystko. Wyszedł z domu z jednym tobołkiem i sam, w okolicach Chełma, wybudował dom. Szył też dla siebie ubrania. Gdy zdecydowałem się zająć projektowaniem pod własną nazwą, bardzo długo się nad nią zastanawiałem. Wiedziałem, że musi to być coś, co będzie brzmieć dumnie, dźwięcznie, chwytliwie i zapadnie w pamięć. Po śmierci dziadka zdecydowałem, że marka będzie nosiła jego imię. Także nasze logo jest dla mnie wyjątkowe. Zaprojektowałem je razem z przyjacielem Pawłem Kasperkiem, który jest artystą znanym w naszym lokalnym środowisku. Ponieważ w nazwie jest „Orlovski”, umieściliśmy w logo orła. Dodaliśmy też wieniec, który symbolizuje zwycięstwo. Myślę, że wszystko dobrze ze sobą współgra.

- Jakie były początki Edwarda Orlovskiego?

- Początkowo chciałem szyć odzież wyłącznie dla mężczyzn. Zależało mi, żeby podejść do tego tradycyjnie, ponieważ w dzisiejszych czasach działa wiele firm, które tworzą hipsterskie ubrania. Chciałem tworzyć koszule, polo, taką sportową elegancję, casual.

- Dlaczego zaczął Pan od kolekcji dla mężczyzn?

- Nie mam się za wielkiego projektanta. Po prostu obserwuję rynek, to, co się na nim dzieje. Wiem, w co sam chciałbym się ubrać i to też w jakiś sposób motywowało mnie do stworzenia odzieży dla panów. Z kobietami jest po prostu trudniej. Mają dużo więcej typów garderoby. Poza tym, po badaniach rynku, które przeprowadziłem, doszedłem do wniosku, że po prostu wolą kupić więcej tańszych rzeczy niż jedną konkretną, z którą będą się utożsamiać. Z mężczyznami jest o wiele łatwiej. Im wystarczy ładna koszula albo polo, by wyglądali dobrze i schludnie. Kiedy pojawiła się pierwsza kolekcja, dostałem sygnały od koleżanek i znajomych, że one też chciałyby nosić moje ubrania. Wprowadziliśmy więc kolekcję i dla nich. Najpierw były to sukienki polo.

- Dziś Edward Orlovski to też dodatki i odzież dziecięca.

- Tak, w ofercie mamy również czapki zimowe i z daszkiem, a także plecaki typu worek. Zdecydowaliśmy się też na wprowadzenie produktów dla najmłodszych. Zainspirowała mnie do tego moja córeczka, która cały czas powtarzała, że chciałaby mieć coś z Orlovskiego. Ona jest moim największym motywatorem. Mimo, że jest jeszcze bardzo młodziutka, czuje to wszystko. Zawsze jest ze mną szczera. Jeśli jej się coś podoba, mówi o tym wprost. Czasami słyszę od niej konstruktywną krytykę. Mówi, co podoba jej się mniej i co by zmieniła. Jest w to wszystko bardzo zaangażowana. Oczywiście podchodzę do jej ocen z dystansem, bo staram się jej tym nie zajmować czasu. Być może kiedyś, jeśli marka dobrze się rozwinie, pójdzie w moje ślady. Chciałbym, żeby przejął ją po mnie ktoś, na kim najbardziej mi zależy.

- Nie mogę nie zapytać o produkcję. Gdzie szyjecie ubrania?

- Część z nich powstaje w Polsce. Staram się współpracować z producentami ze Świdnika. Jeśli nie udaje mi się znaleźć odpowiedniej osoby na miejscu, szukam w województwie, a dopiero na końcu rozglądam się po innych regionach Polski. Dużą uwagę przywiązuję do tego, by wspierać regionalną gospodarkę i pracować z lokalnymi przedsiębiorcami. To dla mnie bardzo ważne. Chcę to też przekazać klientom poprzez swoją markę. Są też produkty, które szyjemy za granicą, ponieważ, poza własną marką, sprzedaję bieliznę znanych, światowych firm. To właśnie im zlecam produkcję niektórych ubrań.

- Współpracuje Pan ze sportowcami.

- To OrlovskiTeam, do którego zaprosiłem zawodników z Lubelszczyzny, reprezentujących różne dyscypliny sportowe. Są wśród nich, m. in. Michał Soczyński, mistrz Polski w boksie, w wadze 91 kg, Marcin Kurek, siatkarz MKS Avia Świdnik oraz Daria Puszka, złota medalistka mistrzostw Polski i Europy w boksie. Chcę promować ich poprzez swoją markę. W przyszłości planuję też stworzyć kolekcję ubrań, które świetnie sprawdzą się podczas treningów.

- Dlaczego sport? Jak przenosi się ta dziedzina na działalność marki?

- Ponieważ trenowałem boks w świdnickiej Avii. Nie osiągnąłem jakichś większych sukcesów. Traktowałem ten sport rekreacyjnie, ale wciąż jestem w to bardzo zaangażowany. Żyję w tym środowisku, mam wielu przyjaciół, którzy trenują i współpracują ze mną, jak na przykład Hubert Szymajda, który jest zawodnikiem MMA. Właśnie dlatego skupiłem się na sporcie i osobach, które go uprawiają. Sportowcy to ludzie, którzy mają świadomość, że w życiu trzeba się czasem poświęcić. Zrezygnować z czegoś, na rzecz innych spraw. Czasami człowiekowi nie chce się wstać na trening, ale wie, że musi to zrobić. Podobnie jest w przypadku prowadzenia i budowania własnej firmy. Zdarzają się niepowodzenia, krytyka wobec jednego z produktów, ale nie można w takim momencie zwątpić, zejść z obranej ścieżki. Konsekwencja w dążeniu do celu jest kluczem do sukcesu. Od lat idę tą drogą, by wybić markę na wyższy poziom.

- Mówi Pan, że ma wewnętrznego „czuja” do ludzi, którymi się otacza.

- To dla mnie ważne, by działać z osobami, które dobrze czują się w moim towarzystwie i odwrotnie. Kieruję się tą zasadą w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Tu nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy. Spędzamy ze sobą wiele godzin, więc musimy się dogadywać. Bardzo ważne są dla mnie wartości rodzinne. Rodzina zawsze wspierała mnie w tym, co robię. Podobnie traktuję moich pracowników. Są mi bardzo bliscy.

- Planuje Pan otworzyć sklep stacjonarny?

- Cały czas się nad tym zastanawiam. To na pewno kolejny, bardzo duży krok. Chciałbym zrobić go w odpowiednim momencie, kiedy będę czuł, że firma jest już gotowa. Nie chcę, żeby zabrzmiało to zbyt wyniośle, ale marzę, żeby stworzyć coś wyjątkowego. Nie zwykłą „sieciówkę”, tylko miejsce, w którym będzie można usiąść, porozmawiać ze sprzedawcą, który doradzi i dobierze dla klienta coś odpowiedniego. Póki co, skupiam się na tym, by wprowadzić produkty Edwarda Orlovskiego do innych sklepów. Jestem już po pierwszych rozmowach z firmą działającą w Tarasach Zamkowych i myślę, że to może się udać. Zapraszam do śledzenia naszego fanpage’a na Facebooku: www.facebook.com/EOrlovski, strony internetowej www.edwardorlovski.com oraz Instagrama, by nie przegapić tej informacji. Publikujemy tam również zdjęcia i spoty, które kręcimy razem z firmą ze Świdnika.

- Jakie ma Pan dalsze plany?

- Niedługo uruchomimy blog, na którym będziemy pisać o tym, jak łączyć nasze ubrania z innymi markami, co założyć na uroczystości i na co dzień. Będziemy starali się pisać więcej o firmie, o tym, jak powstała, jak wyglądają prace nad projektami. Chciałbym w ten sposób nawiązać bliższą relację z klientami, zachęcić ich, by czekali na nasze produkty, zaangażowali się. Lada chwila wprowadzimy nową odzież. Będziemy mieć sesję zdjęciową nowych koszulek polo, wyjdzie kolekcja t-shirtów. Pytała Pani, co jest moim największym marzeniem. Tym zawodowym jest to, by za 10, 15 lat ubrać reprezentację olimpijską. Mam już w głowie plan, ale tak naprawdę cieszę się małymi sukcesami. To, że widzę kogoś ubranego w moją koszulkę, daje mi ogromną radość.

Agata Flisiak

piątek, 31 sierpień 2018 14:33

Ogłoszenie

Burmistrz Miasta Świdnik informuje organizacje pozarządowe oraz podmioty wymienione w art. 3 ust. 3 ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie o rozpoczęciu konsultacji programu współpracy gminy z organizacjami pozarządowymi na rok 2019.

piątek, 31 sierpień 2018 10:41

Psie nieszczęście w pudełku

Poniedziałek 27 sierpnia, os. Brzeziny, śmietnik przy ul. Akacjowej 4. Z tekturowego pudełka, szczelnie oklejonego taśmą, dobiega cichy pisk. Okazuje się, że znajdują się w nim 3 małe suczki. Kto je tam porzucił, skazując na cierpienie, a być może i śmierć?

- Niestety, nie mamy żadnych informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu właściciela zwierząt - mówi Monika Wójcik z wydziału mienia komunalnego UM. - Gdyby ktoś wiedział coś na ten temat, prosimy o kontakt pod numerem telefonu 81 751 76 24. Psiaki przewieziono do gabinetu weterynaryjnego Pchełka, gdzie zostały zbadane, odpchlone i odrobaczone. Obecnie dwa z nich przebywają w schronisku „Pieski Świat” w miejscowości Bazar. Jeden znalazł już nowy dom. Zachęcamy do ich adopcji.

Zainteresowani przygarnięciem którejś z suczek, mogą dzwonić pod numer telefonu 697 619 155 lub kontaktować się przez profil placówki na Facebooku.

Przypominamy również, że trwa miejska akcja bezpłatnej sterylizacji i kastracji psów oraz kotów. Aby skorzystać z zabiegu, wystarczy być mieszkańcem Świdnika i przedstawić dokument potwierdzający fakt posiadania zwierzęcia, na przykład jego książeczkę zdrowia, umowę adopcyjną czy kupna. Z dokumentami trzeba zgłosić się do pok. nr 112, w Urzędzie Miasta.

aw

piątek, 31 sierpień 2018 08:26

Uczcimy pamięć ofiar

1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę, rozpoczynając tym samym najkrwawszy konflikt w dziejach ludzkości. W wyniku działań wojennych zginęło kilkadziesiąt milionów ludzi. Jutro cały kraj przypomni o wydarzeniach sprzed lat i uczci pamięć poległych.

W Świdniku również odbędą się obchody 79. rocznicy wybuchu II wojny światowej. O godz. 18.00 rozpocznie je msza św., odprawiona w kościele pw. NMP Matki Kościoła. Następnie wierni przejdą pod pomnik ks. Jana Hryniewicza, gdzie w hołdzie ofiarom II wojny światowej złożoną kwiaty oraz wysłuchają okolicznościowych wierszy w interpretacji Marii Winiarskiej.

piątek, 07 wrzesień 2018 09:55

Na co wydamy milion?

Ruszyła 4. Edycja Świdnickiego Budżetu Obywatelskiego. Jakie pomysły świdniczan będą cieszyły się największą popularnością? Tego dowiemy się 15 października.

Trwają ostatnie prace związane z realizacją tegorocznego budżetu obywatelskiego. Jednocześnie realizowana jest część projektów „miękkich”, m.in: „ Mały Świat”, „Na dobry początek III” czy „Dajmy im szansę”.

- Cieszy nas duża liczba inicjatyw mieszkańców, jak i frekwencja przy wyborze projektów do realizacji - mówi burmistrz Waldemar Jakson.

 Dotychczas procedura zbierania pomysłów rozpoczynała się jeszcze przed wakacjami. Przez kolejne tygodnie trwało sprawdzanie złożonych wniosków. We wrześniu była już znana lista tych zakwalifikowanych do głosowania. W tym roku składanie projektów rozpoczęło się później.

- Zmiana terminu nie jest od nas zależna. Musieliśmy dostosować się do nowej ustawy, dotyczącej konsultacji społecznych i podjętej, na jej podstawie, uchwały rady miasta - mówi Bartłomiej Pejo, koordynator BO.

Mimo to, urzędnicy chcą wzorem lat ubiegłych, przeprowadzić głosowanie na przełomie września i października. W tym tygodniu zebrał się zespół ds. budżetu obywatelskiego, który na podstawie spostrzeżeń świdniczan, zdecydował o modyfikacji zasad na kolejny rok.

Więcej na inwestycje

Zmienią się limity wydatków na projekty „miękkie” i inwestycyjne. W pierwszym przypadku podniesiono limit z 50 tys. zł na 70 tys. zł. W przypadku prac budowlano-remontowych, z 150 tys. zł na 200 tys. zł. Zadania będą mogły być realizowane na terenie gminy, ale z wyłączeniem jednostek budżetowych gminy i instytucji kultury.

Wnioski do 12 września

Pomysłodawcy mają dwa tygodnie na złożenie odpowiednich dokumentów. Projekty należy składać od dziś do 12 września, za pomocą PLATFORMY INTERNETOWEJ (www.swidnik.budzet-obywatelski.org)  oraz w formie papierowej, w biurze obsługi Urzędu Miasta.

- Po weryfikacji wniosków, na te zaakceptowane formalnie i merytorycznie, świdniczanie będą mogli głosować od 28 września do 8 października - dodaje B. Pejo.

Lista wygranych projektów zostanie opublikowana do 15 października.


Przypomnijmy, że świdnicki Budżet Obywatelski został wprowadzony trzy lata temu. Na wykonanie zgłoszonych do niego projektów jest co roku 1 mln zł. Podział pieniędzy zależy wyłącznie od ilości głosów oddanych na konkretne propozycje przez mieszkańców. Dotąd dużym powodzeniem cieszyły się projekty budowy placów zabaw i stref rekreacyjnych dla najmłodszych. W minionej edycji BO wybrano też projekt organizacji Nocy Kultury, Letnich Potańcówek czy Escape Room’u opartego na historii Świdnika.

Strona 7 z 315