jg - Świdnik - wysokich lotów

niedziela, 01 kwiecień 2018 08:50

W czas Zmartwychwstania

Przed nami jedno z najradośniejszych świąt, zarówno w kościelnym roku liturgicznym, jak i obrzędowym kalendarzu, poprzedzone szczególnymi przygotowaniami oraz troską o wyjątkowy nastrój. Zachęcamy do poznania tradycji i zwyczajów wielkanocnych, które przybliżyły nam Lucyna Pulińska i Wiesława Brzuś, członkinie świdnickiego oddziału Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów.

Palma bije, nie zabije

Lucyna Pulińska pochodzi z Andrzejowa, w powiecie włodawskim. Do Świdnika przyjechała w 1966 roku. Doskonale pamięta święta sprzed lat, a tradycje wyniesione z domu pielęgnuje do dzisiaj, przekazując je rodzinie oraz sąsiadom.

- Przygotowania rozpoczynały się od wielkich porządków – wspomina pani L. Pulińska. - Gospodynie wymiatały każdy kąt, dbając by wszystko było czyste i poukładane. Później przychodził czas na robienie palm. Oczywiście, nie mieliśmy takich materiałów, jakie są dostępne dzisiaj. Palemki były więc skromne, z bukszpanu, suszonych kwiatów i ziół. W Niedzielę Palmową, kiedy już wyszliśmy z kościoła, napotkanych znajomych stukaliśmy palmą w ramię i mówiliśmy „palma bije, nie zabije, za sześć noc Wielkanoc”. Jak przyjechałam do Świdnika, nauczyłam tego sąsiadów. Do tej pory kontynuujemy ten zwyczaj. W Wielkim Tygodniu msze odprawiano rano. Wszyscy zachowywali post. U mnie w domu robiło się, na przykład, zupę z suszonych owoców, zagęszczaną mąką. Można ją było jeść z kluskami. Często na naszym stole gościł też chleb moczony z olejem lub ziemniaki na nim przysmażane. Niektórzy mieli postanowienia wielkopostne. Mój tata rzucał wtedy palenie. Ale jak tylko przyjeżdżaliśmy z rezurekcji, od razu sięgał po papierosa. Przed Wielką Sobotą robiliśmy pisanki. Tutaj wykazać mogły się również dzieci. Zazwyczaj malowało się woskiem, a potem barwiło w łupinach cebuli – na brązowo, albo w zielonym życie. W koszyczku do święcenia znajdowały się chleb, jajka, mięso, kiełbasa, pieprz, sol, masło. Po poświęceniu pokarmu można już było święconkę zjeść. Teraz czeka się z tym do niedzielnego śniadania. Pamiętam też, że po rezurekcji każdy gospodarz starał się jak najszybciej wrócić do domu, bo kto zrobił to pierwszy, mógł liczyć na urodzajne zboża. Później gospodarz brał palmę i wodę święconą, by poświęcić całe obejście. W pierwszy dzień świąt, odwiedzając kogoś, mówiło się „Chrystus zmartwychwstał”, a wtedy padała odpowiedz: „prawdziwie, że wstał”. Do dzisiaj to celebruję. Jakie potrawy przygotowywano na wielkanocny stół? Oczywiście obowiązkowo biały barszcz i jajka z chrzanem, bo majonezu wtedy jeszcze na wsi nie było. Pojawiały się też szynka, pasztety, boczek, bigos, ćwikła, baby drożdżowe i mazurki. Jak przychodziliśmy z rezurekcji, gryźliśmy chrzan, żeby zęby przez cały rok nie bolały. U teściów mojego syna, którzy pochodzą z Bochotnicy, w Wielkanoc jedzono czerwony barszcz z kiełbasą. Bardzo nas to na początku dziwiło. Śmigus dyngus obchodziła cała wieś. Pojawiali się strażacy z sikawkami, w ruch szły też wiadra z wodą. Było bardzo wesoło.

Jezus, Jezus jedzie…

Wiesława Brzuś urodziła się w Radomiu, a do Świdnika przyjechała w 1962 roku. Jako przewodnik i pilot wycieczek poznała zwyczaje oraz tradycje świąteczne wielu regionów Polski. Chętnie podzieliła się z nami swoją wiedzą i …notatkami.

- Całe życie mieszkam w mieście, gdzie święta wyglądają zupełnie inaczej niż na wsi – opowiada pani Wiesława. - Moja Wielkanoc sprzed lat nie różniła się od tej dzisiejszej. Oczywiście, zachowywaliśmy post, na stole pojawiał się biały barszcz, jajka, szynka. Nie było zwyczaju robienia palm, po prostu je kupowaliśmy. Trochę szkoda, bo zwyczaje i obrzędy świąteczne są naprawdę ciekawe i bardzo barwne. Można o nich poczytać, między innymi w książce Hanny Szymanderskiej „Polskie tradycje świąteczne”. Echa niektórych zachowały się do dziś. Najciekawsze, związane z obchodami Wielkanocy, rozpoczynają się od Niedzieli Palmowej, dawniej zwanej Wierzbną lub Kwietną. Materiał, z którego sporządzano palmy, ustalony był tradycją. Zgodnie ze starymi wierzeniami powinny one zawierać gałązkę leszczyny i wierzby, cisu, sosny lub jałowca, a także winorośl. Nasi przodkowie przypisywali palmom właściwości lecznicze i czarodziejskie, dlatego po powrocie z kościoła okładano się poświęconymi palmami dla zdrowia. Inny zwyczaj to połykanie pączków gałązki wierzbowej, co miało zapobiec chorobom gardła, płuc i wszelkim bólom. Kolejne dni upływały pod znakiem przygotowań i oczekiwania Wielkiej Niedzieli. W tym czasie odwiedzano ubogich i chorych, udzielając im wsparcia. Dni wielkotygodniowe wróżyły też pogodę na cały rok. Uważano, że jaka Wielka Środa, taka będzie wiosna. Wielki Czwartek przepowiadał aurę na lato. Wielki Piątek wróżył pogodę na żniwa i wykopki, a Wielka Sobota na zimę.

Było też mnóstwo innych zwyczajów związanych z Wielkim Tygodniem. Na przykład w Wielką Środę po wsi chodzili chłopcy z kołatkami lub bębnami i przypominali wszystkim o obowiązującym poście, a kto go nie zachowa „temu kołatkami wybiją zęby”. W Wielki Czwartek, hałasując kołatkami, symbolicznie wypędzali Judasza. W Wielki Piątek gospodynie wyrzucały post, tzn. rozsypywały na polu popiół, który był jego symbolem, po czym tłukły garnek, w którym go przyniosły. Wierzono również, że przed wschodem słońca woda w rzekach i potokach ma właściwości uzdrawiające, dlatego też myto i kąpano się w nich, wierząc, że ustrzeże to przed bólami rąk i nóg przez cały rok. Myto też krowy, by były zdrowe i dawały dużo mleka. Robiono również masło, które przechowywano przez cały rok, używając go do smarowania ran ludzi i zwierząt. Młode dziewczęta malowały wielkanocne jajka, a w wodzie, w której były gotowane, myły włosy. Wierzyły, że dzięki temu będą gęste, piękne i lśniące. Pisankami dziewczyna obdarowywała chłopca, który był jej szczególnie bliski. W Wielką Sobotę rano święcono ogień i wodę, a przez cały dzień pokarmy. Według starych wierzeń święcone posiadało nadzwyczajną moc. Po przyjściu z kościoła należało trzy razy obejść ze święconym cały dom, aby zapewnić mu dostatek oraz pozbyć się szczurów i myszy. Skorupki pisanek rozrzucone w ogrodzie chroniły kapustę od liszek. Ze święconego chrzanu robiono krzyżyk i wkładano pod węgieł domu, aby się go węże nie trzymały. Pilnowano jednocześnie, aby żadnych święconych okruszków nie zjadały kury, bo piałyby jak koguty. Po rezurekcji, gospodarz wypuszczał konie, aby i one cieszyły się wolnością i święciły swoją radością Zmartwychwstanie Jezusa.

Jedną z największych atrakcji świąt było…wielkie obżarstwo. Po 40 dniowym poście, już od Palmowej Niedzieli czekano na ten dzień, śpiewając: „Jezus, Jezus jedzie, wiezie żur i śledzie, kiełbasy zostawi i pobłogosławi”. Wielka Niedziela upływała zazwyczaj w rodzinnym gronie, dopiero poniedziałek wielkanocny był dniem składania wizyt oraz rożnych harców i swawoli, a najważniejszy był oczywiście śmigus dyngus, któremu nadawano różne nazwy – oblewanka, lejek, meus czy emaus. Chodząc po dyngusie śpiewano: „Przyszliśmy tu po dyngusie, zaśpiewajmy o Jezusie” lub „Dyngus, dyngus, po dwa jaja, nie chcę chleba tylko jaja”. W niektórych regionach chłopcy przebierali się za Cyganów i zbierali datki.

Agnieszka Wójcik

niedziela, 01 kwiecień 2018 09:02

Chrystus żyje!

Wieść ta lotem błyskawicy obiegła całą Jerozolimę, a teraz, co roku, rozbrzmiewa dźwiękiem dzwonów wielkanocnych i radosnym Alleluja! Chrystus żyje. Czy wiesz, co to znaczy? Jeśli On żyje, to i my żyć będziemy. Jeżeli On zmartwychwstał, to i my zmartwychwstaniemy. Jeżeli na Jego grobie jest napis: "Nie ma Go tutaj", to i na naszych grobach tak samo będzie napisane. Przecież Jego zmartwychwstanie dotyczy i nas, i naszego zmartwychwstania. Bo w Chrystusie streszczają się nasze losy.

Zmartwychwstały Chrystus rozwiązuje zagadkę naszego życia i śmierci. Zapewnia nie tylko o życiu przyszłym i naszym zmartwychwstaniu, ale już tu, na ziemi, włącza nas w pełne, Boże Życie. Chrystus nadał śmierci inny sens. Zdarł z niej kir smutku i żałoby. Dzięki Niemu nie jest ona końcem życia, ale początkiem nowego życia w wieczności z Bogiem. Tragiczne wydarzenia Wielkiego Czwartku i Piątku zdruzgotały i przybiły duchowo apostołów. Czuli się załamani i stracili nadzieję. I oto nagła wiadomość, że nie tylko grób jest pusty, ale że Chrystus zmartwychwstał i żyje spowodowała eksplozję radości. Wyszli na ulicę, aby opowiadać wszystkim radosną nowinę, że Chrystus zmartwychwstał i żyje.

Bracia i Siostry! Radujmy się dziś z całego serca! Tak, jak apostołowie głośmy całemu światu tę radosną nowinę, że Chrystus zmartwychwstał. Głośmy też z całą mocą, że miłość jest mocniejsza od nienawiści, życie od śmierci. Głośmy, że tak, jak Chrystus zmartwychwstał i my zmartwychwstaniemy.

Chrystus zmartwychwstał i żyje, Alleluja!

Ks. Tadeusz Nowak

piątek, 30 marzec 2018 08:35

Oręż przeciw pneumokokom

Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektorat Sanitarny rozpoczęły wiosenną akcję bezpłatnych szczepień przeciw pneumokokom. Objęte są nią dzieci urodzone w latach 2013-2016, nie szczepione wcześniej przeciw zakażeniu bakterią Streptococcus pneumoniae. Akcja ruszyła 20 marca, potrwa do 29 czerwca. Ilość szczepionek jest ograniczona.

Informacji o szczepieniach udziela, między innymi, Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Świdniku. 

-To bardzo skuteczna forma ochrony przed zakażeniami - wyjaśnia Jan Nowicki, szef sanepidu. - Pneumokoki często atakują górne drogi oddechowe, powodując na przykład ostre zapalenie płuc, zatok przynosowych a także ucha środkowego. W przypadku inwazyjnej postaci zakażenia, może nawet dojść do pojawienia się sepsy czy zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych.

Zakażenie pneumokokiem przenosi się poprzez wdychanie drobnych kropelek wydzieliny dróg oddechowych i śliny, unoszących się w powietrzu oraz bezpośredni kontakt z chorym lub nosicielem. Ryzyko zwiększa się, gdy dziecko przebywa w żłobku lub przedszkolu.

Rodzice zainteresowani zaszczepieniem pociech powinni udać się do przychodni, w której złożyli deklarację wyboru lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej, gdzie ustalą termin badania kwalifikacyjnego. Szczepienie jest wykonywane przy użyciu szczepionki, chroniącej przed 10 najbardziej zjadliwymi serotypami pneumokoka. Aplikowana jest w dwóch dawkach - pierwszą trzeba przyjąć do 20 kwietnia, drugą do 29 czerwca. Szczepienia będą wykonywane przez przychodnie, które mają podpisany kontrakt z NFZ.

Dotychczas, jeśli rodzice chcieli zaszczepić dzieci przeciw pneumokokom, musieli sami zakupić szczepionkę. Bezpłatna przysługiwała tylko najmłodszym, należącym do grup ryzyka, dzieciom urodzonym przed 37. tygodniem ciąży, jak i noworodków ważących poniżej 2,5 kg. Od stycznia ubiegłego roku obowiązkowymi szczepieniami objęte są wszystkie nowo narodzone dzieci. Na tę zmianę od dawna oczekiwali rodzice i lekarze. Teraz specyfik mogą również otrzymać maluchy w wieku do 5 lat, które nie podlegają obowiązkowi szczepień przeciwko pneumokokom.

słs

czwartek, 29 marzec 2018 13:27

Psia eksmisja odroczona

Dobre wieści z Krzesimowa. Dziś podpisano umowę dotyczącą dzierżawy terenu, na którym działa schronisko.

Według pierwszej decyzji właściciela terenu, czyli Nadleśnictwa Świdnik, schronisko miało wyprowadzić się do końca marca.

- Działalność (schroniska - red.) nie jest żadnym problemem dla nadleśnictwa. Przeciwnie, w pełni popieramy szlachetny zamiar roztoczenia opieki nad bezdomnymi psami - pisała o sprawie Ewa Szary, reprezentującą Nadleśnictwo Świdnik. - Jeśli stowarzyszenie wywiąże się ze swoich zobowiązań i poprawi warunki sanitarno-techniczne w schronisku do stanu akceptowanego przez nadzór budowlany, Nadleśnictwo Świdnik przedłuży z nim umowę najmu.

Chodziło o wykonanie robót rozbiórkowych samowolnie utwardzonej betonem, płytami chodnikowymi i kostką brukową części działki, na której znajduje się schronisko. Większość zaleceń udało się wykonać. Niemniej, nagły atak zimy sprzed dwóch tygodni, przystopował tempo prac. Teraz topniejący śnieg i wszechobecne błoto też nie ułatwiają życia pracownikom. Jednak sytuacja, którą zastali podczas inspekcji przedstawiciele nadleśnictwa i Powiatowego Nadzoru Budowlanego była na tyle zadowalająca, że postanowiono podpisać nowy dokument.

- Odetchnęliśmy dziś z ulgą - mówi Maria Gulanowska ze Świdnickiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Umowa obowiązuje do 30 czerwca 2019 roku, po to aby spokojnie przetrwać okres jesienno-zimowy, w którym wszelkie większe prace rozbiórkowe są niemożliwe. Dokument pozwoli nam na prowadzenie dalszych akcji adopcyjnych oraz stanowić będzie podstawę do negocjacji z gminami, które trzymają u nas swoje psy i nie zawsze wywiązują się z obowiązku płacenia na utrzymanie czworonogów.

Przypomnijmy, że likwidacja schroniska w Krzesimowie trwa już od dłuższego czasu. Od 2016 roku placówka nie przyjmuje nowych zwierząt, zaś działania pracowników, wolontariuszy i wszystkich pomagających instytucji skupiona jest na tym, aby jak największej liczbie psów znaleźć nowe domy. Wystarczy przypomnieć, że w marcu 2016 r. było ich 670, teraz jest mniej niż 150, spośród których tylko 20 pochodzi z naszego miasta.

czwartek, 29 marzec 2018 11:59

Drogowe porządki

Trwają prace koncepcyjne nad zmianami porządku ruchu na ulicach Spółdzielczej i Wyspiańskiego. W zależności od wyboru rozwiązań, mogą to być działania kosmetyczne, bądź poważnie wpływające na sposób poruszania się aut w centrum miasta.

- W przypadku ulicy Spółdzielczej planujemy wprowadzenie oznakowania poziomego i dla ułatwienia orientacji kierowcom, namalowanie strefy wyłączenia z ruchu - mówi Przemysław Kozień, kierownik referatu infrastruktury komunalnej UM. - Jest również pomysł wprowadzenia poważniejszej zmiany, w postaci wydłużenia dwukierunkowości tej ulicy, aż do parkingu na styku Spółdzielczej i Wyspiańskiego.

W przypadku zmian na ul. Wyspiańskiego konieczne będzie przeprowadzenie bardziej szczegółowych analiz, ponieważ wiąże się to również z ewentualnymi zmianami organizacji ruchu na jej skrzyżowaniu z ul. Niepodległości.

- Na wniosek wspólnot mieszkaniowych zastanawialiśmy się nad wprowadzeniem ruchu dwukierunkowego na odcinku od Niepodległości, aż do targu. Szerokość ulicy to umożliwia, jednak ścierają się różne poglądy. Wspólnoty, oprócz trzech umiejscowionych przy samej ul. Wyspiańskiego, proponowały takie właśnie rozwiązanie Za, były również istniejące tam placówki oświatowe i Zakład Opieki Zdrowotnej. Jednak ta koncepcja spotykała się z negatywną opinią policji - tłumaczy P. Kozień. - Inne wyjście, bardziej prawdopodobne, to umożliwienie kierowcom wjazdu z Niepodległości w Wyspiańskiego tylko do wysokości ulic Reja, Leśmiana i Norwida.

Urzędnicy planują więc najpierw, w tym roku, przeprowadzenie przez niezależnych ekspertów, szczegółowej analizy natężenia i kierunków ruchu oraz sformułowanie proponowanych rozwiązań w okolicach skrzyżowania Wyspiańskiego z Niepodległości, a także na osiedlach położonych w rejonie Wyspiańskiego, na północ od ul. Niepodległości. Na tej podstawie chcą określić czy zmiana organizacji ruchu będzie sensowna, a przede wszystkim bezpieczna, ponieważ obiema ulicami poruszają się również autobusy. Niewykluczone, że takie działanie spowoduje także konieczność przebudowy samego skrzyżowania.

jmr

środa, 28 marzec 2018 15:22

Szansa dla przedsiębiorczych

Wczoraj w Urzędzie Marszałkowskim podpisano umowę dotyczącą realizacji programu dla nowych przedsiębiorców w naszym mieście. Wkrótce poznamy więcej szczegółów.

W marcu radni uchwalili poręczenie na kwotę 800 tys. złotych, na projekt aktywizacji zawodowej. Organizuje go miasto, a realizować będzie Fundacja Polskiej Akademii Nauk. Program ruszy w kwietniu.

Projekt, finansowany z funduszy Unii Europejskiej, kierowany jest do osób, które ukończyły 30 lat i planują rozpocząć pierwszą w swo­im życiu działalność gospodarczą. Ma ruszyć w kwietniu. Pomoc bę­dzie polegała na jednorazowym dofinansowaniu kwotą 25 tys. zł. Uczestnicy otrzymają też comiesięcz­ne wsparcie pomostowe, wypłacane przez rok, wynoszące 2 tys. zł. Bę­dzie je można przeznaczyć na opła­canie ZUS i podatków.

Otrzymanie pomocy nie jest jednak łatwe. Zakwalifikowanych czeka szkolenie z zakresu przedsiębiorczości. Dla 6 grup początkujących będzie ono trwało 40 godzin oraz 8 godzin doradztwa przed napisaniem bies planu. 2 grupy średniozaawansowane dysponować będą 30 godzinami kursu i 6 doradztwa. Następnie, każdy z kandydatów napisze biznesplan w dowolnej branży. 16 najlepszych zostanie dopuszczonych do udziału w programie. Każdy z kandydatów musi być zameldowany w Świdniku i tu planować uruchomienie działalności gospodarczej.

- Chcemy, aby miasto wspierało dobre pomysły na biznes i było otwarte na współpracę z przedsiębiorcami. Po udziale w podobnym projek­cie, zorganizowanym przez Katolic­ki Uniwersytet Lubelski, powstała moja firma - mówi Marcin Dmow­ski, doradca burmistrza Świdnika ds. kontaktów z przedsiębiorcami. - Do rywalizacji stanęło 200 osób, na kurs dostało się 40. Dofinan­sowanie przyznano 15 przyszłym przedsiębiorcom. W naszym przy­padku będzie ich 16. Wydaje mi się, że wątpliwości radnych wzięły się z nieporozumienia. Nie przezna­czamy przecież żadnych środków z budżetu gminy, a tym bardziej nie zaciągamy pożyczki. Poręczenie ma jedynie charakter formalno-prawny i pozwala fundacji przystąpić do re­alizacji projektu, który opłacany bę­dzie z funduszy unijnych. Poza tym, pieniądze są przyznawane po przej­ściu szkoleń, napisaniu biznesplanu i jego ocenie przez profesjonali­stów, czyli inaczej niż w przypadku projektów organizowanych przez urzędy pracy, które wymagają je­dynie spełnienia wymogów formal­nych. Wysiłek jest więc zbyt duży, by traktować potem uzyskane pienią­dze jako roczny „socjal”. Rzecz jasna, trudno wyrokować, ile założonych dzięki niemu firm przetrwa dłu­żej. Nawet jeśli będzie to niewielka część, to w wyniku rozwoju stworzy, co najmniej, kilka kolejnych miejsc pracy.

jmr

wtorek, 27 marzec 2018 08:15

Najważniejsze - miejsca pracy

Delegaci NSZZ „Solidarność” z PZL-Świdnik wybrali Andrzeja Kuchtę na przewodniczącego Komisji Międzyzakładowej. Tym samym rozpoczyna się jego siódmy rok w roli szefa związku. Wybór na kolejną kadencję traktuje jako wyraz dużego zaufania ze strony pracowników, tym bardziej, że prowadzenie tak dużej organizacji związkowej nie jest łatwe.

- Czym różni się rola związków zawodowych w firmie prywatnej i państwowej?

- Po prywatyzacji obawialiśmy się prób marginalizowania naszej pozycji. Z innych sprywatyzowanych zakładów docierały sygnały, że stosunek właściciela czy też zarządu do związków, zmienił się diametralnie na niekorzyść. Tymczasem zauważamy bardziej formalne podejście w kontaktach, ale wojny nie ma. Stosunki z właścicielem określiłbym jako partnerskie, bez bezpośrednich nacisków. Z kolei z prezesem Mieczysławem Majewskim znamy się od wielu lat i wiemy, czego możemy się po sobie spodziewać. Problemem jest często brak odpowiedzi na niektóre pisma kierowane do centrali we Włoszech. Dotarcie do właściciela, by porozmawiać o ważnych rzeczach, które nas interesują i dotyczą, jest bardzo trudne. Przykładem jest brak wsparcia przy sprzedaży nowych śmigłowców Sokół. Drugą sprawą, jaką próbujemy poruszać, jest modernizacja śmigłowca SW-4 do wersji, która w nomenklaturze Leonardo nosi symbol AW009. To maszyna wyposażona w mocniejszy silnik i nowoczesny system obrazowania parametrów lotu, tak zwany glass cockpit. Modernizacja jest warunkiem zdobycia nowych klientów, którzy widząc różnice w poziomie technicznym obu wariantów, nie chcą już kupować SW-4. Obserwujemy to zarówno w przypadku przetargu na śmigłowce szkolne dla armii południowokoreańskiej, jak i dokończenia kontraktu na sprzedaż SW-4 do Chin. Kolejnym przykładem jest udział w przetargu na trzy jednosilnikowe śmigłowce, ogłoszonym przez polską policję. Właściciel tłumaczy, że program modernizacji SW-4 utknął, bo brakuje na niego klientów. Ci nie chcą zamawiać śmigłowca, ponieważ nie jest modernizowany. Klasyczne błędne koło. Domagamy się od Leonardo Helicopters pieniędzy na modernizację SW-4. Inaczej maszyna nie będzie konkurencyjna na rynku. Natomiast pozytywnie oceniamy podejście właściciela do jego bezzałogowej wersji, SW-4 Solo, która z sukcesem przeszła testy, przede wszystkim 45 minutową próbę lotu bez pilota bezpieczeństwa.

- Co dzieje się w firmie w sprawach pracowniczych?

- Pion personalny, na szczeblu zakładu, jest w polskich rękach. W tym obszarze problem stanowi dla nas outsourcing pracowników do firm zewnętrznych, który, naszym zdaniem, nie jest uzasadniony ekonomicznie, organizacyjnie ani jakościowo. Staramy się złagodzić jego negatywne skutki, podpisując umowy zobowiązujące do utrzymania przez 2 lata poziomu świadczeń finansowych obowiązujących w PZL oraz gwarancji zatrudnienia. Zdarzają się również konflikty między ludźmi. Nie chodzi nawet o relacje właściciel bądź pracodawca - pracownik, ponieważ te załatwiane są najczęściej podczas spotkań zarządu z organizacjami związkowymi. Częściej rodzą się one na styku zwierzchnik - podwładny, ale też między ludźmi, którzy powinni ze sobą współpracować.

- Ostatnio głośno było o udziale PZL-Świdnik w programie pionowzlotu AW609. Jaka może być rola wytwórni w jego produkcji?

- Przede wszystkim, jako centrum doskonałości w dziedzinie badań i rozwoju, prowadzimy próby wytrzymałościowe konstrukcji. Poza tym produkujemy fragmenty struktur i przymierzamy się do elementów systemu sterowania. O dalszej przyszłości programu, trudno się w tej chwili wypowiadać.

- Najważniejszą szansą dla PZL są jednak zamówienia na śmigłowce dla wojska.

- Przetarg, chociaż w bardzo wolnym tempie, ciągle się toczy. Nie możemy tu wiele przyspieszyć, choćby dlatego, że śmigłowce ustępują na liście priorytetów Ministerstwa Obrony Narodowej programowi zakupu rakiet, o kryptonimie „Wisła”. Aktualnie, po sygnałach od oferentów, MON rozważa złagodzenie niektórych warunków narzuconych w specyfikacji przetargowej. Prawdopodobnie, w kwietniu, oferenci otrzymają zaproszenia do złożenia ostatecznych propozycji na śmigłowce dla wojsk specjalnych, a miesiąc później dla Marynarki Wojennej. Poza tym sami oferenci wnioskowali o przesunięcie wyznaczanych wcześniej przez MON terminów. Wobec tego, na razie ważniejsza jest dla nas modernizacja posiadanych już przez armię Sokołów do najnowszej wersji Głuszec lub zbliżonej do niej. Do unowocześnienia pozostało ich jeszcze ponad 30. Wojsko chciałoby kontynuować program, takie informacje płyną od użytkowników, ale wiemy że aktualnie w budżecie MON nie ma na to pieniędzy. Chcemy dotrzeć do ministra Mariusza Błaszczaka, żeby o tym porozmawiać, zwłaszcza, że programy modernizacyjne są tańsze, niż zakup nowych śmigłowców, a terminy realizacji krótsze. W sytuacji braku wsparcia naszego właściciela dla poszukiwania klientów zagranicznych na nowe Sokoły, modernizacja staje się kluczowym sposobem dla utrzymania zdolności produkcyjnych w wyrobach własnych. Ważnym tematem jest również program „Kruk” czyli przetarg na śmigłowce szturmowe, który ma być trzecim w kolejności. Tutaj Leonardo Helicopters, na zlecenie włoskiego ministerstwa obrony, rozpoczął prace nad zaprojektowaniem całkiem nowej konstrukcji. Model AW249 ma wejść do służby od 2025 r. Propozycję dołączenia do prac przy tym projekcie otrzymał też nasz rząd. Polska miałaby szansę stać się współwłaścicielem tej konstrukcji. Wiemy tylko, że były rozmowy międzyrządowe w tej sprawie, ale wszystko objęte jest klauzulą poufności.

- Związki zawodowe miały kiedyś bardzo mocne „przełożenie” polityczne na decyzje rządu.

- Przed prywatyzacją było o tyle łatwiej, że można było po prostu pojechać do ministra nadzorującego przedsiębiorstwo i przedstawić własny punkt widzenia. Osiem lat temu to się skończyło. Wprawdzie nie możemy narzekać na kontakty z przedstawicielami rządu, ale nie skutkują one bezpośrednio konkretnymi decyzjami. Mamy swoich ludzi w rządzie i sejmie. Są nimi wiceminister Artur Soboń i Wojciech Buczak, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, który wywodzi się z Rzeszowa. Wiemy, że obaj starają się lobbować w naszych sprawach. Próbujemy nakłonić ministra Błaszczaka do odwiedzenia naszej firmy, żeby obejrzał wszystko na miejscu. Mamy nadzieję, że MON skończy wkrótce przeliczać i dzielić posiadane przez siebie pieniądze, a zacznie je wydawać.

- Jakie najważniejsze cele stoją przed „Solidarnością” PZL-Świdnik w najbliższych latach?

- Najważniejszym jest utrzymanie miejsc pracy. Właśnie podpisaliśmy kolejne, trzyletnie porozumienie płacowe, które zostało dobrze przyjęte przez pracowników. W porównaniu z innymi, zawieranymi na Lubelszczyźnie czy też w polskiej branży zbrojeniowej, jest całkiem dobre, chociaż oczywiście chcielibyśmy więcej. Jeśli przyjrzymy się płacom w sekcji lotniczej, wyprzedza nas tylko warszawski Instytut Lotnictwa, który jest jednak instytucją specyficzną i być może EADS Warszawa. W pozostałych firmach lotniczych, z takich miejsc jak Rzeszów, Mielec, Krosno, Wrocław albo Kalisz, które jeszcze nie tak dawno goniliśmy, dzisiaj średnia płaca brutto jest podobna lub niższa niż w Świdniku. Niewątpliwie jest to efekt sukcesywnych, corocznych, od czasu prywatyzacji, podwyżek płac. Wcześniej średnia płaca w zakładzie wynosiła 2700 zł brutto i do Mielca lub Rzeszowa było nam daleko. Jesienią ubiegłego roku, kiedy przystępowaliśmy do negocjacji płacowych, kwota ta sięgała 5700 zł brutto. Naturalnie, pod względem wysokości płac nie możemy się jeszcze porównywać z kolegami z Anglii albo Włoch. Teraz jednak wypada skupić się na zdobywaniu zamówień i zapewnieniu odpowiedniej ilości pracy, w czym staramy się wspierać zarząd firmy.

Jan Mazur

piątek, 23 marzec 2018 12:55

Przywitały wiosnę (foto)

W Centrum Kultury zrobiło się ciepło i kolorowo. Wszystko za sprawą dzieci, które wzięły udział w III Międzyprzedszkolnym Przeglądzie Piosenki Wiosennej.

Na scenie, w radosnym repertuarze, zaprezentowały się „Wesołe wiewiórki” z Przedszkola nr 2, dzieci z Przedszkola nr 3, Przedszkola nr 4, Przedszkola nr 5, Przedszkola nr 6, Przedszkola nr 7 i „Wesołe nutki” z oddziałów przedszkolnych przy Szkole Podstawowej nr 3. Nie zabrakło piosenek o kwiatach, kolorach, kukułce i oczywiście o wiośnie. Najmłodsi mogli również sprawdzić swoją wiedzę o tej porze roku odpowiadając na przygotowane pytania. Gospodarzem przeglądu było Przedszkole nr 3. Maluchy z tej placówki przygotowały na finał wydarzenia „Taniec kwiatów”. Na koniec wszyscy uczestnicy wiosennej zabawy otrzymali dyplomy i upominki. 

piątek, 23 marzec 2018 10:54

Najlepsi w województwie

Znamy już wyniki konkursów przedmiotowych dla gimnazjalistów, zorganizowanych przez lubelskiego kuratora oświaty. Jak zwykle, Świdnik może się pochwalić wieloma laureatami, między innymi z języków obcych, matematyki i fizyki.

Najwięcej tytułów, po raz kolejny, zdobyli uczniowie Gimnazjum nr 3. Tym samym „Trójka” znalazła się wśród trzech najlepszych szkół publicznych w województwie.

- Jest to ogromny sukces naszych uczniów, nauczycieli i rodziców. Gratuluję im i życzę kolejnych. Chciałbym też bardzo podziękować młodzieży i kadrze pedagogicznej, bo bez ich pracy, nie tylko na lekcjach, nie osiągnęlibyśmy takich wyników - podkreśla Tomasz Szydło, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5.

Wśród laureatów maksymalną liczbą 40 punktów mogą pochwalić się Szymon Kita, który brał udział w konkursie matematycznym oraz Kacper Śliwa startujący w konkursie języka angielskiego. O jeden punkt mniej zdobyli Karol Błaszczak - matematyka i Piotr Maksymiuk - fizyka.

Uczniowie Gimnazjum nr 1 sprawdzali swoją wiedzę, między innymi matematyczną, językową i historyczną. Jeden z nich, Jakub Mazur, uzyskał tytuł laureata konkursu matematycznego. Helena Rowińska została finalistką konkursu polonistycznego.

- Jesteśmy z nich dumni, bo ciężko pracowali na ten sukces. Gratulujemy im, jak również nauczycielom, którzy ich przygotowywali do udziału w konkursach – mówi Marek, Kwieciński, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3.


1.Gimnazjum nr 3 laureaci: Piotr Maksymiuk (kl.2a) - konkurs fizyczny (op.  Agata Ziętek) i konkurs matematyczny (op. Piotr Błądek), Kacper Śliwa (kl. 3f) - konkurs języka angielskiego (op. Marcin Paśnikowski), Filip Ciołek (kl. 3f) - konkurs języka angielskiego (op. Marcin Paśnikowski), Aleksandra Giza (kl.3f) - konkurs języka angielskiego (op. Urszula Burda, Katarzyna Zakaszewska), Aleksandra Mularczyk (kl.3f) - konkurs polonistyczny  (op.  Magdalena Stelmach – Kopeć), Szymon Kita (kl.3a) - konkurs matematyczny (op. Piotr Błądek), Karol Błaszczak (kl.3a) - konkurs matematyczny (op. Piotr Błądek), Natalia Drobik (kl.3f) - konkurs języka hiszpańskiego  (op. Katarzyna Królik); finaliści: Bartosz Domański (kl.3f) - konkurs historyczny (op. Anna Pulińska), konkurs polonistyczny (op. Magdalena Stelmach-Kopeć), Jan Żuk (kl.3f) - konkurs języka angielskiego (op. Urszula Burda, Katarzyna Zakaszewska), Milena Różańska (kl.3c) - konkurs języka hiszpańskiego (op. Katarzyna Królik).

2.Gimnazjum nr 1: laureat Jakub Mazur (kl.2f ) – konkurs matematyczny (op. Artur Szefler); finalistka: Helena Rowińska (kl.3a) - konkurs polonistyczny (op. Agnieszka Piwnicka-Jagielska)

niedziela, 25 marzec 2018 12:04

Kto po Szwecji?

Sześć lub dwanaście polskich miast zorganizuje przyszłoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej do lat 20. W tym gronie na pewno znajdzie się Lublin. Jeśli tak, to możemy się spodziewać, że skorzysta na tym także Świdnik. Już raz, przy okazji młodzieżowego Euro obiekt Avii był bazą treningową dla reprezentacji Szwecji. Jak przekonuje Łukasz Reszka, sternik żółto-niebieskich, teraz też jest taka możliwość, bo stadion miejski przy ul. Sportowej 2 został uwzględniony w pismach aplikacyjnych, wysłanych do futbolowej centrali.

- Już w zeszłym roku zadbaliśmy o to, by nas nie pominięto przy okazji tak dużej imprezy - mówi Ł. Reszka. - Liczymy, że nasze starania przyniosą efekt i jeden z uczestników mundialu będzie się przygotowywał na naszych obiektach. Podczas ubiegłorocznych mistrzostw pokazaliśmy, że jesteśmy dobrym partnerem przy tego typu przedsięwzięciach. Zebraliśmy zresztą wiele pochlebnych recenzji, nie tylko od organizatorów, ale przede wszystkim od tych, którym użyczyliśmy stadionu.

Oprócz Lublina mundial zorganizują na pewno Łódź, Lubin, Bydgoszcz, Gdynia i Tychy. Jeśli Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej uda się przeforsować wariant z dwunastoma miastami – organizatorami, to do wskazanych ośrodków dołączą inne, położone w niedalekim sąsiedztwie. W naszym regionie najwięcej szans daje się Puławom.

Mistrzostwa świata do lat 20 odbędą się na przełomie maja i czerwca 2019 roku. Wezmą w nich udział 24 zespoły (6 z Europy, 4 z Ameryki Południowej, Azji, Afryki, strefy CONCACAF i 2 z Oceanii). O ich organizację, oprócz Polski ubiegały się jeszcze Peru oraz Indie. Selekcjonerem biało - czerwonych wybrano Jacka Magierę, byłego opiekuna, między innymi warszawskiej Legii.

Strona 7 z 299