jg - Świdnik - wysokich lotów

wtorek, 02 styczeń 2018 13:31

Azbest znika z dachów

Kolejny raz świdniczanie mają szansę bezpłatnie usunąć stare pokrycia dachowe z płyt azbestowo-cementowych. Chętni mogą już składać wnioski.

- Podobne akcje organizujemy od 2013 roku. Do tej pory, z możliwości bezpłatnego pozbycia się niebezpiecznych dla zdrowia materiałów skorzystało 139 gospodarstw - mówi Robert Jakubowski z Urzędu Miasta.

W tym roku będzie można również usunąć bezpłatnie stare pokrycia dachowe z płyt azbestowo - cementowych oraz odpady azbestowe zmagazynowane na posesjach . Z możliwości skorzystają osoby fizyczne będące mieszkańcami gminy.

- Na wnioski czekamy do końca kwietnia. Na przedsięwzięcie związane z usuwaniem azbestu z terenu Gminy Miejskiej Świdnik została przeznaczona kwota ok. 20 tysięcy złotych - dodaje R. Jakubowski.

Prace rozpoczną się w maju i potrwają do października. Pieniądze na ten cel pochodzą z  Wojewódzkiego Funduszu Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie, a także ze środków budżetu naszej gminy. Szczegółowych informacji udzielają pracownicy Wydziału Mienia Komunalnego UM, pokój nr 111, tel. 81 751 76 71.

piątek, 29 grudzień 2017 08:19

Nowe kamery gotowe

25 nowych kamer pojawiło się na ulicach Świdnika. Już teraz, strażnicy mają podgląd do 85 urządzeń zlokalizowanych na terenie całego miasta.

Kilka tygodni temu komenda SM zaprosiła świdniczan do wypełniania specjalnych ankiet. Można było w nich wskazać konkretne lokalizacje oraz wymienić miejsca niebezpieczne, które potrzebują dodatkowego nadzoru.

- Zainteresowanie ankietami było bardzo duże - mówi Janusz Wójtowicz, komendant Straży Miejskiej. - Otrzymaliśmy kilkaset formularzy. Na ich podstawie wybraliśmy te obszary, w których zostaną zamontowane nowe kamery. Jest to nowoczesny sprzęt, pozwalający rejestrować wszelkie zdarzenia w jakości HD.

Mieszkańcy zwracali uwagę na konieczność instalacji monitoringu przy ul. Kruczkowskiego, czyli przy dawnym skate parku. W tym miejscu była kamera, ale wymieniono ją na nową i dodatkowo umieszczono drugie urządzenie na bloku przy ul. Wyspiańskiego. Kamera pojawiła się także w sąsiedztwie ul. Bankowej i za Szkołą Podstawową nr 5. Urządzenie obejmuje swoim zasięgiem m.in. miasteczko ruchu drogowego.

Nowoczesny monitoring zainstalowano także przy ul. Głowackiego. Obrotowa kamera strzeże m.in. placu zabaw i zewnętrznej siłowni. Nowością jest również monitoring przy nowym rondzie u zbiegu ul. Szkolnej, gen. Tadeusza Góry i al. Lotników Polskich oraz rondzie „z helikopterem”, gdzie zamontowano aż trzy urządzenia.

- W tym miejscu jest dużo kolizji, dodatkowo rowerzyści skarżą się na kierowców wymuszających pierwszeństwo przejazdu - tłumaczy Janusz Wójtowicz.

Kamery zostaną zamontowane również na budynku Straży Miejskiej przy ul. Hallera. Urządzenia będą skierowane na otoczenie Przedszkola Integracyjnego nr 5 i Szkoły Podstawowej nr 7.

Nowością jest pięć kamer, które rozpoznają numery tablic rejestracyjnych. Zamontowano je przy drogach wyjazdowych ze Świdnika: na al. Jana Pawła II, ul. Sportowej, Wyszyńskiego oraz przy skrzyżowaniach Niepodległości z Kosynierów i Racławickiej z Kosynierów.

Zakup nowych urządzeń możliwy był dzięki wsparciu z rządowego projektu "Razem Bezpieczniej im. Władysława Stasiaka" realizowanego poprzez gminny program "Widzę, Reaguję"

czwartek, 28 grudzień 2017 13:42

Uwolnili energię (foto)

W Szkole Podstawowej nr 7 rozpoczął się dwudniowy turniej piłkarski dla dzieci z przedszkoli i szkół podstawowych. Dziś, pod okiem trenerów MKS Avia Świdnik, rywalizowali najmłodsi adepci piłki nożnej.

- Turniej jest pierwszym przedsięwzięciem realizowanym wspólnie z Polską Grupą Energetyczną - mówi Łukasz Reszka, prezes MKS Avia. - Cały czas szukamy firm, które chcą inwestować w świdnicki sport, dlatego cieszy nas decyzja PGE o wsparciu tej inicjatywy.

Dziś dzieci nie tylko świetnie się bawiły, ale także otrzymały pamiątkowe dyplomy i medale. Dzięki wsparciu przedsiębiorstwa, do MKS Avia Świdnik  trafi także odpowiedni sprzęt sportowy, z którego po zmaganiach korzystać będą najmłodsi zawodnicy trenujący w klubie.

Jutro, w hali sportowej SP7 odbędzie się turniej uczniów szkół podstawowych, którzy uczestniczyli w programie Avia z klasą.

środa, 27 grudzień 2017 14:03

Nagrodzeni za ciężką pracę

Są wyjątkowo utalentowani, pracowici i od lat odnoszą sukcesy w różnych dziedzinach sportu. Ich osiągnięcia docenili również samorządowcy. Podczas dzisiejszej sesji Rady Powiatu wyróżniono sportowców z naszego powiatu. Gmina Świdnik nagrodziła trzech medalistów.

Każdy z nich otrzymał dyplom oraz nagrodę pieniężną. Uhonorowany został Emil Krzykała, pływak KP Avia Świdnik. Wicemistrz Polski juniorów na 200 m stylem dowolnym, zdobywca brązowego medalu na 400 m stylem dowolnym, I miejsca w sztafecie 4x100 m stylem dowolnym na letnich mistrzostwach Polski juniorów, a także I miejsca na dystansach 100, 200, 400 m stylem dowolnym podczas Pucharu Polski. Wyróżniono także Piotra Sawickiego, członka klubu ICSIR Start Lublin - brązowego medalistę mistrzostw Polski w łucznictwie niepełnosprawnych oraz zwycięzcę w turnieju w Almere w Holandii, podczas którego zakwalifikował do Igrzysk Paraolimpijskich w Rio de Janeiro, a także Grzegorza Kanikułę, reprezentującego klub KS „Hetman” Lublin - zdobywcę, m.in. tytułu wicemistrza Polski w kręglach klasycznych oraz mistrza Polski w Mix-Tandemach w kręglach klasycznych kategorii B3.

Nagrody świdniczanom, w imieniu burmistrza Waldemara Jaksona, wręczył Łukasz Reszka, pełnomocnik ds. sportu.

środa, 27 grudzień 2017 08:55

Fajerwerki zakazane

Wojewoda lubelski podpisał rozporządzenie o zakazie używania wyrobów pirotechnicznych w miejscach publicznych, na terenie całego województwa.

Rozporządzenie weszło w życie z dniem 24 grudnia. Zakaz obowiązuje do dnia 31 stycznia 2018 roku, ale nie dotyczy sylwestra i Nowego Roku. W tych dniach używanie wyrobów pirotechnicznych może następować jedynie z zachowaniem wszelkich wymogów bezpieczeństwa dla życia, zdrowia ludzkiego, mienia i środowiska naturalnego, a w przypadku osób, które nie ukończyły 18 roku życia - jedynie pod bezpośrednim nadzorem osoby dorosłej.

Rozporządzenie nie obejmuje pokazów pirotechnicznych organizowanych przez podmioty zawodowo zajmujące się taką działalnością oraz podmiotów uprawnionych do korzystania z materiałów pirotechnicznych na mocy odrębnych przepisów.

Za złamanie zakazu grozi grzywna.

piątek, 22 grudzień 2017 11:51

Wspólne kolędowanie

Dziś przed południem, przy ul. Wyszyńskiego, odbyło się wielkie kolędowanie z najmłodszymi świdniczanami. Świąteczne piosenki zaśpiewały maluchy z Przedszkola nr 2, Przedszkola nr 3, Przedszkola nr 4 i Przedszkola nr 7. Przed budynkiem dawnego ratusza dzieci przywitał burmistrz Waldemar Jakson.

Maluchy przyszły z kolędą, ale również z własnoręcznie wykonanymi ozdobami choinkowymi. Papierowe łańcuchy, gwiazdki i bombki zawisły na świerku przy ul. Wyszyńskiego. Drzewo przyozdobił dekoracjami od przedszkolaków św. Mikołaj. Tym razem zamiast latających sań, użył samochodowego podnośnika.

piątek, 22 grudzień 2017 11:02

Świątecznie w ratuszu

Na wieczór kolęd i pastorałek zaprosiła świdniczan Szkoła Muzyczna I st. im. Rodziny Wiłkomirskich. Spotkanie zatytułowane „Śpiewajmy i grajmy Dzieciątku małemu” odbyło się w sali obrad Urzędu Miasta.

Poprowadziła je Kamila Krzeszowiec. Na scenie wystąpili podopieczni i nauczyciele SM, a także rodzice uczniów. Usłyszeliśmy takie utwory, jak: „Lulajże Jezuniu”, „Z narodzenia Pana”, „Sleigh ride”, „Bóg się rodzi” czy „Jest taki dzień”, "Do szopy", "Jingle Bells", "Co to takiego", "Cicha noc", wykonywane, między innymi na skrzypcach, gitarach, klarnetach, akordeonach i wiolonczeli.

Honorowy patronat nad koncertem objął burmistrz Waldemar Jakson.

niedziela, 24 grudzień 2017 08:31

Bóg się rodzi! Moc truchleje!

Niech zatem miłość, radość
i nadzieja zagoszczą w naszych sercach,
domach i miejscach pracy.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzymy Państwu wszelkiej pomyślności.
Niech będzie to czas przeżyty z rodziną i bliskimi.
Czas, kiedy zapominamy o codziennych kłopotach
i o tym, co może nas dzielić.
Sprawmy, by chwile wzruszeń
przeżyte przy wigilijnym stole,
dały nam siłę na każdy dzień nowego, 2018 roku.

 

Przewodniczący Rady Miasta
Janusz Królik

Burmistrz Świdnika
Waldemar Jakson

Świdnik, Boże Narodzenie, Anno Domini MMXVII

wtorek, 26 grudzień 2017 09:42

Muzyka zmienia człowieka

Temperament, talent i chęci. Tylko tyle wystarczy, by prowadzić chór doceniany w Polsce i Europie oraz zaszczepić w młodych ludziach miłość do muzyki. Ewa Bieniek, dyrygent i pedagog z Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Świdniku podjęła się tego zadania i doskonale jej to wyszło. Dwadzieścia dwa lata temu stworzyła miejski chór „Canto”, który stał się nie tylko licznie nagradzaną grupą, ale przede wszystkim wielką, śpiewającą rodziną. W rozmowie z nami pani Ewa opowiada o tym, jak to się wszystko zaczęło i na czym polega siła „Canto”.

- Jak to było z tą muzyką?

- Kiedy chodziłam do przedszkola, nauczycielka zauważyła, że mam dobry słuch, poczucie rytmu i fajnie śpiewam, więc zaproponowała rodzicom, żeby zapisali mnie do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia. Przez sześć lat uczyłam się grać na fortepianie. Później dostałam się do liceum pedagogicznego przy ulicy Krzywej w Lublinie, do klasy o profilu Wychowanie przedszkolne. Kładziono tam duży nacisk na muzykę i techniki manualne. Pamiętam, że kiedy zdawałam dodatkowe egzaminy z przedmiotów artystycznych, moje doświadczenie ze szkoły muzycznej bardzo mi się przydało. Po maturze moi profesorowie- muzycy zaproponowali, żebym została, bo szkoła otwiera studium nauczycielskie z kierunkiem Wychowanie muzyczne. Stwierdziłam, że spróbuję, bo to coś nowego, świeżego. Dobrze się tam czułam, bo w placówce panowała miła atmosfera, nauczyciele nam ufali, traktowali po koleżeńsku. Po studium planowałam pójść na studia, ale tak się złożyło, że jedna z moich koleżanek zmieniła miejsce pracy i dostałam za nią etat w Szkole Podstawowej nr 2 w Świdniku. Szkoda było nie skorzystać, zwłaszcza, że nauczycielom coraz trudniej było znaleźć pracę. Dopiero po kilku latach poszłam na studia zaoczne, ponieważ nie chciałam rezygnować z nauczania. Jednocześnie zależało mi na tym, żeby cały czas się kształcić i poznawać nowe metody pracy. Chociaż szczerze mówiąc, żadne studia nie dały mi tyle, co studium i profesor Józefa Łopatniuk, która była tam metodykiem. Nauczyłam się zawodu w praktyce, natomiast studia poszerzyły mój wachlarz umiejętności. Z perspektywy czasu nie żałuję swojego wyboru. Uważam wręcz, że to był łut szczęścia, że taki kierunek się wtedy pojawił.

- Czego się Pani nauczyła?

- Przede wszystkim mieliśmy bardzo dużo praktyk, spotkań z dziećmi oraz nauczycielami aktywnymi zawodowo. Bardzo dokładnie poznałam metodykę pracy z uczniami i repertuar, który mogłam później wykorzystać w swoim zawodzie. Pamiętam jedną z pierwszy klas, którą uczyłam. To byli ludzie w wieku 15, 16 lat, a ja dopiero skończyłam studium. Byłam od nich zaledwie o 6 lat starsza, więc nie było łatwo odnaleźć się w tej sytuacji. Ponieważ między nami była niewielka różnica wieku, musiałam się spiąć, żeby jakoś dać sobie z nimi radę. Na szczęście udało mi się do nich trafić. Mieliśmy wspólne zainteresowania muzyczne i osobiste. Do tej pory miło wspominam tych uczniów. Czasami spotykam ich na ulicy.

- Dlaczego nie wybrała Pani kariery muzyka?

- Nie fascynowało mnie to. Poza tym, kiedy byłam dzieckiem ciężko było kupić pianino. To był drogi instrument i przez pewien czas nie mieliśmy go w domu. Często chodziłam do szkoły muzycznej, żeby po prostu poćwiczyć. To było dość skomplikowane i zabierało sporo czasu. Szczerze mówiąc, moje dzieciństwo to było jedno wielkie granie. Kiedy koleżanki i koledzy szli na podwórko, żeby się pobawić, ja chodziłam na lekcje. To trochę zraziło mnie do grania. Pomyślałam, że spędzenie całego życia przy pianinie to nie moja bajka, bo do tego potrzebny jest odpowiedni charakter i wewnętrzna dyscyplina. Kariera instrumentalisty wiąże się z ciągłym doskonaleniem swoich umiejętności i wielogodzinnymi ćwiczeniami, a ja jestem zbyt temperamentna. Po prostu nie mogłabym tak żyć. Ja muszę się ruszać, mieć kontakt z ludźmi. Musi się coś dziać. Dlatego gra nigdy nie była moim priorytetem. Wiedziałam natomiast, że bez tej umiejętności nie będę mogła iść dalej, bo na każdym etapie kształcenia czekał mnie egzamin z instrumentu. Musiałam więc utrzymywać poziom. Chciałam później pracować w szkole albo instytucji kultury, prowadzić zespół czy chór. Pamiętam, jak kiedyś mój tata powiedział „- Ewa, nie wierzę, że muzyka da ci chleb.” Okazało się, że nie miał racji. Człowiek nigdy nie wie, jak potoczą się jego losy. Może się okazać, że to, czego nie planowaliśmy, stanie się naszą pasją.

- Pierwszy zespół założyła Pani jeszcze w Szkole Podstawowej nr 2.

- Wiadomo, że szkoła wymaga od dzieci aktywności muzycznej na wszelkich akademiach, imprezach i konkursach, więc stworzyłam grupę, która wspomagała te wydarzenia. Najpierw to było kilka osób, które uczyłam. Później dołączyły kolejne. Zaczęłam pracę w 1991 roku, a cztery lata później powstał chór „Canto”. Przez 22 lata w zespole śpiewało kilka pokoleń utalentowanych i wspaniałych dziewcząt. - Dlaczego postawiła Pani na dziewczęce głosy? - Ponieważ chłopcy przechodzą mutację, która u niektórych pojawia się już pod koniec podstawówki, więc tak jakby wyklucza ich ze śpiewania w tym okresie. To kolidowałoby z poważniejszym repertuarem, po który chciałam sięgnąć, dlatego postanowiłam bazować na dziewczętach i tak jest do tej pory. - Nie każdy ma w sobie odwagę, by wyjść na scenę. - Wiadomo, że musiałyśmy się do tego przyzwyczaić. Ale powiem szczerze, że wszystkiego uczyłam się razem z dziećmi, bo byłam wtedy bardzo młoda, dopiero na początku mojej drogi. Żeby je zmotywować, kierowałam się intuicją. Wybierałam dziewczynki, które najlepiej śpiewały i miały w sobie odwagę, ale często zdarzało się też, że wyłuskiwałam te, które same w życiu by do mnie nie przyszły, bo uważały, że się nie nadają. Metodą drobnych kroczków okazywało się, że te malutkie, cichutkie i spokojne dziewczynki, po jakimś czasie odnajdowały się w chórze i rozkwitały. Oczywiście były też przypadki, że się nie udawało. Dzieci po jakimś czasie rezygnowały ze śpiewania, twierdziły, że to nie ich droga, że wolą poświęcić się innym zainteresowaniom. Także wszystko zależy od charakteru, temperamentu, odwagi, podejścia do zespołu, siebie i mojego podejścia do nich. Tak naprawdę traktuję moje chórzystki jak córki. Próbuję wnikać w ich potrzeby, rozmawiam z nimi na różne tematy i w ten sposób stajemy się sobie bliskie.

- „Canto” to już nie chór występujący na szkolnych akademiach, a laureat ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów. Niektórzy określają was mianem zespołu zawodowego.

- Daleko nam do takiego tytułu, ponieważ członkinie chóru co kilka lat się zmieniają i zaczynamy wszystko od nowa. To syzyfowa praca. Z różnymi rocznikami, bo w zespole jest spora rozpiętość wiekowa. Kiedy odchodzą maturzystki, przychodzą młodsze dzieci, które szybko muszą się we wszystko wdrożyć i poznać repertuar, ale to naprawdę im wychodzi. Nasz chór jest pokoleniowy. Śpiewają dziewczyny, które mają 9 lat, ale też osiemnastolatki. To świetnie się sprawdza, bo starsze chórzystki opiekują się młodszymi, są dla nich jak mamy. Naprawdę się starają i otaczają je opieką, kiedy wyjeżdżamy na warsztaty czy koncerty. Uważam, że zespół nie istnieje, jeśli nie ma w nim zrozumienia i współpracy między dziećmi. Jeśli nie będą się lubiły i będzie dochodziło między nimi do konfliktów, chór nie odniesie sukcesu. To psuje całą pracę. Dyrygent musi dogadywać się z chórzystkami. Takie samo porozumienie musi być też między śpiewającymi. Dlatego stawiam nacisk na integrację. Spędzamy razem czas nie tylko na próbach. Robimy też spotkania wigilijne, ogniska, wyjeżdżamy na ferie oraz wakacje. Utrzymujemy kontakt osobisty, nie tylko zawodowy. Taki wspaniały rozwój chóru nie byłby też możliwy, gdyby nie ogólnopolski program „Śpiewająca Polska”, do którego przystąpiłyśmy w 2006 roku. Zupełnie go zmienił i rozwinął jego możliwości.

- Czy chórzystki mają wpływ na dobór repertuaru?

- Często coś sugerują, ale jak Pani pewnie wie, gdyby mogły same decydować, wybrałyby repertuar nowoczesny, rozrywkowy. Natomiast realia konkursów wyglądają niestety trochę inaczej. Musimy pochylić się nad poważnym utworem, który nie należy do łatwych. Dziewczęta z czasem się do niego przekonują. Wtedy staje się dla nich przebojem. Na początku ciężko go rozczytać i zaśpiewać, ale kiedy już zabrzmi, okazuje się, że jest piękny. Na tym właśnie polega edukacja muzyczna. Na kształtowaniu wrażliwości słuchowej, nauce harmonii, współbrzmieniu dźwięków. Niektórzy mówią, że nie lubią muzyki klasycznej, jednak najczęściej są to osoby, które nigdy jej nie słuchały i dla których to zupełnie obcy świat. Natomiast w momencie, kiedy zaczyna ją poznawać, okazuje się, że potrafią się nią zachwycić, a po pewnym czasie odróżnić Mozarta od Chopina, a Chopina od Czajkowskiego. Dzieci z mojego zespołu mają dostęp do muzyki klasycznej niemal codziennie.

- Chór to dla niektórych początek muzycznej drogi.

- Często zdarza się, że kiedy rozpoczynają studia, odchodzą z zespołu, bo wyjeżdżają do innego miasta. Tam też szukają swojego miejsca w chórach studenckich. To również świetne grupy, na naprawdę wysokim poziomie. Część dziewcząt kontynuuje naukę w szkole muzycznej, inne w dorosłym życiu zakładają własne zespoły. Różnie to bywa. Uważam, że muzyka wpływa na całe życie człowieka. Zupełnie go zmienia i rozwija jego potrzeby. Mówi się, że chórzyści są świetnymi prezesami, dyrektorami, szefami firm. Po prostu mają inne podejście do wielu spraw, właśnie dzięki muzyce, która rozwinęła w nich pewne cechy osobowości. Mogą później być nie tylko indywidualnościami, ale też częścią grupy, która świetnie ze sobą współpracuje. Nie ma w niej słabych ogniw.

- W „Canto” śpiewają nie tylko świdniczanki.

- Także mieszkanki okolicznych gmin, między innymi Mełgwi, w której również pracuję. Spotykam się z bardzo dobrą reakcją rodziców. Chętnie przywożą dzieci na próby do Świdnika. A pamiętajmy, że w przypadku młodszych dzieci łączy się to też z poczekaniem na nie i odwiezieniem do domu. Serdecznie im za to dziękuję, bo bez nich nie byłoby to możliwe. Cieszę się, że chcą, żeby dzieciaki robiły coś dodatkowo poza szkołą. To jest naprawdę niezwykłe. - Z czego jest Pani najbardziej dumna? - Udało mi się stworzyć chór z renomą, który naprawdę wiele osiągnął. Jestem dumna, że dzieci potrafią ze sobą współpracować, lubią ten chór i angażują się w niego całym sercem. Jestem pewna, że jest to też wynik naszych wyjazdów, wspólnego spędzania czasu, nie tylko podczas roku szkolnego. Cieszę się, że jesteśmy tak zintegrowane, podejmujemy wyzwania, współzawodniczymy. Moim największym sukcesem jest to, że dziewczyny wspierają się nawzajem. To jest lepsze od wszystkich nagród, które mogłybyśmy otrzymać.

- Gdzie w najbliższym czasie będzie można Was usłyszeć?

- Styczeń jest miesiącem konkursów. Być może weźmiemy w którymś udział, jednak jeszcze nie podjęłam decyzji. Na razie chcę, żeby dzieci odpoczęły i cieszyły się świętami, ponieważ listopad był dla nich bardzo intensywny. Na pewno w ferie, jak zwykle zorganizujemy trzydniowe warsztaty i będziemy przygotowywać się do nowego sezonu.

Agata Flisiak

niedziela, 24 grudzień 2017 08:19

Narodziny Miłości

Stara legenda afrykańska opowiada o chłopcu imieniem Jonatan, który chciał się dowiedzieć, jakim językiem mówi Pan Bóg.

Zadawał więc to pytanie starszym i mądrzejszym ludziom. Każdy jednak z zapytanych kręcił głową i odpowiadał, że nie wie.

I oto, jako dorosły już człowiek, wziął do ręki Pismo Święte i przeczytał fragment listu św. Jana, gdzie było napisane: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że syna swego Jednorodzonego [zesłał do ludzi]” (J3,16). W tym momencie Jonatan zrozumiał, jakim językiem mówi Bóg. Bóg mówi takim językiem, który rozumie każdy człowiek, niezależnie od rasy, pochodzenia czy narodowości. Bóg mówi językiem miłości.

I dlatego zesłał na ziemię Swojego Syna, aby ludzie zapomnieli o swoim języku zła, gniewu i nienawiści, a zaczęli mówić językiem miłości.

Poprzez swoje narodzenie, Chrystus pragnie uleczyć nasze serca swoją miłością. Chce, aby życzliwość, radość i pokój tego świętego dnia zawsze królowały w naszych sercach.

On przyszedł na świat po to, aby nauczyć nas, jak mamy żyć. Jak mamy zmagać się z naszymi, ludzkimi słabościami i ułomnościami. Jak mamy zwyciężać zło dobrem, nienawiść miłością, kłamstwo prawdą, obojętność troską i współczuciem.

Dlatego dzieląc się opłatkiem i składając sobie życzenia, zapomnijmy o tym, co nas dzieli. Zapomnijmy o naszym gniewie i urazach, starajmy się złagodzić spory. Niech w naszych rodzinach zapanuje miłość i zgoda. Podziękujmy Bogu za Jego niepojętą miłość ku nam. I ważne by ten Chrystus, którego rocznicę narodzin obchodzić będziemy, narodził się w naszych sercach. Tego wszystkim Czytelnikom i sobie życzę.

Ks.Tadeusz Nowak

Strona 7 z 290