jg - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 01 wrzesień 2018 09:47

Chcemy się zmieniać i rozwijać

Od miesiąca Spółdzielnią Mieszkaniową kierują nowe władze. Jak tłumaczą, właśnie diagnozują jej aktualny stan. Z Katarzyną Denis, prezes SM, rozmawiamy o nadchodzących zmianach i planach na dalszy rozwój instytucji.

- Objęła Pani stanowisko prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku. Jakie są Pani pierwsze spostrzeżenia? SM to dobrze zorganizowana firma, czy potrzeba w niej zmian?

- Pierwszy miesiąc pracy z pewnością jest czasem na przeprowadzenie diagnozy aktualnego stanu funkcjonowania Spółdzielni. Dużą pomocą w określeniu priorytetów na najbliższe miesiące była praca wykonana przez panów Jana Pyszniaka i Mariana Gołębiowskiego, którzy czasowo pełnili funkcje w zarządzie. W spółdzielni jest wiele do zrobienia, rezerwy są bardzo duże. Potrzeba pewnych zmian w strukturze organizacyjnej i codziennym funkcjonowaniu. Dostrzegają to również pracownicy, którzy wykazują chęć zmian i współpracy.

- Jakie są Pani główne cele „na już” i na dalszą przyszłość?

- W strukturze zatrudnienia w SM istnieją luki. Wspólnie z zarządem musimy się skupić na zapełnieniu ich właściwymi osobami tak, abyśmy mogli dalej rozwijać spółdzielnię. Ponadto, natychmiastowych prac wymaga otoczenie głównej jej siedziby. Lokale użytkowe oraz bezpośrednie zaplecze pracownicze, znajdujące się przy al. Armii Krajowej 1, potrzebują znaczących zmian.

- Poprzedni zarząd wielokrotnie narzekał na współpracę z Urzędem Miasta. Czy na tej linii dostrzega Pani problemy, czy raczej szanse?

- Nie możemy budować pozycji spółdzielni w opozycji do samorządu, czy to gminnego, czy powiatowego. W naszych zasobach mieszka niemal połowa mieszkańców Świdnika i ich dobro musi być celem nadrzędnym, zarówno władz miasta, jak i zarządu spółdzielni. Pełnię swoją funkcję dopiero miesiąc, a już kilkukrotnie, wspólnie z przedstawicielami burmistrza, rozwiązywaliśmy bieżące problemy. Rokowania dotyczące naszej współpracy są bardzo dobre.

- O spółdzielniach mieszkaniowych często mówi się jako o relikcie przeszłości. Pojawiają się głosy, że powinno się je zlikwidować i zastąpić wspólnotami mieszkaniowymi. Czy Pani zdaniem taka przyszłość czeka również świdnicką SM?

- Według mnie spółdzielnie mieszkaniowe same w sobie mają rację bytu. Niestety jest tak, że większość z nich nie była lub nie jest dobrze zarządzana. W wielu spółdzielniach potrzeba zmian w podejściu do codziennych spraw, nastawienia bardziej rynkowego, ukierunkowania na dobro mieszkańców. Nasza spółdzielnia ma ogromne rezerwy i z pewnością będziemy chcieli je wykorzystać tak, aby wszyscy, którzy mieszkają w naszych zasobach byli zadowoleni.

- Mieszkańcy pytają często o remonty dróg i chodników należących do SM. Zauważają, że ich stan różni się od miejskich. Czy jest szansa na przyspieszenie prac mających na celu poprawę spółdzielczej infrastruktury?

- Musimy pamiętać, że funkcjonowanie spółdzielni – również w obszarze finansów – znacząco różni się od jednostek samorządu terytorialnego. Jako instytucja, zasadniczo opieramy się na opłatach czynszowych naszych członków. W porównaniu do gminy czy powiatu, mamy bardzo ograniczone możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych. Nasze inwestycje niejednokrotnie wymagają bieżącej akceptacji mieszkańców. Z pewnością jednak wiemy, co należy w naszej infrastrukturze poprawić i będziemy chcieli te prace stopniowo realizować.

- Świdnicka spółdzielnia od lat oddaje nowe bloki. Trudno jednak mówić o boomie budowlanym, biorąc pod uwagę, że nowy budynek jest zasiedlany średnio raz na dwa lata. Natomiast kolejka czekających na spółdzielcze „m” jest bardzo długa. Czy rozważacie państwo budowę większej ilości bloków spółdzielczych?

- W naszych planach jest budowa kolejnych budynków, jednak tempo inwestycji jest uzależnione od wielu czynników. Planując przyszłość, musimy mieć na względzie również bieżące utrzymanie już istniejącej infrastruktury, konieczność przeprowadzenia szeregu prac remontowych oraz obowiązujące od niedawna przepisy, które sprawiają, że inwestycje w nowe bloki nie zawsze są dobrym posunięciem. Na pewno jednak chcemy budować nowe budynku i rozwijać naszą spółdzielnię.

Agnieszka Kalinowska

sobota, 01 wrzesień 2018 09:42

Stawiam sobie ambitne cele

Wszystko zaczęło się w 2011 roku, kiedy Marcin Bubczyk zajął się handlem odzieżą. Początkowo współpracował z lokalnymi producentami i przedsiębiorcami. Otworzył sklep internetowy i za jego pośrednictwem prowadził sprzedaż. W głowie wciąż jednak miał marzenie z dawnych lat, by stworzyć własną markę odzieżową, która łączyłaby w sobie ponadczasową elegancję z wyjątkowym stylem. Udało się je spełnić kilka lat później, kiedy powołał do życia markę Edward Orlovski.

- Zawsze stawiałem sobie w życiu ambitne cele. Gdy zmarł mój dziadek, postanowiłem działać i nazwałem markę jego imieniem i nazwiskiem - opowiada pan Marcin.

- Choć firma powstała w 2011 roku, korzenie stworzonej przez Pana marki sięgają dużo głębiej.

- Mój dziadek, Edward Orlovski, był dla mnie przykładem. Był bardzo pracowitym człowiekiem. Żył w czasach, kiedy sam musiał zadbać praktycznie o wszystko. Wyszedł z domu z jednym tobołkiem i sam, w okolicach Chełma, wybudował dom. Szył też dla siebie ubrania. Gdy zdecydowałem się zająć projektowaniem pod własną nazwą, bardzo długo się nad nią zastanawiałem. Wiedziałem, że musi to być coś, co będzie brzmieć dumnie, dźwięcznie, chwytliwie i zapadnie w pamięć. Po śmierci dziadka zdecydowałem, że marka będzie nosiła jego imię. Także nasze logo jest dla mnie wyjątkowe. Zaprojektowałem je razem z przyjacielem Pawłem Kasperkiem, który jest artystą znanym w naszym lokalnym środowisku. Ponieważ w nazwie jest „Orlovski”, umieściliśmy w logo orła. Dodaliśmy też wieniec, który symbolizuje zwycięstwo. Myślę, że wszystko dobrze ze sobą współgra.

- Jakie były początki Edwarda Orlovskiego?

- Początkowo chciałem szyć odzież wyłącznie dla mężczyzn. Zależało mi, żeby podejść do tego tradycyjnie, ponieważ w dzisiejszych czasach działa wiele firm, które tworzą hipsterskie ubrania. Chciałem tworzyć koszule, polo, taką sportową elegancję, casual.

- Dlaczego zaczął Pan od kolekcji dla mężczyzn?

- Nie mam się za wielkiego projektanta. Po prostu obserwuję rynek, to, co się na nim dzieje. Wiem, w co sam chciałbym się ubrać i to też w jakiś sposób motywowało mnie do stworzenia odzieży dla panów. Z kobietami jest po prostu trudniej. Mają dużo więcej typów garderoby. Poza tym, po badaniach rynku, które przeprowadziłem, doszedłem do wniosku, że po prostu wolą kupić więcej tańszych rzeczy niż jedną konkretną, z którą będą się utożsamiać. Z mężczyznami jest o wiele łatwiej. Im wystarczy ładna koszula albo polo, by wyglądali dobrze i schludnie. Kiedy pojawiła się pierwsza kolekcja, dostałem sygnały od koleżanek i znajomych, że one też chciałyby nosić moje ubrania. Wprowadziliśmy więc kolekcję i dla nich. Najpierw były to sukienki polo.

- Dziś Edward Orlovski to też dodatki i odzież dziecięca.

- Tak, w ofercie mamy również czapki zimowe i z daszkiem, a także plecaki typu worek. Zdecydowaliśmy się też na wprowadzenie produktów dla najmłodszych. Zainspirowała mnie do tego moja córeczka, która cały czas powtarzała, że chciałaby mieć coś z Orlovskiego. Ona jest moim największym motywatorem. Mimo, że jest jeszcze bardzo młodziutka, czuje to wszystko. Zawsze jest ze mną szczera. Jeśli jej się coś podoba, mówi o tym wprost. Czasami słyszę od niej konstruktywną krytykę. Mówi, co podoba jej się mniej i co by zmieniła. Jest w to wszystko bardzo zaangażowana. Oczywiście podchodzę do jej ocen z dystansem, bo staram się jej tym nie zajmować czasu. Być może kiedyś, jeśli marka dobrze się rozwinie, pójdzie w moje ślady. Chciałbym, żeby przejął ją po mnie ktoś, na kim najbardziej mi zależy.

- Nie mogę nie zapytać o produkcję. Gdzie szyjecie ubrania?

- Część z nich powstaje w Polsce. Staram się współpracować z producentami ze Świdnika. Jeśli nie udaje mi się znaleźć odpowiedniej osoby na miejscu, szukam w województwie, a dopiero na końcu rozglądam się po innych regionach Polski. Dużą uwagę przywiązuję do tego, by wspierać regionalną gospodarkę i pracować z lokalnymi przedsiębiorcami. To dla mnie bardzo ważne. Chcę to też przekazać klientom poprzez swoją markę. Są też produkty, które szyjemy za granicą, ponieważ, poza własną marką, sprzedaję bieliznę znanych, światowych firm. To właśnie im zlecam produkcję niektórych ubrań.

- Współpracuje Pan ze sportowcami.

- To OrlovskiTeam, do którego zaprosiłem zawodników z Lubelszczyzny, reprezentujących różne dyscypliny sportowe. Są wśród nich, m. in. Michał Soczyński, mistrz Polski w boksie, w wadze 91 kg, Marcin Kurek, siatkarz MKS Avia Świdnik oraz Daria Puszka, złota medalistka mistrzostw Polski i Europy w boksie. Chcę promować ich poprzez swoją markę. W przyszłości planuję też stworzyć kolekcję ubrań, które świetnie sprawdzą się podczas treningów.

- Dlaczego sport? Jak przenosi się ta dziedzina na działalność marki?

- Ponieważ trenowałem boks w świdnickiej Avii. Nie osiągnąłem jakichś większych sukcesów. Traktowałem ten sport rekreacyjnie, ale wciąż jestem w to bardzo zaangażowany. Żyję w tym środowisku, mam wielu przyjaciół, którzy trenują i współpracują ze mną, jak na przykład Hubert Szymajda, który jest zawodnikiem MMA. Właśnie dlatego skupiłem się na sporcie i osobach, które go uprawiają. Sportowcy to ludzie, którzy mają świadomość, że w życiu trzeba się czasem poświęcić. Zrezygnować z czegoś, na rzecz innych spraw. Czasami człowiekowi nie chce się wstać na trening, ale wie, że musi to zrobić. Podobnie jest w przypadku prowadzenia i budowania własnej firmy. Zdarzają się niepowodzenia, krytyka wobec jednego z produktów, ale nie można w takim momencie zwątpić, zejść z obranej ścieżki. Konsekwencja w dążeniu do celu jest kluczem do sukcesu. Od lat idę tą drogą, by wybić markę na wyższy poziom.

- Mówi Pan, że ma wewnętrznego „czuja” do ludzi, którymi się otacza.

- To dla mnie ważne, by działać z osobami, które dobrze czują się w moim towarzystwie i odwrotnie. Kieruję się tą zasadą w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Tu nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy. Spędzamy ze sobą wiele godzin, więc musimy się dogadywać. Bardzo ważne są dla mnie wartości rodzinne. Rodzina zawsze wspierała mnie w tym, co robię. Podobnie traktuję moich pracowników. Są mi bardzo bliscy.

- Planuje Pan otworzyć sklep stacjonarny?

- Cały czas się nad tym zastanawiam. To na pewno kolejny, bardzo duży krok. Chciałbym zrobić go w odpowiednim momencie, kiedy będę czuł, że firma jest już gotowa. Nie chcę, żeby zabrzmiało to zbyt wyniośle, ale marzę, żeby stworzyć coś wyjątkowego. Nie zwykłą „sieciówkę”, tylko miejsce, w którym będzie można usiąść, porozmawiać ze sprzedawcą, który doradzi i dobierze dla klienta coś odpowiedniego. Póki co, skupiam się na tym, by wprowadzić produkty Edwarda Orlovskiego do innych sklepów. Jestem już po pierwszych rozmowach z firmą działającą w Tarasach Zamkowych i myślę, że to może się udać. Zapraszam do śledzenia naszego fanpage’a na Facebooku: www.facebook.com/EOrlovski, strony internetowej www.edwardorlovski.com oraz Instagrama, by nie przegapić tej informacji. Publikujemy tam również zdjęcia i spoty, które kręcimy razem z firmą ze Świdnika.

- Jakie ma Pan dalsze plany?

- Niedługo uruchomimy blog, na którym będziemy pisać o tym, jak łączyć nasze ubrania z innymi markami, co założyć na uroczystości i na co dzień. Będziemy starali się pisać więcej o firmie, o tym, jak powstała, jak wyglądają prace nad projektami. Chciałbym w ten sposób nawiązać bliższą relację z klientami, zachęcić ich, by czekali na nasze produkty, zaangażowali się. Lada chwila wprowadzimy nową odzież. Będziemy mieć sesję zdjęciową nowych koszulek polo, wyjdzie kolekcja t-shirtów. Pytała Pani, co jest moim największym marzeniem. Tym zawodowym jest to, by za 10, 15 lat ubrać reprezentację olimpijską. Mam już w głowie plan, ale tak naprawdę cieszę się małymi sukcesami. To, że widzę kogoś ubranego w moją koszulkę, daje mi ogromną radość.

Agata Flisiak

piątek, 31 sierpień 2018 14:33

Ogłoszenie

Burmistrz Miasta Świdnik informuje organizacje pozarządowe oraz podmioty wymienione w art. 3 ust. 3 ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie o rozpoczęciu konsultacji programu współpracy gminy z organizacjami pozarządowymi na rok 2019.

piątek, 31 sierpień 2018 10:41

Psie nieszczęście w pudełku

Poniedziałek 27 sierpnia, os. Brzeziny, śmietnik przy ul. Akacjowej 4. Z tekturowego pudełka, szczelnie oklejonego taśmą, dobiega cichy pisk. Okazuje się, że znajdują się w nim 3 małe suczki. Kto je tam porzucił, skazując na cierpienie, a być może i śmierć?

- Niestety, nie mamy żadnych informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu właściciela zwierząt - mówi Monika Wójcik z wydziału mienia komunalnego UM. - Gdyby ktoś wiedział coś na ten temat, prosimy o kontakt pod numerem telefonu 81 751 76 24. Psiaki przewieziono do gabinetu weterynaryjnego Pchełka, gdzie zostały zbadane, odpchlone i odrobaczone. Obecnie dwa z nich przebywają w schronisku „Pieski Świat” w miejscowości Bazar. Jeden znalazł już nowy dom. Zachęcamy do ich adopcji.

Zainteresowani przygarnięciem którejś z suczek, mogą dzwonić pod numer telefonu 697 619 155 lub kontaktować się przez profil placówki na Facebooku.

Przypominamy również, że trwa miejska akcja bezpłatnej sterylizacji i kastracji psów oraz kotów. Aby skorzystać z zabiegu, wystarczy być mieszkańcem Świdnika i przedstawić dokument potwierdzający fakt posiadania zwierzęcia, na przykład jego książeczkę zdrowia, umowę adopcyjną czy kupna. Z dokumentami trzeba zgłosić się do pok. nr 112, w Urzędzie Miasta.

aw

piątek, 31 sierpień 2018 08:26

Uczcimy pamięć ofiar

1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę, rozpoczynając tym samym najkrwawszy konflikt w dziejach ludzkości. W wyniku działań wojennych zginęło kilkadziesiąt milionów ludzi. Jutro cały kraj przypomni o wydarzeniach sprzed lat i uczci pamięć poległych.

W Świdniku również odbędą się obchody 79. rocznicy wybuchu II wojny światowej. O godz. 18.00 rozpocznie je msza św., odprawiona w kościele pw. NMP Matki Kościoła. Następnie wierni przejdą pod pomnik ks. Jana Hryniewicza, gdzie w hołdzie ofiarom II wojny światowej złożoną kwiaty oraz wysłuchają okolicznościowych wierszy w interpretacji Marii Winiarskiej.

piątek, 07 wrzesień 2018 09:55

Na co wydamy milion?

Ruszyła 4. Edycja Świdnickiego Budżetu Obywatelskiego. Jakie pomysły świdniczan będą cieszyły się największą popularnością? Tego dowiemy się 15 października.

Trwają ostatnie prace związane z realizacją tegorocznego budżetu obywatelskiego. Jednocześnie realizowana jest część projektów „miękkich”, m.in: „ Mały Świat”, „Na dobry początek III” czy „Dajmy im szansę”.

- Cieszy nas duża liczba inicjatyw mieszkańców, jak i frekwencja przy wyborze projektów do realizacji - mówi burmistrz Waldemar Jakson.

 Dotychczas procedura zbierania pomysłów rozpoczynała się jeszcze przed wakacjami. Przez kolejne tygodnie trwało sprawdzanie złożonych wniosków. We wrześniu była już znana lista tych zakwalifikowanych do głosowania. W tym roku składanie projektów rozpoczęło się później.

- Zmiana terminu nie jest od nas zależna. Musieliśmy dostosować się do nowej ustawy, dotyczącej konsultacji społecznych i podjętej, na jej podstawie, uchwały rady miasta - mówi Bartłomiej Pejo, koordynator BO.

Mimo to, urzędnicy chcą wzorem lat ubiegłych, przeprowadzić głosowanie na przełomie września i października. W tym tygodniu zebrał się zespół ds. budżetu obywatelskiego, który na podstawie spostrzeżeń świdniczan, zdecydował o modyfikacji zasad na kolejny rok.

Więcej na inwestycje

Zmienią się limity wydatków na projekty „miękkie” i inwestycyjne. W pierwszym przypadku podniesiono limit z 50 tys. zł na 70 tys. zł. W przypadku prac budowlano-remontowych, z 150 tys. zł na 200 tys. zł. Zadania będą mogły być realizowane na terenie gminy, ale z wyłączeniem jednostek budżetowych gminy i instytucji kultury.

Wnioski do 12 września

Pomysłodawcy mają dwa tygodnie na złożenie odpowiednich dokumentów. Projekty należy składać od dziś do 12 września, za pomocą PLATFORMY INTERNETOWEJ (www.swidnik.budzet-obywatelski.org)  oraz w formie papierowej, w biurze obsługi Urzędu Miasta.

- Po weryfikacji wniosków, na te zaakceptowane formalnie i merytorycznie, świdniczanie będą mogli głosować od 28 września do 8 października - dodaje B. Pejo.

Lista wygranych projektów zostanie opublikowana do 15 października.


Przypomnijmy, że świdnicki Budżet Obywatelski został wprowadzony trzy lata temu. Na wykonanie zgłoszonych do niego projektów jest co roku 1 mln zł. Podział pieniędzy zależy wyłącznie od ilości głosów oddanych na konkretne propozycje przez mieszkańców. Dotąd dużym powodzeniem cieszyły się projekty budowy placów zabaw i stref rekreacyjnych dla najmłodszych. W minionej edycji BO wybrano też projekt organizacji Nocy Kultury, Letnich Potańcówek czy Escape Room’u opartego na historii Świdnika.

wtorek, 28 sierpień 2018 15:23

Motocyklem na Kahlenberg

Trzeci raz motocykliści wyruszą do Austrii, aby uczcić 335. rocznicę odsieczy wiedeńskiej. Chętni mogą jeszcze dołączyć do wyprawy.

- Chcemy uczcić wielkie i znaczące dla dziejów Europy zwycięstwo Polaków - mówi Bartłomiej Pejo, prezes Stowarzyszenia Świdnicki Klub Motocyklowy Usarz.

Wyprawa, jak co roku, wyruszy spod pałacu w Krzesimowie. Szlak poprowadzi do Tarnowskich Gór i następnie do Czech, gdzie nieopodal granicy austriackiej, w miejscowości Pasohlavky, planowany jest drugi nocleg. Pobyt w Wiedniu, 12 września, motocykliści rozpoczną od dziękczynnej mszy świętej za Ojczyznę, odprawionej w polskim kościele św. Józefa na Kahlenbergu. W planach jest również przejazd przez stolicę Austrii, oczywiście ze skrzydłami, w biało-czerwonych barwach i symboliczna kawa u Turka, kawiarni znajdującej się nieopodal kościoła.

- To nie jest łatwa podróż, ale jesteśmy dobrze przygotowani. Do pokonania mamy około 2500 km. Będzie towarzyszył nam samochód serwisowy z ekipą mechaników, więc powinno się odbyć bez niespodzianek - dodaje B. Pejo.

Rajd wyruszy 8 września. Informacje i zapisy: rajd@usarz.pl lub pod nr. tel. 608 364 305.

wtorek, 28 sierpień 2018 11:41

Drugie podejście

Za pierwszym razem przetargu na remont ul. Gospodarczej nie udało się rozstrzygnąć. Do kolejnego zgłosił się jeden wykonawca. Jego oferta przekracza zabezpieczoną kwotę na budowę ulicy, ale różnica jest mniejsza niż w pierwszym postępowaniu. Władze miejskie chcą więc dołożyć brakującą kwotę i przetarg rozstrzygnąć.

Na początku wakacji okazało się, że do planu tegorocznych remontów trafią również ulice Gospodarcza i Fiołkowa. O obie od dawna dopytują się ich mieszkańcy. Problemem były dotąd pieniądze. Docelowa budowa tylko pierwszej z ulic została wyceniona na 12 mln zł. Urzędnicy znaleźli jednak inne rozwiązanie. Przetarg zakładał zastosowanie na obu drogach eksperymentalnej w Świdniku, nawierzchni z betonu wałowanego. Metoda jest nowa w naszym kraju, choć korzysta się z niej od dawna choćby przy budowie dróg w USA. Jeśli eksperyment się powiedzie, może zostać rozszerzony o kolejne ulice.

- Chcemy w pierwszej kolejności w ten sposób zrobić drogi gruntowe, ale strategiczne czyli zbierające ruch z innych dróg. Jest to metoda pośrednia, między bieżącym utrzymaniem ulic, a docelowym wykonaniem drogi z pełną infrastrukturą - tłumaczył Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika.

Na wykonanie z takiej nawierzchni ul. Gospodarczej i Fiołkowej zarezerwowano milion złotych. W pierwszym przetargu nie udało się jednak znaleźć wykonawcy. Wpłynęła wówczas jedyna oferta, ale sporo wyższa niż zakładali urzędnicy z ratusza. Różnica dotyczyła głównie ul. Gospodarczej. Na jej remont zarezerwowano 750 tys. zł, natomiast proponowana cena przekraczała 1 mln zł. Zapadła więc decyzja o unieważnieniu postępowania i ogłoszeniu nowego.

Kilka dni temu zakończyło się zbieranie ofert. Podobnie jak do pierwszego przetargu, zgłosił się jeden chętny i to ta sama firma, która już wcześniej chciała wykonać obie ulice, czyli CEMEX z Warszawy. Tym razem jednak jej oferta była niższą. W przypadku ul. Fiołkowej opiewała na blisko 250 tys. zł, czyli mieściła się w zarezerwowanych środkach. Problem ponownie pojawił się przy ul. Gospodarczej. Zaproponowana kwota o blisko 100 tys. zł przekraczała zapisany w budżecie limit wydatków. Władze miejskie postanowiły jednak przetarg rozstrzygnąć.

- Na najbliższej sesji rady miasta będziemy wnioskować o dołożenie środków do tej inwestycji - informuje Karol Łukasik z Urzędu Miasta. - Zdajemy sobie sprawę, że jej wykonanie jest bardzo ważne dla mieszkańców i nie chcemy z tym zadaniem już dłużej zwlekać.

Remont ul. Gospodarczej zostanie przeprowadzony na całej jej długości, czyli na odcinku 1,7 kilometra. Wykonawca zajmie się także położeniem nawierzchni na 450 metrowym fragmencie ul. Fiołkowej. Urzędnicy tłumaczą, że będzie to metoda pośrednia, bo zakłada tylko wykonanie nawierzchni po istniejącym śladzie drogi. W planach nie ma za to budowy dodatkowej infrastruktury, czyli chodników czy oświetlenia. Natomiast utwardzenie betonem nawierzchni ma załatwić dwa podstawowe problemy zgłaszane przez mieszkańców, czyli błoto w deszczowych porach roku i kurz w lecie.

poniedziałek, 27 sierpień 2018 11:42

Cały sport w jednej ręce

Za 19 miesięcy minie umowny termin zakończenia budowy kompleksu basenowo-rekreacyjnego przy ul. Fabrycznej. To jeszcze niby mnóstwo czasu, ale wypada zadać sobie pytanie, kto i dlaczego ma nimi zarządzać. Na razie wszystkie obiekty sportowe należące do miasta bierze pod opiekę MKS „Avia”. Okazuje się, że spółka, której podstawowym zadaniem miało być uzdrowienie zasad działania świdnickiego sportu, zupełnie nieźle radzi sobie również w roli zarządcy.

- Zaczęło się od stadionu miejskiego. Obecnie trwa procedura przekazywania w administrację „Avii” kortów tenisowych. Jest pomysł, żeby podobnie stało się w przypadku kompleksu basenowego. Oczywiście można wyobrazić sobie alternatywne rozwiązania, na przykład przekazanie zarządu w ręce innej spółki komunalnej, bądź powołanie zupełnie nowego podmiotu, czegoś na kształt lubelskiego MOSiR…tylko po co? - pyta Łukasz Reszka, prezes Miejskiego Klubu Sportowego „Avia”.

MKS powstał jako klub, który trochę przy okazji, zaczął opiekować się miejskimi obiektami sportowymi. Okazuje się, że to „przy okazji” sprawdziło się w życiu. W opinii prezesa, między innymi dlatego, że podmiot zarządzający jest jednocześnie głównym użytkownikiem obiektów.

- Przypominam sobie szeroko opisywaną przez lubelskie media, kuriozalną sytuację, kiedy piłkarze Motoru Lublin mieli gaszone światło i musieli zakończyć trening na Lublin Arena, ponieważ zakończył się czas wynajmu przez klub płyty boiska należącego do MOSiR. U nas taka sytuacja wydarzyć się nie może. Zarządzanie obiektami sportowymi przez dużą spółkę jest wygodne ze względów logistycznych. Jeśli mamy do czynienia z zimowym czy letnim, martwym sezonem na stadionie, część obsługi możemy przerzucić na baseny, które akurat przeżywają oblężenie. Kolejny pozytyw wynika z reguły, że o swoje się dba. Piłkarze „Avii” przychodzą na treningi do siebie i to widać. Myślę, że podobnie będzie na kortach i w kompleksie basenowym przy Fabrycznej, a potem w nowej hali z boiskiem do siatkówki - przekonuje Łukasz Reszka.

Zbieranie do kupy

Siatkarze, podobnie jak sekcja piłki nożnej, znaleźli się w strukturach MKS od początku istnienia klubu. Później dołączyli do nich bokserzy. Historycznie, pływacy również stanowili sekcję Fabrycznego Klubu Sportowego. Procesy zachodzące w świdnickim sporcie można by nazwać zbieraniem do kupy dawnej Avii, ale prezes MKS uważa, że nic na siłę.

- Naturalnie jesteśmy zainteresowani współpracą z Klubem Pływackim „Avia”, który jest kontynuacją sekcji FKS i działa obecnie w regule stowarzyszenia sportowego. Pływacy na razie nie dają żadnych sygnałów świadczących o chęci wstąpienia do MKS, więc w istniejącym stanie rzeczy możemy jedynie myśleć o użyczaniu im obiektów. Nawet korzystając z basenu przy SP nr5, potrafią przygotować się do zawodów w stopniu umożliwiającym odnoszenie sukcesów. Dostęp do obiektów miejskich sprawi, że tych sukcesów będzie jeszcze więcej.

W perspektywie kolejnych lat wyniknie wdzięczny problem zagospodarowania nowej hali sportowo-widowiskowej. Również w tej sprawie toczą się już dyskusje i rodzą koncepcje.

- Z punktu widzenia MKS „Avia”, kluczowym jest zapewnienie odpowiednich warunków do treningów i występów ligowych siatkarzy oraz bokserów. Do tej pory, siatkarze korzystają z gościnności SP nr 7. Pięściarze, z racji skromnej infrastruktury, walczą na razie o zachowanie status quo w SP nr 5. Rozwój sekcji będzie mógł nastąpić, kiedy powstanie hala. Wtedy na stałe rozstawimy ring, skończy się prowizorka, a bokserzy, nie tylko przy okazji uczestnictwa w turnieju, dostaną szansę wyczucia dystansu do lin. Pod względem sportowym, jak sobie przypomnimy, dawna hala spełniała podobną rolę. Ale nowa będzie miała dużo więcej zadań do wykonania, pełniąc jednocześnie funkcję miejskiej sali widowiskowej - mówi Łukasz Reszka.

Kiedy nie wiadomo o co chodzi

MKS „Avia” jest jedyną spółką komunalną, która zanotowała w minionym roku rozliczeniowym ujemny wynik finansowy. Powstaje jednak pytanie czy działalność w tej sferze ma szansę przynosić zyski?

- Tak, kiedy piłkarze wejdą do Ekstraklasy i zaczną ich pokazywać w telewizji - śmieje się Łukasz Reszka. - A poważniej, na naszym poziomie rozgrywek jest zaledwie kilka klubów, które zachowują płynność finansową. Nie mamy żadnych zobowiązań wobec kontrahentów i zawodników. Jesteśmy bodajże jedynym klubem, który opłaca w terminie wszystkie podatki i ZUS. Ujemny bilans wynika z faktu, że dokapitalizowanie z budżetu gminy nie jest kwalifikowane w kategoriach zysku. Wprawdzie uzyskujemy ponad 200 tys. zł od sponsorów, a suma przychodów po pierwszym roku zamknęła się kwotą 835 tys. zł, ale nie mamy szansy pokryć tą kwotą wszystkich kosztów. Przypomnę, że do 2021 roku nie możemy czerpać żadnych zysków z użytkowania stadionu. Spowodowane jest to faktem, że miasto uzyskało na jego budowę dofinansowanie ze środków unijnych. Nie możemy na stadionie, ani nawet jego ogrodzeniu, wieszać reklam, plakatów, banerów. Zabroniona jest sprzedaż kiełbasek, kawy, herbaty, napojów, biletów. Każdy mecz, z punktu widzenia księgowego, to czysta strata. Jednak nie wolno nam biadolić. Bez pieniędzy z dofinansowania, stadionu w obecnym kształcie w ogóle byśmy nie mieli.

Pierwszą szansę na zarobek dają korty. Jeśli w przyszłości dołączą do nich baseny i hala sportowo-widowiskowa, powstanie wreszcie możliwość zniwelowania straty wynoszącej w minionym roku budżetowym 1,9 mln zł.

Jan Mazur

piątek, 24 sierpień 2018 09:01

Motocykle ruszą w miasto

Jednym z najbardziej widowiskowych punktów weekendowego programu będzie parada jednośladów ulicami Świdnika. Ruszy w nią około tysiąca maszyn. Przejazd oficjalnie otworzy XI Zlot Motocykli WSK i Innych.

Parada rozpocznie się w sobotę o godzinie 14.00. Weźmie w niej udział około tysiąca uczestników zlotu. W trakcie ich przejazdu może dojść do czasowych utrudnień w ruchu na terenie Świdnika i miejscowości, przez które będzie przebiegać trasa.

- Na czas przejazdu nie przewidujemy zamknięcia ulic na terenie miasta – mówi Adam Żurek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Świdniku. – Oczywiście mogą zdarzyć się utrudnienia w ruchu. Z góry za nie przepraszamy i mamy nadzieję, że będą niewielkie.

Motocykliści wyjadą z trawiastego lotniska (ul. Sportowa) w ul. Gen. Góry, następnie pojadą al. Lotników Polskich, ul. Niepodległości i skręcą w ul. Wyspiańskiego. Dojadą pod Urząd Miasta (ul. Wyspiańskiego 27), gdzie odbędzie się oficjalne otwarcie zlotu. Zaplanowano je na godzinę 14.30.

W tym miejscu parada się nie zakończy, motocykliści pojadą dalej ul. Spółdzielczą, fragmentem ul. S. Wyszyńskiego i wrócą na ul. Niepodległości. Dalsza trasa będzie przebiegała przez ul. Kosynierów, Krępiecką (wyjazd ze Świdnika do Krępca), następnie Kwiatową (Krępiec), Lubelską (Jacków), Jana III Sobieskiego (Świdnik, w pobliżu lotniska pasażerskiego), ul. Żwirki i Wigury (Świdnik) i powrót na teren trawiastego lotniska przy ul. Sportowej. Zakończenie parady zostało przewidziane na godzinę 16.30.

 

Strona 3 z 311