• Schronisko w Krzesimowie
  • Repertuar
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • SH
  • rodzinka
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Zdrowy Świdnik
  • Idzie sobie Grześ...
sobota, 25 listopad 2017 10:46

Wyczarować królewnę

Dorota Chodacznik nigdy nie sądziła, że będzie prowadziła własną firmę. Zdecydowała się na to 13 lat temu. Pełna pasji i doświadczenia w branży otworzyła „Dorkę”, jeden z pierwszych sklepów kosmetycznych w Świdniku. W rozmowie z nami opowiada o swoich początkach, ulubionych kosmetykach i klientkach.

- Ten lokal ma swoją historię. Może Pani ją przypomnieć?

- Codziennie mijałyśmy z mamą ten budynek w drodze do Przedszkola nr 1, które dziś już nie istnieje. W latach siedemdziesiątych znajdował się tutaj zakład fryzjerski państwa Surmów. To był chyba jeden z pierwszych salonów. Z jednej strony było wejście do części męskiej, z drugiej do damskiej. Pamiętam pękniętą szybę, parę na oknie i wielki aloes stojący na parapecie. Raz mama przyprowadziła mnie tu na strzyżenie. Nie sądziłam, że kiedyś będę tu prowadziła sklep.

- Jak wyglądały Pani początki?

- Zanim otworzyłam działalność, pracowałam u pana Badurowicza. Zrezygnowałam w 2000 roku, kiedy postanowiłam wyjechać do męża, do Anglii. Gdy wróciłam do Polski, stwierdziłam, że skoro znam się na branży kosmetycznej, spróbuję w niej swoich sił. Miałam ukończone różne kursy, a poza tym lubiłam doradzać klientkom. W 2004 roku otworzyłam „Dorkę”. Początkowo sklep mieścił się tam, gdzie dziś znajduje się apteka obok sklepu „Sułtan”. Właściciel dostał jednak lepszą ofertę i po roku musiałam zmienić miejsce. Traf chciał, że lokal po zakładzie fryzjerskim stał pusty, więc przeniosłam się tutaj.

- Co spodobało się Pani w tej branży?

- Przez kilka lat pracowałam w kwiaciarni u państwa Zaleskich. Tam nauczyłam się, że jeden kwiatek wydaje się delikatny i smutny, jednak gdy przyozdobi się go dodatkami, można wyczarować piękny bukiet. Tak samo jest z kobietami. Nawet ze skromnej dziewczyny, która na co dzień jest Kopciuszkiem, można zrobić królewnę. Klientki przychodzą na zakupy, po porady, ale też po to, żebym je pomalowała, co robię z wielką radością.

- Wiele z nich przychodzi tu od lat.

- Lubią porozmawiać, poradzić się. Niektóre z nich mówią, że drogerie samoobsługowe są dla młodych dziewcząt, które znają się na kosmetykach i wiedzą, co chcą kupić. Natomiast osoby, które nie umieją się dobrze malować, nie wiedzą do końca, jak łączyć kosmetyki czy jakie wybrać kolory, przychodzą tutaj i szukają porady. Czy to jeśli chodzi o manicure, makijaż oczu czy też farbowanie włosów. Cieszy mnie, że ufają mi i wracają. Mam klientkę, która traktuje mnie jak córkę. Często wpada na pogaduchy, częstuje różnymi łakociami. Bardzo się lubimy. Wszystkie panie są sympatyczne i kochane, chociaż wiadomo, czasem zdarzy się też osoba z charakterkiem.

- W co zainwestowała Pani na początku działalności?

- Przede wszystkim, w kosmetyki do makijażu, farby, kremy i lakiery. Można powiedzieć, że każda kobieta znalazła tu coś dla siebie. Jeśli chodzi o makijaż, sprzedawałam wybrane produkty marki Rimmel, Loreal i Astor, które wtedy dominowały na rynku. Pamiętam, że w przypadku Astora musiałam przejść rozmowę kwalifikacyjną, by udowodnić, że nadaję się na ich sprzedawcę. Firma bardzo dbała o swój wizerunek.

- Z biegiem lat pojawiły się nowe produkty.

- Jest ich bardzo dużo. Zarówno tych znanych, jak i mniej popularnych. Klientki chętnie sięgają po zapachy J.Fenzi. To polska firma z Niepołomic koło Krakowa, która pracuje na bardzo dobrych francuskich komponentach. Golden Rose, Pierre Rene, Joanna - to niedrogie marki, ale naprawdę trwałe. Jeśli zaś chodzi o te z wyższej półki, to na przykład Revlon i Pupa.

- Czym kieruje się Pani w doborze asortymentu?

- Zwracam uwagę na to, o co pytają klientki. Nie widzę sensu, by przywozić produkt, który fajnie wygląda na półce, ale nikt nie jest nim zainteresowany. Zamawiam konkretne kosmetyki, ale też ich pochodne, żeby panie, które u mnie kupują, miały większy wybór.

- O jakie kosmetyki najczęściej pytają?

- O pomadki, które długo utrzymują się na ustach i lakiery hybrydowe. Teraz każda z pań może wykonać sobie manicure i pedicure w domu. Wystarczy kupić lampę. W sklepach dostępna jest duża gama kolorów lakierów, pyłki i ozdoby. To wygodny sposób na malowanie paznokci, zwłaszcza w wakacje, kiedy wyjeżdżamy nad morze, gdzie spacerujemy po piasku i tradycyjny lakier szybko by się starł. Pamiętajmy jednak, że hybrydy mocno ingerują w naturalną płytkę paznokcia, dlatego stosujmy je rozsądnie i z umiarem.

- „Na czasie” są kosmetyki naturalne. Czy takie także dostaniemy w Pani sklepie?

- W ogóle jest moda na zdrowe odżywianie, zioła i naturalne kosmetyki. Moje klientki także ich poszukują. W asortymencie „Dorki” są produkty Babci Agafii oraz Białego Jelenia. Podstawą tych pierwszych są zioła, natomiast Biały Jeleń jest linią hipoalergiczną na bazie cennych składników, nie zawiera alergenów i sztucznych barwników. Obie marki mają też bardzo ładny zapach.

- A w co powinniśmy zaopatrzyć się zimą?

- Jeśli chodzi o pielęgnację, wybierzmy kosmetyki odżywcze i ochronne, żeby zabezpieczyć skórę przed czynnikami atmosferycznymi. Wiatr, mróz, deszcz… to wszystko niekorzystnie wpływa na nasze ręce i twarz. Natomiast w pomieszczeniach zamkniętych, gdzie są włączone grzejniki, używajmy kosmetyków nawilżających, aby utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia.

- Za co lubi Pani swoją pracę?

- Sprawia mi ogromną przyjemność. Lubię ją za to, że klientki są zadowolone, uśmiechnięte, wdzięczne za doradztwo i że chętnie tu wracają. Człowiek od razu czuje się szczęśliwy, że tu pracuje.

Agata Flisiak

sobota, 25 listopad 2017 11:22

Powstają strefy zmysłów

W Przedszkolu nr 4 praca wre. W ogrodzie powstaje sensoryczny park wyobraźni. Zamontowano już część urządzeń, kolejne powinny pojawić się tam do 10 grudnia. Inwestycja realizowana jest w ramach II edycji Budżetu Obywatelskiego.

- Park będzie uzupełnieniem tradycyjnego przedszkolnego ogrodu. Dostosowany do potrzeb małych dzieci, ma stymulować ich rozwój fizyczny i intelektualny, budować wrażliwość i ciekawość świata. Dzięki zaangażowaniu wszystkich zmysłów, pobudzi kreatywność i samodzielność maluchów - wyjaśnia Beata Kowalczyk, dyrektor P nr 4.

Wydzieloną część ogrodu podzielono na strefy zmysłów: słuchu, dotyku, wzroku, smaku, węchu i koordynacji ruchowej. Znajdą się w nich takie urządzenia, jak: fontanna, tuba dźwiękowa, stół wodny, panele dotykowe, piramida luster, spirale świetlne, huśtawka, piramida linowa. Pojawią się również ogródki: ziołowy, warzywny i owocowy, a w nich, między innymi, lawenda, mięta, tymianek, pomidory, marchewka, krzewy malin i porzeczek.

- Taka przestrzeń, doskonała do nauki i doświadczania, ale także do wypoczynku, zabawy oraz terapii, zawsze była naszym marzeniem. Cieszymy się, że udało się ją stworzyć. Z parku skorzystają nie tylko nasi podopieczni. Będzie otwarty również dla pozostałych dzieci, w godzinach pracy placówki, czyli od poniedziałku do piątku, od 6.00 do 17.00 - dodaje B. Kowalczyk.

Oficjalne otwarcie sensorycznego parku wyobraźni zaplanowano na kwiecień. Koszt jego budowy wyniósł ponad 137 tys. zł, z czego 100 tys. zł stanowiła kwota zagwarantowana w BO, zaś pozostałą część dołożyło miasto. Wykonawcą jest lubelska firma „Kipstal”.

aw

piątek, 24 listopad 2017 12:00

Urodziny Spółdzielni

Powstała 60 lat temu. W tej chwili w jej blokach mieszka połowa mieszkańców Świdnika. Już w sobotę 25 listopada Spółdzielnia Mieszkaniowa będzie świętować swój jubileusz.

Pomysł powołania do życia spółdzielni narodził się jesienią 1957 roku. Świdnik od kilku lat istniał na mapie i razem z Wytwórnią Sprzętu Komunikacyjnego, bardzo szybko się rozwijał. Formalnie Spółdzielnia Mieszkaniowa rozpoczęła działalność 31 grudnia 1957 roku. To z kolei oznacza, że w tym roku obchodzi 60-lecie istnienia. Uroczystości jubileuszowe zostały zaplanowane na sobotę 25 listopada. Odbędą się w Miejskim Ośrodku Kultury.

- Rozpoczynamy o 12.00. Zapraszamy wszystkich mieszkańców spółdzielczych bloków - mówi Marek Słotwiński, prezes SM.

W programie uroczystości znalazła się, m.in. część oficjalna z wręczeniem odznaczeń i dyplomów dla osób zasłużonych dla działalności spółdzielni. Na scenie zaprezentują się również zespoły działające w Spółdzielczym Domu Kultury i artyści lubelskich scen. Na koniec wszystkich gości jubileuszu czeka słodki poczęstunek w postaci urodzinowego tortu.

piątek, 24 listopad 2017 10:48

Rejkowizna za drugim razem

Urzędnicy wybrali wykonawcę projektu przebudowy skrzyżowania al. Lotników Polskich, ul. Klonowej i ul. Rejkowizna. Oferta przekroczyła kwotę pierwotnie zarezerwowaną na ten cel, ale była niższa niż złożona w pierwszym postępowaniu.

Tegoroczne przetargi przysparzają urzędnikom, nie tylko w Świdniku, sporo problemów. Najczęściej powodem powtarzania postępowania są zbyt duże ceny proponowane przez zainteresowanych wykonawców. Sytuacja wygląda identycznie w przypadku projektu przebudowy skrzyżowania ul. Klonowej, Rejkowizna i al. Lotników Polskich. Do pierwszego przetargu zgłosił się tylko jeden wykonawca. Wykonanie dokumentacji wycenił na ponad 170 tys. zł. Z kolei w budżecie na ten cel zostało zarezerwowane 70 tys. zł. Zapadła więc decyzja o unieważnieniu postępowania. Niemal natychmiast zostało ogłoszone kolejne.

- Nie dokonaliśmy zmian w dokumentacji przetargowej. Liczymy jednak, że pojawią się wykonawcy, którzy zaproponują niższą cenę - mówi Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika.

Do drugiego przetargu zgłosił się jeden przedsiębiorca. Zaproponował, że wykona dokumentację za nieco ponad 140 tys. zł. Mimo, że i ta oferta jest wyższa niż zarezerwowana kwota w miejskim budżecie, przedstawiciele ratusza zdecydowali się na jej wybór.

Przebudowa skrzyżowania ma zostać wykonana w przyszłym roku. Ułatwi życie kierowcom, a zwłaszcza tym, którzy próbują skręcić w lewo z ul. Klonowej w al. Lotników Polskich. Problemy z takim samym manewrem mają osoby wyjeżdżające z ul. Rejkowizna. Najprawdopodobniej rozwiązaniem komunikacyjnych utrudnień będzie budowa na skrzyżowaniu świateł.

czwartek, 23 listopad 2017 12:26

Cztery kółka, trzy promile

Pijany 30-latek z Lublina uderzył samochodem w dwa auta, stojące na parkingu przy ul. Cisowej. Dalszą jazdę uniemożliwił mu czujny świadek zdarzenia.

Wczoraj, około godziny 20.00, na policję zadzwonił mężczyzna, który widział całą sytuację. Kiedy podszedł do citroena, który chwilę wcześniej uszkodził zaparkowane pojazdy, poczuł od kierowcy woń alkoholu. Zdecydował się zabrać mu kluczyki. Na miejsce zdarzenia skierowano patrol, który potwierdził przypuszczenia zgłaszającego.

- U mieszkańca Lublina badanie alkomatem wykazało blisko 3 promile alkoholu. 30-latek utrzymywał, że nie kierował pojazdem a jedynie siedział w nim - mówi Elwira Domaradzka z KPP w Świdniku.

Policjanci nie dali wiary jego wyjaśnieniom. Mężczyźnie zatrzymano prawo jazdy. Teraz odpowie za jazdę w stanie nietrzeźwości oraz spowodowanie kolizji drogowej.

poniedziałek, 13 listopad 2017 08:46

Szukają właściciela

W Komendzie Powiatowej Policji w Świdniku jest do odebrania telefon komórkowy marki Samsung. Został znaleziony przez jednego z mieszkańców naszego miasta, na ul. Wyszyńskiego.

Właściciel aparatu lub osoby, które mogą wiedzieć do kogo należy proszone są o kontakt z oficerem prasowym świdnickiej policji, tel. 81 749 42 15 lub 607 618 319.

poniedziałek, 13 listopad 2017 08:37

Porażka w derbach (foto)

Avia przegrała z Motorem Lublin, będąc zespołem wyraźnie słabszym od lidera III ligi, grupy 4. Wszystkie gole kibice oglądali w pierwszej połowie.

Lublinianie „załatwili” sprawę w pierwszych 20 min. rywalizacji. W tak krótkim czasie strzelili gospodarzom trzy gole. Zaczął Patryk Słotwiński, który idealnie przymierzył z rzutu wolnego. Później, dwukrotnie, Adriana Wójcickiego pokonał Konrad Nowak. W 39 min. sytuacja żółto – niebieskich była jeszcze gorsza. Czwartą bramkę dla motorowców zdobył bowiem Julien Tadrowski. Po zmianie stron tempo meczu wyraźnie spadło, przez co niewiele ciekawego działo się pod obiema bramkami. Jeden i drugi zespół stworzył sobie po jednej, klarownej sytuacji, ale wynik derbów już się nie zmienił.

Avia Świdnik – Motor Lublin 0:4 (0:4)

Słotwiński (13’), Nowak (17’, 20’), Tadrowski (39’)

Avia: Wójcicki, Jarzynka, Mazurek, Barański, Kołodziej, Wrzesiński (Wołos 46’), Czułowski (Białek 26’), Orzędowski, Nowak (Szymala 46’), Mroczek (Maluga 86’), Olszak

Widzów: 1520

niedziela, 12 listopad 2017 08:37

Wymiana dobrych praktyk

Nauczyciele ze Szkoły Podstawowej nr 5, wspólnie z przedstawicielami Uniwersytetu Kraju Basków i włoskiej organizacji Pixel, a także z hiszpańskimi, portugalskimi i rumuńskimi pedagogami, wcielają w życie metody kształcenia opartego na projektach (Problem Based Learning) oraz rozwijania inteligencji wielorakich. Działania podejmowane są w ramach projektu Erasmus+ KA2 Partnerstwa strategiczne wspierające wymianę dobrych praktyk, zatytułowanego „Learning for Life by PBL Projects”.

- Podczas konferencji, która odbyła się w lipcu w hiszpańskim San Sebastian, zaprezentowane zostały pierwsze zestawy interdyscyplinarnych projektów. Wykorzystują one, na przykład, inteligencję muzyczną, kinestetyczną i wizualno-przestrzenną do nauczania matematyki - wyjaśnia Marcin Paśnikowski, nauczyciel języka angielskiego w „Piątce” (na zdjęciu czwarty z prawej).

Do tej pory powstało 8 zestawów, przeznaczonych do pracy z uczniami w wieku 12-16 lat. Każdy z nich realizuje elementy podstawy programowej z matematyki i przedmiotów przyrodniczych, rozwija umiejętność czytania ze zrozumieniem oraz umiejętności miękkie, między innymi asertywność, zdolność komunikacji werbalnej i niewerbalnej czy empatię. Zawiera również wskazówki dla nauczycieli, a także przykładowe sposoby ewaluacji dokonań uczniów. W sumie ma powstać 12 zestawów. Wszystkie będą dostępne w języku angielskim, polskim oraz ojczystym każdej instytucji partnerskiej.

- Zachęcamy świdnickie szkoły podstawowe do przystąpienia do projektu i testowania naszych zestawów. Z pewnością będą one ciekawą formą zdobywania wiedzy przez uczniów z różnymi predyspozycjami i umiejętnościami. Pomogą także nauczycielom matematyki, przedmiotów przyrodniczych i języków obcych w realizacji podstawy programowej, w innowacyjnej formie. Zainteresowanych prosimy o kontakt telefoniczny: 81 468 89 65 lub mailowy: g3erasmus@tlen.pl - dodaje M. Paśnikowski.

ow

niedziela, 12 listopad 2017 08:43

Z pasji do włosów

Trzy kobiety, trzy różne historie i jeden wspólny cel - stworzyć miejsce, w którym każdy będzie mógł podarować sobie odrobinę luksusu. Kilka miesięcy temu Aneta Szymańska-Kędziora postanowiła otworzyć studio fryzjerskie Dom Urody. Do przedsięwzięcia zaprosiła Justynę Superson oraz Ewelinę Rejmak. Dziś opowiadają o swoich początkach, współpracy oraz o tym, co wyróżnia ich salon.

To była szybka decyzja

Dom Urody otwarto cztery miesiące temu, chociaż jego początków należałoby się doszukiwać o wiele wcześniej. Pani Aneta od lat korzystała z usług fryzjerskich pani Justyny. Zachwycona jej zdolnościami, nieraz mówiła, że otworzy jej własny salon. Okazja, by to zrobić, pojawiła się niespodziewanie.

- Myślę, że tak chciał Bóg. Po prostu złączył nasze drogi w odpowiednim momencie - zaczyna opowiadać pani Aneta. - Tak się złożyło, że Justyna chciała zmienić pracę. Ja też tego potrzebowałam. Przez wiele lat pracowałam w korporacji. Byłam wyczerpana tym systemem, chciałam znów stać się człowiekiem. Znalazłam wolny lokal w Domu Rzemiosła i nie zastanawiając się długo, zaproponowałam mężowi, żebyśmy stworzyli salon. Decyzję podjęliśmy natychmiast. Od razu zadzwoniłam do Justyny i powiedziałam, żeby nie szukała nic nowego, bo będziemy razem pracować i że nigdzie jej nie puszczę. Szczegóły ustaliłyśmy podczas niedzielnego spotkania, a we wtorek ruszyły prace remontowe. Przygotowania do otwarcia trwały miesiąc. W tym czasie kompletowałyśmy wyposażenie i wysokiej klasy kosmetyki. Pierwszego sierpnia otworzyłyśmy Dom Urody i cały czas idziemy do przodu. Jest naprawdę super.

- Aneta nieraz mówiła, że kiedyś otworzy mi studio, ale nie traktowałam tego poważnie - dodaje pani Justyna. - Dopiero, kiedy do mnie zadzwoniła, a później umówiłyśmy się na spotkanie, opowiedziała mi o tym, jak sobie to wszystko wyobraża i pokazała lokal, uwierzyłam i zaczęłyśmy działać. W niedługim czasie duet powiększył się o Ewelinę Rejmak, z którą pani Aneta zna się jeszcze ze szkolnych lat. Jak mówi, zainwestowała w cudowną i pewną osobę.

- Do zespołu dołączyłam w połowie sierpnia - mówi pani Ewelina. - To też wyszło bardzo spontanicznie. Właśnie wróciłam na stałe do Polski, kiedy Justyna zadzwoniła do mnie i powiedziała, że szukają asystenta fryzjera. Spotkałam się z Anetą, porozmawiałyśmy i zgodziłam się. Mimo, że nie mam wykształcenia kierunkowego, dobrze sobie radzę. Nauczyłam się wykonywać masaże głowy. Przyznam, że na początku było to dla mnie stresujące. Nawet samo mycie włosów łączyło się z nerwami. Myjka jest miejscem, gdzie klient ma się zrelaksować. Może zamknąć oczy i nie myśleć o niczym. Bałam się, że sobie nie poradzę.

- Przełomowym momentem była wizyta pewnej pani. Kiedy usiadła przy myjce, a Ewelina zaczęła ją masować, usnęła. Wtedy już się chyba przekonała, że jest bardzo dobra w tym, co robi - dodaje A. Szymańska- Kędziora.

Najważniejsza jest przyjaźń

Sekretem dobrze prosperującego salonu są nie tylko umiejętności pracowników, ale i panująca w nim atmosfera. Ważne jest też wzajemne wsparcie i przyjaźń.

- Z Justyną znamy się ponad 6 lat, natomiast z Eweliną już ze dwadzieścia. Tworzymy zgraną paczkę. W tym czasie wiele rzeczy nas poróżniło, wiele połączyło, jednak wciąż trzymamy się razem - opowiada p. Aneta.

- Zdarzają się konflikty, ale to normalne między kobietami. Zawsze, kiedy któraś ma coś do powiedzenia, możemy usiąść i porozmawiać. Nawet łatwiej jest nam to wszystko wyjaśnić, bo znamy się nawzajem. Możemy powiedzieć to, co leży nam na sercu - dodaje p. Ewelina.

Usługa fryzjerska to coś luksusowego

...mówi jedna z naszych rozmów - czyń i dodaje, że zależało im, żeby klienci czuli się w Domu Urody jak najlepiej. Żeby zadbać o nich w każdym calu, nie tylko pod względem fryzury i używanych kosmetyków.

- Dlatego fryzjer poświęca czas tylko jednej osobie jednocześnie - tłumaczy A. Szymańska-Kędziora. - Nieważne, czy klient spędzi u nas godzinę czy cztery. Wówczas skupiamy się tylko na nim. Po to też jestem ja i Ewelina, aby zadbać o klienta, podać kawę czy zaproponować coś słodkiego.

- Tutaj nie ma pośpiechu - dodaje p. Justyna. - Kiedy kogoś czeszę, nie zastanawiam się nad tym, że w kolejce czeka następna osoba. Wiem, że kiedy przyjdzie, dziewczyny się nią zajmą. Wygląda to zupełnie inaczej niż w salonach, w których pracowałam poprzednio. Szczerze przyznam, że przychodzą do mnie moje stałe klientki, a ja dopiero teraz poznałam ich imiona. Nawiązałam z nimi więź, a co najważniejsze, miałam czas dokładnie przyjrzeć się włosom, ich strukturze, kondycji i dostosować odpowiednie zabiegi. Ważne są także wysokiej jakości produkty, chluba naszego salonu.

- Świetnie działają na włosy klientów, a efekt pozostaje na długo - dodaje właścicielka Domu Urody. – Dlatego też zdecydowałyśmy się na marki Moroccanoil, Davines oraz Goldwell. Organizujemy też bezpłatne wieczorki kuracji włosów klientek. Wspólnie spędzamy czas, poznajemy się, rozmawiamy, częstujemy smakołykami, a w międzyczasie dbamy o włosy naszych gości. Panie dostają też od nas drobne upominki i zniżki na kolejne zabiegi.

Czego oczekują klienci?

Przede wszystkim tego, by fryzjer miał wypracowaną technikę. Był na bieżąco z trendami, wiedział, co pasuje do konkretnego typu urody i jakie kosmetyki najlepiej sprawdzą się na włosach.

- Staramy się nieustannie rozwijać - mówi p. Aneta. - Dlatego na początku roku planujemy szkolenia mistrzowskie. Chyba tego też oczekują osoby, które do nas przychodzą. Żeby cały czas iść do przodu. Nie możemy wyłącznie wymagać, musimy też dawać coś od siebie.

Wśród usług Domu Urody znajdują się: koloryzacja, baleyage, dekoloryzacja, makijaż włosów, upięcia, za - biegi pielęgnacyjne, modelowanie oraz strzyżenie.

- Klientki szaleją teraz z długościami włosów, a wszystko zapoczątkowała Ewelina. Kiedy zaczynała pracę, miała włosy do pasa. Zastanawiała się nad ich obcięciem. Powiedziałam jej wtedy, że jak zetnie włosy, pójdzie fala. I rzeczywiście, były takie dwa tygodnie, że nieustannie ścinałam warkocze. Te niefarbowane wysyłałam do fundacji „Daj włos”, działającej na rzecz chorych dzieci, resztę do fundacji Rak&Roll, w których przygotowują z nich peruki - dodaje J. Superson.

Od grudnia załoga Domu Urody powiększy się. Do zespołu dołączy nowa, uzdolniona osoba, która nie pochodzi z Polski.

Dom Urody znajduje się na drugim piętrze Domu Rzemiosła (przy ul. Racławickiej 38/40). Więcej o usługach można przeczytać na stronie www.dom-urody.pl oraz na www.facebook.com/DomUrodyPL.

Agata Flisiak

sobota, 11 listopad 2017 16:45

Świętowali na sportowo

Piętnasta edycja świdnickich Biegów Niepodległości za nami. W tym roku, pomimo kapryśnej pogody, na starcie stanęło około 1000 osób.

Rywalizacja toczyła się w trzynastu kategoriach. Startowali chłopcy i dziewczęta, począwszy od przedszkolaków, poprzez uczniów szkół podstawowych i licealnych, po osoby dorosłe. Byli wśród nich świdniczanie, ale także zawodnicy, między innymi  z Lublina, Mełgwi, Cycowa, Urszulina,  Podzamcza, Łęcznej, a nawet z Warszawy. Uczestnicy, w zależności od wieku, mieli do pokonania od 150 do 800 metrów. Dystans biegu głównego wynosił symboliczne 1918 metrów. Najlepszy w nim okazał się Sebastian Smoliński. Drugie miejsce zajął Michał Borowiec, a trzecie Artur Jendrych. Wśród pań najszybciej dystans pokonała Magdalena Sekuła. Druga była Natalia Leszczyńska, a trzecia Anna Psuja.

Strona 1 z 279

Najczęściej czytane

  • DSC_0599
  • mural-4
  • DSC_0603
  • DSC_0622
  • dsc_0586
  • DSC_0559
  • mural-5
  • mural-3
  • DSC_0575
  • mural-7
  • DSC_0603