• Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Repertuar
  • rodzinka
  • Idzie sobie Grześ...
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
wtorek, 03 marzec 2020 08:26

Trudna przeprawa (foto)

W pierwszych dwóch meczach fazy play-off siatkarze Avii Świdnik dwukrotnie wygrali z Karpatami Krosno, jednak nie przyszło im to w łatwy sposób. W sobotę było 3:1 dla żółto-niebieskich, zaś w niedzielę kibice oglądali pięciosetową batalię zakończoną zwycięstwem 3:2.

Do obu meczów Witold Chwastyniak nie mógł wystawić swojego podstawowego przyjmującego, Artura Sługockiego, który nabawił się kontuzji stawu skokowego. Jak się później okazało, miało to duży wpływ na grę Avii.

Początek sobotniego meczu był wyrównany. Z czasem to jednak żółto-niebiescy powiększyli przewagę. Dobrze funkcjonował środek z Michałem Baranowskim na czele oraz umiejętnie dyrygował grą Dawid Wiczkowski. Avia nie oddała przewagi do końca seta i wygrała 25:20.

W drugim secie goście ryzykowali zagrywką. Efekty były różne. Niekiedy świdniczanie nie radzili sobie z mocnymi serwisami. Avia nie była dłużna Karpatom i konsekwentnie starała się odrzucać gości od siatki zagrywką. Dobrze funkcjonował również blok, co przyniosło ponownie kilkupunktową przewagę. Tym razem rywalom żółto-niebieskich udało się zdobyć zaledwie 19 punktów.

Trzecia partia stała pod znakiem kryzysu gospodarzy. Karpaty znów zaryzykowały zagrywką i to przyniosło efekt w postaci kilkupunktowej przewagi, która przerodziła się ostatecznie w zwycięstwo do 21.

Czwarty set rozpoczął się od trzypunktowej przewagi gości. Kibice oglądali dużo stykowych sytuacji i długich wymian. W poczynania Avii wkradło się trochę nerwowości. W połowie seta szczęście dopisało wreszcie podopiecznym Witolda Chwastyniaka. Dołożyli do tego dobrą skuteczność w ataku i pomału zaczęli odrabiać straty. Świetną zmianę dał wówczas Tomasz Błądziński. Avia wyszła na prowadzenie i sukcesywnie powiększała przewagę, kończąc seta wynikiem 25:19, a cały mecz 3:1.

MKS Avia Świdnik – Karpaty Krosno 3:1 (25:20, 25:19, 21:25, 25:19)
MKS Avia: Guz, Kurek, Wiczkowski, Rejowski, Obermeler, Baranowski, Bonisławski (libero) oraz Żywno, Misztal i Błądziński

Niedziela na boisku

Od początku niedzielnego meczu goście postawili wszystko na jedną kartę. Zagrywali bardzo mocno, czym sporo ryzykowali. Avia momentami kompletnie nie mogła sobie poradzić, dokładając do tego proste błędy w przyjęciu oraz nieskuteczność w ataku. W końcu zaczął funkcjonować blok, co spowodowało, że Karpaty zaczęły się gubić, a Avia odrobiła straty. Po asie serwisowym Bartłomieja Misztala świdniczanie zyskali dwupunktową przewagę. Dalsza część seta toczyła się punkt za punkt. W końcówce  świetną zagrywką błysnął Błądziński i żółto-niebiescy wygrali 25:23.

W drugim secie Karpaty zaczęły bardzo skutecznie grać blokiem. W Avii przyjęcie znów nie funkcjonowało jak należy i goście znów zyskali czteropunktową przewagę. Wówczas na zagrywkę w drużynie z Krosna wszedł Michał Moniak. Niespełna 23-letni atakujący kilkukrotnie pod rząd zaserwował, nie dając szans na obronę zawodnikom Avii. Karpaty odskoczyły na siedem punktów. Świdniczanie próbowali odpowiedzieć asem Żywno, ale w tym secie nic to już nie zmieniło. Goście wygrali go 25:17.

Trzecia partia rozpoczęła się źle dla gospodarzy. Świdniczan złapano kilka razy na bloku, głównie grając środkiem. Z czasem przewaga gości malała. Dzięki atakom Żywno i dobrej zagrywce Wiczkowskiego, Avia zmniejszyła stratę do dwóch punktów. W takich momentach jednak Karpaty mogły liczyć na Michała Moniaka, który znów dał o sobie znać na zagrywce. Przy wyniku 21:24 wydawało się, że jest już po secie. Wtedy żółto-niebiescy zaczęli dobrze grać blokiem i odrzucali zagrywką rywali od siatki. Zrobiło się 24:24. Dużo szczęścia w tej fazie meczu miały Karpaty. Po jednym z ich niepewnych przyjęć, piłka przeszła tuż pod sufitem, nie dotykając lamp. Sędziowie również, mówiąc  delikatnie, nie pomogli gospodarzom i gra toczyła się punkt za punkt aż do stanu 30:30. Na zagrywce pojawił się fenomenalny tego dnia Moniak i zakończył seta asem.

Karpaty prowadziły 2:1, ale widać było, że dali z siebie już maksimum w tym spotkaniu. W kolejnym secie wyraźnie spuścili z tonu, a Avia koniecznie chciała odrobić straty. Przewaga w czwartej partii szybko rosła. Goście byli wówczas tylko tłem dla znacznie lepiej grającej Avii. Set zakończył się wynikiem 25:14.

Przyszedł czas na decydujące starcie tego dnia - tie-break. W piątym secie znów to Avia szybko zdobyła przewagę. Do stanu 12:9 wszystko szło idealnie. Wówczas siatkarze ze Świdnika zaczęli mylić się w ataku, a goście poczuli krew. Zrobiło się 12:12. Było to jednak wszystko, na co stać było Karpaty. Avia zdobyła trzy kolejne punkty i wygrała spotkanie 3:2.

MKS Avia Świdnik – Karpaty Krosno  3:2 (25:23, 17:25, 30:32, 25:14, 15:12)
MKS Avia: Wiczkowski, Żywno, Guz, Błądziński, Kusior, Machowicz, Bonisławski (libero) oraz Misztal, Rejowski i Baranowski.

Oba spotkania podsumował trener Witold Chwastyniak:

- To był trudny weekend, ale takich spotkań się spodziewaliśmy. Karpaty, co prawda przystąpiły do play-offów z czwartego miejsca, ale patrząc na rundę rewanżową, przegrali tylko jedno spotkanie - z nami w Świdniku. Mieliśmy swoje problemy kadrowe. Marcin Kurek nie mógł zagrać w pełnym wymiarze, a Artur Sługocki nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z dwóch meczów. Było to widać na boisku. Szwankowało przyjęcie, nie mogliśmy dograć piłki do siatki. Gdy przyjęcie było dobre, to mieliśmy wszystko pod kontrolą. Drużyna gości rozegrała rewelacyjnie, w drugim spotkaniu szczególnie popisał się Michał Muniak. Drugi taki mecz mu się nie zdarzy i oby mu się nie zdarzył, a przynajmniej nie z nami. Czego nie dotknął, zamieniał w punkt. Popełnił też jednak trochę błędów i kilka razy udało nam się go zablokować. Choćby w najważniejszym momencie, czyli tie-breaku. Na zagrywce wyczyniał cuda, z czym nie mogliśmy sobie poradzić. Mam nadzieję, że w Krośnie zagrywka nie będzie mu już tak siedzieć. Szczególnie, że tam jest jeszcze mniejsza sala. My nie popełnialiśmy za dużo błędów w zagrywce, ale też nie robiliśmy nią krzywdy. Goście dobrą grą Moniaka wyraźnie się nakręcali. Dołączyło do niego dwóch przyjmujących. Jeśli mamy do zatrzymania nie jednego, a trzech zawodników, to robi się problem. Oni też niekoniecznie celowali w boisko, a nasz blok zaczął w pewnym momencie reagować nerwowo. Karpaty miały też dużo szczęścia. Mnóstwo przypadkowo podbitych piłek czy odbitych od barku lub głowy. Gdy już piłka trafiła w parkiet, znowu sędzia dopatrzył się u nas dotknięcia siatki. Dużo nerwowości wkradło się w nasze szeregi i trzeba będzie nad tym popracować, bo takich spotkań będzie teraz więcej. Nasi zawodnicy nie powinni się odwracać od siatki, od przeciwników. Wręcz przeciwnie. Wtedy należy wejść z rywalami w dyskusję. Myślę, że mamy kilku zawodników, którzy potrafią tak grać i do tego będziemy dążyć. Krosno postawiło w tych meczach na jedną kartę. Szczególnie widać to po liczbie zepsutych zagrywek. W sobotę było ich 32, a w niedzielę niewiele lepiej, bo 26. Wiedzą doskonale, że jak nie zaryzykują, to większych szans z nami nie mają. Tak to będzie wyglądało. Raz im wyjdzie, a raz nie. Chcieliśmy urozmaicić grę, ale przyjęcie było jakie było i nie mogę mieć żadnych pretensji do rozgrywających. Mało mieli okazji do pokazania się. Dużo wniósł w grze środkiem Michał Baranowski, który swoim doświadczeniem wprowadził trochę ożywienia. Szkoda, że nie mogliśmy skorzystać ze wszystkich. Liczę na to, że już w Krośnie Artur Sługocki będzie mógł wchodzić na przyjęcie, bo ono jest kluczowe. Krosno u siebie jeszcze mocniej na nas naskoczy, bo nie mają nic do stracenia. Przegrywają 2:0, więc postawią na jedną kartę. Musimy grać spokojnie tak, aby nie wkradła się zbędna nerwowość. Miejmy nadzieję, że wszystko rozstrzygnie się w pierwszym spotkaniu w Krośnie i będziemy mogli skupić się na przygotowaniach do turnieju półfinałowego.

Opublikowano w Sport i Turystyka
poniedziałek, 03 luty 2020 18:10

Wciąż niepokonani!

W 12. kolejce drugiej ligi grupy szóstej siatkarze Avii Świdnik mieli niełatwą przeprawę. Bardzo trudne warunki zawodnikom Witolda Chwastyniaka postawiła drużyna Extransu Sędziszów Małopolski. Po pięciosetowej batalii górą byli jednak żółto-niebiescy.

Podopieczni byłego siatkarza Avii, Tomasza Józefackiego, nie mieli nic do stracenia i podczas meczu ryzykowali zagrywką. Przyniosło to efekt w postaci niespodziewanej wygranej w pierwszym secie 25:23. W drugiej partii do pracy wzięli się świdniczanie gromiąc rywali do 16. W kolejnej odsłonie spotkania ponownie górą była Avia i wydawało się, że znów pokonają przeciwników za trzy punkty. Wówczas nadszedł najbardziej zacięty set, w którym Extrans wygrał 26:24. Do wyłonienia zwycięzcy rozgrywki potrzebny był tie-break. W nim wyraźnie lepsi okazali się siatkarze Avii. Piąty set zakończył się wynikiem 15:8, a cały mecz 3:2.

- Sędziszów zaskoczył nas bardzo pozytywnie. Duży szacunek dla naszych rywali, szczególnie Tomka Józefackiego za odpowiednie poukładanie zespołu, który zagrał naprawdę fajną siatkówkę. Życzyłbym sobie, żeby więcej drużyn w tej lidze tak grało. Co prawda, troszkę rotowaliśmy składem i próbowaliśmy różnych ustawień, ale to w żaden sposób nie umniejsza postawy Extransu, którą zaprezentowali w tym spotkaniu. Myślę, że jak tak dalej będą grać, będą głównym kandydatem do półfinału. W ostatnim czasie miałem okazję obejrzeć dwa mecze grupy szóstej, na którą możemy trafić w półfinale i powiem szczerze, że nasz pojedynek w Sędziszowie stał na wyższym poziomie. Kilka prostych błędów spowodowało, że nie zamknęliśmy się w czterech setach, jednak jestem zadowolony z tego, że chłopaki mogli przećwiczyć kilka wariantów z wymagającym rywalem. Na swoją pozycję wrócił Marcin Kurek, który zagrał w tym meczu seta. Na razie tylko tyle, ponieważ oszczędzamy go i przygotowujemy, by był w pełni gotowy na najważniejsze mecze - podsumował trener Witold Chwastyniak.

Następny mecz Avia rozegra 15 lutego. Do Świdnika, na ostatnie spotkanie rundy zasadniczej przyjedzie piąty w tabeli MOSiR Jasło.

Extrans Sędziszów Małopolski – MKS Avia Świdnik 2:3 (25:23, 16:25, 22:25, 26:24, 8:15)

Avia: Artur Sługocki, Marcin Kurek, Paweł Rejowski, Konrad Machowicz, Tomasz Kusior, Dawid Wiczkowski, Dariusz Bonisławski (libero) oraz Bartłomiej Misztal, Michał Baranowski, Jakub Guz, Tomasz Błądziński, Rafał Obermeler, Bartłomiej Żywno

Opublikowano w Sport i Turystyka
środa, 29 styczeń 2020 10:20

Pewne pierwsze miejsce

W niedzielny wieczór siatkarze Avii Świdnik odrobili zaległości z dziesiątej kolejki. Do Świdnika przyjechała drużyna Karpat Krosno. Podopieczni Witolda Chwastyniaka pokonali rywali 3:1 i tym samym, na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zapewnili sobie pierwsze miejsce w lidze.

Początek meczu był wyrównany, dopóki w polu zagrywki nie znalazł się Bartłomiej Żywno. Wówczas Avia zyskała przewagę i odskoczyła rywalom na kilka punktów. Zazwyczaj była to różnica czterech punktów, która utrzymywała się prawie do końca seta. Żółto-niebiescy wygrali go 25:19.

Drugi set rozpoczął się źle dla gospodarzy. Świdniczanie popełniali błędy w przyjęciu i psuli mnóstwo zagrywek. Karpaty przez większość seta prowadziły jednym lub dwoma punktami. W drugiej połowie znów dał o sobie znać Bartłomiej Żywno, zaś goście zaczęli mieć kłopoty z kończeniem ataków. Avia odzyskała przewagę, ale tylko na chwilę. Niezrozumiałe decyzje sędziowskie i małe zamieszanie z wrzucanymi na parkiet piłkami  kompletnie zdekoncentrowały świdniczan. Wykorzystali to  goście, którzy pewnie poszli po zwycięstwo i ostatecznie wygrali seta 25:23.

Na trzecią partię trener Chwastyniak wystawił prawdopodobnie najsilniejszy na ten moment skład. Podrażnieni gospodarze z każdą kolejną akcją zwiększali przewagę. Kolejne błędy sędziów tym razem nie wyprowadziły ich z równowagi. Wróciła dobra zagrywka i przyjęcie. Żółto-niebiescy narzucili rywalom wysoki poziom gry. Goście z Krosna nie radzili sobie z szybkimi akcjami  oraz ze skuteczną zagrywką Avii i w tej części meczu byli tylko tłem, przegrywając do 14.

Czwarty set miał bardzo podobny przebieg do poprzedniego. Świdniczanie nie dali rywalom żadnych szans, skutecznie wybijając im z głowy myśli o jakimkolwiek punkcie. Ta partia zakończyła się wygraną żółto-niebieskich 25:17, a cały mecz 3:1.

- Ten mecz był trudniejszy od sobotniego, choć myślę, że drugiego seta przegraliśmy przez własne błędy, a w zasadzie zagrywkę. Musimy  nauczyć się zachowywać koncentrację i nie dawać się wyprowadzać z równowagi. W tej lidze nie ma systemu challenge. Błędy sędziego są wkalkulowane, a my nie udowodnimy, że było inaczej. Trzeba do tego podchodzić spokojnie. W półfinałach będzie na pewno wyższy poziom i więcej spotkań, gdzie takie sytuacje mogą czasem decydować o wyniku. Będzie nerwowo i musimy nauczyć się nie skupiać na sędziowaniu, a po prostu podnieść głowę do góry i w kolejnej akcji udowodnić, że jesteśmy lepsi. Po dwóch ostatnich meczach, patrząc pod względem fizycznym i siatkarskim, widać, że jest jeszcze trochę do zrobienia, ale nie wyglądało to źle. Zawodnicy mają siły, by wytrzymać szybkie tempo. Po to mamy też ograną całą 14-stkę, by odpowiednio rotować składem i zachowywać świeżość - podsumował trener Witold Chwastyniak.

Kolejne spotkanie Avia rozegra w sobotę 1 lutego w Sędziszowie Małopolskim z miejscowym Extransem

MKS Avia Świdnik - Karpaty PWSZ Krosno 3:1 (25:19, 23:25, 25:14, 25:17)

Avia: Guz, Obermeler, Żywno, Sługocki, Kusior, Wiczkowski, Bonisławski (libero) oraz Misztal, Błądziński, Kurek (libero), Rejowski i Machowicz

Opublikowano w Sport i Turystyka
środa, 29 styczeń 2020 09:23

Rozbili Błękitnych

W 12. kolejce drugiej ligi grupy szóstej siatkarze Avii Świdnik wreszcie zagrali u siebie. Żółto-niebiescy nie dali żadnych szans ostatnim w tabeli Błękitnym Ropczyce i pokonali ich 3:0.

Mecz zaczął się od dobrej zagrywki Dawida Wiczkowskiego, bloku i skutecznych ataków Bartłomieja Żywno. Avia szybko uzyskała kilkupunktową przewagę, która rosła z każdą minutą. Był to bardzo łatwy set, w którym goście nie dotarli nawet do bariery 15 punktów.

Druga partia to znów szybko uzyskana przewaga. W pewnym momencie goście złapali jednak kontakt, przy stanie 10:9, wykorzystując zastój w grze Avii. Po chwili wszystko wróciło do normy, aż do końcówki seta, kiedy świdniczanie zaczęli popełniać sporo prostych błędów. Ostatecznie Avia wygrała jednak 25:19.

Trzeci set to kompletne rozprężenie w szeregach Avii. Błękitni praktycznie od początku meczu zyskali niespodziewaną przewagę. W pewnym momencie prowadzili już 10:5. Długo to trwało, ale wreszcie świdniczanie doprowadzili do remisu 16:16. Z każdą kolejną akcją ich przewaga rosła. Set zakończył się wygraną Avii 25:22, a cały mecz 3:0.

- Żadnego przeciwnika nie można lekceważyć. Do każdego meczu podchodzimy mocno skoncentrowani. Wiadomo, że ten system drugiej ligi w tym sezonie wygląda, tak jak wygląda. Robimy swoje, wygrywamy i to jest najważniejsze. W tym meczu mogliśmy przećwiczyć różne elementy gry. Po to są takie spotkania, by potrenować. Czasami niepotrzebnie dostosowujemy się do poziomu przeciwnika, ale tak jak mówiłem, najważniejsza jest wygrana i trzy punkty - powiedział po meczu libero, Dariusz Bonisławski.

- Kluby są w różnej sytuacji finansowej i przekłada się to na poziom ich gry. Druga liga jest coraz słabsza, mówią to już wszyscy. Powinno się dążyć do tego, by grup było mniej. Praktycznie nie ma z kim grać, zespołów jest coraz mniej i myślę, że w przyszłym sezonie będzie problem ze skompletowaniem nawet ośmiu drużyn. Dla nas mecz z Ropczycami po prostu musiał się odbyć. Skupiliśmy się  na realizowaniu założeń i zawodnicy się z tego wywiązali. W trzecim secie nastąpiło rozluźnienie po dwóch wygranych setach. Nie dziwię się chłopakom, ciężko czasem utrzymać koncentrację w takich spotkaniach - powiedział trener Witold Chwastyniak.

MKS Avia Świdnik - Błękitni Ropczyce 3:0 (25:14, 25:19, 25:22)

Avia: Wiczkowski, Baranowski, Żywno, Guz, Machowicz, Sługocki, Bonisławski (libero) oraz Rejowski, Misztal, Błądziński, Kurek (libero)

Opublikowano w Sport i Turystyka
wtorek, 21 styczeń 2020 11:07

Zwycięski powrót Avii

Po dłuższej przerwie na drugoligowy parkiet wrócili siatkarze MKS Avii Świdnik. Podopieczni Witolda Chwastyniaka przywieźli z Kozienic komplet punktów, ogrywając miejscowego wicelidera, Enea KKS 3:1.

Mecz zaczął się od wymiany ciosów i remisu 9:9. Avia złapała świetną serię, a gospodarze poirytowani nieprzychylnymi decyzjami sędziów i dobrą grą żółto-niebieskich nie potrafili się pozbierać. Do końca seta zdobyli jeszcze zaledwie cztery punkty i z kretesem ulegli w pierwszej partii 25:13.

Drugi set dał chwilową nadzieję kibicom gospodarzy. Na zagrywce i w ataku rewelacyjnie spisywał się były zawodnik Avii - Błażej Czarnecki. Odrzucał świdniczan od siatki, co dobrze wykorzystywali jego koledzy. KKS już do końca seta nie oddał przewagi i zwyciężył 25:19.

W trzeciej partii znów dominowała Avia. Bardzo szybko uzyskała kilkupunktowe prowadzenie i nie dała rywalom żadnych szans, gromiąc ich 25:15.

Nieco więcej do powiedzenia mieli gospodarze w ostatnim secie. Mieli w nim swoje momenty, jak choćby wtedy, gdy ze stanu 6:10 zdobyli cztery punkty z rzędu doprowadzając do remisu. Wtedy jednak żółto-niebiescy ponownie złapali dobrą serię. Kluczowe były wygrane przez Avię dłuższe wymiany, w których gospodarze nie potrafili kończyć ataków. Ostatecznie świdniczanie wygrali tego seta do 20, a cały mecz 3:1. Tym samym kolejne trzy oczka wróciły do Świdnika.

Warto podkreślić wsparcie, na jakie w tym meczu mogli liczyć zawodnicy Avii. Głośnym dopingiem wspomagała ich 20-osobowa grupa kibiców ze Świdnika.

- Pomimo tego, że w ostatnim czasie trenowaliśmy ciężej, nasza gra wyglądała dobrze. To oczywiście nie jest jeszcze to, czego oczekujemy, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Długa przerwa i głód siatkówki wyszedł nam na dobre. Chcieliśmy wygrać za trzy punkty i to się udało. Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się cięższej przeprawy. Wydaje mi się, że rywale nie przepracowali należycie okresu poświątecznego. Muszą się jeszcze pozbierać, żeby wrócić na właściwe tory. Mimo to, nie patrzymy na innych. Patrzymy na siebie, na to jak jesteśmy przygotowani, jak  czujemy się na boisku, jak gramy. Trener od początku chce ogrywać cały zespół. Praktycznie na każdej pozycji jest rywalizacja. Cieszy mnie to. Nie boję się rywalizacji. Zawsze mi pomagała. Dla rozgrywającego bycie samemu w zespole nie jest do końca dobre. Czasem potrzeba, by ktoś inny wszedł. Dawid Wiczkowski gra szybciej, ja spokojniej i to może jedynie dobrze wpłynąć na naszą grę. Świetnie się dogadujemy, między nami nie ma żadnych zgrzytów. Uzupełniamy się, bo wszyscy mamy jeden cel – awans do pierwszej ligi. Oczywiście, czasem widać sportową złość, bo każdy chciałby grać jak najwięcej. Staram się jednak zrozumieć trenera, bo mamy tworzyć jeden zespół i dokładnie tak to u nas wygląda - powiedział rozgrywający Bartłomiej Misztal.

- Myślę, że jak na powrót po tak długiej przerwie, nasza gra wyglądała przyzwoicie. Większych zastrzeżeń do chłopaków nie mam, aczkolwiek nie jest jeszcze taka gra, jakiej od nich oczekuję. Głód rywalizacji o punkty widać w zespole, jednak, aby w pełni wrócić do rytmu meczowego potrzebujemy tego grania nieco więcej. Cieszy ilość spotkań, jakie są przed nami. Czyli cały następny weekend, potem wyjazd, dwudniowy sparing z BAS-em Białystok, na koniec mecz u siebie z Jasłem, tydzień przerwy i początek play offów. Będziemy starali się potem zapełnić tę przerwę przed półfinałami (o ile oczywiście do nich awansujemy) tak, by pozostać już w tym rytmie. W Kozienicach grali głównie młodzi zawodnicy, bo to oni, bardziej niż ci doświadczeni, potrzebują grania po długich przerwach. Najbliższy weekend będzie dobrą okazją, by pograli wszyscy - dodał trener Witold Chwastyniak.

W najbliższy weekend kibiców Avii czekają aż dwa spotkania. W sobotę, o godzinie 18.00 żółto-niebiescy zagrają z ostatnią drużyną w tabeli - Błękitnymi Ropczyce, zaś w niedzielę, o 17.00 Avia rozegra przełożony mecz z 10 kolejki. Jej rywalem będą Karpaty Krosno.

Enea KKS Kozienice – Avia Świdnik 1:3 (13:25, 25:19, 15:25, 20:25)

KKS: Jeziorowski, Obremski, Kapusta, Czarnecki, Kędra, Kwiecień, Głogowski (libero) oraz M. Koryciński, B. Koryciński, Walczak, Ostrowski, Kalita.

Avia: Misztal, Sługocki, Rejowski, Błądziński, Kusior, Obermeler, Bonisławski (libero) oraz Machowicz, Guz, Wiczkowski, Żywno.

Opublikowano w Sport i Turystyka
środa, 15 styczeń 2020 08:11

Rwany sezon siatkarzy

Siatkarze Avii Świdnik nie mają w tym sezonie łatwego życia. W trakcie sezonu mają kilka dłuższych przerw w rozgrywkach, co na pewno nie wpływa dobrze na koncentrację i rytm meczowy. Podopieczni Witolda Chwastyniaka wrócą do ligowej rywalizacji w najbliższą sobotę ponad miesiąc po ostatnim spotkaniu z Neobusem Niebylec.

W obecnym sezonie terminarz drugiej ligi grupy szóstej jest wyjątkowo niespójny. Długie przerwy wprowadzają znużenie wśród siatkarzy. Układ meczów, w którym zawodnicy Avii grali aż trzy mecze z rzędu na wyjeździe spowodował, że kibice w Świdniku mieli prawo odzwyczaić się od siatkówki. Dużo trudniej im żyć drugoligową rywalizacją, niż fanom innych drużyn. Żółto-niebiescy ostatni raz grali przed własną publicznością w listopadzie. Mecz z Błękitnymi Ropczyce zostanie zatem rozegrany w Świdniku po dwóch miesiącach przerwy.

Na kilka pytań dotyczących aktualnej sytuacji, formy i planów odpowiedzieli atakujący Paweł Rejowski oraz trener Witold Chwastyniak.

Paweł Rejowski:

- Poprzedni sezon toczył się o wiele płynniej. Mamy kilka meczów, potem przerwa, znów kilka meczów, przerwa itd. Musimy się do tego przyzwyczaić. Trener musi sobie wszystko poustawiać i chyba to jest dla niego najtrudniejsze. My jesteśmy od grania. Oczywiście, przerwy wybijają nas z rytmu meczowego. Mamy przez to kilka mikrocykli. Inaczej trenujemy w tygodniu meczowym, a inaczej, gdy meczu nie gramy. Do tej pory żadna drużyna nie sprawiła nam wielkich kłopotów. Straciliśmy punk jedynie w Strzyżowie, ale trener dużo rotował składem. Zagrał młody zespół, który ostatecznie zdołał pokonać rywala. Musimy trafić z formą na najważniejsze mecze, czyli turnieje, które zadecydują o awansie. Jeśli to zrobimy i dołożymy do formy pewność siebie, jesteśmy w stanie osiągnąć upragniony cel.

Witold Chwastyniak:

O terminarzu i perypetiach ze związkiem

- Bardzo długa przerwa jest spowodowana terminarzem, który stworzył związek. Występują w nim przerwy, które wybijają z rytmu meczowego. Tuż po świętach gramy kolejkę, a 8 lutego jest przerwa. By chociaż trochę zachować rytm, przełożyliśmy spotkanie z Karpatami Krosno właśnie na tę datę. Teraz jednak okazało się, że związek zaczyna robić nam problemy. Zdecydowano, że musimy tę kolejkę rozegrać do końca stycznia. Podobno jest taki przepis, chociaż nigdy o nim nie słyszałem. Zawsze dany mecz należało rozegrać do końca rundy, której to spotkanie dotyczyło. Rozumiem to, by nie grać takich meczów pod koniec rundy, bo wówczas wszyscy powinni grać w tym samym terminie aby przy równej liczbie punktów uniknąć układania się pod konkretny wynik. Jednak tutaj chcieliśmy po prostu zagrać 8 lutego. Nie wiem jak rozwinie się ta sytuacja, bo mielibyśmy bardzo duży problem z dostępnością hali. Jest to obiekt szkolny, do tego zawodnicy pracują, studiują, zarówno nasi, jak i w Krośnie. Chcieliśmy ustawić terminarz tak, by zagrać bez przerw, co tydzień aż do play-offów. Po zakończeniu rundy zasadniczej zagramy sparing z BAS Białystok. Zobaczymy jak chłopaki będą wytrzymywać fizycznie cykl grania co tydzień. Ma ich to przygotować do grania dzień po dniu w decydującej fazie sezonu. Niestety, po play-offachach znów mamy trzy tygodnie przerwy, a jeżeli przejdziemy dalej, to kolejny miesiąc wolnego do finału. Stworzy to problem, ponieważ pierwszoligowcy, którzy nie będą grać w play-offach zakończą granie i większość klubów da zawodnikom wolne. W zawiązku z tym mogą być problemy z zorganizowaniem w tym czasie meczu sparingowego. Musimy poruszyć tę sprawę w związku. Uważam, że druga liga powinna kończyć się razem

z pierwszą. W przypadku awansu beniaminkowie mają ograniczone pole manewru na rynku transferowym, gdyż większość zawodników jest już dogadanych z klubami, które zakończyły sezon wcześniej. Problem istnieje od lat. Związek traktuje go po macoszemu, a nasze sugestie i prośby są pomijane. Rozumiem, że kiedyś było to ustawione pod zespoły młodzieżowe, jednak patrząc realnie, przy dzisiejszym systemie praktycznie nie ma już drużyn grających młodzieżą w play-offach. Maksymalnie jest to jeden zespół, ale podporządkowanie wszystkiego wyjątkom mija się z celem.

Na temat przyszłych sparingów

- Jak mówiłem, rozegramy sparing po zakończeniu rundy z BAS Białystok. Chcemy jeszcze zagrać z Siedlcami, a także jeśli się uda, z Politechniką Lublin. Mam nadzieję, że do tego czasu wyjdą z kryzysu kadrowego, bo mają obecnie spore problemy zdrowotne. Będą też już może trochę pewniejsi miejsca w tabeli, a Siedlce mam nadzieję zapewnią sobie utrzymanie. Są to zespoły, które mamy niedaleko, a jednocześnie wymagający przeciwnicy. Jesteśmy drużyną, która również gra dobrą siatkówkę i rywale, w spotkaniach z nami, będą mogli potrenować różne założenia taktyczne.

O kontuzjach w drużynie

- Maciek Sajdak ma starą kontuzję, która ciągnie się za nim od lat. To mikro urazy w barku, przez które jest wyłączony z gry na trzy tygodnie. Marcin Kurek uległ kontuzji niedawno. Myślę jednak, że potrzebuje około półtora tygodnia i będzie gotowy do gry. Nie przyśpieszamy tego procesu, nie forsujemy. Najważniejsze mecze będą później. Mamy szeroką kadrę, każdy jest gotowy do gry od pierwszych minut.

O najbliższych planach i wyborze rozgrywającego

- Duża przewaga punktowa w tabeli daje nam sporo komfortu. Konsekwentnie będziemy realizować nasze cele i założenia. Chcę, żeby nasza gra ulegała zmianie. Jeszcze nie wybrałem pierwszego rozgrywającego. Na tym etapie zawodnicy wciąż rywalizują ze sobą. Nie jest powiedziane, że nie będą rywalizować do końca rozgrywek. Grania jest sporo i gdy będzie mecz i rewanż, to być może jedno spotkanie zagra Dawid Wiczkowski, a drugie Bartek Misztal. W ten sposób będziemy też trudniejsi do rozpisania przez przeciwnika. Już w najbliższą sobotę żółto- niebiescy powrócą do gry o ligowe punkty. W ramach 11 kolejki spotkań świdniczanie zmierzą się na wyjeździe z drużyną KKS Kozienice. Tydzień później kibice w lotniczym mieście będą mogli wreszcie doświadczyć siatkarskich emocji. 25 stycznia Avia podejmie w hali sportowej przy SP7 w Świdniku czerwoną latarnię ligi - Błękitnych Ropczyce.

Opublikowano w Sport i Turystyka
poniedziałek, 07 październik 2019 09:49

Siatkarze pokonali Wisłok

Udanie nowy sezon zaczęli siatkarze Avii Świdnik, choć nie obyło się bez straty seta. W spotkaniu inauguracyjnym podopieczni Witolda Chwastyniaka pokonali we własnej hali Wisłok Strzyżów 3:1.

Pierwszy set, aż do jego połowy, był bardzo wyrównany. Oba zespoły grały punkt za punkt. Potem świdniczanie zaczęli odskakiwać rywalom na kilka oczek. Pod koniec seta drużyna ze Strzyżowa próbowała się jeszcze podnieść, lecz ostatecznie Avia wygrała 25:17.

W drugiej partii znów oglądaliśmy wyrównany mecz. Avia dała się wciągnąć w poziom gry gości i przy ogólnym chaosie zaczęła tracić punkty. Wisłok dobrze przyjmował i umiejętnie przesuwał blok, z którym nie radzili sobie atakujący Avii. W pewnym momencie zrobiło się już 16:21. Od tego wyniku żółto-niebiescy zaczęli odrabiać straty. Zaczął funkcjonować blok, a w ataku skutecznym był Marcin Kurek. Nie udało się doprowadzić do remisu i tego seta goście wygrali do 23.

Trzeci set to powrót Avii na właściwe tory i show Artura Sługockiego. 20-latek imponował dobrym przyjęciem i zagrywką, w dużej mierze przyczyniając się do wygrania tej odsłony spotkania 25:20.

Świdniczanie dobrze rozpoczęli również czwartego seta. Później goście zagrywką i skutecznym atakiem podjęli kolejną próbę napsucia krwi zawodnikom Avii. Zrobił się remis, a nawet Wisłok objął prowadzenie 12:14. Ostatecznie żółto-niebiescy znów zaczęli grać swoją siatkówkę i w końcówce seta pokazali na co ich stać. Znów zaczęła funkcjonować zagrywka i bok, co dało zwycięstwo w czwartej partii 25:20, a w całym spotkaniu 3:1.

Powiedzieli po meczu

Trener Witold Chwastyniak: - To był nie tyle trudny przeciwnik, co pierwszy. Na początku było widać lekkie usztywnienie. Byłem tym trochę zdziwiony, bo przecież większość chłopaków tutaj grała i wiedzieli czego mogą się spodziewać. Być może powodem była zbyt duża presja, może po prostu długo na ten mecz czekali. W drugim secie graliśmy zbyt spokojnie. Myśleliśmy, że to się samo wygra i dostaliśmy pstryczka w nos. Musieliśmy się obudzić i zagrać dwa kolejne sety na większej koncentracji. Ogólnie nie wyglądało to źle, ale też nie jest to jeszcze to, do czego dążymy. Ciężko spodziewać się, że już od pierwszego spotkania będziemy grać siatkówkę, jaką chcemy. Dałem pograć dzisiaj praktycznie wszystkim zawodnikom, by zobaczyć, jak będą wyglądać w ligowym spotkaniu. Tak to będzie teraz wyglądało, dopóki nie poznam ligi, a drużyna siebie nawzajem. Później będziemy już grali trochę bardziej w ciemno, na szybszych piłkach, na lepszym graniu. Będziemy pracować nad wyeliminowaniem prostych błędów, których było dzisiaj zbyt wiele. Przeciwnik też miał trochę szczęścia, bo bronili barkiem, gdzieś plecami im się odbiło, ale tego musimy się spodziewać. Każdy przeciwnik, który do nas przyjedzie, będzie podejmował pełne ryzyko. Raz im to będzie wychodziło, innym razem nie. Gdy rywal będzie miał bardziej poukładaną siatkówkę, to nam się będzie grało lepiej. Z tymi słabszymi drużynami, gdzie w grze jest dużo chaosu, nie możemy grać na końcówki. Musimy wyrobić sobie wcześniej przewagę, bo nagle ktoś wejdzie na zagrywkę, uderzy siedem razy w linię, przegramy seta i zrobi się niepotrzebna nerwowość. Jeśli będziemy grali na luzie, na pełnej koncentracji, nie lekceważąc przeciwnika, to spokojnie wygramy. Dzisiaj szwankowało trochę przyjęcie. Rozgrywający nie mieli komfortu stabilnej pozycji i bali się grać środkiem. Mogliśmy więcej  pograć z kontry. Znam Dawida Wiczkowskiego, a w tym meczu się trochę usztywnił. Wiem, że potrafi rozgrywać zdecydowanie lepiej. To było jego pierwsze spotkanie tutaj, by zapoznać się z halą, z atmosferą i myślę, że kolejne będzie lepsze. Dzisiaj chciałem, by pograł więcej, jednak w następnych meczach będą grali z Bartkiem Misztalem po równo tak, aby wyłonić podstawowego rozgrywającego.

Artur Sługocki: - Pierwszy mecz na dużych nerwach, ale ważne, że graliśmy swoją siatkówkę. Z takimi przeciwnikami trzeba grać twardo i robić swoje. W drugim secie wkradła się dekoncentracja. Było dużo prostych błędów i kilka momentów, kiedy spuściliśmy głowy. W kolejnej partii podnieśliśmy się i wygraliśmy. Świdnik znam od kilku lat, bo mieszkam tu z dziewczyną. Fajne miasto, ludzie i kibice. Cieszę się, że tu jestem i jak każdy chcę awansować do pierwszej ligi. Mamy tu dużą rywalizację, teraz doszedł jeszcze Tomek Błądziński. To jest potrzebne. Wtedy każdy z nas będzie się starał na treningach i w meczach, by grać w podstawowej szóstce.

MKS Avia Świdnik – Wisłok Strzyżów 3:1 (25:17, 23:25, 25:20, 25:20)

Avia: Guz, Sługocki, Rejowski, Kusior, Wiczkowski, Bonisławski, a także Kurek, Żywno, Obermeler, Baranowski i Misztal.

Opublikowano w Sport i Turystyka

Najczęściej czytane