• Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Repertuar
  • Idzie sobie Grześ...
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • rodzinka
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Zdrowy Świdnik
czwartek, 26 marzec 2020 18:46

Pierwsza liga dla Avii?

Polski Związek Piłki Siatkowej podjął decyzję o zakończeniu sezonu we wszystkich ligach siatkarskich w Polsce. Jest to oczywiście pokłosie pandemii koronawirusa, która dotknęła cały świat. Pojawiło się światełko w tunelu dające Avii Świdnik szansę na awans na zaplecze PlusLigi.

Dokładnie w ten weekend, zgodnie z planem miał odbyć się turniej półfinałowy. Nic takiego już się nie wydarzy. Sezon dla drugoligowców właśnie się zakończył. Podjęto wstępną decyzję dotyczącą awansów i spadków.

Pewne jest to, że z pierwszej ligi spadają dwa zespoły. Są to SPS Chrobry Głogów i SMS PZPS Spała. Jeśli chodzi o awans do pierwszej ligi, PZPS wskazał cztery drużyny z pierwszych miejsc w swoich grupach, które wykazały gotowość do gry w KRISPOL 1. Lidze Mężczyzn do weryfikacji przez PLS pod kątem gry na zapleczu PlusLigi. Są to: BAS Białystok, MKS Avia Świdnik, LKS Czarni Rząśnia oraz Sulęcińskie Towarzystwo Siatkarskie Olimpia. Pozostałe zespoły, z niższych miejsc w tabelach, czyli: MKS Andrychów, LUKS Wilki Wilczyn, KS Metro Warszawa, WKS Sobieski Żagań (zespoły, które wygrały rywalizację w pierwszej rundzie w fazie play-off i uzyskały prawo gry w turniejach półfinałowych), a także UMKS MOS Wola Warszawa (drużyna z pary, w której rywalizacja się nie zakończyła), które jednocześnie wykazały gotowość do gry w KRISPOL 1. Ligi Mężczyzn, również są wskazywane do ewentualnego awansu przy wolnych miejscach w lidze i spełnieniu wymogów określonych przez PLS. W związku z brakiem możliwości sportowych rozstrzygnięć w sezonie 2019/2020 żaden z zespołów II ligi mężczyzn nie spadnie do niższej ligi. Tak wygląda oficjalny komunikat związku. Kto z tego grona awansuje? Musimy poczekać na decyzję Polskiej Ligi Siatkówki. Jest taka możliwość, że wszystkie cztery zespoły znajdą się w pierwszej lidze. Wówczas w przyszłym sezonie, z pierwszej ligi spadałyby nie dwie, a cztery drużyny.

A co na ten temat sądzi szkoleniowiec Avii?

- Wiadomo, że każdy chciałby rozstrzygnięcia na boisku. My, czyli trenerzy i zawodnicy, już więcej zrobić nie możemy. Swoją pracę wykonaliśmy i teraz czekamy na decyzję. Szkoda, że to się tak przeciąga, bo nie da się ukryć, że czas jest tutaj bardzo istotny w perspektywie budowy zespołu na nowy sezon. Rynek jest już trochę przebrany. Drużyny drugoligowe zawsze były pod tym względem pokrzywdzone. Liczyłem, że teraz będzie inaczej, ale niestety. Musimy czekać, inni mogą już zacząć budować. Choć oczywiście jest to tylko teoria, bo wiele klubów również czeka na to, co będzie. Sytuacja, która ma miejsce pociągnie za sobą kryzys gospodarczy i kluby aktualnie nie wiedzą na czym stoją. Czekamy na decyzję. Miejmy nadzieję, że korzystną dla nas. Nie wiem czym działacze PLS-u będą się kierować robiąc audyt tych czterech klubów. Kwestie licencyjne były weryfikowane w trakcie sezonu i tu nic się nie zmieniło. Budżet jest wszędzie uzależniony od tego, w której lidze będzie się grało. Myślę, że najbardziej sprawiedliwie byłoby dopuszczenie wszystkich czterech zespołów, które się zgłosiły i powiększyć pierwszą ligę o te dwie drużyny. Wiem, że były też sugestie niektórych klubów, aby dopuścić wszystkich chętnych i podzielić ligę na dwie grupy, północ-południe czy wschód-zachód. To w dzisiejszych czasach mógłby być dobry sposób na oszczędności klubów i ograniczyłoby dalekie wyjazdy. Jeśli awansujemy do pierwszej ligi, to wielkich zmian nie planujemy. Będzie to uzupełnienie składu na kilku pozycjach, bo oczywiście musimy się wzmocnić. Czekamy też na odgórne plany, o co będziemy grać w przyszłym sezonie, bo to tez jest istotne. Od tego będą uzależnione plany transferowe. Wiem, że jest grupa klubów, które bardzo chcą walczyć o awans do PlusLigi w przyszłym sezonie, między innymi nasz sąsiad zza miedzy. Tutaj słyszałem o konkretnych planach na wzmocnienie składu. Na razie wszyscy jednak czekamy na dalsze decyzje. Oby były one korzystne dla nas, ale też niekrzywdzące dla innych klubów, bo to też jest istotne - powiedział trener Witold Chwastyniak.

Sytuacja jest dynamiczna. Wkrótce dowiemy się jaki los czeka żółto-niebieskich. Miejmy nadzieję, że w przyszłym sezonie będziemy mogli oglądać w Świdniku pierwszoligową siatkówkę.

Opublikowano w Sport i Turystyka
wtorek, 10 marzec 2020 09:10

Avia przeszła Krosno!

Za siatkarzami MKS Avia Świdnik weekend pełen wielkich emocji. Żółto-niebiescy zagrali w Krośnie dwa pięciosetowe mecze. W sobotę lepsze były Karpaty, ale już w niedzielę górą była Avia i to ona awansowała do turnieju półfinałowego.

Po ciężkich, choć zwycięskich meczach w Świdniku pewne było, że w Krośnie wygrać będzie szalenie ciężko. Karpaty idealnie trafiły z formą, której zabrakło im w początkowej fazie sezonu. W miniony weekend drużyna z Krosna postawiła Avii jeszcze trudniejsze zadanie. Elementem sprzyjającym gospodarzom była dodatkowo bardzo wąska hala.

Pierwszy set sobotniego meczu należał do Avii. Świdniczanie wygrali go 25:22 i wydawało się, że kolejne dwa sety będą kwestią czasu. Niestety, druga partia należała do Krosna, które wygrało ją do 21. W kolejnej również nie dali szans Avii, gromiąc ich 25:16. Żółto-niebiescy zabrali się ponownie do pracy w czwartym secie i do wyłonienia zwycięscy potrzebny był tie-break. Tutaj rywalizacja była najbardziej zacięta. Gospodarze mieli nieco szczęścia do decyzji sędziowskich i gra toczyła się na przewagi. Ostatecznie górą z tego impasu wyszli gospodarze, którzy wygrali mecz 3:2.

Drugie spotkanie zdecydowanie lepiej zaczęła drużyna z Krosna, wygrywając dwa pierwsze sety. W głowach świdnickich kibiców już pojawiła się możliwość zagrania piątego, decydującego meczu w Świdniku. Inne plany mieli jednak podopieczni Witolda Chwastyniaka, którzy pokazali niewątpliwy charakter wygrywając trzy kolejne sety, cały mecz 3:2 oraz zwyciężając rywalizację z Karpatami 3:1.

Tak ocenia rozgrywkę trener Witold Chwastyniak: - To był bardzo emocjonujący weekend z dużą dawką adrenaliny. Oba spotkania było bardzo nerwowe. Jak się okazało, Krosno dobrze zaprezentowało się nie tylko u nas, ale i u siebie. Wszyscy zadawali sobie pytanie, czy Michał Moniak jest w stanie zagrać jeszcze jeden taki mecz jak w Świdniku, a on zrobił to nie tylko raz, ale dwa. Hala w Krośnie jest mała. W sobotę mieliśmy dużo problemy w przyjęciu. Nie potrafiliśmy zrobić rywalom krzywdy zagrywką. Rozgrywający miał pełne pole do popisu. Zagrali 21 „krótkich”, co jest imponującym wynikiem. Mimo takiej gry, mogliśmy tę rywalizację zakończyć już w sobotę. Mieliśmy w górze piłkę meczową. Moniak w ataku uderzył w ścianę, a sędzia gdzieś dopatrzył się u nas bloku. Byłoby 15:13, a tak na zagrywkę poszedł wówczas Michał Moniak i losy spotkania się odwróciły. W niedzielę poprawiliśmy zagrywkę. Odrzuciliśmy Krosno od siatki i grali jedynie skrzydłami. Mieli sporo szczęścia w dwóch pierwszych setach. W drugiej partii sami pozwoliliśmy im dojść do głosu. Prowadziliśmy już 23:19, a przegraliśmy 27:25. Dokonałem dwóch zmian: za Tomka Błądzińskiego wszedł Marcin Kurek, a za Michała Baranowskiego - Rafał Obermeler. To okazało się kluczowe i odmieniło losy meczu. Tie-break był znów nerwowy. Zaczęło się od wyniku 5:1 po kolejnych kontrowersyjnych decyzjach sędziów. Szacunek dla chłopaków, że zdołali się podnieść i wygrać to spotkanie oraz całą rywalizacją. Ewentualny, piąty pojedynek, mimo że odbyłby się na naszym terenie, byłby pełen nerwów i obstawiam, że skończyłby się w pięciu setach.

Wielu kibiców martwi się formą drużyny. Pojawiają się głosy o problemach fizycznych siatkarzy Avii.

- Nie ma powodów do obaw. Zawodnicy są w dobrej formie. Pokazują to ostatnie spotkania, na których dwa razy z rzędu wytrzymywali tie-breaki. Także nie ma powodów do obaw. Krosno zagrało naprawdę dobre mecze. W późniejszym czasie może się okazać, że to najtrudniejsze nasze pojedynki w tym sezonie. Być może półfinały będą łatwiejsze niż play-offy z Karpatami. Wielu zawodników z Krosna wspięło się na wyżyny swoich możliwości i zagrało nie na drugoligowym, a na pierwszoligowym poziomie. Gdyby w tej chwili Krosno trafiło na inny zespół, to dotarliby do półfinału. Cieszę się, że mamy ich za sobą. Oglądając spotkania Andrychowa i Tychów, przekonałem się, że w żadnym z nich nie zbliżyli się do tego, co zaprezentowało Krosno w drugim spotkaniu u nas i dwóch na własnym terenie. Mieliśmy problemy kadrowe. Dopiero w drugim meczu Artur Sługocki wchodził na przyjęcie, gdzie dodał dużo spokoju. Na szczęście okazało się, że jego kość nie jest pęknięta i myślę, że na półfinały będzie w pełnej dyspozycji. Problemy ma również Marcin Kurek, który pokazuje, że jest waleczny i możemy na niego liczyć. Kilku zawodników było przeziębionych, ale dźwignęli się po zwycięstwo. Tak buduje się charakter i atmosferę w drużynie. Nie zwiesza się głów, tylko walczy do końca. To zaprocentuje, bo przed nami decydująca faza sezonu. Mamy teraz chwilę przerwy na odpowiednie przygotowanie - dodał W. Chwastyniak.

Karpaty Krosno - Avia Świdnik 3:2 (22:25, 25:21, 25:16, 20:25, 17:15)       

Karpaty Krosno - Avia Świdnik 2:3 (25:21, 27:25, 20:25, 23:25, 12:15)

Opublikowano w Sport i Turystyka
czwartek, 05 marzec 2020 09:19

StAVIAjmy na swoich!

Świdnik jest miastem, na terenie którego działa aktywnie kilkadziesiąt różnego rodzaju organizacji i stowarzyszeń. Jednym z najmłodszych, a jednocześnie bardzo prężnie funkcjonujących, jedynym takim na terenie lotniczego miasta, jest powstałe w maju 2017 roku Stowarzyszeniu Kibiców Avii Świdnik.

Choć oficjalnie Stowarzyszenie Kibiców Avii Świdnik założono niecałe trzy lata temu, to już wcześniej można było usłyszeć o działalności świdnickich kibiców. Narodziny zorganizowanego ruchu kibicowskiego w naszym mieście datuje się na początek lat 80. Już wówczas, na meczach sekcji siatkarskiej, a niedługo później również piłkarskiej, można było usłyszeć kibiców, którzy z „Sektora” wspierali swoich ulubieńców głośnym dopingiem. Piłkarze mogli liczyć na wsparcie nie tylko w spotkaniach przed własną publicznością, ale również na wyjazdach. Jeden z derbowych pojedynków Motoru z Avią okazał się pod tym względem rekordowy. Dumę lotniczego miasta dopingowała z sektora gości 800-osobowa grupa kibiców, a żółto-niebiescy wygrali to spotkanie 3:0.

Początek nowego tysiąclecia nie rozpoczął się dla Avii najlepiej. Rok wcześniej drużyna zanotowała spadek do trzeciej, a w kolejnym sezonie, po raz pierwszy od 40 lat, do czwartej ligi. W miejsce Fabrycznego Klubu Sportowego powołano Gminno Powiatowe Towarzystwo Sportowe, a dla świdnickich kibiców stało się jasne, że czasy występów na zapleczu piłkarskiej ekstraklasy szybko nie wrócą. Co prawda po drodze udało się wywalczyć jeszcze awans do III ligi, ale po reorganizacji rozgrywek w 2008 roku stała się ona de facto czwartym poziomem rozgrywkowym. Na przestrzeni lat próżno było dostrzec działania, które miałyby na celu chęć przywrócenia świdnickiego sportu na właściwe tory. W 2014 roku oddano do użytku nowoczesny stadion miejski, ale jak się później okazało, gruntowna przebudowa infrastruktury wcale nie oznaczała zmiany trwającego latami stanu rzeczy.

Czas na zmiany

Wróćmy jednak do kibiców Avii, którzy od tej pory coraz baczniej przyglądali się sytuacji w klubie. Czas na zmiany przyszedł w 2016 roku. Kondycja klubu była już na tyle mizerna, że brakowało środków na organizację spotkań, a piłkarze od kilku miesięcy nie otrzymywali wynagrodzenia za swoją pracę. Jasnym stało się, że bez natychmiastowego działania Avię czeka upadek, a w najlepszym razie drużyna rozpocznie kolejny sezon od zera – w najniżej klasie rozgrywkowej. Nie czekając na dalszy rozwój tej beznadziejnej sytuacji, kibice Avii jako pierwsi podjęli realne działania mające na celu uratowanie klubu przed upadkiem. Natychmiast padł pomysł przekształcenia Gminno-Powiatowego Towarzystwa Sportowego w spółkę miejską. Niedługo potem rozpoczęły się rozmowy z Urzędem Miasta, a w międzyczasie wydano okolicznościowe szaliki – cegiełki, z których całkowity dochód został przekazany piłkarzom. Rozmowy kibiców z włodarzami miasta zakończyły się sukcesem, w wyniku czego powołano Miejski Klub Sportowy Avia Świdnik. Pierwszym efektem współpracy nowych władz i kibiców Avii był herb – zaprojektowany z myślą o nawiązaniu do tradycyjnego znaku, którym posługiwał się FKS Avia Świdnik w najlepszych latach swojej działalności. Niedługo potem oficjalne założono Stowarzyszenie Kibiców Avii Świdnik, a jego aktywność rozszerzyła się o kolejne aspekty.

Nie tylko kibicowanie

Dzisiaj Stowarzyszenie Kibiców Avii Świdnik to prężnie działająca grupa mająca na celu promowanie klubu wśród mieszkańców miasta. Oprócz organizacji dopingu na meczach i wydawania pamiątek związanych z Avią, kibice pamiętają również o najmłodszych. Co roku odwiedzają wychowanków placówki „Nasz Dom” w Rybczewicach obdarowując ich najbardziej potrzebnymi artykułami. Spotkania z podopiecznymi domu dziecka stały się już tradycją, a cała akcja cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Warto wspomnieć też o odwiedzinach dzieci ze szkoły w Krępcu, gdzie zorganizowano miniturniej piłkarski, a wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątki związane z dumą lotniczego miasta. Kibice ze Świdnika nie pozostali obojętni również w sytuacji, gdy syn jednego z nich potrzebował natychmiastowej pomocy medycznej. Zorganizowano licytacje, z których zysk został przekazany na leczenie małego Krystiana. Stowarzyszenie bierze też udział w uroczystościach upamiętniających ważne wydarzenia z historii Avii, Świdnika i Polski.

Pod koniec 2019 roku wystartowała inicjatywa pod nazwą „Miasto w barwach”. W ramach tej akcji, na terenie Świdnika pojawiają się kolejne murale sławiące nasz największy i najbardziej zasłużony klub sportowy. Tego typu działania mają na celu zainteresowanie świdniczan historią Avii oraz przyciągnięcie ich na stadion przy ul. Sportowej 2. Stowarzyszenie ma nadzieję, że wspólnie z władzami MKS, uda się pokazać Avię w zupełnie nowym świetle – jako dobrze zorganizowany klub, który z powrotem staje się wizytówką Świdnika.

Opublikowano w Sport i Turystyka
wtorek, 03 marzec 2020 08:26

Trudna przeprawa (foto)

W pierwszych dwóch meczach fazy play-off siatkarze Avii Świdnik dwukrotnie wygrali z Karpatami Krosno, jednak nie przyszło im to w łatwy sposób. W sobotę było 3:1 dla żółto-niebieskich, zaś w niedzielę kibice oglądali pięciosetową batalię zakończoną zwycięstwem 3:2.

Do obu meczów Witold Chwastyniak nie mógł wystawić swojego podstawowego przyjmującego, Artura Sługockiego, który nabawił się kontuzji stawu skokowego. Jak się później okazało, miało to duży wpływ na grę Avii.

Początek sobotniego meczu był wyrównany. Z czasem to jednak żółto-niebiescy powiększyli przewagę. Dobrze funkcjonował środek z Michałem Baranowskim na czele oraz umiejętnie dyrygował grą Dawid Wiczkowski. Avia nie oddała przewagi do końca seta i wygrała 25:20.

W drugim secie goście ryzykowali zagrywką. Efekty były różne. Niekiedy świdniczanie nie radzili sobie z mocnymi serwisami. Avia nie była dłużna Karpatom i konsekwentnie starała się odrzucać gości od siatki zagrywką. Dobrze funkcjonował również blok, co przyniosło ponownie kilkupunktową przewagę. Tym razem rywalom żółto-niebieskich udało się zdobyć zaledwie 19 punktów.

Trzecia partia stała pod znakiem kryzysu gospodarzy. Karpaty znów zaryzykowały zagrywką i to przyniosło efekt w postaci kilkupunktowej przewagi, która przerodziła się ostatecznie w zwycięstwo do 21.

Czwarty set rozpoczął się od trzypunktowej przewagi gości. Kibice oglądali dużo stykowych sytuacji i długich wymian. W poczynania Avii wkradło się trochę nerwowości. W połowie seta szczęście dopisało wreszcie podopiecznym Witolda Chwastyniaka. Dołożyli do tego dobrą skuteczność w ataku i pomału zaczęli odrabiać straty. Świetną zmianę dał wówczas Tomasz Błądziński. Avia wyszła na prowadzenie i sukcesywnie powiększała przewagę, kończąc seta wynikiem 25:19, a cały mecz 3:1.

MKS Avia Świdnik – Karpaty Krosno 3:1 (25:20, 25:19, 21:25, 25:19)
MKS Avia: Guz, Kurek, Wiczkowski, Rejowski, Obermeler, Baranowski, Bonisławski (libero) oraz Żywno, Misztal i Błądziński

Niedziela na boisku

Od początku niedzielnego meczu goście postawili wszystko na jedną kartę. Zagrywali bardzo mocno, czym sporo ryzykowali. Avia momentami kompletnie nie mogła sobie poradzić, dokładając do tego proste błędy w przyjęciu oraz nieskuteczność w ataku. W końcu zaczął funkcjonować blok, co spowodowało, że Karpaty zaczęły się gubić, a Avia odrobiła straty. Po asie serwisowym Bartłomieja Misztala świdniczanie zyskali dwupunktową przewagę. Dalsza część seta toczyła się punkt za punkt. W końcówce  świetną zagrywką błysnął Błądziński i żółto-niebiescy wygrali 25:23.

W drugim secie Karpaty zaczęły bardzo skutecznie grać blokiem. W Avii przyjęcie znów nie funkcjonowało jak należy i goście znów zyskali czteropunktową przewagę. Wówczas na zagrywkę w drużynie z Krosna wszedł Michał Moniak. Niespełna 23-letni atakujący kilkukrotnie pod rząd zaserwował, nie dając szans na obronę zawodnikom Avii. Karpaty odskoczyły na siedem punktów. Świdniczanie próbowali odpowiedzieć asem Żywno, ale w tym secie nic to już nie zmieniło. Goście wygrali go 25:17.

Trzecia partia rozpoczęła się źle dla gospodarzy. Świdniczan złapano kilka razy na bloku, głównie grając środkiem. Z czasem przewaga gości malała. Dzięki atakom Żywno i dobrej zagrywce Wiczkowskiego, Avia zmniejszyła stratę do dwóch punktów. W takich momentach jednak Karpaty mogły liczyć na Michała Moniaka, który znów dał o sobie znać na zagrywce. Przy wyniku 21:24 wydawało się, że jest już po secie. Wtedy żółto-niebiescy zaczęli dobrze grać blokiem i odrzucali zagrywką rywali od siatki. Zrobiło się 24:24. Dużo szczęścia w tej fazie meczu miały Karpaty. Po jednym z ich niepewnych przyjęć, piłka przeszła tuż pod sufitem, nie dotykając lamp. Sędziowie również, mówiąc  delikatnie, nie pomogli gospodarzom i gra toczyła się punkt za punkt aż do stanu 30:30. Na zagrywce pojawił się fenomenalny tego dnia Moniak i zakończył seta asem.

Karpaty prowadziły 2:1, ale widać było, że dali z siebie już maksimum w tym spotkaniu. W kolejnym secie wyraźnie spuścili z tonu, a Avia koniecznie chciała odrobić straty. Przewaga w czwartej partii szybko rosła. Goście byli wówczas tylko tłem dla znacznie lepiej grającej Avii. Set zakończył się wynikiem 25:14.

Przyszedł czas na decydujące starcie tego dnia - tie-break. W piątym secie znów to Avia szybko zdobyła przewagę. Do stanu 12:9 wszystko szło idealnie. Wówczas siatkarze ze Świdnika zaczęli mylić się w ataku, a goście poczuli krew. Zrobiło się 12:12. Było to jednak wszystko, na co stać było Karpaty. Avia zdobyła trzy kolejne punkty i wygrała spotkanie 3:2.

MKS Avia Świdnik – Karpaty Krosno  3:2 (25:23, 17:25, 30:32, 25:14, 15:12)
MKS Avia: Wiczkowski, Żywno, Guz, Błądziński, Kusior, Machowicz, Bonisławski (libero) oraz Misztal, Rejowski i Baranowski.

Oba spotkania podsumował trener Witold Chwastyniak:

- To był trudny weekend, ale takich spotkań się spodziewaliśmy. Karpaty, co prawda przystąpiły do play-offów z czwartego miejsca, ale patrząc na rundę rewanżową, przegrali tylko jedno spotkanie - z nami w Świdniku. Mieliśmy swoje problemy kadrowe. Marcin Kurek nie mógł zagrać w pełnym wymiarze, a Artur Sługocki nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z dwóch meczów. Było to widać na boisku. Szwankowało przyjęcie, nie mogliśmy dograć piłki do siatki. Gdy przyjęcie było dobre, to mieliśmy wszystko pod kontrolą. Drużyna gości rozegrała rewelacyjnie, w drugim spotkaniu szczególnie popisał się Michał Muniak. Drugi taki mecz mu się nie zdarzy i oby mu się nie zdarzył, a przynajmniej nie z nami. Czego nie dotknął, zamieniał w punkt. Popełnił też jednak trochę błędów i kilka razy udało nam się go zablokować. Choćby w najważniejszym momencie, czyli tie-breaku. Na zagrywce wyczyniał cuda, z czym nie mogliśmy sobie poradzić. Mam nadzieję, że w Krośnie zagrywka nie będzie mu już tak siedzieć. Szczególnie, że tam jest jeszcze mniejsza sala. My nie popełnialiśmy za dużo błędów w zagrywce, ale też nie robiliśmy nią krzywdy. Goście dobrą grą Moniaka wyraźnie się nakręcali. Dołączyło do niego dwóch przyjmujących. Jeśli mamy do zatrzymania nie jednego, a trzech zawodników, to robi się problem. Oni też niekoniecznie celowali w boisko, a nasz blok zaczął w pewnym momencie reagować nerwowo. Karpaty miały też dużo szczęścia. Mnóstwo przypadkowo podbitych piłek czy odbitych od barku lub głowy. Gdy już piłka trafiła w parkiet, znowu sędzia dopatrzył się u nas dotknięcia siatki. Dużo nerwowości wkradło się w nasze szeregi i trzeba będzie nad tym popracować, bo takich spotkań będzie teraz więcej. Nasi zawodnicy nie powinni się odwracać od siatki, od przeciwników. Wręcz przeciwnie. Wtedy należy wejść z rywalami w dyskusję. Myślę, że mamy kilku zawodników, którzy potrafią tak grać i do tego będziemy dążyć. Krosno postawiło w tych meczach na jedną kartę. Szczególnie widać to po liczbie zepsutych zagrywek. W sobotę było ich 32, a w niedzielę niewiele lepiej, bo 26. Wiedzą doskonale, że jak nie zaryzykują, to większych szans z nami nie mają. Tak to będzie wyglądało. Raz im wyjdzie, a raz nie. Chcieliśmy urozmaicić grę, ale przyjęcie było jakie było i nie mogę mieć żadnych pretensji do rozgrywających. Mało mieli okazji do pokazania się. Dużo wniósł w grze środkiem Michał Baranowski, który swoim doświadczeniem wprowadził trochę ożywienia. Szkoda, że nie mogliśmy skorzystać ze wszystkich. Liczę na to, że już w Krośnie Artur Sługocki będzie mógł wchodzić na przyjęcie, bo ono jest kluczowe. Krosno u siebie jeszcze mocniej na nas naskoczy, bo nie mają nic do stracenia. Przegrywają 2:0, więc postawią na jedną kartę. Musimy grać spokojnie tak, aby nie wkradła się zbędna nerwowość. Miejmy nadzieję, że wszystko rozstrzygnie się w pierwszym spotkaniu w Krośnie i będziemy mogli skupić się na przygotowaniach do turnieju półfinałowego.

Opublikowano w Sport i Turystyka
środa, 26 luty 2020 13:56

Czas na play-off!

Zgodnie z przewidywaniami, siatkarze Avii Świdnik bez problemu poradzili sobie w rundzie zasadniczej sezonu 2019/2020. Podopieczni Witolda Chwastyniaka zajęli w niej pierwsze miejsce z 40 punktami na koncie i przewagą aż 14 punktów nad wiceliderem. Teraz czas na kolejny etap w drodze po awans, play-off.

Przed sezonem świdniczanie typowani byli na głównych kandydatów do awansu. W pierwszej połowie roku pozyskano dużego sponsora jakim jest Lubelski Węgiel Bogdanka S.A., co pozwoliło przemeblować drużynę. Prezes Radosław Szczerba ściągnął do klubu trenera z pierwszej ligi, który jeszcze niedawno grał na parkietach najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Wspólnie zbudowali skład będący mieszanką młodych, perspektywicznych zawodników z doświadczonymi. Wielokrotnie podczas rundy widać było, że Avia przerasta rywali o kilka klas. Żółto-niebieskim brakowało meczów z wymagającymi przeciwnikami. Nie pomagał im również rozłożony w czasie terminarz, w którym było kilka dłuższych przerw. Po okresie ostrzejszych treningów przyszedł czas na poważne granie. To już moment, w którym nie ma miejsca na wpadki i słabszą dyspozycję dnia. Trener Chwastyniak wielokrotnie powtarzał, że przygotowuje swoją drużynę właśnie na najważniejszy okres sezonu. Wtedy jego zawodnicy mają być w najwyższej formie.

Rundę zasadniczą Avia przeszła bez porażki, tracąc łącznie zaledwie 11 setów. Niewielkie kłopoty świdniczanie mieli tylko w Strzyżowie oraz Sędziszowie Małopolskim, gdzie stracili jedyne dwa punkty. Pomiędzy meczami ligowymi potrafili pokonać pierwszoligową drużynę z Siedlec, ale także ulec BAS-owi Białystok. Pierwszy mały krok został wykonany. Jak rundę zasadniczą oceniają sami zainteresowani?

Artur Sługocki (przyjmujący):

- Jesteśmy faworytami ligi. To jasne, że celowaliśmy w play-offy. Przebrnęliśmy przez rundę zasadniczą w miarę sprawnie. Gra mogła wyglądać oczywiście lepiej. Mieliśmy lepsze i gorsze chwile, ale patrzymy cały czas do przodu i skupiamy się na kolejnej fazie rozgrywek. Brakowało nam trochę mocnego przeciwnika w lidze, z którym moglibyśmy rywalizować. Z takimi drużynami zagraliśmy tylko w meczach sparingowych. W lidze opór napotkaliśmy zaledwie w dwóch, trzech spotkaniach.

Witold Chwastyniak (trener):

- Druga część rundy była troszkę trudniejsza. Kilka zespołów postawiło nam wyżej poprzeczkę niż na początku sezonu. Były to mecze, w których naprawdę musieliśmy się skupić, choć życzyłbym sobie więcej takich pojedynków jak w Sędziszowie czy nawet ten ostatni z Jasłem. Mówi się, że nasza grupa jest najsłabsza. Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Obserwuję inne grupy, mam tam też znajomych. W większości sytuacja wygląda podobnie.  Jeden, dwa zespoły dominują, reszta nieco odstaje. Kluczowy będzie turniej półfinałowy, jeśli się tam oczywiście dostaniemy. Wyjście z naszego półfinału zawsze dawało awans. Będziemy rywalizować z drużynami z Małopolski i Śląska. Ta grupa nie jest może lepsza od naszej, ale grają w niej wyżsi zawodnicy. Różnicę  pokazał nam niedawno Białystok.

Przeciwnikiem Avii w fazie play-off będą Karpaty Krosno, które zajęły czwartą lokatę. Pierwsze dwa pojedynki żółto-niebiescy stoczą w Świdniku. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę (29.02 i 1.03) spotkania rozpoczną się o godzinie 18.00, w hali sportowej przy Szkole Podstawowej nr 7. Wstęp na mecze jest bezpłatny.

Opublikowano w Sport i Turystyka
piątek, 21 luty 2020 18:47

Zagrają w Warszawie

Piłkarze Avii Świdnik nie zwalniają tempa. Po trzech meczach w ciągu kilku ostatnich dni przyszedł czas na ostatni, wyjazdowy sparing w trakcie przygotowań do rundy wiosennej. Podopieczni Łukasza Mierzejewskiego pojadą w sobotę do Warszawy, by zmierzyć się z trzecioligowym Ursusem.

Trzy spotkania zakończyły się dwoma zwycięstwami Avii z czwartoligowcami oraz jedną porażką z walczącym o awans do pierwszej ligi Górnikiem Łęczna. Żółto-niebiescy strzelili w tych meczach 14 bramek, a stracili osiem.

W sobotę, o godzinie 13.00 świdniczanie zagrają w Warszawie z występującym w trzeciej lidze, grupie pierwszej, Ursusem. Pomarańczowo-biało-niebiescy zajmują po rundzie jesiennej 14. miejsce i na wiosnę będą się bić o utrzymanie.

Relację na żywo (składy, bramki i najważniejsze akcje)  z tego spotkania będziecie mogli śledzić na naszym profilu na Facebooku, od godziny 12:45.

Opublikowano w Sport i Turystyka
czwartek, 20 luty 2020 09:16

Brąz Jakuba Hołuba

W miniony weekend, w Toruniu odbyły się halowe mistrzostwa Polski do lat 20. Świdniczanin Jakub Hołub wywalczył brązowy medal w skoku wzwyż.

Reprezentant AZS UMCS Lublin wyrównał w Toruniu swój życiowy rekord. 18-latek pokonał wysokość 2,06 m, co dało mu trzecią lokatę. Drugie miejsce zajął Jakub Pająk z UKS Błyskawica Domaniewice (2,08 m), zaś mistrzem Polski został Marcin Jachym z CWKS Resovii Rzeszów, który przeskoczył poprzeczkę zawieszoną na wysokości 2,10 m.

- Miałem nie startować w Halowych Mistrzostwach Polski, ale ostateczną decyzję podjęliśmy razem z trenerem. Jechałem na mistrzostwa bez jakiejkolwiek pewności o dobrym starcie. Z tego powodu jestem bardzo zadowolony z wyniku. Nie mówiąc o tym, że skakałem „na ślepo”, ponieważ na początku konkursu złamały mi się okulary. Osobiście nie przypuszczałem, że ten rezultat będzie pozycją medalową. Moi koledzy ze skoczni byli bardzo dobrze przygotowani, a ja byłem teoretycznie w okresie roztrenowania. Sezon halowy uważam za zakończony pozytywnie. Teraz trzeba się przygotować do sezonu letniego i powalczyć o medale podczas MP i minimum na MŚ U20 w Nairobi - powiedział Jakub Hołub na łamach portalu azs.umcs.pl.

Opublikowano w Sport i Turystyka
wtorek, 18 luty 2020 12:02

Pokonali Jasło

W ostatniej kolejce rundy zasadniczej drugiej ligi grupy szóstej, siatkarze Avii Świdnik pokonali na własnym parkiecie MKS MOSiR Jasło 3:1. Teraz świdniczanie czekają na play-off, w którym zmierzą się z Karpatami Krosno.

Avia miała w tym meczu lepsze i gorsze momenty. Pierwszy set rozpoczął się od prowadzenia gości 4:3. Asy serwisowe Bartłomieja Żywno i Artura Sługockiego dały świdniczanom dwupunktową przewagę, którą chwilę później roztrwonili przez błędy w przyjęciu. W drugiej fazie seta asem popisał się Marcin Kurek. Dobrze pracował również blok żółto-niebieskich. Goście zaczęli mylić się w polu zagrywki, co poskutkowało powiększającą się przewagą Avii. Ostatecznie świdniczanie wygrali tę część spotkania 25:21.

Druga partia znów zaczęła się od prowadzenia gości z Jasła. Dopiero przy dziesiątym punkcie gospodarze odrobili straty. Za chwilę jednak znów wróciły stare koszmary w przyjęciu. Rozgrywający z Jasła zaskakiwał świdniczan atakiem i goście odskoczyli na sześć punktów. W końcówce seta Avia wzięła się do pracy, jednak to nie wystarczyło, by wygrać i zakończyli go się 23:25.

W trzeciej części meczu Avia prowadziła od początku. Nie obyło się bez kłopotów z przyjęciem, ale dobra gra blokiem i świetna zagrywka Artura Sługockiego zrekompensowały te mankamenty. Pod koniec seta goście kilkukrotnie załapali swoich rywali na bloku, przez co przewaga nieco zmalała. W końcowym rozrachunku nic im to nie dało i Avia wygrała tę partię 25:21.

Czwarty set był bardzo wyrównany. Długo prowadziło w nim Jasło, które imponowało skutecznością w ataku. Pod koniec Avia wyrównała za sprawę świetnej serii na zagrywce Dawida Wiczkowskiego oraz asa serwisowego Marcina Kurka. W samej końcówce świdniczanie wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca, zwyciężając do 22, a całe spotkanie 3:1.

- To był trudny mecz. Chłopaki z Jasła wysoko postawili poprzeczkę. Chcieli urwać punkty, bo mieli jeszcze matematyczne szanse na czwórkę. Cieszymy się ze zwycięstwa, choć musimy jeszcze dużo poprawić nad naszą grą. Ciężki okres przygotowawczy mamy już za sobą. Teraz wchodzimy na lżejsze obciążenia. Dużo czasu przeznaczamy na regenerację. To spotkanie nie wyglądało tak, jak powinno w sparingach z Białymstokiem. Nasze nastawienie też nie było takie, jak należy, ale to już za nami. Wyciągnęliśmy wnioski i skupiamy się na fazie play-off - powiedział przyjmujący Artur Sługocki.

- Jasło zaryzykowało zagrywką, my trochę za wysoko skakaliśmy do bloku i nas poobijali. Musimy nauczyć się cierpliwości. Zdecydowanie z naszej strony za dużo było rozwiązań siłowych w ataku. Później tych skuteczniejszych ataków ze strony Artura i Marcina było więcej. Troszkę słabiej dysponowany był Bartek Żywno, który nie mógł złapać swojego rytmu. Nasza forma idzie w górę. Myślę, że będzie na tyle wysoka, byśmy wygrali dwa pierwsze spotkania u siebie z Karpatami, by później nie było niepotrzebnej presji. Widać, że niektórzy poprawili zagrywkę względem ostatnich sparingów, a niektórym dalej ten element gry sprawia problemy. Brakuje nam jeszcze świeżości, ale ona przyjdzie na te najważniejsze mecze. Tam już błędów nikt nam nie wybaczy, bo nie będzie ligi, gdzie można coś nadrobić. Każdy mecz trzeba będzie wygrać. Musimy złapać luz, nie usztywniać się i wrócić do gry środkiem. W tym meczu założyliśmy, że będziemy jak najwięcej grać środkiem, choć i tak było tego zbyt mało. Bardzo ważnym elementem jest przyjęcie i ono daje rozgrywającemu komfort. Podobnie zagrywka, dzięki której możemy stawiać skuteczny blok - podsumował trener Witold Chwastyniak.

MKS Avia Świdnik- MOSiR Jasło 3:1(25:21, 23:25, 25:21, 25:22)

Pierwsze dwa spotkania fazy play-off z Karpatami Krosno odbędą się w Świdniku 29 lutego i 1 marca.

Opublikowano w Sport i Turystyka
poniedziałek, 03 luty 2020 18:10

Wciąż niepokonani!

W 12. kolejce drugiej ligi grupy szóstej siatkarze Avii Świdnik mieli niełatwą przeprawę. Bardzo trudne warunki zawodnikom Witolda Chwastyniaka postawiła drużyna Extransu Sędziszów Małopolski. Po pięciosetowej batalii górą byli jednak żółto-niebiescy.

Podopieczni byłego siatkarza Avii, Tomasza Józefackiego, nie mieli nic do stracenia i podczas meczu ryzykowali zagrywką. Przyniosło to efekt w postaci niespodziewanej wygranej w pierwszym secie 25:23. W drugiej partii do pracy wzięli się świdniczanie gromiąc rywali do 16. W kolejnej odsłonie spotkania ponownie górą była Avia i wydawało się, że znów pokonają przeciwników za trzy punkty. Wówczas nadszedł najbardziej zacięty set, w którym Extrans wygrał 26:24. Do wyłonienia zwycięzcy rozgrywki potrzebny był tie-break. W nim wyraźnie lepsi okazali się siatkarze Avii. Piąty set zakończył się wynikiem 15:8, a cały mecz 3:2.

- Sędziszów zaskoczył nas bardzo pozytywnie. Duży szacunek dla naszych rywali, szczególnie Tomka Józefackiego za odpowiednie poukładanie zespołu, który zagrał naprawdę fajną siatkówkę. Życzyłbym sobie, żeby więcej drużyn w tej lidze tak grało. Co prawda, troszkę rotowaliśmy składem i próbowaliśmy różnych ustawień, ale to w żaden sposób nie umniejsza postawy Extransu, którą zaprezentowali w tym spotkaniu. Myślę, że jak tak dalej będą grać, będą głównym kandydatem do półfinału. W ostatnim czasie miałem okazję obejrzeć dwa mecze grupy szóstej, na którą możemy trafić w półfinale i powiem szczerze, że nasz pojedynek w Sędziszowie stał na wyższym poziomie. Kilka prostych błędów spowodowało, że nie zamknęliśmy się w czterech setach, jednak jestem zadowolony z tego, że chłopaki mogli przećwiczyć kilka wariantów z wymagającym rywalem. Na swoją pozycję wrócił Marcin Kurek, który zagrał w tym meczu seta. Na razie tylko tyle, ponieważ oszczędzamy go i przygotowujemy, by był w pełni gotowy na najważniejsze mecze - podsumował trener Witold Chwastyniak.

Następny mecz Avia rozegra 15 lutego. Do Świdnika, na ostatnie spotkanie rundy zasadniczej przyjedzie piąty w tabeli MOSiR Jasło.

Extrans Sędziszów Małopolski – MKS Avia Świdnik 2:3 (25:23, 16:25, 22:25, 26:24, 8:15)

Avia: Artur Sługocki, Marcin Kurek, Paweł Rejowski, Konrad Machowicz, Tomasz Kusior, Dawid Wiczkowski, Dariusz Bonisławski (libero) oraz Bartłomiej Misztal, Michał Baranowski, Jakub Guz, Tomasz Błądziński, Rafał Obermeler, Bartłomiej Żywno

Opublikowano w Sport i Turystyka
piątek, 31 styczeń 2020 10:25

Świdniczanin wicemistrzem!

W minionym tygodniu, w Lizbonie odbyły się Mistrzostwa Europy organizacji IBJJF w brazylijskim jiu jitsu. Wystartował w nich świdniczanin Mikołaj Mazur, który przywiózł ze stolicy Portugalii srebrny medal.

European IBJJF Jiu-Jitsu Championship to najbardziej prestiżowe zawody w Europie oraz drugie, co do wielkości  na świecie. W tym roku, w Lizbonie wystartowało około 5 tys. sportowców z całego świata.

- Jest to okazja na zweryfikowanie umiejętności i zmierzenie się z najlepszymi zawodnikami. Osobiście, w swojej kategorii super ciężkiej (do 100,5 kg) purpurowych pasów, stoczyłem cztery walki z przeciwnikami z Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz dwoma Brazylijczykami. Trzy z nich wygrałem, ulegając nieznacznie w finale. Cieszę się z tego medalu, który jest marzeniem każdego zawodnika brazylijskiego jiu Jitsu w Polsce. Zrobiłem to drugi raz z rzędu, ponieważ rok temu zająłem trzecie miejsce. Ten sukces odbieram jako zastrzyk motywacji do dalszych treningów, startów i własnego rozwoju. Życzę każdemu, żeby znalazł w życiu pasję, bo chyba nic innego nie potrafi przynieść nam większej radości i zarazem poczucia wolności - mówi Mikołaj Mazur i dodaje: - Pierwsze dwie walki wygrałem szybkimi poddaniami, przez dźwignię prostą na rękę oraz duszenie. W półfinale pokonałem rywala na punkty, zaś finał rozstrzygnął się decyzją sędziów, gdzie nieznacznie przegrałem.

Opublikowano w Sport i Turystyka
Strona 1 z 8

Najczęściej czytane