• Zdrowy Świdnik
  • rodzinka
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Repertuar
niedziela, 29 grudzień 2019 09:14

Nie sztuka wejść na szczyt

Napisał 

W 2020 roku będzie obchodzić 60-lecie. U progu swojego jubileuszu GLTS Świdniczanka Świdnik Mały jest bliska upragnionego awansu do czwartej ligi. Klub, który jeszcze kilka lat temu był na skraju upadku, sukcesywnie pnie się w górę. W głównej mierze dzięki jego prezesom i jednocześnie właścicielom firm, które go sponsorują. Rozmawialiśmy z jednym z nich - Grzegorzem Żuchnikiem.  

- Wszyscy to powtarzają, więc myślę, że i dla Pana cel jest jeden - awans.

- Oczywiście, patrząc na tabelę oszukiwałbym wszystkich mówiąc, że nie. Chcielibyśmy awansować, ale droga jest jeszcze daleka. Za wyniki jesieni nikt nam awansu nie da. Wszystko okaże  się dopiero wiosną. Cel jest jeden, ale nie będziemy do niego szli po trupach. Chociaż uważam, że zespoły takie jak my, czy też Opolanin i POM wniosłyby coś to tych rozgrywek. Na razie nie ma sensu patrzeć tak daleko w przyszłość, trzeba po prostu wygrywać następne mecze.

- Będziecie się wzmacniać w zimowym oknie transferowym?

- Rozglądamy się, jak pewnie większość drużyn, szczególnie za młodymi zawodnikami, ze statusem młodzieżowca, którzy mogliby walczyć o pierwszy skład. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której przynajmniej dwóch piłkarzy na każdej pozycji rywalizowałoby ze sobą o pierwszą jedenastkę. Jeżeli trafi się klasowy zawodnik, który będzie chciał u nas grać i pomóc nam osiągnąć nasze cele, to jak najbardziej takich ludzi chcemy. Jeżeli dokonamy transferów to nielicznych i tylko takich, które podniosą nasz poziom. Patrząc na wyniki widać, że skład jaki mamy obecnie, stać na bardzo dużo.

- Grają u Was praktycznie tylko zawodnicy z regionu. Zamierzacie się tego nadal trzymać?

- Co prawda możliwości finansowe pozwalają na ściągnięcie zawodników spoza regionu, jednak uważamy, że lokalny rynek jest bardzo duży. Jest tu sporo młodych piłkarzy, ale też zawodników doświadczonych, ogranych w wyższych ligach. W oparciu o nich, da się stworzyć sensowną drużynę.  Czasem ludzie, z różnych powodów, przeprowadzają się do Świdnika lub Lublina. Tak było z Damianem Miazgą, którego pozyskaliśmy. Niektórzy mają już swoje lata i nie chcą ruszać się poza region. Chcą stabilizacji. Wykorzystujemy tę sytuację. Nie sięgamy po zawodników z daleka, dopóki da się stworzyć porządną drużynę z lokalnych graczy.

- Świdniczanka jest gotowa na czwartą ligę finansowo i pod względem infrastruktury?

- Jeśli chodzi o finanse, to jesteśmy gotowi na grę jeszcze wyżej niż w czwartej lidze. Razem z prezesem Nigro prowadzimy firmy, które są od wielu lat na rynku, więc to nie jest dla nas wielki problem. Między klasą okręgową a czwartą ligą nie ma aż takiej różnicy. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to mamy pewne problemy. Wypożyczamy boisko od Neptuna w Świdniku Dużym. Płacimy za to i utrzymujemy pracownika, który zajmuje się obiektem. Staramy się rozwijać boisko treningowe, gdzie będą mogły trenować grupy młodzieżowe, których mamy coraz więcej. Chcemy też, żeby wyniki sportowe doprowadziły do powstania lepszej infrastruktury. Najlepiej byłoby, gdyby szło to równolegle. To jest projekt długofalowy. Nie chcemy, żeby istnienie Świdniczanki było uzależnione tylko od tego naszego wkładu finansowego. Nie sztuka wdrapać się na szczyt i szybko z niego spaść, lepiej budować solidne podstawy i powoli dochodzić do celów sportowych i infrastrukturalnych. Awans jest ważny, ale nie musi do niego dojść natychmiast. Jeśli osiągniemy nasz cel, będziemy szczęśliwi i myślę, że zadomowimy się w czwartej lidze w oparciu o ludzi, którzy u nas grają lub może z dwoma, trzema wzmocnieniami. Wiadomo, chciałoby się być w trzeciej, drugiej, pierwszej lidze, ambicja ludzka jest nieograniczona. Budowaliśmy swoje firmy systematycznie i konsekwentnie. Wierzymy, że w ten sposób można do czegoś dojść. Również w sporcie sukces nie polega na rzucaniu się na głęboką wodę, bo potem nikt nie chce nawet rzucić koła ratunkowego, a wręcz cieszą się, że projekt zatonął.

- „Neptun Arena” spełnia wymogi czwartej ligi?

- Z tego co wiem nasz stadion wymaga niewielkich zmian. Trzeba oddzielić strefę przejścia zawodników do boiska oraz wydzielić sektor gości. Cała reszta spełnia wymogi potrzebne do gry w czwartej lidze. Myślę, że z tym nie będzie problemów. Oczywiście marzy nam się żeby powstały budynki, by zrobić oświetlenie. To by rozwiązało wiele problemów, choćby w okresie jesiennym, gdy wcześnie robi się ciemno. Większość zawodników pracuje i treningi odbywają się popołudniami. Prowadzimy rozmowy, musimy uzyskać odpowiednie pozwolenia, doprowadzić zasilanie. Pytanie również, na ile firma Neptun zechce się zaangażować i nas wspomóc.

- Jak przebiega proces budowania takiego klubu?

Sam klub istnieje długo, w 2020 roku będziemy obchodzić 60-lecie. Oczywiście miło byłoby gdyby jubileusz zakończył się awansem. Klub się odradza. Na nowo tworzyliśmy regulaminy, zaplecze księgowe, prawnicze, lekarskie. To wszystko już mamy. Pokonaliśmy najgorsze. Teraz musimy poziom utrzymać i robić kolejne kroki do przodu.

- Jak reaguje na Was lokalne środowisko piłkarskie?

- Dużo ludzi nam pomaga, jak chociażby prezes Avii Radosław Szczerba, który użycza nam boiska ze  sztuczną murawą. Duże dla niego za to ukłony. Szczególnie to dla nas ważne w tych okresach jesienno-zimowych. Jest też sporo osób, które nas wspierają mentalnie. Powstała także grupa kibiców, co jest dla mnie pozytywnym szokiem. Widać, że ludzie tym żyją, że jest to dla nich okazja na oderwanie się od codzienności. Wspomniałem o prezesie Avii, bo też dzięki rozmowom z nim, udało się rozegrać mecz między naszymi klubami na głównej płycie stadionu miejskiego, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Było sympatycznie i właśnie o to chodzi. Wszyscy tworzymy lokalną społeczność i fajnie, że sobie nie utrudniamy, a wręcz przeciwnie, pomagamy. Wiemy też, gdzie jesteśmy, a gdzie Avia. To jest bardzo zasłużony klub. Myślę, że dla świdnickiej piłki dobrze byłoby, gdybyśmy awansowali. Czwarta liga mogłaby być zapleczem dla Avii. Wiadomo, oni ściągają zawodników klasowych, ale są też tacy, którzy mogliby się u nas ogrywać. Moglibyśmy ich wypożyczać, a także działałoby to w drugą stronę. Patrzę na to pod kątem współpracy, nie zaciekłej rywalizacji. Nie chodzi o to, żeby się zwalczać, tylko rozwijać. Zawodnicy trzecioligowi niechętnie chcą się ogrywać w okręgówce, ale w czwartej lidze, owszem. Czasami jest tak, że zawodnik trafia do trzeciej ligi i choć jest bardzo utalentowany, brakuje mu ogrania i rzeczywistość na tym poziomie go przerasta.

- Nie znudzi Wam się to za szybko?

- Nie mogę co prawda mówić za kolegę, ale on też długo działa w klubie. Zdaje się, że od B klasy. Ja przyszedłem trochę później, nie ukrywam, że po dłuższych namowach z jego strony. Kiedyś grałem w piłkę, jednak życie tak się potoczyło, że pożegnałem się ze sportem dość szybko. Skończyłem studia, ale zawsze byłem gdzieś przy piłce. Nie sądzę, by mi się to znudziło. Nie czujemy się wypaleni, idziemy krok po kroku do przodu. Cieszę się, że powstają u nas grupy młodzieżowe. Jest ich pięć czy sześć, każda po 20 osób. Już wśród dzieci widać takie, które się wyróżniają i w przyszłości mogą stanowić o naszej sile. To jest też szansa dla nich. Piłka odciąga je od komputerów, smartfonów i tabletów. Pierwsza drużyna i cała otoczka też ich pociągają i to jest bardzo fajne. Jesteśmy stowarzyszeniem z ograniczonymi możliwościami pozyskiwania dodatkowych środków. Być może w przyszłości będziemy zmuszeni przekształcić się w spółkę handlową. Oczywiście na razie jest  za wcześnie, by o tym myśleć. Stąpamy realnie po ziemi, nie zadzieramy nosa, bo już nie takie osoby były w piłce i nie takie pieniądze w niej przepuściły. Cieszę się, że z prezesem Nigro mamy jedno zdanie i jak dotąd nie mieliśmy żadnego konfliktu. Bardzo fajnie tez trafiliśmy z trenerem, który potrafi wydobyć z chłopaków wszystko, co najlepsze.

Mateusz Ostrowski

Najczęściej czytane