• rodzinka
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Repertuar
  • Zdrowy Świdnik
  • Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
poniedziałek, 26 sierpień 2019 08:42

Skakali po raz 20. (foto)

Napisane przez 

- Byłoby lepiej, gdyby bardziej wiało. Wtedy łatwiej trafić w pigułę - mówił Jerzy Przygoda, prezes VI Oddziału Związku Polskich Spadochroniarzy w Białymstoku, podczas sobotnich zawodów spadochronowych na celność lądowania, rozegranych w Świdniku po raz 20.

Jak zwykle, na nasze lotnisko zjechała elita polskiego spadochroniarstwa: Szczecin, Kraków, Białystok, Kielce i oczywiście Lublin.

Sedno rywalizacji tkwi w celności lądowania. Skoczkowie startują w dwóch konkurencjach: spadochronów klasycznych i tak zwanych szybkich, które mają mniejszą powierzchnię czaszy. Klasyczni lądują na pigule, gdzie celność lądowania do 16 centymetrów jest mierzona metodą elektroniczną, do 1 metra miarką. Spadochrony szybkie mają wyznaczony okrąg o średnicy 20 metrów, w którym muszą się zmieścić i ustać skok. Jeśli się przewrócą, dostają karę 5 metrów liczony od punktu lądowania.

- Skoczkiem jestem od 12 lat, w zawodach startuję od roku. Do lądowania jest tu dużo miejsca. Nawet jeśli popełnisz błąd i nie zdobędziesz punktów, wylądujesz bezpiecznie. Żeby trafić w cel, trzeba dużo doświadczenia i trochę szczęścia. Musisz obserwować, jak skaczą inni - mówił Krzysztof Kaczmarek, z Białegostoku.

Podobnego zdania była Idalia Leszczyńska z Krakowa: - Skaczę od dwóch lat. Trafić z tysiąca metrów w bardzo fajne lotnisko w Świdniku, jest stosunkowo łatwo, w pigułę trudniej. Trzeba się trochę postarać.

jmr

Najczęściej czytane