• Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Zdrowy Świdnik
  • rodzinka
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Repertuar
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
niedziela, 21 lipiec 2019 08:01

Spokojny poza boiskiem

Napisał 

Jako piłkarz dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, pięciokrotnie zakładał koszulkę z orzełkiem na piersi. Grał wiele lat w polskiej Ekstraklasie, próbował też swoich sił w lidze greckiej oraz chorwackiej. Jak doświadczenie z boiska przekłada się na rolę trenera? Jakie są jego poglądy na temat dzisiejszych realiów? Na te pytania odpowiedział nowy szkoleniowiec Avii Świdnik - Łukasz Mierzejewski.

- Jak ocenia Pan swoją pierwszą pracę w roli trenera?

- Po męczarniach z kontuzjami pod­jąłem decyzję, że nie ma sensu dalej ciągnąć kariery zawodnika. Mia­łem dwa zabiegi ścięgna Achillesa, po których należało już odpuścić. Pojawiła się propozycja, by objąć posadę trenera w Lewarcie. Była to dla mnie nowość i wyzwanie, by sprawdzić się jako szkoleniowiec od razu w czwartej lidze. Z perspekty­wy czasu uważam, że był to dobry wybór i super przygoda. Poznałem mnóstwo fajnych ludzi. Wiedziałem czego mniej więcej mogę się tam spodziewać. Czasem trzeba zaci­snąć zęby i pracować nawet w cięż­kich warunkach, co nie jest dla mnie problemem, bo nawet w trudnej sytuacji można coś fajnego zrobić. Trzeba tylko chcieć.

- Co skłoniło Pana do objęcia po­sady w Avii? Były inne oferty?

- Oczywiście, był Lewart z pomy­słem wywalczenia awansu do trze­ciej ligi, ale czułem się już zmęczony ciągłymi obietnicami poważnych wzmocnień. Co pół roku musiałem uzupełniać skład chłopakami, któ­rzy nie prezentowali takiego po­ziomu, jakiego bym oczekiwał. Po­jawiła się propozycja ze Świdnika. Ciekawa, ligę wyżej, z inną otoczką organizacyjną i dużym wyzwaniem trenerskim. Jestem bardzo pozy­tywnie zaskoczony jak klub jest po­układany. To oczywiście duży prze­skok z tego, co było w Lubartowie. Świdnik zapewnia wszystko, by za­wodnicy mogli spokojnie trenować i rozwijać się.

- Nigdy nie współpracowaliście z Michałem Mackiem. Skąd pomysł na taki duet?

- Szukałem asystenta. Michał jest ceniony w środowisku, łączy funk­cje asystenta i trenera bramkarzy. Stwierdziliśmy, że to idealny kandy­dat, by dołączyć do mojego sztabu.

- Przed przyjściem do Avii znał Pan tę drużynę?

- Tak, nawet graliśmy z Lewartem kiedyś w Pucharze Polski. Kilku chłopaków zapamiętałem. Wiedzia­łem, że prezentują dobrą jakość.

- Na co stać Avię w nadchodzą­cym sezonie?

- Najpierw musimy zamknąć ka­drę. Zobaczymy, kogo ostatecznie będę miał do dyspozycji i wtedy będziemy mogli określić cel. Ciągle jesteśmy w trakcie poszukiwania wzmocnień.

- Na jakie pozycje potrzebuje Pan jeszcze zawodników?

- Szukamy stopera. Prawdopo­dobnie na stałe przesuniemy tam Sebastiana Głaza, który dobrze czuł się na tej pozycji pod koniec sezonu. Nie jest powiedziane, że jeżeli będę tego potrzebował, nie przesunę go wyżej. Będę go ob­serwował. Oczywiście potrzebni są nam zawodnicy do środka pomocy oraz na boki obrony. Najprawdopo­dobniej właśnie na prawą obronę przyjdzie na wypożyczenie Bartło­miej Kukułowicz z Górnika Łęczna (wychowanek Legii przyp. red.), który grał w drugiej połowie spa­ringu z Chełmianką. Fajny chłopak, wciąż młodzieżowiec. Jesteśmy też praktycznie dogadani z Erykiem Ce­glarzem, grającym ostatnio w Sole Oświęcim. Pozostały tutaj jeszcze kwestie formalne z Cracovią, której jest zawodnikiem.

- Przez wiele lat kibice Avii z za­zdrością patrzyli na inne kluby z niższych lig, które z powodze­niem próbowały swoich sił w Pu­charze Polski. Avii od lat to się nie udaje. Będzie Pan stawiał tylko na ligę czy również na puchar?

- Każdy mecz jest bardzo ważny. Nie ma znaczenia czy to liga, czy puchar. Trzeba do nich podchodzić jednakowo, z myślą o wygranej. Nie ma mowy o odpuszczaniu, trzeba brać wszystko, co się da. Jest to też forma promocji, ściągnięcia ludzi na trybuny i rywalizacji z ciekawymi drużynami.

- Jakim trenerem jest Łukasz Mie­rzejewski?

- Spokojnym poza boiskiem, a na nim już trochę bardziej agresyw­nym. Pewnie zawodnicy widzą we mnie teraz oazę spokoju. Oby nie spotkali się z drugą stroną mojej na­tury, bo potrafię czasem sprowadzić do pionu. Wszystko to oczywiście z głową. Nie jestem frustratem czy wariatem. Staram się analizować wszystko, co się dzieje na boisku.

- Jak bardzo doświadczenie bo­iskowe z Ekstraklasy pomaga w pracy trenera?

- Oczywiście, że pomaga. Miałem okazję współpracować z wieloma świetnymi trenerami. Komuś, kto zwraca uwagę na pracę szkoleniow­ca, w przyszłości mu się to przydaje. Ja akurat przyglądałem się ich pracy z ciekawością.

- Czy któryś ze szkoleniowców zrobił na Panu szczególne wraże­nie?

- Miałem różnych trenerów, również takich, którzy może warsztatowo słabsi, byli za to świetnymi psycho­logami. Inni z kolei fajnie prowadzili treningi. Miałem przyjemność pra­cować z Orestem Lenczykiem, który miał bardzo dobre podejście do za­wodników. Potrafił wykrzesać z nas maksimum. To sztuka, by piłkarze dawali z siebie wszystko na trenin­gach i podczas meczów. Również w Chorwacji miałem dobrego trenera - Matjaza Keka, który aktualnie pro­wadzi reprezentację Słowenii.

- Wiele klubów, szczególnie z niższych lig, boryka się z proble­mem zbytniego wtrącania się menedżerów w kariery młodych piłkarzy…

- Jest to pewien problem, bo rynek mocno się otworzył, jeśli chodzi o menedżerów. Teraz każdy może nim być, wystarczy naprawdę niewiele. Niestety, pojawiło się wśród nich wielu przypadkowych ludzi, którzy niepotrzebnie mącą młodym za­wodnikom w głowach. Piłkarze po­winni szanować to, co mają i skon­centrować się na graniu, bo to jest dla nich najważniejsze, a nie jeździć, zwiedzać, testować się w różnych klubach. Myślę, że jak będą dobrze grali, to ktoś ich zauważy. Nawet trzecia liga jest śledzona przez róż­ne kluby. Jeżdżą skauci i obserwują. Jeśli ktoś ma potencjał, prędzej czy później trafi do wyższej ligi.

- Ma Pan już w głowie docelowe ustawienie, którym będzie Pan operował w nadchodzącym sezo­nie?

- To jeszcze kwestia sparingów i tego jak będziemy wyglądać ka­drowo. W pierwszym nie miałem do dyspozycji środkowego pomoc­nika. Taka kadra wymusiła na mnie zmianę ustawienia. Liczy się przede wszystkim nastawienie do konkret­nego meczu, a ustawienie jest cza­sem drugorzędne.

Mateusz Ostrowski

Najczęściej czytane