• Zdrowy Świdnik
  • Idzie sobie Grześ...
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • rodzinka
  • Repertuar
czwartek, 16 maj 2019 10:14

Ostatnie pożegnanie mistrza

Napisane przez 
Ostatnie pożegnanie mistrza fot. Strefa Historii

Piotr Kostian nie opuścił chłopaków ze swojej I-ligowej drużyny bokserskiej, której kie­rownikiem był od 1984 roku do jej rozwiązania. Bokserski dream team Avii nie istnieje od lat, ale jego członkowie utrzymują kontakt. Nie było go tylko z Ryszardem Petkiem, jego największą gwiazdą, mistrzem Polski i Europy. Piotr Kostian odnalazł go w końcu w ziemnej mogile na cmentarzu w Bogurzynie...

Wolałbym, żeby na temat Ryszarda wypowiedzieli się ludzie z listy kon­taktów. Byliśmy w du­żej przyjaźni, ale to jego koledzy z drużyny. Odnalazłem ślad Ryszarda dzięki telefonowi do Urzędu Stanu Cywilnego w Bydgoszczy. Bardzo miła pani poprosiła, żebym przy­szedł, to udzieli mi informacji. Na szczęście USC w Świdniku, dzięki centralnemu systemowi danych, ma te same informacje. Dowiedzia­łem się, że zmarł w drugiej połowie 2018 roku. Akt zgonu został wydany w Wiśniewie, położonym w okoli­cach Mławy. Wiedziałem, że prze­bywał w domu opieki społecznej. Najbliższy znajdował się w Bogurzy­nie. DPS posiadał trzy numery tele­fonów. Pod numerem pielęgniarek dowiedziałem się, że Ryszard Petek faktycznie mieszkał w tym domu, ale już nie żyje i pochowany jest na miejscowym cmentarzu. Pojecha­łem tam z żoną. Cmentarz znajduje się przy kościele, przy rynku. Weszli­śmy i się załamałem. Trzy tabliczki na jednym krzyżu, na ziemnej mo­gile. Miałem ze sobą szpadel, usypa­łem grób, obłożyłem go kamienia­mi - opowiada Piotr Kostian.

Profesor boksu

Byli razem w Avii od 1964 do 1975 roku, do momentu, kiedy Petek za­kończył karierę. Przyszedł do ekipy, nie do drużyny, bo, jak mówi, druży­na była składem na mecz. Najpierw weszli do niej Marek Szeremeta, Edward Klimek, Marian Michalak, Andrzej Krawczuk. W następnym rzucie Włodzimierz Swenarek, Le­szek Ciołek, Mirosław Krupiński, Tadeusz Pochwatka i Sławomir Ce­legrat. Wszyscy byli wychowankami Avii.

- Rysiek był dla nas profesorem bok­su i bokserskim ekonomistą. Każdy ruch, każdy unik miał wyważony i wykonany w odpowiednim mo­mencie. Czasem dowcipkował, ale nie był złośliwy. Był bardzo taktow­ny. My, młode sztylety, byliśmy skrę­powani w towarzystwie doświad­czonych zawodników, znanych w Polsce. Mieliśmy się od kogo uczyć. Włodek Swenarek wspominał spa­ringi z Ryszardem: Schodziłem do szatni i płakałem, bo nie mogłem go uderzyć. Nie lał jednak mocno. Dawał szkołę boksu, ale bardzo inteligentnie. Nigdy nikogo nie skrzywdził. Człowiek miał ambicję, żeby coś tam zrobić z nim w ringu, jednak nie był w stanie. Miał na oku jednego, którego bił mocniej. Ten opowiadał potem: - Już nastawiłem się na niego, miałem go w rogu. Wpadam, a Ryśka nie ma… - mówi Sławomir Celegrat.

Petek pracował w WSK. Najpierw w inwestycjach, potem w wydziale 360, a po zakończeniu kariery za­wodniczej, na piecu hartowniczym w kuźni. Do Bydgoszczy wyjechał w 1975 roku.

- Wtedy w jednej wadze było po sześciu chłopaków. Kto dostał się do pierwszej drużyny, musiał już coś potrafić. Rysiek w czasie me­czowej walki przychodził do mnie, a walczyłem w pierwszej, papiero­wej wadze i mówił: - Sławek, jak ty zaczynasz, tak my dalej jedziemy. To było coś, co mnie niesamowicie motywowało. Byłem młodym chło­pakiem, ale zawsze czułem się z nim dobrze. Jesteśmy ludźmi i musimy czasem się odprężyć. Pamiętam imprezę w Bułgarii, na turnieju, w którym dotarł do finału. Powiedział: - Sławek, to jest klucz od mojego pokoju. Jak będziesz widział, że jest za wesoło to kończymy bankiet. Ale potem przyszedł sam: Idziemy. By­łem dumny, że ktoś taki jak Petek, tak mnie traktuje. Innym zawod­nikom służył radą: zrób tak, tak, poczekaj… Nigdy nie naśmiewał się z błędów. Niby prosty człowiek, a miał ogromny takt i kulturę. Nie wszyscy taką mieli.

Oko w oko rozmowa jest inna

- Umówiliśmy się z panią dyrektor domu opieki w Bogurzynie, gdzie spędził ostatnie dwa lata życia. Wiadomo, że kontakt oko w oko jest inny, niż telefoniczna rozmowa. Najpierw poszliśmy na cmentarz. Nie wiedziała, kto mieszkał w jej ośrodku. Znalazła go wreszcie w In­ternecie i nie mogła wyjść z podzi­wu. Był pacjentem po trzech uda­rach. Mówiłem jej: To był człowiek mocny. I ciałem i psychiką. Miałem upoważnienie Radosława Szczerby, prezesa MKS Avia, żeby rozmawiać w imieniu klubu. Usłyszałem, że je­stem pierwszą osobą zainteresowa­ną panem Ryszardem - wyjaśnia P. Kostian.

Pani dyrektor i jej zastępczyni zobowiązały się do przepro­wadzenia wszystkich for­malności, żeby było inaczej. Same wyszły z taką propozycją: Może wspólnie zróbmy coś więcej niż opaskę. Będzie płyta, wpraw­dzie z odzysku, ale jednak. Zapro­ponowałem zaliczkę. Nie przyjęły.

 Spieszymy się, bo i nas ubywa. Uzgodniliśmy z panią dyrektor, że msza święta zostanie odprawiona w maju. Chodzi nam jedynie o za­znaczenie wyjątkowości Ryszarda. Rzecz jasna, najlepiej byłoby spro­wadzić go do Świdnika i położyć w alei zasłużonych. Ale dajmy już spokój jego szczątkom – mówi Sła­womir Celegrat.

Po zakończeniu kariery Ry­szard Petek wyjechał do Byd­goszczy, rodzinnego miasta żony. Od tej pory jego losy owiane są tajemnicą. Podobno pra­cował w Romecie, do chwili, kiedy firma splajtowała. Wiadomo, że stra­cił całą rodzinę: małżonkę, dwóch synów. Miał sporo życiowych kłopo­tów, przez które popadł w choroby. Nie był wylewny, wszystko chował w sobie. Do domu opieki oddała go córka.

- Może gdyby został tutaj, zadbaliby o niego koledzy. Ale każdy doko­nuje w życiu własnych wyborów - mówi Sławomir Celegrat.

Ryszard Petek urodził się we Francji. Kiedy matka zdecydowała, że jadą do Polski, ojciec nie wrócił. W czasie turnieju w Niemczech Ryszard czuł na trybunach obecność ojca. Po jego walce tego faceta nie było już na sali.

- Ryszard Petek stoczył 370 walk, z tego 250 w barwach Avii. W FKS zdobywał najważniejsze trofea mi­strzowskie. Spędził tu 11 lat - mówi Ludwik Kawalec, były pięściarz FKS.

- A po mistrzostwach Europy przy­szedł do mnie do domu i święto­wał z moją matką, bo mnie akurat nie było. Byliśmy blisko siebie, jest chrzestnym mojej córki. Niech ktoś, kto z nim sparował, powie o nim złe słowo. Napominał: Podnieś rękę, podnieś rękę… i w końcu łup go w łeb, jak nie podniósł. W historii klubu był najlepszy - kończy Piotr Kostian.

Jan Mazur

Ryszard Petek

Pięściarz FKS Avia w latach 1964-75

1967r. mistrz Europy z Rzymu

1969r . brązowy medalista ME z Bukaresztu

1964r., 1973r. mistrz Polski z Bydgoszczy i Łodzi

W latach 1966-73, 5-krotny reprezentant Polski

Stoczył 370 walk, w tym 250 w barwach Avii

Wygrał 340 walk, przegrał tylko 30

Zmarł 28.09.2018 r. w Bogurzynie, w powiecie mławskim, w wieku 75 lat

Najczęściej czytane