sm - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 23 grudzień 2017 09:13

Wektorowe wariacje

Artyści pracowni plastycznej „Pod błękitną paletą” powracają z „Wektorowymi wariacjami”. W galerii „Za szybą” Miejskiego Ośrodka Kultury można oglądać ich prace wykonane techniką rysunku wektorowego.

Wernisaż wystawy odbył się 21 grudnia. Podczas wydarzenia przeprowadzono też licytację prac uczestników zajęć, która zakończyła się niemałym sukcesem.

- Wszystkie przygotowane projekty zostały wyprzedane - mówi Renata Szuryga, instruktor grupy. - Bardzo dziękujemy za obecność i tak duże zainteresowanie. Przy okazji zapraszamy świdniczan do odwiedzenia naszego ośrodka. Najnowszą wystawę będzie można oglądać do 31 grudnia.

wtorek, 26 grudzień 2017 09:28

W filmie nie ma granic

Choć ich ciężka praca i zaangażowanie są podstawą dobrego filmu, to sama postać, dla przeciętnego widza, bywa niewidoczna. A to właśnie dzięki nim, ich wyobraźni oraz niezwykłej wrażliwości mamy możliwość doświadczania wyjątkowej magii kina. Operatorzy, montażyści - ludzie pełni pasji i talentu. Paweł Iwaniuk kilkanaście lat temu, tak jak oni, postanowił zająć się obrazem filmowym, a wszystko potoczyło się bardzo szybko - praca w Telewizji Kablowej Świdnik, pierwsze poważne zlecenia i produkcje. Najnowsze już zdobywają uznanie krytyków, od Warszawy po Los Angeles i Nowy Jork. Jednak świdniczanin nie zatrzymuje się i wciąż sięga po nowe, bo jak twierdzi - nigdy nie jest za późno, by starać się być coraz lepszym.

- Często spotykam się z opinią, że praca na planie wygląda mniej więcej tak: wpadasz na miejsce, tworzysz trochę kadrów i wracasz do domu.

- A jest zupełnie inaczej. To naprawdę niesamowity wysiłek fizyczny i intelektualny. Bieganina w jedną i drugą stronę, ustawianie i przestawianie sprzętu. Przez wiele godzin pracuje nie tylko głowa, ale też każdy mięsień naszego ciała. Zdarza się, że spędzam na planie kilka dni non stop. Chociaż harmonogram ustalany jest tak, że wszystko musi odbyć się w określonych godzinach, to zawsze są poślizgi.

- Podobno dobry operator to ten, który w filmie zostawia cząstkę siebie.

- Na pewno to przekłada się na wiele naszych cech - bycie kreatywnym, pozytywnie upartym, świadomość tego, co chcemy osiągnąć. Istotna jest też pracowitość. Na realizację zdjęć wpływa dużo rzeczy. Możemy zaplanować ich tysiące, ale nie przewidzimy pewnych sytuacji. Cały zbiór tych cech może pomóc nam wyjść z nich z powodzeniem, aczkolwiek nie zawsze będziemy zadowoleni w 100 proc. ze swojej pracy. Sam rzadko jestem. Wynika to z organizacji produkcji, czasu na zdjęcia, nawet współpracy z aktorami, chociaż efekt później jest naprawdę dobry. Myślę, że dzięki tym cechom i elastyczności potrafię odnaleźć się w wielu sytuacjach, dobrze je ocenić. Ten podstawowy warsztat dodaje pewnego obycia ze światem filmowym. Warto oglądać też dużo filmów, inspirować się najlepszymi.

- Masz kogoś na myśli?

- Nie mam konkretnych przykładów. Staram się chłonąć film, obraz z telewizji czy kina jak zwykły odbiorca. Nie wdrażam się w życiorysy postaci. Po prostu siadam i oglądam. Jeśli coś nie spodoba się mi przez pierwszą minutę, to prawda jest taka, że nie zawieszę na tym oka na dłużej. Lubię analizę od strony technicznej. Przykładowo, jeśli chodzi o telewizję, to bardziej poruszane tematy, jak wykonane są reportaże, co w nich zastosowano. Jeśli są to fajne pomysły, staram się je wdrożyć tak, aby to nie była kopia. Zresztą, nigdy jej nie zrobimy. Nie będziemy mieć podobnego tła czy miejsca. Film jest troszeczkę, jak życie, które pisze różne scenariusze. Trzeba próbować, inspirować się, tworzyć coś kreatywnego i kto wie, gdy w końcu się uda, możemy zaskoczyć nawet samego siebie.

- Plan został wykonany. Kiedyś postawiłeś na rozwój i już w trakcie studiów rozpocząłeś pracę w TKŚ.

- Zaczynałem od fotografii i rysunku. Lubiłem to, ale do rysowania nie miałem cierpliwości. Szukałem więc formy, która uprościłaby mi wyrażanie siebie w jakiś ciekawy sposób. Początki nie są łatwe, ale nie możemy się zrażać do niektórych sytuacji. Kiedyś na pewnych zajęciach usłyszałem: „Iwaniuk, Ty orłem filmowym nigdy nie zostaniesz”. Na szczęście trafiłem do lokalnej telewizji, gdzie jest bardzo dobry warsztat. To dało mi naprawdę wiele. Dzięki tej pracy mogłem poznać różne formy - reportaż, newsy czy samemu zrealizować materiał od początku do końca. Wiele osób, które tu zaczynały, pracuje w największych telewizjach. To tylko potwierdza warsztat, który dobrze rokuje na przyszłość. Teraz zdarza się, że sam prowadzę zajęcia filmowe. Praca z młodzieżą cieszy mnie ogromnie, tym bardziej, gdy później to kontynuują i chcą rozwijać pasję.

- Reportaże, spoty, teledyski. Obecnie spełniasz się w produkcjach dokumentalnych, a świat już zdołał o nich usłyszeć.

- Wspólnie z Rafałem i Magdaleną Kołodziejczykami stworzyliśmy filmy historyczne, fabularyzowane. To bardzo ciekawa praca. Klimat czasów wojennych, aktorzy wystylizowani na tamte lata. Całkiem inaczej zadziałała wtedy nasza wyobraźnia. Mogliśmy pozwolić sobie na przeniesienie się w dawne czasy, zobrazowanie ich, a jednocześnie trzymać się pewnych trendów, które panują w postprodukcji. Nasz pierwszy film „Wszystko dla Polski. Powstanie zamojskie 1942-1944” zakwalifikował się na Polish Film Festival w Los Angeles i Nowym Jorku. Sam fakt, że był on wyświetlany na tym samym ekranie, co oscarowe produkcje jest czymś niebywałym. Wśród prezentowanych filmów, które wybierało międzynarodowe jury, był również „Pokot” A. Holland. Zdobyliśmy też dystrybucję na Stany Zjednoczone. Nasz drugi film „Za kratą są zielone drzewa”, o życiu Grażyny Chrostowskiej, czeka na swoją kolej w 2018 roku, kiedy ruszą kolejne festiwale. W międzyczasie zrealizowałem reportaż o Antonim Dołędze z Bogną Bender-Motyką. Zdobył on nagrodę Janusza Krupskiego oraz wyróżnienie na festiwalu w Gdyni. Chciałbym nadal uczestniczyć w ciekawych projektach, wzmacniać swój warsztat, wciąż odkrywać coś nowego. Cały czas się uczę i mam ochotę na więcej. Człowiek robi jakąś rzecz, nie spodziewa się niczego, nawet pojawia się myśl, że trafi to do szuflady, a nagle okazuje się, że to działa, jest oglądane, dociera do wielu ludzi. I to jest dla mnie najlepsza nagroda w tym wszystkim.

Sandra Rutkowska

piątek, 05 styczeń 2018 08:45

To już tradycja

Już jutro w całej Polsce wyruszy Orszak Trzech Króli. Również świdniczanie będą mieli okazję uczestniczyć w barwnym korowodzie.

Scenariusz wydarzenia, mający przekaz biblijny nawiązuje do tradycji jasełek. W naszym mieście akcja stała się ważnym elementem integrującym świdniczan, dlatego jej organizatorzy zachęcają wszystkich do wspólnego kolędowania.

- Postanowiliśmy jednak zrezygnować z „małych orszaków”, które corocznie wyruszały ze świdnickich parafii w kierunku centrum miasta - mówi Barbara Hajkowska-Pirek, inicjatorka wydarzenia. - Wszystko ze względu na pogodę, która w styczniu jest różna, a nie chcemy narażać uczestników Orszaku na długi pobyt na ewentualnym zimnie. Mamy nadzieję, że nie zmniejszy to liczby osób, które zechcą z nami spędzić ten wyjątkowy dzień.

Główny przemarsz wyruszy o godz. 12.00, z placu Konstytucji 3 maja. Po drodze obejrzymy przygotowane na tę okazję scenki teatralne w wykonaniu teatrów: Kto tam?, Trzydziestu (II LO w Świdniku) oraz Teatru Drogi. Scena finałowa odbędzie się na schodach kościoła pw. NMP Matki Kościoła. Następnie, o godz. 13.00, odprawiona zostanie uroczysta msza święta.

W Świdniku uroczystość organizowana jest przez Stowarzyszenie Wspólnota Świdnicka, które wspierają, między innymi: Miejski Ośrodek Kultury, nauczyciele świdnickich szkół i przedszkoli, Gmina Miejska Świdnik, Starostwo Powiatowe w Świdniku, Stwarzyszenie Strzelec i świdnickie parafie.

czwartek, 28 grudzień 2017 13:54

Kto zdobędzie tytuł?

Kapituła Plebiscytu na Najpopularniejszego Sportowca Świdnika Roku 2017 wyłoniła kandydatów do tytułu. Zostaną oni teraz poddani ocenie świdniczan. Wyniki głosowania poznamy 20 stycznia przyszłego roku, podczas II Świdnickiego Balu Sportu.

Głosować można wypełniając kupon, który znajdziemy w tygodniku Głos Świdnika, a następnie wrzucając go do urn, które znajdują się w Miejsko-Powia­towej Bibliotece Publicznej, a tak­że w holu kina Lot. Nowością w stosunku do ubie­głorocznego głosowania będzie możliwość oddania głosu drogą elektroniczną na stronie www.sportowyswidnik.pl.

Nieprzekra­czalnym terminem głosowania, obowiązującym również w przy­padku przesyłek listownych, jest 10 stycznia.

Pretendentami w poszczególnych kategoriach są:

Juniorzy:

Maciej Hołub - Członek lekkoatletycznej kadry narodowej młodzieżowców i juniorów w Groseto (Włochy) w sztafecie 4x400m mężczyzn w 2017 roku. Mistrz Polski juniorów w sztafecie 4x400m mężczyzn z Toruniu. Występuje w barwach AZS UMCS Lublin

Emil Krzykała - Pływak KP Avia Świdnik. Wicemistrz Polski juniorów na 200 m stylem dowolnym, brązowy medal na 400 m stylem dowolnym. I miejsce w sztafecie 4x100 m stylem dowolnym na letnich Mistrzostwach Polski Juniorów. I miejsce na dystansach 100, 200, 400 m stylem dowolnym podczas Pucharu Polski, najlepszy pływak zawodów.

Adrianna Skowrytko - I i II miejsce na Mistrzostwach Polski w Taekwondo, I i II miejsce Mistrzostw Polski w kickboxingu, I, II i III miejsce na otwartych Mistrzostwach Europy w Taekwondo, II miejsce Moravia Open Taekwondo.

Seniorzy:

Marcin Gupta - I i II miejsce na Otwartych Mistrzostwach Europy w Taekwondo, 2x I miejsce w Polish Open Cup ITF, II i III miejsce Mistrzostw Polski w Taekwondo, II miejsce Otwartych Mistrzostw Szkocji w Taekwondo, I miejsce Międzynarodowego Pucharu Polski w Taekwondo. Zawodnik LKSW Dan w Świdniku.

Bartłomiej Misztal - Kapitan II-ligowej drużyny siatkarskiej MKS Avia Świdnik w ubiegłym sezonie. Wychowanek żółto-niebieskich, występujący na pozycji rozgrywającego.

Karol Serwin - Piętnasty tytuł Mistrza Polski w trialu rowerowym, zwycięzca Pucharu Polski, XIII miejsce Indywidualnych Mistrzostw Świata. Zawodnik Klubu Champion Świdnik.

Trenerzy:

Piotr Bernat - Główny trener LKSW Dan Świdnik. Jego zawodnicy zdobywali w 2017r. medale na Otwartych Mistrzostwach Europy, Mistrzostwach Polski, Pucharze Polski, Moravia Open w Taekwondo oraz Mistrzostwach i Pucharze Polski w kickboxingu.

Jacek Czerniakowski - Wieloletni trener grup młodzieżowych MKS Avia Świdnik, wychowawca i nauczyciel młodych adeptów piłki nożnej.

Zdzisław Stypiński - Trener zawodników KP Avia Świdnik. W czasie jedenastoletniej pracy trenerskiej jego pływacy zdobyli 82 medale Mistrzostw Polski. W 2017 zdobyli 7 medali w zawodach rangi mistrzowskiej. W sezonie 2016/2017 wywalczyli I miejsce w klasyfikacji końcowej Arena Grand Prix Puchar Polski.

jmr

poniedziałek, 18 grudzień 2017 11:25

Chciałam być malarką

Talent, pasja i ciężka praca, tak w skrócie można by opisać Renatę Szurygę, malarkę ze Świdnika i opiekunkę grupy plastycznej „Pod błękitną paletą”, działającej przy Miejskim Ośrodku Kultury. 3 listopada świdniczanka obchodziła dwudziestolecie pracy twórczej. Z tej okazji opowiedziała nam o pierwszych krokach stawianych w świecie sztuki, ulubionych miejscach oraz swoich mentorach.

- Kiedy zaczęłaś malować?

- Gdy byłam mała, mieszkałam na wsi, u babci. Lubiłam włóczyć się po drogach, rysować patykiem po mokrym od wody piasku. Od tego właśnie się zaczęło. Wiedziałam, że zostanę malarką, rysowniczką albo grafikiem. Odkąd dowiedziałam się, że istnieją szkoły plastyczne, marzyłam, żeby się w nich uczyć.

- Początkowo uczyłaś się w Zespole Szkół Plastycznych w Lublinie, znanym z tworzenia nietypowych klas.

- Tam była specyficzna klasyfikacja. Pamiętam, że pierwszego dnia usiedliśmy wszyscy w auli. Było nas chyba 30 albo więcej. Do każdego podchodził profesor i sprawdzał ręce. Jeśli ktoś, tak jak ja, miał delikatne dłonie, to kwalifikował się do klasy wystawienniczej, gdzie pracuje się z farbami, przygotowuje dekoracje, rzeczy związane z malarstwem i grafiką. Natomiast tych, których ręce były większe, „toporne”, przypisywano do klasy snycerskiej, zajmującej się rzeźbą i cięższymi pracami. Oczywiście, brano też pod uwagę nasze zainteresowania, ale głównym wyznacznikiem były dłonie.

- Trafiłaś tam, gdzie chciałaś.

- Tak, miałam świetnego wychowawcę, Ryszarda Palucha. Wspaniale się nami opiekował i miał bardzo dobry kontakt z młodzieżą. Jestem wdzięczna, bo dzięki niemu przebrnęłam liceum, chociaż nie byłam dobra z przedmiotów ścisłych i w związku z tym miałam kłopoty z nauką. Na trzecim roku musieliśmy zdecydować, jaką chcemy zrobić specjalizację. Ja wybrałam malarstwo.

- Jak wyglądały zajęcia?

- Mieliśmy narzucone różne tematy, na przykład zaprojektowanie pudełka na lody. Pamiętam to wyraźnie, bo profesor szczególnie mnie o to męczył. Lód miał być bardzo realistycznie namalowany, bardzo drogimi farbami. Poświęciłam temu wiele godzin pracy w szkole i w domu, ponieważ niemożliwe było zrobienie kilkunastu projektów na kilku godzinach lekcyjnych. Jeśli zaś chodzi o malarstwo, przeważnie mieliśmy ustawione martwe natury lub postać. W zależności od tego, czy był opłacony model, mogliśmy pozwolić sobie na rysowanie nagiego ciała. Wtedy u niektórych pojawiło się portretowe zacięcie, u mnie akurat nie. Ja wolę malować pejzaże.

- Dlaczego?

- Myślę, że to wynika z faktu, że wychowałam się na wsi, wśród pól i łąk. Później zostałam zabrana do szkoły w mieście. Do tej pory jest ono dla mnie czymś strasznym. Zawsze, jak mam okazję, uciekam w cieplejsze miejsca, bardziej roślinne, wiejskie. Ta tęsknota za wsią, przyrodą i naturą ujawnia się teraz w moich obrazach.

- Masz ulubione miejsce do malowania?

- Szczególnie upodobałam sobie Łęczną, bo to specyficzne miasto ze starą architekturą. Jest tam też bardzo zielono, co mnie urzekło. Ludzie są niesamowici i bardzo przychylni artystom. Drugim takim miejscem jest Sosnowica, która trochę przypomina mi moją wieś, Wrzosów. Trafiłam tam dzięki koleżance z podstawówki, która została dyrektorem ośrodka kultury. Wypatrzyła mnie na pewnej wystawie i dzięki niej mam możliwość przebywania w tym cudownym miejscu. Jest jeszcze tutaj, bardzo blisko nas, Dąbrowica. Też świetne miejsce do malowania, dzikie i pełne pagórków.

- Na obrazach malujesz pejzaże, a na grafikach?

- Zwykle kobiety z długimi, gęstymi włosami, ponieważ zawsze chciałam takie mieć. Moje grafiki to ukryte akty. Dyskretne, żeby nie było widać za dużo. Włosy służą do przysłonięcia niektórych partii ciała, tak, żeby zostały w domyśle. No i oczywiście pejzaże.

- Kto jest twoim najważniejszym recenzentem?

- Ja sama. Jestem dla siebie bardzo surowa. Kiedyś, gdy byłam na plenerze, ktoś mi zarzucił, że dużo pracuję. Są osoby, które w takich miejscach malują dwa, trzy obrazy, a ja zwykle kilkanaście. Zapytał też, czy chcę wszystkich wyprzedzić. Wytłumaczyłam, że ponieważ nie mam możliwości tak intensywnie pracować w domu, wykorzystuję plenery, żeby się podszkolić. Może dzięki temu zaskoczy mnie coś nowego, co zastosuję w obrazach? Po prostu, gdy pracuję, nie zwracam uwagi na żadne wyjazdy i dodatkowe atrakcje, które są organizowane podczas plenerów. Ludzie natomiast myślą, że robię to, żeby być najlepsza. A to nie o to chodzi. Po prostu, kiedy widzę obraz, który nie jest skończony albo mi się nie podoba, pracuję nad nim dotąd, aż będę zadowolona. Gdy czegoś nie widzę albo coś mi nie wychodzi, radzę się kolegów.

- Kogo wskazałabyś jako swoje autorytety? Kto najbardziej na ciebie wpłynął?

- Podczas studiów zajęcia prowadzili różni artyści. Zbigniew Woźniak był jednym z moich ulubionych. Bardzo mi pomógł. Pamiętam, że długo nie mogłam zrozumieć, co do mnie mówi. A mówił „Renia, mieszaj farby.” Nie mogłam tego pojąć, a jemu chodziło o to, że niedokładnie łączę farby i gdy maluję, zostają smugi innego koloru, tak zwane brudy. Technicznie malowałam poprawnie, tylko ten kolor ciągle wychodził mi nie taki, jak należy. Dzięki niemu zrozumiałam dlaczego i od tamtej pory maluję kolorami złamanymi, idealnie wymieszanymi. Drugą osobą, która pokazała mi, że sztuka może być bajką, był Pan Wojciechowski, autor niesamowitych obrazów. Swoimi pracami opowiada malarskie bajki. Posługuje się techniką wodną, chyba akwarelą połączoną z piórkiem. Stąd też moje zamiłowanie do akwareli. Obaj mieli na mnie ogromny wpływ. Dali mi swobodę wyrazu, której potrzebowałam. Jestem człowiekiem, który nie lubi, by coś mu narzucano. Myślę, że gdyby tak postępowali, przyniosłoby to odwrotne skutki. Pewnie opuszczałabym zajęcia.

Agata Flisiak
Magazyn Świdnik - wysokich lotów nr 19 / listopad 2017

niedziela, 17 grudzień 2017 10:39

Świąteczny Teatr Drogi

O tym, jak wielki jest czar Bożego Narodzenia mogli przekonać się ci, którzy przyszli, 16 grudnia, do MOK w Świdniku na spektakl „Świąteczne impresje”.

Świdnicka Grupa Teatralna „Teatr drogi” opowiedziała o życiowych perypetiach zwykłych ludzi, którzy kochają, smucą się, marzą, tęsknią, kłócą, a rozwiązanie codziennych problemów znajdują dzięki magii wigilijnej nocy.

W spektaklu wystąpili: Anna Bryk, Dorota Gał, Anna Michalak, Joanna Piasecka, Monika Magdalena Lechnio-Lewicka, Janusz Józef Adamczyk, Andrzej Jastrzębski, Witold Rzucidło i Andrzej Wiśnioch, a także Marysia, Zuzia i Tymek Sowa. O oprawę muzyczną zadbały Kamila Krzeszowiec i Eliza Kondraciuk. Całość wyreżyserowała Aneta Stodulska-Sowa.

aw

piątek, 15 grudzień 2017 20:13

Świdnik w kadrze

Cztery filmy, a w nich historie zawarte w minucie i tylko jeden zwycięzca. Dziś w Miejskim Ośrodku Kultury odbył się finał konkursu „Nakręcone Miasto”.

To już ósma edycja Jednominutowych Amatorskich Filmów o Świdniku. Uczestnicy mieli za zadanie, przedstawić nasze miasto, pamiętając, że Świdnik to nie tylko bloki, jego historia i mieszkańcy. Mogli to zrobić w różny sposób, metaforyczny lub dosłowny.

Mimo dużej różnorodności prac, jury w składzie: Jacek Gański (pracownik Miejskiego Ośrodka Kultury, redaktor naczelny portalu i magazynu Świdnik - wysokich lotów), Jakub Boczkowski (operator filmowy) oraz Jacek Michalczyk (dziennikarz telewizji Lubelska TV, operator filmowy), postanowiło przyznać wyróżnienia: Małgorzacie Szymkiewicz-Jóźwik za film „DALIŚMY RADĘ”, do której powędrowała także nagroda publiczności, Piotrowi Ślępowi za „zGRAny Świdnik” oraz Michałowi Jaroszkowi za produkcję „Tu, w Świdniku”.

Laureatem tegorocznej edycji został Marcin Łuczak, autor filmu „ŚWIDNIK MÓJ DOM”.

Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy i już dziś, zapraszamy do uczestnictwa w kolejnej edycji konkursu, która rusza w marcu 2018 roku. Poniżej prezentujemy konkursowe prace.

czwartek, 14 grudzień 2017 14:31

Pięć lat pod skrzydłami

Port Lotniczy w Świdniku obsłuży w tym roku 430 tys. pasażerów. Plany na przyszły mówią o przekroczeniu 0,5 mln. Przy utrzymaniu się sprzyjającej koniunktury, w roku 2025 przyjmie 1,5 mln osób, co oznaczałoby osiągnięcie progu rentowności lotniska. Wczoraj władze portu lotniczego podsumowały 5-lecie jego działalności.

- Port Lotniczy Lublin powstał wyłącznie dzięki aktywności lotniczych środowisk Świdnika i Lublina - podkreślał Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. - To one, swoją determinacją i wiedzą, skłoniły nas do podjęcia starań o jego budowę. Przypomnijmy, bo jest to niezwykle ważne, że jest on jedyną tego typu inwestycją w Polsce, zrealizowaną wysiłkiem finansowym samorządów, bez wsparcia budżetu państwa.

Pytani o finansową sytuację portu, przedstawiciele jego władz tłumaczyli, że nie można jej rozpatrywać jedynie w kategoriach zysku lub straty.

- Najprostszy przykład. Port, jako taki, zatrudnia 250 pracowników. Ale świadcząc na jego rzecz różnego rodzaju usługi, pracuje kolejnych 250 osób. - tłumaczył Krzysztof Wójtowicz, prezes zarządu PLL.

Efekt synergii rozciąga się jednak daleko poza obszar zajęty przez lotnisko. Wyraźnie widać wzrost zainteresowania zagranicznego biznesu dzięki zbliżeniu Lubelszczyzny nie tylko do krajów europejskich. Codzienne połączenie z Monachium, które wypełnione jest w większości pasażerami klasy bussines dowodzi, że w niedługim czasie można dotrzeć do Lublina z praktycznie każdego zakątka świata. Od pierwszego lotu do dziś, z lubelskiego lotniska skorzystało blisko 1,5 mln pasażerów i wykonano ponad 18 200 operacji lotniczych.

Władze portu cieszą się z ponad 85 procentowego wypełnienia samolotów, ale za szczególne wydarzenia ostatnich miesięcy uznają inaugurację dwóch nowych kierunków: Kijowa i Tel-Awiwu.

- Będziemy walczyć, żeby kierunek wschodni wzbogacił się o kolejne destynacje, bo jest bardzo obiecujący - mówił K. Wójtowicz.

Zarząd PLL wydaje się nie traktować sprawy zamknięcia bazy WizzAir w Świdnik w kategoriach tragedii.

- Przede wszystkim nie likwidujemy trzech, lecz dwa kierunki, ponieważ do Tel-Awiwu latają również samoloty PLL Lot. Poza tym, trwają rozmowy na temat przewrócenia połączenia ze stolicą Izraela cztery razy w tygodniu, przez przejęcie dwóch rejsów przez polskiego przewoźnika - mówił Ireneusz Dylczyk, dyrektor handlowy portu. - Obawiających się o statystyki pasażerskie, również chciałbym uspokoić. Węgierskie linie planują wprowadzić na kilku kierunkach, na przykład Eindhoven czy Luton, obsługę samolotami Airbus A321, które zabierają na pokład o 50 pasażerów więcej niż A 320. Dzięki obecności sześciu przewoźników na naszym lotnisku, możemy mówić o stabilności, a także perspektywie rozwijania naszej siatki lotów. W prognozach na rok 2018 zakładamy, że z Portu Lotniczego Lublin będzie realizowanych, co najmniej, 14 kierunków, dających około 36 rotacji wykonywanych tygodniowo i ponad 550 tys. oferowanych miejsc

jmr

piątek, 15 grudzień 2017 09:11

Ruszają zapisy

Miejski Ośrodek Kultury zaprasza na akcję „Zima w mieście”. Pracownicy MOK przygotowali wiele atrakcji, aby umilić wolny czas najmłodszym mieszkańcom Świdnika. Oferta skierowana jest do dzieci w wieku 6-11 lat.

Każdego roku zgłasza się mnóstwo chętnych, dlatego tym razem, organizatorzy zdecydowali się stworzyć dodatkowy turnus. Akcję podzielono na dwa, trwające po 5 dni: od 29 stycznia do 2 lutego oraz od 5 lutego do 9 lutego.

- Zapraszamy do wspólnej zabawy najmłodszych świdniczan - mówi Adam Żurek, dyrektor MOK. - Oprócz zajęć plastycznych i muzycznych, na uczestników będą czekać warsztaty, podczas których nauczą się robić figurki z balonów oraz wycieczka do Strefy wysokich lotów. Zwieńczeniem turnusów będzie dyskoteka.

Zapisy ruszają 19 grudnia, od godz. 16.00. Karty zgłoszeń dostępne będą w kasie kina Lot. Wpisowe: 100 zł (dzieci z gminy Świdnik), 110 zł (dzieci spoza gminy Świdnik), 50 zł (posiadacze Karty Rodzina 3+, z gminy Świdnik), 55 zł (posiadacze Karty Rodzina 3+, spoza gminy Świdnik), 90 zł (posiadacze Karty Mieszkam w Świdniku Kupuję w Świdniku, z gminy Świdnik), 100 zł (posiadacze Karty Mieszkam w Świdniku Kupuję w Świdniku, spoza gminy Świdnik).

Więcej szczegółów oraz regulamin zimowych zajęć można znaleźć na stronie www.mok.swidnik.pl.

środa, 13 grudzień 2017 10:19

Dzień, którego nie zapomnimy

W niedzielę, 13 grudnia 1981 roku, o godz. 6 rano, polskie radio i telewizja wyemitowały pamiętne przemówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, rozpoczynające się od słów: „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom, ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać”. Dekretem Rady Państwa Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wprowadzono na terenie całego kraju stan wojenny.

Komunikat wstrząsnął Polską. Działania skierowane, między innymi przeciw Solidarności i opozycji politycznej, rozpoczęły się jednak jeszcze przed północą. W Świdniku również. Do więzień i obozów internowania trafiły tysiące działaczy „Solidarności”. Zakłady pracy, które zareagowały na bezprawie powszechnym strajkiem zdobywano siłą. Na długie lata Polska zapadła w otchłań bezprawia i nieosądzonej do dziś zbrodni.

• • •

13 grudnia. Niedziela. Mroźny poranek. Na ulicach miasta, na rogatkach, przed bramami większych zakładów pracy stanęły pojazdy bojowe i patrole. Nie działały telefony. Radio i telewizja co godzinę odtwarzały przemówienie premiera Wojciecha Jaruzelskiego, który stanął na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.

Zaczęło się od internowania związkowców z „Solidarności”. Związek zeszedł do podziemia. Były pierwsze ofiary - zginęło 9 górników w kopalni „Wujek”, a 39 odniosło obrażenia. Podczas rozruchów w Gdańsku zginęła 1 osoba, 163 zostały ranne. Wypowiedzianą społeczeństwu wojnę można utożsamić z zamachem stanu. Ograniczono konstytucyjne prawa obywateli na rzecz władz wojskowych. Nie przedstawiono żadnych dowodów usprawiedliwiających decyzję wprowadzenia stanu wojennego. A rozmiarów tragedii ludzkich nie można w pełni określić.

Wprowadzono również zakaz strajków, zmilitaryzowano zakłady pracy, działała cenzura. W niektórych zakładach pracy rozpoczęły się strajki okupacyjne. W nocy z 16 na 17 grudnia ZOMO dokonało pacyfikacji Stoczni Gdańskiej. Na ulicach Gdańska trwały gwałtowne starcia z oddziałami ZOMO. Tak było i w innych miastach Polski.

A jak było w naszym regionie?

W nocy z 12 na 13 grudnia nastąpiły liczne aresztowania. Uwięziono większość członków Zarządu Regionu Środkowowschodniego. W WSK Świdnik 13 grudnia zebrali się pozostali członkowie ZR oraz przedstawiciele zakładów pracy naszego regionu, którzy wspólnie z Zakładowym Komitetem Strajkowym WSK Świdnik powołali Regionalny Komitet Strajkowy. Na mocy uchwały, wydanej przez Komitet, większość zakładów Lubelszczyzny przystąpiła do strajku okupacyjnego. Strajkowała WSK Świdnik, FSC Lublin, FMR „Agromet”, Zakłady Azotowe w Puławach.

Inną, późniejszą formą przeciwstawiania się represjom stanu wojennego, były spacery. Spacerowano w Lublinie i w Świdniku, gdzie w porze nadawania dziennika telewizyjnego mieszkańcy miasta wychodzili na ulicę. W tej sytuacji władze wprowadziły godzinę policyjną już o 19.00. Świdniczanie przenieśli więc spacery na godzinę 17.00, porę nadawania popołudniowego dziennika. Druga zmiana WSK odrabiała zaległości, spacerując o dziesiątej w trakcie porannych wiadomości. W Świdniku podjęła również działalność radiostacja emitująca treści niezależne. Ludność powszechnie brała udział w manifestacjach. Noszono oporniki, malowano napisy na murach, zawieszano flagi „Solidarności”.

Koszmar trwał do 31 grudnia 1982 roku, kiedy to Rada Państwa zawiesiła stan wojenny. Akcje protestacyjne zapowiedziane przez Tymczasową Komisję Krajową NSZZ „S” na grudzień zostały odwołane, kiedy zwolniono przywódcę „Solidarności” Lecha Wałęsę.

„Solidarność” zwyciężyła. Świadczą o tym słowa Jana Pawła II, który powiedział: „Słowo „Solidarność” mówi o wielkim wysiłku, którego dokonali ludzie pracy w mojej Ojczyźnie, ażeby zabezpieczyć prawdziwą godność człowieka pracy. Ludzie mają prawo do tworzenia samodzielnych związków, których zadaniem jest strzec ich społecznych, rodzinnych oraz indywidualnych praw.„Solidarność” należy do współczesnego dziedzictwa ludzi pracy w mojej Ojczyźnie”.

Od tragicznej niedzieli 1981 roku minęło wiele lat. To jednak wiąż zbyt krótko, aby ci wszyscy, którzy za swoją działalność w stanie wojennym zapłacili zdrowiem, szczęściem czy karierą, zapomnieli do końca. Zbyt krótko, by rodziny pomordowanych w „Wujku” pogodzili się z krzywym kołem polskiej sprawiedliwości. Zbyt krótki, byśmy do lamusa schowali ówczesne sztandary i wypisane na nich szczytne, prawdziwe hasła.

Więcej o grudniowych wydarzeniach oraz wspomnieniach opowiedzianych przez bohaterów świdnickiej „Solidarności”: Urszulę Radek, Alfreda Bondosa i nieżyjącego już Henryka Gontarza, można przeczytać na stronie Świdnik na kartach historii.

- Głos Świdnika -

Strona 5 z 303