san - Świdnik - wysokich lotów

niedziela, 19 sierpień 2018 10:01

Ruszył remont Skarżyńskiego

Po wielu monitach, które mieszkańcy ul. Skarżyńskiego od dawna adresowali do ratusza, urzędnicy zdecydowali o remoncie tej drogi. Prace rozpoczęły się na początku ubiegłego tygodnia. Na razie remontowany jest odcinek od ul. Racławickiej, wzdłuż marketu Biedronka, do zakrętu.

- Nawierzchnia jezdni jest w dość dobrym stanie, więc dywanik asfaltowy pozostanie nienaruszony - mówi Mariusz Leniak inspektor wydziału mienia komunalnego UM. - Natomiast ciąg pieszy wymaga całkowitej wymiany. Stary, popękany asfalt zostanie zerwany, a na jego miejsce trafi kostka brukowa. Ułożone zostaną też nowe krawężniki. Powstaną trzy zatoki parkingowe, w tym osiem dodatkowych stanowisk dla samochodów. Odetchną dzięki nim mieszkańcy okolicznych bloków, gdyż od dawna ten rejon Skarżyńskiego, z racji sąsiedztwa popularnego marketu, był oblegany przez jego zmotoryzowanych klientów. Znalezienie tu miejsca parkingowego w porze popołudniowej i wieczornej graniczyło z cudem.

Według planów inwestycyjnych, do końca miesiąca ma być gotowa pierwsza zatoka. Prace realizuje, na zlecenie Urzędu Miasta, spółka Pegimek. Zakończenie zadania przewidywane jest na koniec września.

słs

sobota, 18 sierpień 2018 10:42

Z pasji do śmigieł

Redakcja „Rzeczpospolitej” wspólnie z WSK PZL-Świdnik przygotowuje cykl reportaży poświęconych świdnickim śmigłowcom. Część zdjęć realizowana była w salach lotniczych Strefy Historii, działającej w ramach Miejskiego Ośrodka Kultury.

Są już dwa pierwsze odcinki serii, zatytułowane „Śmigłowce produkowane w Świdniku” i „Loty próbne, prace doświadczalne i badawcze”. O historii maszyn, między innymi SM-1, SM-2, Mi-2 i Kania, a także ludziach, którzy byli związani z zakładem i ciekawostkach lotniczych opowiadają Andrzej Stachyra, emerytowany pracownik PZL-Świdnik oraz Władysław Bubień, emerytowany pilot i inżynier prób w locie w świdnickiej fabryce. Usłyszymy również o motocyklach WSK. Obejrzymy archiwalne zdjęcia, nie tylko z produkcji śmigłowców, ale i ich zagranicznych akcji.

Filmy dostępne są na stronie www.rp.pl (ZOBACZŚmigłowce produkowane w Świdniku odc. 1, Loty próbne, prace doświadczalne i badawcze odc. 2). Trzecia część ukaże się 21 sierpnia. Za realizację projektu odpowiada red. Marcin Piasecki.

aw

piątek, 17 sierpień 2018 09:55

Pełna barw

Na co dzień uczy plastyki w Szkole Podstawowej nr 7, jednak „po godzinach” jej największą pasją jest grafika. Małgorzata Łągiewka swoje pierwsze kroki stawiała w liceum, w Kielcach, skąd pochodzi. To właśnie tam poznała nauczycielkę rysunku i malarstwa, która opowiedziała jej, na czym polega ta technika i przekazała jej tajniki. Dziś, z powodzeniem rozwija się w tym kierunku i zaszczepia miłość do sztuki w dzieciach.

- Od dzieciństwa lubiła Pani rysować.

- Uwielbiałam rozkładać atlasy zwierząt, roślin i przerysowywać fotografie. Próbowałam też własnych sił obserwując to, co działo się wokół. Pamiętam, że rodzina namawiała mnie, żebym poszła do szkoły plastycznej, ale ja do szóstej klasy upierałam się, że nie chcę, bo uczniowie stamtąd dziwnie się ubierali. Rok później nastąpił zwrot. Postanowiłam, że pójdę do liceum plastycznego i tak właśnie zrobiłam. Miałam świetną nauczycielkę rysunku i malarstwa, która była z wykształcenia grafikiem. Prowadziła kółko i tam przekazywała nam swoją pasję. Spodobało mi się i zdecydowałam, że pójdę na studia graficzne. Rodzice dali mi wybór - Kielce albo Lublin. Postawiłam na to drugie i tak zaczęła się moja przygoda z Lubelszczyzną, chociaż jeszcze po studiach uczyłam w Zespole Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach. Później trafiła się szansa, by zacząć pracę w Świdniku. Szczerze mówiąc, zawsze unikałam podstawówki jak ognia. Przerażał mnie tłum i gwar na korytarzach. Sądziłam, że ciężko jest zachęcić dzieci do nauki, ale z biegiem czasu nabrałam doświadczenia i teraz nie żałuję swojej decyzji.

- Co zainteresowało Panią w grafice?

- Daje możliwość kombinowania. Z jednej matrycy można zrobić wiele różnych rzeczy. To nie jest tak, że mamy jakiś pomysł, realizujemy go i na tym koniec. On wciąż może ewoluować i to podoba mi się najbardziej. To forma, która może się rozrastać, wychodzić poza ramy i nieustannie nakręcać. Grafika wymaga dużo cierpliwości. Potrzeba wielu godzin, żeby powstała matryca albo jedna odbitka, ale ja zawsze to lubiłam. Uwielbiałam ślęczeć nad matrycami, żeby uzyskać upragniony efekt. Natomiast sama ilustracja powstaje o wiele szybciej.

- Co albo kto Panią inspiruje?

- Mam ulubionych ilustratorów, ale jest ich tak wielu, że trudno wszystkich wymienić. Czytałam wiele publikacji o tym, że dziś trudno jest być oryginalnym. Obserwujemy siebie nawzajem, więc nie da się uciec od naśladowania. Wydaje mi się, że nie mam jeszcze na koncie tylu ilustracji, by wyróżnić je gdzieś z tłumu. Cały czas próbuję i zobaczymy. Gdy zorganizowałam pierwszą wystawę, znajomi byli zaskoczeni. Znają mnie prywatnie, wiedzą, że na co dzień ubieram się raczej na czarno albo w stonowane kolory. Byli zdziwieni, że moje ilustracje są pełne barw. Powstał nawet taki żart, że wszystko kryję w środku. Nie lubię tak na zewnątrz wszystkiego pokazywać.

- Mimo wszystko, wypracowała Pani pewien styl. Jakby go Pani określiła?

- To zawsze jest najtrudniejsze. Powiedzieć o sobie jeszcze więcej i przeanalizować się. Zauważyłam, że nie umiem oderwać się od rysunku ręcznego. Najpierw pomysł powstaje na papierze, a dopiero później siadam do komputera. Czasami myślę, że w jakiś sposób mnie to ogranicza, bo pewne formy przenoszę sztywno. Innym razem jestem zadowolona z efektu. Może brakuje mi ekspresji, a niektóre prace są do siebie podobne. To znaczy, że umieszczam na nich postacie na barwnym tle i w symboliczny sposób próbuję przekazać poprzez nie dany temat. Często tworzę kobiety o charakterystycznych fryzurach.

- Dlaczego właśnie one?

- Zawsze wdzięcznie mi się je rysowało, bo mają ciekawe kształty. Zresztą, sama jestem kobietą, więc łatwiej jest mi o nas opowiadać. Nie potrafię oderwać się od tego tematu. Kiedy wpadam na coś nowego, to zawsze dotyczy kobiet albo ich relacji z mężczyznami, dziećmi.

- Kilka lat temu nawiązała Pani współpracę z „Charakterami”.

- To był czysty przypadek. Poznałam Maję Witecką, dyrektorkę artystyczną tego czasopisma. Zaczęłyśmy rozmawiać i zaproponowała mi wykonanie pierwszej ilustracji. Przygotowałam ją ręcznie. Spodobała się i została wydrukowana. Pracowałam dla „Charakterów” przez 3, 4 lata. Zrobiłam sobie dłuższą przerwę, gdy zostałam nauczycielką w szkole podstawowej. Okazało się, że stoją przede mną nowe wyzwania i muszę się jeszcze wiele nauczyć. Teraz, kiedy czuję się już pewnie jako nauczycielka, wracam do ilustracji i myślę, że uda mi się połączyć ze sobą te dwa światy.

- Wydawnictwa często narzucają tematykę ilustracji.

- Mają swoje priorytety i wymagania co do kolorów. Ilustracja nie może być smutna. Terminy też są zwykle krótkie. Czasami dostaje się zaledwie zajawkę artykułu, sam tytuł albo kilka zdań. Redaktorowi może wydawać się też, że ilustrator mija się z tematem, przez co nie chce zaakceptować pracy. To także jest trudne. W moich pracach zawsze była jakaś anegdota i wiem, że to się podobało.

- Jak każdy, graficy mają swoje małe grzeszki. Co Pani za nie uważa?

- To, że pracuję w dużym stresie. Sama się zapętlam, uciekają mi pomysły i nie umiem wybrnąć z tematu. Przy czym, na końcu powstaje ilustracja, z której naprawdę jestem zadowolona. Czarnowidztwo to jedna rzecz. Inną jest niedokończenie. Często, przez napięte terminy powtarzam sobie, że po raz ostatni zgodziłam się na przygotowanie ilustracji w tak krótkim czasie.

- Niedawno mogliśmy podziwiać efekty Pani pracy z uczniami na wystawie w Miejskim Ośrodku Kultury.

- Pokazaliśmy prace, które powstały w ciągu ostatnich 3 lat. Wybraliśmy je wspólnie, ponieważ zgromadziłam całkiem pokaźną kolekcję. Co prawda, zdarzało się nam ze sobą nie zgadzać, ale poszliśmy na kompromis. Na wystawie pojawiły się więc prace, które zadowoliły uczniów i mnie pod względem poziomu wykonania.

- Planujecie kolejną wystawę?

- Zobaczymy. Myślę raczej o działaniach, które pozwoliłoby zintegrować dzieci już na poziomie tworzenia. Chciałabym, żeby zrobiły coś na miejscu, w galerii „Za szybą” w MOK. Dzięki temu inaczej do tego wszystkiego podejdą, poczują się związane z tym miejscem i chętniej będą celebrować swoje wysiłki. W sierpniu na pewno zechcę pokazać coś swojego.

- Co zaprezentuje Pani tym razem?

- Myślę, że będą to grafiki komputerowe. W wakacje, wraz z kolegą ruszamy z projektem artystycznym, który nazwaliśmy roboczo „Malunki”, od naszych imion - Małgorzata i Łukasz. Jesteśmy osobami, które dobrze czują się w towarzystwie. Niekoniecznie musimy tworzyć w domowym zaciszu. Dobrze idzie nam również wtedy, gdy możemy zrobić burzę mózgów i znaleźć jakiś wspólny temat. Mamy już nawet jakieś pomysły, ale nie chcę nic jeszcze zdradzać. Na pewno planujemy stworzyć historie obrazkowe w sposób, w jaki nikt tego jeszcze nie zrobił. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeśli nam się uda i zrealizujemy taką ilość prac, jaką sobie założyliśmy, zorganizujemy wspólną wystawę.

- Bycie nauczycielem jest ważną częścią Pani życia.

- Właściwie nie wyobrażam sobie bez tego życia. Zawsze podkreślam, że to zawód, który uzależnia i daje dużo adrenaliny. Rozumiem nauczycieli odchodzących na emeryturę, którzy mówią, że nie wiedzą, jak odnajdą się w nowej rzeczywistości, bo w szkole ciągle coś się dzieje. Kiedy zaczynają się wakacje, wielu nauczycieli ten pierwszy tydzień spędza w pracy, żeby oswoić się z wolnym czasem. Ja na szczęście mam swoje ilustracje i łatwiej jest mi przejść na inny tryb. Jestem bardzo zadowolona z mojej pracy i mam nadzieję, że uczniowie też. Chociaż niektórzy z nich mówią, że bywam wymagająca, nie chcę dla nich źle. Lubię tłumaczyć praktyczne zastosowanie sztuki. Mówię, na przykład, że jeśli zostaną ubezpieczycielami, powinni znać wszystkie kolory, żeby umieć określić w jakim malowaniu jest samochód. Raz w roku mamy taki temat „Zawód artysta”, podczas którego pokazuję, jak projektowane są meble, dywany, sprzęty domowe, samochody. To fascynujące, zarówno dla chłopców, jak i dziewcząt. Szukam takich tematów, które zainspirują ich do spełniania marzeń. Dziś żyją w rzeczywistości, w której mogą wszystko.

Agata Flisiak

czwartek, 16 sierpień 2018 11:17

To Wy zadajecie pytania!

Chcielibyście zadać pytanie artystom, którzy wystąpią podczas Dni Świdnika i zlotu wuesek? Teraz macie taką możliwość. Wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Kultury przygotowaliśmy niespodziankę dla fanów tegorocznych gwiazd obu imprez.

Podobnie jak w poprzednich latach, ruszamy z projektem „Dni Świdnika: Q&A”, czyli pytania i odpowiedzi, w którym to wy tworzycie wywiad z zespołami, zaproszonymi do naszego miasta: Golec uOrkiestra, Happysad, Łąki Łan i Acid Drinkers.

Zasady są proste, wystarczy przesłać na adres redakcji portal@poczta.e-swidnik.pl, w treści wpisując „Q&A”, propozycje pytań dla wybranych lub wszystkich głównych gwiazd wydarzeń. Spośród nich wybierzemy najciekawsze i najbardziej zaskakujące pytania, po 5 dla każdego z artystów. Na wiadomości czekamy do 22 sierpnia.

Zadane pytania nie będą anonimowe. W materiałach, które zostaną opublikowane na naszym portalu w dniu imprezy, widoczne będzie imię lub nick mailowy autora.

poniedziałek, 13 sierpień 2018 13:17

Kup bilet bez kolejki

Podobnie jak w poprzednim roku, wejściówki na Dni Świdnika i Ogólnopolski Zlot Motocykli WSK są dostępne w przedsprzedaży. Można je już nabyć w kasie kina Lot.

Na wydarzenie będą obowiązywały jednodniowe bilety. Za normalny zapłacimy 6 zł. Ulgowy kosztuje o trzy złotówki mniej i przysługuje dzieciom, uczniom, studentom, seniorom, zasłużonym dla miasta, posiadającym odznaczenia Amicus Civitatis oraz honorowym dawcom krwi. Ze zniżki skorzystają również posiadacze kart „Rodzina 3+” i „Mieszkam w Świdniku, kupuję w Świdniku”. Wystarczy mieć ze sobą legitymację lub dokument uprawniający do zniżki.

Za wstęp na teren imprezy nie zapłacą dzieci do 7 roku życia, osoby niepełnosprawne, kombatanci wojenni, a także funkcjonariusze służb mundurowych.

Bilety można nabyć od poniedziałku do niedzieli, w godz. 14.00 - 20.00, w kasie kina Lot. 25 i 26 sierpnia sprzedaż odbywać się będzie wyłącznie przed wejściem na teren imprezy.

.  .  .

Tańszy seans za wejściówkę! Bilet wstępu na imprezę uprawnia do zakupu wejściówki do kina Lot, do końca roku, w cenie grupowego.

niedziela, 12 sierpień 2018 09:59

Slalomem mijają próg

Do redakcji dotarła, po raz kolejny, prośba o interwencję dotyczącą progów zwalniających, znajdujących się na ul. Klonowej, tuż przed skrzyżowaniem z ul. Wyszyńskiego. Są one notorycznie omijane przez niezdyscyplinowanych kierowców.

- Na ul. Klonowej, przy skrzyżowaniu z Wyszyńskiego, z czasów kiedy nie było tam jeszcze świateł, pozostały progi zwalniające - mówi pan Janusz. - Przy zielonym świetle dla Klonowej, co drugi pojazd omija je slalomem. Kierowcy nie zważają na podwójną linię ciągłą i nadjeżdżające z przeciwka pojazdy. Mam nagrane kamerką samochodową mrożące krew w żyłach sytuacje. Na ujęciach widać, że od zderzenia czołowego dzieliły ułamki sekund. Mógłbym je opublikować, ale wiadomo - nie wolno. Toczyła się już kiedyś dyskusja z władzami miasta, które twierdziły, że progi podnoszą poziom bezpieczeństwa. Może uda się je przekonać do usunięcia z drogi tych niebezpiecznych wynalazków.

Jak się okazuje, sprawa nie jest tak jednoznacznie prosta, jak widzi ją nasz czytelnik. Według ratusza i policji, progi, jako dodatkowe zabezpieczenie, zdają egzamin, skoro na tym niebezpiecznym skrzyżowaniu nie dochodzi już do wypadków.

- Rozmawialiśmy z policją i mundurowi zasugerowali nam, żeby zostawić progi - mówi Andrzej Radek, zastępca burmistrza. - Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, zdarza się, że światła ulegają awariom. Wtedy próg spełnia swoje zadanie. W przypadku działających świateł, także stanowią dodatkowe zabezpieczenie. Musimy pamiętać, że jest to newralgiczne skrzyżowanie. Dochodziło tam swego czasu do kolizji i poważnych wypadków, również śmiertelnych. Policja twierdzi, że takie podwójne zabezpieczenie jest korzystne dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Faktem jest, że niektórzy kierowcy omijają to wzniesienie, doprowadzając do groźnych sytuacji. Ale za ewentualne skutki winić trzeba ich brak wyobraźni, a nie obecność progów. Apelujemy więc do użytkowników dróg o zdrowy rozsądek.

Świdniccy mundurowi potwierdzają, że zaopiniowali przychylnie pomysł podwójnego zabezpieczenie na tym skrzyżowaniu.

- Odkąd zainstalowano progi oraz światła, nie odnotowaliśmy poważnych zdarzeń drogowych w tym miejscu - zapewnia asp. Elwira Domaradzka, oficer prasowy KPP w Świdniku. - Na pewno efekt został osiągnięty. Jeśli chodzi o niedozwolone omijanie progu, nie dotarły do nas takie sygnały. Radzimy, aby te przypadki odnotowywać na internetowej Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa, która służy do zgłaszania potrzeby pilnej interwencji policji. Każdy może nanieść na nią informacje, również związane z infrastrukturą drogową. Wtedy my, w ciągu pięciu dni, podejmujemy kroki zmierzające do potwierdzenia sytuacji. Gdy tak się stanie, zgłoszony punkt poddawany jest szczególnemu monitoringowi i nadzorowi. Zachęcam zatem wszystkich do składania zgłoszeń. Poza tym świadek zdarzenia, mający nagrania wideo ukazujące łamanie prawa, może przyjść do nas z materiałem. Jeżeli jest czytelny zapis tablic rejestracyjnych, odszukamy właściciela bądź użytkownika pojazdu i podejmiemy kroki, zmierzające do ukarania sprawcy wykroczenia.

słs

poniedziałek, 13 sierpień 2018 08:35

Nowocześnie, ale ze smakiem

Tak w skrócie można opisać usługi ślubne, które oferuje firma Wedding Designers, za którą stoi Rafał Zajko. Wspólnie z przyjacielem Krzysztofem, dbają o to, by najważniejszy dzień w życiu każdej młodej pary, został upamiętniony w nietuzinkowy sposób, zarówno na zdjęciach, jak i filmach. Dodatkowo, kilka miesięcy temu wprowadzili do oferty wielkoformatowe napisy ledowe, które stanowią „must have” nowocześnie zaplanowanego weselnego przyjęcia.

- Skąd pomysł na taki biznes?

- Zauważyliśmy, że na regionalnym rynku jest mało firm, które oferują usługi aranżacyjne i wystroju wnętrz właśnie w kierunku wesela. Doszliśmy więc do wniosku, że fajnie byłoby połączyć wszystkie oferty w jedno. Zajmujemy się wykonywaniem zdjęć, klasycznym filmowaniem oraz z drona, a niedawno poszerzyliśmy usługi o aranżację wielkogabarytową w postaci ledowych napisów. To fajny element, który wzbogaci wesele, a jednocześnie będzie dobrze prezentował się na pamiątkowych zdjęciach. Nada im zupełnie nowy charakter i wymiar. To coś innego niż fotobudka czy czekoladowa fontanna. Tego nie spotkamy na Lubelszczyźnie.

- Jakimi napisami dysponujecie? Można je kupić czy tylko wypożyczyć?

- Pary młode raczej nie decydują się na zakup takich aranżacji, bo koszt ich produkcji jest zbyt duży. Zrobienie jednego napisu może kosztować od 2,5 do 5 tys. zł, w zależności od wielkości. Wypożyczamy napisy „love”, w kilku różnych formatach, ale najpopularniejsze są te o wysokości 1,2 m. Wysokość dekoracji jest bardzo istotna. Jeśli małżonkowie są niskiego wzrostu, nie powinna decydować się na napis w rozmiarach 1,5 m, ponieważ, gdy staną za nim do zdjęcia, będzie widać tylko głowy. Na pewno nie będą zadowoleni z takiej fotografii. Lepiej wybrać rozmiar 1,2 m, który, mimo że mniejszy, będzie pięknie się prezentował. Myślimy już nad rozszerzeniem oferty o kolejne napisy, na przykład „Mr. and Mrs.”, „miłość” i tak dalej. Spektrum jest naprawdę szerokie.

- Jak wygląda ich produkcja?

- Taki napis można wykonać samemu, ale jest to bardzo czasochłonne. My tworzymy je z kilkukrotnie klejonej sklejki, którą powlekamy warstwami ochronnymi. W literach umieszczamy oświetlenie w formie żarówek LED. Wszystko jest estetycznie zabudowane płytą. Dzięki temu uzyskujemy efekt rozświetlenia miejsca oraz osób, które robią sobie przy napisie zdjęcie. Co ważne są one wodoodporne, więc mogą stać na zewnątrz. Oczywiście, jeśli jest duża ulewa, należy je schować, bo wszystko jest w nich elektryczne, ale niewielka mżawka nie powinna zaszkodzić.

- Wedding Designers to nie tylko napisy, ale również cała gama innych usług.

- Klient, który zdecyduje się z nami pracować, może też zamówić fotografa i kamerzystę razem z obsługą drona. Nawiązaliśmy też współpracę z innymi specjalistami z branży ślubnej, na przykład florystami, stylistami czy fryzjerami. Kiedy więc klient przychodzi do nas i zamawia którąś z usług, a nie zdecydował się jeszcze, gdzie wynajmie samochód albo wykona makijaż, możemy polecić mu specjalistów. Dodatkowo proponujemy zniżkę od 10 do 20 procent. Podobnie jest w ich przypadku. Jeśli ktoś najpierw nawiązał współpracę z nimi, polecają nas.

- Pracujecie we dwóch.

- Ja zajmuję się napisami, które można obejrzeć na www.facebook.com/ztobanakoniecswiata. Natomiast Krzysiek jest odpowiedzialny za filmy i zdjęcia. Jego prace można także znaleźć na facebooku wpisując: Skoczylasfotofilm. Jak wspominałem, jest jeszcze grupa osób z zewnątrz, z którą współpracujemy.

- Filmowanie ślubu za pomocą drona to także coś nowego.

- Na Lubelszczyźnie oferuje taką usługę kilka osób. Dron pozwala na zupełnie inną perspektywę uwieczniania kościoła, sali weselnej, tego, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz, z różnych kątów i wysokości. Efekt jest naprawdę piorunujący.

- Jak wyglądają filmy kręcone w ten sposób?

- Materiał nie jest monotonny tak, jak w przypadku filmów sprzed 5, 10 lat. Wówczas trwały one nawet 1,5 godziny, a oglądając je, można było kilka razy zasnąć. Te, które proponujemy, trwają do kilkunastu minut. To wyjątkowy materiał, o zupełnie innej dynamice. Naprawdę przyciąga uwagę. W ten sposób kręci się też filmy z bardzo dużych imprez takich, jak na przykład maratony biegowe. Z jakiegoś powodu, na Lubelszczyźnie nie jest to jeszcze popularne. Trudno mi powiedzieć dlaczego. Być może wynika to z faktu, że mamy dość zamknięty rynek albo, że jeszcze niewiele osób posiada wiedzę o takiej usłudze.

- Jaki jest jej koszt?

- Ludziom wydaje się, że aranżacje czy właśnie kręcenie filmów za pomocą drona to horrendalne wydatki. Nasze ceny są bardzo konkurencyjne, dzięki czemu na takie usługi może pozwolić sobie większa liczba osób. Zdjęcia, filmowanie zwykłą kamerą oraz dronem, wynajem napisu może kosztować tyle, ile lubelski fotograf bierze za jedną usługę. Podsumowując, jesteśmy konkurencyjni, a przy tym zachowujemy wysoką jakość, co potwierdza nasze portfolio.

- Do zdjęć także podchodzicie bardzo nowocześnie.

- Oprawa wizualna, cały proces zdjęciowy, sprzętu, z jakiego korzystamy, jak i strona programistyczna jest inna, niż w przypadku standardowego fotografa, który jest przyzwyczajony do określonego sposobu wykonywania zdjęć. Przede wszystkim, robi je pod jednym kątem, przez co na każdym weselu wychodzą tak samo. My staramy się, żeby zdjęcia były urozmaicone, fajne i nowocześnie obrobione. Żeby przyciągały wzrok, zaciekawiały. Dla pary młodej to ma być pamiątka, która ją uszczęśliwi i którą będzie się chciała pochwalić przed znajomymi.

- Jakie jeszcze macie pomysły? Co chcecie wprowadzić?

- Myślimy nad czymś innowacyjnym. Mamy już kilka pomysłów, ale póki co, są w powijakach, więc zobaczymy co z nich wyjdzie. Na pewno zamierzamy wzbogacić ofertę o wynajem aut do ślubu, bo mamy kilka fajnych opcji do wyboru. Zastanawiamy się, jakie samochody wybrać. Wbrew pozorom, nie każdy chce jechać do ślubu czymś retro. Wiele osób decyduje się na auta klasy Premium albo nowe, z segmentu A i B. Odpowiednio przyozdobione będą się świetnie prezentować. Zobaczymy, jakie będzie zapotrzebowanie na rynku. Wiadomo, wesela nigdy się nie skończą.

Agata Flisiak

sobota, 11 sierpień 2018 09:20

Nie bądźmy bierni

Mieszkanka Świdnika była świadkiem rozmowy, która wydała się jej niepokojąca. Postanowiła w tej sprawie napisać do naszej redakcji.

- Ostatnio dowiedziałam się o dziwnej sytuacji, jaka przytrafiła się mamie mojej koleżanki. Zwykły dzień, godzina 12.00. Kobieta wracała z zakupów. Za centrum handlowym, na ławce przy ul. Racławickiej, siedział łysy, wysoki, szczupły mężczyzna, który nagle zaczął iść w jej stronę. Bardzo się przestraszyła, ale postanowiła w ogóle się nie odwracać. Gdy w końcu się odwróciła, ten zaczął się obnażać! Niestety nie zadzwoniła na policję. Mimo to postanowiłam do was napisać i ostrzec inne osoby - czytamy.

Informację o niepokojących zachowaniach zamieszczono też na jednym z portali społecznościowych. Internauci informowali o mężczyźnie, który zaczepia młodsze dziewczęta, łapie je za rękę i próbuje wciągnąć do samochodu. Sytuacja miała miejsce w biały dzień, w okolicy sądu.

Postanowiliśmy skontaktować się ze świdnicką komendą policji. Elwira Domaradzka, oficer prasowy, poinformowała nas, że do tej pory nikt nie zgłosił podobnych zdarzeń:

- Najgorsza jest bierność. Sygnały dochodzą do nas z opóźnieniem lub wcale. Ostrzeganie innych jest potrzebne, przecież takie sytuacje mogą się powtórzyć. Dlatego ważna jest natychmiastowa reakcja. Apelujemy o to do mieszkańców. Jeśli widzimy kogoś obcego, kto dziwnie się zachowuje, zadzwońmy na policję. Zgłaszający mogą zrobić to anonimowo. Dzięki takiej reakcji możemy udać się na miejsce, zdążyć wylegitymować daną osobę, sprawdzić kim jest, poczynić konkretne działania, skierować wzmożone patrole, zabezpieczyć monitoring itp. Nawet jeśli sprawca nie zostanie złapany na gorącym uczynku, to zrozumie, że nie jest bezkarny.

Z Komendą Powiatową Policji w Świdniku należy kontaktować się pod nr tel. 81 749 42 10 lub 112.

piątek, 10 sierpień 2018 11:44

„Trzynastka” w drodze

Tydzień temu, w ponad 320-kilometrową jubileuszową, 40. Lubelską Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę wyruszyło ponad 2 tys. pątników. Wśród nich nie mogło oczywiście zabraknąć świdniczan, którzy tradycyjnie już tworzą grupę 13 (dekanat świdnicki i piasecki).

Rano pielgrzymi wzięli udział we mszy św., odprawionej przed lubelską archikatedrą przez abp. Stanisława Budzika, który mówił: - To już 40. raz idziemy z Matką naszego Pana. Będziemy się w nią wpatrywać niczym w najlepszą uczennicę swojego Syna. To dzięki Jego łasce wydajemy owoce Ducha Świętego, których tak bardzo potrzebujemy.

Grupa 13. maszeruje pod duchowym przewodnictwem ks. Andrzeja Krasowskiego, proboszcza parafii pw. NMP Matki Kościoła i ks. Łukasza Stasiewicza z parafii pw. Św. Kingi. Pierwszego dnia miała do przejścia 25,5 - kilometrowy odcinek z Lublina do Bełżyc.

- Upał jest oczywiście dokuczliwy, ale najważniejsze, że będziemy się wspólnie modlić, śpiewać i w ten sposób być blisko Boga. Każdy z nas idzie ze swoją intencją. Jedni z prośbą o zdrowie dla kogoś bliskiego czy pokój na świecie, inni w podziękowaniu za otrzymane łaski - mówili świdniczanie tuż przed wyruszeniem w drogę. Wielu z nich to już pielgrzymkowi weterani. Idą po raz 8, a nawet 10. Dla osób, które biorą udział w pielgrzymkowym marszu po raz pierwszy, ważne jest, by nie dać się pokonać słabościom i dotrzeć do celu.

Pielgrzymów odprowadzali bliscy i przyjaciele. Na mszę przyjechało też wielu mieszkańców Świdnika. - Chcieliśmy pomodlić się razem z nimi. Zdrowie nie pozwoliło, by również ruszyć w drogę, więc chociaż w ten sposób, przez chwilę, możemy poczuć atmosferę tej pięknej wędrówki - tłumaczyły panie Anna i Małgorzata.

W środę świdniczan na pątniczym szlaku odwiedzili przedstawiciele Urzędu Miasta. - Wraz z pielgrzymami uczestniczyliśmy we mszy odprawionej na Świętym Krzyżu - mówi Andrzej Radek, zastępca burmistrza.

Miejska delegacja przywiozła dla świdnickiej grupy drożdżówki i cebularze przekazane przez piekarnię „Adampol” Romana Jocia. Do pielgrzymów trafiły również woda i słodycze. Przedstawiciele ratusza odwiedzą grupę ponownie w sobotę.

Dzisiaj pielgrzymkowa kolumna wędruje na trasie Suków - Małogoszcz. Do przejścia ma 37 km. Jutro ich celem będzie Włoszczowa, w niedzielę zaś Stary Koniecpol. U stóp Matki Boskiej Częstochowskiej wędrowcy zameldują się we wtorek, 14 sierpnia.

W tym roku pątnicy, a także ci, którzy nie idą do Częstochowy, mogą korzystać z aplikacji Bonafide (z łac. w dobrej wierze). Podaje ona informacje o trasie, ułatwia kontakt z uczestnikami i relacjonowanie przebiegu wędrówki, a pielgrzymom na znajdowanie punktów i noclegów. Pozwoli także na duchowe uczestniczenie w pielgrzymce tym, którzy nie mogą w niej uczestniczyć. Program jest dostępny na telefony z systemem Android i można go bezpłatnie pobrać ze sklepu Google Play.

aw

piątek, 10 sierpień 2018 10:31

Zostań wolontariuszem

W najbliższy poniedziałek odbędzie się pierwsze zebranie wolontariuszy zlotu wuesek i Dni Świdnika. Chcesz pomóc? Przyjdź na spotkanie i zgłoś swój udział.

Przed nami wyjątkowe wydarzenia. W ostatni weekend sierpnia nasze miasto odwiedzą motocykliści i gwiazdy sceny. Wszystko za sprawą XI Ogólnopolskiego Zlotu Motocykli WSK i innych oraz Dni Świdnika.

Sobota (25 sierpnia) zostanie poświęcona głównie motocyklistom, którzy, po raz kolejny, odwiedzą Świdnik. Wieczorem, na zakończenie tej części wydarzenia, zagra rock’n’rollowa legenda, zespół Acid Drinkers. Tego samego dnia, Dni Świdnika zostaną oficjalnie otwarte. Święto miasta zainauguruje koncert grupy Golec uOrkiestra. Niedziela upłynie pod znakiem rodzinnego pikniku. Jego gwiazdami będą zespoły Happysad i Łąki Łan. Nie zabraknie też dodatkowych atrakcji (ZOBACZ: Zlot z gwiazdami).

Jak co roku, Miejski Ośrodek Kultury szuka wolontariuszy: - Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się jak wygląda organizacja wydarzeń kulturalnych, zdobyć doświadczenie oraz poznać nowych ludzi. Ich zadaniem będzie pomoc, między innymi w przygotowaniach czy na stoisku animacyjnym.

Do zespołu mogą zgłosić się też osoby niepełnoletnie, które ukończyły 16 lat i posiadają pisemną zgodę rodzica lub opiekuna. Wystarczy zapoznać się z regulaminem wolontariatu, następnie wypełnić ankietę i przesłać zgłoszenie na adres justynakowalczyk@mok.swidnik.pl, do 13 sierpnia, do godz. 13.00. Spotkanie organizacyjne odbędzie się w tym samym dniu, o godz. 14.00, w sali kameralnej MOK (al. Lotników Polskich 24).

Formularz oraz regulamin dostępne są na stronie: Miejskiego Ośrodka Kultury - zostań wolontariuszem. Liczba miejsc jest ograniczona. Organizatorzy proszą o przyniesienie ze sobą wypełnionych i podpisanych formularzy.

Strona 4 z 319