san - Świdnik - wysokich lotów

wtorek, 20 listopad 2018 08:47

Witek Muzyk Ulicy

W połowie grudnia do naszego miasta przyjedzie jeden z najbardziej charyzmatycznych artystów polskiej sceny muzycznej - Witek Muzyk Ulicy, czyli Witold Jan Mikołajczuk.

Muzyk wśród uliczników i ulicznik wśród muzyków. Komponuje, aranżuje i pisze słowa do piosenek. Jako jedyny artysta w Polsce zagrał na Stadionie Narodowym bez nagłośnienia. Wydał dwie płyty w stylu Folko - Rocko - Punko - Polo. Umiejętnie łączy nuty z literami. Jego marzeniem jest nie śpiewać coverów w Opolu.

• • •

Witek Muzyk Ulicy

15 grudnia, godz. 19.00, sala widowiskowa Centrum Kultury

bilety: przedsprzedaż - 60 zł (normalny), 55 zł (ulgowy), 50 zł (grupowy - od 10 osób), w dniu koncertu - 70 zł (normalny), 65 zł (ulgowy), 60 zł (grupowy)


wtorek, 23 październik 2018 10:26

Każdy skok to nowa historia

Czy praca może być pasją? Dla niektórych nadal wydaje się to niemożliwe. A jednak, Monika Kańczugowska, pasjonatka podniebnych sportów jest przykładem, że czasem nawet najmniejsza chęć spróbowania czegoś zupełnie nowego, może pozytywnie wpłynąć na nasze dotychczasowe życie, również zawodowe.

- Skok ze spadochronem - to chyba jeden z nielicznych punktów do zrealizowania na liście wielu osób, który często się powtarza. To było także Pani marzenie?

- Właśnie nie. Przez wiele lat w ogóle o tym nie myślałam. Wszystko było zupełnym przypadkiem. Pewnego dnia, mój kolega Robert wspomniał, że zapisał się na kurs spadochronowy. To były czasy, kiedy w Świdniku istniała jeszcze sekcja spadochronowa. Tak się to wszystko potoczyło, że kursu nie ukończył, ale w mojej głowie zrodził się pomysł, że może warto byłoby spróbować. I tak, wiosną 2003 roku, trafiłam do Aeroklubu Lubelskiego w Radawcu, gdzie po ukończeniu szkolenia spadochronowego, dokładnie 2 maja, wykonałam swój pierwszy, indywidualny skok.

- Którego się nie zapomina.

- To prawda. Sam wyskok i lot, do momentu napełnienia się czaszy spadochronu, trwały ułamki sekund, a później to uczucie wolności, ogrom przestrzeni, cisza... Zupełnie jakbym była sama w powietrzu. Naprawdę coś wspaniałego. Skoki to mieszanka uczuć - początkowo lekki strach i obawy, a później euforia i ekscytacja. Ważne jest, aby wiedzieć, gdzie są w tym wszystkim granice, znaleźć równowagę. Są odmiany spadochroniarstwa, takie jak BASE jumping czy wingsuit proximity flying, w których skoczkowie często balansują na granicy życia i śmierci, ale tak jest zapewne w każdym sporcie ekstremalnym. Mimo że czasami na pewne rzeczy nie mamy wpływu, to jednak większość sytuacji stwarzamy sami i powinniśmy o tym pamiętać. Trzeba po prostu podchodzić do tego z respektem, na każdym etapie szkolenia. Zawsze być dobrze przygotowanym i skoncentrowanym na zadaniu, jakie ma się w danym skoku do wykonania.

- Czy doświadczony skoczek czuje jeszcze jakieś emocje podczas kolejnych skoków? Na swoim koncie ma Pani ich 760.

- To wbrew pozorom wcale nie jest aż tak dużo. Są skoczkowie, którzy wykonują ich setki w jednym sezonie. Ja skaczę 16 lat, aczkolwiek lata doświadczenia robią swoje. W sumie ciężko porównywać dzisiejsze skoki do tych sprzed kilkunastu lat. Kiedyś właściwie jedyną dostępną metodą szkolenia spadochronowego była tzw. „na linie”. Pierwsze 100 skoków wykonałam na spadochronach, na których obecnie już się nie skacze. Były to bardzo duże, okrągłe czasze, spadochrony typu SD-83, ST-7, L-2 Kadet, Ut-15, SW- 5. Możliwości sterowania niektórymi z nich były ograniczone, a lądowania czasami bardzo odczuwalne (śmiech). Przez te wszystkie lata naprawdę wiele się zmieniło w spadochroniarstwie, ale emocje są zawsze. Jakiś lęk, respekt też. Wydaje mi się, że to naturalne. Większość skoczków jednoznacznie stwierdza, że największy lęk towarzyszy im nie przy pierwszym skoku, ale przy tych kilku kolejnych. Po prostu na pewnym etapie mamy większą świadomość tego, co może się wydarzyć. Dlatego ważna jest nauka i ciągła praca. Powtarzanie procedur awaryjnych, przygotowanie teoretyczne przed skokiem, sprawdzanie sprzętu jeszcze na ziemi, później w samolocie. Pilnujemy siebie, ale zwracamy uwagę również na kolegów. Spadochroniarstwo, tak jak każda pasja, silnie uzależnia. Na nasze podlubelskie lotnisko trafiają osoby w różnym wieku. Łączy nas zamiłowanie do tego samego sportu, jesteśmy jak jedna, wielka rodzina, a wielu z nas traktuje lotnisko jak drugi dom. Wracając jeszcze do emocji - to uczucie, kiedy podczas lotu otwieramy drzwi, a za nimi mamy piękne cumulusy, dosłownie na wyciągnięcie ręki, lub poniżej pierzynę z białych chmur, a ponad nią błękitne niebo i słońce… Widziałam to już setki razy, a mimo to czuję zachwyt za każdym razem.

- Dla wielu ten sport nadal pozostaje w strefie obaw. Wysokość, przestrzeń, lęk… Pani robi jeszcze zdjęcia i nagrywa filmy!

- Tak naprawdę lęk wysokości występuje tylko do pewnego momentu. Wielu z nas go ma i absolutnie nie jest on przeszkodą. Komuś, kto nigdy w życiu nie skakał, chyba najtrudniej jest wyobrazić sobie moment wyskoku i czas swobodnego spadania. Zanim otworzymy spadochron, lecimy z prędkością 150-200 km/h. Trwa to, w zależności od wysokości, od kilku sekund do nawet minuty. Wydaje się, że to niedługo, ale czas wtedy płynie inaczej. W Radawcu organizujemy szkolenia spadochronowe metodą „na linę”, które dostępne są dla osób od 17. roku życia. Kursanci wykonują skoki samodzielnie, pierwsze z wysokości 1000 m, kolejne z 1200 m i 1500 m. Najwyższa wysokość z jakiej skaczemy to 3000-3300 m. Inną możliwością i coraz bardziej popularną są tzw. skoki w tandemie. Pasażer, po krótkim przeszkoleniu na ziemi, wyskakuje podpięty do tandempilota, z wysokości 3000-3300 m. Skoki tego typu są dostępne dla szerszego grona osób. Tutaj nie ma ograniczeń wiekowych, jedynym jest wzrost min. 140 cm oraz waga, która nie może przekroczyć 110 kg. A skaczą wszyscy. Moja córka w wieku 11 lat, jeszcze młodsi i osoby po 70. roku życia. Jak widać, nigdy nie jest za późno. W Aeroklubie Lubelskim zajmuję się fotografią i filmowaniem takich skoków. Tandempilot z pasażerem i ja skaczemy praktycznie w jednym czasie. Po kilku sekundach dolatuję do spadającego z prędkością ok. 200km/h tandemu, wykonując cały czas zdjęcia i kręcąc materiał video. Ludzie uśmiechają się do kamery, wysyłają buziaczki, pokazują serduszka, później łapiemy się za ręce. Również po wylądowaniu nagrywam wszystkie reakcje, okrzyki radości. To cudowne chwile. Część moich prac można zobaczyć na stronie Fb Szkoły Spadochronowej Aeroklubu Lubelskiego. Polecam i oczywiście zapraszam na skoki do naszego aeroklubu.

- Na co dzień można spotkać Panią właśnie w lubelskim aeroklubie, ale także w Świdniku podczas lotniczych wydarzeń.

- W tym roku pojawiłam się na Świdnik Air Festival, gdzie otwieraliśmy imprezę skokami pokazowymi z zabytkowego „Wiedeńczyka”. Miałam też przyjemność fotografować i filmować tegoroczne XIX Mistrzostwa Związku Polskich Spadochroniarzy i Międzynarodowe Zawody Spadochronowe w Świdniku w celności lądowania. To moje miasto, stąd pochodzę i tutaj mieszkam.

- Który ze skoków był najbardziej fascynujący?

- Wykonany rok temu w Dubaju. To była spontaniczna wycieczka z koleżanką Natalią, ale nie byłabym sobą gdybym przepuściła okazję i nie skoczyła w takim miejscu. Jeśli są możliwości, posiadamy dokumenty i doświadczenie, to nie ma się nad czym zastanawiać. Spakowałam spadochron i najpierw wykonałam kilka skoków na strefie spadochronowej, która znajduje się ok. 50 km za Dubajem, na pustyni, a później te najwspanialsze nad dubajską palmą, na jednej z najpiękniejszych stref spadochronowych na świecie. To było niesamowite przeżycie i na pewno jeszcze tam wrócę. Teraz planuję skoki nad egipskimi piramidami. Kolejne magiczne miejsce.

- Aż boję się zapytać, jak Pani odpoczywa…

- Na lotnisku (śmiech)! Robię też wiele innych rzeczy. Czasami nurkuję, lubię wybrać się nad wodę. Trenuję również w  tunelu aerodynamicznym w Warszawie. Nasz 4-osobowy team nazywa się „Ladies Power”. Jak nazwa wskazuje - same dziewczyny i oczywiście nasz wspaniały trener „Zbig”, którego pozdrawiam! To bardzo wymagający sport. Wykonujemy odpowiednie figury, tzw. randomy i bloki, w określonym czasie, tj. 35 sekund. Im więcej ich zrobimy, tym wyższa będzie punktacja. Niedługo bierzemy udział w V Mistrzostwach Polski, które odbędą się w Katowicach, tak więc trzymajcie za nas kciuki!

- Ciekawi mnie, jak na to wszystko reaguje rodzina.

- No właśnie... Chciałabym podziękować mojej córce Aleksandrze za wyrozumiałość. W końcu ma mamę „wariatkę” (śmiech) oraz mojej mamie, również za wyrozumiałość, cierpliwość, ale i ogromne wsparcie. A tata, chociaż nie do końca to wszystko popiera, to wiem, że w głębi duszy też jest ze mnie troszeczkę dumny...

Sandra Rutkowska

środa, 10 październik 2018 13:55

Mocne granie ze Świdnika

„Turn me up”, to właśnie tym utworem zespół The Backstage zawojował lubelską scenę, zdobywając nagrodę Radia Lublin w I Lubelskim Przeglądzie Kapel.

W wydarzeniu, organizowanym przez studio Wesoła24, wzięło udział 7 zespołów. Muzyczną twórczość uczestników oceniało jury: Magdalena Fijałkowska (Radio Lublin), Paweł Błędowski (Radio Lublin), Piotr Sztajdel (Big Cyc, Czarno-Czarni) oraz Grzegorz Płecha (Magazyn Gitarzysta). Ich decyzją wyłoniono dwóch laureatów.

Główną nagrodą w konkursie była możliwość nagrania singla oraz pakiet prób w profesjonalnym studiu. Ta przypadła grupie Dispelled Reality. Natomiast drugie wyróżnienie trafiło właśnie do The Backstage. Dzięki niemu o muzykach z lotniczego miasta będą mogli usłyszeć już nie tylko internauci i lokalni mieszkańcy, ale także słuchacze lubelskiego radia. Co ciekawe, świdniczanie byli najmłodsi spośród uczestników przeglądu.

- Przede wszystkim chcieliśmy sprawdzić swoje umiejętności i skonfrontować je z doświadczeniami innych zespołów - mówi Mateusz Kulczyński, wokalista i basista grupy. - Byliśmy najmłodsi, to fakt, ale trzymaliśmy poziom. Cieszymy się bardzo! Nagroda mocno nas podbudowała i dała motywację do dalszego działania. Cały czas komponujemy i jesteśmy na dobrej drodze do wydania własnego albumu. Mamy nadzieję, że uda się go stworzyć do końca roku.

Zespół The Backstage powstał w kwietniu 2017 roku. Od tego czasu jego skład nieustannie się zmieniał. Aktualnie, u boku Mateusza występują Jakub Kawalerski (perkusja) oraz Michał Bednarz (gitara elektryczna). W swojej twórczości łączą elementy hard rocka oraz punk rocka. Ich główną inspiracją są takie zespoły, jak Green Day, Red Hot Chili Peppers, Nirvana. Grupa dobrze znana jest świdnickiej publiczności. Muzycy grali, między innymi podczas koncertów charytatywnych, a także w tegorocznym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Na co dzień zespół działa przy Miejskim Ośrodku Kultury w Świdniku.

W kwietniu 2018 roku odbyła się premiera pierwszego singla The Backstage - „One of a Kind”.

wtorek, 09 październik 2018 15:35

Wpadł, bo zasnął

Świdniccy policjanci zatrzymali 20-latka, który dopuścił się kilkunastu kradzieży, także na terenie naszego miasta. Do aresztowania doszło w dosyć nietypowy sposób.

W niedzielę mundurowi otrzymali zgłoszenie od jednego z mieszkańców gminy Mełgiew. Mężczyzna, podczas spaceru, zauważył motorower, a obok niego kable rozruchowe, których, jak twierdził, jest właścicielem. Jego przypuszczenia się sprawdziły. Podczas przeszukania samochodu zgłaszającego, okazało się, że brakuje w nim wspomnianych kabli, a oprócz tego, z tyłu na leżance... śpi młody mężczyzna.

- 20-latek nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, jak się tam znalazł - informuje asp. Elwira Domaradzka ze świdnickiej policji. - Szybko wyjaśniło się natomiast, że jest odpowiedzialny za kradzież. Został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie.

Ustalono, że sprawca nie działał sam i jest powiązany z innymi przestępstwami. Razem z 30-letnim kuzynem włamywali się do myjni samochodowych, pojazdów oraz sklepów spożywczych. Ich łupem padły także trzy motorowery znajdujące się na terenie Świdnika.

- Część skradzionego mienia udało się odzyskać. Wobec 20-latka zastosowano dozór policyjny. Sprawa ma charakter rozwojowy - dodaje asp. E. Domaradzka.

piątek, 05 październik 2018 15:38

Niebezpieczne popołudnie

Do groźnie wyglądającego wypadku doszło dziś na skrzyżowaniu al. Lotników Polskich z ul. Niepodległości. Jedna osoba trafiła do szpitala.

- Sytuacja miała miejsce o godz. 13.20 - mówi asp. Elwira Domaradzka ze świdnickiej policji. - Kobieta, skręcając z ul. Niepodległości, nie udzieliła pierwszeństwa przejazdu, jadącemu al. Lotników Polskich, kierowcy audi.

Na miejsce wezwano też strażaków, którzy zabezpieczyli pojazdy, odłączając instalację gazową w autach. Uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że właścicielka opla, prawdopodobnie doznała urazu żeber.

sobota, 06 październik 2018 10:29

Na zakupy do Bricomarché

Już w najbliższą środę pierwsi klienci zrobią zakupy w sklepie sieci Bricomarché, zarządzanej przez Grupę Muszkieterów.

Jeszcze kilka lat temu, na opuszczonej działce przy zbiegu al. Lotników Polskich i ulic. T. Góry oraz Sportowej, straszyły metalowe konstrukcje. W październiku ubiegłego roku potwierdzono informację o budowie marketu budowlano-dekoracyjnego. Wystarczyło kilka miesięcy, by miejsce zmieniło się nie do poznania.

Sklep ma ponad 2 000 mkw. powierzchni oraz wiatę budowlaną. Oferowane produkty zlokalizowane są w 4 podstawowych działach: budowlanym, dekoracji, artykułów do majsterkowania oraz asortymencie ogrodowym. Podobne markety typu „dom i ogród” znajdują się w 151 miejscach w Polsce.

- Otwarcie Bricomarché przyniesie wiele korzyści miastu i społeczności dzięki naszej współpracy z lokalnymi dostawcami, jak i utworzeniu około 30 miejsc pracy - mówi Bartosz Chudzik, właściciel sklepu w Świdniku.

Sklep będzie czynny 7 dni w tygodniu, od poniedziałku do soboty w godz. 7.00 - 20.00 oraz w niedzielę od 9.00 do 18.00. Otwarcie zaplanowano na 10 października. Tego dnia zakupy będą możliwe w godz. 8.00 - 20.00.

poniedziałek, 01 październik 2018 15:30

Ogłoszenie

Burmistrz Miasta Świdnik ogłasza wyniki konsultacji społecznych projektu uchwały w sprawie uchwalenia rocznego programu współpracy Gminy Miejskiej Świdnik z organizacjami pozarządowymi oraz z podmiotami wymienionymi w art. 3 ust 3 ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie na 2019 rok.

piątek, 28 wrzesień 2018 09:27

Pomóżmy Krystiankowi

Krystian ma zaledwie jedenaście miesięcy i już przyszło mu walczyć z poważną chorobą.

Do niedawna młody świdniczanin był radosnym i zdrowym dzieckiem. Do czasu, gdy jego rodzice zauważyli niepokojące objawy, ciągłe osłabienie i trudności ze stabilnym siedzeniem. Po wykonaniu specjalistycznych badań usłyszeli diagnozę - rdzeniowy zanik mięśni (SMA). To gwałtownie postępujące schorzenie nerwowo-mięśniowe o podłożu genetycznym. Na skutek choroby mięśnie ciała słabną i stopniowo ulegają zanikowi.

Jedyną nadzieją na wyleczenie Krystiana jest ciągłe podawanie serii leku Nusinersen. W pierwszym roku życia pacjent musi przyjąć aż sześć dawek, natomiast w każdym kolejnym roku - trzy. Niestety, leczenie nie jest refundowane w naszym kraju, a koszt rocznej terapii to wydatek rzędu 2 milionów złotych.

- Jesteśmy pod stałą opieką lekarzy i rehabilitantów, którzy zgodnie przyznają, że Krystian jest silnym dzieckiem - mówi mama chłopca. - Gdyby zaczął przyjmować zastrzyki jest duża szansa, że mógłby normalnie rozwijać się, chodzić i funkcjonować samodzielnie. Lek jest jedyną szansą dla naszego syna. Może zahamować rozwój choroby, ale trzeba go przyjmować przez całe życie.

Pani Marlena podkreśla, że terapia refundowana jest w 20 krajach w Europie, między innymi we Włoszech, gdzie mieszka bliska osoba jej rodziny. Dlatego walka o zdrowie wiąże się nie tylko z kosztownym leczeniem, ale prawdopodobnie z wyjazdem za granicę:

- Kwota, którą musielibyśmy zapłacić w Polsce jest niewyobrażalna. Już teraz rehabilitacja, potrzebny do niej sprzęt, leki, wizyty u specjalistów przekraczają nasz domowy budżet. Sama cena koflatora wynosi około 25 tys. zł. Do tego dochodzą, między innymi: pulsator, instalator, ssaki, za kwotę ok. 15 tys. zł. Nie chcemy wyjeżdżać. Tutaj mamy rodzinę, nasz starszy syn chodzi do jednej ze świdnickich szkół. Jeśli lek nie zostanie w najbliższym czasie wpisany na listę refundowanych, nie będzie innego wyjścia.

Właśnie ruszyła zbiórka pieniędzy na dalszą rehabilitację i niezbędny sprzęt medyczny. Darowizny można kierować na konto fundacji Po Prostu Pomagam: www.poprostupomagam.pl.

środa, 26 wrzesień 2018 14:06

Kaloryfery już ciepłe

W tym tygodniu wróciła kapryśna, jesienna aura, więc Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej rozpoczęło sezon grzewczy. Ciepło zamówili już najwięksi odbiorcy w mieście - Spółdzielnia Mieszkaniowa i Pegimek.

- W tym roku postanowiliśmy nie zwlekać. Kaloryfery grzały już we wtorek, gdy poranna temperatura nie przekraczała 10 st. Celsjusza. Jak się okazało, decyzja była trafna, bo następnego dnia pojawił się przymrozek. Wpływ na rozpoczęcie sezonu grzewczego miały również liczne telefony od spółdzielców - mówi Katarzyna Denis, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej.

- Wystąpiliśmy z pismem do PEC-u 26 września, dzień później, niż zrobiła to Spółdzielnia Mieszkaniowa. Czekaliśmy na reakcję większości mieszkańców, bo przedstawiciele części zarządów wspólnot prosili nas, żeby jeszcze się wstrzymać z dostawą ciepła. Stąd zwłoka. Wszystko wskazywało na to, że ładna pogoda jeszcze się utrzyma. Niestety, ostatnie noce były bardzo chłodne. Pojawiły się nawet przymrozki. Po lawinie telefonów i próśb mieszkańców szybko wysłaliśmy zapotrzebowanie - wyjaśnia Hubert Obrusiewicz, prezes spółki Pegimek.

Pojęcie sezonu grzewczego funkcjonuje już tylko umownie. Kiedyś musiał być spełniony warunek, że gdy temperatura mierzona na zewnątrz o godz. 7 rano i 19 wieczorem, przez trzy kolejne dni, nie przekraczała plus 10 stopni Celsjusza, włączano kaloryfery. Obecnie obowiązuje reguła, że to zarządca lub właściciel budynku decyduje o tym, kiedy grzejniki mają być ciepłe. Wysyła wtedy pisemne zapotrzebowanie do firmy ciepłowniczej.

- Zwykle jesteśmy gotowi już od 15 września, żeby na życzenie klienta włączyć ogrzewanie - zapewnia Jerzy Koperski, prezes spółki PEC. - Będziemy grzać do wiosny. Ewentualny powrót jesiennego ocieplenia nic nie zmieni, gdyż niemal wszystkie budynki są wyposażone w zawory termostatyczne. Różnice temperatur nie są już zbyt duże. Trzeba też wziąć pod uwagę, że w mieszkaniach od nasłonecznionej strony jest zawsze cieplej, zaś w tych od północnej, gdzie brakuje słońca, trzeba grzać. Wyśrodkowanie tego jest dosyć trudne. Wszystko zależy od tego jak lokatorzy ustawią zawory w swoich mieszkaniach. Instytucje, szkoły, galerie handlowe same przysyłają faksy z zapotrzebowaniami na ogrzewanie. Zwykle czas od ich złożenia do momentu dostarczenia ciepła nie trwa dłużej niż osiem godzin.

słs

wtorek, 25 wrzesień 2018 09:41

W nowej odsłonie

Postać próbującą, mimo prześladowań, nadać audycję, przedstawia najnowszy mural, który powstał w naszym mieście. Kadr zastąpił rysunek, upamiętniający tę samą historię, czyli pojawienie się Radia Solidarność Świdnik.

Inicjatorem pomysłu jest miasto, zaś autorem pracy Paweł Kasperek, który od kilku lat współpracuje z Miejskim Ośrodkiem Kultury przy projekcie „Kadry Świdnika”. Naloty niemieckich i sowieckich samolotów na lotnisko, Świdnickie Spacery czy wizerunki zasłużonych mieszkańców, na przykład pilota Tadeusza Góry oraz lotniczej rodziny Kasperków, to tylko niektóre z nich.

- Świdnik jest młodym miastem, ale ma w swojej historii tak ciekawe momenty, że warto je upowszechniać i malować - mówi Paweł Kasperek. - Rysunki robimy dla mieszkańców, dlatego warto je odnawiać.

Kadr upamiętnia Radio Solidarność Świdnik, które działało 5 lat - od 1983 do 1988 roku. Mimo prześladowań ze strony Służby Bezpieczeństwa i aresztowań, nadało ponad 40 audycji. Ogromną niespodzianką i zaskoczeniem, zarówno dla świdniczan, jak i Służby Bezpieczeństwa, było nadanie audycji solidarnościowej w 2 programie TVP. 14 lutego 1984 roku, po godz. 20.00, podczas transmitowanego z Moskwy pogrzebu Jurija Andropowa, widzowie zamiast Konstantina Czernienki, przemawiającego nad trumną, usłyszeli: „Tu radio Solidarność”. Audycja informowała o aresztowaniach działaczy „Solidarności” i innych represjach w Świdniku. Wzywała też załogę WSK do gotowości strajkowej. Była słyszalna również na przedmieściach Lublina.

Praca nad muralem trwała kilka dni. Jej efekty można podziwiać na ścianie budynku przy ul. Niepodległości 22.

Strona 2 z 319