• Załatw sprawę w Urzędzie
  • Zdrowy Świdnik
  • rodzinka
  • Schronisko w Krzesimowie
  • SH
  • Idzie sobie Grześ...
  • Repertuar
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
czwartek, 17 maj 2018 09:46

Świdnik chce być zdrowy

W środę, w Miejskim Ośrodku Kultury zainaugurowano trzydniową 27. Konferencję Zdrowych Miast Polskich, podczas której miasta członkowskie Stowarzyszenia Związek Zdrowych Miast Polskich obchodziły 25-lecie jego istnienia.

Stowarzyszenie skupia miasta dbające o dobry stan zdrowia swoich mieszkańców i środowisko, w którym żyją. Należą do niego większe aglomeracje jak: Łódź, Poznań czy Warszawa, ale też młode, dynamicznie rozwijające się marki jak Świdnik. Właśnie w naszym mieście stowarzyszenie obchodzi 25 rocznicę istnienia.

Czy zdrowe miasto to tylko idea, czy również konkretne działania? Pytaliśmy o to Mirosława Tarkowskiego, członka zarządu SZMP i koordynatora jego prac w Gminie Miejskiej Świdnik, zapoczątkowanych 18 lat temu przez Bożennę Sadowską - Krawczyk:

- Ideę zdrowych miast zainicjowała Światowa Organizacja Zdrowia w 1988 roku. Na to wyzwanie odpowiedzieliśmy powstaniem Sieci Zdrowych Miast Polskich, która przekształciła się w stowarzyszenie zrzeszające obecnie 39 samorządów zamieszkanych przez około 7 mln Polaków. Świdnik wstąpił do niego w 2000 roku.

- Z jaką nadzieją?

- Z taką, że skorzystamy z doświadczeń innych samorządów, ich pomysłów i działań na rzecz środowiska i zdrowia mieszkańców.

- Jakie to działania?

- Przede wszystkim profilaktyka, nauczanie nawyków prozdrowotnych, zapobieganie konieczności leczenia. Medycyna interweniuje w sytuacji, kiedy coś już stało się z naszym zdrowiem. Celem naszej pracy jest to, żeby zapobiegać ekstremalnym sytuacjom zdrowotnym.

- Wygląda na to, że możemy nie tylko czerpać z doświadczeń innych, ale mamy też już własne osiągnięcie, którymi możemy się podzielić. Świadczy o tym program konferencji, zawierający kilka świdnickich prezentacji.

- Mówiliśmy o nich w panelu na temat ekologii, w którym wystąpili Janusz Wójtowicz, komendant Straży Miejskiej i Maciej Michałowski z Urzędu Miasta, prezentując, między innymi, efekty pracy ekopatrolu. Trzeci dzień jest poświęcony grantom realizowanym w ubiegłym roku w miastach członkowskich. Wśród nich była również prezentacja ze Świdnika.

- To znaczy, że Związek Zdrowych Miast Polskich dysponuje nie tylko siłą przekonywania, ale również możliwościami finansowymi?

- Biorą się one ze składek członkowskich. Dysponując budżetem na dany rok, wśród wielu zadań realizowanych przez SZMP, część przeznaczona jest na granty. Związek ogłasza konkurs i jego obszary tematyczne. Tak się złożyło, że w ubiegłym roku grant uzyskało Miejskie Centrum Usług Sochalnych, które właśnie w trakcie konferencji złożyło sprawozdanie z jego wykonania.

- Czy moglibyśmy przytoczyć przykłady rozwiązań, z których skorzystaliśmy w Świdniku?

- Ponieważ każdy z samorządów funkcjonuje w specyficznym środowisku o niepowtarzalnych potrzebach, trudno wzorce przenosić w sposób bezpośredni. Ale, na przykład, ideę toruńskiego projektu „Tydzień dla zdrowia” polegającego na włączeniu firm działających w obszarze około zdrowotnym - masaże, fitness i tym podobne, w bezpłatne świadczenie usług na rzecz mieszkańców, wykorzystaliśmy jako inspirację przy tworzeniu „Miesiąca dla zdrowia”, prowadzonego przez Miejskie Centrum Profilaktyki. Również w Toruniu poznaliśmy sędzię  Annę Marię Wesołowską, opowiadającą młodzieży o różnych niebezpieczeństwach wynikających z niestosownych zachowań. Zaowocowało to jej wizytą w Świdniku. W Białymstoku z kolei zapoznano nas z akcją popularyzującą spożywanie przez najmłodszych mleka po różnymi postaciami. Włączaliśmy się w realizowane przez samorządy programy szczepień przeciwko wirusowi HPV, powodującemu raka szyjki macicy oraz trwający niespełna 10 lat projekt badań mammograficznych dla kobiet w wieku od 28 do 49 lat. Uzupełniał on działania prowadzone przez Narodowy Fundusz Zdrowia, adresowane do kobiet powyżej 50 roku życia. Jednak nie jesteśmy  w stowarzyszeniu tylko po to, żeby się uczyć. Dla wielu ośrodków stanowimy wzór, na przykład, jeśli chodzi o pomoc społeczną. Możemy pochwalić się działaniami na rzecz osób starszych prowadzonymi przez Miejskie Centrum Usług Społecznych, jak również pracą Miejskiego Centrum Profilaktyki. Obie te instytucje wprowadziły wiele cennych, innowacyjnych rozwiązań .

- Uczestnicy konferencji, chociaż rozsiani po całej Polsce, sprawiają wrażenie dobrych znajomych.

- Zarząd składa się z reprezentantów Łodzi, Poznania, Białegostoku, Rabki i Świdnika. Trudno spotykać się często, ale jesteśmy w stałym kontakcie mailowym. Tą drogą promujemy różne akcje wśród członków stowarzyszenia i zachęcamy samorządy do angażowania się w nie. Tworzy to również, mimo braku realnego kontaktu, silne więzi interpersonalne.

- Co w ciągu minionych trzech dni było dla naszych gości najciekawsze?

- Może wydać się to zabawne, ale dla wielu, sam pobyt, pierwszy raz w życiu, w tej części Polski, która, proszę mi uwierzyć, jest dla nich trochę jak terra incognita. Wszyscy podkreślali, że pojęcie Polski „B” jest już tylko mitem. Zwiedziliśmy Lublin i PZL-Świdnik. Świdnickie susełki od Pelagii Buchajskiej, naturalne soki Szczepanówki z Kolonii Świdnik i egzotyczne dla wielu cebularze, również zrobiły swoje. Najważniejsza była jednak wymiana doświadczeń i wprowadzone po raz pierwszy, wykłady pracowników naukowych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, którego rektor objął patronatem honorowym nasza konferencję.

- Organizacja zebrania była dużym przedsięwzięciem logistycznym, nie do ogarnięcia przez jedną osobę.

- Oczywiście. Szczególne podziękowania kieruję do pań: Bożeny Zapalskiej i Małgorzaty Krzowskiej z wydziału oświaty i spraw społecznych UM, Ewy Kossowskiej, kierownika Miejskiego Centrum Profilaktyki, Beaty Portki, szefowej Miejskiego Centrum Pomocy Społecznej oraz różnych instytucji, bez których nasze spotkanie nie mogłoby dojść do skutku.

Jan Mazur

poniedziałek, 18 czerwiec 2018 14:37

Mistrz jest tylko jeden

Nie mogło być inaczej. Karol Serwin po raz 16. stanął na najwyższym stopniu podium, broniąc tym samym tytułu Mistrza Polski w trialu rowerowym, w kategorii elita.

Zawody odbyły się w minioną niedzielę, w Stryszowie. Uczestnicy rywalizowali w kilku kategoriach, na pięciu odcinkach specjalnych. Świdniczanin już w maju pokazał, że jest w świetnej formie, wygrywając w naszym mieście pierwszą rundę Pucharu Polski. Zapytaliśmy go, jak smakuje 16. zwycięstwo w walce o tytuł najlepszego trialowca w Polsce.

- To potwierdzenie mojego poziomu i wieloletniej pracy, dzięki której jestem w stanie obronić tytuł. Póki co, w Polsce, nie ma na mnie mocnych. Cieszę się z wyniku, ale dużo większe znaczenie mają dla mnie starty zagraniczne - mówi Karol Serwin.

A do tych coraz bliżej. W dniach 7-8 lipca, Serwin będzie reprezentować nasz kraj podczas I rundy Pucharu Świata. Nieco później, bo pod koniec miesiąca wystartuje w Mistrzostwach Europy. W 2017 roku, na mistrzostwach świata, świdniczanin zajął 13. pozycję i nie ukrywa, że zależy mu na jej utrzymaniu.

- Nie mam podstaw by wymagać od siebie więcej. Pierwsza 15 to zawsze bardzo dobry wynik. Nie stać mnie na przygotowania, które umożliwiłyby znaczny wzrost mojego poziomu. Tutaj trzeba skupić się wyłącznie na treningu, najlepiej w profesjonalnych warunkach, a takie są możliwe tylko zagranicą. Mimo to staram się dawać z siebie 100 proc. W sporcie nigdy nic nie wiadomo. Dlatego powtórzenie ubiegłorocznego wyniku będzie dla mnie satysfakcjonujące - dodaje sportowiec.

niedziela, 17 czerwiec 2018 14:16

Kino na piątkę! (foto)

Seans filmowy, dmuchany plac zabaw, bańki mydlane i wiele innych atrakcji czekało na świdniczan, którzy postanowili spędzić niedzielne popołudnie na placu przed kinem Lot, by wspólnie świętować jego piąte urodziny.

Kino, pod nazwą „Przodownik”, rozpoczęło swoją działalność w 1952 roku. W latach 60. nastąpiła zmiana nazwy na obecną, a w 1968 roku kino przeniesiono do budynku, w którym aktualnie funkcjonuje. Po gruntownym remoncie i cyfryzacji, w 2013 roku odbyła się pierwsza projekcja. Tylko w 2017 roku świdnickie kino odwiedziło ponad 31 tysięcy widzów. Dwa razy w roku organizowany jest przegląd filmowy, podczas którego wyświetlane są dodatkowe produkcje. Dzięki programowi „Tanie oglądanie”, po zebraniu 10 biletów, widz otrzymuje kartę lojalnościową gwarantującą zniżki przy zakupie wejściówek przez pół roku.

Jubileusz był doskonałą okazją do obejrzenia seansu „Pszczółka Maja: Miodowe igrzyska” oraz rozstrzygnięcia konkursu plastycznego „Kino moich marzeń”. Na wszystkich gości czekał słodki poczęstunek w postaci urodzinowego tortu.

piątek, 15 czerwiec 2018 16:03

Świętowali jubileusz

Szkoła Podstawowa nr 5 obchodzi 30-lecie istnienia. Na urodzinowej imprezie, która odbyła się dziś w Centrum Kultury, pojawili się znamienici goście: przedstawiciele kuratorium, władz samorządowych, świdnickich placówek oświatowych, firm i instytucji. Na widowni nie mogło zabraknąć również byłych i obecnych dyrektorów „Piątki”, nauczycieli oraz uczniów i ich rodziców.

- Parafrazując słowa papieża Franciszka, pragniemy patrzeć w przeszłość z wdzięcznością, przeżywać naszą teraźniejszość z odwagą i budować naszą przyszłość z nadzieją. Historia naszej szkoły, zaczynająca się 1 września 1987 roku, to trudne początki funkcjonowania, jeszcze w komunistycznej rzeczywistości, 47-oddziałowej, liczącej 1384 uczniów placówki. 30-letnia przeszłość to również sukcesywna budowa obiektów sportowych, wdrożenie reformy oświatowej i oddziałów integracyjnych. To także wspaniała kadra, dzieci i młodzież, odnoszący ogromne sukcesy w różnych dziedzinach, absolwenci. Po połączeniu Szkoły Podstawowej nr 5 i Gimnazjum nr 3 udało nam się utrzymać wysokie wyniki edukacyjne. Dzięki przychylności władz miasta wyremontowaliśmy nieckę basenową, salę gimnastyczną, szatnie. Wybudowaliśmy zatoczkę postojową, boisko do gry w boule. Chcemy pomagać młodym w zdobyciu wiedzy, stworzyć warunki do osobistej drogi rozwoju. Pragniemy, zgodnie ze słowami naszego patrona Janusza Kusocińskiego, kształcić duszę cnotami, umysł słowami, a ciało sportem. Dziękuję całej społeczności szkolnej za 30-letnią pracę, a Państwu za wsparcie i przybycie na naszą uroczystość - mówił Tomasz Szydło, dyrektor SP nr 5.

Burmistrz Waldemar Jakson uhonorował Szkołę Podstawową nr 5 odznaczeniem Amicus Civitatis (Przyjaciel Miasta): - Nauczyciele i pracownicy szkoły są aniołami stróżami dla uczniów. Są także ich mentorami, wskazują drogę, wychowują, uczą. Wręczając to odznaczenie, jeszcze raz, w imieniu swoim, mieszkańców Świdnika i absolwentów placówki, bardzo serdecznie dziękuję.

Burmistrz przyznał także medale Nil Virtuti Civili Invium. Otrzymali je pedagodzy, którzy pracują w szkole od początku jej istnienia. Pamiątkowe wyróżnienia swoim przyjaciołom przekazała też „Piątka”.

Po gratulacjach i życzeniach przyszedł czas na część artystyczną imprezy, później zaś na urodzinowy tort. Uczniowie szkoły bawili się również na festynie, który odbył się na terenie placówki.

aw

wtorek, 12 czerwiec 2018 11:23

W niedzielę nie siedź w domu

Festyn rodzinny, festiwal biegowy, urodziny kina Lot, koncerty i występy artystyczne. Zebraliśmy dla Państwa propozycje wydarzeń, które w najbliższą niedzielę odbędą się w naszym mieście.

Artystyczny koniec sezonu

Jak co roku, Miejski Ośrodek Kultury podsumowuje pracę swoich podopiecznych, zapraszając świdniczan na finał mijającego sezonu artystycznego. Dzięki niemu, mieszkańcy będą mogli nie tylko obejrzeć i wysłuchać artystów, ale także zapoznać się z ofertą w MOK. Efektami wspólnej pracy są nagrody i wyróżnienia, które dzieci, młodzież i dorośli otrzymali na festiwalach oraz konkursach w całej Polsce. Występy rozpoczną się o godz. 10.00. Program dostępny jest na stronie: Artystyczny koniec sezonu.

• • •

Niedziela na bieżni

Już po raz czwarty Stowarzyszenie Biegający Świdnik zaprasza do udziału w festiwalu biegowym. W tym roku miłośnicy aktywnego spędzania czasu spotkają się przy Szkole Podstawowej nr 5.

Podczas zmagań przewidziano pięć dystansów - dla przedszkolaków, dzieci z klas 1-2, 3-4, 5-6 oraz gimnazjalistów. Nie zabraknie również innych konkurencji sportowych oraz atrakcji, m.in.: malowania twarzy czy puszczania baniek mydlanych. Będzie można też kupić pyszne ciasta przygotowane przez biegaczy ze stowarzyszenia. Początek imprezy o godz. 11.00.

• • •

Kino na piątkę

Konkursy z nagrodami, festiwal baniek mydlanych i wiele innych atrakcji zaplanowano na piąte urodziny kina Lot. Wydarzenie odbędzie się 17 czerwca, o godz. 13.00. Na najmłodszych czekają animacje, festiwal baniek mydlanych i dmuchany plac zabaw.

• • •

Aby wakacje były bezpieczne

Stowarzyszenie Wspólnota Świdnicka już po raz czternasty zaprasza najmłodszych mieszkańców na festyn rodzinny „Bezpieczne wakacje”. 17 czerwca, od godz. 15.00, w muszli koncertowej Miejskiego Centrum Usług Socjalnych na świdniczan będzie czekało wiele atrakcji. 

Niedzielne spotkanie ma przypomnieć, że podczas zbliżających się wakacji, ważne są nie tylko beztroskie chwile odpoczynku i zabawy, ale również stosowanie się do zasad bezpieczeństwa. Na scenie pojawią się więc przedstawiciele służb mundurowych, którzy o nich opowiedzą. Będzie też pokaz ratownictwa medycznego, przybliżający podstawy udzielania pierwszej pomocy. Szczegółowy program dostępny jest pod linkiem: Bezpieczne wakacje.

• • •

Muzyczne zakończenie roku szkolnego

Inaczej być nie może, bo zapraszają na nie uczniowie i kadra Ogniska Muzycznego. Koncert odbędzie się 17 czerwca, o godz. 17.00, w sali kameralnej Centrum Kultury.

- Dzieci i młodzież zaprezentują to, czego nauczyli się przez kilka ostatnich miesięcy. Opowiemy również o ich tegorocznych sukcesach. Publiczność usłyszy zróżnicowany repertuar - od utworów klasycznych, przez blues, pop i rock. Będzie też mała niespodzianka - zachęca Dariusz Szymura, prezes Świdnickiego Towarzystwa Muzycznego.

Towarzystwo prowadzi jeszcze rekrutację na nowy rok szkolny. Można zapisać się na naukę śpiewu oraz gry na fortepianie, gitarze, perkusji, akordeonie, instrumentach klawiszowych. Szczegółowe informacje dostępne są pod nr tel. 81 751 56 71 lub 607 765 184.

czwartek, 14 czerwiec 2018 14:47

Aby wakacje były bezpieczne

Stowarzyszenie Wspólnota Świdnicka już po raz czternasty zaprasza najmłodszych mieszkańców na festyn rodzinny „Bezpieczne wakacje”. 17 czerwca, od godz. 15.00, w muszli koncertowej Miejskiego Centrum Usług Socjalnych na świdniczan będzie czekało wiele atrakcji.

Niedzielne spotkanie ma przypomnieć, że podczas zbliżających się wakacji, ważne są nie tylko beztroskie chwile odpoczynku i zabawy, ale również stosowanie się do zasad bezpieczeństwa. Na scenie pojawią się więc przedstawiciele służb mundurowych, którzy o nich opowiedzą. Będzie też pokaz ratownictwa medycznego, przybliżający podstawy udzielania pierwszej pomocy. Nie zabraknie oczywiście występów tanecznych i wokalnych, a także konkursów z nagrodami. Patronat nad imprezą sprawuje burmistrz Waldemar Jakson.

aw

Program imprezy:

15.00 - 15.05 Oficjalne rozpoczęcie festynu
15.05 - 15.45 Zespoły taneczne MCP
15.45 - 16.00 Jak bezpiecznie spędzić wakacje? - służby mundurowe
16.00 - 16.05 Promyczki P nr 6
16.05 - 16.10 Sówki bigbitówki P nr 2
16.10 - 16.15 Grupa taneczna P nr 3
16.15 - 16.35 Konkursy o bezpieczeństwie
16.35 - 16.45 Roztańczona Piątka P nr 5
16.45 - 16.50 Pszczółki z Przedszkola „Bajkowy Świat”
16.50 - 17.00 Pokaz ratownictwa medycznego i resuscytacji
17.00 - 17.05 Psotki P nr 7
17.05 - 17.15 Zefirki P nr 4
17.15 - 17.35 Pokaz Lubelskiego Klubu Sztuk Walki Dan
17.35 - 17.40 Występ wokalny SP nr 4
17.40 - 17.45 Entliczek SP nr 5
17.45 - 17.50 Piąteczki SP nr 5
17.50 - 18.00 Losowanie nagród. Zakończenie festynu

Imprezy towarzyszące:
przejażdżka na motocyklach, pomiar ciśnienia tętniczego, pokazy strażackie i ratownictwa medycznego, znakowanie rowerów, zabawy integracyjne i konkursy sportowe

środa, 13 czerwiec 2018 13:54

Mural na jubileusz

W Świdniku powstaje kolejny mural. Kilkumetrowy kadr pojawi się na budynku Szkoły Podstawowej nr 5. Na ścianie można już zobaczyć zarys malowidła.

Na terenie miasta jest kilkanaście wielkoformatowych projektów przypominających historię Świdnika, między innymi, Świdnickie Spacery, naloty niemieckich i sowieckich samolotów na lotnisko czy zasłużonych mieszkańców, na przykład pilota Tadeusza Górę oraz lotniczą rodzinę Kasperków. Popularna na całym świecie forma ozdabiania elewacji przypadła do gustu również instytucjom i placówkom edukacyjnym.

SP nr 5 od lat kojarzona jest ze sportem, zaś jej wychowankowie zdobywają na tym polu znaczące sukcesy. Nie dziwi więc pomysł stworzenia wyjątkowej grafiki, przedstawiającej sylwetkę patrona „Piątki” - Janusza Kusocińskiego, polskiego lekkoatlety, złotego medalisty w biegu na 10 000 metrów z Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles (1932).

- Zależy nam, aby jego postać była promowana wśród uczniów, rodziców, ale też wszystkich mieszkańców - mówi Tomasz Szydło, dyrektor szkoły. - Na projekt składa się kilka elementów, przede wszystkim postać J. Kusocińskiego, dobiegającego do mety i przerywającego wstęgę oraz pełna nazwa naszej placówki, która w tym roku obchodzi jubileusz 30-lecia istnienia.

Z tej okazji, dodatkowo na ścianie budynku pojawi się specjalny logotyp. Na tym jednak nie koniec. Tuż obok zobaczymy symbol graficzny z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Placówka zaprosiła do współpracy Pawła Kasperka, który podobne realizacje przygotowywał, między innymi w ramach projektu „Kadry Świdnika”, realizowanego przez Miejski Ośrodek Kultury.

Prace nad nowym kadrem rozpoczęły się we wtorek wieczorem i jak informuje nas autor, potrwają jeszcze kilkanaście godzin, by zdążyć przed piątkowym jubileuszem.

Uroczystości rozpoczną się o godz. 9.00, mszą świętą w kościele pw. NMP Matki Kościoła. Następnie uczestnicy przemaszerują ulicami miasta do Centrum Kultury, gdzie odbędzie się oficjalna część obchodów z udziałem przedstawicieli kuratorium oświaty i władz samorządowych, a także sympatyków szkoły.

- Zapraszamy też wszystkich mieszkańców do udziału w festynie na terenie SP nr 5. W godz. 13.00 - 15.30 zaplanowaliśmy koncert w wykonaniu zaproszonych gości, zabawy na dmuchanym placu zabaw, a także grę miejską i rozgrywki sportowe - dodaje dyrektor T. Szydło.

sobota, 09 czerwiec 2018 10:38

Lotnicze święto (sobota)

Emocjonujący weekend pełen zapierających dech pokazów, niezwykłych akrobacji, wystaw sprzętu wojskowego, zabytkowych samolotów, samochodów i motocykli. Tegoroczny, pierwszy Świdnik Air Festival ma być także początkiem nowego, cyklicznego wydarzenia, które ściągnie do lotniczego miasta tysiące fanów awiacji.

Bądź częścią lotniczego show! Zapraszamy na lotnisko trawiaste w Świdniku (wejście od ul. Sportowej). Informacje na bieżąco, galeria zdjęć i filmy... Świdnik Air Festival czas zacząć!

21.30 Na dziś to już wszystko. Do zobaczenia jutro!

19.20 Na niebie Artur Kielak i Mateusz Strama

19.00 Kolejne pokazy za nami


18.30 Za nami pokazy śmigłowców rodem ze Świdnika 

17.50 Kto nie miał szansy obejrzeć, powtórka jutro o godz. 15.30

16.00 Chętni mogą też pobawić się w lunaparku

15.45 W przerwie między lotami, pokazy w wykonaniu strażaków

15.35 Nie mogło zabraknąć świdnickiego akcentu

15.30 Świdnik Air Festival oficjalnie otwarty

15.25 Pokazy Zespołu Akrobacyjnego "Orlik" w obiektywie

14.45 Pierwszy blok pokazów za nami!

14.45 A za nami popisy w wykonaniu, między innymi Łukasza Czepieli

14.35 Przypominamy, że dziś na Świdnik Air Festival kursuje darmowa komunikacja z Lublina. Przez weekend kursować będzie także więcej pociągów.
Szczegółowe rozkłady: AUTOBUSY, POCIĄGI

14.15 Pierwszy start i lądowanie za nami! Na niebie zaprezentował się Krzysztof Janusz, dyrektor świdnickiego areoklubu.

 

14.00 Zaczynamy! Dla tych, którzy nie mogą być na lotnisku, przygotowana została transmisja na żywo przez lubelska.tv


13.30 Zespół Aperta to bardzo rzadka choroba. Zdarza się raz na 200 tysięcy urodzeń i jak do tej pory nie ma na nią skutecznego leku. Na takie schorzenie cierpi 5-letnia Zoja Marianowska z Lublina. Jedyną szansą na normalny rozwój dziewczynki jest cała seria operacji. Ich koszt został wyliczony na ok. 1,5 mln zł. Rodziny dziewczynki nie stać na ich sfinansowanie, dlatego starają się z zebrać potrzebną kwotę. Będą im mogli pomóc również widzowie Świdnik Air Festival. Podczas wydarzenia wolontariusze będą zbierać do puszek datki dla małej Zoi.

12.29 Świdnik Air Festival to nie tylko samoloty...

12.29 Wśród gości także wojskowa "Bryza"

12.29 Na wystawie statycznej można obejrzeć, między innymi śmigłowce SM-1 i SM-2, produkowane przez świdnicki zakład.

11.39 Widzimy się na miejscu! 

Cellfast Flying Team:

11.17 AN-2 „Wiedeńczyk” już wczoraj zameldował się w Świdniku. Jego przybycie uwiecznił spotter Krzysztof Wiśniewski:

10.55 Na liście lotniczych gwiazd są, między innymi: The Flying Bulls, Biało-Czerwone Iskry, Zespół Akrobacyjny „Orlik”, a także formacje 3AT3, Cellfast Flying Team czy 57-my. Mamy też solistów: Łukasza Czepielę, Artura Kielaka i Marka Choima. Do Świdnika przylecą także: replika RWD-5 oraz AN-2 „Wiedeńczyk”Kogo jeszcze zobaczymy? Szczegóły w artykuleKolejni goście pokazów.

Startujemy o godz. 14.00 - bądźcie z nami!

10.38 Poniżej prezentujemy Państwu szczegółowy program imprezy (powiększ grafikę otwierając ją w nowym oknie przeglądarki):

piątek, 08 czerwiec 2018 12:11

Wspominamy...

Zawsze, kiedy pytałam Go o życie zawodowe, powtarzał, że jego największym sukcesem jest tyle samo lądowań, co startów, a wszystko inne to tylko dodatek. 2 maja wyruszył w lot, z którego, niestety, powrotu już nie ma. Wraz ze śmiercią Ryszarda Kasperka, nestora świdnickiego lotnictwa, zwycięzcy zawodów rangi mistrzostw Polski, instruktora samolotowego i śmigłowcowego, zamknęła się też pewna karta lotniczych dziejów naszego miasta. Zapisał się na niej na zawsze, z nieżyjącymi już bratem Stanisławem i synem Januszem. Przypominamy dziś Jego sylwetkę, pracę i pasję.

Początki podniebnej przygody Jeden z najwybitniejszych świdnickich lotników urodził się 31 maja 1931 roku, w miejscowości Niemce k. Lublina. Podniebną przygodę rozpoczął w 1947 roku od kursu szybowcowego. Chociaż czasami śmiał się, że jednak było to znacznie wcześniej.

- W dzieciństwie bawiłem się samolotami wystruganymi z drewna - opowiadał mi przed 14 laty, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. - W ogródku zrobiłem podziemne hangary, a gdy zaczęła się wojna, schowałem tam te zabawki. Obserwowałem też nadlatujące niemieckie maszyny. Później przyszło wyzwolenie i radzieckie samoloty. W 1947 roku zapisałem się na teoretyczny kurs szybowcowy w Lublinie, gdzie było ponad 300 młodych ludzi. Skończyłem go wiosną, a jesienią pojechałem na szybowisko. Szybowiec nazywał się SG38, miał zamocowane siedzenie, skrzydełka, ogon i linki. To było zupełnie inne latanie niż obecnie. Kiedyś człowiek sam się uczył, a instruktor stał z boku.

W latach 1951-1954 Ryszard Kasperek odbywał służbę wojskową, początkowo w Technicznej Szkole Wojsk Lotniczych w Zamościu, a następnie w stołecznym pułku lotniczym. W 1954 roku rozpoczął pracę w świdnickim aeroklubie, najpierw jako mechanik, później szef techniczny, zaś od 1963 r. instruktor samolotowy. Tak wspominał trudne początki:

- Na lotnisku stał wtedy tylko drewniany hangar. Biuro aeroklubu znajdowało się w baraczku, przy stacji kolejowej. Paliwo przywoziliśmy z Warszawy albo dostawaliśmy z zakładu. Wyposażenie mieliśmy bardzo skromne. Trochę szybowców, na przykład treningowe Salamandry i szkolny ABC. Była też wyciągarka, ale bez traktora. Kiedy wiatr się zmienił, przepychaliśmy ją z jednego końca lotniska na drugi. Wymagało to naprawdę dużego wysiłku. Mieliśmy również samolot Po-2, popularnie zwany kukuruźnikiem, na którym instruktor Ryszard Kosioł wyszkolił pierwszą w Świdniku grupę pilotów: Irenę Pietrzak, Jana Cholewę, Andrzeja Ciesielskiego, Juliana Kaletę, Wojciecha Trawińskiego. Zacząłem latać szybowcem, ale początkowo nie wytrzymywałem fizycznie. Bardzo rzucało i było mi niedobrze. Dopiero, kiedy poleciałem dużym, dwumiejscowym, jakoś się udało. Dostałem Srebrną Odznakę Szybowcową, co oznaczało, że mam 5 godz. w powietrzu, przelot ponad 50 km, przewyższenie ponad 1000 m. Potem zrobiłem Złotą Odznakę. Musiałem przelecieć 300 km, na wysokości 3 tys. ponad pułap wyczepienia się od samolotu. Namówił mnie do tego brat, który był już kierownikiem aeroklubu. Powiedział: „Leć, ściągnę cię z każdego miejsca”. Poleciałem więc do Warszawy i z powrotem. W sumie wylatałem na szybowcach ok. 600 godzin.

Najważniejsza nagroda

Zdobywca licznych medali i tytułów, w kolejnych latach pracował w WSK Świdnik, między innymi jako pilot i instruktor. Miał na swoim koncie 3600 godz. wylatanych na samolotach oraz 8200 godz. na śmigłowcach.

- Razem z szybowcami uzbierało się w sumie ponad 12 tys. godzin - mówił R. Kasperek. - Najwięcej na śmigłowcach, więc chyba do nich czuję największy sentyment. Wracając zaś do sukcesów pana Ryszarda… Wśród nich wyliczyć można, między innymi kilkakrotnie I miejsca w Lubelskich Zimowych Zawodach Samolotowych, brązowe medale w mistrzostwach Polski w akrobacji samolotowej, Złotą Odznakę szybowcową czy tytuł mistrza sportu. Jednak to nie medale były dla niego najcenniejsze.

- Więcej osiągnięć mieli Stach i Janusz, ja nie mam się czym chwalić - podkreślał zawsze pan Ryszard, który był niezwykle skromnym człowiekiem i wolał mówić o dokonaniach innych niż o swoich sukcesach. - Najważniejszą nagrodą jest dla mnie dyplom za ratowanie życia. Miałem nocny lot, kiedy przez radio zapytali czy nie poleciałbym do Dębicy, bo trzeba przetransportować do Siemianowic trzech ciężko poparzonych mężczyzn. Śmigłowce były wtedy dopiero w próbach, ale polecieliśmy z kolegą. Po miesiącu przyjechali przedstawiciele zakładu z Dębicy, zabrali nas i tam wręczyli podziękowanie oraz puchar.

Rozsławiali Świdnik

Wielki wkład w rozwój świdnickiego lotnictwa i aeroklubu wnieśli również brat pana Ryszarda, Stanisław - pilot, instruktor szybowcowy i samolotowy, wielokrotny mistrz Polski w akrobacji lotniczej, zdobywca najwyższych lotniczych wyróżnień i tytułów (zmarł 30 czerwca 2011 roku) oraz syn Janusz - trzykrotny mistrz świata i czternastokrotny mistrz Polski w akrobacji samolotowej, pilot LOT-u (zginął 17 października 1998 roku, w katastrofie samolotu akrobacyjnego Extra 300 L).

- Godnie reprezentowaliśmy nasze miasto i zakład, chociaż samoloty mieliśmy stare - podkreślał w rozmowach Ryszard Kasperek. - Na przykład taki przerobiony pod nasze dyktando w zakładzie - z dwumiejscowego na jednomiejscowy. To był Zlin 26, z bardzo słabym silnikiem. Trener napisał na nim dermatografem „Super Kasper Akrobat” i od tego tak właśnie potem nazywali te samoloty: „Kasper” albo „Super Kasper”. Przez pewien czas lataliśmy na nich, ale kiedyś koledze urwało się skrzydło i samoloty zostały zawieszone. Tylko w muzeum można teraz taki zobaczyć.

Ryszard Kasperek często też sędziował na zawodach różnej rangi. Jak sam przyznawał, było to zadanie zdecydowanie trudniejsze niż pilotowanie samolotu czy śmigłowca. Na sędziowską emeryturę przeszedł w 2012 roku. Na pracowniczą 16 lat wcześniej.

- Czas idzie naprzód, wszystko się zmienia. Lataliśmy na samolotach ze śmigłem, teraz są odrzutowce. Nie żałuję niczego. Byłem pilotem przez 63 lata. Przez ten czas straciłem jedno śmigło i silnik. To znaczy, że nie popełniałem błędów i miałem szczęście. Kiedy odszedłem na emeryturę, bardzo brakowało mi latania, samolotów, zawodów. Teraz już nie tęsknię. Są młodzi, niech oni podbijają przestworza - mówił Ryszard Kasperek, kiedy rozmawialiśmy, jak się okazuje, po raz ostatni. Żałuję, że naszych spotkań było tak mało i że nie zdążyłam posłuchać o wielu innych ciekawych rzeczach, które przeżył.

Ostatnie pożegnanie

Ryszard Kasperek zmarł 2 maja. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 8 maja, w kościele pw. Św. Józefa na Adampolu. Wzięła w nich udział rodzina, a także przedstawiciele władz samorządowych, przyjaciele, członkowie Klubu Seniorów Lotnictwa, między innymi ze Świdnika i Lublina. Nestor świdnickiego lotnictwa spoczął w grobie rodzinnym, w alei zasłużonych cmentarza komunalnego.

Agnieszka Wójcik

czwartek, 07 czerwiec 2018 09:29

Skrzydlate marzenie

Kim zostaniesz, gdy dorośniesz? Na to pytanie chyba każdy z nas próbował kiedyś odpowiedzieć. Jednym przychodziło to z łatwością, innym zajmowało dłuższą chwilę. Niektórzy potrzebowali czasu, by etapami móc realizować swoją prawdziwą pasję. Tak było w przypadku Roberta Zawady, który już jako nastolatek postanowił na stałe związać się z lotnictwem. Pilot szybowcowy, samolotowy, śmigłowcowy, instruktor, oblatywacz. Rodowity świdniczanin dla którego nasze miasto to coś znacznie więcej niż podróż do wspomnień z dawnych lat. Bo to właśnie tu, w Świdniku wszystko się zaczęło.

- Rzeczywiście fakt, że dorastałem wśród odgłosów lotniczych silników, widoków kręcących się wirników oraz zapachu samolotowego paliwa bez wątpienia spowodował, że zostałem pilotem.

- Marzenie od dziecka?

- Przyszło trochę później. Co innego interesować się lotnictwem, lubić spoglądać w niebo, kiedy słyszymy odgłos samolotu czy śmigłowca, a podjąć decyzję o byciu pilotem. U mnie to przyszło dopiero pod koniec szkoły podstawowej. Wtedy zdecydowałem się spróbować dostać do Liceum Lotniczego w Dęblinie. Wówczas na jedno miejsce było 22 kandydatów, co wcale mnie nie zniechęciło, a wręcz przeciwnie, bardziej zmotywowało. Pamiętam, że nauczycielka od j. polskiego odradzała mi wybór takiej przyszłości twierdząc, że zmarnuję swój talent humanistyczny.

- A jak na tę decyzję zareagowali rodzice?

- Bardzo mnie wspierali, chociaż widziałem, że matczyne serce słabo znosi perspektywę rozstania na co najmniej cztery lata. Jak się później okazało, ta rozłąka trwała nie 4 a prawie 35 lat. Lotnictwo zabrało mnie rodzicom na większość życia. Żadne z nich nigdy jednak nie powiedziało, że dokonałem złego wyboru.

- Miewał Pan wtedy chwile zwątpienia lub myślał o zmianie zawodu?

- Oczywiście. Szczególnie w sytuacjach, kiedy tego latania było mało, a to w lotnictwie wojskowym zdarzało się bardzo często, ale także wtedy, gdy trudno było mi opanować jakieś nowe elementy lotniczego rzemiosła. Nie było jednak planu B. Zaciskałem zęby i realizowałem cele. Od razu po zakończeniu studiów w Szkole Orląt, dokładnie w 1990 roku, trafiłem do Marynarki Wojennej. Najpierw do Darłowa, gdzie latałem na śmigłowcach Mi-14, w wersji ratowniczej oraz w wersji do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych, potem przyszedł czas na Gdynię. Tam dowodziłem Kluczem (formacja w lotnictwie - przyp. red.) nowo stworzonego lotnictwa pokładowego. Byłem pierwszym dowódcą, ale także pilotem, instruktorem i oblatywaczem śmigłowców SH-2 G „Superseasprite”. To było trudne latanie - lądowanie na malutkim pokładzie okrętu, miesiące poza domem, dosłownie jak marynarz. Opowiadam o tym i o wielu innych historiach, w mojej książce „Związane skrzydła”. Zainteresowanych zachęcam do przeczytania.

- Kolejnym punktem był wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Jako pierwszy polski pilot wojskowy wyszkolił się Pan na śmigłowcach pokładowych.

- Polska Marynarka Wojenna otrzymała w darze od Amerykanów dwa okręty typu Oliver Hazard Perry. Jednym z elementów jego wyposażenia są stacjonujące na nim śmigłowce, tzw. oczy i uszy jednostki. Zakupiliśmy 4 maszyny SH-2G i przypadł mi zaszczyt być wyznaczonym do wyjazdu, do USA na szkolenie. Poleciały tam dwie załogi (czterech pilotów i dwóch nawigatorów). Poza Polską i USA takie śmigłowce posiadała jeszcze Nowa Zelandia i Egipt. Szkolenie powinno trwać minimum sześć miesięcy. My jednak, ze względu na oszczędności, musieliśmy się wyszkolić w trzy miesiące! Na pytanie „dlaczego nie dłużej”, odpowiadano Amerykanom, że polscy piloci są tak świetni, że więcej im nie potrzeba. I tak, w niecałe 4 miesiące, wyszkoliłem się do poziomu instruktora i oblatywacza, chociaż wcale nie czułem się tak pewnie, jakbym sobie tego życzył. Po powrocie do kraju wraz z kolegami tworzyłem całą strukturę polskiego lotnictwa pokładowego. Trzeba było zrobić wszystko od początku. Napisać programy szkolenia, instrukcje, współpracować i uczyć lotnictwa marynarzy na okręcie, szkolić pilotów, wypływać w rejsy. Mnóstwo roboty. W swojej karierze latałem też na szybowcach, samolotach aeroklubowych typu PZL-110. Zlin-42, Wilga, śmigłowcach Mi-14, Mi-2, Mi- 8, Mi-17 i SH-2G.

- Które z nich zrobiły na Panu największe wrażenie?

- Zdecydowanie statki powietrzne, którymi udało mi się polatać kilka razy nie zawodowo. Często na ćwiczeniach zagranicznych wymienialiśmy się w załogach i była okazja poznać możliwości sprzętu zachodniego. Było to zawsze świetne przeżycie. Pilot to tak naprawdę wieczny mały chłopiec, tylko cieszący się większą zabawką. Powinien jednak być rozsądny. Ktoś powie, że odważny, ale źle pojęta odwaga nie raz doprowadziła do wielu katastrof.

- W 2006 roku, pracując w zawodzie, wzbił się Pan w powietrze po raz ostatni. Nie tęskni Pan za lataniem?

- Tęsknię, ale nie na tyle, żeby poświęcać mu więcej czasu niż rodzinie. Kiedyś było na odwrót. Dojrzałem do tego, aby te proporcje odwrócić.

- Nadal pozostaje Pan wierny pasji. Obecnie jako ekspert Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, konsultant sejmowej komisji ds. personelu, a także organizator pokazów i festiwali lotniczych.

- Na stałe pracuję dla dużego, zachodniego przewoźnika lotniczego. Pozostałe zajęcia są dodatkowymi. Traktuję je bardziej jako hobby, nowe wyzwania dające radość z możliwości pomocy. Wielokrotnie uczestniczyłem w pokazach lotniczych jako pilot, widz, a ostatnio w roli organizatora. Zdecydował o tym przypadek, ale od tamtej pory dobrze się w tym odnajduję. Zebrałem najlepszych ludzi w branży, razem tworzymy świetny zespół, który pomaga w organizowaniu pokazów w całej Polsce.

- W czerwcu również w Świdniku…

- Od razu pomyślałem sobie - nareszcie! - Świdnik potrzebuje takiej imprezy. Brawo za pomysł. Kiedy po kilku miesiącach poproszono mnie o pomoc w zorganizowaniu części lotniczej, nie od razu się zgodziłem. Proszę mi wierzyć, że profesjonalne stworzenie takiego widowiska, bezpiecznego i efektownego, wymaga dokładnego przemyślenia, czy na pewno się uda. Wspólnie z zespołem stwierdziliśmy, że tak, a teraz robimy wszystko, aby tak się stało. Przyznaję też, że kierowałem się sympatią do tego miasta. Od lat mieszkam w Gdańsku, ale zawsze z sentymentem chodzę po świdnickich ulicach.

Sandra Rutkowska

Strona 1 z 312

Najczęściej czytane

  • Czas na Air Festival
    Czas na Air Festival Pierwszy świdnicki Air Festival zbliża się wielkimi krokami. Właśnie ruszyła…
  • Lotnicze święto (sobota)
    Emocjonujący weekend pełen zapierających dech pokazów, niezwykłych akrobacji, wystaw sprzętu…
  • Z Lotem do stolicy
    Z Lotem do stolicy Już dziś ruszyła sprzedaż na nowe połączenie ze świdnickiego lotniska.…
  • Czas na baseny!
    Czas na baseny! Mamy pierwsze wizualizacje kompleksu krytych i otwartych pływalni, które powstaną…
  • Lotnicze święto (niedziela)
    Emocjonujący weekend pełen zapierających dech pokazów, niezwykłych akrobacji, wystaw sprzętu…
  • DSC_0617
  • DSC_0600
  • mural-3
  • DSC_0567
  • DSC_0561
  • mural-4
  • DSC_0621
  • DSC_0645
  • mural-6
  • DSC_0579
  • DSC_0575