jg - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 04 sierpień 2018 11:23

Wakacji nie mają

Wiele pracy mają ostatnio wolontariusze świdnickiego Komitetu Pomocy SOS Solidarność. Pojawiają się z loterią fantową na imprezach plenerowych, i to nie tylko w naszym mieście, by zbierać pieniądze potrzebne na funkcjonowanie stowarzyszenia oraz pomoc osobom chorym. Ostatnio spotkaliśmy ich w Trawnikach.

Na „Trawnicką zacierę” pojechali Zofia Drąg, Wanda Błońska i Kazimierz Czapla. Stoisko z fantami z zaciekawieniem odwiedzali uczestnicy niedzielnego spotkania.

- Na tej imprezie byliśmy po raz pierwszy. Dziękujemy wszystkim, którzy wspomogli naszą akcję. Ta pomoc jest dla nas bardzo ważna, bo pozwala, między innymi, na opłacenie rachunków za media – mówi Urszula Radek, prezes komitetu.

Wcześniej wolontariusze sprzedawali losy podczas Świdnik Air Festival i Festiwalu Flaków w Piaskach, a pieniądze przeznaczono na sfinansowanie kolonii w Krasnobrodzie dla podopiecznych stowarzyszenia. Przed nimi jeszcze kilka wyjazdów, między innymi do Mełgwi i Piask. Na pewno pojawią się również na Dniach Świdnika. Tym razem zebrane środki zasilą budżet świetlicy integracyjnej, prowadzonej przez komitet. Zajęcia ruszą w niej od września.

- Na spotkaniach, prowadzonych przez wolontariuszy, nasi podopieczni bawią się, odpoczywają, uczą. Pomagają też jednak w różnego rodzaju akcjach charytatywnych. W tym roku będą mogli skorzystać, na przykład, z zajęć plastycznych i fotograficznych – wyjaśnia Jolanta Patajewicz, kierownik świetlicy.

Przypominamy, że w czwartki, w godz. 10.00-12.00 i 16.00-18.00, czynny jest magazyn SOS (ul. Hotelowa 6a/4). Można tam przynosić, na przykład, odzież, sprzęt gospodarstwa domowego, meble. Skorzystają z nich najbardziej potrzebujący mieszkańcy miasta. Władze komitetu proszą również o fanty na loterie, najchętniej zabawki i maskotki. Gdyby ktoś chciał wesprzeć działalność komitetu, może wpłacić pieniądze na konto:
Bank Pekao SA. o. Świdnik nr 54 1240 2454 1111 0000 3937 1748.

aw

piątek, 03 sierpień 2018 11:34

Na pątniczym szlaku

W ponad 320-kilometrową jubileuszową, 40. Lubelską Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę wyruszyło dziś ponad 2000 tys. pątników. Wśród nich nie mogło oczywiście zabraknąć świdniczan, którzy tradycyjnie już tworzą grupę 13. (dekanat świdnicki i piasecki).

Rano pielgrzymi wzięli udział we mszy św., odprawionej przed lubelską archikatedrą przez abp. Stanisława Budzika, który mówił: - To już 40. raz idziemy z Matką naszego Pana, będziemy się w nią wpatrywać niczym w najlepszą uczennicę swojego Syna. To dzięki Jego łasce wydajemy owoce Ducha Świętego, których tak bardzo potrzebujemy.

Grupa 13. maszeruje pod duchowym przewodnictwem ks. Andrzeja Krasowskiego, proboszcza parafii NMP Matki Kościoła w Świdniku i ks. Łukasza Stasiewicza z parafii pw. Św. Kingi w Świdniku. Dzisiaj ma do przejścia 25,5 –kilometrowy odcinek z Lublina do Bełżyc. Dotrze tam przed godz. 19.00. Jutro naszych pątników czeka 29-kilometrowa trasa do Urzędowa, w niedzielę zaś 15-kilometrowa wędrówka do Księżomierza. 6 sierpnia zameldują się w Ożarowie. U stóp Matki Boskiej Częstochowskiej staną po 12 dniach wędrówki.

- Upał jest oczywiście dokuczliwy, ale najważniejsze, że będziemy się wspólnie modlić, śpiewać i w ten sposób być blisko Boga. Każdy z nas idzie ze swoją intencją. Jedni z prośbą o zdrowie dla kogoś bliskiego czy pokój na świecie, inni w podziękowaniu za otrzymane łaski – mówili świdniczanie tuż przed wyruszeniem w drogę. Wielu z nich to już pielgrzymkowi weterani, idą po raz 8 czy 10. Dla osób, które biorą udział w pielgrzymkowym marszu po raz pierwszy, ważne jest, by nie dać się pokonać słabościom i dotrzeć do celu.

Pielgrzymów odprowadzali bliscy i przyjaciele. Na mszę przyjechało też wielu mieszkańców Świdnika. - Chcieliśmy pomodlić się razem z nimi. Zdrowie nie pozwoliło, by również ruszyć w drogę, więc chociaż w ten sposób, przez chwilę, możemy poczuć atmosferę tej pięknej wędrówki - tłumaczyły panie Anna i Małgorzata.

aw

czwartek, 02 sierpień 2018 10:49

Czas na Tour de Pologne

W lipcu przejechał blisko 3000 kilometrów, a już szykuje się do kolejnej wyprawy. Kamil Misztal, założyciel fundacji „Krok do Marzeń” opowiedział nam o swojej podróży do stolicy Włoch, którą udowodnił, że bariery istnieją tylko w naszych głowach.

Spędził 17 dni na rowerze, przejechał przez 5 państw i zaliczył dwa mordercze podjazdy Passo Dello Stelvio i Passo Del Gavia, które bywają  barierą nie do pokonania dla pełnosprawnych kolarzy. Kamil Misztal, po raz kolejny pokazał, że niepełnosprawność nie wyklucza realizacji swoich marzeń.

- Myślę, że była to najtrudniejsza wyprawa nie tylko pod względem fizycznym, ale też psychicznym, logistycznym i finansowym. Było wiele kryzysowych momentów. Już pierwszego dnia, wyjeżdżając z Lublina trafiliśmy na załamanie pogody. Kolejne trudności pojawiły się w Kudowie, kiedy organizm musiał przyzwyczaić się do wysiłku, jakim jest jazda po górzystym terenie. Największy kryzys przyszedł jednak podczas zdobywania Passo Dello Stelvio - największej przełęczy w Alpach Wschodnich. Miałem przeświadczenie, że może się nie udać - mówi Kamil Misztal.

Mimo to nie poddał się. Jego wyprawa miała być sposobem na zebranie pieniędzy dla niepełnosprawnego Krzysztofa, który, podobnie jak Kamil, nie ma nogi.

- Niestety, nie udało się zebrać funduszy. Jednak w stu procentach zrealizowałem drugi cel, jakim było udowodnienie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Będąc osobą niepełnosprawną, trzeba mieć marzenia i pasje - podkreśla Kamil.

Założyciel fundacji już szykuje się na kolejne wyzwanie. W weekend wyrusza na Śląsk.

- W planach mam przejechanie pięciu z siedmiu etapów Tour de Pologne, z którymi zmierzą się profesjonalni zawodnicy. Pojawię się na nich dzień wcześniej niż kolarze - mówi Kamil.

środa, 01 sierpień 2018 19:16

Godzina „W” w Świdniku

Jednego dnia w roku godzina 17.00 nabiera niezwykłego znaczenia. 74 lata temu, właśnie o tej porze wybuchło Powstanie Warszawskie. Dzisiaj, w rocznicę wielkiego zrywu, cała Polska uczciła pamięć walczących o wolność stolicy i kraju. Świdnickie uroczystości odbyły się przed Urzędem Miasta. Wzięli w nich udział przedstawiciele władz, organizacji kombatanckich, szkół i instytucji naszego miasta, a także mieszkańcy. Wśród zgromadzonych był także kpt. Andrzej Żubr, który brał udział w Powstaniu Warszawskim.

O Godzinie „W” zawyły syreny, a na placu przed urzędem rozległy się również motocyklowe klaksony. Członkowie klubu Usarz i Szwadronu Kawalerii 24. Pułku Ułanów  przywieźli ze sobą flagę z symbolem Polski Walczącej, która przez 63 dni będzie wisiała na maszcie, przypominając nam o wydarzeniach sprzed 74 lat. Zabrzmiały także Mazurek Dąbrowskiego, sygnał „Śpij kolego” oraz utwór „Warszawo ma”, zaśpiewany przez Natalię Terlecką, uczennicą Szkoły Podstawowej nr 3. Maria Winiarska wyrecytowała wiersz Zbigniewa Jasińskiego ps. Rudy, zaś Igor Bielak „Dziś idę walczyć mamo” Józefa Andrzeja Szczepańskiego ps. Ziutek.

Zgromadzeni złożyli kwiaty do specjalnie przygotowanych wazonów. Białe i czerwone mieczyki upamiętniły bohaterstwo powstańców warszawskich oraz cywilów, którzy ponieśli śmierć pod gruzami walczącej stolicy. Wspólnie z Natalią zaśpiewali także pieśni patriotyczne „Rozkwitały pąki białych róż” i „Ojczyzno ma”.

aw

środa, 01 sierpień 2018 14:46

Krzesimów woła o pomoc!

Do całkowitego zamknięcia schroniska dla bezdomnych psów w Krzesimowie pozostało niespełna 12 miesięcy. Do czerwca przyszłego roku, prowadzący psi przytułek muszą zdemontować wszystkie boksy i inne elementy wyposażenia oraz, co najważniejsze, znaleźć bezpieczny azyl dla potrzebujących dachu nad głową czworonogów. A zostało jeszcze 113 psich sierot.

Akcje adopcyjne straciły ubiegłoroczny impet. Tym bardziej, że w okresie wakacyjnym ludzie częściej pozbywają się psów, niż je przygarniają. W prasie i na portalach internetowych aż roi się od informacji o porzuconych zwierzętach. Niemniej, mimo przeciwności losu, „krzesimiaki” znajdują nowe domy.

- Dwie kolejne adopcje to tylko kwestia czasu i organizacyjnego dogrania z osobami zaangażowanymi w przygarnięcie stworzeń – mówi Maria Gulanowska ze Świdnickiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami. – Niedawno, po 10-letniego Aresa, jednego z naszych podopiecznych, przyjechał nowy właściciel, aż z Holandii. Przy okazji przetransportował do Niemiec suczkę, 13-letnią Kropkę, która znalazła dom za zachodnią granicą. Cieszymy się, tym bardziej, że adoptowane psy do młodych nie należą, a trafiły do dobrych domów i odpowiedzialnych właścicieli. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Ostatnie adopcje są pokłosiem naszej współpracy z niemiecką fundacją pro zwierzęcą „Hunde Hilfe”.

Nadal piętą achillesową jest brak rąk do pracy. Sytuację pogarsza brak wolontariatu. Starsi i doświadczeni wykruszyli się, a młodzież nie ma zapału do ciężkiej pracy w schronisku, ograniczając się do wrzucania postów, na facebooku i innych portalach społecznościowych.

- Pomijam już fakt, że młodzi nie rozumieją znaczenia słowa wolontariat – dodaje M. Gulanowska. - Świadczą o tym ich pytania, na przykład „czy obowiązuje stawka godzinowa i ile wynosi?” Ręce opadają. Kiedyś przyjeżdżały studentki z weterynarii i dokładnie wiedziały, co trzeba robić. Wychwytywały problemy zdrowotne naszych podopiecznych. Niestety, obecnie trudno o fachową pomoc. W każdym razie potrzebujemy odpowiedzialnych wolontariuszy, którzy będą pomagać regularnie, a nie od święta. Pies musi człowiekowi zaufać, do czego trzeba czasu i cierpliwości.

Nie brakuje za to darczyńców. Sympatycy schroniska regularnie dowożą suchą karmę. Ostatnio właściciel jednej ze świdnickich szkół nauki jazdy dostarczył dużą porcję psiego prowiantu w puszkach. Nadal dokuczają jednak kłopoty finansowe. Kolejne psy mają problemy ze zdrowiem i wymagają zabiegów weterynaryjnych. To dosyć duże obciążenie finansowe. Poza tym, jeden z dwóch samochodów, którymi dysponuje schronisko, odmówił posłuszeństwa. Koszt jego naprawy wyceniono na 1200 zł. Wizyta u mechanika nie może czekać, bo drugie auto też nie należy do najnowszych. W razie awarii będzie katastrofa. Bez sprawnego transportu schronisko po prostu przestanie funkcjonować. Większość bardzo skromnych funduszy pożerają płace. Dlatego konieczne były redukcje zatrudnienia.

- Obecnie mamy 2 i pół etatu. A jeszcze dwa lata temu pracowało 16 osób – mówi M. Gulanowska. - Dlatego stale prosimy o wsparcie finansowe (nr konta: 32 1240 5497 1111 0000 5006 4065, w tytule darowizna na cel statutowy). Jeśli ktoś nie chce wpłacać na konto, może przekazać darowiznę w Przychodni Weterynaryjnej dr n. wet. Rolanda Kusego, przy ul. Kosynierów.

Kontakt w sprawie wszelkiej pomocy dla Krzesimowa pod nr telefonu 691 522 924.

słs

środa, 01 sierpień 2018 14:14

Świdnik liderem projektu

Rozpoczęcie realizacji projektu „Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów oraz wdrożenia e-usług pub­licznych dla mieszkańców Miasta Świdnik, Gminy Konstantynów i Gminy Skierbieszów”.

Gmina Miejska Świdnik (lider), w partnerstwie z Gminą Konstantynów (partner) i Gminą Skierbieszów (partner) rozpoczęła realizację projektu pn. Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów oraz wdrożenia e-usług pub­licznych dla mieszkańców Miasta Świdnik, Gminy Konstantynów i Gminy Skierbieszów w ramach Osi Priorytetowej 2 Działania 2.1 Cyfrowe Lubelskie Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020.

Wniosek o dofinansowanie Urząd Miasta złożył jeszcze w 2016 r., podpisanie umowy o dofinansowanie miało miejsce w siedzibie Urzędu Marszałkowskiego 25 maja 2018 r.

Projekt "Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów oraz wdrożenie e-usług publicznych dla mieszkańców Miasta Świdnik (Gminy Miejskiej Świdnik), Gminy Konstantynów i Gminy Skierbieszów" jest wspólnym przedsięwzięciem administracji samorządowej Miasta Świdnik, Gminy Konstantynów oraz Gminy Skierbieszów.

Przedmiotem projektu jest uruchomienie elektronicznych usług publicznych w administracji samorządowej Miasta Świdnik, Gminy Konstantynów oraz Gminy Skierbieszów, co umożliwi obywatelom i przedsiębiorcom załatwianie spraw w formie elektronicznej. Zakres projektu obejmuje zakup systemów informatycznych backoffice oraz front office dla Urzędów Miasta Świdnik, Urzędu Gminy Konstantynów i Urzędu Gminy Skierbieszów, integrację systemów z zachowaniem wymogów dotyczących interoperacyjności oraz zakup sprzętu niezbędnego do świadczenia usług drogą elektroniczną oraz zapewnienia bezpieczeństwa teleinformatycznego. W ramach projektu zostanie wykorzystana w pełni funkcjonalność platformy krajowej ePUAP. Łącznie - przez Miasto Świdnik, Gminę Konstantynów oraz Gminę Skierbieszów - zostanie opracowanych i wdrożonych 26 e-usług publicznych na co najmniej 3 poziomie dojrzałości. Uruchomienie elektronicznych usług publicznych będzie połączone z wykorzystaniem systemów teleinformatycznych w modelu "chmury obliczeniowej" (IaaS) oraz zakupem niezbędnej infrastruktury sprzętowej do wdrożenia innych systemów oraz zapewnienia ciągłości i bezpieczeństwa ich działania: serwerów wraz z oprogramowaniem, wielofunkcyjnych zapór sieciowych oraz zestawów komputerowych. W ramach projektu zostanie zapewniona interoperacyjność wdrażanych systemów teleinformatycznych zgodnie z aktualnymi wymogami prawa oraz nastąpi zinformatyzowanie dostępu do informacji publicznej.

Celem ogólnym projektu jest zwiększenie możliwości wykorzystania przez obywateli i przedsiębiorców wysokiej jakości elektronicznych usług publicznych w relacjach z Urzędem Miasta Świdnik, Urzędem Gminy Konstantynów i Urzędem Gminy Skierbieszów. Celem bezpośrednim projektu jest zapewnienie klientom Urzędu Miasta Świdnik, Urzędu Gminy Konstantynów i Urzędu Gminy Skierbieszów dostępu do szerokiego zakresu wysokiej jakości usług publicznych świadczonych drogą elektroniczną.

Efektem realizacji projektu będzie wyposażenie Urzędu Miasta Świdnik, Urzędu Gminy Konstantynów i Urzędu Gminy Skierbieszów w narzędzia i usługi przyczyniające się do jej efektywniejszych działań. Działania objęte projektem pozwolą rozszerzyć istniejącą ofertę e-usług publicznych świadczonych przez ww. urzędy, co przyczyni się do zwiększenia stopnia ich wykorzystania. Wzrost liczby usług publicznych stanowi wsparcie działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego, a co za tym idzie zwiększenie uczestnictwa obywateli w życiu publicznym.

Realizacja projektu przyczynia się do rozwiązania problemów zarówno w sposób natychmiastowy, jak i w dłuższym horyzoncie czasowym poprzez zapewnienie klientom załatwianie spraw drogą elektroniczną poprzez:

Okres realizacji projektu: 11.10.2016 – 31.12.2019

Wartość projektu:  3 903 912, 00 zł  (w części dotyczącej Świdnika – 2 728 263,00 zł)

Dofinansowanie UE: 3 318 325, 20 zł (w części dotyczącej Świdnika – 2 319 023,55 zł)

Wkład własny: 585 586,80 zł (w części dotyczącej Świdnika – 409 239,45 zł)

Projekt pn. Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów oraz wdrożenia e-usług pub­licznych dla mieszkańców Miasta Świdnik, Gminy Konstantynów i Gminy Skierbieszów jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Osi Priorytetowej 2 Cyfrowe Lubelskie, Działania 2.1 Cyfrowe Lubelskie Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020.

wtorek, 31 lipiec 2018 14:40

Jeździmy inaczej

Zmieniono organizację ruchu na ul. Słowackiego i w jej otoczeniu. W większości stała się drogą o ruchu jednokierunkowym.

Sprawa ma kilkuletnią historię. Ulica, budowana w realiach lat 50., obliczona była na znacznie mniejsze natężenie ruchu pojazdów. Z czasem jednak okazała się za ciasna. Zrodził się więc pomysł, by ją poszerzyć i wybudować dodatkowe parkingi. Nie zgodziły się jednak na to wspólnoty mieszkaniowe budynków stojących po północnej stronie drogi. Podobnie, na przebudowę nie wydali zgody mieszkańcy bloków przy ul. Tuwima. W końcu rozwiązanie kłopotu stało się nieuniknione. Powstały dwie koncepcje. Obie przewidywały wprowadzenie ruchu jednokierunkowego. Jedna w części, druga na całej długości ulicy. Policja uznała za bardziej zasadne wprowadzenie częściowego ruchu kierunkowego. Wspólnoty mieszkaniowe w większości zaakceptowały propozycję.

Po przeprowadzonej zmianie organizacji ruchu, ul. Słowackiego stała się traktem jednokierunkowym od ul. Tuwima do Mickiewicza. Od wjazdu z ul. Kard. Stefana Wyszyńskiego do ul. Tuwima można po niej poruszać w obu kierunkach. Dotyczy to również parkingu przy budynkach ul. Słowackiego 3,5,7, z którego można skręcać zarówno w prawo, jak i w lewo.

Niezmieniony pozostanie porządek poruszania się ulicami Tuwima, Konopnickiej i Kochanowskiego. Cały rejon pozostaje strefą zamieszkania. Oznacza to, że wszystkie skrzyżowania są równorzędne, a parkować można tylko w miejscach do tego wyznaczonych. Jedną z głównych korzyści reorganizacji jest precyzyjne i jednoznaczne oznaczenie ulic, zarówno pionowe, jak poziome. Co ważne, w skutek zwężenia ulicy do jednego pasa ruchu powstało kilkanaście miejsc parkingowych po jej północnej stronie.

jmr

wtorek, 31 lipiec 2018 13:32

Trylogia na własny rozkaz

Pierwsza książka ukazała się w 2012 roku. Jej źródłem był lokalny patriotyzm Grzegorza Doroby, który uczestnicząc w licznych imprezach gromadzących motocyklistów, zauważył, że pamięć po wueskach zanika, nawet wśród młodych świdniczan. Co jeszcze bardziej oburzające, słyszał głosy, że junak, że WFM, że SHL, to dopiero było coś. No i w końcu trafił go szlag. W ten sposób powstała "Ilustrowana historia motocykla WSK". Teraz przyszedł czas na drugi tom opowieści o świdnickich motocyklach.

- Dotarłem do człowieka, który od początku, czyli od 1954 roku, do samego końca, czyli 31 października 1985 roku, był szefem produkcji na taśmie motocyklowej WSK. Tadeusz Gumieniak miał swój zeszyt, w którym skrzętnie zapisywał od kiedy, do kiedy i ile danego typu motocykla zjechało z taśmy. Ostatnią maszynę i każdy kończący się rok, podkreślał kopiowym, czerwonym ołówkiem. W ten sposób powstał bezcenny spis wszystkich motocykli WSK, a było ich dokładnie 2 008 347. Myślę, rzecz jasna, o motocyklach produkcji seryjnej. O nich właśnie traktuje druga część trylogii świdnickich motocykli – mówi Grzegorz Doroba.

W najlepszych dla wueski latach 70, G. Doroba był nastolatkiem. Ludzie w jego wieku gromadzili wtedy puszki po zachodnich piwach, paczki po papierosach, etykiety zapałczane i z gum do żucia. Takie były czasy. Na ścienne maty trafiały też, oczywiście, wszelkie gadżety wydawane przez dział reklamy WSK, który w latach 60. i 70. przeżywał prawdziwy rozkwit, drukując i produkując materiały promocyjne we wszystkich najważniejszych językach świata. Proporczyki, breloczki, prospekty, metalowe wpinki do klapy, stały się jednym z głównych elementów graficznego urozmaicenia książki, która powstawała trzy lata.

- Pomyślałem, że wszystko to leży u mnie i tylko ja się z tego cieszę. Niech zobaczą też inni. Ale tak naprawdę, dopiero po wydaniu „Ilustrowanej Historii Motocykla WSK” baza materiałów zaczęła mi się poszerzać w tempie astronomicznym. Przeglądając książkę, ludzie przypominali sobie o zdjęciach i pamiątkach, które mieli zakopane gdzieś głęboko w szafie. Darowali mi je lub pożyczali do zeskanowania. Postanowiłem zrobić z nich użytek – tłumaczy G. Doroba.

Powoli do przodu

Doświadczenie pisarskie nie przełożyło się na tempo powstawania kolejnej pozycji. Okres przygotowań do jej wydania trwał następne trzy lata i właśnie się kończy. Druga część motocyklowej trylogii poświęcona jest przede wszystkim maszynom seryjnym, ale nie tylko. Ich historię poprzedza krótka geneza powstania WSK, kończy prezentacja eksperymentalnych wyrobów powstających w zakładzie, między innymi: samochodu dla inwalidów Gacek, pojazdu elektrycznego Elbobo, maszyn rolniczych, a także krótkie opisy śmigłowców i kooperacji przemysłowej z producentami sprzętu lotniczego na całym świecie. Mało w niej nazwisk, żeby nie pominąć nikogo zasłużonego. Jest za to sześć zdjęć ludzi bezpośrednio związanych z produkcją jednośladów. W sumie około 50 osób. Widać na nich pracowników produkcji z pierwszych lat, konstruktorów przy deskach kreślarskich, ostatni motocykl na taśmie… Minęło całkiem niewiele czasu, ale zidentyfikowanie ich wszystkich zajęło autorowi pół roku.

Zasadnicza część książki przypomina kronikę. Rok po roku opisuje rozwój produkcji, wprowadzanie kolejnych modeli. Jest też opis prób westernizacji motocykla, nawiązywania współpracy z takimi potentatami, jak Yamaha czy BMW.

Przygotowując do druku swoją drugą pozycję Grzegorz Doroba rzucił się z motyką na słońce. W przeciwieństwie do poprzedniczki, postanowił wydać ją w kolorze, co kilkakrotnie podraża koszty.

- Przestraszyło mnie to, ale pomyślałem, że trzeba zrobić raz a dobrze. Ludzie z całej Polski dzwonią i pytają, jaka będzie kolorystyka. Nie wytłumaczę, że miałaby być czarno-biała. Trudno, raz się żyje, będzie w kolorze. Zakręcony Grzesiek podjął się i musi to wykonać. W dodatku na własny rozkaz. Ale nie wolno narzekać – mówi G. Doroba.

Książka będzie również rarytasem dla hobbystów pragnących samodzielnie złożyć wueskę. Znajdą się w niej rysunki i opisy podwozi, wraz z wykazem wszystkich części popularnych wersji 125 Kos i 175 Perkoz oraz schematy podłączeń instalacji elektrycznej większości modeli obu pojemności silnika.

Po trzecim tomie odpoczynek

Grzegorz Doroba myśli już o trzeciej części swojego dzieła. Będzie ona poświęcona prototypowym konstrukcjom motocykli, silnikom i motocyklom sportowym. Będą opisy programów i tras startów zawodników Avii od 1954 roku. Wśród nich są rajdy tatrzańskie i sudeckie. Będą zdjęcia z sześciodniówek w Zakopanem i Garmispartenkirchen. Tym razem praca ma potrwać już „tylko” rok.

- Nie miałeś człowieku kłopotu, piszesz sobie książkę. Wracam z pracy do domu, trzeba zadzwonić, napisać maila. Chylę czoła przed moją żona, że to wytrzymuje, ale nie mogę tego już zostawić. Będąc, na zaproszenie klubu motocyklowego z Lublina, na rajdzie crossowym przekonałem się, że jego uczestnicy nie mają pojęcia, że jeżdżą po torze położonym 12 km od miejsca, gdzie powstało ponad dwa miliony motocykli WSK. To przecież nie byli ludzie z ulicy.

Co potem zamierza robić Grzegorz Doroba, weteran pisarstwa historycznego o motocyklach, pogrążony już chyba nieco w nałogu pracy twórczej?

- Trzeba wiedzieć, kiedy nacisnąć hamulec. Wydanie trzeciej książki będzie bardzo dobrym na to momentem, więc zarządzę odpoczynek – śmieje się G. Doroba.

A gdyby jednak? Może coś o ludziach?

- Mam taką propozycję, żeby przymierzyć się do opowieści o sportowcach Lubelszczyzny związanych z motocyklami. Ale ja wiem już, jak chodzi się przy takiej książce: - Mam coś panie Grześku. To może się umówimy? No to za tydzień...
Za tydzień wypada działka, choroba albo inna przeszkoda. Czasem trzeba umawiać się z pięć razy z jednym człowiekiem. Dlatego po trzecim tomie będzie odpoczynek.

Jan Mazur

wtorek, 31 lipiec 2018 09:40

W Pszczelińcu jak w domu

Tradycyjnie już najmłodsi świdniczanie odpoczywali na koloniach w Krasnobrodzie. Letni wypoczynek w ośrodku „Pszczeliniec” rozpoczęli dwa tygodnie temu, pod opieką Jolanty Patajewicz, Adriana Baranowskiego, Karoliny Zając i Wojciecha Radka.

- Przyjeżdżamy od kilku lat i za każdym razem jest fantastycznie. Mimo iż znamy już Krasnobród, wcale się nie nudzimy. Mieliśmy festiwal talentów, mundial piłkarski, karaoke i dyskoteki. Chodziliśmy nad zalew i na basen. Pojechaliśmy też do Escape Room Guciów, co było zupełną nowością na koloniach. W planach mamy jeszcze mecz siatkówki plażowej i kajaki. Jedzenie jest pyszne, a pani Ania przygotowuje nam to, co lubimy najbardziej, na przykład pierogi i pizzę. Chętnie zostałybyśmy tu jeszcze na następne dwa tygodnie – opowiadały Wiktoria, Nikola, Asia, Wiktoria i Ola.

Magda, Emilka i Nadia na koloniach komitetu są po raz pierwszy:

- Bardzo nam się tu podoba. Wcale nie tęsknimy za Świdnikiem. Są trzy grupy: „Męskie Bobry”, „Burgerki pana Adriana” i „Prestiżowe Jednorożce”. Śpimy w fajnych domkach, po trzy lub cztery osoby. Odwiedziliśmy park dinozaurów i park linowy. Byliśmy w Kapliczce Na Wodzie. Braliśmy udział w konkursie plastycznym i turnieju gier planszowych. Najlepsze są koleżanki, te starsze, bo robią nam fajne fryzury i makijaż. Na pewno jeszcze tu przyjedziemy.

Komitet Pomocy SOS Solidarność letni wypoczynek dla najmłodszych organizuje już od kilkunastu lat. W tym roku w Krasnobrodzie wypoczywało 35 dzieci. Rodzinną atmosferę zapewnili im nie tylko opiekunowie, okrzyknięci mianem „najlepszych na świecie”, ale i właściciele ośrodka.

- Serdecznie dziękujemy Annie i Tadeuszowi Wszołom, którzy zawsze z sercem przyjmują naszych podopiecznych, zapewniając im wszelkie wygody i atrakcje – podkreśla Urszula Radek, prezes Komitetu. - Podziękowania składamy też darczyńcom, bo bez nich kolonie nie doszłyby do skutku. Są to: Urząd Miasta, Starostwo Powiatowe, zarząd Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „Solidarność”, KM NSZZ Solidarność PZL-Świdnik S.A., Spółdzielnia Mieszkaniowa, Remondis, PEC, Pegimek, firma Hüttenes-Albertus Polska z Lublina, a także ofiarodawcy prywatni.

W ubiegłym tygodniu najmłodszych odwiedził Konrad Sawicki, który przywiózł drobne upominki od burmistrza Waldemara Jaksona.

- W imieniu burmistrza, dziękuję paniom Urszuli Radek i Jolancie Patajewicz oraz wychowawcom, bez których kolonie nie doszłyby do skutku. Cieszę się, że fajnie się bawicie i jesteście zadowoleni z pobytu w Krasnobrodzie - mówił Konrad Sawicki. 

poniedziałek, 30 lipiec 2018 15:01

Piją i jeżdżą

Na nic się zdają apele, przestrogi nawet kary. Niektórzy mieszkańcy naszego powiatu, w dalszym ciągu decydują się na jazdę na podwójnym gazie.

Ponad dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu miał mężczyzna, który wczoraj doprowadził do kolizji z osobówką i autobusem.

- Kierujący skodą, podczas manewru wyprzedzania, uderzył w pierwsze auto, a po przejechaniu około 100 metrów, w trakcie zmiany pasa ruchu, w autobus marki Volvo, którym jechało ponad 30 pasażerów – mówi Elwira Domaradzka, rzecznik KPP w Świdniku.

Prowadzący autobus ruszył za skodą. Do akcji wkroczyli też policjanci, którzy zatrzymali 56-latka. Po zbadaniu go okazało się, że ma ponad dwa promile w wydychanym powietrzu.

Godzinę później mundurowi otrzymali kolejne zgłoszenie, tym razem z Piask. Postronny mężczyzna zauważył dziwnie zachowującego się kierowcę. Wraz z kolegą postanowił uniemożliwić mu dalszą jazdę i wezwać policjantów.

- Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce zastali 37-letniego mieszkańca Piask, który potwierdził, że kierował pojazdem. Badanie wskazało u niego blisko 3 promile alkoholu. W aucie znajdował się także nietrzeźwy znajomy, który wysiadając z samochodu uderzył głową o ziemię. Trzeci z kompanów nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest podejmowana interwencja, ponieważ upojony alkoholem spał na tylnym siedzeniu – dodaje E. Domaradzka. 

W obu przypadkach mężczyźni stracili prawo jazdy. Za swoje zachowanie odpowiedzą przed sądem.

Strona 6 z 311