jg - Świdnik - wysokich lotów

sobota, 06 styczeń 2018 16:51

Tysiące świdniczan w orszaku

Dziś w południe, plac Konstytucji 3 maja zaroił się od aniołów, kolędników, żołnierzy i dworzan. Świdniczanie, już po raz szósty, wzięli udział w Orszaku Trzech Króli.

Zebranych powitali przedstawiciele Stowarzyszenia Wspólnota Świdnicka - organizatora uroczystości, poseł Artur Soboń oraz burmistrz Waldemar Jakson.

Z placu rozśpiewany korowód ruszył do kościoła NMP Matki Kościoła. Po drodze, widzowie obejrzeli cztery scenki teatralne, przygotowane przez aktorów teatrów Kto tam?, Trzydziestu (II LO im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Świdniku) oraz  świdnickiej grupy teatralnej „Teatr Drogi”. Na stopniach świątyni monarchowie złożyli pokłon Świętej Rodzinie. Na zakończenie Orszaku, jego uczestnicy wzięli udział w mszy świętej.

Podczas uroczystości, młodzież ze Szkolnego Koła Caritas (SP nr 5) zbierali pieniądze na leczenie Anny Walczak ze Świdnika.

Głównego organizatora orszaku w Świdniku wspierali, między innymi: Miejski Ośrodek Kultury, Gmina Miejska Świdnik, nauczyciele ze szkół i przedszkoli, Starostwo Powiatowe, schola Nutki chwały, Świdniccy Miłośnicy Konia i Tradycji, jednostka strzelecka Legia Akademicka, KSM, ZHP, KM NSZZ "Solidarność" oraz świdnickie parafie.

fot. B. Żurawski

sobota, 06 styczeń 2018 13:48

Do kogo trafi tytuł?

Już wkrótce poznamy wyniki plebiscytu na Najpopularniejszego Sportowca Świdnika 2017 roku. Sobota to ostatni dzień głosowania internetowego.

Przypomnijmy, że kapituła wyłoniła po trzech kandydatów do tytułu, w trzech kategoriach: juniorzy, seniorzy i trenerzy. Teraz są poddawani ocenie świdniczan. Wyniki głosowania poznamy 20 stycznia, podczas II Świdnickiego Balu Sportu.

Głosy na swoich faworytów można oddać na trzy sposoby. Pierwszy to wypełnienie kuponu zamieszczonego w „Głosie Świdnika” i złożenie go w jednej z urn umieszczonych w Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej oraz w holu kina „Lot”. Swoje typy można również nadesłać listownie na adres redakcji: al. Lotników Polskich 24, 21-040 Świdnik.Trzecią metodą jest oddanie głosu drogą elektroniczną, na stronie www.sportowyswidnik.pl. Głosowanie internetowe zakończy się już dziś, o godz. 23.59. Natomiast kupony można składać do 10 stycznia. Jest to termin nieprzekraczalny również w przypadku przesyłek listownych.

Kandydatami w kategorii „Trener” są: Piotr Bernat (LKSW Dan Świdnik), Jacek Czerniakowski (MKS Avia Świdnik - sekcja piłki nożnej) i Zdzisław Stypiński (Klub Pływacki Avia Świdnik).

W kategorii „Junior”: Maciej Hołub - lekkoatleta (AZS UMCS Lublin), Emil Krzykała - pływak (KP Avia Świdnik) i Adrianna Skowrytko - sztuki walki (LKSW Dan Świdnik).

W kategorii „Senior” rywalizują: Marcin Gupta - sztuki walki (LKSW Dan Świdnik),  Bartłomiej Misztal - siatkówka (MKS Świdnik) oraz Karol Serwin - trial rowerowy (Champion Świdnik).

 

niedziela, 07 styczeń 2018 09:44

Plac z pozwoleniem

Za rok świdniczanie nie poznają placu Konstytucji 3 maja. Urzędnicy dostali już pozwolenie na przebudowę, według planów prace mają ruszyć wiosną tego roku.

Pierwsze wizualizacje nowego placu można było zobaczyć już kilka tygodni temu. Na pierwszy rzut oka widać było, że plac czekają daleko idące zmiany. Architekci planują wymianę całej nawierzchni i wykonanie jej w kolorze jasnobeżowym. Chcą również zachować rosnące w tym miejscu drzewa i dosadzić kolejne. Na całym placu pojawi się też więcej roślin ozdobnych, zostaną usunięte wszystkie bariery utrudniające poruszanie się osobom niepełnosprawnym czy mamom z wózkami. Z placu znikną więc schody, stopnie i murki.

Rewolucja czeka również wieżę zegarową. Zmieni się jej kolorystyka, iluminacja, cyfrowa tarcza zostanie zastąpiona analogową. Po rewitalizacji pojawią się dwie fontanny z elementami do zabawy dla najmłodszych mieszkańców. Zmienione zostaną ławki, na placu zamontowane będą drewniane podesty, stoliki szachowe i zdroje uliczne. Nie zabraknie również stojaków rowerowych i stacji naprawy jednośladów. Ciekawymi elementami, mają być iluminacje poszczególnych elementów, w tym również fontann. Dolna część placu będzie umożliwiała organizację wydarzeń miejskich, dlatego zostanie wyposażona w amfiteatralne siedziska i miejsce na ustawienie sceny.

- Zależy nam, żeby pl. Konstytucji 3 maja łączył w sobie funkcje reprezentacyjne, ale również był miejscem codziennych spotkań mieszkańców - mówił burmistrz Waldemar Jakson. - Dlatego chcemy postawić na funkcjonalność i wyposażyć go w nowoczesne elementy. Zależy nam również, żeby był miejscem przyjaznym dla osób w każdym wieku.

Plany przebudowy placu powoli zaczynają przechodzić w sferę realizacji. Pod koniec grudnia urzędnicy z ratusza otrzymali pozwolenie na przebudowę centrum Świdnika. Prace najprawdopodobniej ruszą już na wiosnę. W budżecie na 2018 rok zapisano na ten cel 9 mln zł, choć urzędnicy już rozpoczęli starania o unijną dotację.

- Złożyliśmy wniosek o dofinansowanie z funduszy przeznaczonych na rewitalizację. W tej chwili dokumenty są oceniane - mówi Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika.

niedziela, 07 styczeń 2018 09:51

Świdnik bez długów

Na blisko 2,5 tysiąca polskich gmin, tylko 96 z nich nie musi spłacać kredytów. W tym elitarnym klubie znalazł się również Świdnik, jako jeden z 14 samorządów reprezentujących Lubelszczyznę.

Ranking gmin ze względu na zadłużenie w przeliczeniu na jednego mieszkańca, powstał na podstawie danych Ministerstwa Finansów i liczby ludności na koniec 2016 roku. Wzięto w nim pod uwagę wszystkie samorządy w kraju. Okazało się, że tylko 96 z nich nie ma zadłużenia. Wśród gmin bez kredytów jest również Świdnik.

- Ranking pokazuje, w jak dobrej kondycji finansowej jest nasze miasto. Cieszymy się z tego, tym bardziej, że przed nami duże wyzwania inwestycyjne - mówi Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika. - Jesteśmy gotowi do pozyskiwania funduszy europejskich, do których przecież, w większości przypadków trzeba zapewnić wkłady własne. Możemy sobie także pozwolić na planowanie inwestycji z własnych środków, jeśli nie będzie możliwości zdobycia na nie zewnętrznej dotacji.

Brak długów, to również dobra wiadomość w świetle przyjętego pod koniec grudnia budżetu. Tegoroczne miejskie wydatki mają być rekordowe, także pod względem planowanych inwestycji. Łącznie na m.in. nowe drogi, przebudowę placu Konstytucji i rozpoczęcie budowy basenów ma pójść ok. 60 mln zł.

W elitarnym klubie samorządów bez długów znalazło się jeszcze 13 gmin z Lubelszczyzny. Wśród nich choćby Puławy, Międzyrzec Podlaski czy Księżpol.Na drugim końcu stawki znalazły się Ostrowice leżące w woj. zachodniopomorskim. Na jednego mieszkańca tej gminy przypada 18,6 tys. zł długu. Władze samorządu pożyczały pieniądze nawet w parabankach. W tej chwili grozi gminie nawet likwidacja. W równie trudnej sytuacji jest nadmorski Rewal. W przypadku tej gminy zadłużenie na jednego mieszkańca wyniosło 14,9 tys. zł.

Wśród miast wojewódzkich największy dług ma Wrocław. W sumie jest to 2,8 mld zł (4,4 tys. zł na mieszkańca). Na drugim miejscu jest Lublin z kredytami na 1,4 mld zł (4,2 tys. zł na mieszkańca).

piątek, 05 styczeń 2018 12:51

Szansa dla schroniska

Pod koniec roku w mediach i portalach społecznościowych pojawiły się informacje o likwidacji schroniska w Krzesimowie wraz z rozpoczęciem 2018 roku. Na szczęście, prawda okazała się zupełnie inna. Nie dość, że ubywa przebywających tam zwierząt, to nie ma mowy o przedwczesnym zakończeniu współpracy pomiędzy Świdnickim Stowarzyszeniem Opieki Nad Zwierzętami, a Nadleśnictwem Świdnik, które jest właścicielem terenu. Co więcej, pojawiła się szansa na przedłużenie umowy najmu.

Nadleśnictwo stawia sprawę jasno: - Działalność (schroniska - red.) nie jest żadnym problemem dla nadleśnictwa, przeciwnie, w pełni popieramy szlachetny zamiar roztoczenia opieki nad bezdomnymi psami - czytamy w komunikacie przygotowanym przez Ewę Szary, reprezentującą Nadleśnictwo Świdnik. - Jeśli Stowarzyszenie wywiąże się ze swoich zobowiązań i poprawi warunki sanitarno-techniczne w schronisku do stanu akceptowanego przez nadzór budowalny, Nadleśnictwo Świdnik przedłuży z nimi umowę najmu.

Chodzi o wykonanie robót rozbiórkowych samowolnie utwardzonej betonem, płytami chodnikowymi i kostka brukową części działki na której znajduje się schronisko.

- Warunki postawione przez Nadleśnictwo są do spełnienia. Z rozpoczęciem pierwszych prac musimy jednak poczekać na lepszą pogodę, bo w tej chwili wszystkie maszyny grzęzną w błocie. Sukcesywnie, wraz ze zmniejszaniem się liczby psów, będziemy również rozbierać poszczególne sektory schroniska. Ostatecznie oddamy obiekt w takim stanie, w jakim go zastaliśmy - mówi Maria Gulanowska ze Świdnickiego Stowarzyszenia Opieki Nad Zwierzętami.

Póki co, wolontariusze robią wszystko, aby jak najwięcej psiaków znalazło swoje wymarzone domy. Niedawno pisaliśmy o efektach ich pracy.

- Alfina pojechała do Wrocławia, Fanta do Konina, Lisek trafił do Gdańska, kilka czworonogów zamieszkało w Warszawie. Dobrusia znalazła dom aż w Wielkiej Brytanii. Wiele psów to niemłode i schorowane stworzenia. To nie zniechęciło ich nowych właścicieli do adopcji - wyliczała M. Gulanowska.

Przypomnijmy, że od 2016 roku, placówka nie przyjmuje już nowych zwierząt. Spośród blisko 200 psów przebywających w tej chwili w Krzesimowie, tylko 23 pochodzą ze Świdnika. Po ewentualnym wygaszeniu placówki, obowiązkiem wszystkich gmin będzie odebranie „swoich” czworonogów i zapewnienie im utrzymania w innym miejscu. Problemem może okazać się jednak ponad setka psów, które nie są przypisane do żadnej z gmin.

- Dostrzegamy problemy, z jakimi boryka się schronisko, dlatego chcemy, na tyle ile jest to możliwe, pomóc. Zorganizowaliśmy piknik rodzinny promujący adopcję, staramy się pośredniczyć w rozmowach na temat sponsoringu z miejskimi spółkami - mówi burmistrz Waldemar Jakson.

W ubiegłym roku, przetarg na odłów i utrzymanie psów z naszej gminy wygrało schronisko „Pieski Świat” w miejscowości Bazar.

- Przez ostatni rok trafiło tam zaledwie 12 zwierzaków ze Świdnika. Jeden, z powodu choroby, musiał zostać uśpiony. Pozostałe znalazły już nowe domy. To sygnał, że problem z bezdomnymi zwierzętami na terenie naszego miasta jest coraz mniejszy - mówi Monika Wójcik ze świdnickiego magistratu.

Warto też przypomnieć, że we wrześniu ubiegłego roku został zniesiony obowiązek opłaty za posiadanie psa. Kwotę tę można teraz przekazać, w formie darowizny, schronisku w Krzesimowie.

czwartek, 04 styczeń 2018 08:12

Uwaga mieszkańcy

Uprzejmie informujemy, że w piątek, 5 stycznia Urząd Miasta Świdnik będzie nieczynny.

czwartek, 04 styczeń 2018 12:35

Kwiaty dla Generała

Dzisiaj mija 8. rocznica śmierci jednej z najwybitniejszych postaci w historii polskiego lotnictwa, Zasłużonego dla Miasta Świdnika, gen. bryg. pil. Tadeusza Góry.

Jak co roku, tego dnia, przyjaciele i sympatycy generała Góry złożyli wieńce i kwiaty na płycie nagrobnej oraz zmówili krótką modlitwę za duszę zmarłego.

Tadeusz Góra urodził się 19 stycznia 1918 roku w Krakowie. Jego przygoda z lotnictwem rozpoczęła się w 1932 roku w Nowym Targu, kiedy oglądając zlot sportowych awionetek, odbył swój pierwszy lot jako pasażer jednego z samolotów. Sześć lat później, w wieku dwudziestu lat, wykonywał na szybowcu PWS-101 lot życia z Bezmiechowej do Solecznik Małych koło Wilna, pokonując odległość 577,8 km. Ten wyczyn został nagrodzony rok później pierwszym w historii światowego szybownictwa medalem Lilienthala - do dziś najwyższym odznaczeniem Międzynarodowej Federacji Lotniczej przyznawanym szybownikom.

W czasie wojny walczył pod niebem Polski i Anglii. Po powrocie do kraju służył w polskim lotnictwie wojskowym. Od 1977 roku pracował w WSK PZL-Świdnik, jako pilot śmigłowcowy i instruktor. Na emeryturę odszedł w 1987 roku. Pamiątki po generale można oglądać w Strefie Historii (II p. Galerii Venus).

Przybliżając sylwetkę pilota prezentujemy film autorstwa Pawła Łuciuka.

środa, 03 styczeń 2018 15:27

Znikną na dobre?

Corvus frugilegus, czyli gawron - to z nim walczą urzędnicy. Jeszcze przed końcem roku, korzystając z przerwy w okresie lęgowym, zlikwidowano gniazda zlokalizowane w 12 koloniach na terenie naszego miasta.

Przedstawiciele ratusza próbowali rozwiązać problem uciążliwych sąsiadów już na wiele sposobów, do tej pory to ptaki były górą. W przeszłości, zastanawiano się nad wynajęciem sokolnika, jednak w przypadku Świdnika, jego praca mogłaby nie dać spodziewanych efektów, ze względu na usytuowanie siedzib gawronów w kilku punktach, na dużym obszarze. Dodatkowo, usługi sokolnika są również dosyć kosztowne. Kolejnym pomysłem na pozbycie się latającego problemu miała być nowoczesna technika. W ubiegłym roku, nad Świdnikiem pojawił się dron emitujący odgłosy drapieżników i dręczonych ptaków. To rozwiązanie okazało się skuteczne i istnieje duża szansa, że urządzenie znów zobaczymy na niebie. Korzystając z przerwy w okresie lęgowym (który trwa od początku marca do końca października), zdecydowano o usunięciu gniazd znajdujących się na wysokich drzewach.

 - To bardzo skuteczna metoda. Teraz najważniejsze, aby ptaki nie odbudowały swoich gniazd. Prace przeprowadzone pod koniec ubiegłego roku obejmowały obszar pomiędzy al. Lotników Polskich, ul. Targową, ul. Kosynierów oraz ul. Racławicką w Świdniku. Należy pamiętać, że możliwość działania mieliśmy tylko na gruntach należących do miasta - tłumaczy Przemysław Kozień z Urzędu Miasta.

Obszar, z którego usunięto gniazda, obejmował teren przy budynkach wielorodzinnych na ul. Słowackiego 1, Słowackiego 5, ul. Kochanowskiego 4, ul. Niepodległości 16, ul. Niepodległości 17, ul. Baczyńskiego 4, 3-go Maja 4 i 6 oraz północnej stronie ul. Głowackiego i południowej ul. 3-go Maja 10. Likwidowano gniazda również w pobliżu skweru, pomiędzy sądem, a budynkiem przy ul. Kard. S. Wyszyńskiego 14, przy przedszkolach nr 2 i 6, a także obok placu zabaw przy ul. Reja. Gniazda zniknęły z ul. Hallera i Okulickiego oraz terenu za Urzędem Miasta.

środa, 03 styczeń 2018 12:48

Oddaj krew, uratuj życie

Zarząd Klubu HDK-PCK im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki przy PZL-Świdnik S.A. zaprasza do udziału w pierwszej tegorocznej akcji poboru krwi. Odbędzie się ona 12 stycznia, w godz. 8.00 - 12.00, w punkcie medycznym na terenie zakładu. Chętni powinni się zgłaszać do biura przepustek, koniecznie z dokumentem tożsamości.

- Okres świąteczno-noworoczny to, niestety, także dużo wypadków, co wiąże się ze wzrostem zapotrzebowania na krew każdej grupy. Prosimy o liczne uczestnictwo w tej oraz kolejnych akcjach, bo dzięki państwa pomocy będzie można uratować życie wielu osób. Z góry dziękujemy za ten piękny dar serca - mówi Andrzej Słotwinski, prezes klubu.

Następne akcje w PZL-Świdnik zaplanowano na: 2 lutego, 9 marca, 6 kwietnia, 11 maja, 1 czerwca, 6 lipca, 3 sierpnia, 7 września, 5 października, 9 listopada i 7 grudnia.

Krew będzie też można oddawać w ambulansie lubelskiego Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, który zaparkuje przed budynkiem świdnickiego Centrum Kultury, w każdą pierwszą środę miesiąca (z wyjątkiem lutego), w godz. 8.15-13.00.

aw

czwartek, 04 styczeń 2018 14:17

Nigdy nie wolno się poddawać

Od drugiej połowy 1990 roku ostatni dyrektor naczelny państwowego przedsiębiorstwa WSK „PZL-Świdnik”. Od stycznia roku 1991 pierwszy prezes zarządu nowo powstałej spółki o tej samej nazwie. Mieczysław Majewski już 27 lat steruje jednym z największych przedsiębiorstw polskiej branży zbrojeniowej.

- Co znalazłoby się na liście kamieni milowych Pańskiej kariery zawodowej?

- Przede wszystkim to, że zaczynałem pracę z Sokołem, zarówno w kraju, jak i wielu innych miejscach, głównie w Związku Radzieckim. Chociaż jestem absolwentem wydziału lotniczego Politechniki Warszawskiej, naprawdę dobrej uczelni, dało mi to bardzo duży zasób praktycznej wiedzy na temat śmigłowca, o którym czasem mówi się, że właściwie nie wiadomo dlaczego lata. Mieliśmy w Rosji za partnerów do dyskusji osoby często przewyższające nas wiedzą i doświadczeniem. Pamiętam, że z pozycji młodego inżyniera, lekko nie było. Ale kiedy nauczyliśmy już Sokoła latać, nabrali do nas szacunku. Oczywiście czasem można było wyczuć, że wiedzą od nas więcej, jednak rozmawiali już z nami po partnersku. Kolejny kamień milowy to przełom lat 80/90., kiedy zostałem dyrektorem Zakładu Badawczo – Rozwojowego i oczywiście rok 1990, kiedy, trochę za namową kolegów, wystartowałem w konkursie na dyrektora naczelnego przedsiębiorstwa…

- …ale nie powie Pan chyba, że niechcący…

- Nie powiem też, że nie miałem wątpliwości. Pierwszy konkurs nie został rozstrzygnięty, w drugim zostałem wybrany dyrektorem naczelnym. Dosłownie kilka tygodni później okazało się, że firma jest bardzo poważnie zagrożona likwidacją. W konsekwencji zmian ustrojowych w Polsce, praktycznie z dnia na dzień, urwały się nam kontakty handlowe z rynkiem rosyjskim, który odbierał ogromną większość, może nawet 90 procent, produkcji fabryki. Na szczęście udało się znaleźć nowych klientów. Przypomnę, na początku lat 90. była to Birma, później Czechy i polskie wojska lądowe. Bardzo pozytywnie na naszą trudną sytuację zareagował ówczesny rząd i generał Tadeusz Wilecki, szef Sztabu Generalnego. Już w 1991 roku, chyba jako pierwszy zakład w Polsce, podpisaliśmy umowę kooperacyjną z francuską firmą Aerospatiale, na produkcję szkieletu centralnej części skrzydła samolotu ATR 72. Spowodowało to zmianę mentalności, filozofii działania fabryki. Zmieniliśmy technologię w obszarze obróbki chemicznej, wprowadziliśmy obrabiarki sterowane numerycznie. Zaczęło to później procentować w kontaktach z innymi firmami, które po naszych doświadczeniach z Francuzami wiedziały już, że rozmawiamy tym samym językiem biznesu. Wprawdzie mieliśmy wcześniejsze doświadczenia z Rosjanami, dla których produkowaliśmy komponenty do samolotu Ił-86, ale w kontaktach z Zachodem wymagania były inne. W kolejnych latach przybywało coraz więcej pracy. Rosnąca kooperacja dawała przynajmniej szansę na utrzymanie się przy życiu oraz na inwestycje w maszyny i urządzenia. Wtedy powstała też linia obróbki chemicznej. Zaczęło się lepiej dziać, chociaż wciąż byliśmy traktowani jako rynek taniej siły roboczej. Po 2000 roku i podjęciu przez wiceminister skarbu, Alicję Kornasiewicz, decyzji o dokapitalizowaniu akcjami KGHM, dostaliśmy szansę na zrobienie kolejnego kroku ku nowoczesności. Wtedy również ukończyliśmy budowę śmigłowca SW-4.

- Kamieniem milowym była też z pewnością prywatyzacja…

- Była ona konsekwencją wielu zdarzeń. Rozwój eksportu kooperacyjnego, dostawy śmigłowców SW-4 do armii, program Głuszec, wszystko to spowodowało, że stanęliśmy na nogi. Wówczas nasz właściciel, Agencja Rozwoju Przemysłu, zdecydował o prywatyzacji spółki. 29 stycznia 2010 roku zostaliśmy częścią koncernu AgustaWestland. Trzeba przyznać, że nowy właściciel włożył w firmę sporo pieniędzy, wiele procesów zostało zmodernizowanych i po tych ośmiu latach wyglądamy zupełnie inaczej.

- Cofnijmy się kilkadziesiąt lat. Co WSK Świdnik zawdzięczała Rosjanom?

- Mi-2 był, w swojej klasie, jednym z najlepszych śmigłowców świata. Jako wyłączny producent, sprzedaliśmy go w dużych ilościach odbiorcom z całego globu. Jeśli chodzi o Sokoła, w latach 80. współpraca była już mniej intensywna, jako że po doświadczeniach czasów „Solidarności”, Rosjanie zaczęli wątpić w naszą lojalność polityczną. Pamiętam, że tak przycisnęli nas z zamówieniami na części do Mi-2, że trzeba było zrezygnować z wytwarzania motocykli. Na początku lat 90., rynek wschodni zamknął się dla nas zupełnie. Z całą pewnością jednak, zwłaszcza przy konstruowaniu Sokoła, nabyliśmy olbrzymi bagaż wiedzy praktycznej, której nie da się wynieść z najlepszej nawet szkoły. Kończąc studia, wydawało mi się, że wiem już bardzo dużo. Ba, na zajęciach mieliśmy nawet kompozyty, które były wtedy dopiero pieśnią przyszłości. Jednak zderzenie z prawdziwym, bardzo skomplikowanym statkiem powietrznym w warunkach przemysłowych jest zupełnie nowym doświadczeniem. Zostałem od razu rzucony na głęboką wodę, wyjeżdżając w towarzystwie równie młodych inżynierów, jako kierownik ekipy, na badania instalacji przeciwoblodzeniowej do Uchty. Rosjanie przyjęli postawę egzaminatora, który sprawdza czy wiemy, jak to zrobić. Oczywiście pomagali nam przy przygotowaniu programów prób i poprawiali to, czego do końca nie opanowaliśmy. W konsekwencji łatwiej było skonstruować kolejny śmigłowiec, SW-4. Do dzisiaj zresztą mamy kompetencje w dziedzinie konstrukcji, budowy, produkcji, sprzedaży i obsługi śmigłowców.

- Zakład przeżywał różne chwile. Czasem dobre, często gorsze. Czy przyszedł kiedyś taki moment, gdy pomyślał Pan sobie: to już koniec…

- Nie było takiej chwili. Może to kwestia charakteru, ale wiem, że nigdy nie wolno się poddawać. Bywało trudno, pewnie nie przespałem kilku nocy, ale na drugi dzień trzeba było znaleźć rozwiązanie. Najgorzej powiedzieć: nie da się. Kto tak powie raz, a potem może i drugi, jest skazany na niepowodzenie.

- Gdybyśmy chcieli wyliczyć nazwiska osób, które pomogły zakładowi, były życzliwe w trudnych chwilach…

- Oprócz tych, o których już wspomniałem, warto przypomnieć postać Franka Piaseckiego. Był bardzo wpływowy w amerykańskich kręgach lotniczych i pomógł nam w zdobyciu dla Sokoła renomowanego certyfikatu federalnych władz lotniczych USA. Otworzyło to naszemu śmigłowcowi drogę na Zachód. Jednak najważniejsi są ludzie, którzy w ciągu dziesiątków lat budowali naszą firmę: dyrektorzy, inżynierowie, robotnicy. Mógłbym wymienić bardzo wiele nazwisk, ale i tak nie byliby to wszyscy…

- Najbardziej satysfakcjonujące lata pracy to…

- Nie da się zrobić takiego porównania. Pierwsze upływały przy pracach nad Sokołem. Wyjazdy w gronie kolegów, testy zupełnie nowego produktu były unikatowym wyzwaniem. Dawały jednocześnie ogromną satysfakcję i frajdę. Później przyszły inne zadania. Nasz biznes działa w bardzo specyficznej przestrzeni, w ścisłym powiązaniu z polityką. Jej wpływ trzeba wykorzystać z pożytkiem dla firmy, co nie jest łatwe. Okres po 2000 roku, kiedy wiedziałem, że niewiele nam już grozi, też uznałbym za dobry i satysfakcjonujący, podobnie jak lata po prywatyzacji, kiedy uczestniczyłem w procesie wzrostu przedsiębiorstwa w ramach grupy.

- Którą z podjętych decyzji uznałby Pan na najtrudniejszą?

- Myślę, że najgorszym czasem pod tym względem były lata 90. Trzeba było podpisywać setki dokumentów związanych ze zwolnieniami grupowymi. Dla mnie bowiem, w każdym biznesie, najważniejsi są ludzie. Bez nich niczego nie da się zrobić. Pamiętam trudne spotkanie ze strajkującą załogą Zakładu Mechanicznego, gdy z braku pieniędzy wypłaciliśmy tylko część pensji. Udało mi się wówczas przekonać ludzi, że jest szansa na zmianę niekorzystnej sytuacji, ale musimy wziąć się do pracy. Bardzo ciężkie momenty przychodziły po otrzymaniu informacji, że w wypadku naszego śmigłowca zginął któryś z kolegów. Były to szczególnie przygnębiające doświadczenia, tym bardziej, że wywodząc się z Ośrodka Prób w Locie, znałem tych ludzi bardzo dobrze.

- Czym różniły się emocje przy powstawaniu Sokoła i SW-4?

- Sokół był znacznie większym i poważniejszym programem. Powstawał w ramach rządowego, Centralnego Planu Badawczo - Rozwojowego. Grupował on producentów układu napędowego, hydrauliki, wyposażenia, czyli największe zakłady ówczesnej polskiej branży lotniczej oraz potencjalnego, najważniejszego odbiorcę, który deklarował chęć zakupu tysięcy maszyn, ale stawiał szereg trudnych do spełnienia wymagań. SW-4 był programem pozostającym zawsze w cieniu Sokoła. Nie gromadził już takiej rzeszy poddostawców. PZL Rzeszów przekazał nam produkcję przekładni, silnik był gotowy, zagraniczny. W związku z tym było trochę prościej. Mieliśmy też więcej wiedzy po doświadczeniach z Sokołem.

- Polska zbrojeniówka jest bardzo zależna od polityki. Może tylko przemysł francuski, z racji dużego udziału państwa w strukturach własnościowych, da się z naszym porównać. Poza tym, wszędzie na świecie dominuje własność prywatna. Który model – prywatny czy państwowy jest Pańskim zdaniem lepszy?

- Podział państwowy – prywatny jest dużym uproszczeniem. Przemysł zbrojeniowy w każdym przypadku podlega wpływom polityki. Proszę zwrócić uwagę, że koncern Leonardo, do którego należymy, jest w dużej części własnością państwa. Nawet firmy amerykańskie nie mają całkowitej swobody działania. Sprzedając sprzęt za granicę, muszą one nie tylko pytać rząd o zgodę, ale również, niejednokrotnie, uzgadniać sprawy finansowe. Jest to spowodowane udziałem kapitałowym państwa na etapie badań i rozwoju nowego produktu, który pochłania ogromne środki.

- Od wielu lat obraca się Pan w kręgach elity politycznej, gospodarczej i wojskowej. To dla Pana źródło satysfakcji czy też może czasem refleksji, że jest ciężko.

- Nie traktuję swojej pracy i wynikających z niej kontaktów z establishmentem w kategoriach celebry. Moim zadaniem jest przekonanie decydentów do naszych produktów i zawsze to jedynie brałem pod uwagę. Jak się w tym środowisku czuję, nie ma żadnego znaczenia. Nigdy też nie „rajcowało” mnie opowiadanie, że kogoś znam albo że coś znaczę.

- Wokół czego koncentrują się Pańskie plany na przyszłość?

- Firma postawiła mi kilka zadań do wykonania, co będzie później - nie do końca da się przewidzieć. Mam jednak różne warianty rozwiązań na przyszłość, więc jestem o nią spokojny.

Jan Mazur

Strona 2 z 286