• Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • SH
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Repertuar
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Idzie sobie Grześ...
wtorek, 14 sierpień 2018 08:53

Lato w bibliotece

Przypominamy, że w wakacje Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna zmieniła godziny pracy. W sierpniu główna siedziba, ul. Niepodległości 13, będzie czynna w poniedziałki w godz. 9.00-15.00, wtorki - piątki w godz. 10.00-18.00. Natomiast w soboty książek nie wypożyczymy. Godziny pracy filii nr 1, 2 i 3 pozostają takie same jak dotychczas.

Jak zawsze jednak, na dorosłych czytelników, którzy spragnieni są dobrej lektury, czeka wiele tegorocznych publikacji, na przykład: „Testament” Remigiusza Mroza, „Policjanci. Ulica” oraz „Nora” Katarzyny Puzyńskiej, „Outsaider” Stephena Kinga, „Wampir z KC” Andrzeja Pilipiuka, „Macbeth” Jo Nesbo, „Mój ojciec, sierżant Laluś” Marka Franczaka, „Dziewczyny z Dubaju” Piotra Krysiaka.

Chętni mogą też korzystać z audiobooków. Ich wypożyczenie jest bezpłatne. Posłuchamy „Kwiatów na poddaszu” , które czyta Kamila Baar, „Księżniczkę z lodu” w interpretacji Marcina Perchucia, „Niedoręczony list” czytany przez Danutę Stenkę, „Tylko jedno spojrzenie” w wykonaniu Jacka Rozenka i wiele, wiele innych.

W MediaStrefie można natomiast wypożyczyć ciekawe filmy. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy świdniczanie najchętniej sięgali po takie produkcje, jak: „Moje córki krowy”, „Zwierzogród”, „Dunkierka”, „Wielka szóstka”, „Przygody Freemakerów”, „Był sobie pies”, „Vaiana: skarb oceanu”, „Księgowy”, „Koralina i tajemnicze drzwi” i „Przełęcz Ocalonych” czy „Everest”. Dostępne są też, między innymi: „Botoks” Patryka Vegi, „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego, „Listy do M. 3” Tomasza Koneckiego, „Wyklęty” Konrada Łęckiego oraz „Pomiędzy nami góry” z Kate Winslet.

aw

poniedziałek, 13 sierpień 2018 08:37

Zapraszają na uroczystości

Już w najbliższą środę w całym kraju będą świętować żołnierze. Uroczystości zostały zaplanowane również w Świdniku.

Święto Wojska Polskiego jest obchodzone w dniu 15 sierpnia od 1992 roku. Nawiązuje jednak do rocznicy dużo starszej, bo do zwycięskiej Bitwy Warszawskiej stoczonej podczas wojny polsko-bolszewickiej, w 1920 roku.

Dzień poświęcony wojsku jest świętowany w całym kraju. Uroczystości z nim związane odbędą się również w Świdniku. Rozpocznie je msza święta, zaplanowana na godz.10.00 w kościele pw. NMP Matki Kościoła. Nabożeństwo zostanie odprawione w intencji Wojska Polskiego. Tuż po jego zakończeniu przed pomnikiem Ks. J. Hryniewicza zostaną złożone kwiaty.

środa, 08 sierpień 2018 14:16

Kto wyremontuje drogi?

Jeszcze w tym roku na ulicy Czereśniowej pojawi się nowa nawierzchnia. Ratusz szuka firmy, która zajmie się jej modernizacją.

Wiadomość ucieszy pobliskich mieszkańców, ale także rodziców odwożących dzieci do Przedszkola nr 4. Ratusz ogłosił przetarg na remont blisko 250 metrowego odcinka, od ul. Piłsudskiego do Racławickiej.

- Prace obejmować będą, między innymi frezowanie nawierzchni oraz przygotowanej nowej, asfaltowej jezdni – mówi Maciej Olechnowicz z wydziału inwestycji i zamówień publicznych Urzędu Miasta.

Na przeprowadzenie robót firma będzie miała 90 dni, od dnia zawarcia umowy. W tegorocznym budżecie na inwestycję zaplanowano 340 tys. zł.

Tymczasem nie udało się znaleźć firmy, która wykona remont ul. Gospodarczej i Fiołkowej. Co prawda, na przeprowadzenie wszystkich prac, urzędnikom udało się wygospodarować blisko milion złotych, ale okazało się, że to za mało. W środę została otwarta jedy­na oferta, która wpłynęła do przetar­gu. Złożyła ją firma CEMEX z Warsza­wy. Zamówienie było podzielone na dwa zadania. Pierwsze to remont całej ul. Gospodarczej, na odcinku 1,7 kilo­metra. Urzęd­nicy wycenili tę część inwestycji na 750 tys. zł. Złożona oferta opiewała na ponad 1 mln zł. Z kolei drugie zadanie, remont 450 metrów ulicy Fiołkowej był oszacowany na 250 tys. zł. W tym wypadku zapropono­wana przez przedsiębiorstwo cena również była wyższa.

- Postępowanie na remont ulicy Go­spodarczej zostało unieważnione i ogłoszone ponownie - informował Karol Łukasik z Urzędu Miasta.

Kolejny przetarg, podobnie jak pierwszy, zakłada zastoso­wanie na obu ulicach nawierzchni z betonu wałowanego.

wtorek, 07 sierpień 2018 11:21

Kolejna wpadka

Ponad 4000 paczek papierosów bez polskiej akcyzy zabezpieczyli w sobotę świdniccy mundurowi. Nielegalny towar należał do 58-letniej mieszkanki Świdnika, która w przeszłości była karana za podobne przestępstwa.

W weekend funkcjonariusze prowadzili działania na miejskim targowisku. W jednym z punktów handlowych znaleźli papierosy bez polskiej akcyzy.

- Mundurowi przeszukali jej samochód, dom oraz pomieszczenia gospodarcze, które użytkuje - informuje Elwira Domaradzka z KPP w Świdniku. - W sumie zabezpieczono blisko 4200 paczek papierosów. W ten sposób kobieta naraziła Skarb Państwa na stratę w wysokości ponad 71 tys. zł.

Przedstawiono jej zarzuty, do których się przyznała. W przeszłości była karana za podobne przestępstwa. Teraz o jej dalszym losie zadecyduje sąd.

niedziela, 05 sierpień 2018 11:45

Akacjowa za prawie milion

Ulicę czeka przebudowa i to gruntowna. Mają zniknąć wertepy, nierówności i stare płytki chodnikowe. Inwestycja będzie kosztować blisko milion złotych i ma być gotowa w październiku.

Ul. Akacjowa jest zlokalizowana nieco na uboczu Świdnika z wjazdami od ul. Klonowej i Kusocińskiego. Przez wiele lat droga należała do Spółdzielni Mieszkaniowej, później została przekazana miastu. Jej mieszkańcy skierowali w minionym roku apel do władz Świdnika o remont ulicy. Dołączali również listę z podpisami swoich sąsiadów z osiedla. Jak tłumaczyli, ulica jest nieremontowana od chwili powstania.

„Obecny jej stan jest utrudnieniem nie tylko dla pojazdów, ale i dla pieszych. Niebezpieczne wyboje, brak ciągów pieszych oraz niewykorzystane fragmenty terenu pod miejsca parkingowe, to codzienne uciążliwości dla tysięcy ludzi, zamieszkujących to duże osiedle” - można było przeczytać w złożonej petycji.

Przedstawiciele ratusza tłumaczyli, że apel został przyjęty i przekazany do rozpatrzenia.

- Przesłane pismo zostało potraktowane jako wniosek do przyszłorocznego budżetu – mówił wówczas Michał Piotrowicza, zastępca burmistrza Świdnika. - Postaramy się tę inwestycję w planie wydatków umieścić, ale o ostatecznym jego kształcie zdecydują radni.

Jak się okazało, inwestycja znalazła się w tegorocznym budżecie. W tej chwili urzędnicy mają już rozstrzygnięty przetarg. Przebudowa ulicy ma się rozpocząć lada moment. Wykonawca będzie czas na zakończenie prac do października.

Przedsięwzięcie nie jest małe. Najtańsza oferta opiewała na blisko milion złotych. Zgodnie z przetargiem prace mają objąć około 412 - metrowy odcinek drogi. W tej chwili jest on wyłożony płytami betonowymi. Po ich zdemontowaniu i wykonaniu odbudowy, jezdnia zostanie ułożona z szarej kostki brukowej. Lifting czeka również wszystkie krawężniki, miejsca parkingowe i chodniki. Te ostatnie zostaną wyłożone czerwoną kostką brukową.

sobota, 04 sierpień 2018 11:29

Nowocześnie, ale ze smakiem

Tak w skrócie można opisać usługi ślubne, które oferuje firma Wedding Designers, za którą stoi Rafał Zajko. Wspólnie z przyjacielem Krzysztofem, dbają o to, by najważniejszy dzień w życiu każdej młodej pary, został upamiętniony w nietuzinkowy sposób, zarówno na zdjęciach, jak i filmach. Dodatkowo, kilka miesięcy temu wprowadzili do oferty wielkoformatowe napisy ledowe, które stanowią „must have” nowocześnie zaplanowanego weselnego przyjęcia.

- Skąd pomysł na taki biznes?

- Zauważyliśmy, że na regionalnym rynku jest mało firm, które oferują usługi aranżacyjne i wystroju wnętrz właśnie w kierunku wesela. Doszliśmy więc do wniosku, że fajnie byłoby połączyć wszystkie oferty w jedno. Zajmujemy się wykonywaniem zdjęć, klasycznym filmowaniem oraz z drona, a niedawno poszerzyliśmy usługi o aranżację wielkogabarytową w postaci ledowych napisów. To fajny element, który wzbogaci wesele, a jednocześnie będzie dobrze prezentował się na pamiątkowych zdjęciach. Nada im zupełnie nowy charakter i wymiar. To coś innego niż fotobudka czy czekoladowa fontanna. Tego nie spotkamy na Lubelszczyźnie.

- Jakimi napisami dysponujecie? Można je kupić czy tylko wypożyczyć?

- Pary młode raczej nie decydują się na zakup takich aranżacji, bo koszt ich produkcji jest zbyt duży. Zrobienie jednego napisu może kosztować od 2,5 do 5 tys. zł, w zależności od wielkości. Wypożyczamy napisy „love”, w kilku różnych formatach, ale najpopularniejsze są te o wysokości 1,2 m. Wysokość dekoracji jest bardzo istotna. Jeśli małżonkowie są niskiego wzrostu, nie powinna decydować się na napis w rozmiarach 1,5 m, ponieważ, gdy staną za nim do zdjęcia, będzie widać tylko głowy. Na pewno nie będą zadowoleni z takiej fotografii. Lepiej wybrać rozmiar 1,2 m, który, mimo że mniejszy, będzie pięknie się prezentował. Myślimy już nad rozszerzeniem oferty o kolejne napisy, na przykład „Mr. and Mrs.”, „miłość” i tak dalej. Spektrum jest naprawdę szerokie.

- Jak wygląda ich produkcja?

- Taki napis można wykonać samemu, ale jest to bardzo czasochłonne. My tworzymy je z kilkukrotnie klejonej sklejki, którą powlekamy warstwami ochronnymi. W literach umieszczamy oświetlenie w formie żarówek LED. Wszystko jest estetycznie zabudowane płytą. Dzięki temu uzyskujemy efekt rozświetlenia miejsca oraz osób, które robią sobie przy napisie zdjęcie. Co ważne są one wodoodporne, więc mogą stać na zewnątrz. Oczywiście, jeśli jest duża ulewa, należy je schować, bo wszystko jest w nich elektryczne, ale niewielka mżawka nie powinna zaszkodzić.

- Wedding Designers to nie tylko napisy, ale również cała gama innych usług.

- Klient, który zdecyduje się z nami pracować, może też zamówić fotografa i kamerzystę razem z obsługą drona. Nawiązaliśmy też współpracę z innymi specjalistami z branży ślubnej, na przykład florystami, stylistami czy fryzjerami. Kiedy więc klient przychodzi do nas i zamawia którąś z usług, a nie zdecydował się jeszcze, gdzie wynajmie samochód albo wykona makijaż, możemy polecić mu specjalistów. Dodatkowo proponujemy zniżkę od 10 do 20 procent. Podobnie jest w ich przypadku. Jeśli ktoś najpierw nawiązał współpracę z nimi, polecają nas.

- Pracujecie we dwóch.

- Ja zajmuję się napisami, które można obejrzeć na www.facebook.com/ztobanakoniecswiata. Natomiast Krzysiek jest odpowiedzialny za filmy i zdjęcia. Jego prace można także znaleźć na facebooku wpisując: Skoczylasfotofilm. Jak wspominałem, jest jeszcze grupa osób z zewnątrz, z którą współpracujemy.

- Filmowanie ślubu za pomocą drona to także coś nowego.

- Na Lubelszczyźnie oferuje taką usługę kilka osób. Dron pozwala na zupełnie inną perspektywę uwieczniania kościoła, sali weselnej, tego, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz, z różnych kątów i wysokości. Efekt jest naprawdę piorunujący.

- Jak wyglądają filmy kręcone w ten sposób?

- Materiał nie jest monotonny tak, jak w przypadku filmów sprzed 5, 10 lat. Wówczas trwały one nawet 1,5 godziny, a oglądając je, można było kilka razy zasnąć. Te, które proponujemy, trwają do kilkunastu minut. To wyjątkowy materiał, o zupełnie innej dynamice. Naprawdę przyciąga uwagę. W ten sposób kręci się też filmy z bardzo dużych imprez takich, jak na przykład maratony biegowe. Z jakiegoś powodu, na Lubelszczyźnie nie jest to jeszcze popularne. Trudno mi powiedzieć dlaczego. Być może wynika to z faktu, że mamy dość zamknięty rynek albo, że jeszcze niewiele osób posiada wiedzę o takiej usłudze.

- Jaki jest jej koszt?

- Ludziom wydaje się, że aranżacje czy właśnie kręcenie filmów za pomocą drona to horrendalne wydatki. Nasze ceny są bardzo konkurencyjne, dzięki czemu na takie usługi może pozwolić sobie większa liczba osób. Zdjęcia, filmowanie zwykłą kamerą oraz dronem, wynajem napisu może kosztować tyle, ile lubelski fotograf bierze za jedną usługę. Podsumowując, jesteśmy konkurencyjni, a przy tym zachowujemy wysoką jakość, co potwierdza nasze portfolio.

- Do zdjęć także podchodzicie bardzo nowocześnie.

- Oprawa wizualna, cały proces zdjęciowy, sprzętu, z jakiego korzystamy, jak i strona programistyczna jest inna, niż w przypadku standardowego fotografa, który jest przyzwyczajony do określonego sposobu wykonywania zdjęć. Przede wszystkim, robi je pod jednym kątem, przez co na każdym weselu wychodzą tak samo. My staramy się, żeby zdjęcia były urozmaicone, fajne i nowocześnie obrobione. Żeby przyciągały wzrok, zaciekawiały. Dla pary młodej to ma być pamiątka, która ją uszczęśliwi i którą będzie się chciała pochwalić przed znajomymi.

- Jakie jeszcze macie pomysły? Co chcecie wprowadzić?

- Myślimy nad czymś innowacyjnym. Mamy już kilka pomysłów, ale póki co, są w powijakach, więc zobaczymy co z nich wyjdzie. Na pewno zamierzamy wzbogacić ofertę o wynajem aut do ślubu, bo mamy kilka fajnych opcji do wyboru. Zastanawiamy się, jakie samochody wybrać. Wbrew pozorom, nie każdy chce jechać do ślubu czymś retro. Wiele osób decyduje się na auta klasy Premium albo nowe, z segmentu A i B. Odpowiednio przyozdobione będą się świetnie prezentować. Zobaczymy, jakie będzie zapotrzebowanie na rynku. Wiadomo, wesela nigdy się nie skończą.

Agata Flisiak

niedziela, 05 sierpień 2018 12:25

Rybny zostaje!

Do niedawna stali klienci sklepu rybnego, przy ul. Skłodowskiej, przekazywali sobie, z niedowierzaniem, plotkę o likwidacji tej najstarszej placówki handlowej w mieście. Na szczęście, krążące wieści okazały się nie do końca sprawdzone. Owszem, przejdzie ona gruntowną przemianę wizualną, zredukuje swoją powierzchnię, ale nadal będzie dostarczać świeże i smaczne ryby. Ku uciesze, głównie starszych mieszkańców.

- Dla nas ten sklep to przede wszystkim sentymentalne wspomnienia - mówi pani Danuta, mieszkająca nad rybnym. - Mamy wrażenie, jakby był z nami od zawsze. Nawet jego wystrój nie zmienił się znacząco. Tu czas się zatrzymał, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Dla seniorów wyprawa do supermarketu to żadna frajda. A tu mamy sklep na wyciągnięcie ręki, pewność że zawsze będziemy miło obsłużeni, a oferowany towar jest bez zarzutu.

Emilia Kwiatkowska, obecna właścicielka rybnego potwierdza: - Rzeczywiście, ten sklep to kawał historii miasta. Powstał w… 1959 roku, jako jedna z placówek Centrali Rybnej. Przez lata zmieniali się jego właściciele. Początkowo pracowałam w tym sklepie, później wynajmowałam go, aż w końcu wykupiłam na własność.

Pani Emilia przyznaje, że kiedyś handel był o wiele prostszym zajęciem. W mieście działał tylko jeden sklep rybny, który nie musiał specjalnie zabiegać o klientów. Ci nie byli wymagający, a wybór towaru też nie imponował. Teraz sen z powiek spędza coraz większa konkurencja. W Świdniku funkcjonuje kilka sklepów z rybami. Do tego trzeba dodać ekspansję ogromnych sieci handlowych. Na szczęście stałych i wiernych klientów nie ubywa.

- Starsze gospodynie nie lubią zakupów w ogromnych marketach, więc przychodzą tu. Kiedyś normalnym widokiem była kolejka wychodząca poza sklep. I to się nie zmieniło. W okresie przedświątecznym nadal przeżywamy oblężenie - dodaje właścicielka.

Teraz oprócz ryb świeżych, prym wiodą mrożone, na przykład miruna i dorsz oraz cała gama śledzi, w tym najpopularniejsze matiasy. Pochodzą głównie z fińskich i duńskich łowisk. Te rejony Bałtyku są jeszcze najmniej zanieczyszczone. Nie brakuje szerokiej gamy sałatek. Dobrze sprzedają się też wędzone ryby. Ze słodkowodnych wzięcie mają pstrąg i karp. Jeśli ryba mrożona to bezglazurowa. Czasem klienci narzekają, że jest droższa, ale mają za to sto procent ryby.

Skąd więc wzięła się decyzja o ograniczeniu powierzchni sklepu? Zaważyły wysokie koszty utrzymania obiektu, spadła też sprzedaż. Poza tym czas robi swoje.

- Jestem już trochę zmęczona - dodaje E. Kwiatkowska. - Pełnię jednocześnie kilka funkcji: właścicielki, ekspedientki, dostawcy towaru i sprzątaczki. Urządzenia chłodnicze są stare i energochłonne, co generuje duże koszty działalności. Do tego nieopłacalne baseny na żywe ryby. Woda musi być w nich stale napowietrzana i wymieniana. W trakcie wyburzania stanowią nie lada problem. Instalowane w czasach zamierzchłego socjalizmu, gdy nie żałowano materiałów, opierają się nawet współczesnym narzędziom. Podobno cegły są poniemieckie, transportowane aż z Wrocławia. Poza tym, zgodnie z przepisami, w sklepie nie wolno zabijać żywych ryb, a mało kto chce dokonać tej czynności samodzielnie. Dobrze za to sprzedają się ryby świeże i patroszone. W każdy czwartek jest nowa dostawa.

Według właścicielki najstarszego sklepu w mieście, ryba nie zniknie z polskich stołów, mimo wysokiej ceny. Wręcz przeciwnie, coraz więcej osób uważa ją za niezbędny filar racjonalnego żywienia. Ponadto, tradycyjnie, starsi ludzie przywiązują niezwykłą wagę do piątków, kiedy obowiązuje post.

- Dopóki dopisuje zdrowie, będę nadal prowadziła sklep. Uwielbiam ten zawód i nie zamieniłabym go na żaden inny. Mimo że jestem już emerytką, dobrze czuję się za ladą. Największą satysfakcję odczuwam, gdy klient wraca i mówi, że jednak u mnie kupił najlepszą rybę. Zapraszamy za miesiąc, gdy zakończymy remont - dodaje E. Kwiatkowska. 

słs

sobota, 04 sierpień 2018 11:23

Wakacji nie mają

Wiele pracy mają ostatnio wolontariusze świdnickiego Komitetu Pomocy SOS Solidarność. Pojawiają się z loterią fantową na imprezach plenerowych, i to nie tylko w naszym mieście, by zbierać pieniądze potrzebne na funkcjonowanie stowarzyszenia oraz pomoc osobom chorym. Ostatnio spotkaliśmy ich w Trawnikach.

Na „Trawnicką zacierę” pojechali Zofia Drąg, Wanda Błońska i Kazimierz Czapla. Stoisko z fantami z zaciekawieniem odwiedzali uczestnicy niedzielnego spotkania.

- Na tej imprezie byliśmy po raz pierwszy. Dziękujemy wszystkim, którzy wspomogli naszą akcję. Ta pomoc jest dla nas bardzo ważna, bo pozwala, między innymi, na opłacenie rachunków za media – mówi Urszula Radek, prezes komitetu.

Wcześniej wolontariusze sprzedawali losy podczas Świdnik Air Festival i Festiwalu Flaków w Piaskach, a pieniądze przeznaczono na sfinansowanie kolonii w Krasnobrodzie dla podopiecznych stowarzyszenia. Przed nimi jeszcze kilka wyjazdów, między innymi do Mełgwi i Piask. Na pewno pojawią się również na Dniach Świdnika. Tym razem zebrane środki zasilą budżet świetlicy integracyjnej, prowadzonej przez komitet. Zajęcia ruszą w niej od września.

- Na spotkaniach, prowadzonych przez wolontariuszy, nasi podopieczni bawią się, odpoczywają, uczą. Pomagają też jednak w różnego rodzaju akcjach charytatywnych. W tym roku będą mogli skorzystać, na przykład, z zajęć plastycznych i fotograficznych – wyjaśnia Jolanta Patajewicz, kierownik świetlicy.

Przypominamy, że w czwartki, w godz. 10.00-12.00 i 16.00-18.00, czynny jest magazyn SOS (ul. Hotelowa 6a/4). Można tam przynosić, na przykład, odzież, sprzęt gospodarstwa domowego, meble. Skorzystają z nich najbardziej potrzebujący mieszkańcy miasta. Władze komitetu proszą również o fanty na loterie, najchętniej zabawki i maskotki. Gdyby ktoś chciał wesprzeć działalność komitetu, może wpłacić pieniądze na konto:
Bank Pekao SA. o. Świdnik nr 54 1240 2454 1111 0000 3937 1748.

aw

piątek, 03 sierpień 2018 11:34

Na pątniczym szlaku

W ponad 320-kilometrową jubileuszową, 40. Lubelską Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę wyruszyło dziś ponad 2000 tys. pątników. Wśród nich nie mogło oczywiście zabraknąć świdniczan, którzy tradycyjnie już tworzą grupę 13. (dekanat świdnicki i piasecki).

Rano pielgrzymi wzięli udział we mszy św., odprawionej przed lubelską archikatedrą przez abp. Stanisława Budzika, który mówił: - To już 40. raz idziemy z Matką naszego Pana, będziemy się w nią wpatrywać niczym w najlepszą uczennicę swojego Syna. To dzięki Jego łasce wydajemy owoce Ducha Świętego, których tak bardzo potrzebujemy.

Grupa 13. maszeruje pod duchowym przewodnictwem ks. Andrzeja Krasowskiego, proboszcza parafii NMP Matki Kościoła w Świdniku i ks. Łukasza Stasiewicza z parafii pw. Św. Kingi w Świdniku. Dzisiaj ma do przejścia 25,5 –kilometrowy odcinek z Lublina do Bełżyc. Dotrze tam przed godz. 19.00. Jutro naszych pątników czeka 29-kilometrowa trasa do Urzędowa, w niedzielę zaś 15-kilometrowa wędrówka do Księżomierza. 6 sierpnia zameldują się w Ożarowie. U stóp Matki Boskiej Częstochowskiej staną po 12 dniach wędrówki.

- Upał jest oczywiście dokuczliwy, ale najważniejsze, że będziemy się wspólnie modlić, śpiewać i w ten sposób być blisko Boga. Każdy z nas idzie ze swoją intencją. Jedni z prośbą o zdrowie dla kogoś bliskiego czy pokój na świecie, inni w podziękowaniu za otrzymane łaski – mówili świdniczanie tuż przed wyruszeniem w drogę. Wielu z nich to już pielgrzymkowi weterani, idą po raz 8 czy 10. Dla osób, które biorą udział w pielgrzymkowym marszu po raz pierwszy, ważne jest, by nie dać się pokonać słabościom i dotrzeć do celu.

Pielgrzymów odprowadzali bliscy i przyjaciele. Na mszę przyjechało też wielu mieszkańców Świdnika. - Chcieliśmy pomodlić się razem z nimi. Zdrowie nie pozwoliło, by również ruszyć w drogę, więc chociaż w ten sposób, przez chwilę, możemy poczuć atmosferę tej pięknej wędrówki - tłumaczyły panie Anna i Małgorzata.

aw

czwartek, 02 sierpień 2018 10:49

Czas na Tour de Pologne

W lipcu przejechał blisko 3000 kilometrów, a już szykuje się do kolejnej wyprawy. Kamil Misztal, założyciel fundacji „Krok do Marzeń” opowiedział nam o swojej podróży do stolicy Włoch, którą udowodnił, że bariery istnieją tylko w naszych głowach.

Spędził 17 dni na rowerze, przejechał przez 5 państw i zaliczył dwa mordercze podjazdy Passo Dello Stelvio i Passo Del Gavia, które bywają  barierą nie do pokonania dla pełnosprawnych kolarzy. Kamil Misztal, po raz kolejny pokazał, że niepełnosprawność nie wyklucza realizacji swoich marzeń.

- Myślę, że była to najtrudniejsza wyprawa nie tylko pod względem fizycznym, ale też psychicznym, logistycznym i finansowym. Było wiele kryzysowych momentów. Już pierwszego dnia, wyjeżdżając z Lublina trafiliśmy na załamanie pogody. Kolejne trudności pojawiły się w Kudowie, kiedy organizm musiał przyzwyczaić się do wysiłku, jakim jest jazda po górzystym terenie. Największy kryzys przyszedł jednak podczas zdobywania Passo Dello Stelvio - największej przełęczy w Alpach Wschodnich. Miałem przeświadczenie, że może się nie udać - mówi Kamil Misztal.

Mimo to nie poddał się. Jego wyprawa miała być sposobem na zebranie pieniędzy dla niepełnosprawnego Krzysztofa, który, podobnie jak Kamil, nie ma nogi.

- Niestety, nie udało się zebrać funduszy. Jednak w stu procentach zrealizowałem drugi cel, jakim było udowodnienie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Będąc osobą niepełnosprawną, trzeba mieć marzenia i pasje - podkreśla Kamil.

Założyciel fundacji już szykuje się na kolejne wyzwanie. W weekend wyrusza na Śląsk.

- W planach mam przejechanie pięciu z siedmiu etapów Tour de Pologne, z którymi zmierzą się profesjonalni zawodnicy. Pojawię się na nich dzień wcześniej niż kolarze - mówi Kamil.

Strona 1 z 307

Najczęściej czytane

  • Nie bądźmy bierni
    Nie bądźmy bierni Mieszkanka Świdnika była świadkiem rozmowy, która wydała się jej niepokojąca.…
  • Miał mnóstwo szczęścia
    Miał mnóstwo szczęścia Półtorej godziny trwało uwalnianie kierowcy samochodu ciężarowego z wraku pojazdu,…
  • Rybny zostaje!
    Rybny zostaje! Do niedawna stali klienci sklepu rybnego, przy ul. Skłodowskiej, przekazywali…
  • Miasto pokryje koszty
    Miasto pokryje koszty Rusza akcja bezpłatnej sterylizacji i kastracji psów oraz kotów z…
  • Potrzebna pomoc
    Potrzebna pomoc Pilnie poszukiwana jest krew grupy BRh- dla dziecka chorego na…
  • DSC_0622
  • DSC_0575
  • DSC_0643
  • DSC_0567
  • dsc_0586
  • mural-6
  • DSC_0603
  • DSC_0617
  • DSC_0560
  • DSC_0621
  • DSC_0561