• rodzinka
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Zdrowy Świdnik
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Repertuar
sobota, 07 marzec 2015 10:04

Każda śruba obfotografowana

Napisała 

Krzysztof Wiśniewski jest z wykształcenia inżynierem elektrykiem i programistą. Pochodzi z Kazimierza Dolnego. Od 1995 roku mieszka w Lublinie. Należy do grona spotterów, czyli pasjonatów znajdujących radość w obserwowaniu i fotografowaniu samolotów startujących i lądujących na świdnickim lotnisku.

• Skąd wzięła się pasja fotograficzna?

- Jestem strasznie drobiazgowy. Bardzo lubię obserwować otoczenie, latające ptaki, przechodzących ludzi, chmury na niebie. To dla przeciętnego człowieka bzdety, ale dla mnie bardzo interesujące obrazy. Któregoś dnia pomyślałem sobie, dlaczego tych drobnych rzeczy nie rejestrować. Tak zaczęła się przygoda z fotografią.

• Pamięta Pan swój pierwszy aparat?

- To była Smiena 8, radziecki aparat, kiedyś bardzo popularny. Mam go do dzisiaj, pewnie jeszcze w całkiem dobrym stanie. Później był Zenith 12XP. Z czasem pochłonęła mnie fotografia cyfrowa, którą zajmuję się do dzisiaj. Samoloty od zawsze niezwykle mnie fascynowały. Wcześniej robiłem bardzo dużo tak zwanych przelotówek, czyli zdjęć maszyn lecących na pułapie 9-10 kilometrów. W momencie, kiedy zmaterializowała się idea powstania lotniska w Świdniku, moje fotografowanie zaczęło nabierać zupełnie innego wymiaru.

• Kibicował Pan budowie lotniska?

- Od samego początku, kiedy dopiero powstawało na papierze, gdy przeprowadzano pierwsze analizy, śledziłem z kolegami na forum urbanistycznym „Forum polskich wieżowców” postępy prac budowlanych. Dyskutowaliśmy nad każdym problemem związanym z powstawaniem tej inwestycji. Kiedy z gruntu zaczęły wyrastać pierwsze elementy konstrukcji portu, zaczęliśmy przyjeżdżać do Świdnika i dokumentować to wszystko. Z samej budowy lotniska mamy kilkadziesiąt tysięcy zdjęć. Śmiejemy się, że praktycznie każdą śrubę mamy obfotografowaną.

• Jednak największą frajdę sprawia Panu fotografowanie nadlatujących bądź startujących maszyn…

- Staram się zwykle ustawić w osi startu bądź podejścia do lądowania, tak aby samolot przeleciał tuż nad moją głową. To niesamowite przeżycie, kiedy taka ogromna, ciężka konstrukcja pędzi z hukiem, z prędkością około 250 kilometrów na godzinę. Mam wtedy wrażenie, że samolot wisi nade mną i wystarczy wyciągnąć rękę, aby go dotknąć. To wspaniałe uczucie i chyba nigdy nie mam go dosyć.

• Takich osób jak Pan, zwanych spotterami, a znajdujących uciechę z robienia zdjęć lecącym samolotom jest chyba nie mało...

- Jest nas naprawdę spora grupa, przy czym istnieją różne formy spottingu. W naszym przypadku to spotting samolotowy, ale istnieją też ludzie, którzy godzinami siedzą wzdłuż torów kolejowych, dokumentując przejeżdżające składy pociągów. Inni są „zakręceni” na punkcie pojazdów komunikacji miejskiej. My nie ograniczamy się do samolotów, ale fotografujemy również infrastrukturę lotniczą, anteny, maszty, lampy, urządzenia do odstraszania ptactwa i inne detale. Jesteśmy również obecni przy wszystkich ważnych wydarzeniach, na przykład wizytach ważnych osobistości. Czasem „mamy cynk”, że przyleci jakaś rzadka maszyna, której jeszcze nie mamy w kolekcji, wtedy rzucamy wszystko i pędzimy zrobić zdjęcia. Wczoraj był na przykład ostatni rejs Eurolotu do Gdańska. Niby ta sama maszyna, ci sami piloci, a okazja całkiem inna. Można powiedzieć historyczna, smutna, bo lada moment przewoźnik zniknie z rynku lotniczego. Jesteśmy zawsze obecni. Bez względu na pogodę i porę dnia…

• Przy lotnisku są wyznaczone specjalnie miejsca do spottowania…

- Każda przeszkoda w terenie, która umożliwia podwyższenie punktu obserwatora powyżej płotu, to jest miejsce spotterskie. Rzeczywiście mamy hałdę ziemi, która stanowi świetny punkt do obserwacji i jest łatwo dostępna. Generalnie punktów spotterskich jest sporo i mamy opanowany teren wokół lotniska. Przy samym terminalu jest ciężko zrobić dobre zdjęcia ze względu na maszyny lotniskowe, które mniej lub bardziej przesłaniają samoloty. Ktoś wpadł na pomysł, aby zabierać drabinkę aluminiową. Jest lekka i nierdzewna. Prawie każdy z nas ma ją w bagażniku auta. Władze lotniska nam sprzyjają. To są zobowiązania dwustronne. Jeśli nie przeganiają, to oczekują od nas odpowiedzialności. W grę wchodzi mnóstwo przepisów bezpieczeństwa, których musimy przestrzegać. Nie wisimy na siatce, nie podchodzimy zbyt blisko do ogrodzenia. Niedopuszczalne jest także przypinanie roweru do płotu.

• Ma Pan swoje ulubione zdjęcie ze świdnickiego lotniska?

- Zasadniczy problem to wybór. Jeśli zrobię 10 zdjęć w ciągu 15 sekund, to każde jest inne. Trudno postawić na jakieś jedno. Im rzadsza maszyna, tym ciekawsze zdjęcie. W ubiegłym roku pojawił się ukraiński Jak 40, zaraz po wybuchu konfliktu wojennego w tym kraju. Ten samolot ruszył w swoją pierwszą podróż po 2 latach postoju. Zamieściłem te zdjęcia na kilku portalach. Koledzy z Warszawy napisali zaraz komentarz – „ale wam się trafił diament”.

• Jakim sprzętem Pan pracuje?

- Używam Canona 500D. Do tego posiadam sporo „szkła”. Bardzo często używam spacerowego obiektywu o ogniskowej 18-200. Mam też obiektyw 70-300 mm, do większych zbliżeń. Dysponuję też obiektywem do ekstremalnych zbliżeń 150-600 mm. Robię nim zwykle „przelotówki”, czyli maszyny lecące na dużych wysokościach. Wysokiej klasy sprzęt się przydaje, ale nie zawsze jest podstawą dobrego zdjęcia. W ubiegłym roku uczestniczyłem w akademii fotografii w Kazimierzu. Mieliśmy plener, którego tematem była Wisła. Zwyciężyła 13-letnia dziewczynka, która wykonała genialne zdjęcie… telefonem komórkowym. Rozłożyła tą fotografią wszystkich – amatorów i zawodowców. Fascynujące zdjęcie siedzi w głowie, a sprzęt jest tylko przekaźnikiem naszej kreatywności.

• Podejrzewam, że trudno jest pogodzić pasję spottingu z życiem zawodowym. Musi Pan przecież być na lotnisku o bardzo różnych porach dnia i nocy…

- Prowadzę własną firmę i trochę to koliduje. Jednak w pewnym wieku człowiek dochodzi do tego, co mu jest potrzebne w życiu i nad czym powinien się skupić. Dziś młodzi ludzie myślą zwykle o karierze i pieniądzach. Jednak przychodzi czas na to, co sprawia prawdziwą satysfakcję w życiu. W moim przypadku fotografowanie. Wprawdzie nie daje pieniędzy, ale sprawia ogromną satysfakcję.

• Gdzie można oglądać Pana zdjęcia?

- Tradycyjnie na Facebooku. Mam też swoją własną stronę www.kaplus.pl. Od ubiegłego roku należę do Lubelskiej Grupy Spotterskiej. Wspólnie zamieszczamy nasze zdjęcia, jeździmy na lotniska, dyskutujemy, planujemy. Moje fotografie są także obecne na portalu Świdnik - Wysokich Lotów.

Dziękuję za rozmowę.

słs

Najczęściej czytane