Historia pewnej kapliczki - Świdnik - wysokich lotów

niedziela, 03 sierpień 2014 08:05

Historia pewnej kapliczki

Napisał 

W Świdniku, podobnie jak w wielu innych miejscowościach, stoi kilka przydrożnych kapliczek. Większość chyba w osiedlu Adampol. Jedną z nich, przy ul. Traugutta, ktoś w ubiegłym roku uszkodził. Członkowie Rady Parafi alnej przy kościele św. Józefa podjęli decyzję, by ją odnowić.

- Kapliczka z figurą Matki Boskiej ma dla nas ogromną wartość, nie tylko sentymentalną – mówi Kazimierz Patrzała, przewodniczący Rady. - Dlatego przy wsparciu księdza proboszcza Krzysztofa Czerwińskiego postanowiliśmy zrobić wszystko, by odzyskała dawny blask. Jest to także prezent dla parafian z okazji 60. rocznicy nadania Świdnikowi praw miejskich. Uroczystego poświęcenia kapliczki dokonano podczas tegorocznej procesji Bożego Ciała.

Mieszkańcy pobliskich domów – Krystyna Rudzka, Alina i Kazimierz Wawrzyszkowie twierdzą, że gdy kupili tu działki, przydrożna kapliczka już stała. Trudno dziś dokładnie stwierdzić, kiedy powstała.

- 50 lat temu była tu na pewno, ale w nieco innym miejscu – mówi pani Krystyna. – Przestawiono ją, może o kilkanaście metrów, gdy kolejna osoba kupiła działkę i rozpoczęła budowę domu. W czasach, gdy w Świdniku nie było kościoła, to tutaj spotykaliśmy się na nabożeństwach majowych i czerwcowych. Przychodzili także ludzie spoza naszego osiedla. Było im bliżej niż do Kazimierzówki czy Lublina. Tym bardziej, że przyjeżdżał ks. Józef Bieńkowski z Kazimierzówki i odprawiał msze święte. W pewnym momencie, ówczesnym władzom przestało się to podobać. Rozganiali nas, a księdzu zabronili sprawowania posługi kapłańskiej.

Państwo Wawrzyszkowie rozpoczęli budowę domu w Adampolu w latach 60. – Pierwszy kupiłem tu działkę – wspomina pan Kazimierz. – Dookoła był sosnowy las, a na polanie stała kapliczka. Dalej rosły stare dęby. Nieopodal znajdował się niewykończony drewniany domek pana Kotera. Pamiętam też willę Jutrzenka, której właściciel przyjeżdżał tylko na letni wy-poczynek. Na północy rozciągał się duży sad Jakubczyka. Z miasta prowadziła tu jedynie droga gruntowa. Pochodzę ze wsi, więc odpowiadało mi takie otoczenie. Początkowo wodę przywoziliśmy beczkowozem. Później jednak pociągnęliśmy wodociąg. Działka z kapliczką długo nie miała nabywcy, aż wreszcie, w latach 70. kupił ją pan Mendoń i przesunął figurę bliżej drogi.

O kapliczkę dbały mieszkanki Adampola, ale pierwsze zadaszenie wykonał pewien świdniczanin z „miasta”. – Po remoncie zrobiłem wykaz rodzin, które będą sprawować nad nią pieczę - dodaje pan Kazimierz. – Dyżury trwają tydzień. Dbamy o porządek i rośliny wokół Matki Bożej. Inni mieszkańcy również przynoszą kwiaty i wkłady do zniczy palących się pod figurą. Nieco dokładniejsze dane o historii kapliczki ma pani Jadwiga, która kupiła działkę w 1961 roku. Z przechowywanych przez nią pożółkłych dokumentów wynika, że właścicielami znacznych terenów wokół kapliczki było rodzeństwo Halina i Janusz Podolszyńscy.

– My kupiliśmy ziemię od Nowickiego, męża Haliny – wyjaśnia pani Jadwiga. – To właśnie jej matka, chyba jeszcze przed wojną postawiła kapliczkę, by mieć się gdzie modlić. Gdy poznałam państwa Podolszyńskich, rodziców Haliny i Janusza, byli już starszymi ludźmi. Często się odwiedzaliśmy. Za naszą działką rozciągał się ładny, iglasty las i w nim stała fi gura Matki Bożej. Chodziliśmy tam na nabożeństwa, odmawialiśmy różaniec. Pamiętam, że młodzi księża przyjeżdżali na motorach. Zbierało się dużo ludzi i to nie podobało się władzom. W końcu zabronili księdzu Bieńkowskiemu odprawiać w szatach liturgicznych. Musiał się do tego dostosować. Później zakazali mu tu przychodzić, więc modlitwy prowadziła jedna z pań. Niestety, zapomniałam jej nazwiska. Pewnej letniej niedzieli, akurat podczas nabożeństwa, usłyszeliśmy warkot helikoptera. Obniżył się nad nami i rozpylił gaz. Uciekaliśmy w popłochu, bo bardzo nas piekły oczy. Łzawienie było tak straszne, że ledwie trafi liśmy do domu. Zabraliśmy ze sobą znajomych, którzy przyszli pomodlić się tu z miasta. Bali się wracać, więc przeczekali u nas kilka godzin.

dan