• Idzie sobie Grześ...
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Repertuar
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
sobota, 30 listopad 2019 08:00

Po nitce do… swetra!

Napisała 

Tak w kilku słowach można określić zajęcie, które pokochała Anna Bownik. Jej wielką pasją jest robienie na drutach, a swoimi pracami dzieli się na profilu Vision Wool, na Facebooku. Tej pięknej, choć nieco już zapomnianej sztuki rękodzieła, nauczyły ją mama i babcia. Nam opowiedziała o tym, co podoba jej się w dzierganiu najbardziej.

– Jeszcze kilkanaście lat temu robienie na drutach było bardzo popularne. Mam wrażenie, że dziś odeszliśmy od tego zajęcia.

– Pamiętam, że w szkole, na lekcji techniki, uczyliśmy się dziergania. Teraz nie ma już takich zajęć. Myślę, że to dlatego, że dziś łatwiej kupić coś, na przykład z second handu czy przez internet, niż poświęcić trochę czasu na zrobienie czegoś swojego. Niestety, przez to każdy sweter, szalik czy czapka wyglądają jednakowo.

– Jak to się stało, że zajęła się Pani rękodziełem?

– Pamiętam, że moje babcia i mama często robiły dla mnie i mojego rodzeństwa ubrania na drutach. Później poznałam babcię mojego syna. Można powiedzieć, że stała się dla mnie mistrzynią. Robiła przecudowne rzeczy. Jeśli chodzi o tę bardziej profesjonalną stronę mojej pasji, wszystko wyszło jak zwykle niechcący. Moja szwagierka wychodziła za mąż i wybrałyśmy się razem do salonu sukien ślubnych. Uroczystość miała być w październiku, więc szukała czegoś, co mogłaby założyć do sukienki. W salonie spytałyśmy o żakiety, jednak ekspedientka nie miała nic takiego. Zażartowałam, że wydziergam jej sweter. Pomysł podłapała pani z salonu, która poprosiła, żeby zrobić coś także dla niej. Tak zaczęłam robić ślubne sweterki i szale. Później przygotowałam kilka rzeczy dla znajomych. Zobaczyłam, że podobają im się moje prace, dlatego postanowiłam zacząć je sprzedawać.

– Moda ślubna to spore wyzwanie.

– Bardzo dużo klientek, które decydują się na to, by zamówić coś z włóczki na tę szczególną okazję, wybiera klasyczne, proste swetry. Zwykle mają bogato zdobione suknie, więc nie potrzebują czegoś intensywnego. Choć czasem zdarzają się panny młode, które wymyślą coś naprawdę „wow”, co dobrze prezentuje się na skromnej sukni. Lubię takie zlecenia, bo dziewczyny mają bardzo fajne, niepowtarzalne pomysły.

– Który projekt pamięta Pani szczególnie?

– Jeśli chodzi o ślubne zamówienia, był to sweter w kuleczki. Panna młoda chciała wykorzystać go nie tylko podczas uroczystości. Zależało jej też, by mogła chodzić w nim później. Dobrze go zapamiętałam, bo bardzo mi się podobał.

– Ile czasu zajmuje praca nad takim zleceniem?

– Trudno to określić. Wszystko zależy od tego, jakiej grubości nitki używam oraz jaki wzór ma mieć sweter. Niektóre są proste i szybko się je robi, a nad innymi trzeba popracować  nieco dłużej. Zwykle jednak zrobienie go zajmuje mi maksymalnie tydzień. W ciągu miesiąca jestem w stanie przygotować ich kilka. Wydaje się, że to dużo pracy, ale ja lubię to robić.

– Na fanpage’u Vision Wool, na Facebook’u zamieszcza Pani zdjęcia swoich prac. Co Panią inspiruje?

– Czasami spodoba mi się włóczka albo konkretny kolor. Inspiruje mnie też człowiek. Kiedy się z nim spotykam, pytam, co chciałby, żebym zrobiła. Dobieram do niego kolor, wzór. Mam bardzo dużo książek i gazet z wzorami, więc razem szukamy czegoś, co nam się spodoba. Inspiracje znajduję też w takich nieoczywistych rzeczach, jak na przykład samochody. Mój mąż jest mechanikiem, więc obok naszego domu często stoją jakieś auta. Zwracam uwagę na ich kształty albo jak wyglądają od strony kolorystycznej. Wiele czerpię z muzyki. Nie mam ulubionego gatunku. Czasem, kiedy słucham czegoś delikatnego, czuję natchnienie. Staram się wtedy, żeby sweter, który dziergam, także taki był. Albo, kiedy z głośników słychać ostrzejszą muzykę – moje prace są grubsze, bardziej toporne.

– Czy jest coś, czego nie lubi Pani robić na drutach?

– Nie lubię się powtarzać. To znaczy, robić jednej rzeczy kilka razy, tak produkcyjnie. Mogę wykonać dwie, trzy sztuki, ale wolę różnorodność. Nie chcę robić ciągle tego samego. Mam mnóstwo pomysłów. Cały czas coś nowego przychodzi mi do głowy. To sprawia, że każda rzecz, która wychodzi spod moich rąk, jest niepowtarzalna.

– Co podoba się Pani w tym zajęciu?

– Uwielbiam dziergać i realizować kolejne pomysły. Codziennie rano budzę się, łapię za druty i zaczynam działać. Lubię to, że z jednej nitki mogę stworzyć strukturę, krój i właściwie wszystko tak, jak to sobie wyobrażam. Z włóczki powstają nie tylko swetry i czapki na zimę. Można wydziergać koce i kocyki dla dzieci, opalacze na lato, sukienki na plażę, zabawki. Teraz, na przykład, robię małe breloczki-mikołajki we wszystkich odcieniach. Oczywiście, cena ręcznie robionych ubrań będzie różniła się od kupionych w sklepach, ale jakość też będzie o wiele lepsza. Prywatnie bardzo nie lubię czegoś wyrzucać. Wolę zainwestować trochę więcej pieniędzy i mieć, na przykład, sweter na dłużej, niż kupować nowy w następnym sezonie, bo poprzedni się zniszczył. Wiadomo, że ubranie zrobione ręcznie jest trwalsze, bo można dobrać odpowiedni gatunek włóczki. Miło jest samemu zdecydować, czy chce się, żeby było ciepłe, czy może bardziej przewiewne. Zostaje też sentyment do osoby, która go dla nas wykonała. Mam wrażenie, że wtedy bardziej doceniamy ubranie.

– Nad czym obecnie Pani pracuje?

– Przygotowuję czapki, mitenki, czyli rękawiczki bez palców, szaliki oraz mikołajki, o których już wspominałam. Jeśli chodzi o czapki, ostatnio urzekł mnie styl militarny i zielenie, więc to na pewno będzie można u mnie zobaczyć. Uwielbiam kolorowe rzeczy. Wszystkie dodatki do garderoby też takie będą. Nie lubię, kiedy przychodzi do mnie kolejna znajoma i prosi o szary albo beżowy sweter. Namawiam ją, by spróbowała czegoś w zielonym czy niebieskim odcieniu, bo ładnie w nich wygląda. Najczęściej robię czapki dla pań, ale chętnie dziergam je też dla dzieci czy mężczyzn. Może nawet zrobię coś w rodzaju kompletów dla mam i córek albo tatusiów i synów? Już mam nowy pomysł!

– Wspominała Pani, że sztuki dziergania nauczyła ją babcia. Czy w jej tajniki wprowadza Pani także swoje dzieci?

– Mam dwóch synów. Nie znoszą nosić swetrów. Zresztą  mój mąż też ich nie lubi. Zawsze go proszę, żeby się zgodził, to zrobię mu taki, który będzie wyglądał jak bluza i że będzie bardzo fajny. On zwykle odpowiada, że nie będzie w nim chodził. Raz zrobiłam dla starszego syna szalik. Musiał być gruby, ale jednocześnie taki, by dało się go schować pod kurtkę. Nosi go zawsze, gdy jest zimno. Teraz w internecie coraz częściej pojawiają się zdjęcia mężczyzn, którzy sami robią na drutach. Więc kto wie, może ta moda dotrze do nas i moi synowie też zechcą się nauczyć… Mam za to koleżankę, którą trochę zaraziłam swoją pasją. Zrobiła już czapkę, szalik oraz komin. Mam nadzieję, że ta umiejętność nie skończy się na naszej dwójce.

– Co jest najtrudniejsze w robieniu na drutach?

– Długo nie umiałam czytać wzorów. Nie potrafiłam zrozumieć, o co w nich chodzi. Gdy zmarła babcia mojego syna, zostało mi po niej dużo starych książek i czasopism z wzorami, no i włóczka. Postanowiłam, że spróbuję się przełamać i powoli zaczęłam nabierać wprawy. Teraz śmieję się z tego, że kiedyś nie potrafiłam ich odczytać. Przecież to takie łatwe. Wystarczy pamiętać, że robi się „prawe-lewe” i potem wszystko idzie już z górki.

– Co daje Pani dzierganie? 

– Uspokaja mnie, relaksuje. Poza tym, mam satysfakcję, że sama zrobiłam jakąś rzecz. To fajne, kiedy widzi się, że coś, co może z początku nam nie wychodziło, nabiera kształtu. Zawsze na początku jest trudno, ale nawet jeśli zrobi się coś niedoskonałego, czuje się dumę, że włożyło się w to wysiłek. Zresztą, dzięki tym wszystkim potyczkom wie się, w którym miejscu się poprawić i następnym razem wyjdzie lepiej. Ostatnio znalazłam rewelacyjną włóczkę z naturalnej alpaki, która jest bardzo lekka. Podoba mi się, że teraz dostępne są różne technologie. Włóczki mają różne struktury i grubości. Nitka wygląda inaczej niż kiedyś. Jest miła w dotyku.

– A co z szydełkowaniem?

– Potrafię posługiwać się szydełkiem, ale nie jest to moja ulubiona metoda. Zwykle robię przy jego pomocy wykończenia i drobne elementy, na przykład łapacze snów. Uważam, że na szydełku wszystko wychodzi takie grube, sztywne. Rzeczy robione na drutach są delikatne, miękkie, elastyczne.

– Gdzie można kupić Pani produkty?

– Zapraszam do kontaktu przez mój profil na facebooku: www.facebook.com/visionwool albo przez Instagram. Wtedy, jeśli jest taka możliwość, spotykamy się, omawiamy zamówienie i zdejmujemy miarę. Staram się być w kontakcie z klientką podczas całego procesu tworzenia. Od kupienia włóczki, po ostatnie oczka.

Agata Flisiak

Najczęściej czytane