• Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • Repertuar
  • Załatw sprawę w Urzędzie
niedziela, 06 październik 2019 11:30

Człowiek jest wart starań

Napisała 

Każdy z nas chce być zdrowy, dobrze czuć się we własnej skórze. Gdy zaczynamy odczuwać ból, bierzemy tabletkę, by szybko się z nim uporać albo zrzucamy winę na deszczową pogodę za oknem. Niechętnie wiążemy dolegliwości z emocjami, z którymi przyszło nam się uporać. Psychoterapeuta Aneta Patyra, która prowadzi terapię indywidualną, par, małżeństw oraz rodzin w gabinecie psychoterapeutycznym „Compass” w Domu Rzemiosła, wyjaśnia, jak ważne jest, by spojrzeć na siebie nie tylko od strony fizycznej, ale i psychicznej.

- Myśląc o zdrowiu, skupiamy się na ciele. Nasz komfort psychiczny spychamy na drugi plan.

- Pacjentom łatwiej jest koncentrować się na stanie fizycznym. Zauważają bóle głowy, migreny, wymioty czy problemy z sercem, bo odczuwają je najszybciej. Sfera psychiczna stoi nieco na uboczu, choć powoli to się zmienia. Ludzie coraz bardziej zwracają na nią uwagę, ale jeszcze niewystarczająco. Człowiek to „psyche” i „soma”, czyli psychika i ciało. Jeśli coś dzieje się w sferze psychicznej, również ciało wysyła bodźce dające nam o tym znać. W przypadku, gdy coś nas niepokoi lub boimy się czegoś, reagujemy na to także fizycznie. Wszystko się ze sobą łączy. Dobrze by było, abyśmy nauczyli się patrzeć na siebie z tych perspektyw.

- Wspomniała Pani, że nasze podejście do zdrowia psychicznego zaczyna się zmieniać.

- Coraz częściej ludzie zwracają się o pomoc do psychoterapeutów czy psychologów. Zapisują się na medytację, jogę, uprawiają jakiś sport. Pojawia się w nich potrzeba zauważenia samego siebie. Głównie dlatego, że widzą, iż coś dzieje się z ich ciałem. Jego reakcja to pierwszy symptom świadczący, że możemy sobie nie radzić. Musimy się wtedy zatrzymać i wejść w swój świat psychiczny. Patrzymy na relację z drugim człowiekiem, ale też na to, co dzieje się w nas samych. To, co na zewnątrz, wpływa na nasze odczucie i wewnętrzne doświadczenie. Ale też to, co czujemy w głębi siebie, skłania nas do pewnych reakcji na zewnątrz. Warto to wszystko ze sobą łączyć. Psychoterapia jest właśnie takim spotkaniem, gdzie możemy spojrzeć na siebie z różnych perspektyw i dostrzec, z czym się zmagamy. To także element rozwoju osobistego. Człowiek patrzy na siebie i widzi, co potrafi, a co jeszcze chciałby zmienić albo czego się nauczyć.

- Można powiedzieć, że uczy się siebie.

- To bardzo fajne określenie. Uczy się spojrzenia na siebie i swoje potrzeby. Oczywiście, większość pacjentów zgłasza się z tym, co ich przytłacza. Podczas trwania procesu terapeutycznego, zanurzają się w siebie i koncentrują na własnej osobie oraz na tym, czego im brakuje. Po prostu szukają siebie.

- Spory kłopot sprawia nam otwarcie się przed bliską osobą, a co dopiero przed kimś, kogo jeszcze nie znamy.

- Jest to trudne, ale warte pokonania. To nasza bolączka, że zostajemy sami z problemami. Nie potrafimy podzielić się nimi z bliskimi, ale też, jak słusznie pani zauważyła, z kimś obcym. Miejmy nadzieję, że ten obcy, jakim jest na początku psychoterapeuta, wraz z kolejnymi spotkaniami, stanie się kimś coraz bliższym, zaufanym. Jesteśmy po to, żeby pomóc i zbliżyć się do takiej osoby. Dla nas człowiek jest wart starań.

- Jak poprosić o pomoc?

- Kiedy ktoś cierpi, na pewno słyszy od znajomych czy rodziny różne komunikaty, na przykład zauważają, że jest nerwowy, często płacze i powinien się z tym do kogoś zgłosić. Taka osoba też sama mówi o tym, że coś się z nią dzieje, kiedy skarży się na różne dolegliwości somatyczne czy nie radzi sobie z emocjami i relacjami z innymi. Przeżywa to, z czym musi się mierzyć. Człowiek w większości rozpoznaje, kiedy radzi sobie w życiu, a kiedy nie. To są wyznaczniki, którymi powinien się kierować na początku. Jeśli widzi, że rzeczywistość go przerasta, że możliwości adaptacyjne, które ma, są niewystarczające, warto umówić się na spotkanie ze specjalistą. Psychoterapia jest rozmową, która ma pomóc człowiekowi. Relacja jest uzdrawiająca.

- Jest kilku specjalistów, których możemy poprosić o pomoc. To psycholodzy, psychoterapeuci oraz psychiatrzy. Jak zdecydować do kogo się udać?

- Upraszczając, psychiatra jest lekarzem - specjalistą. Patrzy na człowieka szczególnie z perspektywy objawów, a jego głównym środkiem zaradczym są leki. Myślę, że najtrudniej jest rozróżnić psychologa i psychoterapeutę. Zwykle tłumaczę to mówiąc, że psycholog to osoba, która świadczy pomoc psychologiczną, wykonuje testy diagnozuje. Jest na początku drogi do poznania człowieka. Psychoterapeucie zajmuje więcej czasu, by zrozumieć pacjenta, jego funkcjonowanie i trudności. Potrzebuje tę drogę przejść, aby mu pomóc. Patrzy na człowieka z perspektywy rozwojowej, jego świata wewnętrznego i zewnętrznego czy jego zachowań. W szkołach psychoterapii uczymy się, jak pomagać człowiekowi w różnych ujęciach. W swojej pracy spotykam się z rodzinami, parami oraz osobami indywidualnymi. Patrzę na to, co dzieje się w najbliższym otoczeniu pacjenta, jak na niego wpływa, ale też jak on działa na swoją rodzinę. Bardzo bliskie są mi ujęcia psychodynamiczne i psychoanalityczne. Razem z pacjentem, szukam odpowiedzi, dlaczego coś dzieje się w jego życiu, co wpłynęło na jego rzeczywistość, dlaczego tak funkcjonuje. Koncentruję się na jego sferze wewnętrznej i zewnętrznej.

- Jak wygląda terapia? Rodzina jest obecna przy spotkaniach?

- To zależy, z czym mamy do czynienia. Jeśli pacjent odczuwa lęk, ma depresję albo objawy psychosomatyczne, staram się koncentrować na nim. Jeśli wymagana jest konsultacja z partnerem lub innym członkiem rodziny, zapraszam też ich. Natomiast, jeśli zgłasza się para, wiem, że będziemy pracować nad relacją między nimi. Trud w ich więzi dotyczy nieporozumień, konfliktów albo tego, że jedno z nich chce odejść. Natomiast rodziny najczęściej przychodzą na terapię wtedy, gdy coś niepokojącego zaczyna się dziać z dzieckiem. Kiedy robi się agresywne, nie uczy się, czy nie radzi sobie z pewnymi zadaniami rozwojowymi. Warto wtedy spotkać się z całą rodziną i zobaczyć, co jest między nimi, że ono tak funkcjonuje i reaguje. Jeśli maluch ma problemy z koncentracją czy nauką, dobrze jest go zdiagnozować na początku w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

- Ile potrzeba czasu, by zauważyć, że terapia przynosi pierwsze efekty? Jakie są tego oznaki?

- Trudno to określić. Wyznacznikiem jest oczywiście pacjent. Kiedy mówi, że lepiej sobie radzi, jego ciało nie wysyła już określonych bodźców, czuje mniejszy lęk, panikę albo poprawę samopoczucia czy lepiej radzi sobie w sytuacjach dnia codziennego. Oczywiście, są pewne wyznaczniki teoretyczne. Psychoterapia może potrwać różnie. Uzależniona jest od celu spotkań, problemu i oczekiwań pacjentów. Przyjęło się, że psychoterapia psychodynamiczna może trwać 2 lata, natomiast terapia psychoanalityczna, będąca głębszą pracą, nawet kilka lat. To jednak tylko wskaźniki. Wszystko jest kwestią bardzo indywidualną. Są pacjenci, którzy szybciej dokonują poprawy jakości swojego życia, ale są też i tacy, którzy potrzebują więcej czasu. To wszystko zależy od ich predyspozycji intrapsychicznych czy interpersonalnych. W pewnym stopniu od tego, w co są „wyposażeni” przy przyjściu na świat oraz od relacji z najbliższymi.

- Na pewno ma Pani satysfakcję, kiedy słyszy i widzi, że pacjent czuje się już gotowy, by ruszyć dalej.

- Tak, to fajne uczucie. Daje dużo radości. Ważne jest również, aby pozwolić mu odejść. Jako psychoterapeuci nawiązujemy z pacjentem relację. W rozmowach poruszamy trudne sprawy, często intymne, istotne dla pacjenta, więc relacja staje się bliższa i głębsza. On się do nas przywiązuje, a my do niego. Jednak nie może nas to zwieść. Pomagamy mu rozłożyć skrzydła, by wyfrunął z gniazda. Wyposażamy go w nowe kompetencje, aby rozwijał się dalej. Trochę przypomina mi to baśń Andersena o brzydkim kaczątku, które po pewnym czasie przezwycięża przeciwności i staje się dla siebie pięknym łabędziem. Jesteśmy jak rodzic, który wypuszcza z domu młodego człowieka. Naszym zadaniem jest mu to umożliwić i pomóc. To rodzaj powołania.

- Jest to dla Pani trudne?

- Rozstanie to uczucie, które omawiamy w czasie spotkań terapeutycznych. Pozwalamy pacjentowi je zrozumieć i radzić sobie ze stratą, dojrzewaniem. To ważny proces, którego doświadcza każdy z nas już od najmłodszych lat. Z upływem czasu staje się to coraz bardziej akceptowalne. Moja praca jest superwizowana. Myślę, że uczciwy psychoterapeuta, który ceni swoich pacjentów, powinien poddawać się superwizji, czyli mieć osobę, pomagającą mu dostrzec pacjenta także z innej strony. Zatem nie jesteśmy w tym osamotnieni.

- Ludzie często boją się oceny i tego, jak środowisko, w którym żyją zareaguje na fakt, że korzystają z pomocy psychologa czy psychoterapeuty.

- Prościej jest ocenić, przykleić etykietę. Łatwiej nam żyć, gdy mamy określone sposoby postępowania. Tak też działa nasz mózg. Kiedy schematy zawodzą, rodzi się w nas poczucie, że coś z nami nie tak. Pojawia się problem, słabość. Warto wtedy zmienić perspektywę. Dostrzec, że robimy coś dla siebie. Że idziemy do osoby, która nam pomoże odnaleźć się pełniej w rzeczywistości. Wydaje mi się, że jeśli ktoś zgłasza się do specjalisty, to już jest duży sukces. To oznaka, że troszczy się o siebie i, że coś w sobie zauważył. To ważne, by uchwycić ten moment i stać się istotnym dla samego siebie.

- Być egoistą.

- W pewnym sensie, ale w zdrowym ujęciu. Zobaczyć, że potrzebuje pomocy. Odłożyć perspektywę rodzica, małżonka czy kolegi na bok i poszukać własnej. Warto, by człowiek zwrócił uwagę na swoje potrzeby i umiał koncentrować się na nich. W otaczającym nas świecie dużo się dzieje, jest sporo różnorodnych bodźców, które potrafią nas przytłoczyć. Warto więc zatrzymać się i poszukać siebie.

Agata Flisiak

Najczęściej czytane