• rodzinka
  • Repertuar
  • Zdrowy Świdnik
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Załatw sprawę w Urzędzie
sobota, 06 lipiec 2019 08:02

Z tęsknoty za polską kuchnią

Napisała 

Na kulinarnej mapie Świdnika pojawiło się nowe miejsce, które na pewno spodoba się entuzjastom tradycyjnej kuchni. Pośród bloków, na osiedlu Wschód, a dokładnie przy ulicy Kosynierów 6A, powstał bar mleczny „Rabarbar”. Właścicielka Joanna Wielgus, podaje w nim pierogi, naleśniki, różnego rodzaju zupy oraz kotlety. W prowadzeniu restauracji pomaga jej mąż oraz córka, Claudia Sternik, z którą rozmawialiśmy o rodzinnym gotowaniu oraz o tym, czy polskie potrawy przeżywają swój renesans.

- Nasz bar jest miejscem tworzo­nym przez rodzinę dla innych ro­dzin. Mama przez lata wiele podró­żowała. Mieszkała we Włoszech i w Londynie. Pracowała w restaura­cjach, gdzie uczyła się fachu. Gdy wróciła, postanowiła otworzyć coś swojego, gdzie mogłaby po­dawać polskie dania. Zależało jej, aby było to miejsce, dzięki które­mu ludzie mogliby odetchnąć i odpocząć od „garów”. Pomagamy jej razem z tatą. Działamy od kilku tygodni, więc jesteśmy na począt­ku drogi. Powoli się rozkręcamy, badamy teren, ale jesteśmy dobrej myśli.

- Otwarciu własnej działalności zawsze towarzyszy stres. A jak było z Wami?

- Baliśmy się, że nasz pomysł nie spodoba się mieszkańcom, że lo­kalizacja baru na osiedlu będzie im przeszkadzać. Zawsze może też znaleźć się ktoś, kto będzie narzekał na smak, ceny czy wielkość porcji. Otwierając działalność braliśmy wszystko pod uwagę. Teraz jednak uważamy, że nie wolno się bać. Trzeba robić to, o czym się marzy. Iść swoją drogą, a wtedy na pewno osiągnie się sukces.

- Dlaczego zdecydowaliście się na lokal w Świdniku?

- Zastanawialiśmy się nad różnymi wariantami. Doszliśmy jednak do wniosku, że właśnie w tym miejscu brakuje restauracji z domowym jedzeniem. Goście, którzy do nas przychodzą, utwierdzają nas w tym przekonaniu. Mówią, że mają już dość szybkiej i tłustej kuchni. Chcieliby wrócić do prawdziwych, polskich dań.

- Wybraliście nietypowe miejsce, bo środek osiedla.

- Trzeba przyznać, że jest bardzo specyficzna lokalizacja, ale właśnie o to nam chodziło. Mama chciała, żeby bar znajdował się w punkcie, w którym mieszka dużo ludzi. Tu wie­ści o czymś nowym szybko się roz­chodzą, łatwiej dotrzeć do większej liczby osób. Ludzie coraz częściej odchodzą od gotowania w domu, zwłaszcza przy upalnej pogodzie. Nasz bar ich w tym odciąża.

- Minęło dopiero kilka tygodni, ale może klienci mają już swoje ulubione dania?

- Osoby, które do nas przychodzą próbują różnych potraw. Każdy ma inne preferencje, szuka innych smaków, chociaż faktycznie, widzi­my, że mają już swoich ulubieńców. Bardzo smakują im, na przykład go­łąbki. Powodzeniem cieszy się też kotlet schabowy po lubelsku, czyli podawany z jajkiem. Nasi goście chętnie sięgają po dania dodatko­we, czyli te, których nie ma w stałej ofercie.

- Na przykład?

- Jeśli chodzi o główne potrawy, które dostaniemy codziennie, są to, między innymi pierogi, naleśniki oraz kotlety schabowe. Zawsze jed­nak przygotowujemy coś jeszcze, specjalność dostępną tylko tego konkretnego dnia. To dania sezo­nowe, gotowane z tego, co akurat udało nam się kupić. Oczywiście, je­śli zauważymy, że potrawa cieszy się powodzeniem i goście będą o nią pytali, na pewno jeszcze się powtó­rzy. Bardzo często słyszymy, na przy­kład, że gościom smakują łazanki, których nie ma w stałej ofercie.

- W „Rabarbarze” można też spró­bować pysznych ciast.

- Nie wprowadziliśmy ich jeszcze do karty, ale myślimy o tym. Trak­tujemy je raczej jako poczęstunek. Chcemy w ten sposób umilić go­ściom czas oczekiwania na danie.

- Co fajnego jest w polskiej kuchni?

- Myślę, że chodzi o emocje i wspo­mnienia, jakie przywołuje. Kiedy przychodzi do nas ktoś młody, mówi, że czuje się, jakby zjadł obiad u swojej mamy. Wszędzie mamy dostęp do szybkiej kuchni, a ludzie tęsknią do tradycyjnych smaków.

- Kto stoi za sterami w kuchni?

- Mama. Ja też lubię gotować, więc nieraz pokazuje mi, jak ma wyglą­dać jakaś potrawa i jak powinna smakować. Uczę się, bym w przy­szłości mogła pomagać jej jeszcze więcej.

- Jaka jest Wasza kulinarna ta­jemnica?

- Chyba chodzi o to, żeby było szczo­drze i od serca. Tutaj nikt nie spraw­dza gramatury. Nakładamy jedzenie tak, jak robi się to w domu. Chcemy, żeby czuli się tu swobodnie i nie bali się do nas zajrzeć. Zależy nam na tym, żeby było to miejsce otwarte dla każdego.

- Choć jest to bar mleczny, nie bra­kuje też nowoczesnych rozwiązań.

- Staraliśmy się uzyskać dawny smak potraw. Wrócić do niego i pokazać, co było w nim wspaniałego. Kiedyś bary mleczne były specyficznymi miej­scami. Niewiele osób pamięta takie lokale. Chcemy przywrócić smaki, które królowały na polskich stołach. Oczywiście cały czas się zmieniamy i dostosowujemy do potrzeb naszych gości. Nie ma co się oszukiwać, świat pędzi do przodu i trzeba dotrzymać mu kroku. Ludzie powoli odchodzą od gotówki. Wolą płacić kartą. Daje­my im taką możliwość na miejscu, jak i przy dowozie. Myślimy też o wpro­wadzeniu cateringu.

- Czy można Was znaleźć w sieci?

- Prowadzimy fanpage na Facebo­oku, gdzie codziennie publikujemy aktualne menu. Można nas znaleźć wpisując po prostu hasło „Bar Ra­barbar”. Jesteśmy też na Instagra­mie, na którym publikujemy zdjęcia naszych potraw. Można więc zoba­czyć, co dobrego przygotowujemy. Mamy również profil na stronie eatbu.com. Wystarczy wpisać w wy­szukiwarkę Google naszą nazwę, a od razu się pojawi. Tam znajdziecie godziny otwarcia, numer telefonu, pod którym można złożyć zamó­wienie (696 251 321), poczytacie o proponowanych przez nas usłu­gach i opcjach płatności. Chcemy też zacząć publikować tam naszą kartę.

Agata Flisiak

Najczęściej czytane