• Repertuar
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Zdrowy Świdnik
  • rodzinka
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
niedziela, 14 kwiecień 2019 09:28

Myślałam,że będzie łatwiej

Napisane przez 

- Po dwóch latach nauki w Studium Nauczycielskim przyszło do pisania pracy dyplomowej. Moja miała być geograficzno-historyczna. Dano nam do wyboru listę tematów. Wśród nich znalazłam „Rozwój Świdnika w XX-leciu”. Wybrałam go, bo to niedaleko. Siadłam przy lam­pie naftowej, wzięłam do ręki pióro i zaczęłam pisać. Zanim zabrałam się do tego, myśla­łam, że będzie łatwo, ale nie było - opowiada Krystyna Gwarda.

Rozpoczęła pracę w szkole w 1951 roku, w Józefowie pod Piaskami, tuż po zakoń­czeniu Liceum Pedagogicz­nego w Lublinie. Placówka mie­ściła się w pięciu domach, między którymi trzeba było nieustannie kursować, oczywiście na piechotę. Jedynym środkiem lokomocji były gumowce. Lekcje prowadziła czę­sto z łączonymi klasami. Miała pod opieką jednocześnie po 50 dzieci. Twierdzi, że z dzisiejszą młodzieżą nie dałoby się tego zrobić. Począt­kowo uczyła tylko pierwsze klasy. Powodowało to czasem drwiny, bo co to za nauczycielka, co tylko I klasę uczy.

- Praca była bardzo ciężka. Nie mieliśmy żadnych pomocy, nawet oświetlenia elektrycznego. Wa­runki lokalowe były takie, że teraz pewnie natychmiast by szkołę zamknięto. W tamtych czasach na wsi bardzo powszechny był również analfabetyzm wśród do­rosłych. Uczyli się czasem z wła­snymi dziećmi. Niektórzy uważali to za rzecz normalną, inni bardzo się wstydzili. Ja, dwudziestolatka, oni często po trzydziestce. Byli też i tacy, którzy nie rwali się do na­uki. Mówili, że najwyżej wyjadą do Świdnika, a tam każdego potrze­bują - wspomina pani Krystyna.

Zbieranie materiałów do pracy dyplomowej okazało się dużym wyzwaniem. Nie było żadnych źródeł. Ani kroniki w szkole, w sklepie też nic, wszyscy tylko się śmiali, że ktoś czegoś u nich szu­ka. Na szczęście pani Krystyna trafiła do redakcji Głosu Świdnika i tu uzyskała pomoc. Przeglądając „Rozwój Świdnika w XX-leciu” nie można wyjść z podziwu, jak wiele w nim prawdy, jak mało propa­gandy, chociaż tytuł nawiązuje do 20-lecia PRL. Obraz miasta wca­le nie jest cukierkowy. Widać, że Świdnik, który powstawał przecież od podstaw, borykał się z brakiem miastotwórczej infrastruktury, nie miał nawet głównego placu, na którym mogliby się spotykać mieszkańcy.

Z „Rozwoju Świdnika w XX-leciu” (pisownia oryginalna)

Świdnik, podobnie jak niejedno nowe miasto przemysłowe jest w tym stadium rozwoju, w którym dokonuje się proces przekształcenia w pełny organizm miejski. Insty­tucje i urządzenia przyzakładowe, stworzone dla załóg budowlanych budujących zakład przemysłowy i pierwsze osiedla stają się niewy­starczające, i zachodzi konieczność tworzenia środka ogólno miejskie­go wraz z zespołem odpowiednich urządzeń i właściwie zlokalizowa­nych budowli.

Brak centrum powoduje również nieprawidłowy układ ulic. Obecny układ działa dysfunkcjonalnie na życie społeczne w mieście. Dotych­czasowe główne ulice miasta: Sła­wińskiego i 1 Maja, jak powiadają sami mieszkańcy „nigdzie właści­wie nie prowadzą”, są zbyt wąskie...

- Dzisiejszy Świdnik nie przypo­mina tego z końca lat 60. Wtedy jeździło się autobusem z Piask, wysiadało na Krzyżówkach, a dalej już na piechotę. Bywaliśmy tam na konferencjach, Dniu Nauczyciela, no a ja w poszukiwaniu materia­łów. Teraz pewnie bym tam zabłą­dziła - śmieje się pani Krystyna.

Jaki był ówczesny Świdnik, pokazuje załączona do pra­cy mapka wykonana ręcz­nie przez kuzyna, który był wojskowym. Ręczne pismo na maszynopis przerobiła kuzynka. Z obroną też nie było łatwo. Prze­prowadzała ją na raty, skończyła w 1970 roku, trzy lata po złożeniu. Dlaczego? Ten kierunek naprawdę nie był łatwy.

- Cały czas pracowałam. 36 godzin zajęć tygodniowo, do tego nadgo­dziny i trójka dzieci. Nie było wol­nych sobót. Pisało się wieczorami i w niedzielę. Miałam dosyć. Naj­gorsze jest to, że gdybym postu­diowała jeszcze rok, dostałabym dyplom ukończenia studiów. A to oznaczało podwyżkę o 60 złotych. Ale nikt mi o tym nie powiedział – opowiada pani Krystyna.

Z jej pracy wynika, że do końca lat 60. Świdnik był miejscem przemy­słowej monokultury.

Z „Rozwoju Świdnika w XX-leciu” (pisownia oryginalna)

Świdnik jest więc swoistym miastem metalowców. Towarzyszy temu po­wstanie kultur takich zawodów, jak: tokarz, frezer, spawacz, lakiernik. Zakłady zapewniają posiadaczom tych kwalifikacji mieszkania i wyso­kie zarobki.

W szczególności pojawia się ostry problem zatrudnienia kobiet, pew­na ich część wykonuje zawód me­talowców, mimo uznania go za zawód męski. Jednakże setki świd­niczanek oczekuje na możność w innych zawodach, o czym świadczą zgłoszenia w urzędzie zatrudnie­nia. W ankiecie, która objęła 884 rodziny, aż 400 kobiet oznajmiło gotowość pójścia do pracy w latach 1962-65. Kobiety te wymieniały pro­jekty stworzenia zakładów: dzie­wiarskich, krawieckich, włókienni­czych, zabawkowych i przemysłu ludowego. Jednorodny charakter pracy zawodowej ludności miasta powoduje jednorodność i jedno­stronność spraw zawodowych, pro­blemów i dyskusji utrzymującej się wśród ludności Świdnika. Odcinają one świat techników od kontak­tów, wymiany myśli i zapytywań z ludnością zawodów „humanistycz­nych”. Stąd też ludność skarży się często na jednostronność swego życia i na monokulturalność zawo­dową.

Jednak konkluzje z nauko­wych dociekań pani Krystyny są dla Świdnika optymistycz­ne, czasem prorocze, a cza­sem baśniowe.

Z „Rozwoju Świdnika w XX-leciu” (pisownia oryginalna)

Lokalizacja wielkiego kombinatu przemysłowego sprawia, że wokół kształtującego się miasta tworzy się cały mikroregion związany z ośrod­kiem przemysłowym i miastem. Ten fakt nadaje mu jako centrum szereg nowych funkcji. Te funkcje Świdni­ka zaczął pełnić od roku 1954. Stał się ośrodkiem administracyjnym z chwilą stworzenia MRN i włącze­nia do obszaru administracyjnego miasta pobliskich wsi: Adampola, Kolonii Świdnik, Franciszkowa, Ko­lonii Krępiec, które ze względu na zatrudnienie ludności w zakładach Świdnik i przemianą gospodarstw w warzywnicze związały całkowicie z miastem

(…)Zgodnie z założeniami tego planu (plan rozbudowy Świdnika), a więc na koniec przyszłej pięcio­latki, Świdnik liczyć będzie 25 tys. mieszkańców. Tyle mniej więcej, co Biała Podlaska, czwarte co do wielkości miasto powiatowe w wo­jewództwie lubelskim.

(…) Świdnik staje się miastem coraz większym, być może, że w przyszło­ści stanie się nawet powiatem albo województwem.

Praca „Rozwój Świdnika w XX-le­ciu” Krystyny Gwardy jest białym krukiem. Powstała w jednym eg­zemplarzu, który był przechowy­wany w Studium Nauczycielskim w Lublinie. Po likwidacji szkoły, wszystkie prace dyplomowe od­dano autorom. Do redakcji trafiła dzięki córce pani Krystyny, która jest mieszkanką Świdnika i posta­nowiła podzielić się z czytelnika­mi dorobkiem naukowym mamy.

Jan Mazur

Najczęściej czytane