• SH
  • Repertuar
  • rodzinka
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Zdrowy Świdnik
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Załatw sprawę w Urzędzie
piątek, 11 maj 2018 09:08

Legenda znów na trasie

Napisała 
Legenda znów na trasie fot. archiwum K. Serwina

Wysoki poziom, mistrzowie zawodów motocyklowych ubiegłego wieku, a w tle krajobraz Włoch. To właśnie tam, pod koniec kwietnia odbyły się wyjątkowe zawody - Puchar Narodów w rajdach Enduro - Trophy des Nations 2018. Wśród reprezentantów Polski nie mogło zabraknąć mistrza ze Świdnika - Krzysztofa Serwina.

To już druga edycja wydarzenia poświęconego pamięci Augusto Taiocchi, tragicznie zmarłego rajdowca, legendy włoskiego sportu. Tegoroczną zorganizowano we włoskim Montecampione, mieście położonym 1200 m n.p.m. Impreza ponownie przyciągnęła wielkie nazwiska, bowiem tylko nieliczni mogli wziąć w niej udział.

Uczestnikami byli mistrzowie świata i Europy w rajdach Enduro i Motocrossie, startujący w latach 1960-1987. Zawody odbyły się w poszczególnych klasach oraz w kategorii drużynowej. Na trasie pojawili się reprezentanci, między innymi Hiszpanii, Francji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Australii, a także Japonii. Biało-czerwoną drużynę tworzyli: Ryszard Augustyn, Zbigniew Kłujszo, Czesław Obłoczyński oraz świdniczanin, Krzysztof Serwin. Udział w wyścigu był efektem jego spontanicznej decyzji: - Zadzwonił do mnie Rysiek i nie było odwrotu - śmieje się pan Krzysztof. - Nie trzeba było mnie namawiać. Od razu powiedziałem, że jadę, nie mogło być inaczej.

Mający na swoim koncie 15 tytułów indywidualnego mistrza i wicemistrza Polski w rajdach Enduro i Motocrossie, 9 ukończonych sześciodniówek Mistrzostw Świata, w tym tytuł wicemistrza świata drużynowego z 1984 roku, wielokrotny drużynowy Mistrz Polski w Trialu, Enduro i Motocrossie, Krzysztof Serwin, karierę zawodową zakończył pod koniec lat 80. W międzyczasie założył świdnicki Klub Motorowy Champion, w którym do dziś szkolą się najlepsi cyklotrialiści, w tym jego syn - Karol (ZOBACZ: Twarze Świdnika).

- W tamtych czasach sport był dla mnie wszystkim. Dzisiaj nadal jest obecny w moim życiu, ale nie na tak ogromną skalę. Trzeba trenować codziennie, aby brać udział w ważniejszych wydarzeniach. Dawniej, mimo wielu kontuzji, startowałem w zawodach, z dobrymi wynikami. Jeszcze po 2000 roku dwukrotnie wygrałem w swojej kategorii, w Motocrossie. Teraz po prostu siadam i jadę dla przyjemności. Nie powiem, tęsknię za rywalizacją. Dlatego nie trzeba było mnie namawiać na wyjazd do Włoch. Tam wystartowałem na austriackim motocyklu Puch, o pojemności 250 ccm - opowiada K. Serwin.

Impreza nawiązywała do dawnych lat świetności rajdów Enduro, więc wszyscy zawodnicy startowali na pojazdach z ubiegłego wieku, takich jak Jawa, DKW Hercules, Simson, MZ, Honda i Suzuki.

- Nasze jednoślady zdobyliśmy dzięki uprzejmości organizatorów. Otrzymaliśmy je dość późno, więc nie było czasu na wcześniejsze treningi. Mieliśmy do pokonania 3 okrążenia po 20 km, w tym 3 etapy specjalne. Trasa była bardzo wymagająca, o dużym zróżnicowaniu, cały czas z góry na dół, wszędzie korzenie i kamienie, odcinki trawiaste. Coś, co bardzo lubię. Dzień wcześniej padał deszcz, więc było też bardzo ślisko. Niestety sprzęt był rozregulowany i zaliczyłem dość mocny upadek. W pierwszej chwili myślałem, że mam złamane żebra. Na szczęście skończyło się tylko na siniakach i złym samopoczuciu. Liczyłem na więcej. Szkoda mi było drużyny, ale walczyłem do samego końca i dojechałem na czas - wspomina K. Serwin.

Ostatecznie nasza reprezentacja zajęła 13. miejsce na 20 drużyn. Jednak tego dnia, mimo ducha walki, wśród zawodników panowała przede wszystkim, świetna atmosfera, a czas spędzony we Włoszech był dla nich powrotem do przeszłości i wspomnień.

- Wszystkim zależało na dobrym wyniku, sprawdzeniu się. Każdy dawał gazu, jak tylko mógł (śmiech). Niektórzy w dalszym ciągu startują, nie mając żadnych przerw. Impreza była naprawdę wyjątkowa. W Montecampione nie brakowało wielkich nazwisk. W zawodach wystartował Stéphane Peterhansel, francuski motocyklista, kierowca rajdowy, trzynastokrotny zwycięzca Rajdu Dakar. Gościnnie, z pokazem wystąpił też mistrz świata w trialu rowerowym i motocyklowym Toni Bou, którego zresztą doskonale z Karolem znamy. Razem startowali w zawodach. Spotkałem wielu znajomych, dawnych „rywali”… A ile było opowieści i rozmów. Nim się obejrzeliśmy, zawody się skończyły. Wszyscy czuliśmy niedosyt - dodaje pan Krzysztof.

Na pytanie, czy będziemy mogli zobaczyć go jeszcze kiedyś na torze, odpowiada: - Zawsze jest pewna tęsknota za rywalizacją, ale pojawia się też ryzyko. Decyzja była spontaniczna, całe zawody również takie dla mnie były i teraz wiem, że trzeba ciągle trenować, jeździć i startować. Bez dłuższych przerw, które miałem. Potrzebuję też własnego, starszego rocznikowo motocykla, by wziąć udział ponownie w zawodach. Już o tym myślę. Szczerze przyznam, że nigdy nie sądziłem, że w ogóle jeszcze wystartuje. Dostałem lekcję. Mam wsparcie bliskich. W naszej rodzinie sport jest numerem jeden.

Najczęściej czytane

  • mural-6
  • mural-3
  • mural-5
  • DSC_0599
  • DSC_0611
  • DSC_0617
  • mural-2
  • DSC_0586
  • dsc_0043
  • DSC_0643
  • mural-1