• Slajd Wirtualny Spacer
  • SH
  • Idzie sobie Grześ...
  • rodzinka
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Repertuar
  • Zdrowy Świdnik
  • Schronisko w Krzesimowie
niedziela, 11 luty 2018 10:22

Dwie dekady doświadczenia

Napisała 

Zaczęło się od usług porządkowych. Później przyszedł czas na szkolne stołówki, własne punkty gastronomiczne, a także obsługę imprez, ważnych uroczystości i szkoleń. Piotr Za­palski, właściciel firmy Master-Zap, działa na rynku od 20 lat. W rozmowie z nami opowiada o swojej pracy.

- Kiedy założył Pan firmę?

- Powstała w 1999 roku. Początkowo prowadziłem usługi porządkowe w szkołach. Z czasem zająłem się branżą gastronomiczną i obecnie to ona jest moim głównym zajęciem. Jednakże, nie zrezygnowałem z po­przednich usług. Jeśli jest okazja, także je wykonuję.

- Dlaczego właśnie ta branża?

- Trudno mi odpowiedzieć na to py­tanie. Chciałem po prostu rozwinąć działalność, zaczynając od jednej ze świdnickich szkół. Stanąłem do przetargu na prowadzenie stołów­ki i wygrałem. Wtedy koniunktura była dobra, a ponieważ płaciłem za lokal również w wakacje i ferie, zająłem się dodatkowymi usługa­mi - weselami, komuniami i tym podobnymi. Później działałem tak­że w innych placówkach, oferując posiłki albo usługi porządkowe. Był taki moment, że jedzenie zawozi­łem do 10 placówek oświatowych, oddalonych od naszego miasta o 50 kilometrów. Dostarczaliśmy około tysiąca posiłków dziennie. Jednak­że, aby prowadzić stołówkę, trzeba co trzy lata brać udział w przetargu. Takie są przepisy. Nie do końca się z tym zgadzałem, ponieważ zwykle zajmowałem obiekt, który najpierw należało wyremontować. Powodo­wało to duże, bezzwrotne nakłady finansowe. Stwierdziłem, że skoro nie mam gwarancji, że po trzech latach znów otrzymam umowę, nie mogę inwestować w lokal, do któ­rego za chwilę wejdzie ktoś inny. To nie miało sensu.

- Zdecydował się Pan otworzyć własny lokal.

- Początkowo prowadziłem kilka punktów, między innymi przy alei Lotników Polskich, ale to wszyst­ko mijało się z celem. Czasy się zmieniały, konkurencja była coraz większa, czasem wręcz niezdrowa. Musiałem zlikwidować kilka lokali i skupić się na jednym, nie obniżając jakości produktów.

- Dziś prowadzi Pan, przy ulicy Kopernika 4, bar typu lunch servi­ce o nazwie „Corner”. Dlaczego w tym miejscu?

- Jesteśmy tu od 2010 roku. W okoli­cy nie było żadnego punktu gastro­nomicznego, więc pomyślałem, że to dobra lokalizacja. Poza tym, nie jesteśmy związani tylko z barem. Chyba mogę powiedzieć, że założy­łem pierwszą firmę cateringową w Świdniku i jako pierwszy zacząłem dowozić obiady. Dlatego też ten lo­kal jest dla nas bazą. Jeśli ktoś przyj­dzie skosztować tradycyjnej kuchni domowej, to bardzo się cieszę.

- Co tydzień przygotowuje Pan inny jadłospis.

- Opracowaliśmy listę dań, które przyrządzamy. Wyszedłem z założe­nia, że potrawy powinny być proste, domowe. Na podstawie tego, co robiliśmy wcześniej, wybraliśmy 27 zup i 57 drugich dań. Kiedy ukła­dam menu, staram się, żeby żadna potrawa nie powtarzała się albo żeby te powtórki zdarzały się jak najrzadziej. Dania serwowane są w trzech rozmiarach - małym, średnim i dużym. Dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie. Żadna firma nie ofe­ruje takiej usługi.

- Ci, którzy zechcą zjeść coś inne­go, mogą wybierać spośród ofer­ty stałej.

- Mamy potrawy, które są dostępne zawsze. Na przykład, sałatkę grec­ką i czosnkową, pierogi ruskie i z mięsem, placki ziemniaczane z gu­laszem po węgiersku, filet drobio­wy z ryżem lub frytkami i surówką, naleśniki z kurczakiem i szpinakiem. Dla stałych klientów mamy też coś ekstra, spoza karty. Ta karta jest nie­duża, ale dzięki temu osoby, które u nas zamawiają, mogą być pewne, że wszystko jest smaczne i świeże.

- Wciąż zajmuje się Pan obsługą imprez. Proszę o tym opowie­dzieć.

- Obsługujemy uroczystości pry­watne takie, jak: śluby, chrzciny, komunie, studniówki, a także szko­lenia. Wszystko przygotowujemy w naszej kuchni i dowozimy do lokalu lub organizujemy się na miejscu. Mogę się pochwalić, że szykowali­śmy catering dla jednego z prezy­dentów Rzeczpospolitej Polskiej. Robiliśmy też catering z okazji roz­poczęcia przebudowy trasy kolejo­wej pomiędzy Lublinem a Warsza­wą. Wtedy podawaliśmy dania w wagonie Warsu. Mamy więc spore doświadczenie.

- Czy osoby, które zamawiają catering, wybierają potrawy z menu, czy mogą zasugerować coś innego?

- Zazwyczaj jest tak, że przygotowu­ję ofertę, z której klient wybiera po­siłki, ale może też zasugerować wła­sne menu. Generalnie nie zdarzyło się, żebyśmy czegoś nie wykonali. Jesteśmy na bieżąco z nowinkami kulinarnymi. Mam na tyle dobry personel, że jest w stanie wszystko przyrządzić.

- Pamięta Pan pierwsze wydarze­nie, które obsługiwał?

- Była to uroczystość z okazji przyję­cia święceń kapłańskich. Wszystko poszło bardzo dobrze. Miło wspo­minam tę współpracę. Cieszę się, bo mam wielu stałych klientów. Są osoby, dla których przygotowy­wałem catering na wesele, a teraz korzystają z naszych usług przy chrzcinach swoich dzieci czy komu­niach.

- Ma Pan wolne terminy?

- Jeśli chodzi, na przykład o komu­nie, catering zamawia się nawet z rocznym wyprzedzeniem. Mam już kilka rezerwacji, wciąż pojawiają się nowe osoby. Jednak jeśli tylko bę­dzie taka potrzeba i będę dyspono­wał terminem, zapraszam.

- Co lubi Pan w swojej pracy?

- Mój staż na rynku mówi sam za siebie. Owszem, nie zawsze jest lek­ko. Człowiek czasami się potyka, ale idzie do przodu. Cieszę się, że już tyle osiągnąłem, mam wyrobioną markę. Nie boję się konkurencji. Wydaje mi się, że ludzie mnie roz­poznają, bo oprócz prowadzenia firmy, swego czasu mocno dzia­łałem charytatywnie. Wspierałem Wielką Orkiestrę Świątecznej Po­mocy, a kiedy w Świdniku urodziły się pierwsze trojaczki i ich sytuacja rodzinna stała się trudna, przez rok fundowałem obiady. Gdy w szkole przychodziła do mnie nauczycielka, by porozmawiać o dziecku z ubo­giej rodziny, dostawało abonament na obiady gratis. Było wiele osób, które potrzebowały pomocy i za­wsze starałem się im ją zapewnić. Ludzie o tym pamiętają i kiedy mi­jamy się na ulicy, pozdrawiają mnie, dziękują. To bardzo mnie cieszy.

Agata Flisiak

Najczęściej czytane