Kiedy wszystko było pierwsze - Świdnik - wysokich lotów

czwartek, 25 styczeń 2018 08:32

Kiedy wszystko było pierwsze

Napisał 

Ogromne nagromadzenie unikalnych zdjęć, szlachetna forma wydawnicza i nasuwające się wspomnienia z przeszłości. To wrażenia ogarniające każdego, kto obejrzy album „Mojemu miastu”, autorstwa Elżbiety Denis i Joanny Swachy-Brody, bibliotekarek Miejsko - Powiatowej Biblioteki Publicznej. To pierwsza tego typu i zapewne unikatowa, na wiele lat, publikacja o Świdniku i o tym, jak na naszych oczach, teraźniejszość staje się historią.

- Wszystko to wina mojego męża - śmieje się pani Elżbieta. - Od lat zbierał zdjęcia starego Świdnika, nagrywał je na płyty CD, robił tabelki, schematy, porządkował… W końcu pasja przeszła i na mnie. Zaczęłam te zdjęcia drukować, powstały z nich albumy, które mąż dostawał ode mnie na imieniny albo urodziny. W końcu pomyślałam - dlaczego tylko on je ogląda? Zaczęłam organizować konkursy. Na stronie internetowej biblioteki zamieszczałam zdjęcia, a czytelnicy mieli zgadywać, co to za miejsca. Ale było mi ciągle za mało. Pomyślałam, że trzeba zrobić wystawę. Ponieważ jestem słaba z plastyki, przybiegłam do Asi po pomoc. W ten sposób, w 2012 roku, zorganizowałyśmy pierwszą wystawa pod tytułem „Czy znasz swoje miasto?”. Jej popularność przeszła nasze oczekiwania. Po dwóch latach, na 60-lecie Świdnika, postanowiłyśmy zrobić drugą wystawę. Pomysł polegał na porównaniu miejsc sfotografowanych przed laty z ich obecnym wyglądem. Mąż oczywiście biegał i robił zdjęcia współczesne, a że jest bardzo dokładny, ujęcia wyszły idealnie. Reakcja była znowu wspaniała. Ludzie przychodzili, chwalili, przynosili własne fotografie, czasem całe zbiory.

Kto, jak nie my?

- Ktoś zaproponował, żebyśmy zrobiły album. Początkowo pomyślałam, że to przerasta nasze siły, ale w końcu naszło mnie pytanie: a niby kto, jak nie my? W grudniu 2014 roku znowu przybiegłam do Asi i mówię: wydajemy album. Asia oniemiała z wrażenia, popatrzyła … no dobrze, mówi. Publikacja ukazała się dokładnie trzy lata później, w grudniu 2017 roku.

Autorki, jak same mówią, nie miały bladego pojęcia o profesjonalnym składzie książek. Początkowo pracowały w prostym edytorze tekstów Word, zastanawiając się nad formatem, kolorystyką, układem zdjęć i komentarzy. Ścierało się wiele koncepcji, aż powstała ta, która urzeka prostotą i szlachetnością. Pomógł w tym grafik Konrad Kućmiński, od pokoleń mieszkaniec Adampola, który popisał się profesjonalizmem i prawdziwą pasją w tworzeniu albumu o własnych, rodzinnych stronach.

- Powstanie publikacji wymagało dużego nakładu pracy - tłumaczy pani Joanna. - Gromadzenie materiałów, identyfikacja miejsc, wyszukiwanie opisów i komentarzy. Ela zajmowała się wyszukiwaniem informacji, sporządzaniem kalendarium, które notabene jest jej dumą. Natomiast porządkowanie, szeregowanie, selekcja materiałów należały do moich obowiązków. Od początku wiedziałyśmy, że będą to cytaty z publikacji poświęconych lub choćby wspominających o Świdniku. Nie ukrywamy, że najwięcej z nich pochodzi z Głosu Świdnika, zwłaszcza z zamieszczanego w nim kalendarium, z którego dowiedziałyśmy się, na przykład, kiedy zabłysnął pierwszy neon w mieście albo przeszedł pierwszy pochód pierwszomajowy. Pracowałyśmy spotykając się wieczorami, często konsultując telefonicznie. A dylematów było sporo. Czy dane zdjęcie prawidłowo zobrazuje wybrany cytat, czy nie jest zbyt słabe technicznie, chociaż piękne? W sumie, po takiej weryfikacji, w albumie znalazły się 252 zdjęcia. Tylko my wiemy, ile miałyśmy pomysłów i koncepcji, choćby w sprawie tła stron, kiedy przekonywałam Elę, że białe nie będzie wyglądało biednie, że zdjęcia nie muszą być wielkie, a marginesy małe. Tak naprawdę, do końca nie wiedziałyśmy, jaki będzie efekt, ale kiedy wzięłyśmy w rękę pierwszy egzemplarz, radość była ogromna.

Marzenia na półce

W ciągu trzech lat pracy panie Elżbieta i Joanna miewały chwile zwątpienia. - W takich momentach mówiłyśmy sobie, że przecież spełniamy nasze marzenia i choćby w dwóch egzemplarzach, ale album powstanie. Najwyżej postawimy go sobie, każda na swojej półce, ale będzie - wspomina pani Elżbieta.

Album „Mojemu miastu”, którego tytuł był dla autorek oczywisty od samego początku pracy nad publikacją, spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem. Osoby, mające okazję do niego zajrzeć, od razu zatapiają się w smakowaniu dawnego klimatu miasta, śledzą jego rozwój, z radością rozpoznają na zdjęciach swoich przodków lub znajomych. Pochylają się nad nim trzy pokolenia. Najstarsi wspominają młodość, inni dzieciństwo. Najmłodsi ze zdziwieniem dowiadują się, że ich blok stoi w nie tak dawno jeszcze, szczerym polu. Starają się rozpoznać miejsca prawie nie do poznania i uczą, jak to w ogóle kiedyś było. Niektórzy uzupełniają podane informacje, dowodząc jak różnie można interpretować te same wydarzenia, widzieć te same miejsca. Inni próbują je korygować. Autorki z satysfakcją mówią, że nikt jeszcze nie złapał ich na błędzie merytorycznym. Ludzie często z zadowoleniem stwierdzają, że książka jest apolityczna. Są tacy, którzy od razu gotowi są kupić album, nawet dwa egzemplarze. Nikt nie odkłada go bez emocji. Chronologia publikacji doprowadza historię Świdnika do lat 70. Dlaczego? Ponieważ zdaniem pań Elżbiety i Joanny, najciekawsza była ona wtedy, kiedy wszystko było pierwsze.

Książka została wydana prywatnym nakładem autorek. Jak przyznają, finansowo zabolała, ale za chwilę, bez wahania dodają, że satysfakcja jest większa. Teraz myślą już o kolejnej pozycji. Tym razem byłby to album porównawczy, pokazujący historię i teraźniejszość konkretnych miejsc.

Album „Mojemu miastu” jest dostępny w Miejsko - Powiatowej Bibliotece Publicznej (ul. Niepodległości 13), Filii MPBP nr 2 (ul. Piłsudskiego 6A) oraz w księgarni „Libro”, (ul. Niepodległości 11).

jmr