• Zdrowy Świdnik
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Repertuar
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • rodzinka
  • Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • SH
  • Schronisko w Krzesimowie
sobota, 13 styczeń 2018 09:02

Jak tam jest naprawdę?

Napisał 

Michał Siewniak, rodowity lubinianin, od prawie 13 lat jest mieszkańcem Wysp Brytyjskich. Wbrew zwyczajom większości rodaków nie poświęcił się jedynie działalności zarobkowej, ale włączył się aktywnie w życie lokalnej społeczności. W minionej kadencji był nawet radnym Welwyn Hatfield, w którym mieszka. Obecnie jest menadżerem w organizacji zajmującej się, między innymi, współpracą z mniejszościami etnicznymi zamieszkującymi Zjednoczone Królestwo. Działa również na rzecz współpracy angielskiego miasta ze Świdnikiem, chociaż prywatnie kibicuje Motorowi Lublin.

- Co wygoniło Pana na Wyspy?

W czasie studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, miałem okazję uczyć się i mieszkać w Zagrzebiu, gdzie poznałem swoją żonę. Po prawie czterech latach w Chorwacji, wyjechaliśmy na studia i do pracy do Włoch. Po rocznym pobycie pod Florencją stwierdziliśmy, że fajnie byłoby może wyjechać do Anglii, troszkę odłożyć, by móc łatwiej wystartować w życie. Nasz powrót trwa już 13 lat. Najłatwiej byłoby pewnie zamieszkać na Węgrzech, bo to w połowie drogi, ale język trochę za trudny, więc pozostaliśmy na Wyspach.

- Pańska działalność zawodowa polega głównie na kontaktach z ludźmi…

- Mam świetną, satysfakcjonującą pracę w Watford. Chociaż dostrzegam wady multikulturowości, uwielbiam współpracę z różnymi grupami etnicznymi, zamieszkującymi hrabstwo Hertfordshire. W ostatnim czasie zgłosiła się do mnie społeczność Sikhów. To fantastyczni, pełni zapału ludzie. Mają w centrum Watford budynek, który został zaliczony przez ministerstwo kultury do zabytków. Wiąże się to, podobnie jak w Polsce, z różnego rodzaju obostrzeniami. Poprosili mnie więc o pomoc w znalezieniu stu tysięcy funtów na jego remont. To bardzo duże przedsięwzięcie, którym zajmę się w tym roku, mam nadzieję, że z sukcesem. Kolejny projekt to wielojęzyczne radio prowadzone przez wolontariuszy i sprofilowane szczególnie na dziedzictwo i kulturę. Inny przykład – polska szkoła sobotnia w Watford. Do tej pory miała charakter prywatnej placówki. Jej właścicielka chce ją teraz przekształcić w organizację pozarządową. Jak widać, są to bardzo interesujące rzeczy i naprawdę każdy dzień wygląda inaczej.

- W Świdniku nie ma chyba rodziny, która nie miałaby krewnego bądź znajomego mieszkającego na Wyspach. Co zmieniło się w ich życiu po referendum brexitowym? W Polsce podchodzi się czasem do tego nieco panikarsko. Oto Brytyjczycy wygonią nagle milion Polaków. Gdzie się wtedy podzieją i znajdą pracę? Czy nie będą w trudniejszej sytuacji niż imigranci z Azji, których jest wielokrotnie więcej...

- Kiedy mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa opowiedzieli się za wyjściem ich kraju z Unii Europejskiej, sytuacja Polaków i innych imigrantów zarobkowych stała się niejasna, i prawdę mówiąc, do tej pory taka jest. Dotyczy to również mnie. Nie wiadomo, na przykład, czy w wyborach do Rady Miasta, które odbędą się w 2019 roku, jako obywatel Unii Europejskiej, będę miał, jak dotychczas, bierne, a nawet czynne prawo wyborcze. Nie wydaje się jednak, by Anglicy zdecydowali się na wyrzucenie imigrantów z Unii. Przy panującym braku rąk do pracy, są oni potrzebni. Dla przykładu, przed referendum służba zdrowia przyjmowała rocznie do 1000 aplikacji o pracę w zawodzie pielęgniarza czy pielęgniarki. Teraz podań jest o 94 procent mniej. Poza tym waluta brytyjska straciła na wartości i przyjazd tu jest o wiele mniej opłacalny. Stopa procentowa i inflacja poszły w górę. Coraz trudniej o wynajęcie mieszkania. Minister David Davies, odpowiedzialny za działania brexitowe, miał opracować dokument diagnozujący skutki opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię. Przez dwa lata twierdził, że ma to opracowanie, niedawno okazało się, że nie. Tak więc sami Brytyjczycy nie wiedzą, w jakim miejscu obudzą się po opuszczeniu Unii Europejskiej. Oficjalnie ma to nastąpić w marcu 2019 roku, aczkolwiek przez 2 kolejne lata obowiązywać będzie tak zwany okres przejściowy.

- Polacy w Brytanii czują się również zagrożeni w dosłownym, fizycznym tego słowa znaczeniu…

- Tuż po referendum to zagrożenie stało się większe. Przypadki rasizmu lub przemocy religijnej zarejestrowane przez policję w Anglii i Walii wzrosły o 41 procent, w miesiąc po tym, jak Wielka Brytania zagłosowała za wyjściem z UE. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w lipcu 2015 r. zarejestrowano 3 886 takich przestępstw. W lipcu 2016 r. już 5 468. Teraz sytuacja nieco się unormowała. Rząd zrobił wiele w tej sprawie, na przykład, upraszczając procedury zgłaszania takich przypadków. Niestety, nasi rodacy nie zawsze zgłaszają incydenty, co powoduje, że sprawcy czasami czują się bezkarnie. Cieszę się, że sytuacja uległa poprawie, choć sam odczuwam, że życie na Wyspach wygląda inaczej niż przed unijnym referendum. Media znalazły kozła ofiarnego i problem „europejskiej imigracji” jest często przedstawiany w jednym tylko, negatywnym świetle. Tymczasem, w Wielkiej Brytanii jest ponad 20 tysięcy polskich firm, ponad 100 polskich sobotnich szkół zarejestrowanych w Polskiej Macierzy Szkolnej. Szkoda, że poprzez kiepską merytorycznie brexitową debatę, tak wielu czuje się tu obywatelami drugiej kategorii. Ja, jak również inni, staramy się kreować pozytywny wizerunek Polaka-imigranta. Bardzo się cieszę, że często się to udaje. Pracuję w organizacji pozarządowej Nowi Europejczycy, której jestem regionalnym koordynatorem. 25 stycznia organizuję spotkanie z lokalnym posłem, Grantem Shappsem, byłym prezesem Partii Konserwatywnej, na temat prawnego statusu obywateli z UE po wyjściu Wielkiej Brytanii ze struktur europejskich. Jestem również aktywny w lokalnej Wspólnocie Katolickiej. Zasiadam w zarządzie powiatowym partii, z której ubiegałem się o mandat radnego, więc na brak obowiązków nie narzekam.

- Będąc radnym Welwyn Hatfield bardzo aktywnie zaangażował się Pan w nawiązanie współpracy ze Świdnikiem. Jakie są jej perspektywy?

- Uważam ją za rzecz pożądaną i naturalną. Łączą nas bowiem nie tylko tradycje produkcji lotniczej, doskonała komunikacja za pośrednictwem portów w Luton i Świdniku, ale również możliwości wymiany w dziedzinie kultury, sportu i oświaty. Oferta partnerów jest w nich podobnie bogata. W czasie mojego ostatniego pobytu w Świdniku w połowie grudnia, dyskutowaliśmy o trzech pomysłach: kooperacji uniwersytetów trzeciego wieku, towarzyskim spotkaniu młodych piłkarzy Avii i akademii piłkarskiej Onslow St Audrey’s School oraz koncercie grupy Electric Umbrella, złożonej z muzyków z zespołem Downa, podczas Dnia Godności Osoby z Upośledzeniem Intelektualnym, przypadającym w maju. Pod koniec stycznia jestem umówiony na spotkanie z przedstawicielami Uniwersytetu Trzeciego Wieku w moim mieście, liczę na konkrety.

- Czy wyobraża Pan sobie powrót do Polski?

- Coraz więcej Polaków tak robi. Czy to z powodów ekonomicznych, czy z poczucia zagrożenia. Czasem rozmawiamy z żoną, że w przypadku, gdybyśmy poczuli się obrażani czy szykanowani, pakujemy walizki i wyjeżdżamy. Jest już przecież w kraju tak dużo pracy i niekoniecznie za przysłowiowe 1500 zł, że ze znajomością angielskiego i swoim CV znalazłbym zatrudnienie. Jednak jestem już tak głęboko wrośnięty w tutejsze społeczeństwo i usatysfakcjonowany swoją pracą, że na razie nie planuję tego zrobić.

Jan Mazur

Czytany 344 razy

Najczęściej czytane

  • DSC_0575
  • DSC_0603
  • dsc_0036
  • DSC_0617
  • dsc_0043
  • DSC_0599
  • mural-4
  • DSC_0600
  • DSC_0621
  • DSC_0559
  • dsc_0586