• Schronisko w Krzesimowie
  • SH
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Repertuar
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Idzie sobie Grześ...
sobota, 21 październik 2017 09:07

Pasja odziedziczona po tacie

Napisała 

Szklane drzwi w budynku przy ulicy Norwida 2, a na nich logo sklepu z wizerunkiem czarnego kota. Jedni uznaliby, że przyniesie pecha, ale Małgorzata Kucharczyk-Król, miłośniczka futrzaków twierdzi, że to tylko wroga propaganda. W lipcu otworzyła www.pierzynkowo.pl. Jest to miejsce wyjątkowe, bo kontynuujące działalność Henryka Kucharczyka, który przez 27 lat prowadził sklep z pościelą. Pani Małgorzata opowiada o pierwszych krokach stawianych w rodzinnym biznesie oraz o tym, dlaczego zdecydowała się pójść w ślady taty.

- Po raz pierwszy rodzice weszli do tego budynku w 1990 roku, czyli dokładnie 27 lat temu. Wtedy jeszcze zajmowali się sprowadzaniem kołder, a nie ich szyciem. Tata całymi dniami jeździł na targi, do Łodzi, Radomia, Torunia, Warszawy. Kiedy mógł, zabierał ze sobą mnie albo moje siostry. Mama pracowała na miejscu. Robili to dla nas, żeby zapewnić nam wszystko, czego potrzebowałyśmy - wspomina pani Małgorzata.

- Kiedy zaczęła Pani pomagać w sklepie?

- Chyba w 2010 roku. Rodzice zachorowali niemal jednocześnie. Najpierw mama trafiła do szpitala, dzień później tata. Lekarze zdiagnozowali u niego raka. Mieszkałam wtedy w Lublinie. Pamiętam, że zabrałam syna i przyjechaliśmy do Świdnika otworzyć sklep. Nie miałam pojęcia o tym, jak kroić materiały, gdzie co leży, jak wypisuje się faktury. Młodsza siostra wzięła urlop, żeby mi pomóc. Było strasznie, ale poradziłyśmy sobie. W dzień pracowałyśmy, a po południu jechałyśmy do szpitala. No i tak zostałam, jako szeregowy pracownik.

- Jakie plany miała Pani wcześniej? Co chciała robić?

- Na pewno nie widziałam siebie w sklepie. Po prostu tego nie czułam. Nie wiem, czym było to spowodowane, moim charakterem, pewną nieśmiałością? Jako małe dziecko nie lubiłam tego miejsca, bo zabierało mi rodziców. Spędzali w nim dnie i noce, nieustannie pracowali. Nagle okazało się, że ja także jestem tu potrzebna, więc musiałam sprostać zadaniu. I udało się. W tym roku mija 7 lat odkąd pracuję w sklepie. Był taki moment… tata leżał już „na stałe” w szpitalu, więc przestałam pracować. Byłam cały czas przy nim, a po południu odbierałam mamę i razem odwiedzałyśmy sklep. Później tata zmarł i trzeba było zakończyć działalność. Był jedynym właścicielem. Klienci jednak nadal przychodzili… Musiałyśmy zrobić remanent i zamknąć wszystko.

- Istniała szansa, żeby dalej prowadzić sklep?

- Tak, tylko, że to nie był odpowiedni czas na cokolwiek. Nadal jest ciężko, minęło zbyt mało czasu… Jako że bezrobocie jest bardzo duże, trudno znaleźć jakąkolwiek pracę, a przecież trzeba z czegoś żyć. Zaczęłam więc kalkulować. Mama nie czuła się na siłach, by prowadzić działalność, ale ja dostałam prawdziwego powera. Sklep taty istniał dwadzieścia siedem lat. To jedno z niewielu miejsc w Świdniku, które działało tak długo. Ludzie przychodzili tu, pomimo marketów sprzedających towar za grosze. Pukali do drzwi, ale nie mogłyśmy nic sprzedać, więc mówili, że zaczekają. Mieli sentyment do tego miejsca. Kiedy wchodzili do sklepu, na ich twarzach pojawiał się uśmiech.

- To właśnie klienci byli siłą napędową, która zadecydowała o tym, by ponownie otworzyć sklep?

- Oni i nasi kontrahenci. Dzwonili, pytali… Tylko po prostu ta pierwsza chwila po śmierci taty… Każdy chciał wiedzieć, ile może to jeszcze potrwać, mówili, że musimy otworzyć, bo minął już miesiąc. To wydaje się długo, ale nie dla nas. W końcu zdecydowałam się. Razem ze mną do pracy wróciły panie Ania i Marzena, która była księgową taty. Obie są fantastyczne, dogadujemy się, choć bywają lepsze i gorsze chwile. Uważam, że to ważne, by pracować z kimś sprawdzonym. Kiedy zakładałam firmę wiedziałam, że nie chcę szukać nikogo innego, skoro są osoby, które pracowały tu tyle lat i znają się na swoim fachu. Bardzo pomógł mi także mąż. Jeździł ze mną po towar, wspierał w remoncie, dopingował.

- Początkowo nie lubiła Pani tego miejsca. A teraz? Co się zmieniło?

- Wstaję rano i myślę „ciekawe co dziś będę robiła” albo „zrobię to, to i tamto…”. Mam sto pomysłów na minutę. Sytuacja radykalnie się odwróciła. Jeszcze, kiedy byłam szeregowym pracownikiem mówiłam, że „ja tu tylko sprzątam”. Poczułam to wszystko dopiero wtedy, kiedy otworzyłam sklep. Zaczęłam odpowiadać przed pracownikami, kontrahentami, klientami, Urzędem Skarbowym i ZUS-em pod własnym nazwiskiem. Nawet mąż mnie nie poznaje, a znajomi żartują, że praca to moja pasja. Tak właśnie jest. Ogromną radość daje mi przebywanie w tym miejscu. Kiedyś śmiałam się z mamy, że jest pracoholikiem, a teraz ją rozumiem. Po prostu, jeśli lubi się swoją pracę, chce się do niej przychodzić.

- Mieszkańcy przyzwyczaili się do starej nazwy. Kiedy zobaczyli, że się zmieniła, nie pomyśleli, że to coś zupełnie nowego?

- Zastanawiali się nad tym, ale jak tylko zobaczyli mnie i pozostałe panie zrozumieli, że to wciąż to samo miejsce. Podczas remontu pytali, co tu będzie, bo sklep tak długo istniał w ich świadomości, że interesowali się jego losem. Oficjalnie otworzyłam działalność 15 lipca, mimo że wciąż trwało malowanie. Być może to nieprofesjonalne, ale nie chciałam dłużej czekać. Eleganckie panie przechodziły między kablami i rusztowaniami na zaplecze, gdzie wybierały materiały. Akceptowały to. Cieszyły się, mówiły „dobrze, że nadal tu jesteście” albo „poczekamy tyle, ile będzie trzeba”. Serce rosło, że były tak wyrozumiałe. To po prostu super.

- Nie chciała Pani zostawić nazwiska w nazwie?

- Miała być zupełnie inna, niż jest. Koledzy taty z branży mówili na niego „Kołderka”. Chciałam do tego nawiązać i nazwać firmę „Pan Kołderka”, ale księgowa odradzała to. Przekonywała, że to dziwnie brzmi, że może lepiej zmienić na „Pani Kołderka”, ale ja upierałam się przy swoim. Kiedy poszłam do Urzędu Miasta wypełnić dokumenty, zawahałam się i w końcu wpisałam „Pierzynkowo.pl”. Tak inaczej, ciepło i zgodnie z asortymentem. Nazwa nawiązuje też do sklepu internetowego, który planuję wkrótce otworzyć. Obecnie szukam osoby, która pomogłaby mi go zaprojektować. Póki co, klienci mogą składać zamówienia osobiście lub przez wiadomości na facebooku.

- Jak wyobraża sobie Pani przyszłość tego miejsca?

- Nieustannie zastanawiam się, co nowego wprowadzić. Chcę, żeby ludzie czerpali przyjemność z zakupów tutaj. Żeby nie były tak bezosobowe, jak w supermarketach. Tam nikt nie podejdzie do klienta, nie zażartuje, nie pomoże. U nas można dotknąć materiału albo wejść na zaplecze i zobaczyć, jak robione są poduszki oraz kołdry. To fajny sklep. Może i mały, ale bardzo staramy się dla naszych klientów.

Agata Flisiak

Pierzynkowo.pl znajduje się przy ulicy Norwida 2. Czynne jest od poniedziałku do piątku, w godz. 9.00 - 17.00 oraz w soboty, od 9.00 do 13.00.

Czytany 1379 razy

Najczęściej czytane

  • dsc_0036
  • mural-3
  • DSC_0600
  • DSC_0617
  • DSC_0643
  • DSC_0622
  • mural-6
  • DSC_0586
  • DSC_0559
  • mural-2
  • mural-1