• Repertuar
  • SH
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Zdrowy Świdnik
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • rodzinka
środa, 11 październik 2017 11:29

Przyjaciel każdego psa

Napisała 

Największą pasją Magdaleny Rudzińskiej są zwierzęta. Jako dziecko marzyła o zostaniu weterynarzem i przez lata do tego dążyła. Praktyki w jednej ze świdnickich lecznic i kontakt z czworonożnymi pacjentami sprawiły, że zainteresowała się pielęgnacją psów. Dziś prowadzi PSYjacielski Salon Groomerski.

- Od pasji do zawodu. Tak pokrótce można opisać Pani ścieżkę kariery.

- W dzieciństwie interesowałam się zwierzętami. Przynosiłam do domu ślimaki, trzymałam mrówki w słoikach. Hodowałam też papużki, świnki, myszki, rybki i psa… To był istny zwierzyniec. Bardzo chciałam zostać weterynarzem i nawet kształciłam się w tym kierunku. Najpierw zaczęłam naukę na zootechnice, jednak musiałam z niej zrezygnować. Później skończyłam studium chemiczne i weterynaryjne.

- Skąd to zainteresowanie?

- Biologia zawsze była u mnie na pierwszym miejscu, a wszystko, czego się uczyłam, dotyczyło zwierząt. Lubiłam o nich czytać, poznawać ich anatomię. Jeszcze w podstawówce prowadziłam notatnik, w którym pisałam o psach, ich fizjologii, chorobach, sposobie pielęgnacji. Opisywałam poszczególne rasy, rysowałam, zbierałam zdjęcia, plakaty i ulotki. W trakcie nauki w studium weterynaryjnym zaczęłam staż w przychodni dr Iwony Zadrzyńskiej. Bardzo spodobała mi się nasza współpraca. Chciałam dalej rozwijać się w tym kierunku.

- Kiedy pomyślała Pani o kursie groomingu?

- W przychodni zajmowałam się przygotowywaniem zwierząt do zabiegów, podawałam kroplówki, robiłam zastrzyki, wkucia dożylne. Przyprowadzano do nas, między innymi, ładnie ostrzyżone i wypielęgnowane psy. Niektórzy pytali, czy możemy polecić jakiegoś groomera, czy sami wykonujemy podobne usługi. Niestety, nie mieliśmy takiej możliwości. Grooming bardzo mnie wtedy zainteresował. Chciałam poszerzyć swoją wiedzę i zaspokoić zapotrzebowanie na rynku. Zapisałam się więc na kurs do Szkoły Groomingu w Krakowie.

- Trudno było się wszystkiego nauczyć?

- To zdecydowanie nie jest łatwy zawód. Wymaga wiedzy, zdolności manualnych, cierpliwości i pokory. W czasie szkolenia miałam wątpliwości. Nożyczki źle leżały w ręku, wszystko było dla mnie nowe. Każda rasa wymaga innego sposobu pielęgnacji... A psy bywają niegrzeczne i nieraz ciężko nad nimi zapanować. Łatwo je skrzywdzić ostrymi narzędziami, dlatego trzeba być bardzo precyzyjnym i uważnym.

- Po powrocie do domu od razu otworzyła Pani własną działalność?

- Najpierw pracowałam w przychodni pani Iwony, a później w Gabinecie Elza, żeby zdobyć więcej doświadczenia. Pani Małgosia dużo mnie nauczyła. Nie byłam jeszcze pewna swoich umiejętności, ale gdy nabrałam przekonania, że sobie poradzę, otworzyłam salon. Działa od ponad miesiąca.

- Jak opisałaby Pani swoją pracę?

- Grooomer to taki fryzjer, tylko zamiast ludzi, strzyże i trymuje psy oraz koty. W pewnym sensie to także kosmetyczka, bo kąpie, czyści uszy i obcina pazurki.

- Do psów trzeba mieć odpowiednie podejście. Ma Pani sposób, by wizyta w gabinecie nie była dla nich stresująca?

- Przede wszystkim, zachowuję spokój. Jestem miła, a w trakcie pielęgnacji mówię do nich. Traktuję je trochę jak dzieci. Kiedy zostają ze mną same, są grzeczne i posłuszne, a gdy pilnuje ich także właściciel, rozrabiają.

- Klienci chętnie zostawiają psy pod Pani opieką?

- Różnie do tego podchodzą. Osoby, które mają do mnie zaufanie wiedzą, że ich pupilowi nie stanie się nic złego. Przyjeżdżają po niego dopiero po wykonaniu usługi. Jeśli pies jest szczęśliwy i zadowolony, to jego właściciel wie, że wszystko poszło dobrze. Są też klienci, którzy uważają, że ich obecność uspokoi czworonoga. Takie podejście sprawdza się przy agresywnych psach, bo wtedy groomer czuje się bezpieczny. Ale są też ludzie, którzy po prostu chcą być obecni przy strzyżeniu czy kąpieli, bo boją się, że piesek będzie przeżywał rozłąkę. Niestety, w większości przypadków powoduje to, że zwierzak staje się „niedotykalski”. Zaczyna piszczeć, panikować, chce jak najszybciej uciec ze stołu groomerskiego w ręce pana, a to bardzo utrudnia dalszą pielęgnację.

- Czworonogi lubią, jak się o nie dba?

- Niektóre bardzo. Ich zachowanie na stole jest wręcz wzorowe. Ładnie stoją, wiedzą, że trzeba podać łapę albo przekrzywić łebek. Zachowują się naprawdę fajnie. Bardzo dobrze nam się współpracuje, ale to wszystko trzeba też wyćwiczyć. Wypracować od szczenięcych lat.

- Które rasy powinny korzystać z usług groomera?

- Yorki, maltańczyki, shih tzu, szpice i sznaucery, to obecnie jedne z najpopularniejszych ras wymagających szczególnej pielęgnacji. Powinny przychodzić na strzyżenie co 2, 3 miesiące, żeby nie robiły się im kołtuny, a w konsekwencji filc i odparzenia skórne. Poza tym, nieostrzyżone wyglądają na zaniedbane. Psy krótkowłose, takie jak, na przykład mój dog argentyński czy amstafy również wymagają pielęgnacji. Ich sierść przypomina igiełki, które wbijają się w ubrania, pościel, dywan czy łóżko. Ciężko to wszystko posprzątać, dlatego pamiętajmy, by często je wyczesywać. Można to robić w domu, używając specjalnej, gumowej rękawiczki, furminatora albo po prostu u groomera.

- A co z kundelkami?

- Właściciele przyprowadzają także je. Z takim pieskiem można naprawdę zdziałać cuda. Bardzo dużo kundelków jest w typie jakiejś rasy, więc można je podobnie przystrzyc. Nierasowe czworonogi przechodzą niezwykłe metamorfozy. Ludzie są zachwyceni, że można z nimi zrobić coś tak fajnego, wymyślić dla nich zupełnie nową fryzurę.

- Za co ceni Pani swój zawód?

- Za miłość i oddanie zwierząt. Kiedy przychodzę do pracy w złym humorze i spojrzę w oczy psa, od razu czuję się lepiej. Czworonogi są cudowne. Bardzo łatwo nawiązują kontakt. Szybko przyzwyczajają się do człowieka. Pamiętajmy więc, że jeśli mamy sprawdzonego groomera czy weterynarza, nie zmieniajmy go. Na zaufanie psa trzeba sobie zasłużyć. Jeśli je zdobędziemy, odwdzięczy się wieloma miłymi gestami.

- To dopiero początek PSYjacielskiego salonu. Co dalej?

- Jesteśmy na etapie budowy hotelu dla zwierząt. Powstaną w nim trzy spore boksy z legowiskami, jeden dla większych psów i dwa dla mniejszych. Planuję też zaadaptować dół gabinetu na szpital. A poza tym, szkolenia i kursy. Jestem bardzo ambitną osobą i chciałabym umieć pielęgnować każdą rasę. W groomingu wciąż pojawia się wiele nowych trendów, na przykład styl koreański, koloryzacje, wycinanie wzorków w sierści czy zmywalne tatuaże. Przede mną jeszcze wiele wyzwań.

- Co radziłaby Pani osobie, która chce założyć własną działalność, ale wciąż się waha?

- Żeby wierzyła w siebie, swoje marzenia, plany i starała się osiągnąć w życiu jak najwięcej. Jest wiele instytucji, które pomagają otworzyć firmę. Trzeba się tylko odważyć i mówić, czego się chce. Ludzie naprawdę są życzliwi i chętnie służą wsparciem.

Agata Flisiak

PSYjacielski Salon Groomerski znajduje się przy ulicy Krępieckiej 4A. Więcej informacji o gabinecie można znaleźć na facebooku: PSYjacielskiSalonGroomerski.

Czytany 331 razy

Najczęściej czytane

  • DSC_0622
  • mural-7
  • DSC_0603
  • dsc_0036
  • dsc_0586
  • DSC_0599
  • mural-6
  • mural-2
  • DSC_0575
  • mural-1
  • DSC_0561