• Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Repertuar
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • SH
  • Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Schronisko w Krzesimowie
sobota, 07 październik 2017 13:47

Patrzeć na świat kadrami

Napisała 
Patrzeć na świat kadrami www.jakubodys.wordpress.com

Ambitny i znający swoją wartość - tak mówią o nim współpracownicy. Od ponad roku prowadzi sekcję fotograficzną w Robotniczym Stowarzyszeniu Twórców Kultury. Wielu adeptów, często starszych, nie może uwierzyć w jego młody wiek. On sam reaguje uśmiechem, mówiąc: „Każdy kiedyś miał 20 lat”. Jakub Bodys ze Świdnika, swoimi kadrami potrafi zachwycić niejednego miłośnika fotografii. Na swoim koncie ma już kilkanaście ważniejszych wyróżnień, niezliczone warsztaty, szkolenia i pierwsze poważne zlecenia. Młodzieńcza ciekawość połączona z doświadczeniem, którego z dnia na dzień przybywa? To musiało się tak ...zacząć.

- Pamiętasz zdjęcie, z którego po raz pierwszy byłeś zadowolony?

- To była pierwsza klasa liceum. Mieliśmy przygotować szkolny projekt na wiedzę o kulturze. Z racji tego, że mam dwie lewe ręce do malarstwa, postanowiłem zrobić zdjęcie, które bardzo spodobało się nauczycielce. Uznałem, że może warto pokazać je szerszemu gronu. Wysłałem trzy prace na „Prezentacje” RSTK i wygrałem. To była w ogóle kuriozalna sytuacja. Złożone prace były anonimowe i wszystkie zdjęcia mojego autorstwa pojawiły się na podium. W jednej z kategorii zdobyłem I oraz ex aequo II miejsce.

- Teraz sam jesteś nauczycielem.

- Moje życie to seria szczęśliwych przypadków (śmiech). Naprawdę tak jest. Odwiedzasz redakcję i poznajesz szefa z zupełnie innego działu. Idziesz na warsztaty do człowieka, którego prace podziwiasz, a po jakimś czasie stajesz się jego dobrym kolegą i zaczynacie współpracować. Gdyby nie serdeczność ludzi wokół, to nic by nie ruszyło. Dzięki nim czuję większą motywację. Gdy trzy lata temu zobaczyłem, że wszystko idzie w dobrą stronę postanowiłem zająć się tym na poważnie. I tak jest do tej pory.

- W Twojej rodzinie techniki fotografii znane są nie od dziś.

- Rzeczywiście, zarówno tata, jak i dziadek zajmowali się hobbystycznie fotografowaniem. Zmieniły się czasy, ale i technologia, są większe możliwości. Można powiedzieć, że jestem trzecim pokoleniem, które kontynuuje tę przygodę. Na pewno są zadowoleni z tego, co robię. Mam niesamowite wsparcie u rodziców i dobre relacje, więc czym bym się nie zajmował - zawsze będą przy mnie.

- Jeszcze kilka miesięcy temu studiowałeś finanse i rachunkowość.

- To był radykalny krok. Dużo nad tym myślałem, jednak dojrzałem do decyzji i po roku rozsądek przegrał ...lub może wygrał? To się dopiero okaże. Obecnie studiuję fotografię w lubelskiej Szkole Sztuki i Projektowania. W przyszłości, spełnieniem marzeń będzie dostanie się do Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Dużo zależy od tego, jak poukładam swoje plany. Jednak nie nakręcam się na to w 100%.

- Fotografowałeś, między innymi lubelską Noc Kultury, Jarmark Jagielloński, festiwal Inne Brzmienia. Starasz się współpracować z najlepszymi w tej branży. Powoli wypracowujesz też swój styl.

- Tak naprawdę cały czas poszukuję siebie. Zależy mi, aby robić coś lepiej, iść do przodu. Patrzę na większych, dużo czytam. Staram się poznawać jak najwięcej ludzi, wynosić coś z tych znajomości. Miałem okazję spotkać Chrisa Niedenthala, Tadeusza Rolke i to mnie mocno zmotywowało. Cieszę się, że mam przy sobie wiele świetnych osób. Mówię o: Robercie Grablewskim, który bardzo pomógł mi w fotografii koncertowej, Ignacu Tokarczyku - człowieku, który nie tylko mnie uczy, ale też kształci moją wrażliwość czy o rewelacyjnych makijażystkach - Bercie Stępkowskiej i Magdzie Nocoń-Łysko. Dzięki nim mogę dalej się rozwijać.

- Jak daleko sięga Twoja ambicja?

- Na pewno wielkim prestiżem byłby włoski Vogue. Już publikacje na ich stronie są niesamowite, a drukowane wydanie jest pewnym wyznacznikiem stylu dla większości fotografów.

- W tym zawodzie często liczy się też refleks. Masz czasem poczucie, że mogłeś dać z siebie więcej?

- Tak czasem bywa, ale nawet nie chodzi o jakość materiału ogólnego, bo zawsze można wybrać lepsze zdjęcia i dać ich mniej, co świadomość, że coś się stało za twoimi plecami lub poza polem widzenia, gdzieś dosłownie obok. Kiedyś usłyszałem świetne słowa, że fotografując, zawsze trzeba mieć na baczności drugie oko. Podpatrzyłem to u któregoś z fotografów. Czasem jest tak, że po zrobieniu zdjęcia, podnosi się migawka i masz chwilę oddechu, i widzisz, że coś się jeszcze dzieje, a ty masz zablokowane lustro i jest po temacie. To bardzo boli (śmiech).

- Istnieje rywalizacja?

- Jest taki rodzaj fajnej zazdrości, ale nie zawistnej - gdy widzisz, że ktoś brał udział w tym samym wydarzeniu i znalazł coś, czego ty nie zauważyłeś. To nie jest rywalizacja, bo ciężko o niej mówić, ale bardziej na takiej zasadzie „Dobry jest. Fajnie mu to wyszło”.

- „Reportaż, koncert, portret” - równa się Jakub Bodys?

- To hasło, które w sporej mierze wiąże się z moją marką. Są to trzy ważne dla mnie grupy. Zaczynałem od koncertów, do których mam wielki sentyment. Chyba trochę jestem niespełnionym muzykiem. Gram na gitarze, dawniej próbowałem pianina. Muzyka towarzyszy mi na każdym kroku. Fotografowanie koncertu to też szukanie tam człowieka. Na początku nie wiedziałem o co w tym chodzi, skupiałem się na innych rzeczach. A chodzi głównie o artystę, który przekazuje ci emocje, a ty pokazujesz je na fotografii. Reportaż? Po prostu lubię to robić. Natomiast portrety to coś, przez co chyba najbardziej pokazujesz siebie. W pozostałych sytuacjach znajdujesz jakieś zdarzenie. Nie układasz planu, ale dopasowujesz kadr, ogniskową i inne rzeczy. Owszem, mogę wtedy zagrać kadrem, zmienić emocje, ale to w portrecie realizuję się od początku do końca. Nigdy nie jest tak, że praca podczas sesji to tylko działanie i pomysł jednej osoby. To spotkanie gdzieś po drodze, pośrodku. Zdecydowanie bliżej mi też do industrialnego stylu. To wypływa gdzieś z mojej estetyki. Jak mam do wyboru pokój w hotelu 5-gwiazdkowym i opuszczoną kamienicę, to zdecydowanie wybiorę drugą opcję. Całe otoczenie nie odcina się od modelki, od tematu, nie rozprasza.

- Czyje twarze możemy zobaczyć na fotografiach?

- Na moim zdjęciach przeważają kobiety. Mężczyźni wybierają fotografie biznesowe i sesje wizerunkowe. Dość rzadko pozują mi profesjonalne modelki. Sam nie zawsze czuję się kompetentny do tego, aby je fotografować. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje, ale do tej pory najczęściej pracowałem z osobami, które znam lub zobaczyłem przypadkiem w tłumie. Potrafię podejść do zupełnie obcej mi osoby, z wizytówką i zaprosić do udziału w sesji. Tu chodzi o ciekawe twarze. Bycie atrakcyjnym to jedno, a fotogenicznym to drugie. Jest wiele takich twarzy, ale często osoby boją się pozować, więc staram się wyciągnąć je trochę do tablicy (śmiech).

- W planach masz swoją pierwszą indywidualną wystawę.

- Tak, informacja jest już potwierdzona. Jej wernisaż odbędzie się 16 listopada w Spółdzielczym Domu Kultury w Świdniku. Nazywa się „Kobiety”. Na zdjęciach zobaczymy znajome dla mnie twarze. Każda z nich intryguje, ma w sobie coś ciekawego. W ogóle koniec roku będzie trochę przełomowy. Otwieram działalność i będę pracować nad własną marką. Chcę się rozwijać. W fotografii wspólnym mianownikiem jest wrażliwość i obrazowe patrzenie na każdą sytuację. To straszne truizmy, znajdziemy je w wielu książkach, ale właśnie takie patrzenie kadrami pozwala robić zdjęcia, o których nikt inny by nie pomyślał. Tak samo jest z wrażliwością. Chodzi o to, żeby widzieć więcej. Reszta to detale.

Sandra Rutkowska
Magazyn Świdnik - wysokich lotów nr 17 / wrzesień 2017

Prace Jakuba można obejrzeć na stronie www.jakubodys.wordpress.com.

Czytany 803 razy

Najczęściej czytane

  • DSC_0599
  • DSC_0611
  • DSC_0621
  • mural-7
  • mural-3
  • dsc_0586
  • DSC_0579
  • mural-1
  • DSC_0645
  • DSC_0560
  • DSC_0600