• Schronisko w Krzesimowie
  • Repertuar
  • SH
  • Idzie sobie Grześ...
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • Schronisko w Krzesimowie
niedziela, 23 lipiec 2017 09:44

Zwyciężyli, dla koni

Napisał 

Dwójka studentów Ola Wołodźko i Rafał Wójcik byli w drodze od 13 lipca. Wyruszyli ze Świdnika, w 500-kilometrową podróż. Ich celem było dojechanie w ciągu 7 dni do Tary, czyli miejsca, gdzie od lat funkcjonuje schronisko dla koni. I to pomocy właśnie tym zwierzętom poświęcona była wielka wyprawa dwójki świdniczan. Do mety dotarli w środę, zmęczeni, ale szczęśliwi.

Pomysł dwójki studentów od początku był niezwykły. Zaprosili wszystkich do… zakładów.

- Jeśli nam się uda dojechać do Tary, wówczas ci, którzy się założyli, wpłacą pieniądze na konto schroniska. Minimalna stawka to 10 zł. Zaznaczamy, że nie jesteśmy profesjonalistami, to nasz pierwszy raz. Zrobimy co w naszej mocy, żeby się udało, jednak może się zdarzyć, że podróż opóźni się o jeden dzień. Zachęcamy, żeby i w takim przypadku nie rezygnować z pomocy - tłumaczyła jeszcze przed wyjazdem Ola Wołodźko.

Charytatywny Rajd Rowerowy dla Tary wystartował 13 lipca z placu Konstytucji 3 maja. Olę i Rafała pożegnał burmistrz, który objął wydarzenie swoim patronatem. Młodzi ludzie otrzymali również kurtki z miejskim logo.

- Gratuluję pomysłu. Cieszę się, że rajd wyrusza właśnie ze Świdnika. Oczywiście życzę także osiągnięcia celu - mówił Waldemar Jakson.

Na początku drogi studentom towarzyszyli motocykliści ze Świdnickiego Klubu Motocyklowego USARZ i zawodnicy z Biegającego Świdnika. Start nie był łatwy, bo odbył się w strugach deszczu.

Przez Polskę na rowerach

Pierwszy etap rowerowej wyprawy zakończył się jeszcze w czwartek 13 lipca w Puławach. Po noclegu i w dobrych nastrojach, w piątek rano, studenci wyruszyli dalej. Tym razem mieli dojechać do Radomia. Po drodze zatrzymali się w Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie.

- Momentami było ciężko - mówiła Ola. - Przejechaliśmy 70 kilometrów i 670 metrów - dodawał Rafał.

Kolejny etap rowerowej wyprawy prowadził do Opoczna.

- Za nami 69 kilometrów. Spora część trasy pod górkę, ale nie poddaliśmy się! Wszystko zaczyna boleć, dlatego prosimy zakładajcie się i pomóżcie zbudować nam stajnie! Musimy mieć motywację, trzymajcie za nas kciuki! – pisali już z Opoczna Ola i Rafał.

W niedzielę również nie było odpoczynku. Z samego rana świdniczanie wyruszyli w jeden z dłuższych odcinków ich podróży. Mieli do pokonania 78 kilometrów. Meta czwartego etapu została wyznaczona w miejscowości Parzno i prowadziła przez: Sulejów, Kliny, Piotrków Trybunalski i Gomulin. W poniedziałek Ola i Rafał mieli znowu do przejechania blisko 80 kilometrów.

- Jest coraz trudniej, wszystko boli, ale się nie poddajemy - relacjonowali z trasy.

Mimo że pogoda nie rozpieszczała rowerzystów udało się im dotrzeć do mety etapu, czyli do miejscowości Sokolniki.

- Zmokliśmy do suchej nitki. Później zaświeciło słońce, ale droga przez las nie była lepsza, głęboki piach kazał nam co chwilę się zatrzymywać. Pokonaliśmy ulewę i piach! Wszytko dla koni! - napisali świdniczanie na profilu rajdu na Facebooku.

Przedostatni etap rozpoczął się we wtorek rano. Celem Oli i Rafała było dojechanie do miejscowości Grabowniki. Po kilku godzinach i pojawieniu się na liczniku 72 kilometrów, byli na miejscu. W ostatni odcinek ponad 500-kilometrowej trasy ruszyli w środę. Jej meta została zaplanowana w miejscu, dla którego studenci zdecydowali się siąść na rowery, czyli w Schronisku dla Koni Tara w Piskorzynie (woj. dolnośląskie).

Witajcie w Tarze!

Olę i Rafała przywitał przy wjeździe do Tary baner z ich imionami i baloniki.

- Chcieliśmy, żeby to wyglądało niczym wiejskie wesele - śmiał się Piotr Jankowiak-Szyłogalis ze schroniska dla koni w Piskorzynie. - Wiedzieliśmy, że Ola i Rafał mają wjechać którąś z polnych dróg. Problem w tym, że do Tary prowadzi ich 10, więc biegaliśmy od jednej do drugiej, żeby móc ich właściwie przywitać. Jeszcze przed przyjazdem zadzwoniliśmy do nich z pytaniem, czego najbardziej by chcieli po przyjeździe do nas. Okazało się, że pomidorówki, takiej jak u babci. Oczywiście zupa na nich czekała.

Radosne przywitanie z brawami przerodziło się w długie wieczorne rozmowy, oczywiście ze wspomnieniami z trasy rajdu.

- Jak wyjeżdżaliśmy ze Świdnika padał deszcz, później szybko zaświeciło słońce. Pod koniec jazdy dopadł nas upał. Chwilami było ciężko, ale cały czas z tyłu głowy mięliśmy motywację, wiedzieliśmy, że jedziemy w konkretnym celu - mówiła Ola.

Na trasie nie zabrakło ludzi dobrej woli, którzy udzieli studentom ze Świdnika gościny, ale nie tylko.

- Podczas etapu do Opoczna, przyłączył się do nas 70-letni rowerzysta. Opowiadał o swoich osiągnięciach, startach we Włoszech. Pokazał nam również fajne miejsce, gdzie mogliśmy dobrze i niedrogo zjeść - opowiadał Rafał.

Misja świdniczan nie zakończyła się na przejechaniu 500 kilometrów.

- Zostajemy w Tarze do 25 lipca, chcemy jeszcze pomóc na miejscu. Później wracamy do Świdnika, ale już pociągiem - dodawała Ola.

Przytulisko dla czterech kopyt

Schronisko dla Koni Tara powstało w 1995 roku. Znajdują w nim azyl konie po przejściach, chore, kalekie, porzucone, wykupione z transportów do rzeźni. Oprócz nich w Piskorzynie mieszkają również inne zwierzęta gospodarcze. W tej chwili pracownicy i wolontariusze schroniska zbierają pieniądze na remont stajni dla nowych koni, które dotarły do Tary choćby z targu w Skaryszewie.

- Przed akcją Oli i Rafała udało się nam zgromadzić na ten cel ok. 3 tys. zł - mówi Scarlett Szyłogalis-Jankowiak, prezes Fundacji Tara. - Natomiast na sam dach potrzeba nam około 30 tys. zł. Pozostałe prace jesteśmy w stanie wykonać sami.

Przedstawiciele Fundacji mają nadzieję, że dzięki pomysłowi Oli i Rafała o potrzebach schroniska dla koni dowie się więcej osób i uda się stworzyć bezpieczne miejsce dla kolejnych podopiecznych fundacji.

- Ta akcja, to wielki wakacyjny uśmiech skierowany do koni. Widać w niej radość Oli i Rafała, ale również wielkie serca ludzi, których napotkali po drodze. Polacy są bardzo otwarci, chcą pomagać, muszą tylko wiedzieć o jaki konkretnie cel chodzi - podsumowuje Scarlett Szyłogalis-Jankowiak.

Nadal można pomagać!

Jeśli ktoś nie zdążył się założyć z Olą i Rafałem, to i tak może pomóc Tarze. Darowizny na potrzeby schroniska można wpłacać na konto: PL 75 1020 5242 0000 2902 0191 7236, PKO BP S.A. Oddział 3 Wrocław, Fundacja Tara - Schronisko dla Koni, tytuł przelewu: pomoc darowizna. Podopiecznym Fundacji można pomagać również na inne sposoby, np. poprzez wirtualne adopcje i zakup witamin. Wszelkie informacje na ten temat dostępne są na stronie: http://fundacjatara.info/.

kal

Najczęściej czytane

  • DSC_0603
  • dsc_0036
  • DSC_0561
  • DSC_0617
  • mural-1
  • mural-4
  • mural-3
  • mural-2
  • DSC_0611
  • DSC_0645
  • DSC_0600