• Idzie sobie Grześ...
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Zdrowy Świdnik
  • Repertuar
  • Załatw sprawę w Urzędzie
czwartek, 23 styczeń 2020 13:08

Przyjdź na seans!

Zapraszamy do kina Lot! Od 24 stycznia na mieszkańców Świdnika i nie tylko czekają: „Tajni i Fajni”, „Koty”, „Psy 3. W imię zasad”, „Doktor Dolittle” oraz „Gorący temat”.

TAJNI I FAJNI

W kinie od 24 do 30 stycznia

To animowana komedia, której akcja toczy się w świecie międzynarodowych szpiegów najwyższej klasy.

KOTY

W kinie od 24 do 30 stycznia

Laureat Oscara Tom Hooper („Les Miserables”, „Nędznicy”, „Dziewczyna z portretu”, „Jak zostać królem”) przedstawia zapierającą dech w piersiach filmową wersję kultowego musicalu Andrew Lloyda Webbera.

PSY 3. W IMIĘ ZASAD

W kinie od 24 do 29 stycznia

Po 25 latach odsiadki Franz Maurer wychodzi z więzienia i wkracza w nową Polskę, w której nic nie jest takie, jak zapamiętał. Kto i co czeka na człowieka, który przez ostatnie ćwierć wieku… nie robił nic? Jak odnajdzie się w świecie, w którym dawne zasady i lojalność przestały obowiązywać? Tego dowiemy się, gdy los ponownie połączy Franza i "Nowego". Ich spotkanie zmieni wszystko.

DOKTOR DOLITTLE

W kinie od 31 stycznia do 6 lutego

Robert Downey Jr. wciela się w jedną z najsłynniejszych postaci światowej literatury w pełnej przygód nowej filmowej wersji opowieści o człowieku, który potrafi rozmawiać ze zwierzętami. Oto doktor Dolittle.

GORĄCY TEMAT

W kinie od 31 stycznia do 6 lutego

Trzy wielkie gwiazdy: Charlize Theron, Nicole Kidman i Margot Robbie, w rolach kobiet, które przeciwstawiają się seksizmowi i przemocy seksualnej w jednej z największych stacji telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych - The Fox News. Prawdziwa opowieść o skandalu, który był jednym z najważniejszych wydarzeń dających początek ruchowi #METOO.

środa, 22 styczeń 2020 12:53

Aconcagua zdobyta!

Kilka lat temu opowiedziała nam o swojej górskiej pasji oraz marzeniach o zdobyciu najwyższych szczytów (ZOBACZ: Góra jest wyłącznie w głowie). Choć ma za sobą wiele trudnych i wymagających wypraw zakończonych sukcesami, nie osiada na laurach i sięga po więcej. Aneta Jagieła, wicedyrektorka I Liceum Ogólnokształcącego oraz nauczycielka języka polskiego, filozofii i historii, zaczyna 2020 rok od wielkiego wyczynu. 18 stycznia stanęła na Aconcagua, najwyższym szczycie Andów, wchodzącym w skład tzw. Korony Ziemi.

- Halo tu Argentyna, 18 stycznia, po 10 godzinach walki z najwyższym szczytem obu Ameryk, o godz. 14. 40 czasu lokalnego stanęłam na szczycie Aconcagua 6962 m.n.p.m. - napisała na swoim profilu.

To nie pierwsze niezwykłe osiągnięcie świdniczanki. W 2016 roku wspięła się na Kilimandżaro, najwyższą górę Afryki, w kolejnym zdobyła Kazbek i Elbrus, a w 2018r. także słowacki Gerlach.

środa, 22 styczeń 2020 11:31

Ferie na łyżwach

Chociaż w tym sezonie pogoda nie rozpieszcza miłośników szaleństw na śniegu, młodzi świdniczanie znaleźli miejsce, gdzie mogą poczuć prawdziwą, zimową aurę. Przy Szkole Podstawowej nr 5 działa miejska  ślizgawka, która od początku ferii cieszy się dużym zainteresowaniem.

- Lodowisko ma spore obłożenie. Niemal codziennie gościmy komplet łyżwiarzy. Cieszymy się, że jest tak popularne, nie tylko wśród mieszkańców naszego miasta, ale także osób z powiatu świdnickiego, a nawet Lublina. Chętnie korzystają z niego szczególnie dzieci, choć nie brakuje też dorosłych. Jesteśmy przygotowani na ich przyjęcie. Zapewniamy możliwość wypożyczenia lub naostrzenia łyżew. Wypożyczamy też pingwinka do nauki jazdy. Mimo że trwają ferie, więc więcej osób ma czas na łyżwy, jest bezpiecznie. Nie odnotowaliśmy dotąd żadnych przykrych incydentów - mówi Tomasz Szydło, dyrektor SP nr 5.

Choć zimowa przerwa od szkoły za chwilę się skończy, ślizgawka nie zniknie. Może być czynna nawet do marca.

- Wszystko uzależniamy od pogody. Jeśli temperatura utrzyma się w okolicach zera stopni, lodowisko będzie działać nawet do połowy marca. Jeśli natomiast temperatura zacznie rosnąć i sięgnie 10 stopni Celsjusza, zamkniemy je, a orlik udostępnimy osobom grającym w piłkę - wyjaśnia T. Szydło.

Do końca ferii, czyli 26 stycznia, cena biletu dla osób do 18 roku życia wyniesie 2 zł. Od 27 stycznia za bilet ulgowy zapłacimy 4 zł. Koszt wejścia dla dorosłych to 6 zł. 2 zł zapłacą też posiadacze karty Rodzina 3+. Koszt wypożyczenia łyżew to 6 zł (normalny) lub 4 zł (ulgowy), a ostrzenia 5 zł. Istnieje też możliwość rezerwacji całej tafli za 250 zł/60 min.

Zamiast łyżew - basen

Na tych, którzy od zimowych sportów wolą pływanie, czeka basen. Od 16 stycznia szkolna pływalnia jest otwarta dla mieszkańców od poniedziałku do piątku, w godz. 19.00-21.30 (ostatnie wejście o godz. 20.45). Bilet normalny kosztuje 10 zł, ulgowy 6 zł, natomiast dla osób posiadających kartę Rodzina 3+ - 3 zł. Chętni mogą też wykupić karnet na 4 (normalny - 35 zł, ulgowy - 20 zł) lub 8 wejść (normalny - 70 zł, ulgowy - 35 zł). Możliwe jest także korzystanie z sauny. Koszt to 5 zł/45 min. Konieczne jest jednak wykupienie biletu na basen.

wtorek, 21 styczeń 2020 10:44

Nauczyciel na medal

Danuta Wójcik, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej ze Szkoły Podstawowej nr 7, znalazła się w gronie nauczycieli i pracowników placówek oświatowych z Lubelszczyzny, których uhonorowano odznaczeniami państwowymi. Świdniczanka otrzymała Złoty Medal za Długoletnią Służbę, przyznawany postanowieniem prezydenta RP na wniosek ministra edukacji narodowej. Nagrodzono ją za wzorowe oraz wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków zawodowych.

- To bardzo doświadczona nauczycielka, która od lat pracuje z klasami początkowymi, również metodą Montessori. Jest bardzo ciepłą i wspaniałą osobą, cenioną przez rodziców i uwielbianą przez uczniów. Dla młodych nauczycieli z naszej szkoły jest mentorem, z którego biorą przykład i na którego zawsze mogą liczyć. Przez wiele lat była koordynatorem regionalnym akcji „Cała Polska czyta dzieciom”. Dziś również bardzo ją wspiera - mówi Piotr Bogusz, dyrektor SP nr 7.

Kilka dni temu, w Lublinie odbyła się uroczysta gala, podczas której nauczyciele odebrali medale. Ich pracę i zaangażowanie w rozwój młodych ludzi chwalił wojewoda lubelski Lech Sprawka.

 - Wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje, przeżyje wraz z dzieckiem wiele natchnionych chwil. Łzawym wzrokiem nieraz będzie patrzeć na walkę anioła z szatanem, gdzie biały anioł triumf odnosi -  powiedział wojewoda, przywołując słowa Janusza Korczaka. - Bardzo serdecznie państwu gratuluję. Życzę dalszego, znakomitego rozwoju oraz czerpania satysfakcji tej bezpośrednio zawodowej, ale również osobistej, mierzonej sukcesami waszych podopiecznych.

poniedziałek, 20 styczeń 2020 12:09

Zimę spędzają w mieście

Pierwszy turnus akcji „Zima w mieście”, organizowanej przez Miejski Ośrodek Kultury już za nami. Dzieci spędziły go na wycieczkach oraz warsztatach. Dziś ruszyła druga tura zimowego wypoczynku.

- Podobnie, jak podczas pierwszego turnusu, w półkoloniach weźmie udział 45 dzieci, w wieku 6-12 lat. Przygotowaliśmy ciekawy program. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie - mówi Magdalena Mróz z MOK.

Na młodych świdniczan czeka tydzień pełen atrakcji. Dziś wybiorą się na wrotki do Skate Town w Lublinie. Wtorek spędzą w teatrze Andersena, gdzie zobaczą spektakl „Arabela” oraz spotkają się z lalkarzem, który odpowie im na pytanie, czym różni się lalka ze sklepu od teatralnej. Środek tygodnia również zapowiada się intensywnie. Na początek dzieci pokażą, jak radzą sobie na ściance wspinaczkowej w lubelskim Sky Parku, a później wybiorą się na warsztaty z robienia czekolady w Firmie Cukierniczej „Solidarność”. Czwartek będzie należał do Świdnika. Uczestnicy półkolonii obejrzą film w kinie, a potem sprawdzą się podczas treningu judo oraz warsztatów tanecznych. Turnus zwieńczy wizyta w Muzeum Wsi Lubelskiej, ognisko i żywa gra planszowa „Czarna Studnia”.

poniedziałek, 20 styczeń 2020 11:28

Ogień na poddaszu

Chwilę grozy przeżyły osoby przebywające w siedzibie jednej z firm przy al. Lotników Polskich. Przed południem, na poddaszu budynku pojawił się ogień.

Do zdarzenia doszło około godziny 10.00. Strażacy otrzymali informację, że z poddasza wydobywa się dym. Na miejscu interweniowało dziewięć zastępów straży pożarnej ze Świdnika, Lublina oraz z Ochotniczej Straży Pożarnej z Powiatu Świdnickiego, a także zespół karetki pogotowia.

- Ewakuowaliśmy 9 osób. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ogień udało się już ugasić. Trwa ustalanie przyczyn pożaru - mówi st. kpt. Paweł Dańko, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Świdniku.

czwartek, 16 styczeń 2020 14:35

Brązowe Tarcze dla liceów

Od 22 lat portal edukacyjny Perspektywy prowadzi ran­king najlepszych liceów ogól­nokształcących oraz techni­ków w całej Polsce. To narzę­dzie, które pozwala szkołom upewnić się, że obrana przez nie strategia się sprawdza. Uczel­nie natomiast informuje, jakich kandydatów na studia mogą się spodziewać. Kilka dni temu ogłoszono wyniki tegorocznego rankingu. Świdnickie I LO im. Wł. Broniewskiego oraz II LO im. K. K. Baczyńskiego zostały wyróżnione Brązową Tarczą.

Placówki ogólnokształcące oceniane są według trzech kry­teriów. Są to: sukcesy szkoły w olimpiadach, wyniki matury z przedmiotów obowiązkowych oraz wyniki egzaminu dojrza­łości z przedmiotów dodatko­wych. Kapituła przygotowująca ranking opiera się na danych po­zyskiwanych od Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych.

Na liście najlepszych znalazło się 999 szkół z całej Polski. W ze­stawieniu ogólnym „Baczyński” uplasował się na 503 miejscu, tracąc zaledwie 0,09 punktu do Srebrnej Tarczy. Wśród liceów z województwa lubelskiego zajął 32 lokatę.

- Od kilku lat zajmujemy po­dobne miejsce, balansując mię­dzy srebrem a brązem. Mamy też mocną pozycję na Lubelsz­czyźnie - mówi Mirosław Król, dyrektor Zespołu Szkół Ogól­nokształcących nr 1, którego częścią jest II LO. – Jesteśmy jednak świadomi, że to zestawie­nie nie uwzględnia wszystkiego, co dzieje się w szkole. Nie mówi, na przykład, o panującej w niej atmosferze, o tym, jak rozwiązy­wane są problemy wychowaw­cze czy jacy uczniowie do niej chodzą. Mamy młodzież, która staruje w olimpiadach i osiąga w nich wysokie wyniki, ale także taką, która wymaga pomocy, by przygotować się do matury. Nasza kadra bardzo przykłada się do swojej pracy. Ciągle się doszkala, by lepiej wspierać uczniów. Nauczyciele spotykają się z nimi nawet w czasie ferii, by powtórzyć materiał.

Na pytanie o to, czy ucznio­wie śledzą ranking, dyrektor „Baczyńskiego” odpowiada: - Z doświadczenia wiem, że intere­sują się jego wynikami, jednak to nie ranking jest dla nich naj­ważniejszy przy wyborze szkoły. Często decyduje o tym miejsce zamieszkania, koledzy, rodzi­ce czy po prostu nauczyciel, od którego uczeń chciałby czerpać wiedzę.

Brązową Tarczę otrzymał również „Bronek”. Szkoła zajęła 734 miejsce w zestawieniu ogól­nym, natomiast w wojewódz­kim 42.

niedziela, 19 styczeń 2020 09:26

Od serca dla Orkiestry

Uśmiechnięta, grzeczna i zawsze chętna, by pomóc najbardziej potrzebującym. Tak można opisać czternastoletnią Weronikę Dudek, wolontariuszkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która w tym roku po raz piąty kwestowała na ulicach Świdnika. To również piąty rok z rzędu, kiedy do puszki Weroniki trafiło najwięcej pieniędzy.

- Dlaczego zostałaś wolontariuszką?

- Chciałam spróbować czegoś nowego. To również mój sposób na podziękowanie fundacji za to, że w ogóle jest, ponieważ kiedyś korzystałam ze sprzętu, który zakupiła dla szpitala. Gdy się urodziłam, miałam problemy ze słuchem. Przebadano mnie urządzeniem z czerwonym serduszkiem, które pomogło wykazać, że coś się dzieje. Myślę, że dzięki temu dziś słyszę.

- Od 5 lat wspierasz WOŚP. Wiele razy zebrałaś tez najwięcej pieniędzy.

- We wtorek dowiedziałam się, że znów udało mi się zebrać największą kwotę. To już piąty raz. Nie mam sposobu na kwestowanie. Może mam coś w sobie, co sprawia, że ludzie chętnie wrzucają pieniądze do mojej puszki? Może zachęcam ich uśmiechem? Czują, że robię to, bo lubię, a nie dlatego, że muszę. Że to jest prosto z serca.

- Masz sprawdzone miejsce zbiórki?

- Co roku stoję w tym samym miejscu. Podczas finału kilka osób powiedziało mi nawet, że przyszli specjalnie do mnie.

- Jak na wolontariuszy WOŚP reagują mieszkańcy?

- Większość z nich chętnie wspiera akcję. W tym roku świdniczanie wielokrotnie dziękowali nam za to, że pomagamy. Ale są też przypadki, kiedy słyszymy niemiłe komentarze. Nie można jednak zwracać na nie uwagi.

- Miałaś okazję poznać Jurka Owsiaka. Jak do tego doszło?

- To było przy okazji 24. finału WOŚP. Wtedy, po raz pierwszy zebrałam najwięcej pieniędzy wśród wolontariuszy i w nagrodę zostałam zaproszona do Warszawy. Pojechałam tam z mamą. Miałam okazję porozmawiać z Jurkiem Owsiakiem, który pokazał mi całą fundację. Poznałam pracujących tam ludzi i zobaczyłam, ile wysiłku w to wkładają. Byłam pod ogromnym wrażeniem, bo w fundacji panuje rodzinna atmosfera. Każdy się szanuje i jest uśmiechnięty. Myślę, że to jest fajne. Gdyby tego nie było, ludziom źle by się pracowało, a ja z kolei nudziłabym się na wycieczce. Cieszę się, że tam pojechałam.

- Co o Twoim uczestnictwie w WOŚP-ie mówią znajomi?

- Nie spotkałam się z przykrymi sytuacjami. Nikt nigdy mi nie powiedział, że to, co robię jest bez sensu. Wszyscy mnie wspierają i cieszą się, że się udzielam. W tym roku pomagała mi przyjaciółka, bo niestety nie zdążyła się zapisać, ale w następnym roku będzie już wolontariuszką. Ja na pewno też.

czwartek, 16 styczeń 2020 11:54

Wystąpi w Świdniku

Koncertowała w Lublinie, Gdańsku, Warszawie, Krakowie, Łodzi, a teraz zagra w rodzinnym Świdniku. Monika Kowalczyk, wokalistka, autorka tekstów i muzyki wystąpi w Miejskim Ośrodku Kultury. Koncert odbędzie się 15 lutego, o godz. 19.00 w sali kameralnej.

Monika swoją twórczość określa jako polskie teksty obudowane muzyką z pogranicza indie popu i piosenki autorskiej. Wyróżnia je łagodność i siła, melancholia i światło w towarzystwie kosmicznych efektów gitarowych i ciepłych brzmień ukulele. Na scenie świdnickiego Centrum Kultury artystce będzie towarzyszył zespół w składzie: Mikołaj Kołodziejczyk (gitara elektryczna, ukulele, instrumenty klawiszowe), Arkadiusz Borzęcki (gitara basowa, instrumenty klawiszowe), Daniel Rutkowski (perkusja), Magdalena Kuraś i Anna Basak (chórki).

Bilety w cenie 25 zł (w przedsprzedaży) lub 35 zł (w dniu koncertu) do nabycia na stronie www.biletyna.pl.

__

Monika Kowalczyk jest zdobywczynią wielu nagród na ogólnopolskich i międzynarodowych festiwalach muzycznych i teatralnych w Polsce. Od 2015 roku komponuje i wykonuje autorskie piosenki, koncertuje w całym kraju. W 2017 roku wydała debiutancką płytę „(EP) Piosenki”. Współpracowała między innymi z Anną Serafińską, Markiem Pędziwiatrem, Januszem Szromem, Pawłem Bębenkiem, Pawłem Izdebskim, Hanką Wójciak, Piotrem Selimem, Janem Kondrakiem, Markiem Andrzejewskim, Januszem Smykiem, Grzegorzem Duszakiem, Łukaszem Jemiołą i zespołem Pasażer. Artystka zajmuje się również działalnością edukacyjną, prowadzi warsztaty i grupy muzyczne dla dzieci i młodzieży.

sobota, 18 styczeń 2020 09:07

Morsy ze Świdnika

Klub zrzeszający osoby lubiące kąpiele w niskiej temperaturze i miasto, przez które nie przepływa żadna rzeka i w którym brakuje jeziora? To zdecydowanie nie brzmi jak przepis na powstanie klubu morsów. A jednak, od blisko dwóch miesięcy w naszym mieście działa Świdnicki Klub Morsa „Lodołamacz”, do którego dołączyło już prawie 30 osób, a lista chętnych wciąż rośnie. Spotkaliśmy się z jego członkami: sekretarz - Dorotą Jatczak, zastępcą prezesa - Pawłem Cholewą oraz prezesem - Marcinem Cholewą, by porozmawiać o morsowaniu i jego pozytywnych aspektach. A jak się okazuje, jest ich naprawdę wiele. 

- Jak zaczęła się Wasza przygoda z morsowaniem?

Paweł Cholewa: Robię to od trzech lat. Zaczęło się od klubu „Krasnostawskie Karpie” i znajomego, który namówił mnie na morsowanie. Także lekarz potwierdził, że ze względu na moją chorobę reumatoidalną powinienem zainteresować się tą aktywnością. Później do morsowania zachęciłem brata ciotecznego, Marcina. Trochę to trwało, ale w końcu się zdecydował. Powoli zaczęło do nas dołączać coraz więcej osób ze Świdnika. Nasz klub działa od dwóch miesięcy. Sezon otworzyliśmy w gminie Leśniowice. Drugie podejście mieliśmy w zbiorniku w Tuligłowach, gdzie kąpią się „Krasnostawskie Karpie”. Wreszcie znaleźliśmy własne miejsce w Jaszczowie przy Stowarzyszeniu Turystyki Aktywnej „Nad Wieprzem”. Jest tam też przystań kajakowa, więc myślę, że latem będziemy się tam spotykać i organizować różne wypady.

- Panie Marcinie, trudno było Pana namówić do zimnej kąpieli?

Marcin Cholewa: Na początku było trochę pod górkę. Znajdowałem bardzo dużo wymówek, na przykład, że nie mam czasu albo, że coś mi wypadło. W końcu się odważyłem, a właściwie odważyliśmy, bo pojechaliśmy chyba w sześć osób. Później było już łatwiej. Wystarczy raz zamorsować, by chcieć zrobić to ponownie. Jeszcze się nie zdarzyło w bardzo krótkiej historii naszego klubu, żeby ktoś wszedł do wody i nie chciał tego powtórzyć.

Dorota Jatczak: Tak naprawdę blokada znajduje się w głowie. To nie jest tak, że wchodzimy do wody i czujemy zimno albo że człowiek od razu zaczyna drżeć. Jest wręcz odwrotnie. Organizm zaczyna szybko pracować, by się ogrzać. W pewnym momencie robi się bardzo ciepło, można powiedzieć, że skóra aż pali. Jak się wychodzi z tak zimnej wody, człowiek czuje się rozgrzany.

P. Ch.: Z reguły umawiamy się na konkretną godzinę. Kiedy wszyscy jesteśmy już na miejscu, pada hasło „chodźmy już, bo zmarzłem”. Czyli wchodzimy do wody po to, by się ogrzać.

- Ile czasu spędzacie w wodzie?

P. Ch.: Dla początkujących wystarczy około 2-3 minut. Później już wedle własnych możliwości. Każdy indywidualnie ustala granice. Są ludzie, którzy morsują po 20 minut, ale z reguły robimy to przez 5-10 minut.

D. J.: Dzieci mogą spędzić w zimnej wodzie maksymalnie minutę. Rozmawiałam o tym z pediatrą pod kątem własnych. Powiedział, że małe organizmy nie powinny przesadzać, by się nie wychłodzić.

M. Ch.: Kilka dni temu, kiedy morsowaliśmy, dołączyła do nas nowa „pani mors”. Po prostu weszła do wody i od razu wyszła, i to też jest okej. Nie ma więc jakichś ścisłych reguł określających, ile czasu trzeba spędzić w wodzie.

- Jak przygotować się do morsowania?

D. J.: Przede wszystkim, trzeba być zdrowym. Przydadzą się też skarpetki neoprenowe, które izolują stopy, bo one faktycznie szybko się wychładzają. Potem należy po prostu przyjechać na spotkanie, pobiegać, odważyć się i wejść do wody. Jeśli natomiast ma się problemy zdrowotne, należy skonsultować się z lekarzem. Nie jest to aktywność wskazana dla osób mających problemy z krążeniem czy sercem.

M. Ch.: Przydadzą się też czapka, rękawiczki, dobre chęci, no i samozaparcie.

P. Ch.: Jeśli ktoś cierpi na choroby kardiologiczne, powinien uzgodnić to z lekarzem. Morsowanie sprawia przecież, że krew zaczyna inaczej krążyć.

- Panie Pawle, wspominał Pan, że morsowanie to nie tylko ekstremalne hobby, ale też forma leczenia.

P. Ch.: Tak, pokazują to szczególnie seniorzy. Większość chorób reumatoidalnych pojawia się w wieku 40 lat i więcej, a morsowanie naprawdę na nie pomaga. W lubelskim klubie jest człowiek, który ma już ponad 70 lat. Cały czas zażywa zimnych kąpieli. Czuje się doskonale i od kilkunastu lat nie był u lekarza.

- Do morsowania poniekąd nakłoniła Pana choroba, a jak było z pozostałą dwójką?

M. Ch.: Przekonały mnie do tego ciekawość i zastrzyk endorfin, które wydzielają się po wyjściu z wody. Czytałem o tym i nie znalazłem żadnej negatywnej opinii, ani poważnych przeciwwskazań.   

D. J.: To poszło jakoś lawinowo. Najpierw odważył się Marcin, a później my stwierdziliśmy, że też spróbujemy. Zdecydowałam się trochę ze względu na męża, który ma problemy z kolanami. Od wielu lat się na nie leczy. Miał już kilka zabiegów i cały czas coś jest z nimi nie tak. Mąż, tak samo jak Paweł, przeczytał, że morsowanie może mu pomóc i postanowił spróbować. Pomyślałam, że skoro on się odważy, to ja też. Morsujemy dopiero sezon, a mąż już mówi, że przestał odczuwać ból.

M. Ch.: Mnie też przez rok bolało kolano, ale po kilku kąpielach ból ustał. Nie wiem, czy to wszystko było w głowie, ale czy ból może w niej być? A może wmawiamy sobie pozytywny aspekt morsowania? Najważniejsze jednak, że to działa.

- Jaka myśl pojawia się w Waszych głowach, gdy wchodzicie do wody? Nie pytacie siebie wtedy „co ja robię?”

M. Ch.: Jest taka zasada, którą sami sobie ustaliliśmy. Gdy wchodzi się do wody, nie można myśleć. Po prostu się idzie.

D. J.: Pamiętam, jak weszłam do wody po raz pierwszy i zaczęłam piszczeć na całe gardło „dałam radę!” To napędza człowieka i wtedy przestaje się myśleć o tym, co się robi. Kolejne wejścia też bardzo dobrze się wspomina. Razem z mężem stwierdziliśmy zresztą, że morsowanie to forma treningu „dla leniwych”. Po kilku minutach w wodzie, kiedy organizm cały czas pracuje na wysokich obrotach, człowiek czuje się rozruszany i pełen energii.

P. Ch.: Z czasem to zaczyna przeradzać się w uzależnienie. Z początku kąpałem się raz na tydzień, później pomyślałem, że to za mało. Znalazłem kilka osób, które chciały się spotykać jeszcze w inny dzień. Teraz doszło do trzech, czterech razy w tygodniu. W każdej wolnej chwili mam ochotę wejść do wody, bo mi tego brakuje. Zawsze jest jakiś chętny, by wspólnie pomorsować. Często zabieram ze sobą do pracy niezbędny sprzęt z myślą, że może akurat się przyda.

- Ile osób zrzesza świdnicki klub?

M. Ch.: Gdy zaczynaliśmy działać, jeszcze nieformalnie, było 5, 6 osób. 10 grudnia zarejestrowaliśmy klub i wówczas na liście znajdowało się 15 nazwisk. W tej chwili mamy 29 zarejestrowanych członków, no i dodatkowo osoby, które jeszcze się nie zdecydowały albo które są po prostu naszymi widzami. Rośniemy w siłę. Mamy nadzieję, że będzie przybywać nowych morsów.

- W jakim wieku są członkowie „Lodołamaczy”? To osoby dorosłe, dzieci?

D. J.: Jestem mamą trzech córeczek. Jedna z nich bardzo chciała morsować, ale ponieważ ma 6 lat, nie do końca byłam pewna, czy może. Ona oczywiście twierdziła, że da radę, jednak wolałam zapytać o zdanie specjalistę. Tosia ma już za sobą debiut jako mors i jest najmłodszym „Lodołamaczem”.

M. Ch.: Mamy przedział wiekowy pomiędzy 6 a 50 rokiem życia. Najliczniejsze grono to jednak osoby w wieku 20-30 lat.

- Gdyby ktoś chciał dołączyć do klubu, jak może się z Wami skontaktować?

M. Ch.: Najlepiej przez fanpage na Facebooku, wpisując „Lodołamacz - Świdnicki Klub Morsa”. Można tam znaleźć mój numer telefonu i zadzwonić albo po prostu wysłać wiadomość na fanpagu. Któreś z nas na pewno odpisze. Jeśli ktoś nie ma sprzętu do morsowania, nie ma problemu. Mamy zapasowy do pożyczenia dla nowych osób, żeby mogły wypróbować i przemyśleć, czy faktycznie chcą się tym zająć. Zawsze asystuje im także opiekun, który pomaga wejść do wody i mówi, co trzeba robić.

D. J.: Staramy się urozmaicić sobie czas spędzony w wodzie. Nie stoimy, tylko na przykład robimy coś w kółeczku, śpiewamy, tańczymy, tak, żeby te 10 minut weselej i szybciej nam minęło. Wtedy ta nowa osoba też przestaje się skupiać na swoich myślach.

- Nurkowie ubierają na mikołajki czerwone czapki, a sylwestra spędzają pod wodą. Też macie podobne tradycje?

M. Ch.: Mieliśmy noworoczne morsowanie. Bez kieliszków, bo w tym przypadku alkohol jest zabroniony. Zorganizowaliśmy też symboliczne spotkanie wigilijne. Mieliśmy pływający w wodzie stolik, na nim śledzie i napoje. Byliśmy też w klubie „Morsujący Firlej” na mikołajkach.

D. J.: Wspólnie z nimi oraz z klubami z Radzynia kąpaliśmy się też podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Firleju. Specjalnie na ten dzień zwerbowaliśmy nowe osoby.

P. Ch.: Nie ma tygodnia, żeby nie działy się podobne wydarzenia. Jest wiele akcji, w których morsy chętnie biorą udział. Ja, na przykład, wróciłem niedawno ze zlotu w Kołobrzegu, gdzie kąpało się około 1400 osób.

- Można morsować w rzece, jeziorze, a nawet w morzu. W jakim miejscu kąpie się Wam najlepiej? A może jest takie, które jest dla Was najtrudniejsze?

M. Ch.: Jedynymi przeszkodami zniechęcającymi do kąpieli w zbiorniku są zanieczyszczenia, śmieci, muł. Wiadomo, jeśli podłoże jest piaskowe, woda też jest czystsza. Fajne jest, na przykład jezioro Piaseczno.

P. Ch.: Najczęściej kąpiemy się w rzece Wieprz. Tam jest nieco inaczej niż w wodzie stojącej, bo pojawia się prąd, natomiast podłoże też jest piaskowe.

M. Ch.: Prąd rzeki nie jest na tyle silny, by mógł porwać osobę nawet małych gabarytów. Zresztą, nie wchodzimy głęboko, tak, by woda sięgała szyi czy kogoś zakrywała. Natomiast jeśli chodzi o morsowanie w morzu, różnica polega na tym, że tam jest fala. Wchodząc do wody po kolana, zazwyczaj mamy mokrą czapkę, bo fala jest dość duża.

D. J.: Gdy byłam z dziećmi w sanatorium, nie chciałam przerywać morsowania, więc znalazłam klub w Sanoku i do niego dołączyłam. Morsowaliśmy wtedy w Sanie. To górska rzeka z kamienistym dnem. Nie do końca wiedziałam, czego spodziewać się pod stopami. Nie najlepiej mi się tam morsowało, bo bałam się, że się przewrócę.

- Jak chcecie rozwijać stowarzyszenie?

P. Ch.: Będziemy starać się o dofinansowanie. Są programy dla nowo powstałych stowarzyszeń. Jeden z nich rusza w marcu, więc będziemy chcieli z niego skorzystać. To pomoże nam w rozwoju klubu.

D. J.: Chcemy, żeby dowiedziało się o nas jak najwięcej osób. Ponieważ jesteśmy bardzo młodym klubem, myślę, że jeszcze niewiele osób wie, że taki powstał. Nawet jeśli mieliby odwagę, żeby spróbować, nie wiedzą gdzie się zgłosić.

M. Ch.: Klub ułatwia rozpoczęcie przygody z morsowaniem. Wejście do wody we dwójkę czy w trzy osoby jest dużo łatwiejsze niż w pojedynkę. W grupie jest weselej, no i człowiek czuje się bezpieczniej. Kiedyś kąpaliśmy się w stawie w Fajsławicach. Akurat skończyła się msza i ludzie wracali z kościoła. Zobaczył nas 9-letni chłopiec. Jego tata dopytał co, jak i gdzie, i w kolejnym tygodniu chłopiec kąpał się razem z nami, oczywiście w obecności rodzica. Był bardzo zadowolony.

Strona 1 z 119

Najczęściej czytane