san - Świdnik - wysokich lotów

czwartek, 12 kwiecień 2018 15:20

Utrudnienia na krajówce

Na duże utrudnienia mogą trafić kierowcy przemierzający krajowa "siedemnastkę" w kierunku Piask. Na wysokości węzła Świdnik doszło do zderzenia dwóch pojazdów.

Na miejscu pracują strażacy i policjanci. Ruch odbywa się tylko jednym pasem jezdni. Na razie nie ma informacji o poszkodowanych.


Aktualizacja:

Do zdarzenia doszło ok. godz. 15.30. Kierujące seatem i oplem jechały w kierunku Piask. Kilkaset metrów przed węzłem Świdnik, kobieta prowadząca opla wjechała w tył seata, poruszającego się prawym pasem jezdni. Obie panie były trzeźwe. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń. 

środa, 11 kwiecień 2018 12:09

Potrzebna pomoc

Amelka ma zaledwie pięć miesięcy. Już od urodzenia przyszło jej żyć z poważną chorobą jelit. Do naszej redakcji zgłosili się znajomi rodziny dziewczynki, którzy gorąco apelują do wszystkich o pomoc.

Amelka urodziła się 19 października 2017 roku w lubelskim szpitalu. Jej mama, Emilia Wrońska wiedziała, że będzie potrzebowała specjalistycznego leczenia już od momentu narodzin.

- Wszystko zaczęło się od pobytu w szpitalu, na oddziale patologii dla noworodków, gdzie przebywaliśmy z podejrzeniem alergii na mleko - mówi pani Emilia. - Pewnego dnia Amelka dostała krwotoku. Po spadku ilości hemoglobiny we krwi lekarze podjęli decyzję o operacji, w trakcie której wykryto naczyniaka. Jednak zrezygnowali z dalszego leczenia, gdyż kolejna operacja była zbyt ryzykowna. Córeczka ma również zaburzenia odżywcze. Przez naczyniaka dochodzi do krwawień z układu pokarmowego. Jej organizm przestaje tolerować leki, witaminy i inne składniki odżywcze.

Od tego momentu dziewczynka wciąż przebywa w szpitalu. Obecnie w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie każdego dnia toczy się walka o poprawę jej zdrowia: - Być może czeka nas operacja wycięcia całego jelita z naczyniakiem - dodaje mama Amelki.

Dla dziewczynki jedyną szansą, by normalnie żyć jest kontynuowanie kosztownego leczenia. Pani Emilia nie ukrywa, że znajduje się w ciężkiej sytuacji finansowej. Dlatego wierzy, że z pomocą dobrych ludzi, uda jej się zgromadzić potrzebne pieniądze.

- Mieszkam w małej wsi pod Trawnikami. Mam jedynie 1000 złotych zasiłku miesięcznie. Potrzebuję przede wszystkim leków, ale też pampersów, odżywek i innych produktów, by zapewnić córeczce wszystko, co potrzebne do codziennego życia.

Informacje, o tym jak można pomóc rodzinie znajdują się na stronie internetowej www.zrzutka.pl/yw26am oraz na profilu facebook - Pomagamy Amelce wygrać z chorobą. W najbliższą niedzielę zostanie zorganizowana też wielka akcja charytatywna w Zespole Placówek Oświatowych w Biskupicach. Początek o godz. 14.00.

wtorek, 10 kwiecień 2018 11:09

Wielkie równanie dróg

Rozpoczyna się wielkie równanie dróg gruntowych na terenie miasta. W pierwszej kolejności będą to drogi w rejonie ulic Gospodarczej, Sympatycznej i Fiołkowej, później położone na wschód od ul. Wyszyńskiego, między innymi Wiejska, Widokowa, Barwna, Sosnowa oraz okoliczne. W następnym etapie przyjdzie kolej na sąsiedztwo ulic Drewnianej, Rejkowiza, Nadleśnej i Rumiankowej.

Dlaczego dopiero teraz? Bo zima nie pozwoliła na rozpoczęcie prac wcześniej. Obecny stopień degradacji omawianych dróg spowodowany jest wyjątkowo niekorzystnymi, w bieżącym roku, warunkami gruntowo-wodnymi. Ziemia nie zdążyła rozmarznąć po sezonie zimowym, a pogoda w końcu lutego i marcu, w tym częste zmiany temperatur, obfite opady deszczu i śniegu, wraz z ruchem pojazdów przyczyniły się do zniszczenia nawierzchni tych dróg. Jednak wygląda na to, że i na gruntowe drogi zawitała wreszcie wiosna.

- Gmina Miejska Świdnik ostrożnie podejmuje decyzje związane ze zlecaniem robót naprawczych dróg przy niekorzystnych warunkach, aby nie doprowadzić do degradacji innych odcinków przez sprzęt budowlany przeznaczony do napraw nawierzchni. Dotychczas przeprowadzaliśmy jedynie doraźne roboty naprawcze, by miejscowo ustabilizować drogi na odcinkach, które straciły nośność. Chodzi o zapewnienie przejezdności do czasu przeprowadzenia kompleksowych prac naprawczych. Taka sytuacja miała miejsce tylko na kilku drogach, powstałych w miejscach, gdzie kiedyś znajdowały się pola uprawne.

Dopiero teraz mogliśmy wpuścić na nieutwardzone drogi ciężki sprzęt, taki jak równiarka drogowa, który wcześniej zrobiłaby na nich więcej szkód niż pożytku. Zaczęliśmy od wstępnych prac, polegających na profilowaniu i wałowaniu nawierzchni drogowych. Później przyjdzie czas na wzmacnianie odcinków nawierzchni o obniżonej nośności kruszywem drogowym - mówi Przemysław Kozień, kierownik referatu infrastruktury komunalnej w Urzędzie Miasta.

Wiosennego łatania dróg gruntowych jest w Świdniku dużo. Na terenie miasta jest ich aż 70, w sumie o długości 24 km. Dla porównania, dróg utwardzonych mamy 36 km.

jmr

sobota, 07 kwiecień 2018 08:56

Dwa lata wsparcia

1 kwietnia minęły dwa lata od uruchomienia rządowego programu Rodzina 500 plus. O to jak wsparcie działa w Świdniku zapytaliśmy przedstawicieli Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Rządowy program, w ramach którego rodzice co miesiąc otrzymują nieopodatkowane 500 złotych na każde drugie i kolejne dziecko, a w przypadku niskich dochodów - również i na pierwszego i jedynego potomka trwa już dwa lata. Przez ten czas w woj. lubelskim wydano ponad 2,8 mld złotych. Z programu korzysta 141 tys. rodzin, w których wychowuje się 220 tys. dzieci. W Świdniku 2820 rodzin otrzymało wsparcie w wysokości blisko 33,9 miliona złotych.

- W związku z wejściem w życie ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci, zauważyliśmy spadek liczby osób korzystających z pomocy społecznej - przyznaje Andrzej Mańka, dyrektor MOPS w Świdniku.

Według opracowań, dodatkowe pieniądze wykorzystywane są na podstawowe potrzeby, takie jak żywność i odzież. Wzrastają też wydatki na edukację i kształcenie dzieci oraz rozrywkę.

- Świdniczanie rozsądnie gospodarują dodatkowymi pieniędzmi. Do tej pory nie stwierdziliśmy przypadków marnotrawienia przekazanych pieniędzy. Można natomiast śmiało powiedzieć, że przyczyniły się one do podniesienia standardu życia wielu rodzin i ustabilizowania sytuacji materialnej tych, które najbardziej potrzebowały pomocy. Z informacji, jakie do nas docierają wiemy, że środki przeznaczane są, na przykład, na letni wypoczynek dzieci, zakup mebli lub artykułów szkolnych – dodaje A. Mańka.

W naszej gminie najwięcej świadczeń przyznano 4 rodzinom, w których wychowuje się pięcioro dzieci.

piątek, 06 kwiecień 2018 13:04

Towar ukryła w aucie

Blisko tysiąc paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy, znaleźli mundurowi w samochodzie osobowym zaparkowanym przy miejskim targowisku. Właścicielka auta została zatrzymana.

- 54-letnia mieszkanka Świdnika usłyszała już zarzut przechowywania wyrobów bez akcyzy, czym naraziła Skarb Państwa na utratę blisko 17 tysięcy złotych - mówi Elwira Domaradzka, oficer prasowy świdnickiej policji. - Jak się okazało, nielegalny towar miała również w mieszkaniu i na swojej posesji.

Zatrzymana kobieta przyznała się do zarzucanego czynu. W poprzednich latach była też karana za podobne zdarzenie. Zgodnie z przepisami grozi jej kara grzywny.

środa, 04 kwiecień 2018 08:25

Do urn wyborczych po nowemu

Dwadzieścia jeden jednomandatowych okręgów zastąpiły cztery. W dalszym ciągu wybieramy 21 radnych. Co za tym idzie, zmieniły się granice okręgów i liczba zamieszkujących je świdniczan. Z wyborczej arytmetyki wynika, że będą trzy okręgi pięcio i jeden sześciomandatowy. Nowy podział na okręgi radni zatwierdzili podczas wtorkowej sesji miejskiej.

Przyjęty przez radnych podział miasta na okręgi wyborcze został dokonany zgodnie z obowiązującym Kodeksem wyborczym przy zachowaniu jednolitej normy przedstawicielstwa. Obszary wszystkich okręgów są spójne terytorialnie.

Okręgi nr 1, nr 3 i nr 4 będą okręgami 5 mandatowymi, okręg nr 2 okręgiem 6 mandatowym.

- Kształtując ich granice, braliśmy pod uwagę kilka istotnych czynników, między innymi, liczbę mieszkańców i zwartość terytorialną. Uwzględniliśmy również aspekty rozwojowe miasta, szczególnie dotyczy to okręgu nr 3 i nr 4, gdzie istnieje zarówno trend, jak też możliwości zagospodarowania terenu nowymi budynkami wielorodzinnymi, co skutkuje zwiększaniem liczby mieszkańców tych okręgów. Opierając się na zapisach Kodeksu wyborczego, ustalając granice okręgów, bierzemy pod uwagę jednolitą normę przedstawicielstwa, którą oblicza się poprzez podzielenie liczby mieszkańców gminy ustalonej na koniec kwartału poprzedzającego kwartał, w którym dokonuje się podziału na okręgi wyborcze. Liczba mieszkańców na dzień 31 grudnia 2017r. wynosiła 38556 osób. Norma przedstawicielstwa dla Świdnika wynosi 1836 (39556:21= 1836) - tłumaczyła Ewa Jankowska, sekretarz miasta.

Kolejnym krokiem było ustalenie liczby mandatów w poszczególnych okręgach wyborczych. Dokonuje się tego poprzez podział liczby mieszkańców w danym okręgu przez jednolitą normę przedstawicielstwa w gminie. - Liczba mandatów w przyjętych okręgach wyborczych została ustalona zgodnie z zasadami określonymi w Kodeksie wyborczym, jak również Uchwale Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 5 lutego 2018 w sprawie wytycznych i wyjaśnień dotyczących podziału jednostek samorządu terytorialnego na okręgi wyborcze - dodawała E. Jankowska.

jmr / fot. B. Żurawski

« powiększ klikając w zdjęcie lub otwórz w nowym oknie przeglądarki »

wtorek, 03 kwiecień 2018 11:54

Zatrzymany w ostatniej chwili

Wczoraj, policjant ze Świdnika zatrzymał poszukiwanego listem gończym 40-latka z naszego miasta. Funkcjonariusz, który tego dnia miał wolne od służby rozpoznał go na świdnickim dworcu PKP.

- Do zdarzenia doszło około godz. 11.00 - mówi Elwira Domaradzka, oficer prasowy świdnickiej policji. - Mundurowy zauważył mężczyznę odpowiadającego rysopisowi poszukiwanego, do odbycia kary pozbawienia wolności, za jazdę w stanie nietrzeźwości. Działający w warunkach recydywy przestępca miał przy sobie bagaże, co wskazuje na to, że chciał wyjechać do innego miasta. Jego plany pokrzyżował policjant, który go zatrzymał i powiadomił o zdarzeniu dyżurnego.

Jeszcze dziś mężczyzna ma zostać przewieziony do aresztu śledczego. Spędzi tam najbliższe 8 miesięcy.

wtorek, 03 kwiecień 2018 10:20

Coś więcej niż marka

Motoryzacja domeną mężczyzn? To od dawna przeszłość. Izabela Lal, 29-latka ze Świdnika, w świecie silników i prędkości odnajduje się jak mało kto. Autorka fanpage'a „Simply Perfect - E30 by Izzz”, od niedawna też moderatorka oficjalnej grupy BMW Koneser, udowadnia, że miłość do czterech kółek nie jest zarezerwowana wyłącznie dla mężczyzn, choć to właśnie tata - Paweł, mechanik samochodowy, zaszczepił w niej wyjątkową pasję do aut.

- Tak naprawdę całe moje dzieciństwo związane było z motoryzacją. Bardzo dużo czasu spędzałam w warsztacie, gdzie poznawałam sprzęt i specyfikę pracy. Do dziś lubię zapach unoszący się w garażu. Jednak prawdziwa miłość do aut rozwijała się powoli. Nawet nie wiem kiedy miała swój początek. To po prostu we mnie rosło. Przełom nastąpił po otrzymaniu przez młodszego brata prawa jazdy. Wtedy też zaczęły się nasze wspólne wyjazdy na zloty samochodowe. Zresztą, sama doskonale pamiętam ten czas, kiedy nie mogłam doczekać się pełnoletniości.

- Odliczałaś dni?

- Oczywiście! (śmiech) Dla mnie ukończenie 18 lat wiązało się wyłącznie z tym, aby zapisać się na kurs. Motoryzacja to nietypowe hobby dla kobiet. Choć samochody to moja pasja, nie spędzam wolnego czasu w garażu. Na co dzień prowadzę dom i pracuję. Znam się na wielu rzeczach, jestem w stanie wykryć usterkę i dokładnie opisać objawy czy sprecyzować, co może być jej powodem, ale naprawę samochodów oddaję w ręce taty, brata bądź kolegów, którzy markę BMW znają jak własną kieszeń. Mimo to nie jest tak, że płacę i mówię „róbcie, co trzeba, reszta mnie nie interesuje”. Jestem informowana o każdym etapie naprawy.

- Co jest takiego wyjątkowego w tej marce?

- Długo się nad tym zastanawiałam i tak naprawdę do dziś nie wiem. Cała przygoda z BMW zaczęła się dość dawno, gdy mój sąsiad jeździł modelem E36 - pięknym, białym, którym woził młode pary do ślubu. To auto na długo zapadło mi w pamięci, choć miałam wtedy 10 lat. Mijały lata i po zdaniu prawa jazdy dostałam od rodziców pierwszy samochód. Po roku zamieniłam Opla na BMW. Przez kolejne lata zmieniałam samochody, by znów wracać do BMW. Mogę jeździć nowoczesnymi, drogimi autami, ale to nie jest to samo, co jazda nawet 20-letnim BMW. Nawet jeśli jego stan wizualny pozostawia wiele do życzenia, to sam sposób prowadzenia rekompensuje wszystko. Mam wrażenie, że jest po prostu skrojone pode mnie...

- … podobno samochód odpowiada naszej osobowości.

- Zdecydowanie. Przykładowo, kobiety, które wolą jazdę z punktu A do B wybiorą komfortowe auto. Uwielbiające elegancję - luksusowe. Są też panie dla których samochód nie ma większego znaczenia. Ja natomiast muszę czerpać przyjemność z jazdy. Jeżeli mam wsiąść do pięknego i nowoczesnego samochodu, pełnego elektroniki, to nie sprawi, że będę czuła się w nim dobrze. Moja E30-stka kończy w tym roku 31 lat. To piękny klasyk i bardzo dobry egzemplarz, w rzadko spotykanym kolorze, na który trafiłam zupełnie przypadkowo. Zdaję sobie sprawę z tego, że wzbudzam zainteresowanie nie tylko na zlotach, ale też na ulicy, głównie z uwagi na jej wyjątkowe koła. Z tego co wiem, to jedyna E30-stka w Polsce posiadająca takie felgi.

- Spokojna jazda czy dreszczyk emocji i adrenaliny?

- Zdecydowanie to pierwsze. Jazda E30-stką jest klimatyczna - otwarty szyberdach, delikatna muzyka sprawiają, że nie potrzeba zawrotnych prędkości. Prowadzenie daje ogromną przyjemność.

- Odpoczywasz czasem od niej?

- Nie, nigdy nie mam takiego momentu. Raczej ubolewam, kiedy nie mogę przez dłuższy czas prowadzić. Nawet krótkie odcinki sprawiają mi ogromną przyjemność. Od października moja E30-stka stoi w warsztacie, a to sprawia, że tęsknota jest coraz większa. W planach remontu ujęte zostało usunięcie ognisk rdzy, ale jak to z klasykami bywa, gdy zaczynamy odnawiać jedną rzecz dochodzą kolejne. Liczę na to, że w sezonie letnim wyjadę na drogę. Tym bardziej, że w sierpniu odbędzie się zlot miłośników tego modelu w miejscowości Zdwórz, na który bardzo chcę pojechać. Nie lubię tzw. betonowych zlotów, gdzie auta prezentowane są na nawierzchni asfaltowej, zdecydowanie wolę „trawiaste”. Taki właśnie jest E30 Meeting w Zdworzu, gdzie znajduje się piękny zalew, a wokół dużo zieleni. Tu nie ma prześcigania się, czyje auto jest ładniejsze bądź mocniejsze. Liczy się wspólna miłość do marki. Kiedy po raz pierwszy pojawiłam się w Zdworzu, byłam prawdopodobnie jedyną właścicielką E30-stki na około 150 uczestników. Kobiety przyjeżdżały, ale głównie w roli osoby towarzyszącej. Natomiast w ubiegłym roku zauważyłam, że liczba właścicielek zdecydowanie się zwiększyła.

- Nie mogę nie zapytać o stereotypy. Podchodzisz do nich neutralnie czy są takie, które szczególnie Cię drażnią?

- W przypadku stereotypów na temat samej marki, drażnią mnie artykuły typu: „kolejny kierowca BMW wylądował w rowie”, a przy nim niezbyt miłe komentarze. Tak naprawdę, jeśli ktoś nie jeździł tylnonapędowym autem, to niewiele może powiedzieć na ten temat. Gdy warunki na drogach są trudne, trzeba bardzo uważać. Czasami wystarczy niewielki błąd, by wpaść w poślizg. To nie głupota, tylko brak doświadczenia i wiedzy często doprowadzają do wypadków. Sama dobrze czuję się za kierownicą i wydaje mi się, że my kobiety mamy więcej rozwagi, potrafimy przewidzieć to co może się wydarzyć. Mężczyźni są bardziej impulsywni, a panie zdystansowane i zachowawcze. Owszem, może czasem niektóre jeżdżą niezdarnie, ale one wolą, żeby ktoś na nie zatrąbił niż miałyby wymusić pierwszeństwo.

- Pewnego dnia postanowiłaś założyć fanpage „Simply Perfect - E30 by Izzz”. Z 300 obserwatorów zrobiło się ponad 3 tysiące, a Twoja popularność wciąż rośnie.

- Bardzo mnie to cieszy, chociaż ostatnio moja aktywność trochę zmalała - głównie przez naprawę auta. Cel był jeden - podzielić się pasją z innymi i pokazać moje życie z E30-stką. To również pamiątka i swego rodzaju album ze wspomnieniami. Nie chciałam tego robić na prywatnym profilu. Samo zainteresowanie fanpage'em przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Publikuję zdjęcia, proszę obserwujących o porady i opinie. Interakcja z nimi jest naprawdę świetna.

- Rozpoczęłaś też współpracę z oficjalną grupą BMW Koneser.

- Wszystko, co do tej pory osiągnęłam we współpracy z nią było czystym przypadkiem. Zaczęło się od wspólnego zdjęcia z koleżanką Kasią, która jeździ bliźniaczą wersją E30-stki i co ciekawe, też jest ze Świdnika. Nasze zdjęcie, zrobione podczas spotkania Lubelskich Klasyków Nocą, zobaczyło ponad 35 tysięcy osób, w tym fotograf, który zaproponował nam sesję zdjęciową. Jej zasięg był imponujący i dzięki temu otrzymałyśmy propozycję współpracy z grupą BMW Koneser. Razem z Kasią i dwiema innymi dziewczynami moderujemy oficjalną grupę na facebooku, dostępną dla wszystkich miłośników marki, nie tylko dla kobiet.

- Stajesz się coraz bardziej rozpoznawalna. Co będzie za parę lat?

- Wiele się zmienia, moje priorytety i obowiązki. Kiedyś mogłam poświęcić więcej czasu na zainteresowania, teraz zdecydowanie na pierwszym planie stawiam rodzinę. Mam to szczęście, że mój partner doskonale mnie rozumie i wspiera, mimo że jego pasją od najmłodszych lat są motocykle. Z niecierpliwością wyczekujemy sezonu letniego, by w wolnych chwilach wspólnie pokonywać kilometry. Pasje, choć różne, łączą nas. Ja jednak wiem, że zawsze będę jeździć BMW. To miłe uczucie, kiedy przekraczam bramę zlotu i podchodzi do mnie nieznajoma osoba, która wita się ze mną słowami „Iza, fajnie, że jesteś”. Zdarza się, że po przejażdżce dostaję zdjęcia, że byłam widziana tu i tam. Motoryzacja towarzyszy mi od zawsze, stanowi bardzo dużą część mojego życia i nie chce z niej rezygnować. Jednak nie ukrywam, że częściej wybieram spokój ogniska domowego zamiast wyjazdu na kolejny zlot. Choć świat motoryzacji ciągle się zmienia, jest energiczny i wymaga wielu poświęceń, to drzwi do niego absolutnie jeszcze nie zamykam.

Sandra Rutkowska
Magazyn Świdnik - wysokich lotów nr 23 / marzec 2018

środa, 04 kwiecień 2018 11:26

Historia pewnej miłości

Wszystko zaczęło się od tańca, którego Renata Elmerych uczyła się już w dzieciństwie. Wielokrotnie po­wtarzała wtedy, że gdy dorośnie, zostanie instruktorem tańca. Przez chwilę wydawało się, że nie uda jej się spełnić tego marzenia. Wszystko zmieniło się po jednym telefonie. Godziny rozważań, czy podjąć się nowej pracy, szukanie pomysłów na nią i właściwej metody opłaciły się. Od trzech lat pani Renata pro­wadzi grupę taneczno-teatralną „Pasjonaci", jest też terapeutą i instruktorem, i nie wyobraża sobie, by mogła robić coś innego. Uśmiech jej uczniów napędza ją do ciągłego działania.

- Pani życie kręci się wokół tańca.

- Tańczę odkąd pamiętam.To coś, w czym się realizuję, czemu w pełni się oddaję i co po­zwala zapomnieć mi o codziennych proble­mach. To moja odskocznia.

- Wybrała Pani zawód instruktora.

- Przez wiele lat uczyłam się tańca ludowego, który towarzyszył mi najdłużej, ale poznałam także taniec towarzyski, klasyczny i współ­czesny. Dzięki temu mam pojęcie o każdej dziedzinie tańca i mogę wykorzystywać tę wiedzę w swojej pracy. Pytana jeszcze w dzieciństwie, kim zostanę w przyszłości odpo­wiadałam, że nauczycielem tańca. Zaraz po liceum chciałam rozpocząć studia na kierun­ku pedagogiki kulturalno-oświatowej, gdzie jednym z przedmiotów był właśnie taniec, jednak nie dostałam się na nie. Postanowi­łam wykorzystać ten rok. Dowiedziałam się, że w Gardzienicach istnieje Uniwersytet Lu­dowy, w którym prowadzony jest kurs na instruktora tańca przygotowujący do pracy w tym zawodzie. Zaraz po jego ukończeniu dostałam się na studia filozoficzne, jednocze­śnie podejmując pracę na stanowisku instruk­tora tańca współczesnego pracując z grupą dziecięcą w Spółdzielczym Domu Kultury w Świdniku, Następnie podjęłam pracę w branży telekomunikacyjnej, ale nie zrezygnowałam z aktywności fizycznej. Uczęsz­czałam na różnego rodzaju warsztaty z dzie­dziny tańca i choreoterapii, a także szkolenia doskonalące.

- Kiedy została Pani terapeutą?

- Zupełnie nie myślałam o tym, żeby praco­wać osobami z niepełnosprawnością. Do tej pory pracowałam z osobami pełnosprawnymi w różnym wieku - od malucha do seniora. Tak się stało, że odeszłam z pracy i założyłam własną firmę o profilu taneczno-animacyjno-szkoleniowym. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie pani Żaneta Adamek, kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy działają­cego przy Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koło w Świdniku i zaproponowała mi popro­wadzenie terapii tańcem dla uczestników ŚDS. Szczerze mówiąc, długo się zastanawia­łam nad tą propozycją. Nie pracowałam wcze­śniej z osobami z niepełnosprawnością, poza krótkimi praktykami w Wygnanowicach, w trakcie trwania kursu instruktorskiego, ale tak naprawdę nie znałam bliżej tej grupy. Po dołączeniu do ŚDS i poznaniu specyfiki pracy z osobami z niepełnosprawnością rozkochałam się w tej grupie ludzi, a moja pasja rozciągnęła się na nich.

- Poza Środowiskowym Domem Samopo­mocy prowadzi Pani zajęcia taneczne dla dzieci, młodzieży i seniorów.

Bardzo lubię kontakt z ludźmi niezależnie od ich wieku, stąd moja współpraca z Miej­skim Ośrodkiem Kultury czy Uniwersytetem Trzeciego Wieku. W MOK-u prowadzę „Zumba Kids". Uczestnicy mają od 4 do 8 lat. Na za­jęciach próbujemy tworzyć układy ruchowe, przy których starsze dzieci nie będą się nudziły, a młodsze będą nadążać za starszymi. Chętnie w nich uczestniczą. Z kolei, jeśli chodzi UTW ćwiczymy taniec towarzyski, tańce w kręgu i integracyjne. Panie doskonale się przy tym bawią, ale też wiele uczą. Piękne jest to, że mają chęć występowania na scenie, że wiek ich w tym nie ogranicza.

- Co Panią pasjonuje?

- Najbardziej taniec współczesny, a w nim improwizacja ruchowa. Po prostu włączam muzykę i tańczę tak jak czuję, jak prowadzi mnie rytm i nastrój. Właśnie w ten sposób pracuję z „Pasjonatami", grupą ze Środowi­skowego Domu Samopomocy PSONI Koło w Świdniku, która powstała 3 lata temu. Początkowo prowadziłam zajęcia taneczne z całą grupą, czyli osobami z niepełnospraw­nością intelektualną w różnym stopniu. To były warsztaty terapeutyczne, ogólno­rozwojowe. Po kilku miesiącach okazało się, że w grupie są prawdziwe talenty, w których tkwi ogromny potencjał. Wyłoniłam tych kil­ka osób i dla nich poprowadziłam oddziel­ne zajęcia. Grupa narodziła się z odkrytej przeze mnie pasji tanecznej w jej uczestni­kach, stąd nazwa „Pasjonaci". Zaczęliśmy tworzyć spektakle, iść w kierunku tańca scenicznego, artystycznego. Początkowo były to proste układy, później już bardziej skomplikowane, rozbudowane o scenariu­sze spektakle taneczno-teatralne. Dla mnie współpraca z „Pasjonatami" to ogromna przyjemność, gdyż mogę dzielić się pasją, znajdując w tym oddźwięk ze strony uczest­ników i chęć do pracy, często wielogodzinnej i wysiłkowej. W pracy z tą grupą odkryłam, że ludzie z niepełnosprawnością intelektu­alną, często odtrącani przez społeczeństwo z różnych względów, mają takie same marze­nia, pragnienia, odczucia i zdolności fizyczne jak osoby zdrowe. Dodatkowo tańczą „ser­cem", oddając siebie w pełni w tym, co robią. To jest fascynujące.

- Jak powstają wasze spektakle?

Opieramy się głównie na improwizacji ru­chowej. Zadaję temat i mówię, że teraz bę­dziemy tańczyć uczucie, na przykład „miłość". Włączam muzykę w takim klimacie i zaczyna­my tańczyć. Zawsze włączam się aktywnie w zajęcia. Nigdy nie jest tak, że wchodzę w rolę instruktora - nauczyciela tańca. Uczest­nicy otwierają się w ten sposób bardziej, bo widzą, że nie mam przed nimi żadnych blo­kad. Nie trzymamy się sztywnych ram, jak ma to miejsce w innych dziedzinach tańca. Obserwuję moich uczestników, idę za ich ruchem. Fajniejsze elementy ćwiczymy jeszcze raz, utrwalamy, ubieramy w ca­łość i właśnie w ten sposób powstaje spek­takl. Czasami tancerze mają ciekawsze pomysły improwizacyjne niż ja. Staram się za nimi podążać, niczego nie narzucając, ewentualnie zachęcając do jeszcze większej otwartości.

- Tancerze nie mieli oporów przed występo­waniem dla publiczności?

- To dziwne, ale nie. To znaczy, są osoby, któ­re do tej pory odczuwają lekki stres przed wyjściem na scenę, ale kiedy już się na niej znajdą, widzą, że są podziwiani i ogląda­ni więc stres znika. Myślę, że to normalne. Każdy tancerz odczuwa lekką tremę przed występem. Oni jednak po prostu wychodzą i tańczą. Taniec na scenie, podziw ze strony publiczności ich nobilituje i dowartościowuje, daje poczucie ważności oraz pewność siebie. Występy sceniczne maję aspekt także mocno terapeutyczny. Na moich oczach uczestnicy stają się coraz bardziej dojrzalsi i odpowiedzialni. Ostatnio braliśmy udział w Ogólnopolskim Festiwalu Twórczości Teatralno - Muzycznej Osób Nie­pełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana 2018" w Lublinie, jeden z naszych tancerzy rozchorował się na grypę. Każdy w takiej sy­tuacji zostałby w domu, ale on czuł się odpo­wiedzialny za grupę i miał świadomość waż­ności wydarzenia. Mieliśmy tak obsadzony spektakl, że gdyby zabrakło jednego aktora, posypałby się cały scenariusz. Nie mieliśmy go kim zastąpić. Tancerz miał takie poczucie odpowiedzialności, że po prostu przyjął leki i pojechał z nami. Pięknie wystąpił, a my zaję­liśmy pierwsze miejsce.

- Za jaki spektakl otrzymaliście tę nagrodę?

- To „Historia pewnej miłości". Opowiada o uczuciu. Prowadzi nas od momentu kłót­ni dwojga zakochanych, przez retrospekcję, do czasów początków ich miłości, zaurocze­nia sobą, rozwoju uczucia, aż po chwilę, gdy nadciągają nad ich związek ciemne chmury i wszystko zaczyna się w nim burzyć. Spek­takl osadzony jest w scenerii lat dwudzie­stych Nowego Jorku, z muzyką i tańcem musicalowym, w dużej mierze improwizowanym i opartym na pomysłach i ruchach tancerzy. Aktorzy wprowadzają widza w historię miło­ści dwojga ludzi, którą tak naprawdę każdy z nas przeżył lub mógłby przeżyć. Istotnym elementem tego widowiska jest tango argen­tyńskie, w którym skondensowane są wszyst­kie uczucia: gniew, namiętność, radość, złość, cała historia ich związku. Ważne jest to, że aktorzy, bo tak ich już teraz nazywam, ro­zumieją, co tańczą, oddają doskonale nastrój i uczucia tej opowieści. Za chwilę jedziemy do Krakowa na uroczystą galę, gdzie odbierzemy nagrodę z rąk Anny Dymnej. Jako zdobywcy pierwszego miejsca w regionie IV „Albertiany", reprezentując województwa: lubelskie, świętokrzyskie i podkarpackie, wystąpimy na deskach Teatru Juliusza Słowackiego. To naj­ważniejsza nagroda w tym środowisku. Je­dziemy też w maju, jako reprezentanci Polski, do Brześcia na XIV Międzynarodowy Brzeski Festiwal Teatrów Osób Niepełnosprawnych „Nieprzetarty Szlak", organizowany przez Stowarzyszenie „Niepełnosprawni i Środowi­sko" z Brześcia ze spektaklem „Historia pew­nej miłości". To dla „Pasjonatów" ogromna radość, bo pierwszy raz wyjadą za granicę. W planach mamy też Międzynarodowy Festi­wal „Biennale" w Łodzi.

- Co daje Pani ta praca?

- Satysfakcję, radość i świadomość, że ro­bię coś ważnego. Poprzez moje działania w tancerzach wzrasta poczucie war­tości. Widzę, że robię coś warto­ściowego, co przynosi radość innym i to do mnie wraca. Dając coś od siebie, do­staję w zamian energię i chęć do działania. Dzieląc się swoją pasją, miłością do tańca, otrzymuję uśmiech i odwzajemnienie tej pasji. To dla mnie ważne, że wykonuję pracę, która ma dla kogoś i dla mnie samej jakąś wartość, sens. Co mi to daje? Siłę do dalszego działania i podejmowania wyzwań. Uśmiech moich tancerzy, ich chęci, radość z każdego sukcesu jest moim motorem na­pędowym. Dzięki nim, pomimo zmęczenia, chce mi się w dalszym ciągu podejmować trud tej pracy.

Agata Flisiak
Magazyn Świdnik - wysokich lotów nr 23 / marzec 2018

piątek, 30 marzec 2018 09:41

Logo wytropił narkotyki

Do 10 lat więzienia grozi 27-latkowi za posiadanie środków odurzających. Do zatrzymania doszło wczoraj, z pomocą Logo, specjalnie wyszkolonego psa do tropienia narkotyków.

- Funkcjonariusze, bazując na wcześniejszych ustaleniach, weszli do jednego z domów, w którym znaleźli kilkadziesiąt gramów marihuany, należącej do mieszkańca gminy Piaski - mówi Elwira Domaradzka ze świdnickiej policji. - Mężczyzna ukrył narkotyki w nietypowych miejscach, między innymi na strychu w stodole czy w pudełku po pizzy.

Niezwykle pomocny okazał się czworonożny funkcjonariusz Logo. Zwierzę niemal od razu wskazało miejsce ukrycia nielegalnych substancji. Dziś 27-latek zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Świdniku.

Strona 6 z 312