sm - Świdnik - wysokich lotów

niedziela, 29 październik 2017 11:46

Góra jest wyłącznie w głowie

Na co dzień wicedyrektorka I Liceum Ogólnokształcącego oraz nauczycielka języka polskiego i filozofii. Gdy tylko uda jej się wyrwać na urlop, razem z siostrą ucieka w góry. Początkowo włóczyła się po Beskidach, z czasem skierowała kroki w polskie i słowackie Tatry, później także w Alpy. Kiedy poczuła się pewnie, spełniła marzenie o wejściu na pięciotysięczniki. W 2016 roku zdobyła Kilimandżaro, a w tym Kazbek i Elbrus. W rozmowie z nami, Aneta Jagieła, Świdniczanka Roku 2016, opowiada o fascynacji górami, swoich podróżach i planach, by wchodzić coraz wyżej.

- Trekking to jedna z Pani największych pasji.

- Jeszcze w liceum wyjeżdżaliśmy ze znajomymi w Beskid Makowski. Podobała mi się atmosfera przebywania na szlaku, wspólne rozmowy i przygotowywanie jedzenia. Któregoś razu mama pozwoliła mi zabrać ze sobą młodszą o 6 lat siostrę Agatę. W niej też zrodziła się pasja. Od tej pory, to znaczy od ponad dwudziestu już lat, chodzimy razem.

- Co jest takiego fascynującego w górach?

- Przede wszystkim możliwość wyciszenia się, oderwania od codzienności i cywilizacyjnego zgiełku. Myślę, że każdy tego potrzebuje. Góry to majestat, potęga. To coś, co mnie przewyższa, z czym nie mogę dyskutować i czego nie pokonam. Będąc na szlaku, zmagając się ze złą pogodą, wysiłkiem i wysokością, nabieram niezbędnej pokory do życia i dystansu do samej siebie. Gdy na przykład za bardzo się zagalopuję czy pogubię, góry naprostowują mnie, wyznaczają właściwy kierunek. Powodują, że wracam do domu wyciszona i znów znam swoje miejsce.

- Ten wysiłek, który wkładamy w zdobycie szczytu, pozwala pozbyć się negatywnych emocji.

- Po prostu zresetować się. W górach zostawia się złość, wszelkie przykrości, wszystko to, co człowieka boli. Myśli się o tym, gdzie postawić pierwszy i kolejny krok albo gdzie jest następny chwyt w skale. Bardzo ważna jest też adrenalina. Ona każe człowiekowi piąć się dalej, ale i wrócić.

- Jak wspomina Pani pierwsze wyprawy?

- W ubiegłym roku nauczycielka geografii z naszej szkoły zaprosiła mnie na kółko, żebym opowiedziała o swoim wejściu na Kilimandżaro. Długo zastanawiałam się jak to zrobić. Nie chciałam, żeby to wyglądało tak, jakbym uważała się za alpinistkę najwyższych lotów czy hardcorowego wspinacza, który pokonuje wszelkie górskie bariery. Zależało mi na tym, żeby pokazać, że góry i wspinaczka uczą życia i stopniowego stawiania kroków. I tak właśnie było z moimi wyprawami. Zaczynałam od maleńkiego Beskidu Makowskiego, przepięknego Żywieckiego, Śląskiego i Sądeckiego, Karkonoszy oraz Gór Izerskich. Od Maciejowej w Gorcach, poprzez Turbacz, aż po Tatry. Razem z siostrą przeszłyśmy wszystkie polskie pasma górskie, ale każdy z nich powoli, stopniowo. Pierwsze wyjazdy wspominam z ogromnym sentymentem, bo one uczyły mnie szacunku do gór. Bez tego nie osiągnęłabym ostatnich sukcesów wysokogórskich.

- Już wtedy zakładała Pani, że w przyszłości zdobędzie najwyższe szczyty świata?

- Nie miałam takich celów. W zasadzie na pomysł z wyprawami wysokogórskimi wpadła moja siostra. Z dużą rezerwą podchodziłam do Kilimandżaro i szczytów Kaukazu, ponieważ nie wierzyłam we własne siły. Za każdym razem bardzo przeżywam ataki szczytowe. Na kilka godzin przed nimi nie potrafię zasnąć, co powoduje jeszcze większe zmęczenie. W tym roku, kiedy wspinałam się na Kazbek i Elbrus, spotkałam szczególnego człowieka - Tomasza Kobielskiego. Jest himalaistą, zdobywcą „Korony Ziemi”. Był liderem mojej wyprawy. To niesamowity człowiek. Bardzo konsekwentny i o silnej osobowości. Na pewno jest też dobrym psychologiem, bo widząc w moich oczach niepewność podczas aklimatyzacji, zgromadził nas wszystkich i powiedział, że góra jest wyłącznie w głowie. Zapamiętam to zdanie na całe życie. Bardzo mnie wtedy uspokoiło, pozwoliło spojrzeć na całą sytuację zupełnie inaczej i zmotywowało. Cel jest w naszej głowie. Żeby go osiągnąć potrzeba wysiłku i przygotowań. Nie można go lekceważyć. Ale ostatecznie jest tak, jak Albert Camus pisał w swoim eseju o Syzyfie, że dla człowieka nie jest najważniejsze zdobycie szczytu. Liczy się droga, sam proces zdobywania. Tak naprawdę twój szczyt jest tam, gdzie dojdziesz. Jest właśnie w twojej głowie.

- Jednak, gdy się idzie i zaczyna myśleć o tym, że brakuje sił, że chce się poddać, czujemy, że zawiedliśmy.

- Zgadza się. Bardzo się tego bałam. Zresztą, siostra dużo ze mną o tym rozmawiała, bo jest mocniejsza psychicznie. Ja natomiast, chyba z powodu silnych, czasami niezdrowych ambicji, mam z tym problem. To jest właśnie to, o czym mówisz, że co będzie, jeśli nie zdobędę szczytu? Jak odpowiem za to przed samą sobą, jak się rozliczę? To nie jest pewnie dobre podejście, ale z drugiej strony myślę, że hartuje w byciu ambitnym. Daje mi siłę do podejmowania potem decyzji na polu osobistym i zawodowym. W życiu potrzebne są ambicje i wyznaczanie sobie celu, który można osiągnąć, ale potrzebna jest też umiejętność podejmowania decyzji, kiedy należy się wycofać.

- Gdyby nie udało się wejść za pierwszym razem, spróbowałaby Pani jeszcze raz?

- Mam taką zasadę, sama nie wiem skąd mi się wzięła, że nie wchodzę dwa razy na tę samą górę. Powiem szczerze, że nie wiem, czy podjęłabym się kolejny raz tego samego ataku szczytowego. Nie wiem, czy by mnie to zniechęciło, czy nakręciło do tego, żeby jeszcze raz spróbować. To trudne pytanie. Nie umiem odpowiedzieć, naprawdę.

- Kiedy pomyślała Pani, że Tatry to za mało?

- Przez całe życie ja i Agata z dużą pokorą podchodziłyśmy do gór. Ważnym sprawdzianem były dla nas słowackie Tatry, bo tam szlaki zajmują nawet do kilkunastu godzin. Wymagają więc dużego wysiłku i dobrej kondycji. Stopniowo zaczęłyśmy zdobywać też alpejskie trzytysięczniki. I myślę, że właśnie w Alpach, w Dolomitach stwierdziłyśmy, że wejdziemy wyżej i odbędziemy naszą przygodę życia. Stało się nią Kilimandżaro, bo chciałyśmy zmierzyć się z wysokością. Postanowiłyśmy, że jeśli się uda, dopiero wtedy spróbujemy swoich sił w warunkach zimowych.

- Podczas wchodzenia na Kilimandżaro pojawił się moment zwątpienia? Czuła Pani, że to już jest maksimum, które może z siebie dać?

- Oczywiście, każdy z nas ma takie kryzysy. Chociaż byłam bardzo dobrze przygotowana, jeśli chodzi o odzież, nieraz odczuwałam dotkliwe zimno. Ale najgorszą walką ze słabościami jest ta wynikająca z senności, która bardzo osłabia organizm. Kiedy idzie się w nocy, w trudnych warunkach, człowiek czuje się pozbawiony wewnętrznej siły. Momentem decydującym o tym, że się budzisz i wracają do ciebie siły, jest wyłaniające się zza szczytów słońce. Czułam to na Kilimandżaro, na Kazbeku i Elbrusie. To trochę tak, jak u Tolkiena, zwłaszcza w wulkanicznej krainie Kilimandżaro, która przypomina Mordor, ciemny, czarny, nieprzyjazny... I nagle pierwsze promienie słońca zaczynają lizać ziemię, rozjaśnia się, a w człowieka wstępuje nadzieja. To coś zupełnie niesamowitego. Wtedy wiesz, że dasz radę iść dalej.

- Czego boi się Pani najbardziej, wchodząc na szczyt?

- Najbardziej przeraża mnie choroba wysokościowa. Może dlatego, że dużo o niej czytałam, o doświadczeniach zmagających się z nią ludzi. Niestety, wchodząc na Kilimandżaro widziałam osoby, które zapadały na tę chorobę. Człowiek jest wobec niej bezsilny. Nie ma na nią żadnego wpływu. Dopadała najlepszych. Przykładowo, himalaistę Jerzego Kukuczkę, który z początku nie potrafił sobie z nią poradzić. Jego pierwsze wejścia były porażkami. Człowiek czyta o tym, a potem widzi tych ludzi… bezsilnych, nieświadomych kim są i gdzie się znajdują, zdanych na innych, którzy sprowadzą ich na niższą wysokość. Do tego wymioty, zachowanie, jakby ktoś był w stanie upojenia alkoholowego… Kiedy to widzisz, zaczynasz się bać, by i tobie się to nie przytrafiło.

- Łatwo jest wrócić po takiej podróży do Tatr?

- Tak, ponieważ, jeśli kocha się góry, to chce się pojechać gdziekolwiek. Czy to w Tatry, czy w Beskidy, byle tylko móc się wspinać. Tak chyba ma każdy, kto kocha góry.

- O którym szczycie teraz Pani marzy?

- W ubiegłym roku, kiedy po Kilimandżaro pytano mnie o kolejny cel, jakoś bałam się go zwerbalizować mimo, że był już ustalony. W tym roku śmiało mogę powiedzieć, że będzie to Mont Blanc. Klamka już zapadła.

- A co dalej?

- Zawsze znajdzie się jakieś miejsce, do którego chce się wrócić. Ja, na przykład, bardzo tęsknię za Beskidami. Chodzeniem z plecakiem, od schroniska do schroniska. Marzy mi się powrót do wędrowania i chętnie poświęciłabym na to tydzień. Niekoniecznie, by zdobywać szczyty, ale żeby się trochę powłóczyć.

- Przy Pani doświadczeniach Beskidy wydają się mało wymagające.

- Tak, ale wracam do nich z dużym sentymentem. Ten moment dotarcia do schroniska, kiedy zmęczenie łamie, bolą plecy i nie wiadomo, czy najpierw iść pod prysznic, czy złapać za konserwę i chleb, nagle to wszystko puszcza, jest się nasyconym, spełnionym… W górach naprawdę niewiele potrzeba i to jest w nich piękne. Kiedy wyniesie się śpiwór przed schronisko i zdrzemnie, a później otworzy oczy i zobaczy się gdzieś w oddali pasmo górskie, nic więcej człowiekowi nie potrzeba.

- Czego nauczyły Panią góry?

- Nade wszystko, pokory. Podejmowania decyzji. Stawiania sobie celów, pokonywania własnych ograniczeń i słabości. Kiedy człowiek zacznie sobie z nimi radzić, będzie mu łatwiej w życiu.

Agata Flisiak
Magazyn Świdnik - wysokich lotów nr 18 / październik 2017

piątek, 27 październik 2017 13:41

Popływamy także w niedzielę

Dobra wiadomość dla tych, którzy nie mają czasu na sport w ciągu tygodnia. Dziś czynne będą basen i sauna przy Szkole Podstawowej nr 5.

Z przyszkolnej pływalni można skorzystać w godzinach 15.00-18.45 (ostatnie wejście o godz. 18.00), natomiast z sauny od 16.00 do 18.45. Ceny biletów pozostaną takie same, jak w dni powszednie. Za bilet normalny na basen zapłacimy 9 zł, natomiast za ulgowy, przysługujący osobom w wieku 8-18, 5 zł. Świdniczanie chcący skorzystać zarówno z pływalni, jak i sauny wydadzą 14 zł (bilet normalny) albo 10 zł (bilet ulgowy).

- Chcemy sprawdzić, jakie będzie zainteresowanie. Jeśli frekwencja dopisze, basen i sauna będą otwarte również w kolejne niedziele - mówi Tomasz Szydło, dyrektor SP nr 5.

af

piątek, 27 październik 2017 12:39

Kleksiki to już przedszkolaki

Nie tylko dzieci z Przedszkoli nr 2 i 5 dołączyły wczoraj do grona przedszkolaków. Swoje święto miały też "Kleksiki" z placówki nr 3.

Zanim jednak odbyło się uroczyste pasowanie, zaprezentowały zgromadzonym gościom umiejętności wokalne, recytatorskie, językowe i taneczne. Potem rodzice maluchów złożyli uroczystą przysięgę, że będą kochać i wspierać swoje pociechy. Następnie burmistrz Waldemar Jakson oraz Renata Wójcik, dyrektor P nr 3, dokonali aktu pasowania.

Przedszkolaki otrzymały pamiątkowe dyplomy oraz kubki.

aw

czwartek, 26 październik 2017 14:45

Honorowy tytuł dla bohaterki

Świdnicka młodzież, po raz kolejny, miała okazję spotkać się z byłymi więźniarkami obozu dla kobiet w Ravensbrück. Alicja Gawlikowska, Marianna Bogusz i Wanda Rosiewicz przybyły do naszego miasta na zaproszenie uczniów Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1, którzy realizują ogólnopolski projekt Instytutu Pamięci Narodowej „O tym nie można zapomnieć…”.

Uroczystość wiązała się z nadaniem tytułu Honorowego Obywatela Miasta Świdnik śp. Stanisławie Śledziejowskiej-Osiczko (więcej o więźniarce KL Ravensbrück, która tuż przed wybuchem II wojny światowej mieszkała w Adampolu - W TYM ARTYKULE). Decyzję taką podjęli radni, podczas wczorajszej sesji Rady Miasta. Uchwałę odczytał dzisiaj Janusz Królik, przewodniczący RM. Akt nadania tytułu odebrała Katarzyna Mądrachowska, koordynatorka projektu z II LO.

- Wśród Honorowych Obywateli Świdnika znajduje się również Wanda Półtawska, która także była więźniarką Ravensbrück. Rada postanowiła nadać te tytuły, bo traktujemy panie jak bohaterki. Podziwiamy nieustanną walkę o człowieczeństwo, jaką musiały stoczyć w obozie. Przypomnę także, że Stanisława Śledziejowska-Osiczko była mieszkanką Adampola, działała w Świdniku na niwie edukacyjnej - mówił burmistrz Waldemar Jakson.

Publiczność, oprócz wysłuchania obozowych losów Alicji Gawlikowskiej, Marianny Bogusz i Wandy Rosiewicz, obejrzała film Magdaleny i Rafała Kołodziejczyków pt. „Za kratą są zielone drzewa”.  Na spotkaniu gościły również Barbara Oratowska, dyrektor lubelskiego Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem” oraz Anna Klimowicz z IPN.

Wydarzenie zostało zrealizowane z wykorzystaniem sprzętu zakupionego w ramach projektu „Nasze siedmiomilowe buty”. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

czwartek, 26 październik 2017 13:19

Już przedszkolaki

Wczoraj w oddziałach przedszkolnych przy SP nr 3 i Przedszkolu nr 7, a dzisiaj w placówce nr 5 i 2 odbyło się pasowanie.

Najpierw świętowały dzieci z "Piątki". Zanim jednak maluchy oficjalnie zostały przedszkolakami, pokazały czego nauczyły się w ciągu dwóch miesięcy. Tańczyły, śpiewały i recytowały wierszyki. Ich święto uświetnił występ starszaków, które przygotowały przedstawienie i układ choreograficzny. Następnie złożyły uroczyste ślubowanie i zostały przyjęte w poczet przedszkolaków.

Po południu uroczystość odbyła się także w Przedszkolu nr 2. Najmłodsi wzięli udział w quizie sprawdzającym ich wiedzę, przygotowali też część artystyczną dla rodziców. Następnie maluchy złożyły ślubowanie i oficjalnie zostały przedszkolakami.

To nie koniec pasowania. Kolejne odbędą się dzisiaj w P nr 3 oraz 23 listopada w P nr 6.

af

środa, 25 październik 2017 15:40

Dobra w nich nie brakuje

Występy muzyczne, wokalne, teatralne i loteria z nagrodami. Wszystko to w ramach koncertu charytatywnego, zorganizowanego przez uczniów ze świdnickich szkół.

Młodzi świdniczanie, na czele z Młodzieżową Radą Miasta, od lat znani są z niesienia pomocy potrzebującym. Przypomnieli o tym przedstawiciele ratusza: Ewa Jankowska, sekretarz miasta i Janusz Królik, przewodniczący Rady Miasta:

- Dzięki wam udało się wypełnić całą salę po brzegi, co, o tak wczesnej porze, jest niezwykle trudne. Gratulujemy pomysłu i inicjatywy. Cieszy nas fakt, że potraficie wspólnie podejmować się tak ważnych działań, tym bardziej, gdy cel jest szczytny.

Do tej pory zorganizowano już kiermasze, spotkania autorskie i akcje charytatywne. Tym razem młodzi postawili na kulturę. W sali widowiskowej MOK odbył się koncert pod hasłem „Gotowi pomagać”. Na scenie zaprezentowali się tancerze z Zespołu Tańca Nowoczesnego FUX, aktorzy Teatru Puk-Puk oraz artyści ze świdnickiego Ogniska Muzycznego.

Głównym punktem dzisiejszego wydarzenia była loteria z nagrodami, wśród których znalazły się, między innymi rysunki i koszulki z motocyklami oraz gadżety przekazane przez Miejski Klub Sportowy Avia Świdnik. Warunkiem uczestnictwa było przyniesienie, przede wszystkim produktów kosmetycznych i środków czystości, które trafią do podopiecznych lubelskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Pogodny Dom”.

Filmy z wydarzenia dostępne są na naszym kanale YouTube - Świdnik wysokich lotów.

Wydarzenie zostało zrealizowane z wykorzystaniem sprzętu zakupionego w ramach projektu „Nasze siedmiomilowe buty”. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

środa, 25 październik 2017 16:20

Najzdolniejsi nagrodzeni

W ubiegłym tygodniu ministerstwo edukacji i kuratorium doceniło nauczycieli, w tym przyszedł czas na ich podopiecznych. Uczniowie otrzymali dziś stypendia naukowe, przyznawane przez burmistrza Waldemara Jaksona za rok 2016/2017. Listy gratulacyjne wręczono również rodzicom najzdolniejszej młodzieży. Uroczystość odbyła się w Centrum Kultury.

- Stypendyści to nie tylko wzorowi uczniowie, ale również dobrzy ludzie, którzy pracują nad sobą, własnym charakterem i rozwojem. Jednocześnie są otwarci na potrzeby innych. Ich sukcesy są oczywiście ich zasługą, ale ogromne wsparcie otrzymali też od rodziców i nauczycieli. Wszystkim nagrodzonym i ich bliskim serdecznie gratuluję - mówił burmistrz Waldemar Jakson.

Stypendium można było uzyskać, posiadając, co najmniej, bardzo dobrą ocenę z zachowania na świadectwie i spełniając jeden z trzech warunków. Pierwszy to wysoka średnia ocen na świadectwie. Kolejnym było posiadanie co najmniej jednego tytułu laureata konkursu przedmiotowego organizowanego przez Lubelskiego Kuratora Oświaty lub laureata, finalisty wojewódzkiej lub ogólnopolskiej olimpiady przedmiotowej, interdyscyplinarnej, tematycznej czy turnieju. Ostatnim z warunków było uzyskanie liczby punktów na sprawdzianie w szkołach podstawowych, wysokiej wartości procentowej na egzaminie gimnazjalnym lub maturalnym z przedmiotów obowiązkowych.

Stypendia naukowe przyznano w trzystopniowej skali. Najwyższe - I stopnia, otrzymało 14 osób, II stopnia 25 uczniów, natomiast trzeciego 113.

Stypendium I stopnia:

II LO - Konrad Pucek. I LO - Patryk Lis, Natalia Kulczycka. III LO w Lublinie - Piotr Bielak, Alicja Maksymiuk. G nr 2 - Wojciech Delekta. G nr 3 - Aleksandra Giza, Weronika Kopniak, Hanna Kot, Mateusz Malinowski, Michał Mazuryk, Maciej Szpetmański, Aleksandra Wawszczak oraz Zuzanna Witczak.

Stypendium II stopnia:

II LO - Katarzyna Bogdańska, Jakub Konstanciuk, Aleksandra Luterek, Mateusz Milczanowski, Joanna Sobczyk, Weronika Kuraś. I LO - Patryk Sidor, Michał Czajka, Marek Polański, Andrzej Małek. I LO w Lublinie - Natalia Jurecka, Piotr Grabowski. II LO w Lublinie - Dominika Morawska. III LO w Lublinie - Weronika Wójcik. VII LO w Lublinie - Natalia Kołtun. SP nr 3 - Julia Duda. SP nr 4 - Jakub Machnikowski. SP nr 5 - Jakub Szlakiewicz. SP nr 7 - Marta Lorek, Iga Łobińska. G nr 1 - Michał Flis. G nr 2 - Julia Leśniak. G nr 3 - Olga Pleszczyńska, Julia Sławińska oraz Emilia Denis.

Stypendium III stopnia:

II LO - Jakub Michna, Krzysztof Walachniewicz, Katarzyna Batorska, Nikodem Brodzki, Małgorzata Doleba, Sylwia Cichosz, Marta Czajka, Wiktoria Serafińczuk, Gabriela Szponar, Angelika Pranagal, Jakub Psujek, Paulina Broda, Konrad Trześniewski, Aleksandra Syrytczyk, Oliwia Banecka, Aleksandra Sobczak, Beata Gajewska, Magdalena Gębała, Weronika Bodak. I LO - Kacper Grabczak, Aleksandra Wójcik, Aleksandra Szymanek, Weronika Więsek, Magdalena Zacharczuk, Adrian Szewczuk, Małgorzata Żołędź, Samuel Grzesiak, Katarzyna Szydłowska, Jakub Mazurek, Inga Treder, Joanna Szumiata, Daria Niziołek, Michał Ciozda, Hubert Warda, Izabela Ryczek, Eliza Szwestka, Sara Pastusiak, Patrycja Duda, Konrad Kwiatkowski, Maciej Sygnowski, Jakub Kania, Diana Nowosad, Katarzyna Kowalczyk, Adrian Duwer, Natalia Czupryn, Weronika Pawłowska, Damian Góreczny, Arkadiusz Woźniak, Wojciech Samowski, Sandra Doluk. PCEZ - Przemysław Kloc. ZS nr 1 - Małgorzata Brodaczewska, Paweł Socha. I LO w Lublinie - Józef Zaparka, Karol Kozłowicz, Radosław Jurecki, Grzegorz Szumigraj. III LO w Lublinie - Patrycja Musik, Angelika Kopytko, Malwina Malesa, Joanna Lawińska, Przemysław Kwaśniewski. X LO w Lublinie - Kacper Kowalczyk. Śródziemnomorskie Liceum w Lublinie - Wiktoria Wilk. PSBiG w Lublinie - Michał Wac. SP nr 3 - Wiktor Gnyp, Maciej Piech. SP nr 5 - Natalia Guz, Weronika Guz, Rafał Mankiewicz, Zuzanna Łukaszczyk, Kacper Walczak, Maciej Miszkurka, Adrianna Jankowska. SP nr 7 - Paweł Borowiecki, Karolina Bronisz, Alicja Joć, Kaja Kotowska, Natalia Przybysz, Paweł Szczerba, Amelia Szubartowska, Paweł Szydło. G nr 1 - Jakub Mazur, Adrian Niewiadomski, Maksymilian Piotrowicz, Helena Rowińska, Natalia Sienkiel, Michał Świdnik, Krzysztof Wdowczyk. G nr 2 - Zofia Kłopotowska, Adam Fałdyga, Gabriela Wójcik. G nr 3 - Piotr Maksymiuk, Aleksandra Czerwińska, Natalia Piątkiewicz, Weronika Smolińska, Natalia Drobik, Aleksandra Mularczyk, Kacper Śliwa, Piotr Bojczewski, Anna Czarnocka, Julia Kalinowska, Miłosz Lipiński, Jakub Wilk, Anna Jaśkiewicz, Adrian Kopeć, Natalia Łagód, Patrycja Moczydłowska, Michał Rogowski, Karolina Sławińska, Karol Skwarczyński, Jan Szydło oraz Joanna Czajka.

af

Wydarzenie zostało zrealizowane z wykorzystaniem sprzętu zakupionego w ramach projektu „Nasze siedmiomilowe buty”. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

środa, 25 październik 2017 11:41

Pasowanie na przedszkolaka

Od ubiegłego tygodnia w naszym mieście trwa pasowanie na przedszkolaka. Uroczystości odbyły się już w oddziałach przedszkolnych przy SP nr 4 i w Przedszkolu nr 4. Dziś swoje święto miały kolejne dzieci.

Najpierw pasowanie odbyło się w oddziałach przedszkolnych przy SP nr 3. Wstępem do najważniejszego dnia w życiu maluchów były występy artystyczne. „Kangurki”, „Tygryski”, „Puchatki” i „Sowy” przygotowały dla swoich gości wierszyki, piosenki i tańce. Później wszystkie oficjalnie zostały przedszkolakami. Pasowanie przeprowadził Marek Kwieciński, dyrektor SP nr 3.

- Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak wiele nauczyliście się w tak krótkim czasie. Życzę wam, żebyście przyjemnie spędzili czas w przedszkolu i nawiązali długie przyjaźnie. Mam nadzieję, że w kolejnych latach spotkamy się także w szkole - mówił M. Kwieciński.

Tuż po 15.00 uroczystość odbyła się także w P nr 7. Tam przedszkolakami zostały "Plastusie" i "Krasnale". Zanim jednak dzieci oficjalnie dołączyły do tego grona, wzięły udział w teście wiedzy oraz sprawności. Święto najmłodszych uświetnił występ przygotowany przez starszych kolegów i koleżanki.

Kolejne uroczystości odbędą się jutro w P nr 2, 3 i 5 oraz 23 listopada w P nr 6.

af

wtorek, 24 październik 2017 18:25

Już nie maluchy

… a dziewiętnaścioro wesołych i zdolnych dzieci dołączyło do Przedszkola nr 4. Dziś po południu w placówce odbyło się uroczyste pasowanie na przedszkolaka.

Zanim jednak najmłodsi na dobre rozpoczęli świętowanie, kilka dobrych rad dały im pięciolatki. Zdradziły, między innymi, że prawdziwy przedszkolak powinien być grzeczny, bawić się po cichu, słuchać pani oraz nie gniewać się na kolegów i koleżanki.

Gdy przyszła kolej na głównych bohaterów spotkania, dzieci zaprezentowały, czego nauczyły się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Wybijały rytm na bębenku, śpiewały piosenki i tańczyły. Następnie Beata Kowalczyk, dyrektor P nr 4 oraz Bożena Zapalska, naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych UM oficjalnie przyjęły je do grona przedszkolaków.

af

poniedziałek, 23 październik 2017 15:22

Stłuczka na rondzie

Dziś, tuż po godz. 15.00 na rondzie z helikopterem doszło do zderzenia samochodu dostawczego z osobówką. Na miejscu pracują strażacy i policjanci, którzy ustalają okoliczności zdarzenia.

Kierowcy muszą liczyć się z utrudnieniami w ruchu. Nie ma możliwości skrętu z al. Lotników Polskich w kierunku ul. Racławickiej.


Aktualizacja:

- Sprawcą zdarzenia był 20-letni obywatel Ukrainy, który jadąc od strony Lublina, nie ustąpił pierwszeństwa znajdującemu się na rondzie fordowi - informuje Elwira Domaradzka, oficer prasowy świdnickiej policji. - Za jego kierownicą siedziała 36-latka. Kobieta podróżowała z 8-letnim synem. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. Mężczyzna został ukarany mandatem.

Strona 5 z 297