san - Świdnik - wysokich lotów

czwartek, 17 maj 2018 12:18

Chłopiec z drewnianą zabawką

„Majdanek. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Bosi, czerwony pył miesza się z krwią poranionych stóp, w oczach widać przerażenie i ból. Zmordowane kobiety rogami chustek, zawiązanych pod brodą, ocierają łzy, wstrzymując głośniejszy szloch. Nawet dzieci przestraszone, nie płaczą. Nurzają bose nożyny w pyle drogi, wznosząc ceglaste tumany. Brudnymi piąstkami ocierają oczy, podnoszą umazane całodziennym kurzem buzie, szukając twarzy matki. Jedno wlecze na sznurku odbijającego się o cudze stopy drewnianego konika…”

(Danuta Brzosko-Mędryk, „Niebo bez ptaków”)

Tym dzieckiem, kurczowo trzymającym drewnianą zabawkę, był 5-letni Józio Psiuk, który do obozu na Majdanku trafił w kwietniu 1943 roku, razem z rodzicami i dwiema siostrami. Chociaż od tamtych tragicznych wydarzeń minęło 75 lat, pamięć o nich wciąż jest świeża i nadal sprawia ból.

- Do 17. roku życia bardzo bałem się mowy niemieckiej. Przez długi czas uciekałem też do domu, kiedy tylko na niebie pojawił się jakiś samolot. Przypominał mi nalot na naszą wieś. Mama kazała nam położyć się w grządkach na polu. Nadal pamiętam dźwięk jaki wydawała nać siekana pociskami z samolotowego karabinu. Córkom opowiedziałem o swoich przeżyciach, jak miały po kilkanaście lat. Namawiały mnie na wizytę na Majdanku, ale długo nie mogłem się na to zdobyć. Pojechałem dopiero w latach 60., jak zacząłem pracować w WSK. Jeszcze dziś ciężko tam wracać. Nie oglądam też żadnych filmów o tej tematyce - wyjaśnia Józef Psiuk, członek świdnickiego Klubu Seniorów Lotnictwa, z którym spotykam się w Strefie Historii, by posłuchać opowieści o jego losach.

W obozie na Majdanku

Przyszedł na świat 29 maja 1938 roku, w Aleksandrowie koło Biłgoraja. Miał bliźniaczkę Krystynę oraz starszą o cztery lata siostrę Stanisławę. W okresie okupacji ich mama często jeździła do Łodzi, aby kupione tam rzeczy wymienić w rodzinnych okolicach na żywność. Podczas jednej z takich wypraw, została złapana i osadzone w więzieniu, a następnie odesłana do pracy u berlińskiego ogrodnika. Trójką dzieci opiekował się ojciec. W tym czasie wioska była kilka razy pacyfikowana, za pomoc udzielaną partyzantom. Po półtora roku pani Psiuk udało się uciec z Niemiec, ale tuż po jej powrocie do Aleksandrowa, hitlerowcy po raz kolejny spacyfikowali miejscowość.

- Zabrali nas na łąkę. Staliśmy całymi rodzinami. Na końcu Żydzi. Razem ok. 1900 osób. Niemcy najpierw mówili, że przesiedlą nas do innej miejscowości. Ludzie odetchnęli. Nagle jednak zobaczyliśmy, że zaczynają się palić domy, te od strony Biłgoraja. Przyjechały samochody, zapakowali nas na nie. A większość Żydów rozstrzelali… Później jeszcze chodzili po domach i szukali uciekinierów - opowiada mój rozmówca.

Do Zamościa jechali w szczelnie zamkniętych, bydlęcych wagonach. Najmłodsi tkwili z głowami przy podłodze, by przez szpary złapać trochę świeżego powietrza. W zamojskiej rotundzie spędzili kilkanaście dni. Potem wyruszyli w kolejną podróż. Tym razem zakończyła się na Majdanku.

- Wygonili nas z wagonów na peronie, obstawionym przez Niemców z automatami i rozjuszonymi psami. Wynieśli z nich też trupy zmarłych w drodze. I tak zaczął się nasz pobyt w obozie koncentracyjnym - mówi pan Józef i wzruszony wspomina: - Dla 5-letniego dziecka to było straszne przeżycie. Kobiety, mężczyźni i dzieci stali nago, z podniesionymi do góry rękami. Hitlerowcy sprawdzali jeszcze, czy ktoś czegoś nie ukrywa. Potem strzyżenie do zera. W łaźni na przemian leciała bardzo gorąca i lodowata woda. Nie było gdzie uciec, bo na całym sufi cie rozmieszczono prysznice. Przy wyjściu dostaliśmy tylko pasiaki. Wszystkie rzeczy osobiste zostały po tamtej stronie. Również mój drewniany konik, który towarzyszył mi w Aleksandrowie, potem w zamojskiej rotundzie i w drodze do obozu. Powiem jeszcze, że podczas jakiejś uroczystości na Majdanku spotkałem się z Danutą Brzosko-Mędryk i przyznałem, że to o mnie pisała. Mamy nawet wspólne zdjęcie. Córka sąsiada, od której kiedyś dostałem tego konika, nie przeżyła. Widziałem, jak zabierają ją, słaniającą się… prosto do krematorium.

Siostry i ja zostaliśmy razem z mamą na II polu obozu. Ojciec poszedł na IV pole. Spaliśmy na trzecim piętrze drewnianej pryczy. Czasami ciężko było wyjść z baraku, bo na podłodze leżały trupy albo umierający. Wszędzie rozlewały się też nieczystości. W nocy nie można było opuścić budynku, załatwialiśmy się więc do beczki, z której po kilku godzinach już wszystko się wylewało. Rano budzili nas na apele, które trwały nieraz kilka godzin. Pamiętam, że raz mama nie chciała mnie zabrać na apel, bo akurat padał deszcz i zostawiła mnie na pryczy, przykrytego kocem. Niestety, kapo uderzeniem pałki sprawdzał każde łóżko. Dostałem po nogach, zacząłem piszczeć i wyniósł mnie za pasiak przed barak. Mama za niedopilnowanie dostała pałką w plecy. Potem na apelach, kiedy padało, przykrywała mnie i Krysię swoim pasiakiem. Najbardziej bałem się esesmańskich psów i głodu. Zjadało się wszystko, bo głód jest czymś strasznym. Czasami dawali zupę z perzem. Czasami trafił się kubek czarnej kawy. Były też ziemniaki parowane w ogromnej beczce, najczęściej z łupinami. Łapałem w rączkę, ile tylko zdołałem. Często, bawiąc się na trawniku, zrywaliśmy trawę i ją jedliśmy. Wszędzie towarzyszyły nam wszy. To była plaga, której nie mogliśmy się pozbyć. Z tego czasu pamiętam komendę: „Mützen ab, Mützen auf”. Czapki zdejmij, czapki włóż. Tak ćwiczyli Żydów. Nie zapomnę też łapanki na placu. Niemcy wyciągali Żydów z baraków i rozstrzeliwali, kiedy ci rozbiegali się we wszystkie strony. Pamiętam krzyki mężczyzn, którym esesmani urządzili bicie. W głowie mam też słowa „przyjdą z nosiłkami i zabiorą ich do pieca”. Nawet dzieci rozumiały, co to znaczy. Zresztą, cały czas towarzyszył nam smród z krematoryjnego komina.

W drodze na… śmierć

W lipcu 1943 roku rodzina Psiuków, razem z innymi więźniami, miała zostać wywieziona na roboty do Niemiec. Najpierw jednak hitlerowcy zrobili selekcję. Najsłabsi trafiali do krematorium. Ciężko chorego Józia mama wzięła na ręce i powiedziała Niemcowi, że zasnął. W ten sposób uratowała go od natychmiastowej śmierci. Za bramą obozu esesmani zabrali go jednak na ciężarówkę, tłumacząc, że zawiozą osłabione dzieci na stację, gdzie miały czekać na transport do Rzeszy. Pan Józef doskonale pamięta, że samochód jechał pod górę, po głębokim piachu, mijając kolumnę więźniów. Malec klęczał na ławce. Zauważył mamę i zaczął piszczeć. Kobieta wyciągnęła go z ciężarówki i wzięła razem z ciocią Kwiatkowską pod ręce. W ten sposób doszli do filii Majdanka, przy ul. Krochmalnej. Samochód nie dojechał na stację, a Józio, po raz kolejny, uciekł z łap śmierci. Po ponownej selekcji chłopiec z Krysią i mamą dostali się do szpitala dziecięcego. Tata został ze starszą siostrą w filii. Resztę rodziny, czyli ciocie i wujków, wywieziono w głąb Rzeszy.

- Po paru tygodniach wyszliśmy ze szpitala - wspomina pan Józef. - Tata i siostra dostali przepustkę i mogli do nas dołączyć. Przez pewien czas tułaliśmy się po podlubelskich wsiach. Mieszkaliśmy w Choinach u państwa Wiśniewskich i Małków. Do Aleksandrowa wróciliśmy późną jesienią 1943 roku. Nasz dom, na szczęście, stał pusty i mogliśmy w nim zamieszkać. Niemcy, aby skutecznie walczyć z partyzantami, przesiedlili do wioski batalion Kałmuków, słynnego dr Ottona Dolla, czyli sonderführera Ottona Wierby. Wioskowi mężczyźni ukrywali się w lesie, a ja z mamą i siostrami znów cierpieliśmy straszny głód. W lipcu 1944 roku Kałmucy wreszcie opuścili Aleksandrów, a my dołączyliśmy do mężczyzn w lesie. Ukrywaliśmy się tam, aż przyszła wiadomość, że do wioski wjechały radzieckie czołgi, na których widziano polskich żołnierzy…

W Świdniku

Z powojennych losów Józefa Psiuka można napisać kolejną historię, w której nie brak dramatyzmu. Był chłopcem uzdolnionym plastycznie, ale nieco niespokojnym. W 1945 roku zaczął uczęszczać do Szkoły Powszechnej w Aleksandrowie.

- Dziś powiedzieliby, że mam ADHD - śmieje się pan Józef. - Dwa razy mało nie wylądowałem w poprawczaku. Raz za narysowanie portretu Stalina i małpy. Kolega powiesił te rysunki, dla żartu, na ściennej gazetce. Zrobiła się z tego wielka afera. Dyrektor zawiadomił UB w Biłgoraju. Przyjechali, ale na szczęście uratowała mnie starsza siostra, która pracowała w gminie. Drugi raz, napisałem 16-stronicowy list do Bolesława Bieruta i do Sejmu PRL. Dobrze, że siostra doradziła mi, bym się pod nim nie podpisywał. Przyjechali ważni panowie z Zamościa i Warszawy. Chcieli zbadać, kto wysłał anonim, ale nie udało im się tego ustalić.

Pan Józef, chociaż bardzo chciał uczęszczać do technikum przemysłu drzewnego lub liceum plastycznego, został uczniem Zasadniczej Szkoły Mechanizacji Rolnictwa w Hrubieszowie. Zatrudnił się jako mechanik i traktorzysta w POM-ie w Chmielku. W 1958 roku poszedł do Technicznej Szkoły Wojsk Lotniczych w Zamościu. Później, ze stopniem starszego szeregowego, dostał się do Ośrodek Szkolenia Wojsk Lotniczych w Dęblinie. Jako mechanik obsługiwał Junaki 2 i 3, Jaki 18 i TS-8 Biesy. To właśnie Junakiem odbył swój pierwszy lot. W maju 1961 roku dowiedział się, że poszukiwani są pracownicy do WSK Świdnik. Zatrudnił się w wydziale prób w locie śmigłowca, początkowo w rozdzielni, po paru miesiącach jako mechanik lotniczy. 5 lat przepracował w laboratorium prób i badań statystycznych i dynamicznych, kolejnych 5 w wydziale remontów śmigłowca. Później był też serwis gwarancyjny w Libii, naprawa maszyn numerycznych w TA i opieka nad kserografią zakładową. Na swoim koncie miał też kilkanaście wniosków racjonalizatorskich i wynalazków, na przykład patent na zastosowanie ozonu w silnikach samochodowych, powodujące zmniejszenie zużycia paliwa, ferromagnetyczną opaskę na głowę zmniejszającą ból głowy czy jonizująco-ozonujące urządzenie do aseptyki.

- I tak, po wielu latach strachu przed samolotami, związałem swoje zawodowe życie właśnie z nimi. W WSK przepracowałem 27 lat. Byłem też mechanikiem w świdnickim aeroklubie. Później pracowałem jeszcze w Lubelskich Zakładach Graficznych. W końcu założyłem własną firmę, zajmującą się sprzętem elektronicznym, a w 2015 roku przeszedłem na emeryturę. Uwielbiam podróżować. Często odwiedzam córki, które mieszkają w Anglii. Zwiedziłem tam już wszystkie największe muzea - kończy opowieść mój rozmówca, który wolne chwile poświęca również na malowanie obrazów.

Agnieszka Wójcik

czwartek, 17 maj 2018 09:46

Świdnik chce być zdrowy

W środę, w Miejskim Ośrodku Kultury zainaugurowano trzydniową 27. Konferencję Zdrowych Miast Polskich, podczas której miasta członkowskie Stowarzyszenia Związek Zdrowych Miast Polskich obchodziły 25-lecie jego istnienia.

Stowarzyszenie skupia miasta dbające o dobry stan zdrowia swoich mieszkańców i środowisko, w którym żyją. Należą do niego większe aglomeracje jak: Łódź, Poznań czy Warszawa, ale też młode, dynamicznie rozwijające się marki jak Świdnik. Właśnie w naszym mieście stowarzyszenie obchodzi 25 rocznicę istnienia.

Czy zdrowe miasto to tylko idea, czy również konkretne działania? Pytaliśmy o to Mirosława Tarkowskiego, członka zarządu SZMP i koordynatora jego prac w Gminie Miejskiej Świdnik, zapoczątkowanych 18 lat temu przez Bożennę Sadowską - Krawczyk:

- Ideę zdrowych miast zainicjowała Światowa Organizacja Zdrowia w 1988 roku. Na to wyzwanie odpowiedzieliśmy powstaniem Sieci Zdrowych Miast Polskich, która przekształciła się w stowarzyszenie zrzeszające obecnie 39 samorządów zamieszkanych przez około 7 mln Polaków. Świdnik wstąpił do niego w 2000 roku.

- Z jaką nadzieją?

- Z taką, że skorzystamy z doświadczeń innych samorządów, ich pomysłów i działań na rzecz środowiska i zdrowia mieszkańców.

- Jakie to działania?

- Przede wszystkim profilaktyka, nauczanie nawyków prozdrowotnych, zapobieganie konieczności leczenia. Medycyna interweniuje w sytuacji, kiedy coś już stało się z naszym zdrowiem. Celem naszej pracy jest to, żeby zapobiegać ekstremalnym sytuacjom zdrowotnym.

- Wygląda na to, że możemy nie tylko czerpać z doświadczeń innych, ale mamy też już własne osiągnięcie, którymi możemy się podzielić. Świadczy o tym program konferencji, zawierający kilka świdnickich prezentacji.

- Mówiliśmy o nich w panelu na temat ekologii, w którym wystąpili Janusz Wójtowicz, komendant Straży Miejskiej i Maciej Michałowski z Urzędu Miasta, prezentując, między innymi, efekty pracy ekopatrolu. Trzeci dzień jest poświęcony grantom realizowanym w ubiegłym roku w miastach członkowskich. Wśród nich była również prezentacja ze Świdnika.

- To znaczy, że Związek Zdrowych Miast Polskich dysponuje nie tylko siłą przekonywania, ale również możliwościami finansowymi?

- Biorą się one ze składek członkowskich. Dysponując budżetem na dany rok, wśród wielu zadań realizowanych przez SZMP, część przeznaczona jest na granty. Związek ogłasza konkurs i jego obszary tematyczne. Tak się złożyło, że w ubiegłym roku grant uzyskało Miejskie Centrum Usług Sochalnych, które właśnie w trakcie konferencji złożyło sprawozdanie z jego wykonania.

- Czy moglibyśmy przytoczyć przykłady rozwiązań, z których skorzystaliśmy w Świdniku?

- Ponieważ każdy z samorządów funkcjonuje w specyficznym środowisku o niepowtarzalnych potrzebach, trudno wzorce przenosić w sposób bezpośredni. Ale, na przykład, ideę toruńskiego projektu „Tydzień dla zdrowia” polegającego na włączeniu firm działających w obszarze około zdrowotnym - masaże, fitness i tym podobne, w bezpłatne świadczenie usług na rzecz mieszkańców, wykorzystaliśmy jako inspirację przy tworzeniu „Miesiąca dla zdrowia”, prowadzonego przez Miejskie Centrum Profilaktyki. Również w Toruniu poznaliśmy sędzię  Annę Marię Wesołowską, opowiadającą młodzieży o różnych niebezpieczeństwach wynikających z niestosownych zachowań. Zaowocowało to jej wizytą w Świdniku. W Białymstoku z kolei zapoznano nas z akcją popularyzującą spożywanie przez najmłodszych mleka po różnymi postaciami. Włączaliśmy się w realizowane przez samorządy programy szczepień przeciwko wirusowi HPV, powodującemu raka szyjki macicy oraz trwający niespełna 10 lat projekt badań mammograficznych dla kobiet w wieku od 28 do 49 lat. Uzupełniał on działania prowadzone przez Narodowy Fundusz Zdrowia, adresowane do kobiet powyżej 50 roku życia. Jednak nie jesteśmy  w stowarzyszeniu tylko po to, żeby się uczyć. Dla wielu ośrodków stanowimy wzór, na przykład, jeśli chodzi o pomoc społeczną. Możemy pochwalić się działaniami na rzecz osób starszych prowadzonymi przez Miejskie Centrum Usług Społecznych, jak również pracą Miejskiego Centrum Profilaktyki. Obie te instytucje wprowadziły wiele cennych, innowacyjnych rozwiązań .

- Uczestnicy konferencji, chociaż rozsiani po całej Polsce, sprawiają wrażenie dobrych znajomych.

- Zarząd składa się z reprezentantów Łodzi, Poznania, Białegostoku, Rabki i Świdnika. Trudno spotykać się często, ale jesteśmy w stałym kontakcie mailowym. Tą drogą promujemy różne akcje wśród członków stowarzyszenia i zachęcamy samorządy do angażowania się w nie. Tworzy to również, mimo braku realnego kontaktu, silne więzi interpersonalne.

- Co w ciągu minionych trzech dni było dla naszych gości najciekawsze?

- Może wydać się to zabawne, ale dla wielu, sam pobyt, pierwszy raz w życiu, w tej części Polski, która, proszę mi uwierzyć, jest dla nich trochę jak terra incognita. Wszyscy podkreślali, że pojęcie Polski „B” jest już tylko mitem. Zwiedziliśmy Lublin i PZL-Świdnik. Świdnickie susełki od Pelagii Buchajskiej, naturalne soki Szczepanówki z Kolonii Świdnik i egzotyczne dla wielu cebularze, również zrobiły swoje. Najważniejsza była jednak wymiana doświadczeń i wprowadzone po raz pierwszy, wykłady pracowników naukowych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, którego rektor objął patronatem honorowym nasza konferencję.

- Organizacja zebrania była dużym przedsięwzięciem logistycznym, nie do ogarnięcia przez jedną osobę.

- Oczywiście. Szczególne podziękowania kieruję do pań: Bożeny Zapalskiej i Małgorzaty Krzowskiej z wydziału oświaty i spraw społecznych UM, Ewy Kossowskiej, kierownika Miejskiego Centrum Profilaktyki, Beaty Portki, szefowej Miejskiego Centrum Pomocy Społecznej oraz różnych instytucji, bez których nasze spotkanie nie mogłoby dojść do skutku.

Jan Mazur

środa, 16 maj 2018 12:01

Odpowie za kradzieże

Policjanci zatrzymali 15-latka, który dopuścił się kilku kradzieży na terenie Świdnika. Jego łupem padły niezabezpieczone jednoślady.

- W ostatnim czasie otrzymaliśmy wiele zawiadomień dotyczących kradzieży rowerów górskich, pozostawianych głównie w pobliżu szkół. Sprawca wykorzystał fakt, że pojazdy nie posiadały żadnego zabezpieczenia. Okazał się nim mieszkaniec Lublina. Nieletni przyznał się do zarzucanych mu czynów. Ustalamy też czy nie jest powiązany z innymi kradzieżami - mówi Elwira Domaradzka, oficer prasowy świdnickiej policji.

O dalszym losie nieuczciwego lublinianina zdecyduje sąd rodzinny.

czwartek, 17 maj 2018 08:18

Dołącz do historycznego biegu

Można jeszcze dołączyć do listy startujących zawodników 6. edycji Półmaratonu Solidarności. Jak co roku, nie brakuje chętnych do udziału w wydarzeniu.

Za dwa tygodnie ulicami naszego miasta przebiegną uczestnicy Międzynarodowego Biegu Solidarności, który od sześciu lat odbywa się pod nową nazwą - PKO Półmaraton Solidarności. Rywalizację na trasie Świdnik - Lublin zaplanowano na 2 czerwca. Start zlokalizowano przed bramą główną PZL-Świdnik. Początek o godz. 9.00. Trasa przebiegać będzie przez ważne miejsca w historii Świdnickiego i Lubelskiego Lipca 1980. Do zawodów zgłosiło się już ponad 700 biegaczy, w tym 45 świdniczan.

Uwaga kierowcy! W trakcie zawodów wystąpią drobne utrudnienia w ruchu: 

- Hasło „Świdnik wysokich lotów” zobowiązuje. Dlatego w  odróżnieniu od poprzedniej edycji, trasa w Świdniku pobiegnie przez niemal całą długość al. Lotników Polskich. Na wysokości ulicy Klonowej robimy nawrót o 180 stopni, dalej biegniemy całą ul. Niepodległości, następnie ul. Armii Krajowej i Kusocińskiego, po czym ul. Klonową i kard. S. Wyszyńskiego. Od 10 km pokonujemy niezmiennie trasę odcinka Lublina - czytamy na stronie organizatora.

Zgłoszenia przyjmowane są za pośrednictwem portalu internetowego www.datasport.pl. Wysokość opłaty startowej zależy od daty zgłoszenia. Do 27 maja wyniesie 90 zł, zaś do końca terminu przyjmowania zgłoszeń, tj. 1 czerwca - 100 zł. Posiadacze Karty Dużej Rodziny - Świdnik PRO Rodzina mogą liczyć na zniżki w wysokości 72 zł (zgłoszenia do 27 maja) i 80 zł (zgłoszenia do 1 czerwca).

Zapisy będą prowadzone także dzień przed zawodami, w piątek, w godz. 10.00 - 20.00, przed budynkiem Miejskiego Ośrodka Kultury w Świdniku. Natomiast o godz. 17.00 rozpocznie się „pasta party” dla wszystkich uczestników sobotniego biegu.

Nie startujesz - kibicujesz! Wszystkich świdniczan zachęcamy do dopingowania sportowców, biorących udział w zawodach. Wystarczą gwizdki, trąbki i...dobry humor. Organizatorzy zaplanowali wiele atrakcji w strefie mety.

Szczegóły na stronie www.pkopolmaratonsolidarnosci.pl.

niedziela, 03 czerwiec 2018 13:31

Czas na Air Festival

Pierwszy świdnicki Air Festival zbliża się wielkimi krokami. Właśnie ruszyła sprzedaż biletów, poznaliśmy też szczegółowy program tegorocznej największej imprezy w naszym mieście.

Pokazy samolotów wojskowych, cywilnych, historycznych i śmigłowców. Tysiące widzów dziennie, wielki rozmach i unikalne maszyny. Już 9 i 10 czerwca do Świdnika przylecą lotnicze gwiazdy. Wydarzenie zostało wpisane w ministerialny kalendarz stu imprez na 100-lecie Polskiego Lotnictwa Wojskowego. Podczas wydarzenia zobaczymy najlepszych pilotów akrobacyjnych i formacje. Wśród nich znajdą się, między innymi: Łukasz Czepiela, Artur Kielak, Marek Choim, Wojciech Gawroński i Janusz Gąsienica, grupy: Biało-Czerwone Iskry, Zespół Akrobacyjny „Orlik”, 3AT3, 57 - my Team, Celfast Flying Team oraz słynny zespół Flying Bulls Aerobatics Team. 

W pokazach wezmą również udział samoloty ze świdnickiego aeroklubu, Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie i firmy Navcom. Do współorganizacji Świdnik Air Festival dołączyli także PZL-Świdnik i Port Lotniczy Lublin. Za lotniczą stronę imprezy odpowiada zespół pod wodzą Mariusza Szymli i Roberta Zawady.

- Organizacyjnie jesteśmy już na finiszu. Można powiedzieć, że zapinamy właśnie wszystko na ostatni guzik - mówi burmistrz Waldemar Jakson.

Oprócz niezwykłych akrobacji, widzowie obejrzą samoloty i śmigłowce będące na wyposażeniu Wojska Polskiego, śmigłowce produkcji WSK PZL-Świdnik, maszyny powietrzne użytkowane w lotnictwie cywilnym oraz samoloty zabytkowe. W strefie publiczności pojawią się ekspozycje: sprzętu wojskowego i innych służb mundurowych, zabytkowych samochodów i motocykli, modeli latających RC, modeli Klubu Modelarskiego Taurus, a także prezentacje grup rekonstrukcyjnych i prac malarskich Zbigniewa Zakrzewskiego. Na najmłodszych czeka wesołe miasteczko i kącik edukacyjny, a w nim gry, zabawy, wycinanki i układanie puzzli. Nie zabraknie też części gastronomicznej.


Kup bilet bez kolejki! Za bilet normalny, jednodniowy zapłacimy 10 zł. Ulgowy kosztuje 5 zł i przysługuje uczniom, studentom, emerytom i rencistom, zasłużonym dla miasta, posiadającym odznaczenia Amicus Civitatis, honorowym dawcom krwi, posiadaczom kart „Rodzinka 3+” oraz „Mieszkam w Świdniku, kupuję w Świdniku”. W tej samej cenie można kupić bilety grupowe (min. 10 osób). Dzieci do 7 roku życia wejdą na wydarzenie bezpłatnie. Za wstęp nie zapłacą również osoby niepełnosprawne, kombatanci wojenni, seniorzy lotnictwa, żołnierze służby czynnej, funkcjonariusze Policji, Państwowej Straży Pożarnej, Ochotniczej Straży Pożarnej i Straży Miejskiej.

Bilety można nabyć od poniedziałku do niedzieli, w godz. 14.00 - 20.00, w kasie kina Lot, a także na stronie internetowej festiwalu www.air-festival.swidnik.pl/strefa-widza/bilety9 i 10 czerwca sprzedaż odbywać się będzie wyłącznie przed wejściem na teren imprezy.


Najszybciej koleją

- Na czas pokazów ze stolicy województwa będą częściej kursowały pociągi. Firma Polregio zwiększy ilość składów jadących w kierunku Świdnika oraz Lublina. Rozkład jazdy zostanie opublikowany najpóźniej na tydzień przed Air Festivalem na stronie internetowej www.polregio.pl - mówi Adam Żurek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury.

Widzowie z Lublina i regionu skorzystają też z jednej bezpłatnej linii MPK, która będzie kursowała przez cały czas trwania wydarzenia. Autobus wyjedzie z ul. Lubelskiego Lipca 80 (w rejonie basenów Aqua Lublin). Natomiast końcowy przystanek będzie miała w Świdniku przy ul. Racławickiej (sąsiedztwo Domu Rzemiosła). Informacje o kursach specjalnie oznaczonych autobusów oraz pociągach zostaną podane 4 czerwca.

Zmotoryzowani będą mieli możliwość skorzystania z parkingu, który znajdzie się w sąsiedztwie wejścia na teren wydarzenia. Pozostawienie jednego pojazdu to koszt 10 zł za dzień. Dla osób niepełnosprawnych będzie bezpłatny. Organizatorzy zapowiadają również wyznaczenie specjalnej strefy do parkowania rowerów.


Spacerkiem na festiwal

Air Festival ma przyciągnąć do Świdnika blisko 30 tysięcy widzów dziennie. Organizatorzy imprezy zachęcają więc, by świdniczanie na te dwa dni zrezygnowali z samochodów i przyszli na wydarzenie na piechotę, przyjechali rowerem albo skorzystali z komunikacji miejskiej.

- W ten sposób będzie nam wszystkim łatwiej poruszać się po mieście i unikniemy stania w korkach - tłumaczy A. Żurek.

Aktualne informacje dostępne są na oficjalnej stronie festiwalu www.air-festival.swidnik.pl, fanpagu wydarzenia oraz na www.mok.swidnik.pl.

P R O G R A M • A I R • F E S T I V A L

9 CZERWCA (SOBOTA)

14.00 - 15.30

An-2 „Wiedeńczyk” (Zbigniew Chłopecki, Jerzy Antonkiewicz)
WSK PZL Świdnik S.A. / Mi-2 (Jan Cieśla, Waldemar Jaworski)
An-2 -„Wiedeńczyk” - desant skoczków spadochronowych (Zbigniew Chłopecki, Jerzy Antonkiewicz)
Zespół 57-my Gyrocopters Team / wiatrakowce Tercel RST i ZEN-1 (Wiesław Jarzyna, Romuald Owedyk, Barbara Amber)
RWD-5R (Zbigniew Mróz)
Cessna 152 / NAVCOM Systems (Jarosław Rozwód)
PZL 104 Wilga / Aeroklub Świdnik (Krzysztof Janusz) 
Zespół Akrobacyjny „Orlik” / PZL-130 Orlik

15.30 - 17.30 przerwa w lotach

17.30 - 20.55

Stinson 108 (Jan Cieśla)
Zespół Akrobacyjny Biało-Czerwone Iskry / TS-11 Iskra
T-6 Harvard 4M (Marcin Kubrak)
WSK PZL Świdnik S.A. / SW-4 PZL (Grzegorz Lenart, Jan Cieśla
EDGE 540TK (Łukasz Czepiela)
2 śmigłowce CH-7 Kompress (Wojciech Gawroński, Janusz Gąsienica)
Zespół Pilotażowy CELFAST / Morane Rallye MS-880B, Morane Rallye MS-883, Morane Rallye MS-893A (Mieczysław Machnik, Arkadiusz Nowak, Daniel Dębosz)
WSK PZL Świdnik / W-3 Sokół (Waldemar Jaworski, Piotr Kolobius)
XA41& Yak-11 R-2000 (Artur Kielak, Mateusz Strama)
Robinson R44 / Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie (Krzysztof Duk, Grzegorz Lenart)
3AT3 Formation Flying Team / AERO AT3 R100 (Piotr Karasiński, Jarosław Izdebski, Jakub Kubicki)
Hatz Classic (Wojciech Hajdukiewicz)
Flying Bulls Aerobatics Team / samoloty XA-42 (Stanislav Ćejka, Miroslav Krejći, Jan Rudzinskyj, Jan Tvrdik)
Extra 330 S.C. (Marek Choim)

10 CZERWCA (NIEDZIELA)

10.00 - 12.30

WSK PZL Świdnik / Mi-2 (Jan Cieśla, Waldemar Jaworski)
NAVCOM Systems / Cessna 152 (Jarosław Rozwód)
Aeroklub Świdnik / PZL 104 Wilga (Krzysztof Janusz)
Hatz Classic (Wojciech Hajdukiewicz)
2 śmigłowce CH-7 Kompress (Wojciech Gawroński, Janusz Gąsienica)
Extra 330 S.C. (Marek Choim)
Robinson R44 / Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie (Krzysztof Duk, Grzegorz Lenart)
Stinson 108 (Jan Cieśla)
Zespół 57-my Gyrocopters Team / wiatrakowce Tercel RST i ZEN-1 (Wiesław Jarzyna, Romuald Owedyk, Barbara Amber)
XA41& Yak-11 R-2000 (Artur Kielak, Mateusz Strama)
3AT3 Formation Flying Team / AERO AT3 R100 (Piotr Karasiński, Jarosław Izdebski, Jakub Kubicki)
WSK PZL Świdnik / W-3 Sokół (Waldemar Jaworski, Piotr Kolobius)
T-6 Harvard 4M (Marcin Kubrak)
RWD-5R (Zbigniew Mróz)

12.30 - 13.30 przerwa w lotach

13.30 - 16.00 

EDGE 540TK (Łukasz Czepiela)
Yak-11 R-2000 (Mateusz Strama)
Zespół Pilotażowy CELFAST / Morane Rallye MS-880B, Morane Rallye MS-883, Morane Rallye MS-893A (Mieczysław Machnik, Arkadiusz Nowak, Daniel Dębosz)
WSK PZL Świdnik S.A. / SW-4 PZL (Grzegorz Lenart, Jan Cieśla)
Grupa Akrobacyjna ŻELAZNY / EXTRA 330LC i szybowiec MDM-1 FOX (Wojciech Krupa, Mirosław Wrześniewski)
XA41 (Artur Kielak)
Flying Bulls Aerobatics Team / 4 x XA-42 (Stanislav Ćejka, Miroslav Krejći, Jan Rudzinskyj, Jan Tvrdik)
Zespół Akrobacyjny Biało-Czerwone Iskry / TS-11 Iskra

wtorek, 15 maj 2018 08:10

Zaczną od Świdnika

Mistrzowskie zawody, impreza integracyjna i Trial Jam. Ostatni weekend maja należeć będzie do najlepszych cyklotrialistów w kraju, którzy przyjadą do naszego miasta, by rywalizować o zwycięski tytuł I rundy Pucharu Polski w trialu rowerowym.

Udział w wydarzeniu zapowiedzieli sportowcy w kategoriach wiekowych junior, senior i elita. Nie zabraknie też aktualnego mistrza Polski - Karola Serwina. Zmagania rozpoczną się 26 maja, o godzinie 12.00, na placu do trialu przy al. Lotników Polskich. Uczestnicy będą musieli trzykrotnie pokonać trasę przebiegającą 5 odcinkami zbudowanymi z kamieni, betonów, drewnianych szpul i bali.

W tym roku program imprezy wzbogacono o dodatkowe wydarzenia. Tuż po zawodach odbędzie się impreza integracyjna, na którą organizatorzy zapraszają wszystkich mieszkańców. W planach jest, między innymi wspólne oglądanie filmów, w tym instruktażowych o trialu rowerowym.

Niedziela to czas odpoczynku i pierwszego świdnickiego Trial Jam:

- To będzie świetna okazja do sprawdzenia swoich możliwości na torze i nauki od podstaw. A wszystko pod okiem najlepszych w tej dyscyplinie - zapowiada Krzysztof Serwin, prezes Klubu Motorowego Champion Świdnik, organizator zawodów.

Świdniczanie będą mogli wziąć udział we wspólnym treningu, a także potrenować na odcinkach z sobotnich zawodów. Początek o godz. 11.00.

piątek, 11 maj 2018 09:08

Legenda znów na trasie

Wysoki poziom, mistrzowie zawodów motocyklowych ubiegłego wieku, a w tle krajobraz Włoch. To właśnie tam, pod koniec kwietnia odbyły się wyjątkowe zawody - Puchar Narodów w rajdach Enduro - Trophy des Nations 2018. Wśród reprezentantów Polski nie mogło zabraknąć mistrza ze Świdnika - Krzysztofa Serwina.

To już druga edycja wydarzenia poświęconego pamięci Augusto Taiocchi, tragicznie zmarłego rajdowca, legendy włoskiego sportu. Tegoroczną zorganizowano we włoskim Montecampione, mieście położonym 1200 m n.p.m. Impreza ponownie przyciągnęła wielkie nazwiska, bowiem tylko nieliczni mogli wziąć w niej udział.

Uczestnikami byli mistrzowie świata i Europy w rajdach Enduro i Motocrossie, startujący w latach 1960-1987. Zawody odbyły się w poszczególnych klasach oraz w kategorii drużynowej. Na trasie pojawili się reprezentanci, między innymi Hiszpanii, Francji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Australii, a także Japonii. Biało-czerwoną drużynę tworzyli: Ryszard Augustyn, Zbigniew Kłujszo, Czesław Obłoczyński oraz świdniczanin, Krzysztof Serwin. Udział w wyścigu był efektem jego spontanicznej decyzji: - Zadzwonił do mnie Rysiek i nie było odwrotu - śmieje się pan Krzysztof. - Nie trzeba było mnie namawiać. Od razu powiedziałem, że jadę, nie mogło być inaczej.

Mający na swoim koncie 15 tytułów indywidualnego mistrza i wicemistrza Polski w rajdach Enduro i Motocrossie, 9 ukończonych sześciodniówek Mistrzostw Świata, w tym tytuł wicemistrza świata drużynowego z 1984 roku, wielokrotny drużynowy Mistrz Polski w Trialu, Enduro i Motocrossie, Krzysztof Serwin, karierę zawodową zakończył pod koniec lat 80. W międzyczasie założył świdnicki Klub Motorowy Champion, w którym do dziś szkolą się najlepsi cyklotrialiści, w tym jego syn - Karol (ZOBACZ: Twarze Świdnika).

- W tamtych czasach sport był dla mnie wszystkim. Dzisiaj nadal jest obecny w moim życiu, ale nie na tak ogromną skalę. Trzeba trenować codziennie, aby brać udział w ważniejszych wydarzeniach. Dawniej, mimo wielu kontuzji, startowałem w zawodach, z dobrymi wynikami. Jeszcze po 2000 roku dwukrotnie wygrałem w swojej kategorii, w Motocrossie. Teraz po prostu siadam i jadę dla przyjemności. Nie powiem, tęsknię za rywalizacją. Dlatego nie trzeba było mnie namawiać na wyjazd do Włoch. Tam wystartowałem na austriackim motocyklu Puch, o pojemności 250 ccm - opowiada K. Serwin.

Impreza nawiązywała do dawnych lat świetności rajdów Enduro, więc wszyscy zawodnicy startowali na pojazdach z ubiegłego wieku, takich jak Jawa, DKW Hercules, Simson, MZ, Honda i Suzuki.

- Nasze jednoślady zdobyliśmy dzięki uprzejmości organizatorów. Otrzymaliśmy je dość późno, więc nie było czasu na wcześniejsze treningi. Mieliśmy do pokonania 3 okrążenia po 20 km, w tym 3 etapy specjalne. Trasa była bardzo wymagająca, o dużym zróżnicowaniu, cały czas z góry na dół, wszędzie korzenie i kamienie, odcinki trawiaste. Coś, co bardzo lubię. Dzień wcześniej padał deszcz, więc było też bardzo ślisko. Niestety sprzęt był rozregulowany i zaliczyłem dość mocny upadek. W pierwszej chwili myślałem, że mam złamane żebra. Na szczęście skończyło się tylko na siniakach i złym samopoczuciu. Liczyłem na więcej. Szkoda mi było drużyny, ale walczyłem do samego końca i dojechałem na czas - wspomina K. Serwin.

Ostatecznie nasza reprezentacja zajęła 13. miejsce na 20 drużyn. Jednak tego dnia, mimo ducha walki, wśród zawodników panowała przede wszystkim, świetna atmosfera, a czas spędzony we Włoszech był dla nich powrotem do przeszłości i wspomnień.

- Wszystkim zależało na dobrym wyniku, sprawdzeniu się. Każdy dawał gazu, jak tylko mógł (śmiech). Niektórzy w dalszym ciągu startują, nie mając żadnych przerw. Impreza była naprawdę wyjątkowa. W Montecampione nie brakowało wielkich nazwisk. W zawodach wystartował Stéphane Peterhansel, francuski motocyklista, kierowca rajdowy, trzynastokrotny zwycięzca Rajdu Dakar. Gościnnie, z pokazem wystąpił też mistrz świata w trialu rowerowym i motocyklowym Toni Bou, którego zresztą doskonale z Karolem znamy. Razem startowali w zawodach. Spotkałem wielu znajomych, dawnych „rywali”… A ile było opowieści i rozmów. Nim się obejrzeliśmy, zawody się skończyły. Wszyscy czuliśmy niedosyt - dodaje pan Krzysztof.

Na pytanie, czy będziemy mogli zobaczyć go jeszcze kiedyś na torze, odpowiada: - Zawsze jest pewna tęsknota za rywalizacją, ale pojawia się też ryzyko. Decyzja była spontaniczna, całe zawody również takie dla mnie były i teraz wiem, że trzeba ciągle trenować, jeździć i startować. Bez dłuższych przerw, które miałem. Potrzebuję też własnego, starszego rocznikowo motocykla, by wziąć udział ponownie w zawodach. Już o tym myślę. Szczerze przyznam, że nigdy nie sądziłem, że w ogóle jeszcze wystartuje. Dostałem lekcję. Mam wsparcie bliskich. W naszej rodzinie sport jest numerem jeden.

środa, 09 maj 2018 12:56

Świętowanie z Dorotą Gellner

Przez cały poranek maluchy ze Świdnika bawiły się przy inscenizacjach utworów Doroty Gellner, która jest patronką Przedszkola Integracyjnego nr  5. To właśnie ta placówka, z okazji 5. rocznicy nadania imienia, zaprosiła dzieci na warsztaty literackie związane z twórczością popularnej pisarki.

- Tym spotkaniem podsumowujemy uroczystości jubileuszowe, które trwają w naszym przedszkolu od prawie miesiąca. Odbyły się już, między innymi, konkurs recytatorski, przegląd piosenki i konkurs plastyczny. Dzisiaj przygotowaliśmy dla was niezwykłe warsztaty, podczas których zobaczycie i usłyszycie wiele wspaniałych interpretacji utworów naszej patronki - mówiła Kinga Sobiesiak, dyrektorka P nr 5.

W programie znalazły się, między innymi: scenki teatralne w wykonaniu przedszkolaków, rodziców i nauczycieli placówki, wspólny taniec oraz muzyczna wycieczka „Piosenkowo Gellnerowo”, na którą widzów zabrali mali artyści z: Niepublicznego Przedszkola Sigma i Pi, Przedszkola nr 3, Przedszkola nr 6, Przedszkola nr 4, Niepublicznego Przedszkola Kubuś Puchatek i Przyjaciele, Szkoły Podstawowej nr 5, Szkoły Podstawowej nr 4, Niepublicznego Przedszkola i Żłobka Tęczowy Domek.

aw

środa, 09 maj 2018 10:25

Pożegnano Ryszarda Kasperka

We wtorek, w południe odbył się pogrzeb Ryszarda Kasperka. Wybitnego pilota samolotowego i śmigłowcowego, zwycięzcę zawodów rangi mistrzostw Polski, instruktora, lubianego i szanowanego człowieka.

Mszę świętą żałobną odprawił archidiecezjalny duszpasterz środowisk lotniczych, proboszcz parafii pw. św. Józefa, ks. Krzysztof Czerwiński. Po mszy, rodzina, przyjaciele, współpracownicy i dawni uczniowie Zmarłego odprowadzili Go na cmentarz komunalny, gdzie został pochowany w grobie rodzinnym, w alei zasłużonych.

jmr


Ryszard Kasperek urodził się 17 maja 1931 r. w Niemcach k. Lublina. Po skończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do Gimnazjum Mechanicznego w Lublinie, a następnie do tamtejszego Liceum Mechanicznego. Brał udział w zajęciach prowadzonych przez Mieczysława Opalińskiego w Modelarni Wojewódzkiej. Pracę zawodową rozpoczął w lubelskim oddziale Ligi Lotniczej. Kolejnym etapem w jego podniebnej edukacji była Szkoła Szybowcowa w Polichnie.

W latach 1951-1954 odbywał służbę wojskową, początkowo w Technicznej Szkole Wojsk Lotniczych w Zamościu, a następnie w warszawskim pułku lotniczym. Od 1954 r. pracował w Aeroklubie Robotniczym w Świdniku. Najpierw jako szef techniczny, później pilot, a od 1963r. jako instruktor samolotowy. W WSK „PZL-Świdnik” podjął pracę na stanowisku starszego kontrolera (1961-1976). W 1977 r. uzyskał uprawnienia instruktorskie do lotów na śmigłowcach.

W lata 1976-1980 pracował głównie za granicą, jako pilot „agro”, w takich krajach, jak Libia, Egipt, Sudan, Nigeria, Kamerun i Czechosłowacja. Później również w Hiszpanii i Portugalii.

W 1996r. Ryszard Kasperek przeszedł na emeryturę, ale nie rozstał się z lotnictwem. Brał udział, jako sędzia, w najważniejszych zawodach samolotowych, zarówno w kraju, jak i za granicą. W 1998 r., w finale IV Ogólnopolskiego Konkursu na Najsympatyczniejszego Instruktora Lotniczego, został uznany przez czytelników „Skrzydlatej Polski” najlepszym instruktorem śmigłowcowym w kraju. Zasłynął jednak głównie w sportach lotniczych jako członek klanu Kasperków. Brat Stanisław oraz syn Janusz byli wybitnymi pilotami akrobacyjnymi.

Największe triumfy świecił w latach 60. Jego główne osiągnięcia to pięciokrotne zwycięstwa w Lubelskich Zimowych Zawodach Samolotowych w zespole z Eugeniuszem Milcarzem, srebrne i brązowe medale zawodów akrobacji zespołowej w tandemie z bratem - Stanisławem, dwa brązowe medale mistrzostw Polski w akrobacji samolotowej oraz dwa II miejsca, z Henrykiem Jaworskim i Eugeniuszem Milcarzem, w Samolotowych Mistrzostwach Polski Rajdowo-Nawigacyjnych..

W 1980 Ryszard Kasperek otrzymał tytuł Mistrza Sportu. Był członkiem Klubu Seniorów Lotnictwa w Świdniku.

wtorek, 08 maj 2018 13:00

Kolejny dzień zmagań

Dziś maturzyści zmierzyli się z językiem angielskim na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Przed nimi jeszcze sprawdziany z przedmiotów dodatkowych oraz egzaminy ustne. 

Odwiedziliśmy absolwentów I Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Broniewskiego, którzy opowiedzieli nam o swoich wrażeniach po trzech dniach testów.

Strona 3 z 312