• Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • rodzinka
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Repertuar
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
wtorek, 13 listopad 2018 08:09

Rodakom na święta

Rusza XIX akcja „Polacy rodakom zza wschodniej granicy”. Zebrane w trakcie jej trwania dary dotrą przed świętami do Polaków mieszkających na Białorusi i Ukrainie. W tym roku, po raz pierwszy trafią one do polskiej parafii w Czerkasach.

- Po raz kolejny zwracamy się do ludzi dobrej woli z prośbą o udział w akcji „Polacy Rodakom zza wschodniej granicy”. Z okazji świąt Bożego Narodzenia, przygotowujemy paczki dla potrzebujących polskich rodzin z miejscowości Raduń na Białorusi oraz dla członków Stowarzyszenia Osób Represjonowanych przy Związku Polaków na Białorusi w Grodnie - mówi burmistrz Waldemar Jakson.

Organizatorzy będą przyjmowali produkty spożywcze w opakowaniach nietłukących się, o długim terminie przechowywania, takie jak olej, cukier, ryż, konserwy, środki higieniczne, kosmetyki, chemię gospodarczą, słodycze, kawę, herbatę oraz przyprawy.

Dary można składać od 12 listopada do 7 grudnia, od poniedziałku do piątku, w godz. 8-15, w sekretariacie Szkoły Podstawowej nr 5, w biurze poselskim Artura Sobonia (ul. Okulickiego 20B, od poniedziałku do piątku w godz. 9-17) oraz w siedzibie Klubu Emerytów i Rencistów NSZZ „Solidarność” (ul. Niepodległości 13, przy poczcie, od wtorku do piątku, w godz. 9-12). Zbiórka będzie również prowadzona przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 5 i wolontariuszy w marketach na terenie Świdnika. 8 grudnia, po podsumowaniu akcji, paczki z darami opuszczą Polskę.

- Jestem przekonany, że zainicjowana przed 19 laty zbiórka wciąż ma sens. Od naszych rodaków z Radunia słyszymy, że czekają na paczki cały rok. I nie chodzi nawet o materialny wymiar pomocy, ale o wyraz pamięci. Ozdobione biało-czerwoną flagą pudełka przechowywane są często w reprezentacyjnych miejscach mieszkań. Stale zwiększa się krąg osób otrzymujących świąteczne prezenty. Zaczynaliśmy od współpracy z Raduniem, potem z seminarium katolickim pod Lwowem. Od kilku lat wozimy paczki do Jawora, a w tym roku trafią one też do Czerkasów - mówi Kazimierz Bachanek, koordynator akcji.

Każda z paczek waży około 10 kilogramów i zawiera podstawowe artykuły spożywcze oraz słodycze. W każdej też znajdzie się opłatek i kartki świąteczne przygotowane przez uczniów świdnickich szkół. W tym roku organizatorzy akcji zamówili 240 pudełek. Szacują, że od początku trwania akcji wysłali już ponad 40 ton darów.

Oprócz żywności przyjmowane są również datki pieniężne. Można je wpłacać na konto: Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta Koło w Świdniku nr 06 8689 0007 6000 1100 2000 0010 z dopiskiem „Pomoc dla rodaków ze Wschodu”. Organizatorami akcji są Ruch Odbudowy Polski Koło w Świdniku, Szkoła Podstawowa nr 5, Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta Koło w Świdniku oraz Urząd Miasta Świdnik. W sprawach związanych ze zbiórką można dzwonić do koordynatora akcji, po numer 602 504 662.

jmr

Harmonogram zbiórek w świdnickich sklepach:

16.11.2018 - piątek

Sklep PSS Społem - „Berlinek” przy targu, godz. 15.30 - 18.00

Sklep PSS Społem - „Ziarenko” przy kościele na wschodzie, godz. 15.30 - 18.00

Sklep PSS Społem - „Króla Pole”, godz. 15.30 - 18.00

Sklep PSS Społem - przy przychodni, godz. 16.00 - 18.30

Sklep PSS Społem - Piekarnia, godz. 16.00 - 18.30

17.11.2018 - sobota

Sklep PSS Społem - „Berlinek” przy targu, godz. 9.00 - 11.30

Sklep PSS Społem - „Ziarenko” przy kościele na wschodzie, godz. 9.00 - 11.30

Sklep PSS Społem - „Króla Pole”, odz. 9.00 - 11.30

Sklep PSS Społem - Piekarnia, godz. 9.00 - 11.30

Sklep PSS Społem - przy przychodni, godz. 9.00 - 11.30

23.11.2018 - piątek

Sklep „Biedronka” - naprzeciwko Galerii Venus, godz. 14.00 - 19.00

Sklep „Stokrotka” w Galerii Venus, godz. 15.30 - 18.00

24.11.2018 - sobota

Sklep „Biedronka” - naprzeciwko Galerii Venus, godz. 11.00 - 16.00

Sklep „Stokrotka” w Galerii Venus, godz. 9.00 - 11.30

Hala Targowa, godz. 9.00 - 11.30

piątek, 09 listopad 2018 08:16

Potrącenie na pasach

12-latek trafił do szpitala po tym, jak został potrącony przez samochód. Do zdarzenia doszło w czwartek, na ul. Wyszyńskiego.

- Sytuacja wydarzyła się po godz. 15.00, na przejściu dla pieszych w pobliżu Szkoły Podstawowej nr 5 - informuje Paweł Leśny z KPP w Świdniku. - Chłopiec jechał na hulajnodze, kierowcą samochodu była mieszkanka Lublina. Prowadzimy czynności zmierzające do wyjaśnienia dokładnej przyczyny zdarzenia.

Nastolatek z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

wtorek, 06 listopad 2018 12:53

Wszystko jest możliwe

Świdniczanin Piotr Usidus udowadnia to na każdym kroku. Miłośnik triathlonu, nauczyciel z pasji, od zawsze dążący do samorealizacji, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. W życiu prywatnym i zawodowym kieruje się prostą zasadą - wystarczy chcieć, a chcieć to móc.

- Twoje życie porównałabym właśnie do triathlonu. Nauczyciel, sportowiec, działacz społeczny. Trzy materie na pozór podobne, a jednak każda z nich wymaga ogromu zaangażowania.

- Po części coś w tym jest, ale od zawsze powtarzam, że dla chcącego nic trudnego. Jedyne, na co mogę ponarzekać to czas, którego często brakuje. Jeżeli chcemy zająć się jakimś hobby, jeśli zaangażujemy się, wtedy znajdziemy i wygospodarujemy czas tak, aby móc zrealizować swój plan. Nie siądziemy o 18.00 przed telewizorem, tylko zrobimy wszystko, żeby znaleźć dodatkowe minuty i ruszyć dalej.

- Co sprawiło, że zostałeś nauczycielem?

- To dobre pytanie. Hm. Chyba wszystko zaczęło się właśnie od szkoły. Sport towarzyszył mi od najmłodszych lat. Często brałem udział w zawodach sportowych, później rozpocząłem studia na Akademii Wychowania Fizycznego. To była sama przyjemność móc studiować różne dyscypliny sportu, poznawać i uczyć się nowych rzeczy. Czułem, że to daje mi wiele radości. Podczas studiów miałem też okazję pojechać na kolonie z dziećmi niepełnosprawnymi. To właśnie wtedy zapadła decyzja. Zrobiłem kolejny krok do przodu, uprawnienia z oligofrenopedagogiki, które umożliwiają pracę w szkole specjalnej. Złożyłem CV w wielu z nich, po czym okazało się, że właśnie w Świdniku jest wolne miejsce. Swoją przygodę zacząłem od internatu, gdzie byłem wychowawcą, ale od początku próbowałem zaszczepiać w moich uczniach zamiłowanie do sportu. W wolnych chwilach zabierałem ich na „orliki” czy spacer, żeby tylko się ruszyć i nie marnować dnia.

- Teraz zajmujesz się sportem w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym.

- To kolejny etap mojej pracy. Prowadzę zajęcia, jestem wychowawcą. Daję dzieciakom możliwość rozwoju. Większość z nich jest świadoma swojej niepełnosprawności czy dysfunkcji. Najważniejsze jednak jest to, aby znaleźć u każdego coś, co zmotywuje do działania. W każdej szkole znajdą się dzieci, które odrabiają lekcje, po czym siedzą bezczynnie w domu i nic poza tym nie robią. W naszej placówce staramy się, aby tak nie było. Praca daje mi naprawdę wiele, przede wszystkim satysfakcję. Uważam, że ze zdrowymi dziećmi łatwiej jest osiągnąć zamierzone cele. Nasi uczniowie nie mają takich możliwości fizycznych, jak one. Inaczej się zachowują, w szkole masowej mogliby być skreśleni. Dzięki naszym zajęciom możemy ich docenić. W swoim środowisku są zupełnie inni, dajemy im możliwości dążenia do tego, żeby lepiej funkcjonowali. To niezwykła radość, gdy dziecko, które miało problem z chodzeniem, teraz pokonuje większe dystanse. Są osoby, które nie lubiły sportu, a obecnie uczęszczają na wszystkie zajęcia wychowania fizycznego. Może nie stworzymy jakiejś wielkiej reprezentacji, ale uczestniczymy w wielu zawodach w całym województwie.

- Efektem tego są liczne nagrody i wyróżnienia. Patrząc na zdjęcia z takich imprez stwierdzam, że po Twoich uczniach w ogóle nie widać zmęczenia…

- Bo to jest radość, że można wyjść i coś zrobić. Teraz współpracujemy z Miejskim Klubem Sportowym Avia Świdnik. Dzięki temu mamy możliwość przeprowadzenia zajęć na profesjonalnym boisku. Dla dzieciaków samo hasło, że idziemy na Avię, to już jest „coś”. Jak spotykają zawodników na stadionie, prezesa MKS i mogą uścisnąć im dłoń, przywitać się. To dla nich duże przeżycie, a dla nas sama przyjemność, że możemy sprawić im radość. Uśmiech na ich twarzach uświadamia nam, nauczycielom, że idziemy w dobrą stronę. Nie chodzi o to żeby męczyć i rozkazywać, bo uważam, że to najgorsze, co możemy zrobić. Każdy jest indywidualnością. Trzeba dać dziecku wybór. To dotyczy wszystkich sfer życia. Jestem też przeciwny zwolnieniom z wf-u. Jedni będą grać w piłkę, drudzy biegać czy pływać, a inni, np. chodzić na dłuższe spacery. Nie trzeba trenować codziennie, by poczuć się lepiej. Najtrudniejszy jest pierwszy krok, później idzie już z górki. Ważne, żeby się nawzajem motywować.

- Stąd pomysł na utworzenie fanpage’a „Wuefista Triathlonista”?

- Dokładnie tak. Jestem sportowcem-amatorem, starty w zawodach sprawiają mi wielką przyjemność, ale nie zmuszam się do niczego i nigdy nie będę zawodowcem. Nie zależy mi na tym, żeby za wszelką cenę trenować i wygrywać. Dla mnie najfajniejsze jest to, że na wyjazdach mogę poznawać nowych ludzi, przełamywać bariery, walczyć z własnymi słabościami, próbować czegoś nowego. Publikując moje przygotowania, plany i przemyślenia na Facebooku uświadamiam moim uczniom, że nie ma żadnych ograniczeń. Na Świdniku życie się nie kończy, można gdzieś pojechać, coś osiągnąć. Mamy dużo przykładów takich osób, jak np. Artur Jendrych, Czarek Bednarz, sportowcy- amatorzy, którzy trenują i pokazują, że wszystko jest możliwe. To dla dzieciaków duża motywacja. Też lubię wyznaczyć sobie jakiś cel i dążyć do niego. Po to jest ten fanpage, żeby u innych zaszczepić zamiłowanie do sportu, dać nadzieję, a dla mnie to taki bat (śmiech). Skoro powiedziałem A, to muszę powiedzieć B i nie poddawać się. Ludzie myślą, że bycie nauczycielem to taki „lajcik”. W przypadku wuefisty - pójdzie się na trzy czy cztery godziny, rzuci się piłką i do domu… Nie, tak wcale nie jest. Jeżeli praca jest naszą pasją, to trzeba poświęcić dużo czasu nie tylko na treningi, ale i na rozmowę. To ona gwarantuje nam połowę sukcesu. Dzieciaki uwielbiają konkrety. Jeżeli coś im się obieca, trzeba tego pilnować, inaczej linia współpracy może zostać zachwiana. Na fanpage’u, ale i w szkole, staram się im przekazywać, przede wszystkim, ważną zasadę fair play. Działamy razem, każdy może osiągnąć swój sukces, ale nie zrobimy tego po tak zwanych „trupach do celu”. I to jest najważniejsze. Możesz być ostatni, ale jesteś zwycięzcą, jeśli przestrzegasz zasad.

- Właśnie taki jest triathlon?

- Nie ma podkładania nóg i zwycięstwa za wszelką cenę. To ciekawy sport łączący trzy dyscypliny: pływanie, kolarstwo i bieg. Zaciekawił mnie dlatego, że jest sportem indywidualnym. Oczywiście są odmiany, gdzie można startować w sztafecie. Nie należy on do najtańszych, niestety, ale sprawia przyjemność i daje możliwość realizowania się na wielu płaszczyznach. A dodatkowo mamy dużo czasu na przemyślenie miliona spraw i wyciszenie się. Wtedy też wpadają do głowy różne kosmiczne pomysły, jak np. udział w zawodach Ironman czy wyjazd, większą grupą, na rowerach do Gdańska (śmiech). Przy okazji staramy się wspierać potrzebujących. Organizujemy wyprawy rowerowe, zbieramy pieniądze na leczenie. Zapraszam każdego na fanpage. Można do nas dołączyć. Tak samo w przypadku triathlonu, jeżeli ktoś chciałby zacząć swoją przygodę, to chętnie pomogę, doradzę i wspólnie zaczniemy treningi.

- Twoja praca została już doceniona. Otrzymałeś dwie nominacje do tytułu Najpopularniejszego Sportowca Roku w Świdniku, a także lubelskiego „Człowieka Roku 2017”, w kategorii działalność społeczna i charytatywna.

- To bardzo fajne, ale nie najważniejsze. Nigdy nie chciałbym być kojarzony ze słowem „charytatywność”. Nie chodzi też o promocję własnej osoby. Jedni oddają krew, drudzy organizują imprezy. Najważniejsze to czerpać z tego przyjemność i pomagać innym. Zawsze warto to robić.

- Wiem, że Twoim marzeniem jest utworzenie świdnickiej, triathlonowej grupy młodzieżowej.

- Tak, ale to bardzo ciężkie logistycznie zadanie. To treningi na basenie i w hali, za którymi idą wysokie koszty. W całej Polsce takich grup jest może dwie lub trzy. W Świdniku króluje piłka nożna i siatkówka, triathlon nie jest aż tak popularnym sportem, a przecież to dyscyplina olimpijska. Gdyby udało się utworzyć taką grupę, byłoby świetnie. To także promocja dla całego miasta. Jeżdżąc na zawody widzę, że ludzie kojarzą Świdnik, głównie dzięki wuesce i śmigłowcom. Mam nadzieję, że kiedyś usłyszą o nas poprzez triathlon. Liczę, że znajdzie się więcej osób, które zechcą go trenować. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że wystartuje w Ironmanie i ukończę zawody. Przepłynę blisko 4 tys. km, zaliczę 180 km na rowerze i jeszcze pokonam maraton. Dzisiaj wiem, że wszystko jest możliwe. Trzeba tylko podejść do tego zdrowo. Nie zakładać sobie wysokich celów, najpierw trzeba spróbować, a później, w miarę możliwości, poprawiać swoje wyniki.

Sandra Rutkowska

piątek, 02 listopad 2018 10:48

FitAnimka - aktywna rodzinka

Niespokojne umysły, ludzie pełni pozytywnej energii, wychodzący poza schematy. Tak mówią o sobie Joanna i Maciej Zającowie, którzy na początku września otworzyli przy ul. Kopernika 9A klub FitAnimka. Od początku chcieli stworzyć miejsce, w którym i mali, i duzi znaleźliby coś dla siebie, a przede wszystkim, spędziliby wspólnie czas na dobrej zabawie i treningu.

- Na swoje miejsce na ziemi wybrali Państwo Świdnik.

Joanna Zając: To zrządzenie losu. Otrzymaliśmy propozycję przejęcia lokalu po dawnej siłowni Maximus, więc postanowiliśmy spróbować. Poza tym, Świdnik znajduje się blisko Lublina i podoba nam się tutaj. Widzimy w nim potencjał.

- Dlaczego FitAnimka?

J. Z.: Jestem animatorem, dlatego otwierając klub, nastawiłam się na zajęcia fit z dziećmi i organizację urodzin na sportowo, żeby zachęć do ruchu na świeżym powietrzu i wrócić do zabaw podwórkowych. Ponieważ ten obiekt ma swoją historię, pomyślałam, że warto do niej wrócić i połączyć własne zainteresowania z siłownią. Jeśli zaś chodzi o nazwę, wpadł na nią mój mąż. Chcieliśmy powiązać sport z animacjami. Maciej zaproponował FitAnimkę, która kojarzy się z byciem pełnym wigoru i witamin człowiekiem.
Maciej Zając: Mamy dwoje dzieci, w drodze jest trzecie. Chcieliśmy odpowiedzieć na potrzeby rodzin takich jak my. Nieraz słyszeliśmy, że ktoś wybrałby się poćwiczyć, ale nie zawsze ma na to czas albo z kim zostawić pociechę. Chodziło nam po głowie miejsce, do którego można przyjść z dzieckiem na trening, a maluch w tym czasie mógłby się bawić.
J. Z.: Mamy takie hasło „FitAnimka - aktywna rodzinka!” Chcemy je promować.

- Wytrąciliście z ręki argumenty wszystkim tym, którzy zasłaniali się brakiem czasu albo pomocy w opiece nad maluchem.

M. Z.: Właśnie o to chodzi. Odkąd tu jesteśmy, nie ma już usprawiedliwień.
J. Z.: Powinniśmy dbać o formę, niezależnie od wieku. Myślę, że każdy znajdzie u nas coś dla siebie. Tym bardziej rodzice z dziećmi. Niech nie tracą czasu, mówiąc, że ich pociechy są jeszcze za małe na takie wyjścia. Je też mogą ze sobą zabrać. Mamy kącik dla mamy i dzidziusia, kojec, łóżeczko oraz cierpliwych instruktorów, którzy poczekają, jeśli maluszka trzeba będzie przewinąć. Poradzimy sobie też ze starszakiem. Kiedy mama ćwiczy, animator zaprosi go na zajęcia, podczas których nie będzie się nudził. Do klubu przychodzą też panie w wieku 50+, na pilates czy ćwiczenia na zdrowy kręgosłup.

- Oferta kierowana do najmłodszych jest bardzo bogata.

J. Z.: Nie chcemy ograniczać się do zajęć świetlicowych. Nastawiamy się na ruch. Mamy w ofercie „Rytmikę smyka”, która łączy w sobie ruch, muzykę i zabawę. Proponujemy balet z elementami gimnastyki artystycznej, taniec nowoczesny, zajęcia z instruktorką dla dzieci przychodzących z mamami. Jest też małpi gaj oraz podłoga interaktywna, która bawi i uczy, na przykład angielskiego.
M. Z.: Podłoga jest w pełni elektroniczna. Nie trzeba siedzieć w miejscu i czytać z kartki. Tu cały czas wymagany jest ruch. Jeśli jest to zabawa w poznawanie kierunków, osoba korzystająca z podłogi cały czas się obraca. Dzieci korzystają ze wszystkich zmysłów, ćwiczą koordynację ruch-wzrok, refleks i spostrzegawczość. Projektując pomieszczenia, chcieliśmy dać im możliwość rozwoju. Kiedy, na przykład, idą z małpiego gaju do szatni, mogą zagrać w „klasy”, które znajdują się na dywanie. A jeśli są zmęczone, mogą porysować.

- A jeśli chodzi o dorosłych i młodzież?

J. Z.: Za zgodą rodziców przychodzą do nas nastolatki od 16. roku życia, na kardio i siłownię. Myślimy też, żeby rozbudować ofertę o sztuki walki.

- Czy osoby korzystające z siłowni mogą liczyć na pomoc trenera?

J. Z.: Każdy pracownik został przeszkolony z zakresu sprzętu, jaki posiadamy. Udziela podstawowych informacji jak działa urządzenie i do czego służy. Natomiast, jeśli ktoś jest bardziej wymagający, istnieje możliwość skorzystania z dodatkowej usługi, czyli trenera personalnego, który ustali dietę i indywidualny zestaw ćwiczeń.

- Kto tworzy zespół FitAnimki?

J. Z.: Współpracujemy z fajnymi ludźmi. Znany w świdnickim środowisku biegacz Artur Jendrych prowadzi u nas treningi i jest animatorem. Aleksandra Pietroń odpowiada za Zumbę i zajęcia dla mam z bobasami, natomiast Ania Dubiel jest instruktorką grupy „Fit girl”, „zdrowego kręgosłupa”, pilatesu oraz TBC. Stawiamy na ludzi, dla których sport jest pasją, tak samo jak dla nas.

- A czy są zajęcia, na których rodzice mogą spędzać czas ze swoimi pociechami?

M. Z.: Przede wszystkim umożliwia to podłoga interaktywna. Tatusiowie z synkami lubią grać na niej w piłkę. Mamy też, na przykład, cymbergaja, z którego lubię korzystać z synem. Można naprawdę fajnie spędzić czas, niekoniecznie przed ekranem telewizora. To coś innego niż PlayStation, które większość z nas ma w domu. Wymaga więcej manualności, więc naprawdę warto wygospodarować na to chwilę.
J. Z.: Nie ograniczamy się jednak tylko do rodzin z dziećmi. Można też przyjść solo albo wynająć salę na trening indywidualny. Jesteśmy otwarci na takie osoby. Wracając do podłogi, zapraszamy na lekcje pokazowe przedszkolaki i młodszych uczniów. Pierwsze zajęcia są darmowe. Na kolejne oferujemy zniżki dla grup. Mamy informacje zwrotne od nauczycieli, że podłoga jest świetnym medium i zdecydowanie łatwiej zapanować nad klasą, kiedy uczy się z jej pomocą.

- Macie też coś dla miłośników kawy.

M. Z.: To zdrowy napój polecany przez specjalistów. Wypicie go godzinę przed treningiem wzmaga spalanie tkanki tłuszczowej, więc nie wybraliśmy go przypadkowo. Stworzyliśmy kącik kawowy z profesjonalnym ekspresem. To miejsce, gdzie rodzic, który nie trenuje, tylko obserwuje dziecko, może na chwilę przysiąść i cieszyć się smakiem i aromatem kawy.

- Organizujecie też urodziny.

J. Z.: W programie jest tort, zdrowe przekąski i napoje, małpi gaj oraz podłoga interaktywna. Jest też możliwość wynajęcia animatora, który może pomalować buzie i poprowadzić zabawę z wykorzystaniem chusty Klanza czy baniek mydlanych. Wychodząc z przyjęcia, dzieci otrzymają skręcany balonik. Osoba animująca zadba o to, żeby każdy maluch był zadowolony. W sezonie letnim prowadzimy urodziny w plenerze, z wykorzystaniem dmuchańców.

- Działacie od niedawna. Jak świdniczanie reagują na klub?

J. Z.: Nasz pomysł spotyka się z pozytywnymi opiniami. Ludzie mówią: - Wow, ale to fajne miejsce. Nie wiedziałam, że w okolicy jest coś takiego. Niektórzy przychodzą i są zdziwieni, że została siłownia, bo sądzili, że teraz jest to tylko miejsce dla małych. Mieszkańcy cieszą się, że można tu przyjść z pociechą i poćwiczyć. Dobre wrażenie potęguje fakt, że obiekt jest wyremontowany. Postaraliśmy się, żeby było czysto, miło, przyjemnie, kolorowo i bezpiecznie.

Agata Flisiak

czwartek, 01 listopad 2018 09:00

Pomoc nie ustaje

Koncerty, kiermasze książek, zbiórki pieniędzy i odzieży, akcje oddawania krwi. To tylko niektóre z wielu form wsparcia organizowanych dla małej świdniczanki Marysi Szlązak, która zmaga się z nowotworem mózgu.

Jej historia (ZOBACZ: Potrzebna pomoc) poruszyła całe miasto, a do akcji #kotekMarysi przyłączyła się cała Polska. I chociaż w ciągu doby udało się zebrać kwotę potrzebną na leczenie neuroonkologiczne dziewczynki, pomoc nadal nie ustaje.

W niedzielę odbył się finał charytatywnej akcji Uwolnij Ciucha”, organizowanej przez sklep Ikea w Lublinie. Każdy, kto chciał pomóc, mógł przynieść niepotrzebne ubrania, by podczas specjalnie zorganizowanej imprezy kupił je ktoś inny. Tego dnia udało się zebrać 7 405 złotych, a ponad 300 sztuk ubrań znalazło nowych właścicieli. Pieniądze zebrane podczas akcji zostały przekazane na pomoc w leczeniu 3-letniej Marysi, która obecnie przebywa w rzymskim szpitalu Bambino Gesu.

Tymczasem w Świdniku, 9 listopada, w godz. 8.00-12.00, w punkcie medycznym na terenie PZL-Świdnik, odbędzie się kolejna akcja oddawania krwi. Jej organizatorem jest Klub HDK-PCK im. bł.ks. Jerzego Popiełuszki.

- Ciągle brakuje krwi do przeprowadzania zabiegów operacyjnych ratujących życie. Potrzebna jest każda grupa. Piątkową akcję dedykujemy małej Marysi ze Świdnika, która jest ciężko chora. Każda osoba, która zgłosi się do nas w tym dniu, otrzyma jubileuszowy kalendarz krwiodawców - mówi Andrzej Słotwiński, prezes klubu.

__________

Jak pomóc?

- poprzez stronę www.kotekmarysi.pl

- Fundacja Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym, Michała Kajki 80/82 lok. 1, 04-620 Warszawa, BGŻ BNP Paribas Bank Polska S.A., numer rachunku: 62 1600 12860003 0031 8642 6001, w tytule wpłaty należy wpisać: Szlązak, 9828

- przekaż 1% podatku: w formularzu PIT należy wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” wpisać: 1638 pomoc dla Marysi Szlązak

- charytatywny sms pod numer 75 165 o treści POMOC 9828, koszt 6,15 zł

czwartek, 01 listopad 2018 09:10

Niedziela pełna refleksji

W najbliższą niedzielę warto zarezerwować czas na wyjątkowy koncert. Już po raz trzeci, w kościele pw. Chrystusa Odkupiciela odbędą się „Zaduszki Świdnickie”.

Pomysłodawcami wydarzenia są Leszek Surma, proboszcz parafii oraz Robert Grudzień, solista Filharmonii Lubelskiej, organista, pianista i klawesynista.

W tym roku do współpracy zaproszono Bogusława Morkę, światowej sławy tenora, solistę Opery Narodowej i Teatru Muzycznego Roma. Na scenie zobaczymy również Roberta Grudnia (organy), chór „Salve Regis” z dyrygentem Marzeną Goc oraz uczniów z I Liceum Ogólnokształcącego im. W. Broniewskiego w Świdniku: Jacka Chylińskiego, Katarzynę Kowalczyk, Marlenę Woźniak, Darię Niziołek, Antolę Sadło, Sandrę Doluk, Jakuba Brodę, Michała Mirosława, Miłosza Lipińskiego. Wydarzenie poprowadzi wicedyrektor szkoły Aneta Jagieła.

Koncert odbędzie się 4 listopada, o godz. 18.00 w kościele pw. Chrystusa Odkupiciela.

środa, 31 październik 2018 13:05

Twarze Świdnika

Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, kiedy dostał pierwszy stoper. Dziś startuje w najtrudniejszych zawodach biegowych i najczęściej staje na podium. Artur Jendrych opowiedział nam o swojej sportowej pasji.

- Zacznijmy od Twojej wygranej w Iron Run w Krynicy.

- To bardzo trudne zawody. Wszystkie biegi odbywają się w ciągu 48 godzin. Na początek, bieg uliczny, na 1918 m. Po dwóch godzinach 15 km i po kolejnych dwóch, następne 7 km. Kończymy przed północą, a już o 3.00 szykujemy się do wyjazdu do Rytra, skąd rusza ultramaraton, na 64 km. O godzinie 19.00 bieg na 3 km, a o 22.00 na 5 km. Następnie maraton po ulicy i kolejne wyzwanie, czyli wbiegnięcie na Jaworzynę Krynicką. Na zakończenie bieg na kilometr po krynickim deptaku. Wtedy już nie ścigamy się, tylko cieszymy, że udało się ukończyć zawody. Bierze w nich udział około 100 osób, jednak tylko połowa kończy. To mój trzeci występ w tych zmaganiach. Pierwszy raz startowałem w 2016 roku i to była szalona decyzja. Nie byłem na to gotowy. Za szybko chciałem „wejść” w świat biegów ultra. Nie mogłem cieszyć się atmosferą zabawy, wspólnego świętowania z zawodnikami i kibicami. Zamiast tego na trasię 64km leżałem i czekałem, aż miną skurcze. Byle dojść do mety i zmieścić się w limicie czasu. To doświadczenie zmotywowało mnie do cięższej pracy i nadrobienia zaległości. I tak, już rok później stanąłem na podium.

- Skąd w ogóle pomysł na tę dyscyplinę?

- Zamiłowanie do biegów pojawiło się w momencie, gdy mama kupiła mi stoper. To była pierwsza lub druga klasa szkoły podstawowej. Już wtedy mierzyłem czas kolegów w biegach dookoła bloku. Potem szkoła podstawowa i biegi na kilometr na ocenę z wychowania fizycznego. Okazało się, że jestem jednym z szybszych w klasie. Pod koniec podstawówki, nauczycielka wuefu zasugerowała, bym zaczął trenować pod okiem profesjonalistów. Na początku wszystko odbywało się w formie zabawy. Raz poszedłem na trening, raz odpuściłem. Okazało się że nie jestem szybkim, zawodnikiem, ale wytrzymałym. Potrafiłem trenować po kilka godzin, a potem chciałem jeszcze pograć w piłkę czy dalej ćwiczyć. Kiedy trafiłem na studia, połączyłem lekką atletykę z ergometrem wioślarskim. Pojawiły się pierwsze medale w mistrzostwach Polski. Po studiach zadałem sobie pytanie co dalej. Koniec z bieganiem czy dalsze treningi. Na szczęście to był okres w Polsce, w którym pojawił się boom na biegi masowe, a z nim powstawało coraz więcej zawodów. Możliwość startów i rywalizacji z innymi motywowała do treningu. Przełomowym momentem okazał się Bieg Rzeźnika. W Listopadzie 2015 r. zadzwonił do mnie Rafał Czelej i zapytał, czy wystartuję z nim w zawodach. Nie wiedziałem, czy dam radę, bo jeszcze nigdy nie biegłem nawet maratonu. W okolicach marca Rafał zasugerował, że powinienem przebiec taki dystans, aby sprawdzić jak zachowa się mój organizm. Wybraliśmy się na zawody, które, nie wiem jak to się stało, wygrałem (śmiech). Potem był dobry wynik w Maratonie Lubelskim. To był sygnał, że im dłuższy dystans, tym lepszy rezultat osiągam. Następnie przyszedł Bieg Rzeźnika, gdzie wspólnie z Czarkiem Bednarzem (po maratonie zmieniliśmy partnera) zajęliśmy 16. miejsce, co było doskonałym wynikiem, jak na debiut w biegach ultra. Po dotarciu na metę pobiegłem dalsze 20 km i zająłem 5. miejsce. Przekonałem się, że pasja z dzieciństwa przynosi efekty.

- Startowałeś również w niesamowicie trudnych zawodach Spartan Ultra Race.

- Rzuciłem pracę w Polsce i wyjechałem z dziewczyną do Szkocji. Dlaczego tam? Zobaczyłem że są tam dobre miejsca do trenowania. Podjąłem decyzję, aby wystąpić w Spartan Rece Ultra Beast na ok. 50 km. z 80 przeszkodami. Pomyślałem, że skoro jest możliwość wystąpienia w takich zawodach, to trzeba się przygotować. Korzystałem z wiedzy kilku trenerów, swoich doświadczeń i porad z książek. Starałem się łączyć siłownie z bieganiem tak, aby wzmocnić siłę, moc i wytrzymałość. Gdy stawałem na starcie nie wierzyłem, że tu jestem, że mogę rywalizować z utytułowanymi zawodnikami z całej Europy. Podczas pierwszej połowy zmagań nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Był pomysł, by ściągnąć mnie z trasy, jednak ja się zawziąłem i powiedziałem, że chcę ukończyć zawody. Na 2. okrążeniu odrodziłem się, wyprzedziłem kilkanaście osób i ostatecznie zająłem drugie miejsce. Było to wielkie wyróżnienie i motywacja do tego, aby dalej pracować i startować w biegach ultra.

- Czy stając na linii startu myślisz o wygranej?

- Za każdym razem staram się dobrze bawić i nie myślę o tym, że przede mną np. 100 km. Skupiam się na tym, że mam kilka punktów do których muszę dobiec. Ta myśl pozwala mierzyć dalej. Nigdy nie staje na starcie z myślą o wygranej. Tym bardziej, że biegi ultra są bardzo nieprzewidywalne. Można prowadzić, a nagle pojawiają się problemy i na ostatnich kilometrach, spadamy o wiele pozycji. Chcę zrobić dobry wynik i dobrze się bawić. Dodatkowo, można podziwiać piękne krajobrazy.

- Taka pasja wymaga dużej ilości wyrzeczeń?

- Nie tyle wyrzeczeń, ile świadomych decyzji. Chcąc się rozwijać, trzeba często dokonywać wyborów. Nie mogę zrobić czegoś, być gdzieś, bo zaraz mam start czy trening. Mam świadomość, że jestem na początku drogi i dopiero wchodzę w świat ultra. Tę dyscyplinę z sukcesami można uprawiać nawet po 40. Za miesiąc startuję w Łemkowyna Ultra-Trial na 150 km. To pierwszy raz, kiedy zmierzę się z tak długim dystansem, jednak zrobię wszystko by ukończyć te zawody, pokazując się z jak najlepszej strony.

- Sportowe marzenia?

- Te najbliższe, to przede wszystkim uzyskać na wiosnę czas w granicach 2:40 w maratonie. Chciałbym również trafić do dobrego teamu, które prężnie rozwijają się w Polsce. Wśród tych wielkich marzeń są te, o starcie z orzełkiem na piersi, podczas mistrzostw świata czy Europy. Są odległe, jednak wierzę, że możliwe do zrealizowania.

Jacek Gański

wtorek, 20 listopad 2018 10:52

To warto zobaczyć

Dziesięć filmów i tyle samo wyjątkowych opowieści zobaczymy wkrótce na wielkim ekranie. Już 6 listopada, w kinie Lot rusza jesienna edycja Przeglądu Filmowego „To warto zobaczyć”.

Podobnie, jak w poprzednim roku, miłośnicy kina obejrzą historie nagradzane i nominowane do wielu prestiżowych nagród, a wśród nich „W cieniu drzewa”, „Kamerdyner” czy „Księgarnia z marzeniami”.

Najbliższe seanse w kinie Lot:

8 grudnia
„SOFIA”, godz. 19:15

Współczesne Maroko, gdzie tradycja miesza się z nowoczesnością. Dwudziestoletnia Sofia mieszka z rodzicami w Casablance. Jest w ciąży, ale nawet sama przed sobą nie chce się do tego przyznać. Seks pozamałżeński jest w jej kraju karany więzieniem. Sofia musi podjąć decyzje, które uratują honor jej rodziny i zaważą na całym jej życiu.

. . .

11 grudnia
„DZIEDZICZKI”, godz. 19:15

Refleksyjna opowieść o miłości, radości i potrzebie spełnienia wobec życiowych trudności. Zmysłowy, magnetyczny, emocjonalny film laureat dwóch srebrnych Niedźwiedzi na Festivalu w Berlinie.

. . .

13 grudnia
„GENTLEMAN Z REWOLWEREM”, godz. 19:15

Historia najbardziej czarującego złodzieja w historii, który wcale nie miał ochoty na to, żeby przejść na emeryturę, z więzienia uciekał 30 razy, a rabując banki nigdy nie zapominał o byciu gentlemanem. W tej komedii kryminalnej Robert Reford (w swojej ostatniej roli w karierze) wciela się w Forresta Tuckera, słynnego amerykańskiego kryminalistę.


. . .

KARNET NA WSZYSTKIE FILMY - 100 zł 
KARNET NA PIĘĆ DOWOLNIE WYBRANYCH FILMÓW - 60 zł
BILETY NA POSZCZEGÓLNE FILMY - 18,00 zł - normalny; 16,00 zł - ulgowy; 12,00 zł - grupowy

sobota, 27 październik 2018 08:23

Nie zapomnij!

Dziś w nocy nastąpi zmiana czasu letniego na zimowy. W związku z tym będziemy musieli przestawić zegarki o jedną godzinę do tyłu.

Zegarki przestawiamy w nocy, z 27 na 28 października, z godziny 3.00 na 2.00, przez co będziemy spali godzinę dłużej. Do czasu letniego wrócimy 31 marca.

piątek, 26 październik 2018 14:51

Małpa dał radę

W walce wieczoru 15. gali Thunderstrike Fight League „NOXY NIGHT” w Lublinie, Hubert Szymajda pokonał Roberta Maciejowskiego i zdobył tymczasowy pas federacji.

Nasz zawodnik do walki przygotowywał się od dłuższego czasu, a ta była ciężka i zacięta. Świdniczaninowi udało się wygrać jednogłośną decyzją sędziów.

- Pojedynek był niezwykle wyrównany - mówi Hubert. - Mój rywal, mimo licznych ciosów, jakie otrzymał w parterze, cały czas stawiał niesamowity opór. Presja oraz chęć udowodnienia, że jestem mistrzem była silniejsza niż całe zmęczenie i trud przygotowań, dlatego walczyłem do końca. Myślę, że stworzyliśmy niezłe widowisko. Kibice nie powinni czuć się zawiedzeni - obejrzeli trzyrundowy pojedynek na bardzo dobrym poziomie.

Dla popularnego „Małpy” zwycięstwo z zawodnikiem z Bielska Białej jest przepustką do pojedynku z Brazylijczykiem Guilherme Cadeną, z którym przegrał w marcu tego roku, przez dyskwalifikację.

- Na pewno potrzebuję teraz odpoczynku. W ciągu roku stoczyłem cztery walki, a to całkiem niezłe tempo. Stawką sobotniego pojedynku był tymczasowy pas mistrzowski. Właściwy wciąż spoczywa na biodrach Brazylijczyka. Plan na kolejny rok to oczywiście odebranie go i stoczenie co najmniej dwóch kolejnych pojedynków. Zamierzam też wyjeżdżać i szkolić się w klubach w całej Europie. Natomiast w grudniu chciałbym wziąć udział w obozie przygotowawczym w Tajlandii, z najlepszymi zawodnikami z całego świata.

Strona 1 z 319

Najczęściej czytane