jg - Świdnik - wysokich lotów

środa, 04 kwiecień 2018 08:01

Logo znów niezawodny

70 g marihuany i listki LSD znaleziono podczas imprezy nastolatków. Miejsce ukrycia narkotyków bezbłędnie wskazał policyjny pies Logo.

W ubiegłym tygodniu policjanci zostali zaalarmowani, że w jednym z mieszkań młodzież zorganizowała głośną imprezę. Na miejsce wysłano mundurowych, którzy natychmiast wyczuli zapach marihuany i zauważyli opalone lufki.

- Podczas przeszukania mieszkania funkcjonariusze odnaleźli znaczną ilość środków odurzających. Miejsce ukrycia części z nich wskazał policyjny pies Logo. W sumie zabezpieczono blisko 70 g suszu roślinnego o właściwościach marihuany, a także LSD - informuje Elwira Domaradzka z KPP w Świdniku.

Jak informują policjanci, narkotyki należały do nastolatki. Została zatrzymana i przewieziona do Policyjnej Izby Dziecka. Materiały zgromadzone w tej sprawie przekazano do Sądu Rejonowego, gdzie o dalszym losie 16-letniej świdniczanki zdecyduje wydział zajmujący się nieletnimi.

wtorek, 03 kwiecień 2018 10:10

Święta na drogach

Policjanci podsumowali miniony weekend na drogach naszego powiatu. Niestety, doszło do jednego tragicznego zdarzenia.

- W okresie świątecznym odnotowaliśmy dwie kolizje i jeden wypadek ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło w nocy, z soboty na niedzielę, w miejscowości Kolonia Struża – mówi Elwira Domaradzka, rzecznik prasowy KPP w Świdniku.

Wiadomo, że kierujący renault, 34-letni obywatel Ukrainy potrącił 37-letniego pieszego. Niestety, nie udało się go uratować. Czynności w tej sprawie trwają. Jedna z hipotez zakłada, że mężczyzna przebiegał przez drogę.

Okres świąteczny to także czas wzmożonych kontroli trzeźwości kierowców. Przebadano 316 osób. Cztery prowadziły pojazd pod wpływem alkoholu.

wtorek, 03 kwiecień 2018 08:20

Szansa na asfaltowy komfort

Na Lubelszczyznę trafiło dodatkowe, blisko 38 mln zł na budowę dróg. Pieniądze pochodzą z budżetu państwa. Już wiadomo, że z tej puli, władze miejskie będą chciały wybudować ul. Sosnową. Dofinansowanie do dwóch dróg będzie mógł uzyskać powiat. Konkretne ulice mają zostać wyłonione w drodze konsultacji społecznych choć, jak podkreśla szef starostwa, najważniejsze będzie i tak spełnianie kryteriów konkursu.

O dodatkowych pieniądzach na drogi, na specjalnej konferencji prasowej, informował wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.

- Kilkanaście dni temu podpisywaliśmy umowy na budowę dróg z Programu Rozwoju Gminnej i Powiatowej Infrastruktury Drogowej na lata 2016-2019 na kwotę 60 mln zł. Dzisiaj miło mi państwu przekazać, że premier ogłosił kolejny rządowy program na rzecz Rozwoju oraz Konkurencyjności Regionów poprzez Wsparcie Lokalnej Infrastruktury Drogowej. Województwo lubelskie otrzymało z niego 37,7 mln zł – mówił wojewoda. - Cieszę się z tego dodatkowego programu, dlatego że potrzeby dotyczące dróg gminnych i powiatowych są przeogromne. Biorąc pod uwagę wielkość województw, liczbę mieszkańców, stan dróg, województwo lubelskie jest największym beneficjentem tego programu.

Z nowej puli mogą korzystać gminy i powiaty. Muszą się jednak spieszyć, bo termin złożenia wniosków upływa 15 kwietnia. Nowa możliwość uzyskania rządowego wsparcia została przedyskutowana w miniony wtorek zarówno na sesji miejskiej, jak i powiatowej.

Sosnowa z nadzieją

W przypadku dróg miejskich została wytypowana ul. Sosnowa. Jest to jedna z dróg w sąsiedztwie węzła „Świdnik”. W tej chwili jest ulicą gruntową. Jej budowa będzie pokaźnym przedsięwzięciem, ponieważ droga ma blisko kilometr długości. Jest bardzo ważna dla mieszkańców całego osiedla domków jednorodzinnych w tym rejonie miasta. Za chwilę jednak stanie się jeszcze istotniejsza.

- W chwili, gdy ruszy budowa ul. Kusocińskiego, ulica Sosnowa będzie stanowiła główny ciąg komunikacyjny dla mieszkańców tej części Świdnika - tłumaczy Karol Łukasik z Urzędu Miasta.

Co istotne, samorządy stawiają przede wszystkim na te ulice, na które mają już gotowe projekty, tym bardziej, że na wykonanie inwestycji nie ma dużo czasu. Zgodnie z założeniami programu, do 15 maja ma zostać przeprowadzona ocena formalna i merytoryczna złożonych wniosków. Natomiast na początku czerwca mają zostać podpisane pierwsze umowy na dofinansowanie planowanych inwestycji. Samorządy muszą je wykonać jeszcze w tym roku. Mogą liczyć na dotację pokrywającą od 60 do nawet 80 proc. przedsięwzięcia. Dofinansowanie będzie tym wyższe, im biedniejsza jest gmina bądź powiat.

Powiat w konsultacjach

Decyzji co do wyboru konkretnych ulic nie ma jeszcze w świdnickim starostwie. Podczas wtorkowej sesji, Łukasz Reszka, przewodniczący klubu PiS - Porozumienie Prawicy, złożył wniosek o przeprowadzenie konsultacji w sprawie ich wyboru.

- Jest to pierwszy, w tej kadencji, wniosek opozycji zaakceptowany przez rządzących z PO i ŚWS. Już niebawem (może jutro) ruszą prawdziwe konsultacje wśród mieszkańców powiatu świdnickiego czy al. Armii Krajowej, może ul. gen. Maczka czy droga Biskupice-Trawniki lub jeszcze inna ważna dla mieszkańców, zostanie pilnie wyremontowana i to jeszcze w tym roku - mówi Łukasz Reszka.

Władze starostwa szykują się do konsultacji. Jak tłumaczą, mieszkańcy będą mieć do wyboru ulice ze wszystkich gmin na terenie powiatu. Warunkiem dołączenia ich do listy będzie gotowa dokumentacja na budowę. W przypadku Świdnika w grę może wchodzić kilka ulic. - Mamy dokumentację na przebudowę ul. Maczka, al. Armii Krajowej, ale również na ulicę na granicy Świdnika i Kalinówki w stronę stacji paliw - wymienia Dariusz Kołodziejczyk, starosta świdnicki.

Jak tłumaczy, głos mieszkańców zostanie wzięty pod uwagę, ale ostatecznie może nie być decydujący. - Czekamy na ogłoszenie dokumentacji naboru. Oczywiście, przeprowadzimy konsultacje społeczne, uznaję również głos mieszkańców, ale w tym przypadku najważniejsza jest skuteczność. Postawimy więc na te drogi, które będą miały największe szanse na uzyskanie rządowego dofinansowania - dodaje Dariusz Kołodziejczyk.

poniedziałek, 02 kwiecień 2018 10:26

Bezpańskie, ale nie na bruku

Radni Świdnika zatwierdzili program opieki nad bezdomnymi zwierzętami i zapobiegania bezdomności wśród zwierząt na rok 2018.

Program ustala, między innymi, zasady odławiania bezdomnych zwierząt i zapewnienia im miejsca w schronisku. Znajdziemy w nim również zapisy o opiece nad wolno żyjącymi kotami, ich dokarmianiu, a także zapewnieniu zwierzętom całodobowej opieki weterynaryjnej w nagłych przypadkach. Mówi też o ich obligatoryjnej sterylizacji bądź kastracji oraz usypianiu ślepych miotów. Kolejne postanowienia dotyczą poszukiwania właścicieli dla porzuconych czworonogów i wskazania gospodarstwa rolnego, które będzie się opiekowało bezdomnymi zwierzętami gospodarskimi.

Coraz więcej zaangażowanych

- To zrozumiałe, że najwięcej wątpliwości etycznych budzi usypianie ślepych miotów. Jest jednak ono praktyką bardzo rzadko stosowaną. W ubiegłym roku zdarzyło się tylko raz w przypadku porzucenia kociąt przez ich matkę. W okresie wiosenno-letnim 2017 roku, do wszystkich gabinetów weterynaryjnych na terenie miasta trafiło powyżej 30 kociąt. Dzięki wspaniałym lekarzom weterynarii, współpracującym z gminą, kocięta zostały odchowane i znalazły bezpieczne domy. Obecnie, pod opieką gminy znajduje się ponad 200 kotów wolno żyjących. Zajmuje się nimi 20 opiekunów społecznych - karmicieli. By uzyskać taki status, dana osoba musi zajmować się co najmniej 5 kotami. Społeczni karmiciele na terenie miasta mają pod opieką od 8 do więcej niż 20 kotów wolno żyjących.

Świadomość mieszkańców dotycząca właściwej opieki nad zwierzętami wzrastaa, co sprawia, że problem bezpańskich psów w gminie jest coraz mniejszy. W całym ubiegłym roku do schroniska „Pieski Świat” w miejscowości Bazar trafiło dwanaście bezdomnych psów – tłumaczy Monika Wójcik, podinspektor do spraw ochrony środowiska w Urzędzie Miasta.

Pieniądze na pomoc

Na realizację tegorocznego programu zarezerwowano w budżecie gminy 205 tys. zł. 120 tys. zł przeznaczono na odłów i utrzymanie bezdomnych psów, 20 tys. zł na zakup karmy dla kotów wolno żyjących oraz niezbędnych akcesoriów. Kolejne 65 tys. zł pochłoną usługi, między innymi opieka weterynaryjna.

Odłowione w tym roku bezdomne psy będą umieszczane W schronisku „Pieski Świat”, w miejscowości Bazar. Sterylizacji i kastracji wolno żyjących kotów dokonywały będą, na koszt gminy, działające w mieście gabinety weterynaryjne. We współpracy ze społecznymi opiekunami, koty po zabiegu powrócą do miejsc, z których je zabrano. Społeczni opiekunowie będą również uczestniczyli w dystrybucji karmy.

Gmina pokryje także koszty kastracji lub sterylizacji psów i kotów posiadających właścicieli z terenu miasta. Gabinet wykonujący te zabiegi zostanie wybrany w kwietniu. Właściciele zwierząt, którzy się na niego zdecydują, powinni zgłosić się do koordynatora programu w Urzędzie Miasta (pokój nr 112), wraz z dowodem osobistym oraz dokumentem potwierdzającym posiadanie kota lub psa, na przykład książeczką zdrowia zwierzęcia. Finansowanie będzie można uzyskać w przypadku maksymalnie dwóch kotów i dwóch psów rocznie, w odniesieniu do jednego właściciela, do wyczerpania środków finansowych.

Całodobową opiekę weterynaryjną nad zwierzętami po wypadkach drogowych zapewni gabinet weterynaryjny VET Centrum Krzysztof Szabała, ul. Racławicka 11/1 (tel. 81 751 37 00 lub 509 691 004). Gospodarstwo zajmujące się bezdomnymi zwierzętami zagrodowymi znajduje się przy ul. Brzegowej 58.

jmr

sobota, 31 marzec 2018 14:04

Nagroda dla Zuzanny

Zuzanna Lisiak, uczennica kl. gimnazjalnej 3a Szkoły Podstawowej nr 5, zdobyła nagrodę specjalną w ogólnopolskim konkursie literackim „Misja – książka!”, zorganizowanym przez wydawnictwo Ridero, we współpracy z Fundacją Nowoczesna Polska. Odebrała ją w ubiegły piątek, podczas uroczystej gali w Krakowie.

Przypomnijmy, konkursowym zadaniem było napisanie tomiku opowiadań, których motyw przewodni stanowił dom. Podjęła się go drużyna z „Piątki” w składzie: Natalia Gosik, Zuzanna Lisiak, Angelika Więckowska, Piotr Piszcz i Filip Chyła. Uczniowie pracowali pod okiem Judyty Ciecieląg, nauczyciela- bibliotekarza. Ich książka pt. „W poszukiwaniu szczęścia” zakwalifikowała się do II etapu pisarskiej rywalizacji, co już było dużym sukcesem, bo znalazło się tam tylko 50 z nadesłanych 239 prac. Jako grupa świdniczanie nie znaleźli się wśród zwycięzców, ale jury postanowiło przyznać nagrodę specjalną Zuzannie Lisiak, za opowiadanie „Od maszyny do witryny”.

- To były ogromne emocje, bo wybrano tylko 4 opowiadania. Podczas gali nagrody wręczali dziennikarka Justyna Suchecka i Mikołaj Marcel, pisarz i nauczyciel akademicki. Nie spodziewałam się, że jury wyróżni moją pracę, ale oczywiście bardzo się z tego cieszę. Docenili ją za, jak to określili, „niespotykaną narrację” – opowiada Zuzanna, która w konkursie brała udział po raz drugi i, jak deklaruje, na pewno nie ostatni.

Zdradziła nam również, że swoją przyszłość chce związać z literaturą lub filmem, szczególnie z tworzeniem scenariuszy. Tomik trzecioklasistów został wydany w kilku egzemplarzach, w formie drukowanej. Jest dostępny w szkolnej bibliotece. Można go również przeczytać na stronie www.ridero.eu

sobota, 31 marzec 2018 13:10

Kobiety ubrane w kwiaty

Florystyką zajmuje się od blisko 20 lat. Początkowo tworzenie kwiatowych kompozycji traktowała jak hobby, jednak z czasem jej pasja stała się drugim, obok mediatora sądowego, zawodem. Dziś nie tylko przygotowuje ślubne bukiety, wianki czy kwiatową biżuterię, ale też współtworzy sesje zdjęciowe, których bohaterkami są kobiety. Małgorzata Tarkowska, właścicielka pracowni florystycznej „Kobiety w kwiatach” opowiada o swojej pasji.

- Na początku było to po prostu hobby. Jednak kwiaty tak mocno mnie zafascynowały, że postanowiłam pójść do szkoły florystycznej, zdać egzamin czeladniczy i przejść niezbędne kursy. Rośliny wciąż mnie pasjonują, dlatego staram się rozwijać w tym kierunku. Wbrew pozorom, praca florysty nie jest łatwa. Proces przygotowania kompozycji jest żmudny, potrzeba dużej wiedzy i umiejętności, jak łączyć ze sobą poszczególne gatunki. Trzeba się też sporo nadźwigać, nieraz kaleczy się dłonie, ale efekt jest tego wart.

- Ubiera Pani swoje klientki w kwiaty. Jak narodził się ten pomysł?

- Myślę, że kobiety potrzebują odskoczni od rzeczywistości i szarości, która nas otacza. Zresztą, podobnie jak mężczyzni, wśród których znajduje się wielu mistrzów florystyki. Kobieta i kwiaty łączą się ze sobą jakoś podświadomie. Wspólnie tworzą ładną kompozycję. Czasami rzeczywiście ubieram panie w kwiaty. Któregoś razu miałam przyjemność pracować z fotografem Aleksandrem Szczepańskim (autor fotografii p. Małgorzaty), podczas sesji konkursowej do magazynu Glow. Przygotowałam węża z kwiatów, w którego ubrano modelkę. Wyglądała przepięknie.

- Ostatnio zajęła się Pani także metamorfozami.

- To dzięki współpracy z makijażystką Kasią Kręglicką, która zaproponowała mi, żebym pomogła przy projekcie Metamorfozy. Miał on na celu pokazać piękno, które jest w każdej z nas, o czym często zapominamy. Zespół, który tworzy metamorfozy to cztery niezwykłe osobowości, dzielące się pasją i miłością do swojej pracy z uczestniczkami różnych projektów. W ramach metamorfoz proponujemy profesjonalny makijaż tworzony przez Kasię Kręglicką, o stylizację fryzury dba Kasia Maciejewska-Śliwińska. Przygotowujemy oprawę florystyczną, a całość w pamiątkowej sesji zdjęciowej uwiecznia Aleksander Szczepański.

- Trudno było pogodzić oczekiwania kobiet z własną wizją bukietu?

- To pytanie o wszystkie panny młode. Każda z nich ma pomysł na siebie, a przed spotkaniem z florystą ogląda tysiące zdjęć różnych kompozycji. Dobre, jeśli wiedzą co im się nie podoba. Gorzej, jak podoba im się wszystko. My, floryści, musimy wykazać się dużą wiedzą. Zawsze powtarzam, że w tej branży nie chodzi o układanie kwiatów, a o dobieranie ich do urody kobiety i jej charakteru. Przykładowo, gdy po raz pierwszy spotykam się z klientką, na początku po prostu plotkujemy. Rozmawiamy o niej, o tym, kim jest jej narzeczony, jak będzie wyglądał ich ślub. Staram się poznać ją jak najlepiej. Zdarza się, że początkowo chce zamówić mały, okrągły bukiecik, a później okazuje się, że marzy o bukiecie z róży angielskiej czy piwonii. Na pierwszym miejscu zawsze stawiam klientkę i to, co jej się podoba. Jeśli uważam, że coś do niej nie pasuje, mogę zasugerować, że widziałabym ją w innym kolorze, bo ma jasną cerę i dobrze byłoby wyciągnąć z jej urody kilka fajnych cech albo, że jest drobną osobą i duży bukiet do niej nie pasuje.

- Miała Pani okazję przygotowywać też niestandardowe wiązanki.

- Mam różne klientki, wśród nich także rockowe, nieprzeciętne. Największym wyzwaniem było stworzenie dla jednej z nich bukietu z czarnej róży. Jest mało dostępna w Polsce, dlatego zdecydowałam się połączyć różę black baccara z bordową. Panna młoda miała życzenie, by na wiązance znalazła się pajęczyna, więc zastosowałam kryzę, która doskonale ją imitowała. Użyłam też konstrukcji z drutu florystycznego. Jak się później okazało, wszystko było w podobnej tonacji. Klientka szła do ślubu w bordowej sukni z czarnymi haftami, w cudownym kapeluszu w tym samym kolorze, z czarną woalką i pająkiem. Okazało się, że państwo młodzi są entomologami, kochają pająki i inne owady. To była nietuzinkowa para, dlatego zapadła mi w pamięć. Są też panny młode, o których się pamięta, ponieważ są mocno eteryczne. Czasem ma się wrażenie, że jeśli dostaną duży bukiet, upadną pod jego ciężarem. Uwielbiam przygotowywać kwiaty dla takich kobiet. Można im dać delikatną mimozę oraz eukaliptus, który ładnie się rozłoży.

- Florysta jest trochę psychologiem.

- Czasami śmieję się, że działam jak terapeuta rodzinny, bo panny młode przychodzą do mnie z mamami i teściowymi, które nieraz mają zupełnie inne wyobrażenie o bukiecie ślubnym. Wtedy pytam klientkę, czego ona chce i co lubi, bo mama miała już swój wielki dzień, a teraz pora, żeby ona go przeżyła. Jest mnóstwo osób, które starają się dominować. Robią to z dobrego serca, bo dla nich to też ważna uroczystość. Dlatego, kiedy panna młoda zamawia u mnie kompozycję, przygotowuję również bransoletkę z kwiatów dla jej mamy i teściowej, żeby też czuły się wyróżnione. Klientki często decydują się na taką usługę, bo chcą zrobić przyjemność bliskim. To ważne, żeby i oni odczuwali wyjątkowość chwili.

- Wróćmy jeszcze na chwilę do sesji. Współpracowała Pani z niezwykłą stylistką.

- Miałam przyjemność zrobić sesję z Moniką Wilkołaską, która pokazuje swoje stylizacje na całym świecie, między innymi we włoskim magazynie Vogue. To była sesja ślubna. Przygotowałam dla modelki bukiet z cantedeskia starlight. Naprawdę cudownie to wszystko ze sobą współgrało.

- Z okazji 8 marca kilka kobiet otrzymało od Pani piękny prezent.

- Któregoś dnia spotkałam się z zespołem, z którym współtworzymy metamorfozy. Zbliżał się Dzień Kobiet, wszędzie pojawiały się reklamy, żeby zamiast kwiatów podarować paniom czekoladki albo coś innego. Zastanawiałam się, dlaczego odmawia się im kwiatów. Zrodził się pomysł stworzenia oddzielnego wydarzenia dedykowanego kobietom z okazji ich święta. Zgłosiło się ponad 1000 dziewczyn. Przejrzeliśmy wszystkie fotografie i wybraliśmy trzy osoby. Nie liczył się termin zgłoszenia, ale fakt, że możemy dać naszym modelkom nowy image, pokazać, jak będą wyglądać w innej fryzurze, makijażu. Każdej z nich zrobiliśmy piękne zdjęcia. Podobnie zresztą wyglądała sesja walentynkowa, w której wzięła udział piosenkarka Magda Malec. Bardzo mile ją wspominam. Pokazałam, że na walentynki odpowiednim podarunkiem są nie tylko róże, ale i gerbery.

Agata Flisiak

niedziela, 01 kwiecień 2018 08:50

W czas Zmartwychwstania

Przed nami jedno z najradośniejszych świąt, zarówno w kościelnym roku liturgicznym, jak i obrzędowym kalendarzu, poprzedzone szczególnymi przygotowaniami oraz troską o wyjątkowy nastrój. Zachęcamy do poznania tradycji i zwyczajów wielkanocnych, które przybliżyły nam Lucyna Pulińska i Wiesława Brzuś, członkinie świdnickiego oddziału Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów.

Palma bije, nie zabije

Lucyna Pulińska pochodzi z Andrzejowa, w powiecie włodawskim. Do Świdnika przyjechała w 1966 roku. Doskonale pamięta święta sprzed lat, a tradycje wyniesione z domu pielęgnuje do dzisiaj, przekazując je rodzinie oraz sąsiadom.

- Przygotowania rozpoczynały się od wielkich porządków – wspomina pani L. Pulińska. - Gospodynie wymiatały każdy kąt, dbając by wszystko było czyste i poukładane. Później przychodził czas na robienie palm. Oczywiście, nie mieliśmy takich materiałów, jakie są dostępne dzisiaj. Palemki były więc skromne, z bukszpanu, suszonych kwiatów i ziół. W Niedzielę Palmową, kiedy już wyszliśmy z kościoła, napotkanych znajomych stukaliśmy palmą w ramię i mówiliśmy „palma bije, nie zabije, za sześć noc Wielkanoc”. Jak przyjechałam do Świdnika, nauczyłam tego sąsiadów. Do tej pory kontynuujemy ten zwyczaj. W Wielkim Tygodniu msze odprawiano rano. Wszyscy zachowywali post. U mnie w domu robiło się, na przykład, zupę z suszonych owoców, zagęszczaną mąką. Można ją było jeść z kluskami. Często na naszym stole gościł też chleb moczony z olejem lub ziemniaki na nim przysmażane. Niektórzy mieli postanowienia wielkopostne. Mój tata rzucał wtedy palenie. Ale jak tylko przyjeżdżaliśmy z rezurekcji, od razu sięgał po papierosa. Przed Wielką Sobotą robiliśmy pisanki. Tutaj wykazać mogły się również dzieci. Zazwyczaj malowało się woskiem, a potem barwiło w łupinach cebuli – na brązowo, albo w zielonym życie. W koszyczku do święcenia znajdowały się chleb, jajka, mięso, kiełbasa, pieprz, sol, masło. Po poświęceniu pokarmu można już było święconkę zjeść. Teraz czeka się z tym do niedzielnego śniadania. Pamiętam też, że po rezurekcji każdy gospodarz starał się jak najszybciej wrócić do domu, bo kto zrobił to pierwszy, mógł liczyć na urodzajne zboża. Później gospodarz brał palmę i wodę święconą, by poświęcić całe obejście. W pierwszy dzień świąt, odwiedzając kogoś, mówiło się „Chrystus zmartwychwstał”, a wtedy padała odpowiedz: „prawdziwie, że wstał”. Do dzisiaj to celebruję. Jakie potrawy przygotowywano na wielkanocny stół? Oczywiście obowiązkowo biały barszcz i jajka z chrzanem, bo majonezu wtedy jeszcze na wsi nie było. Pojawiały się też szynka, pasztety, boczek, bigos, ćwikła, baby drożdżowe i mazurki. Jak przychodziliśmy z rezurekcji, gryźliśmy chrzan, żeby zęby przez cały rok nie bolały. U teściów mojego syna, którzy pochodzą z Bochotnicy, w Wielkanoc jedzono czerwony barszcz z kiełbasą. Bardzo nas to na początku dziwiło. Śmigus dyngus obchodziła cała wieś. Pojawiali się strażacy z sikawkami, w ruch szły też wiadra z wodą. Było bardzo wesoło.

Jezus, Jezus jedzie…

Wiesława Brzuś urodziła się w Radomiu, a do Świdnika przyjechała w 1962 roku. Jako przewodnik i pilot wycieczek poznała zwyczaje oraz tradycje świąteczne wielu regionów Polski. Chętnie podzieliła się z nami swoją wiedzą i …notatkami.

- Całe życie mieszkam w mieście, gdzie święta wyglądają zupełnie inaczej niż na wsi – opowiada pani Wiesława. - Moja Wielkanoc sprzed lat nie różniła się od tej dzisiejszej. Oczywiście, zachowywaliśmy post, na stole pojawiał się biały barszcz, jajka, szynka. Nie było zwyczaju robienia palm, po prostu je kupowaliśmy. Trochę szkoda, bo zwyczaje i obrzędy świąteczne są naprawdę ciekawe i bardzo barwne. Można o nich poczytać, między innymi w książce Hanny Szymanderskiej „Polskie tradycje świąteczne”. Echa niektórych zachowały się do dziś. Najciekawsze, związane z obchodami Wielkanocy, rozpoczynają się od Niedzieli Palmowej, dawniej zwanej Wierzbną lub Kwietną. Materiał, z którego sporządzano palmy, ustalony był tradycją. Zgodnie ze starymi wierzeniami powinny one zawierać gałązkę leszczyny i wierzby, cisu, sosny lub jałowca, a także winorośl. Nasi przodkowie przypisywali palmom właściwości lecznicze i czarodziejskie, dlatego po powrocie z kościoła okładano się poświęconymi palmami dla zdrowia. Inny zwyczaj to połykanie pączków gałązki wierzbowej, co miało zapobiec chorobom gardła, płuc i wszelkim bólom. Kolejne dni upływały pod znakiem przygotowań i oczekiwania Wielkiej Niedzieli. W tym czasie odwiedzano ubogich i chorych, udzielając im wsparcia. Dni wielkotygodniowe wróżyły też pogodę na cały rok. Uważano, że jaka Wielka Środa, taka będzie wiosna. Wielki Czwartek przepowiadał aurę na lato. Wielki Piątek wróżył pogodę na żniwa i wykopki, a Wielka Sobota na zimę.

Było też mnóstwo innych zwyczajów związanych z Wielkim Tygodniem. Na przykład w Wielką Środę po wsi chodzili chłopcy z kołatkami lub bębnami i przypominali wszystkim o obowiązującym poście, a kto go nie zachowa „temu kołatkami wybiją zęby”. W Wielki Czwartek, hałasując kołatkami, symbolicznie wypędzali Judasza. W Wielki Piątek gospodynie wyrzucały post, tzn. rozsypywały na polu popiół, który był jego symbolem, po czym tłukły garnek, w którym go przyniosły. Wierzono również, że przed wschodem słońca woda w rzekach i potokach ma właściwości uzdrawiające, dlatego też myto i kąpano się w nich, wierząc, że ustrzeże to przed bólami rąk i nóg przez cały rok. Myto też krowy, by były zdrowe i dawały dużo mleka. Robiono również masło, które przechowywano przez cały rok, używając go do smarowania ran ludzi i zwierząt. Młode dziewczęta malowały wielkanocne jajka, a w wodzie, w której były gotowane, myły włosy. Wierzyły, że dzięki temu będą gęste, piękne i lśniące. Pisankami dziewczyna obdarowywała chłopca, który był jej szczególnie bliski. W Wielką Sobotę rano święcono ogień i wodę, a przez cały dzień pokarmy. Według starych wierzeń święcone posiadało nadzwyczajną moc. Po przyjściu z kościoła należało trzy razy obejść ze święconym cały dom, aby zapewnić mu dostatek oraz pozbyć się szczurów i myszy. Skorupki pisanek rozrzucone w ogrodzie chroniły kapustę od liszek. Ze święconego chrzanu robiono krzyżyk i wkładano pod węgieł domu, aby się go węże nie trzymały. Pilnowano jednocześnie, aby żadnych święconych okruszków nie zjadały kury, bo piałyby jak koguty. Po rezurekcji, gospodarz wypuszczał konie, aby i one cieszyły się wolnością i święciły swoją radością Zmartwychwstanie Jezusa.

Jedną z największych atrakcji świąt było…wielkie obżarstwo. Po 40 dniowym poście, już od Palmowej Niedzieli czekano na ten dzień, śpiewając: „Jezus, Jezus jedzie, wiezie żur i śledzie, kiełbasy zostawi i pobłogosławi”. Wielka Niedziela upływała zazwyczaj w rodzinnym gronie, dopiero poniedziałek wielkanocny był dniem składania wizyt oraz rożnych harców i swawoli, a najważniejszy był oczywiście śmigus dyngus, któremu nadawano różne nazwy – oblewanka, lejek, meus czy emaus. Chodząc po dyngusie śpiewano: „Przyszliśmy tu po dyngusie, zaśpiewajmy o Jezusie” lub „Dyngus, dyngus, po dwa jaja, nie chcę chleba tylko jaja”. W niektórych regionach chłopcy przebierali się za Cyganów i zbierali datki.

Agnieszka Wójcik

niedziela, 01 kwiecień 2018 09:02

Chrystus żyje!

Wieść ta lotem błyskawicy obiegła całą Jerozolimę, a teraz, co roku, rozbrzmiewa dźwiękiem dzwonów wielkanocnych i radosnym Alleluja! Chrystus żyje. Czy wiesz, co to znaczy? Jeśli On żyje, to i my żyć będziemy. Jeżeli On zmartwychwstał, to i my zmartwychwstaniemy. Jeżeli na Jego grobie jest napis: "Nie ma Go tutaj", to i na naszych grobach tak samo będzie napisane. Przecież Jego zmartwychwstanie dotyczy i nas, i naszego zmartwychwstania. Bo w Chrystusie streszczają się nasze losy.

Zmartwychwstały Chrystus rozwiązuje zagadkę naszego życia i śmierci. Zapewnia nie tylko o życiu przyszłym i naszym zmartwychwstaniu, ale już tu, na ziemi, włącza nas w pełne, Boże Życie. Chrystus nadał śmierci inny sens. Zdarł z niej kir smutku i żałoby. Dzięki Niemu nie jest ona końcem życia, ale początkiem nowego życia w wieczności z Bogiem. Tragiczne wydarzenia Wielkiego Czwartku i Piątku zdruzgotały i przybiły duchowo apostołów. Czuli się załamani i stracili nadzieję. I oto nagła wiadomość, że nie tylko grób jest pusty, ale że Chrystus zmartwychwstał i żyje spowodowała eksplozję radości. Wyszli na ulicę, aby opowiadać wszystkim radosną nowinę, że Chrystus zmartwychwstał i żyje.

Bracia i Siostry! Radujmy się dziś z całego serca! Tak, jak apostołowie głośmy całemu światu tę radosną nowinę, że Chrystus zmartwychwstał. Głośmy też z całą mocą, że miłość jest mocniejsza od nienawiści, życie od śmierci. Głośmy, że tak, jak Chrystus zmartwychwstał i my zmartwychwstaniemy.

Chrystus zmartwychwstał i żyje, Alleluja!

Ks. Tadeusz Nowak

piątek, 30 marzec 2018 08:35

Oręż przeciw pneumokokom

Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektorat Sanitarny rozpoczęły wiosenną akcję bezpłatnych szczepień przeciw pneumokokom. Objęte są nią dzieci urodzone w latach 2013-2016, nie szczepione wcześniej przeciw zakażeniu bakterią Streptococcus pneumoniae. Akcja ruszyła 20 marca, potrwa do 29 czerwca. Ilość szczepionek jest ograniczona.

Informacji o szczepieniach udziela, między innymi, Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Świdniku. 

-To bardzo skuteczna forma ochrony przed zakażeniami - wyjaśnia Jan Nowicki, szef sanepidu. - Pneumokoki często atakują górne drogi oddechowe, powodując na przykład ostre zapalenie płuc, zatok przynosowych a także ucha środkowego. W przypadku inwazyjnej postaci zakażenia, może nawet dojść do pojawienia się sepsy czy zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych.

Zakażenie pneumokokiem przenosi się poprzez wdychanie drobnych kropelek wydzieliny dróg oddechowych i śliny, unoszących się w powietrzu oraz bezpośredni kontakt z chorym lub nosicielem. Ryzyko zwiększa się, gdy dziecko przebywa w żłobku lub przedszkolu.

Rodzice zainteresowani zaszczepieniem pociech powinni udać się do przychodni, w której złożyli deklarację wyboru lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej, gdzie ustalą termin badania kwalifikacyjnego. Szczepienie jest wykonywane przy użyciu szczepionki, chroniącej przed 10 najbardziej zjadliwymi serotypami pneumokoka. Aplikowana jest w dwóch dawkach - pierwszą trzeba przyjąć do 20 kwietnia, drugą do 29 czerwca. Szczepienia będą wykonywane przez przychodnie, które mają podpisany kontrakt z NFZ.

Dotychczas, jeśli rodzice chcieli zaszczepić dzieci przeciw pneumokokom, musieli sami zakupić szczepionkę. Bezpłatna przysługiwała tylko najmłodszym, należącym do grup ryzyka, dzieciom urodzonym przed 37. tygodniem ciąży, jak i noworodków ważących poniżej 2,5 kg. Od stycznia ubiegłego roku obowiązkowymi szczepieniami objęte są wszystkie nowo narodzone dzieci. Na tę zmianę od dawna oczekiwali rodzice i lekarze. Teraz specyfik mogą również otrzymać maluchy w wieku do 5 lat, które nie podlegają obowiązkowi szczepień przeciwko pneumokokom.

słs

czwartek, 29 marzec 2018 13:27

Psia eksmisja odroczona

Dobre wieści z Krzesimowa. Dziś podpisano umowę dotyczącą dzierżawy terenu, na którym działa schronisko.

Według pierwszej decyzji właściciela terenu, czyli Nadleśnictwa Świdnik, schronisko miało wyprowadzić się do końca marca.

- Działalność (schroniska - red.) nie jest żadnym problemem dla nadleśnictwa. Przeciwnie, w pełni popieramy szlachetny zamiar roztoczenia opieki nad bezdomnymi psami - pisała o sprawie Ewa Szary, reprezentującą Nadleśnictwo Świdnik. - Jeśli stowarzyszenie wywiąże się ze swoich zobowiązań i poprawi warunki sanitarno-techniczne w schronisku do stanu akceptowanego przez nadzór budowlany, Nadleśnictwo Świdnik przedłuży z nim umowę najmu.

Chodziło o wykonanie robót rozbiórkowych samowolnie utwardzonej betonem, płytami chodnikowymi i kostką brukową części działki, na której znajduje się schronisko. Większość zaleceń udało się wykonać. Niemniej, nagły atak zimy sprzed dwóch tygodni, przystopował tempo prac. Teraz topniejący śnieg i wszechobecne błoto też nie ułatwiają życia pracownikom. Jednak sytuacja, którą zastali podczas inspekcji przedstawiciele nadleśnictwa i Powiatowego Nadzoru Budowlanego była na tyle zadowalająca, że postanowiono podpisać nowy dokument.

- Odetchnęliśmy dziś z ulgą - mówi Maria Gulanowska ze Świdnickiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Umowa obowiązuje do 30 czerwca 2019 roku, po to aby spokojnie przetrwać okres jesienno-zimowy, w którym wszelkie większe prace rozbiórkowe są niemożliwe. Dokument pozwoli nam na prowadzenie dalszych akcji adopcyjnych oraz stanowić będzie podstawę do negocjacji z gminami, które trzymają u nas swoje psy i nie zawsze wywiązują się z obowiązku płacenia na utrzymanie czworonogów.

Przypomnijmy, że likwidacja schroniska w Krzesimowie trwa już od dłuższego czasu. Od 2016 roku placówka nie przyjmuje nowych zwierząt, zaś działania pracowników, wolontariuszy i wszystkich pomagających instytucji skupiona jest na tym, aby jak największej liczbie psów znaleźć nowe domy. Wystarczy przypomnieć, że w marcu 2016 r. było ich 670, teraz jest mniej niż 150, spośród których tylko 20 pochodzi z naszego miasta.

Strona 9 z 302