jg - Świdnik - wysokich lotów

czwartek, 05 październik 2017 10:49

Ostrzegają przed wiatrem

To może być niespokojna noc. Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie wydał ostrzeżenie o silnych podmuchach wiatru, które prawdopodobnie wystąpią w naszym mieście.

- Jesteśmy gotowi na możliwość wystąpienia nietypowych zjawisk atmosferycznych. Ostrzeżenie otrzymały również pobliskie jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, które także mają do dyspozycji sprzęt pomocny przy usuwaniu skutków wichury - mówi Paweł Dańko z KP PSP w Świdniku.

Strażacy apelują, aby przede wszystkim zabezpieczyć rzeczy, które przetrzymujemy na balkonach lub przy domach, a które mogą zostać porwane przez wiatr i, o ile jest taka możliwość, nie przebywać i nie parkować pojazdów w pobliżu drzew. Należy także zachować szczególną  ostrożność podczas jazdy samochodem. Po pierwsze ze względu na mogące się łamać konary, po drugie, przy wyjeździe z osłoniętej drogi na otwartą przestrzeń, istnieje ryzyko zdmuchnięcia samochodu.

Ostrzeżenie obowiązuje od godz. 21.00 do jutrzejszego poranka. W trzystopniowej skali nasze województwo zostało objęte dwustopniowym alarmem. Wiać będzie z południowego zachodu i zachodu, z prędkością dochodzącą do 100 km/h.

niedziela, 01 październik 2017 08:50

Pasja na dwóch kółkach

Michał Dudzik od najmłodszych lat interesował się jednośladami. Kibicował kolarzom i motocyklistom startującym w rajdach. Zainteresowania wciągnęły go na tyle, że dołączył do KM Avia, by spróbować swoich sił w cyklotrialu. Później przyszedł czas na maratony rowerowe, kolarstwo górskie, aż wreszcie przesiadł się na motocykl. W rozmowie z nami, opowiada o swojej pasji i prowadzeniu warsztatu rowerowego, mieszczącego się przy ulicy Okulickiego 7a.

- Dlaczego jednoślady?

- Ciekawiły mnie już od najmłodszych lat. Chciałem jeździć na bmx-ie, podobały mi się rowery górskie, rajdy motocyklowe i samochodowe. Kiedy miałem 7 albo 8 lat, bardzo aktywny był Wojciech Doroba, który startował w rajdach obserwowanych. Podziwialiśmy go razem z kolegami. Jako jedyny miał motocykl trialowy. My nie mieliśmy takich możliwości, więc jeździliśmy na rowerach. I tak to się zaczęło. Dołączyłem do Avii, razem z Karolem Serwinem startowałem w cyklotrialu, później w maratonach rowerowych, kolarstwie górskim i tak przez ponad dwadzieścia lat. Pasja przerodziła się w zainteresowanie silnikami i motocyklami, na których również jeździłem. Później miałem wypadek, doznałem kontuzji kolan. Musiałem przyhamować ze sportem, więc zająłem się rowerami od strony technicznej.

- Ciężko było zrezygnować z kolarstwa?

- Nie musiałem tego robić. Wszystko zależało ode mnie, ale z biegiem lat pojawiło się więcej obowiązków, praca, więc zrezygnowałem. Czasem wsiądę na rower, ale przez kontuzję nie jestem w stanie jeździć tak, jakbym chciał. Bardzo lubię pracować nad rowerami, naprawiać je, odnawiać, dlatego otworzyłem warsztat. Na razie jest mały, ale… kto wie. Plany sięgają daleko, ale życie nieraz sprowadza na ziemię. Staram się więc to wszystko jakoś wypośrodkować.

- Prowadzi Pan nie tylko warsztat, ale też komis.

- Sprzedaję zarówno używane, jak i nowe pojazdy. W komisie można znaleźć rowery dla dzieci, młodzieży i dorosłych, a nawet wózki inwalidzkie, o które klienci także pytają.

- W jaki typ roweru warto zainwestować?

- Jeśli chodzi o jazdę po mieście, na zakupy czy do pracy, najlepszym rozwiązaniem będą rowery miejskie albo trekkingowe z obniżoną ramą. Te pierwsze są stabilne, ale też ich waga jest znacząca. Jeśli więc ktoś trzyma rower w mieszkaniu na piętrze, powinien się dobrze zastanowić nad jego kupnem, bo te kilogramy będą mu się dawały we znaki. Poza tym, modele miejskie to dość kosztowny wybór. Trekkingowe natomiast mają dobre hamulce i są lżejsze. Nadają się do jazdy po ulicy i chodniku, ale też po drogach szutrowych czy lesie. Podstawowym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać, jest to, gdzie chcemy jeździć - do czego potrzebny nam rower. Od tego uzależnijmy nasz wybór.

- Rowery można kupić nie tylko w specjalistycznych sklepach, ale też marketach. Co Pan o nich myśli?

- Odradzam kupowania dwukołowców tam, gdzie produkty spożywcze czy akcesoria do domu. Ich komponenty są bardzo słabej jakości. Zdarza się, że rowery z marketów trzeba od razu skręcać, bo się rozsypują. Lepiej kupić starszy, używany albo odżałować więcej pieniędzy i zainwestować w jednoślad z dobrymi częściami, który będzie po prostu bezpieczny. Jeździmy po mieście, osiągamy, nierzadko kilkadziesiąt kilometrów na godzinę, zjeżdżamy z góry, gwałtownie hamujemy. Nic nas nie chroni, poza kaskiem i komponentami. Zwróćmy więc uwagę na opony, hamulce… Bardzo dużo osób przychodzi do mnie, żeby im doradzić. Pytają o rzeczy, które wydawałyby się oczywiste, ale okazuje się, że potrzebują informacji na temat używania, pielęgnacji, czyszczenia, serwisowania, zakupu czy doboru części.

- Niektóre jednoślady składa Pan od zera.

- To bardzo dobre rozwiązanie, bo dzięki temu klient otrzymuje dokładnie to, na czym mu zależy. Do tej pory składałem rowery szosowe, terenowe, takie a’la kolarzówki, ale z tego rozwiązania korzystają też osoby chore. Na przykład, ostatnio pani pytała o rower trójkołowy dla kogoś, kto ma problemy z równowagą, a musi przemieszczać się na znaczne odległości. Wkrótce ma się ponownie zgłosić i zacznę pracę. Był też pan z niedowładem ręki, dla którego trzeba było skonstruować dźwignię hamulcową odpowiadającą jego potrzebom. Był bardzo zadowolony z tego, co udało się zbudować. Nasze miasto ciągle się rozrasta, zwiększają się odległości i każdy chce je pokonać w jak najkrótszym czasie. Rowery składane od podstaw są więc świetnym rozwiązaniem dla osób, które chorują, a chciałyby szybko się poruszać i nie rezygnować ze sportu.

- Naprawił Pan wiele pojazdów. Który był najstarszy?

- To był niemiecki rower, wyprodukowany jeszcze przed drugą wojną światową. Człowiek, który go przyprowadził mówił, że to pojazd jego dziadka. Myślę, że mógł pochodzić nawet z 1930 roku. Nareperowałem go. Oczywiście, nie znalazłem oryginalnych części, bo od lat są niedostępne lub bardzo trudno je odnaleźć, ale udało mi się dostać zamienniki. Klient był bardzo zadowolony z efektu.

- Jak się przy nim pracowało?

- O dziwo, rozwiązania techniczne, które w nim zastosowano, nie odbiegały bardzo od tego, co dziś spotyka się w rowerach. Także ich jakość była super. To naprawdę wiele mówi, że dawniej robiło się jednoślady dobrej jakości, na których przejeżdżano wiele kilometrów.

- Które rowery sprawiają według Pana najwięcej problemów?

- Te, o które właściciele nie dbają. Każdy pojazd, lepszy czy gorszy, droższy czy tańszy, można zniszczyć, jeśli się o niego nie dba. Cały czas spotykam się z przeświadczeniem, że jak się raz kupi dwa kółka, można jeździć aż do przysłowiowej śmierci, a to tak nie działa. Jednoślad, podobnie jak samochód, ma komponenty, łańcuch, napęd, linki, które się wyciągają, wyrabiają i trzeba je wymienić. Najlepiej raz w sezonie zrobić przegląd i jeśli jest taka potrzeba, wstawić nowe części, wyregulować.

- Co podoba się Panu w tej pracy?

- Najbardziej kontakt z ludźmi, a w warsztacie mi go nie brakuje. Lubię, jak klienci zadają pytania, bo widzę, że faktycznie są zainteresowani i mogę im pomóc. Trafiają się osoby, z którymi potrafię rozmawiać godzinami. Jednym z moich gości jest były kolarz. Opowiada mi o swoich przejazdach, częściach do rowerów, których używał. Wiele się od niego dowiaduję. Dzięki takim kontaktom wciąż się uczę i zbieram doświadczenia. To moja pasja. Robię to, co naprawdę sprawia mi przyjemność.

Agata Flisiak

piątek, 29 wrzesień 2017 15:19

Nietrzeźwy opiekun

Blisko 2,5 promila alkoholu w organizmie miał 36-latek, który wczorajsze popołudnie spędzał w jednym z barów, opiekując się swoją niespełna roczną chrześnicą. Był zdziwiony, że alkomat pokazał tak wysoki wynik, gdyż, jak tłumaczył, wypił tylko jedno piwo.

Około godziny 15.00, dyżurny świdnickiej komendy policji został, zaalarmowany o tym, że w jednym z ogródków piwnych znajduje się mężczyzna, który spożywa alkohol, a tuż obok śpi małe dziecko.

- Policjanci udali się pod wskazany adres i potwierdzili treść zgłoszenia. Zastali 36-letniego mieszkańca Świdnika, który siedział przy stoliku i pił piwo. W stojącym przy nim wózku spała jego niespełna roczna chrześnica - mówi Elwira Domaradzka z KPP w Świdniku.

Mundurowi ustalili, że matka dziecka przekazała córkę pod opiekę mężczyźnie w godzinach porannych i poszła do pracy. Chrzestny miał zajmować się dziewczynką do jej powrotu.

Czynności w sprawie trwają. Policjanci z pionu kryminalnego ustalają dokładne okoliczności zdarzenia i sprawdzają czy doszło do narażania zdrowia i życia dziecka. Informacja o tym incydencie trafi także do sądu rodzinnego. 

piątek, 29 wrzesień 2017 08:44

Czworonogi bez opłat

W świdnickich domach mieszka ponad 1,2 tys. psów. Ich właściciele w większości powinni uiszczać opłatę za posia­danie czworonoga. Suma nie jest duża, ale i tak nie wszyscy wywiązują się z tego obowiązku. Podczas wczorajszej sesji Rady Miasta, bur­mistrz zaproponował więc radnym, żeby w ogóle ją zlikwido­wać. Ci, jednogłośnie opowiedzieli się za pomysłem.

Opłata za posiadanie psa została ustalona wiele lat temu. Począt­kowo była wyższa, ale ostatecznie stanęło na 20 zł rocznie za jedne­go czworonoga. Według wyliczeń urzędników, na terenie Świdnika, jest około 1250 psów. Do uiszczania opłat zobowiązani są właściciele ok. 850 z nich. Pozostali korzystają ze zwolnień, choćby dlatego, że są emerytami. Przedstawiciele władz miasta postanowili jednak zrezyg­nować z pobierania opłaty. Powo­dów jest kilka. Po pierwsze, jak tłu­maczą urzędnicy, systematycznie spadają wpływy z tego źródła, po­nieważ coraz więcej osób jest zwol­nionych z uiszczania opłaty. Rosną za to koszty związane z jej pobo­rem. Drugi powód związany jest ze schroniskiem w Krzesimowie.

- Będę zachęcał mieszkańców do przekazania opłaty na rzecz bez­domnych zwierząt - mówi Walde­mar Jakson, burmistrz Świdnika. - Potrzebujących jest wiele, wśród nich są również psy z Krzesimowa, placówki z którą współpracujemy od lat.

Schronisko, oprócz tego, że po­trzebuje pomocy finansowej, ma również inne, poważne problemy. Według umowy z nadleśnictwem, od którego dzierżawi teren, pla­cówka może działać tylko do wios­ny przyszłego roku. W tej chwili przebywa w niej jeszcze blisko 300 psów i trzeba dla nich znaleźć bez­pieczne schronienie po likwidacji schroniska. Około połowę z nich zabiorą gminy współpracujące z placówką. Pozostałe czworonogi należą jednak do stowarzyszenia. Na początku września burmistrz Świdnika spotkał się z władzami kil­ku samorządów współpracujących z Krzesimowem. Wynikiem rozmów był apel do nadleśnictwa z prośbą o przedłużenie dzierżawy terenu pod schronisko, o półtorej roku. Pod dokumentem podpisali się wszyscy przedstawiciele gmin.

- Dałoby to możliwość znalezienia domów dla pozostałych podopiecz­nych placówki - dodaje Waldemar Jakson.

Apel popiera również poseł ze Świd­nika, Artur Soboń. - Przedłużenie dzierżawy jest najrozsądniejszym rozwiązaniem. Samorządy mają w tym względzie moje wsparcie. Za­mierzam również spotkać się w tej sprawie z władzami nadleśnictwa - mówi Artur Soboń.

Równocześnie przedstawiciele Urzędu Miasta zapraszają wszyst­kich świdniczan już w sobotę na festyn. Wydarzenie zostało zapla­nowane na placu przy fontannie i w muszli koncertowej przy MCUS. Impreza odbędzie się pod hasłem „Ogarnij psa miłością”. W programie są zabawy i konkursy dla dzieci, po­łączone z pokazem wielkich baniek mydlanych i przedstawieniem eko­logicznym. Gabinety weterynaryjne będą udzielały bezpłatnych porad, do wygrania będą też pakiety na ich usługi i legowiska dla czworo­nogów. W programie jest również pokaz posłuszeństwa i prezentacja umiejętności psa policyjnego. Naj­ważniejszymi aktorami będą jednak psy z Krzesimowa. Czworonogi bę­dzie można zobaczyć i na miejscu zdecydować się na adopcję. Przed­stawiciele schroniska będą również zbierać fundusze i karmę dla swoich podopiecznych.

kal

czwartek, 28 wrzesień 2017 15:39

By nie dać się oszustom

Przed nami kolejna odsłona programu „Widzę – Reaguję”. Tym razem, funkcjonariusze Straży Miejskiej zapraszają na spotkanie dotyczące bezpieczeństwa. O tym, jakie metody stosują przestępcy i  jak nie stać się ich ofiarą, opowie Mariusz Sokołowski, wieloletni rzecznik komendanta głównego policji.

- Będzie mowa, m.in. o zagrożeniach związanych z wyłudzeniami pieniędzy od osób starszych, kradzieżą czy też podstępnym wejściem do mieszkania. Wykład wzbogaci prezentacja multimedialna z pokazem filmów profilaktycznych - tłumaczy Janusz Wójtowicz, komendant SM.

Spotkanie rozpocznie się 4 października, o godz. 12.00, w sali kameralnej Centrum Kultury.

Prelekcje z zakresu bezpieczeństwa, to tylko jeden z elementów programu „Widzę – Reaguję”. Przypomnijmy, że strażnicy czekają na wypełnione ankiety z sugestiami miejsc, w których powinien się znaleźć monitoring. Według zapowiedzi, w mieście pojawi się 25 nowych kamer. Przewidziany jest również montaż dodatkowego oznakowania na sześciu przejściach dla pieszych. Będą to tzw. kocie oczka, czyli oświetlenie led, wmontowane w nawierzchnię drogi.

-  Z myślą o dzieciach planujemy natomiast zorganizować, 20 października, festyn pod hasłem „Bezpieczna droga do szkoły”. Odbędzie się on na placu, przy Szkole Podstawowej nr 5 - dodaje J. Wójtowicz.

Planowane są także kolejne lekcje z wykorzystaniem autochodzika oraz spotkania z nauczycielami, rodzicami i seniorami. Projekt, przygotowywany wspólnie ze szkołami, przedszkolami, MCUS, MCP, policją i strażą pożarną, pochłonie 175 tys. zł. Większa część tej kwoty, bo 100 tys. zł, zostanie przekazana z budżetu państwa. Pozostałe pieniądze wyłoży Urząd Miasta.

czwartek, 28 wrzesień 2017 09:37

Powiedzieli, jak chcą jeździć

Prawie tysiąc osób wypełniło ankietę w wersji elektronicznej i papierowej. Mieszkańcy przede wszystkim chcą zwiększenia częstotliwości kursów komunikacji miejskiej. Przedstawiciele ratusza zapowiadają dokładną analizę wyników i posłużenie się nimi przy planowaniu zmian w kursach od 1 stycznia przyszłego roku.

Pod koniec sierpnia przedstawiciele Urzędu Miasta poprosili świdniczan o wypełnienie ankiety dotyczącej zmian w komunikacji. Była to odpowiedź na sugestie mieszkańców dotyczące zwiększenia liczby kursów na liniach miejskich.

- W tegorocznym budżecie nie mamy zarezerwowanych pieniędzy na dodatkowe kursy. Poza tym, chcielibyśmy decyzję o wprowadzeniu zmian w komunikacji poprzedzić analizą potrzeb mieszkańców - tłumaczył Andrzej Radek, zastępca burmistrza.

Temu miała służyć przygotowana ankieta. Szybko okazało się, że oddźwięk wśród świdniczan jest ogromny. Ankiety w wersji elektronicznej nadesłało ok. 900 osób. Kolejne kilkadziesiąt zostało złożonych w formie papierowej w biurze obsługi klienta w Urzędzie Miasta.

- Dziękujemy za wszystkie sugestie i uwagi. Cieszy nas tyle odpowiedzi od mieszkańców. To dla nas znak, że komunikacja miejska jest tematem bardzo istotnym dla świdniczan - mówi burmistrz Waldemar Jakson. - Wszystkie opinie zostaną wnikliwie przeanalizowane przez naszych urzędników. Będą dla nas drogowskazem przy rozmowach z Zarządem Transportu Miejskiego o zmianach w dotychczasowym funkcjonowaniu komunikacji miejskiej.

Wyniki ankiet dają również odpowiedź choćby na pytanie, które miejskie linie świdniczanie wybierają najczęściej. Niekwestionowanym zwycięzcą w tej kategorii są kursy autobusów nr 55. Jeździ nimi ok. 90 proc. osób, które wypełniło ankietę. Często wymieniana jest również linia 5, rzadziej 35 i nocne połączenie N2. Część mieszkańców wskazało jako środek komunikacji, również busy prywatnych przewoźników.

Niemal wszyscy ankietowani chcą zwiększenia częstotliwości kursowania miejskich linii. Świdniczanom najbardziej brakuje połączeń poza godzinami szczytu, czyli od 10.00 do 15.00 i po 17.00. „Bardzo słaba sytuacja jest również w weekendy, zwłaszcza w niedzielę” - napisała jedna z osób wypełniających ankietę. „Ogólnie jestem za tym, by częstotliwość była co godzinę, łącznie z godzinami wieczornymi w obie strony. Często ciężko jest wrócić z Lublina po godzinie 21.00” - można przeczytać w kolejnej ankiecie.

Mieszkańcy chcą zwiększenia ilości kursów linii 55, ale również 5, która jeździ przez Zadębie i 35. Wśród propozycji pojawiły się także nowe połączenia, jak choćby bezpośrednie ze Świdnika do Lublina na ul. Zana, w okolice ul. Lipowej, Okopowej i miasteczka akademickiego. Ankietowani zwracali również uwagę na problemy z jakimi stykają się w autobusach miejskich. Chodziło m.in. o awarie biletomatów czy niesprawną klimatyzację.

kal

środa, 27 wrzesień 2017 13:38

Krzyże dla ofiarnych

25 września, w lubelskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej wręczono Krzyże Wolności i Solidarności, które Prezydent Rzeczpospolitej przyznaje szczególnie zasłużonym w walce z komunistycznym reżimem. Wśród odznaczonych znalazły się osoby związane z naszym miastem.

Krzyż Wolności i Solidarności to najmłodsze polskie odznaczenie państwowe, ustanowionym w 2010 roku. Jest wyróżnieniem dla działaczy opozycji wobec dyktatury komunistycznej, którzy byli aktywnymi członkami nielegalnych organizacji, stawiających sobie za cel odzyskanie przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowanie praw człowieka w PRL, a także prowadzili zagrożoną odpowiedzialnością karną lub represjami działalność. Do tej pory, w ten sposób uhonorowano ponad 3500 osób.

- Wolność! Państwo wiedzą, ile ona kosztuje, jak wiele trzeba za nią zapłacić. My, Polacy na jej utratę się nie godzimy. Państwa pokolenie, które dało światu „Solidarność”, jest na to dowodem. Dziś Polska składa przed wami hołd  - mówił podczas uroczystości Jarosław Szarek, prezes IPN.

Wśród nagrodzonych znalazły się osoby związane ze Świdnikiem: Kazimierz Bachanek, Maria Binkiewicz, Krzysztof Goś, Marian Kister, Cezary Listowski oraz Edward Prażmo.

Odznaczenia otrzymali też: Eugeniusz Badaszczuk, Włodzimierz Blajerski, Ryszard Bodziuch, Franciszek Bujak, Wiesław Cichocki, Marek Derewiecki, Julian Dziura, Marian Firkowski, Leszek Gaczewski, Krzysztof Gębura, Wiktor Grudzień, Henryk Kąkol, Jan Madej, Emilian Marcola, Jan Okoń, Ireneusz Ostrokólski, Wiesław Ruchlicki, Marek Suszek, Stefan Szaciłowski, Marian Tabiszewski i Jacek Wójtowicz.

wtorek, 26 wrzesień 2017 13:12

Dobrze wybrałem

Karol Kozak od 13 lat jest rehabilitantem. Jego droga do zawodu nie była prosta, ale jak mówi, wszystkie decyzje, które podjął oraz wzloty i upadki doprowadziły go właśnie w to miejsce. Teraz nie chciałby być nigdzie indziej. W rozmowie z nami, opowiada o swojej pracy i prowadzeniu gabinetu „Zdrowie Kozaka”, o tym, w czym pomaga fizjoterapia oraz jak ważne jest pozytywne nastawienie.

- Kim chciał Pan zostać w dzieciństwie?

- To trudne pytanie… Gdy byłem mały, marzyłem, że zostanę pilotem. Później, jak każdy młody chłopak, chciałem uprawiać sport i pójść na Akademię Wychowania Fizycznego. Miałem też zamiłowanie do wojska, jednak ostatecznie wybrałem fizjoterapię. Teraz, po 13 latach pracy w szpitalu, wiem, że dobrze zrobiłem.

- Wspomniał Pan, że przez wiele lat pracował w szpitalu…

- Tak i nadal to robię. Wymaga to dużego wysiłku, zarówno fizycznego, jak i umysłowego. Zdarzały się bardzo trudne przypadki i nieraz chciałem zrezygnować. Odkryłem jednak, że jest to zawód dla mnie.

- Dlaczego Pan nie zrezygnował?

- Pomogło wsparcie koleżanek i kolegów z pracy. Biorąc udział w kursach i szkoleniach specjalistycznych, starałem się stale podnosić wiedzę oraz umiejętności z szeroko pojętej fizjoterapii. I tak, po latach doświadczeń i kontaktu z pacjentami, zbudowałem własny sposób pracy pod nazwą „Zdrowie Kozaka”. Czerpię z różnych systemów i metod, nakierowanych na efektywną pomoc choremu. Podstawą mojej pracy jest indywidualne podejście do każdego potrzebującego: usuwanie bólu, poprawianie zakresu ruchomości w stawach, wzmacnianie mięśni przykręgosłupowych, mobilizacje kręgosłupa i stawów, a także praca na tkankach miękkich, terapia punktów spustowych, korekcja postawy, ćwiczenia poprawiające elastyczność i sprężystość mięśni oraz ćwiczenia oddechowe. Dodatkowo, wspomagam się bańkami oraz aplikatorami wieloigłowymi dr Lyapko… Człowiek jest organizmem, który składa się z wielu elementów. Ludzie coraz częściej cierpią na choroby narządu ruchu takie, jak: ból stawów, mięśni czy przeciążenie wiązadeł. Często przyczyna znajduje się w innym miejscu i aby skutecznie pomóc, trzeba ją zlokalizować. Schorzeniom sprzyja zimno, brak snu, konfliktowe sytuacje angażujące sferę emocjonalną człowieka, która jeszcze bardziej wpływa na dolegliwości.

- Dlaczego?

- Ponieważ, jeśli jesteśmy zestresowani, nasz układ nerwowy jest bardziej napięty, co prowadzi do jego zablokowania. Często towarzyszy temu ból, który podtrzymuje tę sytuację. Receptą jest umiejętne wykorzystywanie technik pracy z bólem, które efektywnie przywracają prawidłowe napięcie układu nerwowego.

- Fizjoterapeuta zajmuje się więc nie tylko ciałem, ale i umysłem?

- Chcąc, nie chcąc, tak właśnie jest, chociaż jeden specjalista wgłębia się w to bardziej, a inny mniej. Niektórzy widzą w człowieku tylko zaburzenia natury fizycznej. Ja uważam, że jeśli chcemy mówić o pełnym zdrowiu, musimy też zwrócić uwagę na psychikę. Zdarza się, że pacjent jest zniechęcony leczeniem, bo ktoś powiedział, że nie można mu pomóc i będzie tylko gorzej. To nie prawda. Można to zrobić, tylko trzeba wiedzieć jak. Jako fizjoterapeuta jestem w pewnym sensie psychologiem. Wiem, że moje pozytywne nastawienie wpłynie także na nich. Spędzam z chorymi mnóstwo czasu. Korzystam z tego, bo w ten sposób lepiej ich rozumiem i skuteczniej pomagam.

- Praca z człowiekiem, który się poddał, musi być ciężką walką. Czy można z nim jeszcze wypracować zdrowie?

- Jak najbardziej, chociaż jest to trudne. Taka osoba zmaga się przecież z wielkim stresem, który nieraz sprawia, że jest na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Myślę, że ludzie są przeciążeni pracą, niepokojem, brakiem prawidłowego odpoczynku oraz właściwego odżywiania i w efekcie nie czują własnego ciała. Kiedy organizm podpowiada, że coś jest nie tak, odkładamy to na później. A powody są różne. Dostępność rehabilitacji, długie kolejki, brak finansów, by skorzystać z zabiegów prywatnie. Dlatego też, coraz więcej osób szuka sposobów na poprawę stanu zdrowia poprzez aktywność fizyczną oraz zmianę diety.

- Jakie schorzenia możemy wyleczyć dzięki fizjoterapii?

- Gabinet „Zdrowie Kozaka” dedykowany jest każdemu, kto zmaga się i cierpi na różne dolegliwości bólowe, bez względu na wiek. Przykładowo, jakiś czas temu miałem pacjenta, któremu groziła operacja kolana. Po jednym seansie odzyskał pełen zakres ruchu stawu kolanowego. W 90% zmniejszyło się też u niego odczuwanie bólu. Czasami wystarczy jeden zabieg, innym razem potrzeba całej serii. Wszystko zależy od rodzaju schorzenia i czasu jego trwania. Im wcześniej rozpoczęta rehabilitacja, tym szybszy powrót do zdrowia.

- Co najczęściej jest powodem kontuzji?

- Nieprzygotowanie organizmu do dużej aktywności fizycznej. Brak wykorzystywania pełnych zakresów ruchomości stawów, głównie biodrowych, kolanowych, skokowych oraz ruchomości odcinka piersiowego kręgosłupa. U osób starszych problemy wynikają z małej aktywności i chorób zwyrodnieniowych stawów. Receptą jest zmniejszenie bólu przez masaż, mobilizację oraz wykonywanie odpowiednich ćwiczeń. U młodych i aktywnych kontuzje powstają w wyniku braku dobrej rozgrzewki przed wysiłkiem oraz złego wzorca ruchowego, czyli nieprawidłowej techniki i ćwiczeń na siłowni. Zdarzają się osoby przekonane, że wszystko robią dobrze. Mimo to, ciągle budzą się z dolegliwościami, ale nie chcą zmienić swoich przyzwyczajeń. Miałem takiego pacjenta, który był biegaczem i zgłosił się do mnie z kontuzją. Wiedziałem, jak mu pomóc, ale musiałby zrezygnować na miesiąc ze sportu, aby opanować nową technikę. Nie potrafił tego zrobić. Człowiek musi się czasem zatrzymać i zweryfikować to, co i w jaki sposób robi. To zasada, którą stosuje wielu wybitnych sportowców i która naprawdę się sprawdza.

Gabinet „Zdrowie Kozaka” mieści się przy alei Wojska Polskiego 3a. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.zdrowiekozaka.pl.

Agata Flisiak

wtorek, 26 wrzesień 2017 10:29

Giganci zainteresowani

Rozmowy w sprawie budowy kompleksu sportowego trwają. Na zaproszenie świdnickiego ratusza odpowiedziały wszystkie firmy. Oprócz potentatów w branży, inwestycją zainteresowani są również mniejsi przedsiębiorcy. Do wzięcia jest 32 mln zł.

Do pierwszego przetargu na budowę basenów nie zgłosiła się żadna firma, mimo że inwestycja jest potężna, bo wyceniona na ok. 32 mln zł. Przedstawiciele ratusza od razu tłumaczyli, że nie będą zwlekać i zastanowią się nad udzieleniem zamówienia z wolnej ręki. - Takie rozwiązanie skróci procedury - tłumaczyła Justyna Harasymiuk, naczelnik wydziału inwestycji w Urzędzie Miasta.

- Zależy nam, żeby możliwie jak najszybciej rozpocząć budowę kompleksu - mówił Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika. - Wiemy, że mieszkańcy czekają na baseny, dlatego nie chcemy zwlekać.

Do wzięcia udziału w postępowaniu zostało zaproszonych pięć przedsiębiorstw. Urzędnicy zwrócili się do potentatów w branży, firm: Warbud, Skanska, Moris Polska, Strabag i Erbud. Okazało się, że wszystkie firmy odpowiedziały na zaproszenie ratusza. Dodatkowo do rozmów zostało zaproszonych również kilka mniejszych firm. Władze ratusza już rozpoczęły spotykania z ich przedstawicielami. Kolejnym etapem postępowania, będzie zaproszenie dla przedsiębiorców do przedstawienia ofert cenowych i negocjacje. Zwycięży ta firma, która zaproponuje najkorzystniejsze warunki.

Przedstawiciele ratusza założyli, że kompleks basenów będzie gotowy na sezon letni 2019 roku. Oznacza to, że w ciągu półtorej roku na terenie między ul. Fabryczną i al. Lotników Polskich powinien powstać obiekt składający się z kilku krytych basenów z saunami, zapleczem i salami ćwiczeń. Drugą częścią kompleksu będą pływalnie „pod chmurką” wyposażone w wiele wodnych atrakcji dla młodszych i starszych mieszkańców. Dodatkowo obiekt zostanie wzbogacony o boiska, plażę, część gastronomiczną.

Kompleks będą dopełniać powstające właśnie korty tenisowe, a także hala widowiskowo – sportowa, która ma pomieścić na widowni ponad tysiąc osób. Ostatnim elementem będzie zielony park zlokalizowany wokół nowych obiektów. Znajdzie się w nim m.in. tężnia, miejsca odpoczynku, ścieżka rowerowa i tor dla rolkarzy.

kal

poniedziałek, 25 wrzesień 2017 11:26

Bażantarnia to nie śmietnik!

Do redakcji napływają sygnały mieszkańców, mających dość zaśmiecania Bażantarni, niedużego obszaru leśnego na południu miasta. Okresowe akcje sprzątania tego terenu, prowadzone przez szkolną młodzież i straż miejską, to tylko półśrodki. Śmieci ciągle wracają, zaś trwałe regulacje prawne, rozwiązujące problem, są trudne do wprowadzenia, ponieważ las jest kompleksem prywatnych działek.

Kiedyś Bażantarnia stanowiła odległe peryferia Świdnika. Dla wielu mieszkańców była raczej rzadkim celem spacerów. Jednak, im bliżej lasu wyrastały kolejne budynki, tym bardziej na zielonym zakątku odciskało się uciążliwe piętno miejskiego sąsiedztwa. Przede wszystkim, stał się ostoją dla okolicznych amatorów mocnych trunków. Wśród drzew, jak grzyby po deszczu, zaczęły wyrastać sterty butelek, puszek i wszelkiej maści opakowań. Nagminne stało się również podrzucanie ściętych gałęzi i innych zielonych odpadów. Ofiarą wandali padały też drzewa i krzewy. Wkrótce fragmenty lasu bardziej zaczęły przypominać koczowisko, niż zieloną oazę spokoju.

Sprawa jest dosyć skomplikowana, gdyż las Bażantarnia należy do prywatnych osób. Przepisy wyraźnie stanowią, że to właściciele muszą dbać o porządek na swoim terenie. Ci zaś, z różnych względów, nie są w stanie upilnować śmiecących. Straż Miejska też ma ograniczone możliwości.

- Rzeczywiście niektórzy biesiadują w lesie i zostawiają po sobie niechlubne ślady - mówi Janusz Wójtowicz, komendant Straży Miejskiej. - Jest to jednak teren prywatny, czyli nie podlega pod nasz zakres działań prawnych. To rola właścicieli. Kiedyś byli znani z nazwiska. Teraz to się zmienia. Bywa, że dawny właściciel zmarł, a brak postępowania spadkowego utrudnia znalezienia obecnego posiadacza parceli. Nie możemy być jednak obojętni na pozostawianie niebezpiecznych dla środowiska i człowieka odpadów. W czerwcu, wraz z młodzieżą szkolną, przeprowadziliśmy akcję sprzątania Bażantarni. Dzięki temu teren został uporządkowany, ale po wakacjach śmieci znowu wróciły. Razem z władzami miasta uznaliśmy, że dobrym pomysłem byłoby ustawienie w różnych miejscach lasu betonowych śmietników, trudnych do przewrócenia lub zniszczenia.

słs

Strona 7 z 279