• Slajd Wirtualny Spacer
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • SH
  • Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Idzie sobie Grześ...
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Repertuar
  • Zdrowy Świdnik
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
środa, 19 wrzesień 2018 08:57

Milion na remonty i zakupy

Już niedługo Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Świdniku będzie mógł skorzystać z unijnego dofinansowania, uzyskane­go w ramach projektu z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS). Pieniądze - 1 mln zł - przeznaczone zostaną na modernizację przy­chodni specjalistycznych znajdujących się przy ul. Leśmiana 4, a także zakup aparatury i sprzętu medycznego.

- Projekt przygotowywaliśmy po­nad rok temu - mówi Jacek Kamiń­ski, dyrektor świdnickiego SP ZOZ. - Przeszedł rygorystyczną ocenę NFZ, wojewody lubelskiego oraz systemu oceny wniosków inwesty­cyjnych w sektorze zdrowia, tzw. IO­WISZA. Znaleźliśmy się na 4 miejscu spośród 7 beneficjentów. Prawdo­podobnie pod koniec września lub na początku października podpi­szemy umowę. Projekt opiewa na kwotę 1 mln zł, z czego 850 tys. zł to bezzwrotne dofinansowanie z UE. Pozostałą sumę stanowi wkład własny, na który zaciągnęliśmy kre­dyt, poręczony przez Starostwo Po­wiatowe.

Prawie pół mln zł przeznaczone zo­stanie na modernizację przychodni przy ul. Leśmiana 4. Jednym z naj­ważniejszych zadań jest montaż windy. Wśród innych znalazły się remonty gabinetów przyjęć, badań i zabiegowych, a także pomieszczeń sanitarnych, rejestracji i poczekalni. Obejmą, między innymi, wymianę instalacji elektrycznej, podłóg i ar­matury, zamontowanie oświetlenia energooszczędnego, malowanie ścian oraz dostosowanie pomiesz­czeń do potrzeb osób starszych i niepełnosprawnych.

Za pozostałe środki SP ZOZ kupi sprzęt medyczny. Poradnia gineko­logiczno-położnicza wzbogaci się o nowoczesny, wielofunkcyjny apa­rat USG, aparat KTG, kolposkop do badan cytologicznych, 3 detektory tętna płodu i fotel ginekologiczny. W poradni kardiologicznej pojawi się echokardiograf z funkcją kolorowe­go Doplera, aparat EKG i przenośny defibrylator ratowniczy. Dla poradni chirurgicznej zaplanowano zakup stołu i lamp zabiegowych oraz mo­bilnego ssaka medycznego, zaś do poradni ortopedycznej, densytome­tru w zestawie z wózkiem zabiego­wym i piły do gipsu. Poradnie he­matologiczna i endokrynologiczna zyskają mikroskop optyczny z zesta­wem do barwienia preparatów. Na potrzeby poradni gruźlicy i chorób płuc zakupione zostaną: spirometr, lampa bakteriobójcza, nebulizator pneumatyczny i urządzenie do auto­matycznej dezynfekcji pomieszczeń.

- Mamy nadzieję, że działania prze­targowe rozpoczniemy na początku przyszłego roku, a realizacja projek­tu potrwa do końca 2019 r. Już dziś przepraszamy pacjentów za uciąż­liwości, które mogą się pojawić w związku z modernizacją przychod­ni. Postaramy się, by były jak naj­mniejsze. Dzięki projektowi, w istot­ny sposób poprawią się warunki udzielania świadczeń zdrowotnych, zwiększy też dostęp do specjali­stycznych badań bez konieczności hospitalizacji pacjentów - wyjaśnia J. Kamiński.

W oczekiwaniu na mega projekt

SP ZOZ czeka jeszcze na rozstrzyg­nięcie procedury konkursowej tzw. mega projektu. Jeśli uda się zostać jego beneficjentem, będzie miał do dyspozycji ok. 7 mln zł, które prze­znaczy na zakup sprzętu do szpita­la, między innymi ultrasonografów, kardiomonitorów, pomp infuzyj­nych, echokardiografów, ale też łó­żek, szafek i materaców.

Natomiast już za kilka dni roz­pocznie się modernizacja sal dla świeżo upieczonych mam w od­dziale położniczo-noworodkowym. Remont potrwa ok. 2 miesięcy.

- Dostaliśmy na ten cel 50 tys. zł od burmistrza Świdnika. Baby boom trwa, co bardzo nas cieszy. Lipiec, sierpień i wrzesień to miesiące, w których rodzi się od 80 do nawet 100 noworodków. Być może w tym roku w naszym szpitalu na świat przyjdzie ponad 1000 dzieci - do­daje szef świdnickiego SP ZOZ.

aw

niedziela, 16 wrzesień 2018 08:16

Dopłacą na czyste powietrze

17 września, o godz. 18.00, w Miejskim Ośrodku Kultury odbędzie się spotkanie dotyczące dofinansowania nowych źródeł ciepła i termomodernizacji budynków jednorodzinnych. Jego organizatorem, w ramach przyjętego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej programu „Czyste powietrze”, jest ministerstwo środowiska.

Celem projektu jest, między innymi, zmniejszenie lub uniknięcie emisji pyłów i innych zanieczyszczeń. Program skupia się na wymianie starych pieców i kotłów na paliwo stałe oraz termomodernizacji budynków jednorodzinnych, by efektywnie zarządzać energią. Przewiduje również, między innymi, wymianę stolarki okiennej, instalację odnawialnych źródeł energii i wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Skierowany jest do właścicieli domków jednorodzinnych i osób, które posiadają zgodę na rozpoczęcie budowy. Maksymalny możliwy koszt, od którego liczona jest dotacja wynosi 53 tys. zł. Minimalny koszt kwalifikowany projektu to 7 tys. zł.

Szczegółowe informacje o programie dostępne są również na stronie www.nfosigw.gov.pl.

aw

środa, 12 wrzesień 2018 09:13

Hallera pod kluczem

Ekipa remontująca ulicę Hallera zakończyła prace i przenosi się na Akacjową. Gruntowną naprawę drogi zakończono zgodnie z założeniami. Na jej 270-metrowym odcinku położono kostkę brukową, która zastąpiła dziurawy asfalt. Wymiany nawierzchni doczekały się również zatoczki parkingowe i chodniki. Ograniczają je wymienione obrzeża i krawężniki.

Ulicę przebudowano w ramach tegorocznego, miejskiego planu remontów. W maju został rozstrzygnięty przetarg. Wygrała go firma budowlana z Jackowa, która wykonała zamówienie za prawie 470 tys. zł.

Modernizacja ul. Akacjowej obejmuje przebudowę 412 m drogi, 690 mkw. parkingów i 300 mkw. chodników. Nowa nawierzchnia zostanie wykonana, podobnie jak w przypadku ul. Hallera, z betonowej kostki brukowej. Wykonawca ma na przeprowadzenie remontu 5 miesięcy. Prace będą kosztowały 940 tys. zł.

jmr

sobota, 15 wrzesień 2018 09:43

W terapii drzemie moc...

... - mówi psychoterapeutka Magdalena Pierzchała-Iwaniuk, która prowadzi w Świdniku gabinet psychoterapii KOKON i przekonuje, że najważniejsze, to odważyć się zrobić pierwszy krok w stronę zdrowia. W rozmowie pytamy o jej zawód i metody pracy, a także o to, czy korzystanie z pomocy terapeuty wciąż jest tematem tabu i w czym może pomóc nam terapia.

- Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta. Niektórzy mylnie postrzegają te zawody, myśląc, że zajmują się tym samym. Na czym polega różnica?

- Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, ale na pewno bardzo ważna. Psychiatra to lekarz, doktor nauk medycznych. Ktoś, kto potrafi wysłuchać drugiego człowieka, a jeśli zajdzie taka potrzeba, dobrać mu odpowiednie leczenie farmakologiczne. Natomiast czym różni się psycholog od psychoterapeuty? Nie chciałabym umniejszać czy znieważać niczyjej pracy, ale mam poczucie, że psycholog, który nie jest terapeutą ma związane ręce, jeśli chodzi o możliwość współpracy z drugim człowiekiem. Oczywiście, warto do niego pójść po wsparcie. To dobra decyzja, jeśli ktoś chce zrzucić z siebie ciężar psychiczny, ale nie jest przekonany, że chce rozpocząć psychoterapię. Terapeuta natomiast to osoba, która przeszła terapię własną. Musi być mocno ugruntowana w swoim życiu, bo tylko wtedy jest w stanie zapewnić komuś długoletnie wsparcie. Psycholog, który zna się na rzeczy, jest świadomy swoich możliwości i ograniczeń. Wie, kiedy ktoś potrzebuje terapii krótko- lub długofalowej i należy skierować go do psychoterapeuty. Powiedziałabym, że psychoterapeuci sięgają do emocjonalnych trzewi pacjenta, żeby mogła zajść w nim zmiana, o ile naprawdę tego chce.

- Czym Pani się zajmuje?

- Prowadzę, m. in. terapię systemową, w którą angażowane są całe rodziny, a czasami także, na przykład, szkoła. To pozwala na rozwiązanie konfliktu i przemianę. Jest to jedna z szybszych form psychoterapii, ponieważ zmiana dokonuje się nie tylko w tzw. jednostce problematycznej. Rodzice często uważają, że to dziecko stanowi problem, że w domu, z nimi, wszystko jest dobrze. Nieraz okazuje się, że jest odwrotnie, więc pracujemy nad tym, by w każdym mogła zajść mikrozmiana, bo to nie fair wycelować wszystkie problemy w jednego człowieka.

- Takie spotkania, podczas których jedna osoba znajduje się w centrum uwagi wszystkich, muszą być trudne. Trzeba wszystko wypośrodkować i zapytać, co tak naprawdę jest problemem.

- To fajne, ponieważ można zadać jedno pytanie i już sama odpowiedź na nie wprowadza jakąś ewolucję. Rodzice, na przykład, mogą mieć fantazję na temat tego, dlaczego ich pociecha funkcjonuje w określony sposób. Myślą, że inaczej zachowuje się przy rówieśnikach niż w domu. Dziecko może w gabinecie opowiedzieć w bezpiecznych warunkach, o ile znajdzie w sobie na to odwagę, co go trapi. To może spowodować, że zyska trochę przestrzeni i powietrza, ale rodzice także dostaną wsparcie. Czasem to nie dziecko, nastolatek czy dorosły jest problemem, tylko to, w jaki sposób funkcjonuje system. Prowadzę również terapię indywidualną, par, małżeństw.

- Potrafimy przyznać się do tego, że coś nas trapi i nie wiemy, jak to przepracować?

- Większość osób, które mnie otacza przeszła terapię własną i wie, że jest to niezbędne, by stanąć na własnych nogach. Z relacji pacjentów, którzy przychodzą do mnie po raz pierwszy wiem, że trudno jest im się przełamać i przyznać, że coś ich trapi. Mówią, że boją się oceny społeczeństwa. Myślę, że to raczej lęk przed zmianą, przed tym, by wyjść z domu rodzinnego. Ten problem dotyka nawet 40- czy 50-latków, którzy boją się, że wychodząc z rodzicielskich butów, stracą je. Tymczasem, ta strata miała już miejsce. Podążając torem, który system rodzinny z jakiegoś powodu „zaprogramował” dla jednostki, rozpaczliwie przedłuża się relacje z nieobecnymi emocjonalnie lub rzeczywiście nieżyjącymi jej członkami. To strasznie trudne, nagle pożegnać się i wejść w swoje życie. Terapia jest krokiem dla ludzi odważnych. Jestem pod ogromnym wrażeniem, kiedy ktoś zjawia się na niej z własnej woli.

- Z czym przychodzimy do psychoterapeuty?

- Czasami znajdujemy się w sytuacji na tyle kryzysowej i bolesnej, że wiemy, iż nie będziemy potrafili sami sobie pomóc. Doraźne formy nie działają albo są mało skuteczne i nagle trzeba zapukać do drzwi gabinetu. Innym razem ktoś nas przyprowadza - partnerka, mąż, żona, rodzina, choć najfajniej jest, kiedy przyprowadzamy sami siebie. Ludzie przychodzą z powodu nadmiaru przeżywanych trudności, ale też z chęci własnego rozwoju albo dlatego, że terapię zaleca im psychiatra. Zdarza się też, że do gabinetu trafiają osoby, które cierpią na bóle somatyczne. Chodzą od lekarza do lekarza, bo fizycznie coś im doskwiera, ale wyniki badań tego nie potwierdzają. Nie ma wtedy powodu, by podawać komuś na to leki. Na szczęście, lekarze coraz częściej zauważają, że większość problemów bólowych bierze się z nieprzepracowanego stresu i zalecają wizytę u psychologa albo psychoterapeuty. Są też pacjenci, którzy zgłaszają się z traumami. Ich przepracowanie jest konieczne, ponieważ grozi naprawdę głębokim uszczerbkiem na zdrowiu. Dobrym rozwiązaniem może być w tym przypadku metoda TRE® (Trauma Releasing Exercises), opracowana przez dr Davida Berceli’ego. Polega na uruchomieniu w ciele, za pomocą sekwencji ćwiczeń, wibracji neurogenicznych umożliwiających uwolnienie się od stresu i traumy. Metoda ta cudownie współpracuje z procesem terapeutycznym u klienta, znacznie przyspieszając jego proces terapeutyczny. Jest odpowiednia dla osób w każdym wieku oraz kondycji fizycznej i prosta do opanowania. Dzięki TRE® ciało odzyskuje naturalną równowagę, w której neurologiczny, biochemiczny i anatomiczny układ pracują w harmonii. Więcej można się dowiedzieć na www.tre-polska.pl, stronie Elżbiety Pakocy, licencjonowanej nauczycielki TRE®, u której się certyfikuję. Moim zadaniem jest nauczenie drugiego człowieka tej metody, by mógł praktykować ją w warunkach domowych.

- Z jakich innych metod Pani korzysta?

- Wykonuję terapię EEG Biofeedback. To nowa metoda terapeutyczna, zwiększająca skuteczność funkcjonowania naszego mózgu, która wchodzi w spis międzynarodowych procedur medycznych. Jest uznana za nieinwazyjną, bez skutków ubocznych. Polega na nauczeniu mózgu samokontroli pracy za pomocą modyfikacji fal mózgowych. Stosuje się ją w gabinetach medycyny klasycznej. Obecnie jedynym miejscem w Świdniku, gdzie klienci mogą prywatnie skorzystać z tej metody terapii jest KOKON. Dzięki treningom znacznie poprawia się pamięć, koncentracja, szybkość myślenia, wzrasta kreatywność i myślenie twórcze. Zmniejszeniu ulegają też fizjologiczne objawy nadpobudliwości psychoruchowej, podnosi się samoocena, odporność na stres, zdolność do kontroli emocji i opanowania gniewu. Ta metoda sprawdza się również przy pracy z osobami, które mają problem np. z wystąpieniami publicznymi.

- W pracy nieraz słucha Pani o bardzo ciężkich przeżyciach innych ludzi.

- Gdybym nie przeszła procesu terapeutycznego, zdecydowanie nie mogłabym pracować w branży. Na szczęście przeszłam i mam fajne metody, które mogę stosować. Po całym dniu słuchania różnych historii, czasem trudnych i dramatycznych, robię sobie sesję TRE®. Uprawiam też dużo sportu. Chodzę na Zumbę, siłownię, pływam. Wysiłek fizyczny pomaga mi zrzucić napięcie i pozwala przyjść na kolejne spotkanie z czystą głową. Jednak dla każdego psychoterapeuty bardzo ważna jest też superwizja, czyli zabezpieczenie w postaci osoby, do której możemy pójść, kiedy z czymś utkniemy, pojawią się wątpliwości jak pomóc drugiemu człowiekowi albo pytania, na które nie znamy odpowiedzi. Superwizor daje nam informację zwrotną na temat naszej pracy z pacjentami. Jestem dobrze zabezpieczona, bo oddzielnie superwizuję pracę terapeutyczną, TRE® i Biofeedback.

- Dlaczego w ogóle zdecydowała się Pani na ten zawód?

- W środowisku, w którym się wychowałam oraz w szkole, brakowało miejsca na wyrażanie emocji. A ja czułam, że mam potrzebę wyrzucenia ich z siebie. Robiłam to w dziwaczy sposób. Strasznie przechodziłam okres buntu. Mogłabym mówić o tym, jak nie mieściły się we mnie emocje i co wyczyniałam jako dziecko, a potem nastolatka. Mogłabym też opowiadać o godzinach spędzonych na superwizjach, szkoleniach, treningach. O stratach, które przeżyłam i które zobligowały mnie do tego, żeby zaopiekować się sobą. Dzięki temu dostrzegłam, jak niezbędne jest to, żeby nawzajem się słuchać i zaufać drugiej osobie. Uświadomiłam sobie, że w tym jest moc. Ma to działanie kojące i lecznicze. Odkryłam też, że sama potrafię słuchać i pomagać innym. Kiedy w 2010 roku zaczęłam pracę w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Świdniku, zostałam zobligowana do wspierania innych, co natychmiast zmotywowało mnie do pójścia na terapię własną. Czułam, że jeśli usłyszę, że ktoś ma historię podobną do mojej, popłaczę się razem z nim, zamiast mu pomóc. Nie wiem do końca, która z tych odpowiedzi jest najbardziej trafna. Chyba cała siatka tych doświadczeń, dużo chęci i samozaparcia sprawiła, że zdecydowałam się na taką, a nie inną działalność.

Agata Flisiak

czwartek, 06 wrzesień 2018 15:01

Mieszkańcy też decydują

Tydzień temu wspominaliśmy o przeprowadzanym właśnie remoncie ul. Skarżyńskiego. Na kilkudziesięciometrowym, zachodnim odcinku od ul. Racławickiej powstanie nowy chodnik i 10 dodatkowych miejsc parkingowych. Warto dodać, że ratusz przewidział także w tym miejscu wysepki dla pieszych, ułatwiające przejście na drugą stronę jezdni, zwłaszcza przy markecie Biedronka, gdzie jest spore natężenie ruchu.

- Dostrzegamy w ulicy Skarżyńskie­go potrzebę poprawy komunikacji pieszej oraz samochodowej - mówi Przemysław Kozień, kierownik refe­ratu infrastruktury komunalnej UM. - Szczególnie widzimy deficyt przejść dla pieszych w zachodnim odcinku ulicy Skarżyńskiego, co uwidacznia się w postaci chaotycznego ruchu pieszych po jezdni. Potrzebę dodat­kowych przejść potwierdzają nam również mieszkańcy okolicznych budynków Spółdzielni Mieszkanio­wej, z którymi w bieżącym roku pro­wadziliśmy rozmowy w tej sprawie. Chcemy zapewnić im możliwość bezpiecznej komunikacji. Stanie się tak po wyremontowaniu chodni­ków i stosownym oznakowaniu uli­cy Skarżyńskiego. Naszym zdaniem zasadne będzie wprowadzenie oznakowania w postaci „strefy za­mieszkania” w obszarze omawiane­go osiedla, po uregulowaniu kwestii parkowania pojazdów w obszarze tej dogi. Dlatego też zadanie to reali­zowane będzie w tym i w przyszłym roku etapami, w różnych odcinkach ulicy. Obecnie prowadzimy prace w zachodnim fragmencie ulicy Skar­żyńskiego. Wykonujemy zatoki do parkowania prostopadłego do osi jezdni. W ten sposób udrożnimy uli­cę, na której dotychczas samochody parkowano w świetle jezdni, bloku­jąc możliwość swobodnego, dwu­kierunkowego ruchu pojazdów.

Ratusz rozpoczął już prace we wschodnim odcinku ulicy Skarżyń­skiego przy skrzyżowaniu z ul. Wy­szyńskiego, gdzie zostanie wyko­nany remont chodnika i likwidacja schodków stanowiących połączenie z chodnikiem przy ul. Wyszyńskiego. Zamiast nich pojawi się pochylnia.

- W przyszłości planujemy re­mont fragmentu chodnika przy budynku Skarżyńskiego 9. Jako, że większa część gruntów, na którym jest usytuowany, należy do Spółdzielni Mieszkaniowej, musi­my porozumieć się z jej przedsta­wicielami w sprawie wspólnego wykonania tych prac. Z kolei po drugiej stronie ulicy, na terenie zie­lonym należącym do gminy, widzi­my możliwość wykonania nowych, prostopadłych miejsc postojowych. Zwiększy się ich ilość, ale również przywrócą one właściwy, swo­bodny ruch dwukierunkowy w we wschodniej części ulicy Skarżyń­skiego, który obecnie jest utrudnio­ny przez samochody parkujące rów­nolegle w świetle jezdni - dodaje P. Kozień.

słs

środa, 05 wrzesień 2018 11:06

Śmigłowce przyszłości

- PZL-Świdnik zajmuje ważną pozycję w strukturze grupy Leonardo, choćby jako centrum doskonałości w dziedzinie budowy struktur śmigłowców. Przyszłość firmy i jej pracowników nie jest więc uzależniona od powodzenia jednego przetargu czy programu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że polska armia korzysta głównie ze śmigłowców wyprodukowanych w Świdniku. Jesteśmy więc zdeterminowani, żeby nie tylko utrzymywać ich gotowość techniczną, ale również modernizować oba modele we współpracy z użytkownikiem - podkreślał Marco Lupo, wiceprezes Leonardo na Bałkany i Europę Wschodnią podczas wtorkowego briefingu prasowego, w pierwszym dniu kieleckiego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego.

Na zewnętrznym stoisku Leonardo, w wyjątkowo eksponowanym miejscu można było znaleźć oba wspomniane przez Marco Lupo śmigłowce. Sokoła w wersji W-3PL Głuszec i debiutującego na targach kieleckich, SW-4 w bezzałogowym wariancie Solo. Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters, wymienił oba w grupie czterech, na których koncentruje się grupa w Polsce:

- Leonardo przykłada dużą wagę do śmigłowców zaprojektowanych i produkowanych w Świdniku. Na przykładzie Głuszca chcemy pokazać możliwości związane z modernizacją śmigłowca Sokół. Należałoby ją uważać za maksymalna wersję rozwojową na obecnym etapie. Największy nacisk kładziemy na możliwość integracji maszyny z kierowanymi rakietami przeciwpancernymi. Może to być prezentowana już na poprzednich targach rakieta Spike, produkcji firmy Rafael, która na polski rynek, może powstawać przy współpracy z polską firmą zbrojeniową Mesko. W grę wchodzi także inny pocisk, wybrany przez użytkownika. Ważne, że śmigłowiec możliwości integracji posiada. Pracujemy również nad nowymi łopatami, wytwarzanymi w nowoczesnej technologii suchego kompozytu. Bez konieczności zmian innych elementów systemu napędowego znacznie poprawiają one charakterystyki samego wirnika, jak i właściwości całego śmigłowca, szczególnie podczas eksploatacji w warunkach gór i wysokich temperatur. Bezpośrednio wpływają one również na udźwig, umożliwiając, na przykład, zainstalowanie dodatkowych rakiet. Uważamy, że ta modernizacja jest bardzo potrzebna wojsku i że armia jej oczekuje. SW-4 Solo jest najmniejszym śmigłowcem produkowanym przez grupę Leonardo, ale jednocześnie największym w Europie, w którym, z sukcesem, testowane są możliwości lotów bezzałogowych.

- Udowadniamy, że zarówno Świdnik, jak i cała grupa, jest w tej dziedzinie absolutnie w czołówce firm śmigłowcowych na świecie. Tego typu wariantami, przy tej skali śmigłowca, zajmują się dzisiaj wyłącznie liderzy. W lutym Solo przeszedł testy, w czasie których po raz pierwszy na pokładzie nie było pilota doświadczalnego. Maszyna, zgodnie z założeniami lotu, samodzielnie wzbiła się na wysokość prawie 5 km, wykonała, z zadaną prędkością około 45-minutowy lot i sama wylądowała. Zastanawiamy się nad praktycznym wykorzystaniem możliwości bezzałogowego SW-4 i na czoło wysuwają się zastosowania morskie. Myślimy także o wyposażeniu go w mocniejszy silnik i cyfrowy system obrazowania parametrów lotu, tak zwany glass cockpit - tłumaczył K. Krystowski.

Wiceprezes Leonardo Helicopters mówił również o ofercie grupy dla polskich użytkowników, której przykłady nie były prezentowane w Kielcach. Pierwszy z nich, to śmigłowiec morski AW 101 Merlin proponowany Marynarce Wojennej w przetargu na maszyny przystosowane do zwalczania okrętów podwodnych. Drugi, to koncepcja budowy zupełnie nowego śmigłowca ataku, oznaczonego symbolem AW 249. Zdaniem Krzysztofa Krystowskiego jest to ogromna szansa na szerokie włączenie polskiego przemysłu obronnego do realizacji bezprecedensowego w jego historii projektu śmigłowca szturmowego już na etapie projektowo-badawczym, a następnie produkcyjnym. W tej sprawie podpisano w lipcu list intencyjny między Leonardo i Polską Grupą Zbrojeniową.

jmr

wtorek, 04 wrzesień 2018 13:16

Pobiegniemy ku przyszłości

Wprawdzie do imprezy został jeszcze miesiąc, ale już dziś miłośnicy aktywnego spędzania czasu mogą zarezerwować sobie niedzielne popołudnie 30 września. O godz. 15.00 rozpocznie się II Bieg Kardynalski „Ku przyszłości z nadzieją”. Jego organizatorem jest parafia pw. Chrystusa Odkupiciela, przy współpracy parafialnego oddziału Akcji Katolickiej, chóru Salve Regis, świdnickiego Towarzystwa im. Św. Brata Alberta, Miejskiego Centrum Usług Socjalnych i Miejskiego Ośrodka Kultury.

Impreza ma na celu uczczenie ważnych dla naszego kraju rocznic: 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, 40-lecia wyboru Polaka na papieża i 40. rocznicy mianowania lubelskiego biskupa ks. prof. Stefana Wyszyńskiego na Prymasa Polski. Propaguje również bieganie jako zdrową formę aktywności oraz wspiera międzypokoleniową integrację.

- Serdecznie zapraszamy do wspólnego świętowania i zabawy. W biegu mogą wziąć udział wszyscy chętni. Zawody zostaną rozegrane na kilku dystansach, według kategorii wiekowych. Zwycięzcy otrzymają pamiątkowe dyplomy i medale. Na zakończenie zawodów, w muszli MCUS odbędzie się koncert „To dla Ciebie śpiewamy” - mówi Irena Okoń, prezes oddziału AK przy parafii pw. Chrystusa Odkupiciela.

Organizatorzy planują biegi dla dzieci i młodzieży w wieku 6-15 lat. W biegu głównym, w którym na 1000 m wystartują wspólnie kobiety i mężczyźni, zaplanowano następujące kategorie wiekowe: 16 - 19 lat, 20 - 30 lat, 31 - 40 lat, powyżej 40 lat i starsi. Na zakończenie zawodów zostanie rozegrany bieg rodzinny o charakterze rekreacyjnym, bez ustalania klasyfikacji. Uczestnicy będą rywalizowali na odcinku ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, od kościoła NMP Matki Kościoła do ul. Okulickiego.

Patronat nad biegowym spotkaniem objęli: burmistrz Waldemar Jakson, Janusz Królik, przewodniczący Rady Miasta, starosta Dariusz Kołodziejczyk i Ryszard Podlodowski, wójt gminy Mełgiew. Szczegółowy program imprezy opublikujemy niebawem.

aw

niedziela, 19 sierpień 2018 10:12

Legenda w nowej odsłonie

Za tydzień, podczas XI Zlotu Motocykli WSK i Innych zaprezentowany zostanie projekt wykonawczy pierwszego modelu reaktywowanej marki WSK. Po raz pierwszy zobaczymy, jak będzie wyglądała nowa maszyna. Za rok ma powstać egzemplarz studialny, za dwa lata prototyp motocykla. 12 miesięcy później ma szansę ruszyć produkcja.

- Tak się złożyło, że świdnickie zloty motocykli wyznaczają cezury kolejnych etapów powstawania nowej Wueski - mówi Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza, odpowiedzialny w ratuszu za realizacje programu.

W ubiegłym roku zaprezentowaliśmy szkice koncepcyjne autorstwa Jędrzeja Jacka Synakiewicza, architekta z Kwidzynia, który zajmuje się również konstruowaniem motocykli i ich elementów.

Historia pomysłu na przywrócenie do życia kultowej marki sięga 2012 roku. Na początku był on propagowany przez hobbystów i pasjonatów, znudzonych średniej jakości jednośladami importowanymi głównie z Dalekiego Wschodu. Marzyła im się również odbudowa marki, pod którą przez 30 lat wyprodukowano w WSK Świdnik ponad 2 mln motocykli. W 2015 roku ideę poparły władze miasta. Dzięki ich staraniom, inicjatywa zaczęła nabierać konkretnych kształtów.

- Skonstruowanie i rozpoczęcie produkcji motocykla to wbrew pozorom bardzo skomplikowane przedsięwzięcie. Nasz ambitny projekt zakłada, że będzie to w możliwie maksymalnym stopniu oryginalna, polska konstrukcja, której elementy będą również produkowane w Polsce. Potrzebujemy więc nowoczesnej myśli inżynierskiej, kapitału i rzecz jasna mocy wykonawczych - tłumaczy M. Piotrowicz.

Koncepcja Jędrzeja Synakiewicza jest w pewnym sensie kompromisem. Stara się pogodzić nowoczesność z prostotą budowy i unifikacją podzespołów składających się na poszczególne wersje motocykla.

Następczyni czarnej strzały

Pierwszym modelem ma być WSK 125, nawiązująca do tradycji popularnej „czarnej strzały” z lat 70. Oprócz pojemności silnika, wszystko ją jednak różni od tamtego modelu. Będzie napędzana zupełnie nową jednostką opracowaną i opatentowaną przez J, Synakiewicza. Co ciekawe, pracując w cyklu dwusuwowym nie będzie ona wymagała mieszania paliwa z olejem. Silnik ma spełniać europejskie normy czystości spalin. Chłodzony powietrzem będzie również stanowił element nośny konstrukcji. Rama przednia, pomocnicza i wahacz wykonane zostaną z metalu, elementy nadwozia, z kompozytów, podobnie jak pas napędowy.

Motocykl będzie przystosowany do zainstalowania napędu elektrycznego. Za jego powstanie odpowiedzialny jest lubelski „Ursus”, który mocno zaangażował się w reaktywację Wueski, oddając do dyspozycji swój potencjał badawczo-rozwojowy. Nowatorskim rozwiązaniem jest też bezstopniowa, automatyczna skrzynia biegów. Przyzwyczajonych do klasycznych motocykli zdziwi więc na początku brak dźwigni sprzęgła przy kierownicy. Amatorów zakupu tego modelu, posiadających jedynie prawo jazdy kategorii B, nie ucieszy wiadomość, że motocykl będzie miał stosunkowo dużą moc - 24 KM i prędkość - ponad 100 km/h. Potrzeby rynku z pewnością skłonią konstruktorów do opracowania wersji o ograniczonych osiągach. Następne wersje nowej Wueski będą miały silniki o pojemności 250, 500, aż po flagowy 1000 cm3, kojarzący się z racji pojemności skokowej silnika z przedwojennym „Sokołem”. Jak nietrudno się domyślić powstaną one poprzez dokładanie kolejnych modułów jednostki bazowej. Największy ma mieć moc aż 180 KM. W zależności od zasobności kieszeni klientów poszczególne modele będą wyposażane w zróżnicowany osprzęt.

Skąd wziąć pieniądze

Model finansowania, dla sprawnej realizacji projektu, ma polegać na utworzeniu spółki, której działania będą dedykowane reaktywacji marki motocyklowej WSK. Proponowani wspólnicy to Gmina Miejska Świdnik, z 51 procentami udziałów oraz nieokreślony jeszcze inwestor strategiczny, posiadający 49 procent udziałów, ale to jedna z koncepcji organizacyjnych przedsięwzięcia.

Pozostaje pytanie, kto będzie producentem reaktywowanej Wueski. Organizatorzy przedsięwzięcia trwają na stanowisku, że powinna to być firma posiadająca siedzibę na Lubelszczyźnie. Założenie jest takie, że produkcja wuesek, przynajmniej na początku będzie miała charakter rzemieślniczy i małoseryjny. Spowoduje to dość wysoki koszt jednostkowy jej wytwarzania i sprawi, że nasze nowe motocykle nie będą raczej miały szansy konkurować cenowo z chińską „masówką”. Jednak jeśli motocykl będzie faktycznie nowatorski, niezawodny i wyprodukowany w Polsce, z krajowych podzespołów, to znajdzie amatorów wybierających go z pobudek pozaekonomicznych, choćby dla dobrze pojętego szpanu. Jest więc duża nadzieja, że w perspektywie trzech lat, na polskich drogach, obok starych marek: Junaków i Rometów pojawią się również Wueski. Tyle, że naprawdę polskie.

jmr

J A K A - B Ę D Z I E - N O W A - W U E S K A ?

SILNIK 125 cm3

1. Zakładana moc 24 KM przy 9500 obr/min.
2. Silnik zasilany początkowo gaźnikiem, przejściowo wtryskiem pośrednim, a docelowo wtryskiem bezpośrednim.
3. Skrzynia 5 - biegowa z suchym sprzęgłem, docelowo CVT.
4. Układ zapłonowy elektroniczny bezstykowy - programowalny.
5. Alternator umieszczony bezpośrednio na wale silnika.
6. Napęd pierwotny - pasek zębaty, wtórny - pasek zębaty.
7. Układ chłodzenia - powietrzem.
8. Układ smarowania z suchą skrzynią korbową, osobnym zbiornikiem oleju i elektrycznie napędzaną, wielopunktową pompą oleju. 9. Silnik ze skrzynią biegów lub przekładnią zwalniającą przy zastosowaniu CVT, wykonany jako monoblok. Silnik wykorzystany jako element nośny motocykla zawierający miejsca mocowania przedniej szczątkowej ramy, ułożyskowanie osi tylnego wahacza, mocowanie tylnego elementu resorującego i mocowania tylnej ramy pomocniczej.

PODWOZIE

1. Rozstaw osi 1330 - 1350 mm, pochylenie główki ramy 23°, wyprzedzenie 99 mm.
2. Koła szprychowe z felgami i piastami aluminiowymi lub w całości odlewane: przód - 2.50 x 17”, tył - 3.50 - 4.00 x 17”.
3. Szczątkowa rama przednia z rur stalowych cienkościennych lub chromowo - molibdenowych o średnicy 32 mm, pomocnicza z rur stalowych cienkościennych lub chromowo - molibdenowych o średnicy 19 mm, wahacz tylny z rur stalowych cienkościennych lub chromowo - molibdenowych o średnicy 32 mm i 19 mm.
4. Przedni widelec typu Upside-down lub klasyczny, tylny element resorujący olejowo - gazowy.
5. Na przednim kole pojedynczy hamulec tarczowy o średnicy 320 mm.
6. Na tylnym kole pojedynczy hamulec tarczowy o średnicy 230 mm.
7. Osprzęt globalnego producenta.

NADWOZIE

1. Wszystkie elementy nadwozia - obudowa lampy przedniej, błotnik przedni i tylny, zbiornik paliwa, elementy konstrukcji siedzenia, owiewka tylna z lampą tylną wykonane z ABS lub kompozytów poliestrowych. W wersjach droższych z kompozytów węglowych lub tłoczonych blach aluminiowych. Możliwość malowania lub metalizowania elementów.

czwartek, 26 lipiec 2018 08:37

Tenis wraca do Avii

Radni podjęli uchwałę rozpoczynają­cą procedurę powierze­nia MKS Avia Świdnik zarządu należących do gminy kortów teniso­wych. Tym samym, już niedługo obiekt może dołączyć do stadionu miejskiego, który po przebudowie trafił pod opiekę klubu.

- To dopiero początek drogi wyboru podmiotu zarządzającego kortami miejskimi. Plan jest taki, żeby za­stosować rozwiązanie, które spraw­dziło się w przypadku stadionu. Za­kładam, że procedura potrwa około dwóch miesięcy - mówi Łukasz Reszka, prezes MKS Avia.

Rozwiązanie wybrane przez rad­nych nosi angielską nazwę „in house”. Pokrótce, polega na prze­kazaniu przez miasto zadania wła­snej spółce, z założeniem, że jest to wyjście najbardziej racjonalne pod względem organizacyjnym i ekonomicznym. Skoro jednak MKS otrzymał sygnał, że tak ma być, to powinien mieć wizję, co potem.

- Nie ukrywam, że analizowaliśmy taki wariant wydarzeń. Przyglądali­śmy się, jak wygląda administrowa­nie podobnymi obiektami, przede wszystkim pod względem kosztów. Zaletą kortów jest to, że obiekt jest nowoczesny, zbudowany z użyciem współczesnych technologii. Na razie wystarczy więc utrzymywać jego substancję w jak najlepszym stanie - tłumaczy Ł. Reszka.

Administrowanie kortami wpisu­je się w strategię rozwoju przyjętą przez kierownictwo Avii.

- Po piłce nożnej, siatkówce i bok­sie, przyszedł czas na utworzenie, a właściwie wskrzeszenie sekcji tenisa ziemnego. Wtedy, rzecz jasna, prio­rytetem będzie zapewnienie miej­sca do treningów własnym grupom. Z komercyjnego punktu widzenia, obiekt jest w szczęśliwej sytuacji, ponieważ, w przeciwieństwie do stadionu, powstał bez udziału środ­ków unijnych. W związku z tym, od początku eksploatacji może być wykorzystywany do zarabiania pieniędzy. Mamy zamiar skrupu­latnie to wykorzystać, pozyskując sponsorów i reklamodawców. Avia stanie się bowiem jednym z nielicz­nych klubów, które mogą zaofero­wać pakiet promocyjny realizowany równolegle przez kilka sekcji - de­klaruje prezes MKS.

jmr

niedziela, 22 lipiec 2018 11:27

Czas na mundial

Podczas rozgrywanych w ubiegłym roku Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej do lat 21, stadion miejski w Świdniku był bazą treningową reprezentacji aktualnego wówczas mistrza Europy, Szwecji. Po zakończeniu imprezy, przedstawiciele UEFA i PZPN w samych superlatywach oceniali organizację zajęć młodych Szwedów, jak również zaplecze Stadionu Miejskiego i jakości murawy, specjalnie przygotowanej na tę okazję.

Widać oceny nie były kurtuazyjne, bo PZPN zarezerwował właśnie stadion na Mistrzostwa Świata FIFA U 20, które odbędą się w Polsce w przyszłym roku.

- Cieszymy się z tego wyboru, traktując go jako następstwo wysokiej oceny naszej pracy podczas przygotowań do ubiegłorocznego turnieju. Rzecz jasna nie odmówimy prośbie PZPN – mówi Łukasz Reszka, prezes MKS Avia.

Boisko, szatnie i parkingi stadionu będą oddane do wyłącznego użytkowania FIFA, prawdopodobnie już od 19 maja do 12 czerwca 2019 roku. Tym razem, mają z niego korzystać, rotacyjnie, aż cztery drużyny.

- Jesteśmy już po kontroli reprezentującego FIFA greenkeepera, który badał jakość płyty głównej. Obecnie czekamy na raport końcowy. Biorąc pod uwagę ogrom wiedzy, jaką zdobyli pracownicy klubu przygotowując murawę do Mistrzostw Europy, o jego opinię możemy być spokojni - mówi Ł. Reszka

jmr

Strona 1 z 13

Najczęściej czytane

  • dsc_0043
  • mural-7
  • DSC_0622
  • dsc_0586
  • dsc_0036
  • DSC_0611
  • DSC_0567
  • DSC_0560
  • DSC_0586
  • DSC_0561
  • DSC_0621