• Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Repertuar
  • rodzinka
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Idzie sobie Grześ...
środa, 12 grudzień 2018 09:34

Betlejemskie Światło Pokoju

Już po raz kolejny zapłonie w Polsce Betlejemskie Światło Pokoju, znak braterstwa, jedności i pokoju, nieodłączny element adwentowego przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Nie zabraknie go również w naszym mieście, a organizatorami akcji są Związek Drużyn w Świdniku i 24 ŚGDH „Żywioły”.

Świdnickie uroczystości zaplanowano na 20 grudnia. O godz. 18.00, w kościele pw. NMP Matki Kościoła odprawiona zostanie msza  św. Po nabożeństwie wierni zabiorą światełko do swoich domów, by dodawało im wiary, miłości i nadziei. Harcerze rozdadzą również sianko, które zgodnie z tradycją umieszczamy na wigilijnym stole. Przewidziano też kwestę na rzecz działalności świdnickiego ZHP.

Co roku Betlejemskiemu Światłu Pokoju przyświeca inne hasło przewodnie, które nawiązuje do idei całego przedsięwzięcia. W tym roku jest to „Światło, które łączy”. Harcerze pragną, by trafiło ono do władz państwowych i samorządowych, instytucji, szkół, szpitali, domów pomocy społecznej, a także na wszystkie polskie stoły i zapłonęło na wieczerzy wigilijnej zapalone na świecy Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. „Dzieląc się płomieniem zapalonej świecy z innymi, niczego nie tracimy. „Podzielone” światło jest w stanie rozproszyć ciemności i wypełnić całe pomieszczenie nowym blaskiem bijącym już nie tylko od jednej, ale od wielu świec łącząc wszystkich ludzi bez względu na pochodzenie, rasę czy wyznanie” - czytamy na stronie www.swiatlo.zhp.pl.

aw

wtorek, 11 grudzień 2018 15:39

Razem bezpieczniej

Z udziałem laureatów międzyszkolnych konkursów, plastycznego i poświęconego bezpieczeństwu oraz udzielaniu pierwszej pomocy, a także absolwentów kursu udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, odbyło się dzisiaj zakończenie II. edycji programu „Razem bezpieczniej”, zorganizowanego przez świdnicką Straż Miejską.

Cały program kosztował 113 tys. złotych. Pieniądze zostały pozyskane przez strażników z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak wyliczył komendant Janusz Wójtowicz, wydano je, między innymi, na budowę czterech aktywnych przejść dla pieszych, które sygnalizują kierowcom zbliżanie się przechodniów do zebry. Kolejne zakupy to defibrylatory do udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej osobom z zatrzymanym krążeniem, specjalistyczne kamery monitoringowe, rowery do nauki ruchu drogowego i przeprowadzania egzaminów na kartę rowerową dla uczniów szkół podstawowych oraz autochodziki, przydatne w nauczaniu przedszkolaków zasad poruszania się po drogach.

- Dzisiejsze spotkanie jest wyrazem nowego oblicza Straży Miejskiej, która nie jest instytucją powołaną do wypisywania mandatów, ale służbą dbającą o ludzkie życie, bezpieczeństwo oraz edukację dzieci oraz młodzieży. Mam nadzieję, że program, który właśnie kończymy, nie będzie ostatnim, realizowanym we współpracy z rządem i Zarządem Województwa Lubelskiego - mówiła Ewa Jankowska, sekretarz miasta.

Zwycięzcami konkursu plastycznego okazali się Amelia Paź (SP7), Miłosz Klasowski (SP5) i Mikołaj Łakota (SP5). Natomiast w konkursie wiedzy o bezpieczeństwie i udzielaniu pierwszej pomocy zwyciężyli: Jakub Bereza (SP7), Martyna Mazuryk (SP7) oraz Kacper Gałecki (SP3).

Kurs obsługi defibrylatorów miało przejść, w ramach programu, 15 osób reprezentujących Urząd Miasta, Miejski Ośrodek Kultury i Straż Miejską czyli instytucje, które otrzymały dzisiaj urządzenia. Zainteresowanych było jednak znacznie więcej. W efekcie szkolenie ukończyło aż 21 osób. Odebrały one potwierdzające to certyfikaty z rąk Konrada Sawickiego - wysłannika wojewody lubelskiego i Ewy Jankowskiej.

jmr

piątek, 07 grudzień 2018 13:14

Warto pomagać

W Szkole Podstawowej nr 5 odbyło się uroczyste spotkanie z okazji Międzynarodowego Dnia Wolontariusza. Stało się ono doskonałą okazją do podsumowania świdnickiej odsłony akcji „Polacy - Rodakom zza wschodniej granicy”, której organizatorami byli: Ruch Odbudowy Polski Koło w Świdniku, SP nr 5, Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta Koło w Świdniku oraz Urząd Miasta Świdnik.

W tym roku przygotowano 290 paczek. Przed świętami trafią do naszych rodaków mieszkających na Ukrainie i Białorusi. Oprócz produktów spożywczych, w każdym pudełku znalazły się książki, życzenia i opłatek.

W zbiórki darów, które odbywały się w sklepach, zaangażowało się ok. 50 wolontariuszy z „Piątki”. Każda klasa przygotowała również swoją paczkę, zaś prawie setka uczniów pomagała w ich pakowaniu. Koordynatorkami akcji w szkole były Agnieszka Rakuzy-Wójcik i Magdalena Stelmach-Kopeć, wspierane przez nauczycieli oraz rodziców uczniów.

Podczas dzisiejszego spotkania wolontariusze i pedagodzy odebrali podziękowania z rąk Ewy Jankowskiej, sekretarz miasta, wicestarosty Bartłomieja Pejo, Kazimierza Bachanka, koordynatora XIX edycji "Polacy-Rodakom...", radnego Aleksandra Suskiego i Tomasza Szydło, dyrektora SP nr 5. Gośćmi uroczystości byli również radny Marcin Magier, Piotr Jankowski, dyrektor Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej oraz Juliana Farbotka, właścicielka firmy Farbotka, która w sposób szczególny zaangażowała się w tegoroczną akcję.

Kolejnym punktem programu było wręczenie certyfikatów uczennicom biorącym udział w ogólnopolskim programie realizowanym przez Instytut Matki i Dziecka. Koordynatorkami tej akcji były Joanna Sekuła i Renata Waryszak.

aw

piątek, 07 grudzień 2018 10:49

Listopad na minusie

W listopadzie z usług Portu Lotniczego Lublin skorzystało 23 505 pasażerów. To aż o 33,4 procent mniej niż w tym samym miesiącu przed rokiem, kiedy lotnisko obsłużyło 35 278 podróżnych.

Niewiele lepiej przedstawiają się statystyki operacji lotniczych. W listopadzie bieżącego roku wykonano ich 280, podczas gdy przed rokiem 388. Oznacza to spadek o 27,8 proc. Samoloty rejsowe wystartowały do 105 lotów, odwołano 6.

Podsumowanie całego roku wypada zdecydowanie bardziej pozytywnie. W całym 2017 roku wykonano 4980 operacji lotniczych i zanotowano 430 346 pasażerów. W ciągu 11 miesięcy roku bieżącego operacji lotniczych jest już 5025, a liczba pasażerów osiągnęła pułap 430 081. Pewne jest więc, że na koniec grudnia globalne wyniki będą lepsze niż przed rokiem.

Opublikowano również dane dotyczące punktualności lotów. Sklasyfikowano 14 lotnisk obsługujących rejsy rozkładowe. Ze średnią 86,67 proc., port w Świdniku znalazł się na 6 miejscu, o jedno dalej niż przed miesiącem. Przeciętne opóźnienie wyniosło 22 minuty, co oznacza wzrost o 1 minutę w stosunku do listopada 2017 r. Najbardziej punktualnym przewoźnikiem okazał się Wizz Air, największym spóźnialskim Ryan Air. W klasyfikacji punktualności pierwsze miejsce zajęła Zielona Góra ze średnią 95,45 proc, najgorszy wynik osiągnęła Łódź – 66,13 proc. Średnia ogólnopolska to 88 proc.

Zielona Góra jest portem, który w listopadzie odnotował największy spadek liczby pasażerów, bo o 39 proc. Wykonano tam zaledwie 22 loty rejsowe, z których skorzystały 1 334 osoby.

jmr

niedziela, 09 grudzień 2018 09:27

Podcięte łopaty Caracala

Airbus Helicopters podjął decyzję o wycofaniu śmigłowca EC 725 Caracal z postępowania na zakup czterech śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej RP. Zdaniem Airbusa wymagania offsetowe były zbyt duże, by firma mogła złożyć konkurencyjną ofertę. Wcześniej z przetargu zrezygnował Lockheed Martin, właściciel PZL Mielec, który produkuje śmigłowce Sea Hawk. Ofertę złożył natomiast PZL-Świdnik, należący do grupy Leonardo. Wygląda więc na to, że PZL-Świdnik pozostał jedynym oferentem w przetargu.

- Mamy produkt spełniający wszystkie wymagania zamawiającego. W naszym przekonaniu AW101 jako jedyna maszyna na rynku spełnia kryteria MON - deklarował Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters.
Andrzej Kuchta, przewodniczący „Solidarności” w PZL – Świdnik przestrzega, że rezygnacja Airbus Helicopters nie oznacza jeszcze zwycięstwa w przetargu: - Trzeba najpierw dogadać się z MON i podpisać kontrakt. Moim zdaniem decyzja Airbus Helicopters potwierdza jednak, że AW-101 jest w tej rywalizacji najlepszą propozycją.

Ze względu na specjalistyczne wyposażenie zakup czterech śmigłowców może kosztować aż 1,5-2 mld zł. Mimo to, według szefa „Solidarności”, przy tak niewielkiej liczbie zamawianych śmigłowców świdnicka wytwórnia nie ma szans na uzyskanie możliwości montażu końcowego maszyn i wypuszczenie na rynek kolejnego finalnego produktu. Można natomiast liczyć na zwiększenie pakietu prac przy tym modelu, bądź innych, których elementy produkowane są w PZL.

- Ponieważ postępowanie przetargowe jest niejawne, trudno spekulować na temat wymagań offsetowych – zaznacza A. Kuchta.

Przeszkody w zapewnieniu odpowiedniego offsetu już po raz drugi podcinają łopaty francuskiemu Caracalowi. Podczas przetargu na 50 śmigłowców dla MON, powodem odstąpienia od podpisania umowy zakupowej, mimo wstępnego wyboru Caracala, były właśnie problemy Airbusa z zapewnieniem odpowiedniej ilości zamówień w przemyśle polskim.

Ocenia się, że realny termin podpisania umowy na dostawy śmigłowców dla Marynarki Wojennej to drugi bądź trzeci kwartał 2019 r. Jednak w MON pojawił się pomysł, by zamiast kupować nowe, modernizować dotychczas używane maszyny. Jak wieść niesie, do zmodernizowanych śmigłowców ratowniczych W-3WARM Anakonda, służących już w Marynarce Wojennej, mogłyby dołączyć kolejne - W-3WA Sokół, których ok. 30 sztuk mogłoby zostać przebudowanych do wersji W-3WA WPW, czyli śmigłowca wsparcia pola walki. Modernizacja miałaby bazować na rozwiązaniach zastosowanych na maszynach W-3PL Głuszec.

W bardzo optymistycznym wariancie można zakładać podpisanie umowy na modernizację również w III kwartale przyszłego roku. Jej wartość wyniosłaby kilkaset milionów złotych. Zła wiadomość jest taka, że w grę wchodzi również modernizacja wysłużonych śmigłowców ataku – Mi-24. W tym przypadku najpewniej MON wstrzymałby się z zakrojoną na szeroką skalę modernizacją Sokołów.

jmr

środa, 05 grudzień 2018 11:19

Daj się pokłuć

7 grudnia odbędzie się ostatnia w tym roku akcja oddawania krwi i rejestrowania potencjalnych dawców szpiku kostnego, zorganizowana przez klub HDK-PCK im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki przy PZL-Świdnik S.A. Rozpocznie się o godz. 8.00, w punkcie medycznym na terenie zakładu.

- Do udziału zachęcamy pracowników PZL, mieszkańców miasta, a w szczególności pełnoletnią młodzież – mówi Andrzej Słotwiński, prezes klubu. - Święta Bożego Narodzenia to czas wyjazdów, a co za tym idzie wielu wypadków. Potrzebna będzie każda grupa krwi, której w tym okresie zawsze brakuje. W dalszym ciągu zbieramy również krew dla małej Marysi, przebywającej obecnie w rzymskim szpitalu, a także dla innych chorych dzieci.

Chętni mogą zgłaszać się z dokumentem tożsamości do biura przepustek PZL-Świdnik. Powinni być wypoczęci i po lekkim śniadaniu. Akcja potrwa do godz. 12.00.

aw

niedziela, 02 grudzień 2018 14:27

Rekordowe bieganie

Z roku na rok jest ich coraz więcej. Dziś, na ulice naszego miasta wybiegło ponad 600 uczestników 5. edycji Charytatywnego Biegu Mikołajkowego. Każdy otrzymał pamiątkowy medal, a dla zwycięzców były oczywiście puchary i nagrody. Uhonorowano również osoby w najciekawszym przebraniu, a także najliczniej reprezentowane drużyny. Wśród zawodników rozlosowano nagrody-niespodzianki.

Kibice mogli wspomóc Pawełka Łagowskiego i Marysię Szlązak, kupując ciasto, losy na loterię lub wrzucając pieniądze do puszek. Imprezę poprowadził Robert Besztak, a jej organizatorem było stowarzyszenie Biegający Świdnik, wspomagane przez kilkudziesięciu wolontariuszy oraz sponsorów.

 

sobota, 01 grudzień 2018 09:37

Nie gaśnie nadzieja

Niektóre historie bezdomnych psów z Krzesimowa znajdują wyjątkowo szczęśliwe zakoń­czenie. Tak stało się w przypadku Chudego, niewidomego kundelka, który w schronisku spędził prawie 10 lat. Okazało się, że psi senior, schorowany i wymagający szczególnej opie­ki, też może otrzymać dar od losu - odpowiedzialnych właścicieli, pełną miskę i dach nad głową. - Nigdy nie można tracić nadziei - mówią wzruszeni opiekunowie psiego przytułku.

Przyjeżdżając do schroniska, ludzie zwykle pytają o psy młode, zdrowe i najlepiej rasowe. Chudy nie kwali­fikuje się do żadnej z tych kategorii. Trafił wraz z innym czworonogiem do Krzesimowa, w ramach inter­wencji, z Fajsławic. Opiekunowie natychmiast nadali mu takie imię, gdyż był straszliwie wychudzony. Od początku był bardzo przyjaznym i otwartym psiakiem, mimo krzywd wyrządzonych mu przez ludzi. Pod­czas badania weterynaryjnego zdia­gnozowano u niego cukrzycę. W schronisku nie udało się zapewnić mu rygorystycznej diety i po pew­nym czasie pies, prawie z dnia na dzień, stracił wzrok. Niestety, nieod­wracalnie. Zwierzę długo nie mogło pogodzić się ze swoją ułomnością.

- Wrzuciliśmy kilka razy do sieci ogłoszenie, o poszukiwaniu domu dla Chudego - mówi Maria Gu­lanowska, prezes Świdnickiego Stowarzyszenia Opieki nad Zwie­rzętami. - Na jedno z nich odpowie­działa pewna pani z Warszawy. Nie miała dotychczas doświadczenia ze zwierzętami chorymi na cukrzycę. Na szczęście, naprzeciwko bloku, w którym mieszka, znajduje się leczni­ca dla zwierząt. Może więc szybko uzyskać poradę w razie potrzeby. Na razie jest to dom tymczasowy, ale niewykluczone, że jeśli nowi właściciele Chudego poradzą sobie z dość wymagającą opieką, a pies przyzwyczai się do nowego miej­sca, zostanie w stolicy już na stałe. Nowi właściciele poznają wszystkie procedury związane z pielęgnacją Chudego. Muszą, na przykład, na­uczyć się podawania zastrzyków o określonej porze.

Chudy dzieli dom z małym kotkiem, z którym już zdążył się zaprzyjaźnić. Musi dostawać karmę dla diabe­tyków i powinien mieć regularnie mierzony poziom cukru. Poza tym, cierpliwie poznawać nowy teren. Musi też uczyć się życia, jak czło­wiek, który nagle traci wzrok.

To kolejna pomyślna informacja ze schroniska. Wcześniej stary i scho­rowany pies Bolek został adopto­wany przez rodzinę z Czech. Później dwunastoletni Brus trafił do nowe­go domu w Belgii.

- Szkoda, że tak zaangażowanych ludzi brakuje w naszym regionie. Na razie deklara­cje adopcji starych i schorowanych zwierząt trafiają zza granicy lub z odleglejszych regionów Polski. W krzesimowskim schronisku na poprawę losu oczekują jeszcze 73 psy. Pod koniec listopada organi­zujemy na Uniwersytecie Przyrod­niczym w Lublinie zbiórkę pienię­dzy. Kilka najbardziej ułożonych czworonogów przywieziemy ze sobą. Później, 14 grudnia, odbędzie się kolejna impreza charytatywna organizowana przez Spółdzielczy Dom Kultury w Świdniku. Podczas koncertu „Paka dla bezdomniaka”, zbierane będą mokra karma i pie­niądze na leczenie podopiecznych z Krzesimowa. Już dziś serdecznie za­praszamy - dodaje M. Gulanowska.

słs

środa, 05 grudzień 2018 12:47

W poszukiwaniu lepszego życia

Na korytarzach Powiatowego Centrum Edukacji Zawodowej pojawili się w ubiegłym roku. Było ich siedmioro. Obecnie jest prawie czterdzieś­cioro. To uczniowie pochodzący z Ukrainy, któ­rzy zapragnęli kształcić się w Polsce. Pochodzą z różnych rejonów kraju. Oprócz nich, w internacie szkolnym mieszka jeszcze siedmioro młodych Kazachów. Sprowadziła ich chęć zdobycia wy­kształcenia w Europie. W jaki sposób znaleźli się w Świdniku?

Anna Goral, dyrektor PCEZ :- Inicja­tywa wyszła ze strony szkoły. Szu­kaliśmy uczniów za pośrednictwem ukraińskiej firmy rekrutacyjnej. Oczywiście robimy to za przyzwole­niem państwa. Młodzież przyjeżdża do nas legalnie, z budżetu centralne­go idzie za nimi subwencja oświato­wa, mają te same prawa i obowiązki jak ich polscy koledzy.

- Czy otrzymują jakąś dodatkową pomoc socjalną? W końcu miesz­kają daleko od domu, który rzad­ko bywa bogaty.

- Jeśli chodzi o pomoc materialną, nie. Ale koszty utrzymania nie są ogromne. Miesięczne zakwatero­wanie w internacie, wraz z wyży­wieniem, kosztuje około 350 zł. Otrzymują natomiast wsparcie edu­kacyjne w postaci dodatkowych 5 godzin nauki języka polskiego w pierwszej klasie.

- To znaczy, że pierwszy rok jest pod tym względem dla nich szczególnie trudny.

- Nie aż tak bardzo. Firma rekrutacyj­na nosi nazwę „Pan Polski”. Świad­czy to, między innymi, o jej podej­ściu do znajomości języka. Wszyscy kandydaci, już podczas rozmów na Ukrainie, muszą wykazać się umie­jętnością posługiwania się polskim w stopniu umożliwiającym komuni­kację. Nie jest natomiast wymagana Karta Polaka. Większość młodzieży pochodzi z Zachodniej Ukrainy, ale mamy też mieszkańców Odessy, Krymu i Kijowa. Przyjeżdżają na za­proszenie, legitymują się ukraiński­mi paszportami. Zaproszenie ważne jest rok. Jeśli uczeń nie zda do na­stępnej klasy, dokument wygasa.

- To znaczy, że nie stosujecie w stosunku do obcokrajowców ta­ryfy ulgowej?

- Absolutnie nie. Dodatkowa po­moc w opanowaniu języka, specy­ficznych terminów związanych z różnymi gałęziami nauki, to jedy­ny handicap, na jaki mogą liczyć. Wszystkiego poza tym wymagamy od nich jak od polskiej młodzieży.

- Jak sprawują się jako uczniowie?

- Bardzo różnie, tak jak i Polacy. Mie­wamy osoby wybitnie uzdolnione. Na przykład jedna dziewczynka otrzymywała w ciągu roku naj­lepsze oceny spośród wszystkich uczniów. Średnia stale powyżej 5. Oprócz tego aktywnie udzielała się w zajęciach pozalekcyjnych. Dopie­ro na koniec wyprzedziła ją polska koleżanka. Prawdziwym problemem młodzie­ży z Ukrainy jest duża odległość od domu rodzinnego. Mają dopiero po 15 - 16 lat. Dlatego, w razie po­trzeby, organizujemy indywidualne rozmowy z pedagogiem, psycho­logiem czy doradcą zawodowym, które pomagają im zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Współ­pracujemy z wyspecjalizowanymi instytucjami zewnętrznymi, jak Miejskie Centrum Profilaktyki lub Poradnia Psychologiczno Pedago­giczna. Zespół wychowawczy oce­nia, czego dany uczeń najbardziej potrzebuje i staramy się mu pomóc. Oczywiście mamy też kontakt z ro­dziną.

- Czy szkoła jest w stanie zaopie­kować się nimi po lekcjach? To przecież młodzież w najtrudniej­szym wieku.

- Po południu zajmujemy się nimi w internacie. Mamy sekcje kultu­ralne, sportowe. Mogą wyżyć się na siłowni lub boiskach. Organizu­jemy wycieczki, wyjazdy do teatru i kina. Biorą udział w różnego rodzaju konkursach. Oprócz tego organizo­wane są akcje, dzięki którym mogą poczuć się bardziej rodzinnie, na przykład Dzień Kultury Ukraińskiej. Uczestnictwo w zajęciach jest fa­kultatywne i oczywiście są tacy, któ­rym się nie chce, ale niektórzy nie odpuszczają niczego.

- Wygląda na to, że wraz z przy­jęciem zagranicznej młodzieży, bierzecie państwo na siebie do­datkowe, poważne obowiązki.

- Przede wszystkim staramy się za­stąpić im rodzinę. Oczywiście mają również opiekuna prawnego ze strony ukraińskiej.

- Z jakiego powodu wybrali Pol­skę, zamiast chodzić do szkół w pobliżu miejsca zamieszkania?

- Myślę, że po prostu szukają lep­szego życia. Świadectwo polskiej szkoły, jako placówki państwa na­leżącego do Unii Europejskiej, ma na Ukrainie swoją rangę. Ale per­spektywy dalszej nauki, zatrudnie­nia i rozwoju otrzymują również w Polsce. PCEZ podpisało niedawno nową umowę z PZL-Świdnik. Nasi uczniowie nie tylko odbywają tam praktyki, staże i mają szansę na uzyskanie stypendium, ale po za­kończeniu edukacji mogą również liczyć na zatrudnienie. To trochę jak powrót do korzeni, kiedy rozpoczę­cie nauki w dawnym Zespole Szkół Technicznych oznaczało od razu naliczanie stażu pracy w PZL. Muszę się pochwalić, że absolwenci naszej szkoły przystępujący do procesu rekrutacyjnego w PZL, otrzymują bardzo pochlebne oceny. Przemysł nie potrzebuje już aż tak wielu in­żynierów. Potrzebni są ludzie z konkretnymi umiejętnościami – operatorzy centrów sterowanych numerycznie, mechanicy lotniczy, informatycy.

- A dlaczego szkoła zabiegała o uczniów z zagranicy?

- 40 osób to dwie klasy. Jak wia­domo, w Polsce panuje niż demo­graficzny, a szkoła ma duży poten­cjał. Jest budynek dydaktyczny, są warsztaty i internat. Dysponowali­śmy większą ilością miejsc niż licz­ba chętnych. Podobnie jest zresztą na wyższych uczelniach w Lublinie, gdzie studiuje duża liczba młodzie­ży z zagranicy, w tym wielu Ukraiń­ców.

- Jakie klasy wybierają najczę­ściej goście z zagranicy?

- To bardzo ciekawe, bo kierunek technik eksploatacji portów i ter­minali. Nasza oferta jest przetłuma­czona na język ukraiński i doskonale wiedzą, co to za zawód. Być może na ich miejscowym rynku potrzeba fachowców w tej dziedzinie. Druga co do popularności specjalność, to informatyka.

- Jak wygląda integracja młodzie­ży ukraińskiej z polskimi rówie­śnikami?

- Uczą się w mieszanych klasach. Nie dopuszczamy do powstania getta. Oczywiście występują kon­flikty, ale nie mają charakteru naro­dowościowego, tylko jak to wśród młodzieży. Obserwujemy bardzo dużo pozytywnych zjawisk, jak so­bie nawzajem pomagają, tłumaczą na lekcjach. Cieszę się postawą na­szych uczniów, którzy pozytywnie podchodzą do obecności Ukraiń­ców w ich szkole. Jest integracja, są wspólne imprezy w internacie, dzień ukraiński albo polski.

Jan Mazur

piątek, 30 listopad 2018 15:31

Nowe stawki za odpady

Podczas wczorajszej sesji Rady Miasta radni uchwalili nowe stawki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Po dyskusji, postanowili utrzymać dotychczasową metodę ustalania opłaty. Będzie ona obliczana na podstawie liczby osób zamieszkujących daną nieruchomość.

Stawkę w wysokości 17 zł miesięcznie od osoby zapłacą mieszkańcy nieruchomości, w których prowadzi się selekcję odpadów. Dotychczasowa stawka, obowiązująca od 2015 roku, wynosiła 11 zł od osoby. Mieszkańcy nieruchomości, w których nie prowadzi się selekcji odpadów zapłacą 21 zł miesięcznie od osoby. Dotychczas płacili 14 zł od osoby. Zmiany wejdą w życie w przyszłym roku.

- Powodów podniesienia stawek opłat za odbiór odpadów jest kilka. Pierwszym z nich jest wyczerpanie się nadwyżki budżetowej, z której gmina pokrywała deficyty w różnych dziedzinach, w tym w gospodarce odpadami. Od 2013 roku, kiedy weszły w życie nowe regulacje prawne skutkujące tym, że gmina stała się właścicielem odpadów, stawki nie były ani razu zmienione. Jednak stojące przed nami wyzwania budżetowe zmuszają nas teraz do ich urealnienia. Obserwujemy również znacznie zwiększającą się, co roku, ilość odpadów, przy utrzymującej się liczbie osób deklarujących chęć ich utylizacji. Spowodowane jest to głównie, jak sądzę, zwiększającą się konsumpcją - tłumaczy Andrzej Radek, zastępca burmistrza do spraw komunalnych.

- Jak słychać, rosną również koszty zagospodarowania odpadów.

- Przede wszystkim, z każdym rokiem rosną opłaty za składowanie, i przetwarzanie odpadów. Większość z nich jest wyższa każdego roku. Dla przykładu, w 2018 roku za tonę odebranych odpadów płacimy 140 zł. W 2019 roku opłaty wzrosną do 170 zł, a w 2020 roku do 270 zł za tonę. Reasumując, ochrona środowiska kosztuje. Jeśli zderzymy to z planowaną podwyżką stawek dla mieszkańców, na przykład stosunek 17 złotych do obecnych 11 od osoby miesięcznie, powstaje pytanie czy stanowi to naprawdę istotną różnicę w budżecie rodziny. Nie chciałbym używać porównań trywialnych, ale to równowartość ceny połowy paczki papierosów.

- Jakie są wyniki polityki segregacji odpadów w naszej gminie?

- Od samego wejścia w nowy system, czyli od 2013 roku, jako jedna z nielicznych gmin, prowadzimy te działania optymalnie. Segregujemy maksymalną liczbę frakcji, a to też kosztuje, podobnie jak cała polityka ochrony środowiska, na którą kładziony jest obecnie ogromny nacisk

- Dużo mówi się o różnicy liczby osób zameldowanych w Świdniku i tych, które deklarują chęć oddawania odpadów. Utrzymuje się ona od lat w granicach 5 tysięcy.

- Nie demonizowałbym tego problemu. Jest wiele osób, które przebywają zarobkowo za granicą lub pracują i mieszkają w Polsce, ale poza Świdnikiem. Podobnie jest ze studentami. Zameldowanie nie jest tu więc istotnym wyznacznikiem, tym bardziej, że ustawodawca posługuje się pojęciem zamieszkiwania a nie zameldowania. Niemniej jednak gmina podjęła próbę, poprzez udział w projekcie rządowym GovTech, polegającą na analizie i porównaniu różnych baz danych, w celu ustalenia osób.

- Czy gmina dopłacała dotychczas do gospodarki odpadami?

- Tak i nie jest to żadną tajemnicą. Jednak, jak już zaznaczyłem, skończyła się nadwyżka budżetowa, a wraz z nią możliwość pokrywania deficytu.

- Gmina chciałaby zarabiać na gospodarce odpadami?

- Nawet gdyby chciała, zabraniają tego przepisy prawa. Z drugiej strony obligują nas do bilansowania opłat i kosztów tej gospodarki. Zgodnie z przepisami, musimy wyjść na zero.

jmr

Strona 1 z 19

Najczęściej czytane